Perska niepewność

Tekst
Z serii: Perska miłość #7
Oznacz jako przeczytane
Jak czytać książkę po zakupie
Nie masz czasu na czytanie?
Posłuchaj fragmentu
Perska niepewność
Perska niepewność
− 20%
Otrzymaj 20% rabat na e-booki i audiobooki
Kup zestaw za 69,90  55,92 
Perska niepewność
Perska niepewność
Audiobook
Czyta Ewa Abart
37,90  27,67 
Szczegóły
Czcionka:Mniejsze АаWiększe Aa

Wzięła telefon i poszukała zdjęć z Bali. Wspaniałe krajobrazy, bogato zdobione świątynie, spokojnie falujący ocean, piękna plaża… Na paru z nich widniał szeroko uśmiechnięty Wayan, który, trzymając deskę do surfingu, prezentował wspaniale zbudowane ciało. Zawsze stał w otoczeniu swoich kolegów lub jej koleżanek z Anglii, bo skasowała wszystkie zdjęcia, na których był sam lub tylko z nią. Bardzo się pilnowała, żeby w przypadku gdyby ojciec nagle chciał sprawdzić jej telefon, nie znalazł w nim nic podejrzanego.

Pod wpływem silnych emocji wywołanych wspomnieniami i niezmierzoną tęsknotą zadzwoniła do Charlotte.

– Halo! – Koleżanka szybko odebrała.

– Cześć, tu Sara.

– Cześć.

– Co słychać?

– Kiepsko.

– Co się dzieje?

– W pracy duże zmiany…

– To znaczy?

– Pracujemy zdalnie, co nie jest łatwe, bo to dla mnie zupełnie coś nowego. Uważam, że mając bezpośredni kontakt z ludźmi, pracuje się dynamiczniej. Dużo efektywniej… Zawsze można na bieżąco coś z kimś omówić, poradzić się, a tak… Często czuję się pozostawiona sama sobie – poskarżyła się.

– Pomyśl, że to jest tylko chwilowe – Sara starała się podnieść ją na duchu.

– Ale to niejedyny problem…

– A co jeszcze?

– Chcą zreorganizować całą firmę… – Charlotte głęboko westchnęła. – Mówiąc wprost: będą zwolnienia.

– To smutne.

– Wręcz tragiczne… – Głos Charlotte zadrżał. – Tutaj dobrze zarabiam, mogę pozwolić sobie na wyjazdy na Bali, a jeśli mnie zwolnią…

– Nie możesz zakładać najgorszego.

– Nie mogę też o tym nie myśleć… – Przerwała na moment, żeby po chwili ponownie podjąć trudny temat. – Sama wiesz dlaczego… Mieliśmy z Komangiem wkrótce kupić dom…

– No właśnie… Co z domem?

– Moje oszczędności szybko topnieją…

– Przecież jeszcze pracujesz.

– Ja tak, ale Komang… – Zaczerpnęła powietrza. – On żył głównie z lekcji surfingu, czasem obwiózł ludzi po wyspie… A teraz przez brak turystów w ogóle nie zarabia, więc ja mu pomagam.

– Rozumiem…

– Nikt się tego nie spodziewał…

– Takiego czegoś na pewno nie…

– Gdy sobie pomyślę, że jeszcze parę miesięcy temu opowiadałam ci, jak to będę w naszym balijskim domu jadła na śniadanie dżakfruty, marakuje i papaje… A teraz wszystko w moim życiu zostało postawione na głowie. – Charlotte zaszlochała.

Tak jak na całym świecie, pomyślała Sara.

– Mimo wszystko trzeba mieć nadzieję, że wszystko w końcu jakoś się ułoży – pocieszała nie tylko koleżankę, ale też siebie.

– Tak… – Charlotte nieco się uspokoiła. – Przepraszam… Ale to jest takie trudne…

– Nie przepraszaj… Dla nikogo nie jest łatwe… – Przywołała obraz ukochanego. – A… Wayan? Jak on sobie radzi?

– Tak samo jak wszyscy… – Charlotte stwierdziła smutno. – Czyli nie najlepiej… On bardzo chciałby z tobą porozmawiać.

– A ja z nim… – Każdego dnia marzyła, żeby usłyszeć jego kochany, męski głos. – Ale tłumaczyłam ci, dlaczego nie mogę tego robić – zaczęła mówić ciszej, żeby kręcąca się po rezydencji liczna służba jej nie usłyszała. – Chodzi o ojca…

– Wiem, ale Wayan boi się, że o nim zapomnisz – Charlotte przekazała obawy mężczyzny, o których dowiedziała się od Komanga. – Albo już zapomniałaś…

– Nigdy! – Sara zaprzeczyła żarliwie. – Przenigdy! Jeśli się kogoś naprawdę kocha, to…

– Tak, to nie można zapomnieć – Charlotte wpadła jej w słowo. – Ja też nie wyobrażam sobie życia bez Komanga. Myślałam nawet, żeby polecieć na Bali i tam pracować zdalnie, ale Indonezja zamknęła granice dla cudzoziemców.

– To szkoda, bo miałabyś wspaniałe scenerie…

– Tak, mogłabym pracować na plaży… – Charlotte się rozmarzyła. – A przede wszystkim byłabym blisko Komanga.

– We dwoje zawsze raźniej…

– Z pewnością – zgodziła się Charlotte. – Ale muszę czekać, aż otworzą kraj.

– Rozmawiając z Komangiem, poproś go, żeby przekazał Wayanowi, że ciągle o nim myślę…

– Dobrze.

– I na pewno o nim nie zapomnę… – zadeklarowała Sara.

– O Balijczykach trudno zapomnieć… – Charlotte powiedziała z przekonaniem. – Potrafią sprawić, żeby kobieta czuła się szczęśliwa. Są bardzo czuli i…

– Tak… – Sara szybko jej przerwała, bo przypomniała sobie, jak Wayan nucił jej do ucha: „Jesteś bajką… Mam nadzieję, że nie odejdziesz…”22.

– I fantastycznie spędza się z nimi czas – dokończyła Charlotte.

– O, tak… – przyznała Sara.

Wayan uczy ją surfingu… Gra dla niej na gitarze… Śpiewa dla niej nastrojową piosenkę… Opowiada o ciekawych zwyczajach panujących na wyspie… Zabiera na romantyczny spacer brzegiem oceanu… Rzuca jej głębokie spojrzenia… Tańczy z nią zmysłowo… Namiętnie ją całuje… Pieści żarliwie… I kocha się z nią… Rozkosznie… Euforycznie… Ekstatycznie…

„I odlecieliśmy do księżyca i wszystkich świecących gwiazd… W noc…”23, zabrzmiało w głowie Sary.

– Na pewno o nim nie zapomnę – powtórzyła z miłością.

– Przekażę mu to – zapewniła Charlotte. – A teraz muszę kończyć, bo praca czeka.

– Powodzenia. I wkrótce się zdzwonimy.

– Do usłyszenia.

– Do usłyszenia.

Nikt się tego nie spodziewał…, Sara w duchu przyznała koleżance rację. Wróciła do przerzucania fotek, żeby zanurzyć się w niepowtarzalnym klimacie Bali. To sprawiało, że czuła się bliżej ukochanego. Pomagało jej też wierzyć, że przyjdzie kiedyś taki dzień, w którym znowu się spotkają.

Później znalazła parę artykułów na temat Bali i panującej tam pandemii. Jeden z nich był szczególnie ciekawy. Analizował dane, które mówiły, że na wyspie jest stosunkowa niska liczba zachorowań. Niektórzy wyjaśniali ten fakt tym, że atmosfera Bali przesiąknięta jest wyjątkową duchowością i mistycyzmem.

„Bali zostało oszczędzone z powodu dobrej karmy i modlitw Balijczyków” – powiedział główny kapłan Indonezyjskiego Towarzystwa Hinduistycznego.

Podkreślił również, że kuchnia balijska zawiera dużo ziół, które zwiększają odporność człowieka, co zostało udowodnione przez ekspertów od żywienia24.

Autorzy artykułu zauważyli, że śmiertelna choroba nie rozprzestrzeniała się w zastraszający sposób, pomimo tego, że pod koniec marca, kiedy większość świata obowiązywał pierwszy lockdown, Balijczycy gromadzili się tłumnie, żeby celebrować wyznaczany według kalendarza księżycowego Nowy Rok. Wyznający przede wszystkim hinduizm balijski25 mieszkańcy wyspy w trwających parę dni ceremoniach świętowali odejście starego roku oraz początek nowego.

Wyjątkowo ważnym obrzędem był zbiorowy rytuał oczyszczania, któremu przewodzili kapłani. Balijczycy ubrani w białe stroje, niosąc dary i sakralne przedmioty, udawali się w pochodzie do źródeł wody, najczęściej na plażę nad brzegiem oceanu, aby tam poprzez rytualne obmycie się dokonać aktu oczyszczenia.

Do następnych istotnych tradycji należała barwna parada olbrzymich maszkar nazywanych Ogoh-ogoh, które symbolicznie wyobrażały drzemiące w człowieku złe cechy i przywary oraz jego wady. Gigantyczne potwory z wywalonymi jęzorami, wybałuszonymi oczami oraz wystającymi ostrymi zębami i kłami były przewożone lub przenoszone na platformach ulicami miast i wiosek przy dźwiękach transowej muzyki i w świetle pochodni. Celem tworzenia Ogoh-ogoh było symboliczne, metafizyczne oczyszczenie środowiska naturalnego z destrukcyjnych oddziaływań na niego przez istoty żywe, a zwłaszcza ludzi. Człowiek powinien w taki sposób zarządzać zasobami naturalnymi, żeby ich nie niszczyć.

W kolorowych, głośnych pochodach uczestniczyły też dzieci, które malowały twarze w upiorne wzory, udając demony i wampiry. Parady, których zadaniem było również obnażenie słabości człowieka i jego złośliwości, zatrzymywały się na każdym skrzyżowaniu, gdzie wielka kukła była obracana trzy razy zgodnie z ruchem wskazówek zegara. Rytuał ten odganiał złe moce, które musiały odejść i zostawić człowieka w spokoju. To było duchowe oczyszczenie środowiska i pożegnanie starego roku. W kulminacyjnym punkcie ceremonii olbrzymie maszkarony symbolizujące zło były palone, aby unicestwić wszystkie perfidne intencje, nikczemne ambicje i działanie wszelkich nieprzyjaznych sił.

Następnego dnia celebrowany był w niezwykle unikatowy sposób balijski Nowy Rok. To jedno z najważniejszych na wyspie świąt, Nyepi, czyli „dzień ciszy”, obchodzono w całkowitym skupieniu i wyciszeniu. Od szóstej rano przez całą dobę życie na wyspie zamierało, gdyż jej mieszkańcy musieli powstrzymać się od pracy, podróżowania i wszelkich przyjemności oraz zapalania świateł. W niektórych wioskach wyłączano elektryczność i nie dopuszczano nawet palenia świec. Niedostępne były programy radiowe i telewizyjne oraz nie prowadzono rozmów telefonicznych. Wszystko było zamknięte, łącznie z jedynym na wyspie międzynarodowym lotniskiem. Ulice świeciły pustkami, a turystów proszono o nieopuszczanie hoteli. Tylko oni mogli używać elektryczności, ale o znacznie zmniejszonej mocy.

 

Pozostający w domach Balijczycy oddawali się modlitwie i kontemplacji. W głębokim milczeniu i samorefleksji zastanawiali się nad swoim postępowaniem, żeby w pełni zdać sobie sprawę z tego, jakie złe uczynki popełnili w minionym roku i co muszą poprawić w nadchodzącym. W tym pełnym zadumy dniu ludzie z jeszcze większą intensywnością zwracali się ku temu, co naprawdę ważne i duchowe. Przygotowywali się na przeżycie nowego roku najlepiej, jak potrafili.

Sara przypomniała sobie, jak Wayan opowiadał jej piękną legendę związaną z balijskimi obyczajami noworocznymi. Siedzieli wtedy na plaży, wsłuchując się w rytmiczny szum uderzających o brzeg oceanicznych fal. Niebo usiane było migotliwymi gwiazdami, a srebrzysty sierp księżyca dodawał ciepłej nocy niezwykłego uroku. Oparła głowę o jego ramię, czując niezmierzoną miłość i spokój.

– Pradawna legenda mówi, że mieszkańcy naszej wyspy w pierwszy dzień nowego roku bardzo sprytnie zwiedli złe duchy… – zaczął głębokim głosem.

– Jak to zrobili? – zapytała Sara, gładząc łagodnie jego dłoń.

– Kiedy demony przelatywały nad Bali, szukając miejsca na osiedlenie się, mieszkańcy zgasili wszystkie światła i zapadły nieprzeniknione ciemności. Złe duchy, widząc pogrążoną w mroku wyspę, pomyślały, że jest ona zupełnie niezamieszkana, więc poleciały dalej. I tym fortelem Balijczycy zniechęcili demony do osiedlenia się na naszej wyspie.

– Rzeczywiście zmyślna sztuczka…

– Hhmmm… – Pocałował ją namiętnie.

Wayan… Bali… Tak szalenie tęskniła. Za ukochanym mężczyzną. Za barwami, dźwiękami i zapachami wyspy oraz dobrą energią jej mieszkańców, którzy, witając się, składali dłonie na piersi jak do modlitwy i pochylali głowy, wyrażając tym samym swój szacunek i życzliwość do każdego człowieka. Wierzyła, że tylko tam może być naprawdę szczęśliwa.

Posiedziała jeszcze trochę w pokoju, wspominając, planując, tęskniąc, a później poszła do pokoju Fatmy. Zastała ją wpatrzoną w ekran komputera, więc cicho zapytała, czy ma wyjść, bo pomyślała, że siostra ma lekcję online.

– Nie, nie, wchodź – Fatma odpowiedziała głośno.

Sara usiadła na krześle blisko siostry.

– Jak idzie zdalna nauka? – zapytała.

– Tak sobie. – Fatma odwróciła się w jej stronę. – Wolałabym chodzić do szkoły.

– Wcale ci się nie dziwię. Ja też chciałabym wyrwać się z domu… Wrócić na Bali…

– Szkoda, że ostatnio, kiedy lecieliśmy z ojcem po ciebie i mamę, nie było czasu, żebyś mi ją pokazała.

– Tak, bardzo szkoda… Na pewno by ci się podobało.

– Kiedyś tam pojadę… Może po pandemii…

– Po pandemii… – powtórzyła Sara. – Cholerna pandemia! – zaklęła po chwili, dając upust swojej frustracji.

– Chyba wszyscy już mają jej dość – zgodziła się Fatma.

– I te pieprzone ograniczenia! – Sarę, która ceniła wolność od najmłodszych lat, zalała fala złości.

– Nie możemy nic na to poradzić… – Młodsza siostra była bardziej pragmatyczna. – Musimy przeczekać.

– Tak… – Sara nie miała innego wyboru, jak tylko przyznać jej rację. – Nic innego nam nie zostało…

– Mówiłaś kiedyś, że zamierzasz jechać na Bali na kurs jogi – przypomniała Fatma.

– Bardzo bym chciała.

– To teraz możesz zacząć.

– Co?

– Ćwiczyć jogę.

– Gdzie?

– No gdzie? W domu! – Fatma się zaśmiała. – Nigdzie indziej się nie da.

– Jak to sobie wyobrażasz?

– Normalnie. W internecie możesz znaleźć mnóstwo propozycji zajęć jogi…

– Nie wiem… – Sara traktowała kurs na Bali jako pretekst, który pozwoliłby jej przebywać w pobliżu ukochanego.

– Spróbuj chociaż – namawiała Fatma, ponieważ obawiała się, że Sara może tak jak kiedyś wpaść w depresję. – Moja koleżanka, która już nie była w stanie znieść tego ciągłego siedzenia w domu, zajęła się jogą i od razu poczuła się lepiej.

– Spróbuję… – Sara powiedziała bez większego przekonania.

– Najlepiej jeszcze dzisiaj – namawiała siostra.

– Może jutro… A dzisiaj mama zaproponowała wieczorem wspólne oglądanie filmu. Poprosiła, żebyś do nas dołączyła.

– Jaki to film?

– Nie wiem, mama dopiero ma coś wybrać.

– Jeśli będzie fajny, to z wami obejrzę – zapewniła Fatma.

– To świetnie. – Sara podniosła się. – Masz jeszcze dzisiaj jakieś lekcje?

– Tak. – Fatma zerknęła na zegarek. – Zaczynam za pół godziny.

– To dobrej nauki. – Sara skierowała się w stronę drzwi.

– Dziękuję. – Przez twarz Fatmy przebiegł lekki grymas.

– Musimy przeczekać. – Sara lekko uśmiechnęła się do siostry, powtarzając jej słowa.

– I tak zrobimy – Fatma odpowiedziała jej uśmiechem.

Po kolacji spotkały się w pokoju Sary. Wkrótce potem pojawiła się również Joanna.

– Jak tam, dziewczyny? – Usiadła obok córek na niewielkiej kanapie przed dużym ekranem telewizora, który ojciec kupił Sarze w związku z lockdownem.

– Dobrze. – Fatma przesunęła się, robiąc więcej miejsca dla mamy. – Jaki film wybrałaś?

– Proponuję Ostatniego cesarza Bertolucciego. To nakręcony z ogromnym rozmachem film, który dostał dziewięć Oscarów, w tym za scenografię i kostiumy – wyjaśniła Joanna. – W Chinach robiłaś dużo zdjęć, bo podobała ci się tamtejsza kultura i architektura, więc myślę, że film będzie dla ciebie pod tym względem interesujący – zwróciła się do Sary. – Nie mówiąc już o niezwykle pasjonującej i dramatycznej historii ostatniego cesarza Chin.

– Brzmi ciekawie – przyznała Sara.

– To oglądamy? – Joanna zapytała Fatmy.

– Tak, z chęcią obejrzę.

– W takim razie poszukaj, Saro, tego filmu.

– Dobrze.

Po paru minutach pochłonęła je opowieść o życiu urodzonego w tysiąc dziewięćset szóstym roku cesarza Puyi, który tak naprawdę nigdy nie posiadał prawdziwej władzy nad swoim krajem. Intronizowany w wieku niespełna trzech lat już jako sześciolatek został zmuszony do abdykacji ze względu na powstanie Republiki Chińskiej. Jednak dzięki odpowiedniej ugodzie Puyi otrzymał honorowy tytuł cesarza i wysoką rentę od państwa, a przede wszystkim możliwość czasowego mieszkania w Pałacu Cesarskim w Zakazanym Mieście z dużą ilością obsługujących go niań, eunuchów, lekarzy, kucharzy i wszelkiego rodzaju służących. Noszony w lektyce ze złotym baldachimem, tytułowany Jego Cesarska Mość, hołubiony przez otaczających go ludzi i przyzwyczajony do oddawanych mu przez nich głębokich pokłonów, był całkowicie odcięty od świata zewnętrznego. Nie wolno mu było opuszczać Zakazanego Miasta.

Raptem do pokoju Sary zajrzał Ali.

– O, tu jesteś. – Skierował wzrok na żonę. – Wszędzie cię szukam.

– Oglądam film.

– Długo jeszcze potrwa?

– Dopiero się zaczął.

– Aha – skrzywił się i zamknął drzwi.

Joannę przeszedł nieprzyjemny dreszcz. Czego on ode mnie chce?, zadała sobie pytanie, na które wolała w tym momencie nie odpowiadać. Skupiła się na filmie.

Wichry historii sprawiły, że Puyi w tysiąc dziewięćset dwudziestym czwartym roku musiał wyprowadzić się z Zakazanego Miasta, a następnie pozostawał pod kontrolą Japończyków, również wtedy, kiedy został marionetkowym cesarzem utworzonego na ich potrzeby państwa Mandżukuo. Potem przez wiele lat był więźniem najpierw radzieckim, a następnie Chin Ludowych.

W filmie, skonstruowanym na zasadzie powrotu dorosłego cesarza do różnych etapów swojego życia, już na początku znajduje się przejmująca scena, w której Puyi jako więzień próbuje popełnić samobójstwo, podcinając sobie żyły. Strużki czerwonej krwi spływają do umywalki w łazience.

W pokoju Sary powiało trupim chłodem. Dziewczyna odwróciła głowę w stronę matki, która w ten sam sposób z powodu zdrady ojca targnęła się na swoje życie. Obawiała się, że ta trudna scena wywoła u niej bolesne wspomnienia i przykre emocje. Jednak Joanna, czując niepokój córki, uspokajająco ścisnęła jej dłoń. Przeżyła horror, ale poznała Richarda. Kochała i była kochana. Był jej ocaleniem.

Burzliwe życie ostatniego cesarza Puyi, który, gdyby nie upadek liczącego ponad dwa tysiące lat Cesarstwa Chińskiego, mógłby być jednym z najpotężniejszych ludzi na świecie, skłoniło Joannę i jej córki do różnorodnych refleksji. Sara myślała, jak łatwo jest ulec złudzeniu i wierzyć w ideę, która nigdy się nie zrealizuje. Puyi, podporządkowując się Japończykom jako marionetkowy cesarz, oczekiwał przywrócenia cesarstwa w całych Chinach. Sara, wierząc w miłość Aziza, z nadzieją oczekiwała szczęścia w pachnącej hipnotyzującym jaśminem oazie. Rzeczywistość okazała się okrutna, bo miała być tylko żywym narzędziem w szponach tak zwanego Państwa Islamskiego, które rodzi i wychowuje jego bezwzględnych bojowników.

Joanna zastanawiała się nad tym, w jakim stopniu wydarzenia historyczne wpływają na losy jednostki. Gdyby nie nagły atak na generała Kasema Sulejmaniego w Bagdadzie, Ali nie przyleciałby po nią na Bali, więc w tym momencie wiodłaby prawdopodobnie nowe życie u boku Richarda w Stanach Zjednoczonych. A teraz na dodatek ta straszliwa pandemia…

Fatma, doceniając ciekawe tło historyczne, barwne kostiumy i świetną grę aktorską, z przyjemnością oglądała zrealizowane przez wybitnego reżysera dzieło, które zamierzała polecić swoim koleżankom.

Wtem drzwi ponownie się otworzyły.

– Jeszcze oglądacie? – zapytał Ali.

– To długi film – odpowiedziała Joanna.

Mąż wycofał się, mrucząc coś niezadowolony pod nosem.

To, że zajrzał do pokoju już drugi raz, nie wróżyło nic dobrego. Joanna starała się o tym nie myśleć, koncentrując się na filmie.

Puyi ostatnie lata życia spędził jak zwykły obywatel Chińskiej Republiki Ludowej, pracując jako ogrodnik w ogrodzie botanicznym, a następnie jako archiwista państwa.

Cesarz nie cesarz…, przeleciało przez głowę Joanny. Każdy człowiek może się znaleźć w tragicznym położeniu, do którego przyczyniły się zupełnie niezależne od niego okoliczności…

Po skończonym seansie przez dłuższą chwilę panowało milczenie. Pierwsza odezwała się Fatma.

– Fajny film, mamo. – Podniosła się. – Idę opowiedzieć o nim moim koleżankom.

– Cieszę się, że przypadł ci do gustu. Dobrej nocy, córeczko.

– Dobranoc. – Fatma uśmiechnęła się do mamy i siostry, po czym udała się do siebie.

– Tobie też się podobał? – Joanna zwróciła się do Sary.

– Tak, bardzo.

– To dobrze.

Joanna ociągała się z powrotem do swojej sypialni. Ali… Jednak nie mogła siedzieć w nieskończoność w pokoju córki.

– Ja też już pójdę. – Wstała z kanapy. – Śpij dobrze.

– Ty też, mamo.

Oby…, opuściła pokój i chyłkiem przemknęła się do sypialni. Miała nadzieję, że Ali już zasnął. W łazience pospiesznie zrobiła wieczorną toaletę i wsunęła się do łóżka. Chciała jak najszybciej zapaść w głęboki sen… A w nim spotkać Richarda…

Nie zdołała tego zrobić, kiedy usłyszała odgłos otwieranych drzwi. Ali… Zadrżała ze strachu. Zbliżył się, po czym wszedł do jej łóżka. Przysunął się do niej i od razu złapał ją za pierś.

– Nie chcę! – krzyknęła z obrzydzeniem.

Nie zwracając uwagi na jej sprzeciw, nadal boleśnie tarmosił jej sutek. Ze złością chwyciła jego dłoń i starała się ją od siebie oderwać.

– Powiedziałam ci, że nie chcę! – Jego ręka wydała jej się twarda i toporna. Raniąca.

– Jesteś moją żoną! – wrzasnął niezrażony.

Ta sama nędzna śpiewka. Przypisywanie sobie prawa męża, które miało usprawiedliwiać gwałt.

– To nie ma nic do rzeczy! – Próbowała zerwać się z łóżka, ale jej na to nie pozwolił, mocno trzymając ją w talii.

– Puść mnie! – Odpychała go i wierzgała nogami.

Opór żony jeszcze bardziej go rozwścieczył. Położył się na niej całym swym ciężarem, żeby nie miała możliwości obrony.

– Zostaw mnie! – wołała Joanna. – Nie mogę oddychać!

– Nie musisz! – Włożył jej udo między nogi, zmuszając ją, żeby je rozszerzyła.

– Ty oprawco! – Szarpała się z nim, żeby się uwolnić.

Na nic się zdały jej wysiłki, ponieważ Ali, wykorzystując swą wyraźną przewagę fizyczną, już kierował w stronę jej całkowicie suchej pochwy wzwiedzionego członka.

– Ty obrzydliwy chamie! – Wyzwiskami chciała skłonić go do zaprzestania haniebnego zachowania. – Jak możesz tak ze mną postępować?! Jak ostatni bydlak!

 

– Zamknij się, kobieto! – Brutalnie w nią wszedł, sprawiając jej tym samym ogromne cierpienie.

– Przestań! Przestań! – Mocno okładała go pięściami po plecach.

Mężczyzna wykonywał rytmiczne ruchy frykcyjne, sapiąc przy tym odrażająco. Doszedł stosunkowo szybko, wytryskując ciepłą, lepką spermę. Poleżał jeszcze chwilę, po czym wstał, spojrzał na żonę z irytacją, że miała czelność mu odmawiać, a następnie wyszedł z pokoju, głośno trzaskając drzwiami.

Joanna zaczęła żałośnie płakać. W czasie zarazy żyła z potworem.

22Fragment przeboju Fairytale niemieckiego duetu Milky Chance.
23Fairytale, op. cit.
24Na podstawie artykułu No miracle: What explains Bali’s low coronavirus cases zamieszczonego na internetowym portalu Aljazeera.
25Hinduizm balijski, religia nazywana przez jej wyznawców agama tirtha (bal. religia świętej wody) – odmiana hinduizmu, która wchłonęła dużo elementów buddyzmu i pradawnych wierzeń w moc przodków i przyrody (animizmu). Inne nazwy to: agama hindu dharma, agama hindu Bali.
To koniec darmowego fragmentu. Czy chcesz czytać dalej?