Słodki oszustTekst

Z serii: Niegrzeczny duet #1
0
Recenzje
Przeczytaj fragment
Oznacz jako przeczytane
Jak czytać książkę po zakupie
Czcionka:Mniejsze АаWiększe Aa


1


Dylan

– Co to, kurwa, było?! – wykrzyknął Weston, mój partner biznesowy, z przedniego siedzenia mojego samochodu służbowego, który właśnie włączał się do ruchu. Powstrzymując się przed udzielaniem wskazówek kierowcy – niezbyt użyteczny zwyczaj, zwłaszcza że długo przebywałem poza Nowym Jorkiem – wyjrzałem przez tylne okno. Donovan Kincaid, mój drugi partner w Reach Inc., gonił Sabrinę Lind, dziewczynę pracującą w naszym biurze.

Sabrinę poznałem tego wieczoru. Była miła, inteligentna i bezpośrednia. Razem z Westonem jedliśmy kolację z nią i jej siostrą. Właśnie kończyliśmy, gdy pojawił się Donovan, zawadiacki, szlachetny i rycerski.

– Donovan nazwał siebie jej chłopakiem – rzucił Weston z niedowierzaniem, wspominając scenę, której przed chwilą byliśmy świadkami. – Czy tylko ja to słyszałem? Chyba nie jestem aż tak pijany.

Takie wyznania nie były w stylu zwykle powściągliwego Donovana, ale kiedyś już go takim widziałem – ostatni raz, gdy oddał serce kobiecie.

Moim zdaniem tracił tylko czas. Podczas kolacji Sabrina kilkukrotnie rzuciła wypowiedzi sugerujące, że nie interesuje jej cały cyrk związany z romansami.

– Ja też to słyszałam – stwierdziła siedząca obok mnie Audrey, młodsza siostra Sabriny, którą zaoferowałem się odwieźć do domu.

Ona z kolei kilka razy zasugerowała, że jak najbardziej jest zainteresowana romansami.

Szkoda tylko, że była z „tych” dziewczyn. Tych, co to pragną, żeby facet najpierw je kochał, a potem dopiero zaglądał im pod spódnicę. W przeciwnym razie…

Dyskretnie omiotłem ją spojrzeniem, zatrzymując się na krągłościach jej piersi unoszących się przy każdym oddechu. Nie był to pierwszy raz tego wieczoru, gdy ją obcinałem wzrokiem. Tym razem dodatkowy bonus stanowiły jej nogi, podczas kolacji ukryte pod stołem. Długie i zgrabne, w sam raz.

– Słyszałam to… – powtórzyła. – To było takie romantyczne.

Jej ton głosu sprawił, że zaśmiałem się w duchu. Ależ była młoda i naiwna. Kto na tym świecie wierzy jeszcze w romantyczność?

– Nie rozumiem… – wymamrotał Weston, przeczesując włosy palcami. – Jestem najlepszym przyjacielem Donovana. Wiedziałem, że z nią sypia, ale nie miałem pojęcia, że jest jej chłopakiem. Nie miałem pojęcia, że się w niej kocha. To ja miałem być chłopakiem Sabriny. Kiedy to się wydarzyło? I gdzie ja wtedy byłem?

Jasne, jakby Weston King wierzył w miłość i związki.

Obrócił się i spojrzał na nas.

– Pytam serio.

Zerknąłem na Audrey. Po jej minie poznałem, że wiedziała o wszystkim, ale nie miała zamiaru komentować sytuacji. Pozostało mi pocieszyć partnera.

– Pewnie byłeś zbyt zajęty tą Dyson, którą posuwasz. – Zdecydowanie byłem pijany. Zwykle nie posługiwałem się takim językiem przy damach. Zwłaszcza tak młodych.

– Ej… – Weston pogroził mi palcem. – Elizabeth nie jest jakąś tam byle laską. Zamierzam się z nią ożenić.

Ich narzeczeństwo było jedynie układem biznesowym, ale mimo to Weston najwyraźniej polubił swoją „narzeczoną” – choć nadal rozpaczał nad utratą Sabriny.

To było wykańczające.

– Jesteś wykańczający – skomentowałem.

– Ja? – odparł z autentycznym zdziwieniem.

– Wszyscy jesteście. Nawet bardziej niż lot nad oceanem. Zwykle jesteście naprawdę inteligentni. Nie wchodziłbym w interesy z partnerami, którzy łatwo ulegają kaprysom. Do sukcesu na poziomie, jaki osiągnęła nasza firma, potrzeba trzeźwego umysłu i wyznaczonych priorytetów. Jednak teraz nagle oszaleliście i zachowujecie się jak zadurzeni amanci ze świątecznych hitów Netflixa.

– Zaraz… – zastopował mnie Weston. – Nie powiedziałem, że się zakochałem w Elizabeth Dyson. Powiedziałem tylko, że się z nią ożenię.

– Przez całą kolację za nią tęskniłeś. Tęskniłeś, Weston. To chyba pewny objaw miłości – zwróciłem się do uczestniczki dyskusji, która powinna być po mojej stronie.

– Owszem – odparła i pokiwała głową, dziewczęco i jednocześnie seksownie. – Tęsknota to podstawa. Gdyby koleżanka powiedziała mi, że facet się przyznał, że za nią tęskni, uznałabym to prawie za oświadczyny.

– Dokładnie tak – przytaknąłem z poważną miną. Oczywiście to był sarkazm, a ta dziewczyna sprawiała, że chciałem się śmiać. I robić wiele innych rzeczy.

Ułożyłem ramię na oparciu siedzenia, jakbym szukał wygodniejszej pozycji. Nic wielkiego, a już na pewno nic o romantycznym zabarwieniu.

– Nie jestem zakochany w Eliza…

– A poza tym, że tęsknisz… – wszedłem mu w słowo. Jego zaprzeczenia były denerwujące i szczerze mówiąc, protekcjonalne. Nie miałem zamiaru ich słuchać. – …Mamy Donovana, który publicznie ogłasza związek z kobietą i to przed swoimi partnerami. A miałem go za rozsądnego człowieka… – Musiał zapomnieć o tym, jak okropnie się czuł po ostatnim razie, gdy kobieta złamała mu serce, dziesięć lat temu. Cóż, wkrótce sobie przypomni. – No i jest też Nate – ciągnąłem. Nate był człowiekiem o licznych seksualnych zainteresowaniach. Nigdy nie podejrzewałbym, że się zakocha. – Kiedy wyskoczyłem z nim wczoraj na drinka, nawijał w kółko o jednej kobiecie. Niedługo zostanę tylko ja i Cade.

Pochyliłem się ku Audrey, która zapewne nic nie wiedziała o naszym piątym partnerze, dowodzącym filią w Tokio.

– Nikt nigdy nie pokocha Cade’a, nawet jeśli zmieni orientację seksualną. Nawet własna matka zapewne go nie kochała. Jestem tego pewien, w końcu to jeden z moich najlepszych przyjaciół.

Weston chrząknął sceptycznie, ale w jego spojrzeniu dostrzegłem też błysk nadziei, że może się nie mylę i że wkrótce opuści stan kawalerski. Naprawdę zwariował na punkcie tej Dyson. Biedny frajer.

Spojrzałem na Audrey, by sprawdzić, czy nie uraziłem jej moją antyromantyczną tyradą. Ze zdziwieniem stwierdziłem, że się na mnie gapi. Szybko odwróciła wzrok, rumieniąc się. Ze wstydem przyznaję, że mi lekko drgnął.

Była bardzo atrakcyjną dziewczyną. Nie potrafiłem zapanować nad reakcjami własnego ciała. A przecież starałem się zachowywać dystans. Przez większość czasu.

– Ja tu wysiadam – rzucił Weston, wskazując na swój budynek.

Kierowca zaparkował obok wielkiej śnieżnej zaspy. Cała ulica była obrzeżona zaspami po wczorajszej zamieci.

– Przydałyby się rakiety śnieżne – stwierdził Weston i westchnął. Wysiadł i zaklął, zatrzaskując za sobą drzwi.

Pochyliłem się ku Audrey – nie tylko dlatego, że chciałem powąchać jej perfumy, ale też po to, by opuścić szybę i krzyknąć do Westona:

– Szczęśliwego Święta Dziękczynienia! Jakbyśmy się wcześniej nie zobaczyli! – Weston leciał gdzieś w tygodniu – do Utah czy Kansas. Dla mnie, od urodzenia mieszkającego w Anglii, Środkowy Zachód Stanów Zjednoczonych był białą plamą.

– Nawzajem, przyjacielu. Dobrze było cię widzieć, choć przez chwilę. Miło było cię poznać, Audrey. – Odwrócił się i wszedł w śnieg. – Kurwa, nowiutkie buty.

– Możesz je wystawić ze śmieciami, razem z własnymi jajami, których już najwyraźniej nie używasz – rzuciłem i zasunąłem szybę, nim zdążył odpowiedzieć. Pokazał mi środkowy palec.

Ponownie rozsiadłem się wygodnie, przy okazji niechcący dotykając kolana Audrey. Niechcący. Oczywiście natychmiast zabrałem rękę, udając niezdarność i przepraszając. W dzisiejszych czasach pełno jest zboczeńców, nie chciałem, by wzięła mnie za jednego z nich.

Chciałem być drapieżnikiem, ale takim dobrze wychowanym, z manierami. Nie miałem zamiaru rzucać się na nią jak bydlę.

Przez kilka minut panowała pełna napięcia cisza. Poluzowałem krawat i ponownie ukradkiem spojrzałem na Audrey.

Wydawała się zatopiona w myślach. Czyżby mój dotyk ją uraził?

Nagle przypomniałem sobie rozmowę, którą toczyliśmy, zanim Weston wysiadł. To mogła być przyczyna jej milczenia.

Zwykle wzruszyłbym po prostu ramionami. Niech się dąsa. Nie miałem zamiaru zmieniać poglądów, by jej się przypodobać. Jednak napięcie między nami było aż nazbyt wyraźne. Czułem, że muszę jakoś oczyścić atmosferę.

– Jesteś jakaś dziwnie milcząca. – Od razu przeszedłem do sedna. – Czyżbym podważył twoją wiarę w romantyczne ideały?

Obróciła do mnie twarz. W jej oczach odbijały się uliczne światła.

– To niemożliwe – odparła z uśmiechem. – Moja wiara w ideały jest niewzruszona. – Obróciła się do mnie całym ciałem. – A ty na pewno jesteś aż takim cynikiem?

Zalała mnie fala gorąca. A więc to było napięcie seksualne… Owszem, odczuwałem do niej pociąg, ale nie sądziłem, że z wzajemnością.

Przyjrzałem się jej twarzy. Miała jasne migdałowe oczy, głęboko osadzone w twarzy o kształcie gruszki, idealną białą cerę. Była uosobieniem perfekcji. Świeża i niewinna. I te wydatne usta…

Podobała mi się myśl o jej niewinności. Mógłbym ją tyle nauczyć. Pokazać jej, co może zdziałać tymi ustami.

Miłości zrzekłem się lata temu, ale nie seksu. Nigdy nie zrzeknę się seksu. A Audrey Lind była niezwykle kusząca. Wiedziałem, że powinienem trzymać się od niej z dala. Była zbyt romantyczna. Zbyt amerykańska. I zdecydowanie za młoda. Mógłbym być jej ojcem.

Nie chciałem o tym myśleć.

 

Była także siostrą mojej podwładnej, co sprawiało, że czułem się niekomfortowo, zwłaszcza że przyjechałem do Nowego Jorku zaledwie na tydzień. Donovan może i uganiał się za personelem, ale przynajmniej na serio. Przelotny romans nie byłby na miejscu.

A poza tym to wszystko i tak nie miało znaczenia, bo ona była za młoda.

– Zawahałeś się – skomentowała, szerzej się uśmiechając. – Nie wiesz, co odpowiedzieć?

Musiałem sobie przypomnieć, jakie było pytanie.

– Nie, moje postanowienie odrzucenia miłości i związków pozostaje niezachwiane. – Spojrzałem na jej wydatne usta.

Te apetyczne usta.

– Zastanawiam się, czy nie kłamiesz… – Zanim zdążyłem zaprotestować, kontynuowała: – …ale to nie dlatego milczałam. Myślałam o sytuacji Westona. O tym, jaki był, zanim poznał Elizabeth. Zwykle nie interesują mnie playboye, ale on się zmienił. A jego przeszłość ma swoje zalety.

Jej słowa stanowiły haczyk. Powinienem był go zignorować, ale nie potrafiłem. Musiałem połknąć przynętę.

– Jakie według ciebie zalety ma były playboy, któremu się wydaje, że jest zakochany na zabój w niby zaręczonej z nim kobiecie? Dodam, że jest to pierwsza kobieta, z którą spędził więcej niż jeden weekend. – Dla mnie to był kompletny bałagan.

– Cóż… – Spuściła wzrok i zarumieniła się lekko. – Weston wiedział, co robi, zanim się zakochał w Elizabeth. Więc kiedy byli razem… no wiesz. – Potarła jedną wargę o drugą. Wpatrywałem się w te usta jak zaczarowany. – W sypialni…

– Czy ty próbujesz mi powiedzieć, że jesteś… że nigdy… – Odchrząknąłem, nie wiedząc, jak zapytać kompletnie obcą osobę o jej dziewictwo. To było jak czytanie marnego pornosa. Boże, przez dłuższy czas będę fantazjował o tej sytuacji.

– Och, nie! – odparła szybko.

Ulżyło mi. Nie byłbym w stanie znieść tej wiedzy, wyjść z samochodu i odprowadzić ją pod drzwi jej mieszkania.

– Nie jestem taka niewinna – ciągnęła. – Miewałam chłopaków. Dwóch, na poważnie i na dłużej. Obu kochałam. Każdy z nich mógł być tym jedynym. Tym na zawsze.

Jak w bajce. Jasne.

Ale teraz była tu ze mną w samochodzie. Oczywiście nie „ze mną”, ale nie miała nikogo, z tego, co wywnioskowałem z rozmowy. Tak więc te bajki nie miały szczęśliwego zakończenia. Samo życie.

– Co się stało? – spytałem, czekając, aż ujawni rysę na szkle swoich ideałów.

– Życie seksualne. A raczej jego brak. Koleżanki opowiadały mi nieraz o brudnych, ekscytujących rzeczach, które robiły ze swoimi chłopakami. Wiesz, dziewczyny opowiadają sobie o wszystkim. Moi chłopacy… Za każdym razem robiliśmy to „na misjonarza”. Nuda w sypialni przenosiła się na inne sfery wspólnego życia. Niezależnie od moich aluzji i próśb panowie pozostawali takimi samymi ignorantami jak ja.

Moje spodnie nagle zrobiły się zdecydowanie za ciasne. Ech, mógłbym jej tyle pokazać… Tyle zrobić. Czy przy takich partnerach miała kiedykolwiek orgazm? Płonąłem z pragnienia podzielenia się z nią moim doświadczeniem.

Jednak to było niemożliwe. Z oczywistych powodów. Choć w tej chwili ich nie pamiętałem. Ale na pewno były istotne.

Pomimo że wiedziałem, iż między nami nic nie może się zdarzyć, byliśmy sobie coraz bliżsi. Nawet nie zauważyłem, kiedy Audrey odpięła pas bezpieczeństwa i przysunęła się do mnie.

Przełknąłem głośno ślinę.

– Myślę, że dowody obalają twoją teorię o istnieniu „tego jedynego” – oświadczyłem zaskakująco spokojnym głosem. Wewnątrz cały się gotowałem. Kutas był twardy jak skała.

– Wcale nie. Wierzę, że on istnieje. Moja teoria nie jest błędna. Po prostu za szybko się angażowałam. Za bardzo tego pragnęłam. Może nie byłam jeszcze gotowa. Nadal jednak wierzę w przeznaczenie.

Położyła mi dłoń na udzie. Paliła jak rozgrzane żelazko. To był znak ostrzegawczy. Przynęta wbita na haczyk.

Uniosła ku mnie swą delikatną twarz, mrugając niewinnie oczami.

– Jestem pewna, że ciebie też zdołam przekonać, iż przeznaczenie istnieje. Musisz tylko zrobić jedną rzecz.

Połknąłem przynętę.

– Czyli?

– Pocałuj mnie.

2


Audrey

– Pocałować cię? – Wątpliwość w jego głosie była niemal zaraźliwa. Niemal. A może nie powinnam w siebie wątpić?

Nie, to nie w moim stylu.

Zawsze byłam pewna siebie. Miałam szczęście – wychował mnie ojciec, który zaszczepił mi poczucie mocy, a potem starsza siostra, dzięki której zyskałam pewność siebie. Co zabawne, ona sama czasem borykała się z problemem wiary w siebie. Może dlatego, że w młodym wieku musiała przejąć obowiązki matki i pani domu. Nasza mama umarła młodo, a ojciec zaledwie kilka lat po niej.

Szczerze powiedziawszy, matkowanie nie szło Sabrinie najlepiej. Nigdy się nie prosiła o tę rolę, nic więc dziwnego, że cierpiała z powodu niskiej samooceny. Kochałam ją jednak taką, jaka była – silną, nieznoszącą sprzeciwu i diabelnie inteligentną. Jednak dla świata tkwiącego w okowach tradycji nieraz była zbyt silna i inteligentna. Przecież kobieta powinna być delikatna i cicha, uległa. Sabrina jednak w to nie wierzyła. Przetarła mi drogę, za co byłam jej ogromnie wdzięczna. Dzięki niej mogłam kroczyć dumnie i sama kreować własną kobiecość.

Tak więc zwykle w każdej sytuacji czułam się w miarę pewna siebie. Wiedziałam, kim jestem – byłam utalentowana, ale nie aż tak, by utrzymać się ze swoich dzieł artystycznych. Byłam inteligentna, rozumiałam chemię i archeologię, co pozwoliło mi niemal ukończyć studia z zakresu konserwatorstwa. Byłam atrakcyjna – choć nikt raczej nie wziąłby mnie za modelkę, to nie narzekałam na brak zainteresowania. Na pewno nie byłam desperatką. Wybierałam, kogo chciałam, i nie bałam się tego komunikować. Nie zgrywałam cnotki.

Jednak choć byłam zabawna i romantyczna, nigdy nie czułam, że potrzebuję podpory. Że nie poradzę sobie sama. A już zwłaszcza bez mężczyzny. Nie to, żebym nie lubiła kogoś mieć. Kiedy już miałam chłopaka, świat kręcił się wokół niego. Kochałam go całym sercem. Nie lubiłam być sama. Dobrze było wiedzieć, że ktoś mnie złapie, gdy upadnę. Sabrina mi nie wystarczała. Teraz od pięciu miesięcy byłam singielką. Celowo. Po ostatnim związku, kompletnie nieudanym w sypialni, stwierdziłam, że coś musi się zmienić.

Moim priorytetem obecnie było ukończenie studiów. Nie myślałam za wiele o romansach.

Aż do dziś.

Przyjechałam do Sabriny na Święto Dziękczynienia i miałam zamiar skupić się wyłącznie na niej. Nie spodziewałam się jednak, że będzie zajęta facetem. Nie żebym miała jej to za złe. Zasługiwała na szczęście. Jednak jej romans dawał mi aż za dużo czasu na… cóż, rozglądanie się. I tak oto zauważyłam szefa Sabriny – wysokiego, wyrafinowanego, dużo starszego Brytyjczyka z szeroką szczęką i brązowymi pofalowanymi włosami. I ciemnymi oczami, pod wpływem wina topiącymi się jak czekolada. Zauważyłam, że podczas kolacji często na mnie popatrywał – pomimo obecności pozostałej dwójki przy stole.

Wyczułam jakąś chemię między nami. Facet fantastycznie wyglądał i świetnie się z nim rozmawiało. Sprawiał, że błyszczałam. Zupełnie jak mój ulubiony nauczyciel, pan Gregori, który zawsze doceniał moją pracę na zajęciach. Dylan był jak seksowny wykładowca. Taki, który niejednego mógłby mnie nauczyć. I który sam ma niegrzeczne myśli, choć próbuje zachowywać się przyzwoicie.

Nigdy wcześniej czegoś takiego nie czułam. Nie było w tym udawania, nie było żadnych oczekiwań. Istniał tylko dziki, prymitywny pociąg. Jakiś magnetyzm.

Przyciągał mnie do siebie. Ośmielał. Sprawiał, że zaczynałam fantazjować.

– Tak, pocałuj mnie – powtórzyłam z ręką na jego udzie. Czułam jego gorącą skórę, nawet przez materiał spodni.

On jednak nadal się wahał.

– Powinienem się zakochać? – spytał, mierząc mnie wzrokiem, pod wpływem którego serce zaczęło mi walić o żebra jak lew w klatce.

Ależ on był szlachetny! Walczył ze sobą, z całej siły trzymając pożądanie na wodzy. I kto wie, może właśnie przegrywał tę walkę?

– A martwi cię to? – rzuciłam wyzywająco.

– Oczywiście, że nie – odparł, nie spuszczając wzroku.

– To czego się obawiasz?

Puścił wodze. Rzucił się na moje usta jak wygłodniały wilk na ofiarę. Zero gry wstępnej. Zero słodkich słówek. Zaatakował mnie z pasją, chwytając za tył głowy. Był pewien siebie, agresywny. Zręczny i wymagający. Przejął kontrolę.

A ja, jak mała głupiutka owieczka, przywarłam do niego cała, zarzucając mu ramiona na szyję. Pragnęłam jego smaku, smaku wina i wędzonej ryby. Pożeraliśmy się nawzajem.

Byliśmy jak śliniące się dzikusy. Zderzaliśmy się zębami, dysząc ciężko. Czasoprzestrzeń skurczyła się do tej chwili, do jego ust. Niczego innego nie potrzebowałam. Ciało zalała mi fala żaru. Sutki naprężyły się boleśnie. W żołądku czułam niezwykłe sensacje, a między nogami pulsowanie. Byłam mokra i spragniona. Uda drżały mi z pożądania.

Spragniona zaspokojenia, dosiadłam go i jęknęłam, gdy dotknęłam wybrzuszenia w jego spodniach. Zaczęłam poruszać biodrami, przyciskając cipkę do jego kutasa. Chciałam poczuć go całego. Pragnienie narastało z każdym ruchem. Moje pożądanie było niemalże poniżające. Byłam taka napalona…

Dylan wsunął mi dłonie pod spódnicę i wbił palce w pośladki, ocierając się o mnie równie gwałtownie. Wiedział, czego potrzebowałam, i jak mi to dać.

Robiłam się coraz bardziej mokra. Jego kutas rósł. Moich uszu dobiegł dziwny odgłos, jakby miauczenie. Dopiero po chwili zdałam sobie sprawę, że to ja go wydaję. To było zupełnie nowe, niezwykłe doznanie. Ocieraliśmy się o siebie nawzajem, nie przerywając pocałunku. W moim podbrzuszu narastało napięcie. Nigdy wcześniej z nikim nie byłam tak blisko podczas pierwszego pocałunku, a co dopiero świeżo po poznaniu. I nigdy wcześniej nie byłam tak blisko orgazmu w ubraniu. Nigdy nie znalazłam się na krawędzi błagania obcego faceta o seks…

Bańkę ekstazy przekłuło głośne chrząknięcie. Dylan oderwał usta od moich ust i wychylił się zza mnie.

– Tak? – zapytał.

O mój Boże, kierowca! Kompletnie o nim zapomniałam.

– Jesteśmy na miejscu – poinformował nas szofer. – Cały chodnik zawalony jest śniegiem.

Dylan wyjrzał przez okno.

– Okrąż ten budynek i wysadź panią na rogu – poinstruował.

– Tak, proszę pana.

Ciszę wypełniło pikanie kierunkowskazu.

Z trudem spojrzałam Dylanowi w oczy. Napięcie między nami nadal było wyczuwalne. Czy powinnam zaprosić go do siebie?

Chciałam tego.

Ale mieszkanie należało do mojej siostry, a on był jej szefem. To byłoby kompletnie nie w porządku.

Czy on zaprosi mnie może do swojego pokoju hotelowego?

To również wydawało się niewłaściwe z wielu powodów. Jego twarz wskazywała, że już się opanował i wie, co należy i wypada zrobić.

Nie powinnam była czuć się taka zawiedziona. Chciałam tylko pocałunku. Chciałam sprawdzić, czy to, co rozważałam, ma szanse powodzenia.

Teraz byłam tego pewna.

– Powiedziałaś, że przekonasz mnie, iż przeznaczenie istnieje – stwierdził Dylan. – Coś miało się zdarzyć?

Poczułam chęć przyłożenia mu. Udawał, że nic się nie stało, chociaż kutasa nadal miał twardego jak skała.

Na szczęście mnie niełatwo zniechęcić.

– Tak. A teraz daj mi swój numer telefonu.

Zawahał się przez sekundę, po czym wyciągnął telefon i podał mi go.

– Wyślij sobie esemesa.

Zadrżałam. Jak coś tak niewinnego mogło zabrzmieć tak niegrzecznie?

Bo on miał doświadczenie. Ot dlaczego. Wiedział rzeczy, o których ja nie miałam pojęcia. Był profesorem.

Szybko wysłałam sobie esemesa z jego komórki, po czym mu ją oddałam. Samochód się zatrzymał.

– Odezwę się jutro – rzuciłam, schodząc z niego. Może go zaskoczyłam, może był zaciekawiony, a może po prostu z podniecenia nie myślał jasno, ale nie zapytał mnie o nic więcej. Siedział nieco skołowany.

Otworzyłam drzwi i wyśliznęłam się z samochodu. Też czułam się lekko skołowana, ale nigdy nie byłam tak pewna siebie.

Бесплатный фрагмент закончился. Хотите читать дальше?