Poszukiwany

Tekst
Autor:Lee Child
Z serii: Seria Jack Reacher #17
Z serii: Jack Reacher
0
Recenzje
Przeczytaj fragment
Oznacz jako przeczytane
Jak czytać książkę po zakupie
Nie masz czasu na czytanie?
Posłuchaj fragmentu
Poszukiwany
Poszukiwany
− 20%
Otrzymaj 20% rabat na e-booki i audiobooki
Kup zestaw za 75,90  60,72 
Poszukiwany
Audio
Poszukiwany
Audiobook
Czyta Jan Peszek
39,90  28,33 
Szczegóły
Czcionka:Mniejsze АаWiększe Aa

NIGDY NIE WIESZ, DO CZYJEGO SAMOCHODU WSIĄDZIESZ, KIEDY ŁAPIESZ OKAZJĘ. ALE NIE MA TAKIEGO KIEROWCY CZY TOWARZYSZA PODRÓŻY, Z KTÓRYM JACK REACHER BY SOBIE NIE PORADZIŁ.

Zimową nocą na autostradzie w Nebrasce nie jest łatwo złapać okazję. Zwłaszcza jeśli jest się wielkim, groźnie wyglądającym facetem, w dodatku z krwawiącym nosem. Ale Reacher ma do załatwienia sprawę w Wirginii, więc nie rezygnuje.

I w końcu jego cierpliwość zostaje nagrodzona – wsiada do chevroleta, którym jedzie dwóch mężczyzn i kobieta. Szybko się orientuje, że żadne z nich nie jest tym, za kogo się podaje, i zastanawia się, jaką przypisali mu rolę.

Bo nie jest naiwny; wie, że nie zabrali go ze sobą z dobrego serca. Nie wie natomiast, że tej samej nocy w Nebrasce doszło do morderstwa, które wygląda na robotę zawodowców, i że policja rozsyła komunikaty o dwóch podejrzanych mężczyznach widzianych na miejscu zbrodni. Nie wie też, że gra toczy się o znacznie więcej niż zwykłe morderstwo.


LEE CHILD

Brytyjski pisarz, od 1998 r. mieszkający w Nowym Jorku. W 2009 r. wybrany na prezesa stowarzyszenia Mystery Writers of America, a w 2020 r. zasiada w kapitule Nagrody Bookera. W Wielkiej Brytanii studiował prawo, potem pracował w teatrze i telewizji Granada. Zwolniony po 18 latach w wyniku restrukturyzacji, zainwestował w karierę literacką. W 1997 r. ukazała się jego pierwsza powieść – Poziom śmierci. Zdobyła Anthony Award za najlepszy debiut kryminalny i zapoczątkowała serię thrillerów ze wspólnym bohaterem, byłym żandarmem wojskowym Jackiem Reacherem, do której należą m.in.: Echo w płomieniach, Siła perswazji, Jednym strzałem (zekranizowane jako Jack Reacher z Tomem Cruise’em w roli tytułowej), Elita zabójców, Jutro możesz zniknąć, 61 godzin, Czasami warto umrzeć, Ostatnia sprawa, Nigdy nie wracaj (Tom Cruise ponownie wcielił się w Reachera w ekranizacji tej powieści), Zmuś mnie, Sto milionów dolarów czy Nocna runda.

leechild.com

Tego autora

Jack Reacher

POZIOM ŚMIERCI

UPROWADZONY

WRÓG BEZ TWARZY

PODEJRZANY

ECHO W PŁOMIENIACH

W TAJNEJ SŁUŻBIE

SIŁA PERSWAZJI

NIEPRZYJACIEL

JEDNYM STRZAŁEM

BEZ LITOŚCI

ELITA ZABÓJCÓW

NIC DO STRACENIA

JUTRO MOŻESZ ZNIKNĄĆ

61 GODZIN

CZASAMI WARTO UMRZEĆ

OSTATNIA SPRAWA

POSZUKIWANY

NIGDY NIE WRACAJ

SPRAWA OSOBISTA

ZMUŚ MNIE

STO MILIONÓW DOLARÓW

ADRES NIEZNANY

NOCNA RUNDA

CZAS PRZESZŁY

ZGODNIE Z PLANEM

STRAŻNIK

oraz

NAJLEPSZE AMERYKAŃSKIE OPOWIADANIA KRYMINALNE 2010

(współautor)

Tytuł oryginału:

A WANTED MAN

Copyright © Lee Child 2012

All rights reserved

Polish edition copyright © Wydawnictwo Albatros Sp. z o.o. 2021

Polish translation copyright © Łukasz Praski 2013

Redakcja: Beata Słama

Zdjęcia na okładce: Johnny Ring Photography (postać), © Alamy/BE&W (tło)

Projekt graficzny okładki oryginalnej: Stephen Mulcahey/TW

Projekt graficzny okładki polskiej: Wydawnictwo Albatros Sp. z o.o.

ISBN 978-83-8215-486-3

Wydawca WYDAWNICTWO ALBATROS SP. Z O.O. Hlonda 2a/25, 02-972 Warszawa www.wydawnictwoalbatros.com Facebook.com/WydawnictwoAlbatros | Instagram.com/wydawnictwoalbatros

Niniejszy produkt jest objęty ochroną prawa autorskiego. Uzyskany dostęp upoważnia wyłącznie do prywatnego użytku osobę, która wykupiła prawo dostępu. Wydawca informuje, że publiczne udostępnianie osobom trzecim, nieokreślonym adresatom lub w jakikolwiek inny sposób upowszechnianie, kopiowanie oraz przetwarzanie w technikach cyfrowych lub podobnych – jest nielegalne i podlega właściwym sankcjom.

Przygotowanie wydania elektronicznego: Michał Nakoneczny, hachi.media

Spis treści

1

2

3

4

5

6

7

8

9

10

11

12

13

14

15

16

17

18

19

20

21

22

23

24

25

26

27

28

29

30

31

32

33

34

35

36

37

38

39

40

41

42

43

44

45

46

47

48

49

50

51

52

53

54

55

 

56

57

58

59

60

61

62

63

64

65

66

67

68

69

70

71

72

73

74

75

76

77

78

79

80

Przypisy

1  Okładka

2  O książce

3  Strona tytułowa

4  O autorze

5  Tego autora

6  Strona redakcyjna

7  Spis treści

8  Dedykacja

9  1

10  2

11  3

12  4

13  5

14  6

15  7

16  8

17  9

18  10

19  11

20  12

21  13

22  14

23  15

24  16

25  17

26  18

27  19

28  20

29  21

30  22

31  23

32  24

33  25

34  26

35  27

36  28

37  29

38  30

39  31

40  32

41  33

42  34

43  35

44  36

45  37

46  38

47  39

48  40

49  41

50  42

51  43

52  44

53  45

54  46

55  47

56  48

57  49

58  50

59  51

60  52

61  53

62  54

63  55

64  56

65  57

66  58

67  59

68  60

69  61

70  62

71  63

72  64

73  65

74  66

75  67

76  68

77  69

78  70

79  71

80  72

81  73

82  74

83  75

84  76

85  77

86  78

87  79

88  80

89  Przypisy

JACK REACHER

Imię i nazwisko: Jack Reacher

Narodowość: amerykańska

Urodzony: 29 października 1960 roku w Berlinie

Charakterystyczne dane: 195 cm, 99–110 kg, 127 cm w klatce piersiowej

Kolor włosów: ciemny blond

Kolor oczu: niebieski

Ubranie: kurtka 3XLT, długość nogawki mierzona od kroku 95 cm

Wykształcenie: szkoły na terenie amerykańskich baz wojskowych w Europie i na Dalekim Wschodzie, Akademia Wojskowa West Point

Przebieg służby: 13 lat w Żandarmerii Armii USA, w 1990 roku zdegradowany ze stopnia majora do kapitana, zwolniony do cywila w randze majora w roku 1997

Odznaczenia służbowe: Srebrna Gwiazda, Medal za Wzorową Służbę, Medal Żołnierza, Legia Zasługi, Brązowa Gwiazda, Purpurowe Serce

Ostatni adres: nieznany

Czego nie ma: prawa jazdy, dokumentu ze zdjęciem, osób na utrzymaniu

Dla Jane

stojącej pod wielkim dębem

1

Świadek powiedział, że właściwie nie widział, jak to się stało. Ale jak inaczej mogło się to rozegrać? Krótko po północy do niewielkiego betonowego bunkra przez jedyne drzwi wszedł mężczyzna w zielonej zimowej kurtce, a za nim dwaj w czarnych garniturach. Minęła krótka chwila. Mężczyźni w czarnych garniturach wyszli.

Mężczyzna w zielonej kurtce nie.

Mężczyźni w czarnych garniturach szybkim krokiem pokonali dziesięć metrów i wsiedli do czerwonego samochodu. Według słów świadka, samochodu w kolorze strażackiej czerwieni. Jaskrawoczerwonego. Raczej nowego. Świadek przypuszczał, że był to zwykły czterodrzwiowy sedan. A może pięciodrzwiowy. Albo trzydrzwiowy. Ale na pewno nie dwudrzwiowe coupé. Świadek przypuszczał, że to była toyota. A może honda. Albo hyundai. Może kia.

Obojętnie, jaki to był wóz, odjechali nim dwaj mężczyźni w czarnych garniturach.

Ale po mężczyźnie w zielonej kurtce nie było śladu.

Potem spod drzwi betonowego bunkra wypłynęła krew, tworząc kałużę.

Świadek zadzwonił pod dziewięćset jedenaście.

Na miejscu zjawił się szeryf i wysłuchał jego relacji. Potrafił ponaglać ludzi, sprawiając przy tym wrażenie cierpliwego. Był to jeden z jego licznych talentów. Wreszcie świadek skończył. Szeryf namyślał się przez dłuższą chwilę. Był w części kraju, gdzie we wszystkich kierunkach za ciemnym horyzontem rozciągały się setki kilometrów kwadratowych pustkowia, a drogi były długimi, samotnymi wstążeczkami.

Był w krainie blokad drogowych.

Skontaktował się więc z drogówką, a potem wezwał helikopter ze stolicy stanu. Nadał pilny komunikat o poszukiwaniu jaskrawoczerwonego zagranicznego samochodu, którym poruszają się dwaj mężczyźni w czarnych garniturach.

• • •

Jack Reacher przejechał sto pięćdziesiąt kilometrów w dziewięćdziesiąt minut brudnoszarą furgonetkę prowadzoną przez kobietę. W końcu zobaczył przed sobą jasne lampy sodowe na węźle drogowym oraz duże zielone tablice wskazujące wschód i zachód. Kobieta zwolniła i zatrzymała samochód, Reacher wysiadł, podziękował i pomachał. Furgonetka skręciła w pierwszy zjazd prowadzący na zachód w kierunku Denver i Salt Lake City, a on przeszedł pod estakadą i stanął przy zjeździe wschodnim. Jedną stopę postawił na poboczu, drugą na jezdni, wyciągnął rękę i uśmiechnął się, próbując nadać twarzy przyjazny wygląd.

 

Co nie było łatwym zadaniem. Reacher był potężnym mężczyzną, miał metr dziewięćdziesiąt pięć wzrostu i mocną budowę ciała, poza tym tego wieczoru wyglądał jak zawsze nieco niechlujnie. Samotni kierowcy wolą miłe i niegroźne towarzystwo, a Reacher wiedział z doświadczenia, że pod względem wizualnym nie nadaje się na wymarzonego towarzysza podróży. Wyglądał zbyt groźnie. W tym momencie jego szanse dodatkowo pogarszał niedawno złamany nos. Zalepił go kawałkiem srebrnej taśmy izolacyjnej, wiedząc, że wygląda przez to jeszcze bardziej groteskowo. Wiedział, że taśma na pewno błyszczy i połyskuje w żółtym blasku lamp. Czuł jednak, że działa leczniczo, postanowił więc nie odklejać jej przez pierwszą godzinę. Jeśli w ciągu sześćdziesięciu minut nikt się nie zatrzyma, zacznie się zastanawiać, czy ją zdjąć.

W ciągu sześćdziesięciu minut nikt się nie zatrzymał. Ruch był niewielki. Noc, Nebraska, zima. Skrzyżowanie było jedynym dużym rozjazdem na odcinku wielu kilometrów, a mimo to upływały całe minuty i nie pojawiał się ani jeden pojazd. Na estakadzie był ruch, lecz niewiele osób miało ochotę się do niego włączyć. W ciągu pierwszej godziny na wschód skręciło zaledwie czterdzieści pojazdów: samochody osobowe, dostawcze, terenowe, różnych marek, modeli i kolorów. Trzydzieści przejechało, nawet nie zwalniając. Dziesięciu kierowców przyjrzało się uważnie Reacherowi, a potem odwróciło wzrok i popędziło dalej.

Nie było w tym niczego niezwykłego. Od lat coraz trudniej podróżowało się autostopem.

Czas zwiększyć szanse.

Odwrócił się i nadłamanym paznokciem kciuka podważył taśmę na nosie. Odkleił centymetrowy odcinek i chwycił go kciukiem i palcem wskazującym. Były dwie szkoły. Jedna radziła odlepić taśmę jednym mocnym szarpnięciem, druga sugerowała, by robić to powoli. Reacher uznał, że to pozorny wybór. Ból w każdym przypadku jest taki sam. Poszedł więc na kompromis, wybierając szybki sposób. Z policzkiem poszło nieźle. Gorzej z nosem. Rany się otworzyły, opuchlizna przemieściła się w górę, a złamany nos chrupnął i zachrzęścił.

Z drugim policzkiem też poszło nieźle.

Zwinął zakrwawioną taśmę i wsunął do kieszeni. Splunął na dłonie i przetarł twarz. Trzysta metrów nad sobą usłyszał helikopter i zobaczył potężny snop światła szperacza, który przebijał mrok, zatrzymując się tu i ówdzie. Reacher odwrócił się, znów postawił jedną stopę na jezdni i wyciągnął rękę. Helikopter zawisł na chwilę, ale stracił zainteresowanie, po czym z hukiem wirników pomknął na zachód. Wkrótce silniki ucichły w oddali.

Ruch na estakadzie nadal był niewielki, ale stały. Na drodze dojazdowej w kierunku północnym i wschodnim zmalał, lecz prawie wszystkie samochody skręcały na autostradę w jedną albo drugą stronę. Prawie żaden nie jechał prosto. Reacher wciąż był dobrej myśli.

Pomagał mu nocny chłód. Zdrętwiała twarz bolała mniej. Z południa nadjechał pick-up z tablicami z Kansas i skręcił na wschód, zwalniając. Za kierownicą siedział szczupły czarnoskóry mężczyzna w grubej kurtce. Długo i dokładnie przypatrywał się Reacherowi. Prawie się zatrzymał. Prawie. Wreszcie odwrócił wzrok i pojechał dalej.

Reacher miał w kieszeni pieniądze. Gdyby dostał się do Lincoln albo Omaha, dalej pojechałby autobusem. Ale nie mógł się dostać do Lincoln ani Omaha. Ktoś musiał go podwieźć. W przerwach między jednym a drugim samochodem chował prawą dłoń pod lewe ramię, żeby nie zamarzła. Przytupywał w miejscu. Oddech spowijał mu głowę jak gęsty obłok. Minął go radiowóz drogówki z włączonym kogutem, ale bez syreny. Siedziało w nim dwóch gliniarzy. Nawet nie spojrzeli na Reachera. Wpatrywali się przed siebie. Może coś się wydarzyło.

W ciągu kilku minut o mało nie zatrzymały się przy nim dwa samochody. Jeden nadjechał z południa, drugi z północy. Kierowcy obydwu zwolnili, przyhamowali, zawahali się i przyjrzeli, a potem przyspieszyli. Coraz bliżej, pomyślał Reacher. Już niedługo. Może to z powodu późnej pory? Ludzie mają więcej współczucia o północy niż w południe. Sama nocna jazda wydawała się czymś osobliwym. Dlatego mniej dziwiła decyzja, by zabrać przypadkowo spotkanego nieznajomego.

Miał nadzieję.

Kolejny kierowca przypatrzył mu się i się oddalił.

I jeszcze jeden.

Reacher splunął na dłonie i przygładził włosy.

Cały czas się uśmiechał.

Nadal był dobrej myśli.

I w końcu, po dziewięćdziesięciu trzech minutach spędzonych na wjeździe na autostradę, zatrzymał się przy nim samochód.

2

Samochód zatrzymał się dziesięć metrów przed nim. Amerykański, sporych rozmiarów, miał miejscowe numery rejestracyjne i ciemny kolor. Reacher przypuszczał, że to chevrolet, prawdopodobnie granatowy, szary lub czarny. Trudno było odgadnąć barwę lakieru w świetle lamp sodowych. W nocy wszystkie ciemne metaliki są anonimowe.

W środku siedziały trzy osoby. Z przodu dwaj mężczyźni, z tyłu kobieta. Mężczyźni byli odwróceni do tyłu, jakby w samochodzie toczyła się ożywiona trójstronna dyskusja. Demokratyczna. Zabrać tego faceta czy nie? Reacher domyślił się, że ta trójka za dobrze się nie zna. Bliscy znajomi zazwyczaj podejmują takie decyzje instynktownie. Tych troje może łączą związki służbowe, może razem pracują i musieli spędzić ze sobą pewien czas, każdy przesadnie licząc się ze zdaniem pozostałych, zwłaszcza kobiety, która stanowiła wyraźną mniejszość.

Reacher zobaczył, że kobieta kiwa głową, a z ruchu warg wyczytał „Tak”. Mężczyźni odwrócili się i samochód podjechał do przodu. Zatrzymał się z szybą drzwi pasażera na wysokości biodra Reachera. Szyba zjechała. Reacher pochylił się i poczuł na twarzy powiew ciepła. Ogrzewanie w samochodzie działało bez zarzutu. To było więcej niż pewne.

Człowiek siedzący obok kierowcy zapytał:

– Dokąd się pan wybiera?

Reacher przez trzynaście lat był wojskowym gliną, a potem prawie tyle samo lat zarabiał na życie dzięki sprytowi. Nie zginął tylko dlatego, że był ostrożny i zachowywał czujność. Wszystkie pięć zmysłów zawsze w pełnej gotowości. Decyzja o tym, czy przyjąć propozycję podwiezienia, zależała głównie od zapachu. Czy czuć piwo? Trawkę? Bourbona? W tym momencie nie mógł jednak niczego wyczuć. Jego nos niedawno został złamany. Opuchlizna i krew zatykały przewody nosowe. Być może miał trwale skrzywioną przegrodę. Niewykluczone, że już nigdy nie poczuje żadnego zapachu.

W tej sytuacji dotyk nie wchodził w grę. Ani smak. Liżąc czy badając po omacku wnętrze samochodu jak ślepiec, niczego się nie dowie. Pozostawał zatem wzrok i słuch. Pasażer z przodu mówił neutralnym tonem, bez żadnego zauważalnego akcentu regionalnego ani intonacji świadczącej o starannym wykształceniu i poczucia wyższości wynikającego z doświadczeń z pracy na wysokim stanowisku. U wszystkich trojga zobaczył gładkie, pozbawione stwardnień dłonie, słabo umięśnione sylwetki, starannie uczesane włosy, brak opalenizny. Ludzie spędzający czas w zamkniętych pomieszczeniach. Za biurkiem. Nie z samego szczytu hierarchii, ale daleko od najniższych szczebli. Wszyscy wyglądali na czterdzieści kilka lat, może byli właśnie w połowie życia, ale na pewno dalej niż w połowie kariery zawodowej. W kategoriach wojskowych byli kimś w rodzaju podpułkowników. Coś osiągnęli, lecz trudno ich nazwać gwiazdami.

Każde z nich było ubrane w czarne spodnie i niebieską dżinsową koszulę – jak w mundur. Koszule były tanie i nowe, wciąż miały zagniecenia po wyjęciu z opakowania. Reacher domyślał się, że pewnie byli na jakichś zajęciach integracyjnych. Korporacyjne bzdety. Zwieziono grupę pracowników średniego szczebla z biur regionalnych, zebrano na pustkowiu, a potem rozdano im koszule i rozdzielono zadania. Może przez to zamieszanie bardziej się rozzuchwalili i dlatego postanowili go zabrać. A może potem będą się nawzajem poddawali otwartej krytyce i dlatego prowadzili tę męczącą trójstronną demokratyczną naradę. Zespoły potrzebują pracy zespołowej, a praca zespołowa wymaga dojścia do zgody. Konsensus nie mógł być w żaden sposób wymuszony, a kwestie płci zawsze były delikatne. Reacher zdziwił się nawet, że kobieta nie siedzi z przodu czy za kierownicą. Choć jeżeli jest jedyną kobietą w trzyosobowej grupie, prowadzenie samochodu można by było uznać za zachowanie zbyt służalcze. Jak podawanie kawy.

Istne pole minowe.

– Jadę na wschód – odpowiedział Reacher.

– Do Iowa? – spytał pasażer siedzący z przodu.

– Przez Iowa – sprecyzował Reacher. – Aż do Wirginii.

– Wskakuj pan – powiedział mężczyzna. – Kawałek możemy pana podrzucić.

Kobieta siedziała za fotelem pasażera, więc Reacher obszedł bagażnik i wsiadł z tyłu od strony kierowcy. Usadowił się i zatrzasnął drzwi. Kobieta nieśmiało skinęła mu głową. Może nieco ostrożnie. Niewykluczone, że to z powodu nosa. Może jego widok wytrącił ją z równowagi.

Mężczyzna za kierownicą zerknął w lusterko wsteczne i ruszył wjazdem na autostradę.

3

Szeryf hrabstwa nazywał się Victor Goodman i zdaniem większości mieszkańców nie mógł nosić lepszego imienia i nazwiska. Naprawdę był dobrym człowiekiem i zwycięzcą, bo do czegokolwiek się zabrał, zawsze odnosił sukcesy. Nie było jednak związku między jego imieniem i nazwiskiem. Wygrywał nie dlatego, że był dobry, ale dlatego, że był inteligentny. Na tyle inteligentny, by przed wykonaniem kolejnego ruchu weryfikować i korygować swoje poprzednie decyzje. Dwa kroki do przodu, jeden do tyłu. Tak działał. Ten system dobrze mu służył. Zawsze. I właśnie Goodman dochodził do wniosku, że trochę się pospieszył z nadaniem komunikatu o poszukiwaniu samochodu.

Miejsce zdarzenia w betonowym bunkrze wyglądało bowiem cholernie poważnie. Dokonano tam egzekucji mężczyzny w zielonej zimowej kurtce. Został po prostu zamordowany. Z zimną krwią zadano mu kilka skutecznych ciosów nożem. To nie była sprzeczka, która doprowadziła do szamotaniny. To była robota zawodowców z pierwszej ligi. Rzadko spotykana w Nebrasce. Ściśle mówiąc, nigdy.

Najpierw Goodman zadzwonił do FBI w Omaha, żeby ich uprzedzić. Był zbyt inteligentny, aby przejmować się wojną terytorialną. Potem zastanowił się jeszcze raz nad dwoma mężczyznami w czerwonym samochodzie. W kolorze strażackiej czerwieni, jak powiedział świadek. Jaskrawoczerwonym. Wydawało się to bez sensu. Wóz był zbyt widoczny jak na profesjonalistów. Zbyt charakterystyczny. Zbyt zauważalny. Dlatego prawdopodobnie ci dwaj ukryli gdzieś w pobliżu drugi samochód. Prawdopodobnie podjechali tam i się przesiedli.

Poza tym mężczyźni w sekundę mogli zdjąć czarne marynarki. Świadek nie był pewny, jakie mieli koszule. Przypuszczał, że białe. Zasadniczo. Albo kremowe. Może w prążki. Albo w kratkę. Czy jeszcze jakieś inne. W każdym razie nie mieli krawatów. A może jeden z nich miał.

Tak więc Goodman jeszcze raz skontaktował się z drogówką oraz załogą helikoptera i uprościł komunikat: poszukiwał teraz dwóch mężczyzn poruszających się jakimkolwiek pojazdem.

• • •

Mężczyzna siedzący obok kierowcy odwrócił się i powiedział dość życzliwie:

– Jeżeli wolno zapytać, co się panu stało w twarz?

– Zderzyłem się z drzwiami – odrzekł Reacher.

– Naprawdę?

– Nie, tak naprawdę to potknąłem się i przewróciłem. Nic ciekawego. Zdarza się.

– Kiedy?

– Wczoraj wieczorem.

– Boli?

– Trochę, ale wystarczy aspiryna.

Facet odwrócił się jeszcze trochę i spojrzał na kobietę. A potem na kierowcę.

– Mamy jakąś aspirynę? Żeby mu pomóc?

Reacher się uśmiechnął. Zespół był gotowy rozwiązać każdy problem, mały czy duży.

– Proszę się nie przejmować – powiedział.

– Ja mam – odezwała się kobieta. Pochyliła się i podniosła torebkę stojącą na podłodze. Poszperała w niej. Mężczyzna siedzący z przodu przyglądał się temu w napięciu. Wyglądał na bardzo przejętego. Za chwilę mieli osiągnąć wyznaczony cel. Kobieta wydobyła opakowanie aspiryny Bayera i wytrząsnęła z niego jedną tabletkę.

– Daj mu dwie – poradził ten siedzący z przodu. – Chyba mu się przydadzą. A zresztą, co tam, daj mu trzy.

Jego ton, zdaniem Reachera, był zbyt rozkazujący. Mógł nie pasować do analizy prowadzonej po zakończeniu zajęć grupowych. Pasażer z przodu stawiał kobietę w trudnej sytuacji. Może sama potrzebowała aspiryny. Może na coś cierpiała. Może krępowała się o tym mówić. Albo na przykład człowiek z przodu zastosował jakiś podwójny blef. Może był tak nieskazitelny pod każdym innym względem, że demonstrowanie władzy pod pozorem niewinnego entuzjazmu uchodziło mu na sucho.

– Jedna wystarczy, dzięki – powiedział Reacher.

Kobieta przechyliła dłoń, upuszczając mu na rękę pastylkę. Mężczyzna z przodu podał mu butelkę wody. Zamkniętą i wciąż zimną, jakby przed chwilą wyjęto ją z lodówki. Reacher połknął tabletkę, odkręcił butelkę i upił duży łyk.

– Bardzo dziękuję – rzekł.

Oddał butelkę. Mężczyzna z przodu wziął ją i podsunął kierowcy, lecz ten bez słowa pokręcił głową. Patrzył na drogę i sunął naprzód, utrzymując prędkość w granicach sto, sto dwadzieścia kilometrów na godzinę. Reacher ocenił, że ma prawie metr osiemdziesiąt pięć wzrostu, ale był wąski w ramionach i odrobinę się garbił. Miał chudą szyję bez żadnego meszku. Musiał się niedawno ostrzyc, a strzygł się konserwatywnie. Na palcach nie nosił żadnych obrączek. Rękawy taniej niebieskiej koszuli były za krótkie. Na nadgarstku miał zegarek z cyferblatem pełnym małych skomplikowanych tarcz.

Mężczyzna siedzący obok niego był niższy, lecz lepiej zbudowany. Trudno było go nazwać grubym, ale mógłby przekroczyć tę granicę, gdyby jadał hamburgery częściej niż raz w tygodniu. Miał gładką i różową twarz. Włosy jaśniejsze niż włosy kierowcy, ale tak samo krótko i niedawno ostrzyżone, poza tym zaczesane na bok jak u grzecznego ucznia. Jego koszula, niedawno wyjęta z opakowania, miała długie rękawy, była ciasna w pasie i luźna w ramionach. Skrzydełka kołnierzyka, wciąż idealnie trójkątne, wpijały się lekko w szyję.

Kobieta, gdy popatrzeć na nią z bliska, wyglądała na młodszą o rok czy dwa od mężczyzn. Raczej bliżej czterdziestu niż czterdziestu pięciu lat. Kruczoczarne włosy nosiła upięte na czubku głowy w kok. Francuski albo rzymski. Reacher nie znał się na terminologii fryzjerskiej. Szczupła i chyba średniego wzrostu. Jej koszula była w mniejszym rozmiarze niż mężczyzn, mimo to wydawała się luźna. Kobieta była ładna, choć jej uroda sprawiała wrażenie surowej i zasadniczej. Wyglądała na zmęczoną i trochę zakłopotaną. Być może nie uległa czarowi korporacyjnych głupot. Dlatego zdaniem Reachera była najlepsza z całej trójki.

Mężczyzna siedzący z przodu znów się odwrócił, wyciągając gładką, pulchną dłoń.

– A tak w ogóle jestem Alan King – przedstawił się.

Reacher uścisnął mu rękę, mówiąc:

– Jack Reacher.

– Miło mi pana poznać, panie Reacher.

– Wzajemnie, panie King.

– Don McQueen – przedstawił się kierowca, ale nie próbował podawać Reacherowi ręki.

– King i McQueen, co za przypadek – zauważył Reacher. – Król i królowa w jednym samochodzie.

– Się wie – mruknął King.

Kobieta wyciągnęła do Reachera rękę, drobniejszą, bledszą i bardziej kościstą od dłoni Kinga.

– Karen Delfuenso – powiedziała.

– Miło panią poznać, Karen – rzekł Reacher i podał jej rękę. Przytrzymała ją dłużej, niż się spodziewał. Nagle McQueen zdjął nogę z gazu i wszystkich lekko szarpnęło do przodu. Przed nimi jarzyły się światła stopu. Jak czerwony mur.

A w oddali błyskały czerwone i niebieskie światła mnóstwa radiowozów.