Perska niepewność

Tekst
Z serii: Perska miłość #7
Oznacz jako przeczytane
Jak czytać książkę po zakupie
Nie masz czasu na czytanie?
Posłuchaj fragmentu
Perska niepewność
Perska niepewność
− 20%
Otrzymaj 20% rabat na e-booki i audiobooki
Kup zestaw za 69,90  55,92 
Perska niepewność
Audio
Perska niepewność
Audiobook
Czyta Ewa Abart
37,90  27,67 
Szczegóły
Czcionka:Mniejsze АаWiększe Aa

Księżniczce zarzucano romans ze swoim ochroniarzem. Joanna doskonale ją rozumiała, o ile była to prawda.

Zapewne podobnie jak ja szukała bliskości, ciepła i zrozumienia…, tłumaczyła księżniczkę. Jeżeli znalazła mężczyznę, który jej to zapewnił…

Przypuszczano również, że na decyzję księżniczki wpłynęło złe traktowanie przez emira swoich córek, których matką była inna jego żona. Rozpisywano się o ich więzieniu, torturach i niepotrzebnym szpikowaniu lekarstwami. Księżniczka Szamsa uciekła z rodzinnej posiadłości w Anglii w dwutysięcznym roku, jednak została schwytana przez agentów szejka i siłą przewieziona do Dubaju, gdzie została uwięziona na długie lata. Księżniczka Latifa usiłowała uciec w dwa tysiące drugim roku oraz po raz drugi – w dwa tysiące osiemnastym. Obie te próby się nie powiodły14. Aktualnie nie jest znany los obu sióstr. Krążą plotki, że księżniczka Latifa została zabita i pochowana na terenie posiadłości szejka Zabbel Palace.

Jednak pochodząca z Finlandii przyjaciółka księżniczki Latify, która pomagała jej i sama brała udział w drugiej ucieczce, w to nie wierzy.

„Z pewnością jest przetrzymywana w sekretnym miejscu” – stwierdziła z całą stanowczością.

Córki i żona emira Dubaju nie były jedynymi, które w poszukiwaniu wolności uciekały ze Zjednoczonych Emiratów Arabskich.

Na łamach „Vanity Fair” swoją historię opowiedziała inna kobieta, która również należy do rodziny królewskiej.

„Opuściłam Emiraty przed trzydziestką, ponieważ niezależnie od mojego wieku byłam traktowana jak dziecko. Ktokolwiek pochodzi z najwyższej klasy, z rodziny panującej, tak jak ja, jest ograniczony w swoich poczynaniach i nie może robić niczego, co jest kulturowo nieakceptowane i co mogłoby zirytować opinię publiczną” – księżniczka opisała sytuację, w której znajdują się członkowie rodów panujących.

Kiedy weszła w romantyczną relację z Brytyjczykiem, którą musiała w swoim kraju skrzętnie ukrywać, zdecydowała się na ucieczkę do Anglii.

„Wysłałam mail do mojej siostry, w którym wszystko wytłumaczyłam. Napisałam, że nienawidzę tego kraju, niesprawiedliwości, braku wolności i Emiratczyków”.

Rodzina księżniczki, zaskoczona tym, co się stało, nie poinformowała społeczności o jej ucieczce.

„Moja rodzina zdecydowała się na ukrycie faktu, że ją opuściłam ze względu na występujące między nami różnice. A kiedy ludzie pytali o moją nieobecność, tworzyła na mój temat różne historie. Rodzice mówili, że studiuję w Londynie i mieszkam w apartamencie ze służącą, za co oczywiście oni w całości płacą”.

Po pewnym czasie księżniczka, zastanawiając się nad swoim postępowaniem, postanowiła poprosić swoją matkę o wybaczenie. Matka odpowiedziała, że czuła, iż jej córka naraziła całą rodzinę na „niezapomniany wstyd, hańbę i dyshonor”.

Następna kobieta, która podzieliła się swoją historią, opuściła Zjednoczone Emiraty Arabskie w wieku osiemnastu lat. Przyjechała do Europy, gdzie dostała azyl i zamierzała studiować inżynierię.

„W centrach handlowych w Dubaju można zobaczyć wolną kobietę bez hidżabu na głowie, ale za zamkniętymi drzwiami nie wiadomo, co się dzieje”.

Następnie opowiedziała o ograniczeniach, którym podlegają kobiety i dziewczęta w jej kraju.

„Po uzyskaniu dojrzałości biologicznej nie mogłam opuścić domu bez pozwolenia i opiekuna. Honor ma wielkie znaczenie w świecie arabskim, a honor rodziny tkwi w dziewczynie – jej dziewictwo jest honorem rodziny. Jeżeli ten honor zostanie utracony, utracona zostanie reputacja całej rodziny. W takim przypadku dziewczyna musi za to zapłacić”.

Obie kobiety, które wypowiedziały się na łamach „Vanity Fair”, prosiły o anonimowość, ponieważ obawiały się odwetu ze strony swojego kraju15.

Takie i podobne losy kobiet ze Wschodu tylko przypominały Joannie, że Ali nie może się dowiedzieć o jej romansie, bo jego reakcja mogłaby być dla niej tragiczna w skutkach. Jednak czy z tego powodu ma zrezygnować ze swojej wielkiej, prawdziwej miłości? I to Ali pierwszy postąpił wobec niej podle, przyprowadzając do rezydencji drugą żonę. Musi poprosić o rozwód… Znowu wracała do punktu wyjścia.

Mijał dzień za dniem, ale Joanna nie znajdowała odpowiedniego momentu, żeby zacząć z Alim poważną rozmowę. Mąż bez przerwy był poirytowany, ponieważ przybierająca na sile na całym świecie epidemia koronawirusa w dużym stopniu zakłócała jego normalny tryb prowadzenia interesów.

Na początku marca kolejne państwa zgłaszały pierwsze przypadki chorych na COVID-19, a w innych liczba zakażonych szybko się zwiększała. W rozmowach Joanny z Angeliką pojawiały się pytania, które standardowo zaczęli sobie zadawać ludzie mieszkający w różnych krajach: „Ilu dzisiaj u was nowych chorych?”, „A ile osób zmarło?”.

W Wielkiej Brytanii zarejestrowano kilkuset chorych, a we Francji prawie tysiąc ośmiuset. Po kilkadziesiąt przypadków było w Zjednoczonych Emiratach Arabskich i Kuwejcie. Liczba chorych w Stanach Zjednoczonych wzrosła do tysiąca.

Joanna zamartwiała się o Richarda, bo nadal nie miały od niego żadnych wiadomości.

– Słuchaj, może on tam gdzieś w tych Chinach zachorował i… – mówiła do Angeliki ze łzami w oczach. Nie chciała kończyć, ale przeczytana informacja, że w Chinach na COVID-19 zmarło już ponad trzy tysiące osób, przyprawiała ją o drżenie serca.

– Nawet tak nie myśl – Angelika stanowczo przerywała tego rodzaju spekulacje. – Na pewno nic mu nie jest.

– Ale upłynęło już tyle czasu… To niemożliwe, żeby się do ciebie nie odezwał.

– Widocznie ma problemy z połączeniem. Mówiłam ci, że planował jechać w rejony, których zazwyczaj turyści nie odwiedzają. Może tam zastała go epidemia i ma kłopoty z wydostaniem się stamtąd. Przecież wiesz, że wiele regionów Chin zostało zamkniętych, nie działa komunikacja… – tłumaczyła Angelika.

– Tak bardzo się o niego martwię! – Joanna nie przestawała myśleć o ukochanym.

– Będzie dobrze – Angelika wspierała przyjaciółkę. – Na pewno wszystko będzie dobrze.

Jednak sytuacja na świecie komplikowała się coraz bardziej. Jedenastego marca dyrektor generalny Światowej Organizacji Zdrowia ogłosił, że seria zachorowań na COVID-19 jest globalną pandemią.

Ali, dowiedziawszy się o tym, od razu rozkazał służbie wielkie pakowanie.

– Wracamy do Kuwejtu – oświadczył Joannie.

– Wolę zostać w Londynie.

– Wracamy do Kuwejtu – powtórzył dobitnie. – Wszyscy. – Nie pozostawił miejsca na żadną dyskusję.

Do Joanny zadzwoniła też Angelika.

– Cześć!

– Cześć!

– Przepraszam cię, ale nie mam czasu na dłuższą rozmowę, bo właśnie się pakuję. Chciałam ci tylko powiedzieć, że wracamy z Hamidem do Dubaju.

– A my do Kuwejtu – Joanna powiedziała ze smutkiem. – Chociaż wcale nie mam na to ochoty.

– To jest chyba w tym momencie konieczność – stwierdziła Angelika. – Zaraz mają być zawieszone wszystkie loty i nie będzie można nigdzie polecieć.

– Co ty mówisz? Przecież nie wstrzymają wszystkich lotów. To raczej nie jest możliwe.

– Obawiam się, że jednak jest. Myślę, że czeka nas totalny lockdown.

– Przecież nie mogą zamknąć świata. – Ta myśl wydała się Joannie dość absurdalna.

Angelika nic na to nie odpowiedziała, tylko głęboko westchnęła.

– Będziemy w kontakcie. I nie zamartwiaj się tak bardzo. Będzie dobrze.

Joanna pożegnała się z przyjaciółką, a później, szykując się do opuszczenia Londynu, powtarzała jak mantrę jej słowa: będzie dobrze.

ROZDZIAŁ III
Miasta widma

Po miastach wałęsały się zwierzęta. Zamknięci w domach ludzie oddali wzniesione przez siebie cuda architektoniczne wiatrowi, duchom i zwierzętom.

Stado białych dzikich kóz z długimi zakręconymi rogami przecinało ulice i biegło po chodniku starego walijskiego miasta. Parę z nich kroczyło wolno tuż pod oknami budynku mieszkalnego.

Zagubiona w Santiago w Chile dzika młoda puma przemknęła obok zaparkowanych samochodów, a następnie wskoczyła na mur odgradzający prywatną posiadłość.

W izraelskim kurorcie Ejlat koziorożce nubijskie spacerowały niespiesznie nadmorską promenadą.

W San Francisco dziki kojot wędrował środkiem zupełnie pustej i cichej ulicy.

W mieście Nara w Japonii jeleń kroczył majestatycznie ulicą prawie pozbawioną ruchu samochodów.

W południowej Francji pojawiła się duża liczba ssaków morskich i ptaków.

W portowym mieście na Sri Lance dziki jeleń przechadzał się wśród domostw zupełnie opustoszałą uliczką.

W stanie Kerala wiwera indyjska przemierzała pasy ulicznej zebry.

W kanałach Wenecji, w czystej z uwagi na brak turystów wodzie, pływały ryby i łabędzie.

We włoskim porcie Triest bawiły się delfiny.

W Rzymie w słynnej fontannie Barcaccia u podnóża Schodów Hiszpańskich pojawiły się dzikie kaczki.

Flamingi na długich różowych nogach spacerowały po Mediolanie i na Sardynii.

W wielu włoskich miastach buszowały lisy i zające.

W Brazylii, na pustej ze względu na zakaz wstępu z powodu pandemii plaży, wykluło się sto żółwi szylkretowych należących do gatunku uznanego za krytycznie zagrożony. Maleństwa sunęły hardo przez piasek prosto do wody.

 

W Australii kangur żwawo przecinał wyludnioną ulicę w wysokich podskokach.

W Londynie na miejskim trawniku pojawiły się jelenie z pięknie ukształtowanym, imponującym porożem.

W Hajfie w Izraelu stado dzików wolno chodziło po opuszczonych przez ludzi ulicach.

W Izmirze w Turcji piękne konie pasły się lub leżały, zażywając relaksu na zielonej trawie wśród wysokościowców.

W miastach Republiki Południowej Afryki grupy pingwinów spacerowały charakterystycznym krokiem w swoich biało-czarnych ubrankach.

Dumny paw w Mumbaju w Indiach rozłożył w całości swój cudny ogon, przechadzając się ulicą z zaparkowanymi po obu jej stronach samochodami.

Przybyły z lasu cętkowany lampart znalazł sobie zaciszny kąt w Czandigarh.

W innym mieście w Indiach olbrzymi jak wędrował po lokalnym bazarze.

Para gęsi ze stadkiem młodych przemieszczała się spokojnie po płycie lotniska w Tel Awiwie w Izraelu, nie obawiając się, że ich bezpieczeństwo zostanie zakłócone przez samoloty lub ludzi.

Zwierzęta, zachęcone pustką i ciszą, odzyskiwały przestrzeń, którą człowiek przez swoją hałaśliwą i ekspansywną działalność wcześniej im zabrał. Informowano o wyraźnym spadku emisji dwutlenku węgla i dwutlenku azotu.

„Niesamowite jest być świadkiem ponownego uzdrowienia się Matki Ziemi!” – entuzjastycznie pisał „World Animal News”.

Jednak prawie całkowite zamknięcie ludzi w domach i drastyczne ograniczenie ich normalnej działalności spowodowane pandemią koronawirusa nie zawsze wywierało tak idylliczny wpływ na życie zwierząt.

Początkowo miłośników zwierząt zachwycały wiadomości, że słonie w Tajlandii zostały odciążone od dźwigania ogromnych metalowych i drewnianych siedzisk, na których przewoziły turystów. Całkowity brak odwiedzających spowodował, że słonie w obozach zostały uwolnione od codziennych obowiązków, do których należało zabawianie turystów różnymi sztuczkami i zapewnianie im takich atrakcji jak przejażdżka na ich grzbiecie lub zrobienie wspólnego zdjęcia podczas kąpieli w rzece. Ale już po paru tygodniach świat obiegła wstrząsająca informacja, że wielu słoniom w Tajlandii grozi straszliwa śmierć głodowa. Brak turystów oznaczał jednocześnie brak jakichkolwiek dochodów dla ludzi. Ponieważ wyżywienie jednego tylko zwierzęcia kosztowało nawet osiemset dolarów miesięcznie, ich właściciele stanęli przed ogromnym problemem. Ostatecznie mogli wypędzić zwierzęta na ulicę, żeby żebrały o jedzenie, lub oddać przedsiębiorstwom zajmującym się pozyskiwaniem drewna, gdzie ich praca była formalnie zakazana ze względu na okrucieństwo, z jakim były traktowane. Okazało się, że uwolnienie słoni od obowiązków odebrało im szansę na przeżycie.

Silnego głodu doświadczyły też w Tajlandii małpy, które zwykle były dokarmiane przez podróżujących do tego kraju ludzi. Historyczne Lop Buri odwiedzały wcześniej setki turystów, którzy dokarmiali makaki żyjące zarówno w samym mieście, jak i w pobliskim kompleksie świątynnym. Pandemia wstrzymała podróżowanie, więc liczny małpi gang opuścił świątynię i opanował ulice miasta, poszukując jakiegokolwiek pożywienia. Kiedy jeden osobnik dopadł kubka z jogurtem, rozgorzała wielka bitwa między nim a miejscową populacją małp. Walka była tak zacięta, że wstrzymała na pewien czas ruch uliczny.

Obserwatorzy wskazywali na wyjątkową i wcześniej niespotykaną agresję małp, które z ogromną wściekłością rzucały się na siebie, próbując zdobyć jedzenie.

Większą napastliwość zaobserwowano również u wygłodniałych szczurów, które zaczęły grasować po ulicach Nowego Jorku, Waszyngtonu, Nowego Orleanu, Chicago, Los Angeles i innych amerykańskich miast. Pozbawione pokarmu z odpadów z zamkniętych restauracji, barów i sklepów oraz resztek jedzenia, które wcześniej ludzie wyrzucali do ulicznych koszów na śmieci, ruszyły na poszukiwanie nowych źródeł pożywienia. Zdesperowane i głodne łatwo mogły wpaść w furię, więc władze ostrzegały, aby ludzie wychodzący z małymi dziećmi lub psami byli bardziej ostrożni. Zdarzało się, że szczury atakowały psy. Jeżeli nie znalazły jedzenia, rzucały się na siebie nawzajem i dochodziło do aktów kanibalizmu.

Pandemia zmieniła zachowanie zwierząt na bardziej ufne i łagodne lub na bardziej agresywne. Na lepsze i gorsze. Tak samo jak ludzi.

* * *
 
Jestem duchem
żyjącym w mieście duchów.
Jestem duchem
żyjącym w mieście duchów.
 
 
Możesz mnie szukać,
ale nie mogę zostać odnaleziony.
Możesz mnie poszukiwać,
jednak musiałem zejść pod ziemię.
Życie było takie piękne,
a potem wszyscy zostaliśmy zamknięci.
Czuję się jak duch
żyjący w mieście duchów, tak. (…)
 
 
Jestem duchem
żyjącym w mieście duchów.
Zmierzam donikąd.
Uciszcie się wszyscy samotni. (…)
 
 
Proszę, niech to się skończy,
żeby nie utknąć w tym świecie bez końca,
mój przyjacielu. (…)
 
 
Wszyscy żyjemy w mieście duchów.
Och, żyjemy w mieście duchów (…)
Nie mam żadnej zabawy.
Jeśli chciałbym imprezy,
byłaby to impreza dla jednego.
 

Nagrana na wiosnę dwa tysiące dwudziestego roku piosenka Living in a Ghost Town16 zespołu The Rolling Stones wpisywała się w tak zwaną nową rzeczywistość, która powstała w czasie trwania pandemii koronawirusa. Muzycy pracowali już nad tym utworem wcześniej, podczas tworzenia nowego albumu, ale wybuch pandemii i związane z tym zmiany zdopingowały ich do tego, żeby go uaktualnić i dokończyć jak najszybciej. Mick Jagger powiedział, że zespół „nagrywał nowy materiał przed lockdownem i była tam jedna piosenka, o której pomyśleliśmy, że będzie przystawać do czasów, w których żyjemy. Pracowaliśmy nad nią w izolacji. I oto jest”17.

Teledysk do utworu przedstawia puste miasta w różnych zakątkach globu. Pozbawione ludzi i jakiegokolwiek życia. Miasta widma.

Zamknięci w domach ludzie musieli sobie radzić z nową rzeczywistością. Rzeczywistością tak bardzo różniącą się od tej, w której żyli i którą tak dobrze znali zaledwie parę miesięcy wcześniej. Teraz wszystko było inne.

Krótki film o Nowym Jorku pokazywał te zmiany poprzez dźwięki. Wcześniej w pełnym życia mieście było słychać głośny szum rozmów prowadzonych przez licznych przechodniów i odgłosów przejeżdżających samochodów i autobusów przerywany hałaśliwymi klaksonami. W zgiełku miasta wybijały się czasem huki, trzaski i stukoty pobrzmiewające z prowadzonych w nim budów i remontów. W nowej rzeczywistości w Nowym Jorku, znanym jako „miasto, które nigdy nie śpi”, zapanowała cisza. Przerywało ją tylko ćwierkanie ptaków. Odgłos skrzydeł wzbijającego się do lotu gołębia. Stukot kopyt konia, na którym jechał policjant patrolujący miasto. Nostalgiczny głos gitary, na której grał smutny muzyk w masce na twarzy dla prawie nieistniejącej publiczności. Cichy szmer rowerów, na których nowojorczycy relaksowali się przez chwilę po niekończących się godzinach spędzonych w domu. I świdrujące, głośne zawodzenie syreny karetki pogotowia, która jechała do następnego chorego.

Świat bez hałasu i wrzawy. Bez ciągłego gonienia, zagonienia, pędzenia. Można się było wsłuchać w śpiew ptaków, szum drzew i szepty wiatru. I w siebie.

Zagrożenie śmiertelną chorobą, która mogła dotknąć każdego, wywołało początkowo u niektórych ogromne poczucie wspólnoty i solidarności. Wyrazem tego był zbiorowy aplauz rozbrzmiewający z okien i balkonów mieszkań w wielu miastach świata. Żyjący w izolacji ludzie klaskaniem i głośnymi okrzykami dawali swój wyraz wdzięczności lekarzom, pielęgniarkom i innym pracownikom służby zdrowia oraz wszystkim tym, którzy stali na pierwszej linii frontu w walce z koronawirusem. Bo to była walka. Walka, która dotyczyła wszystkich i była bardzo podobna w każdym miejscu, w którym pojawił się śmiertelny wirus.

Joanna bardzo źle znosiła zarówno izolację, jak i wiadomości o wciąż zwiększającej się liczbie zakażonych na świecie.

– Duszę się w tym domu – często żaliła się Angelice. – I te wszystkie restrykcje… Godzina policyjna… Na początku obowiązywała od piątej po południu do czwartej rano, a teraz jest już od szesnastej do szóstej rano…

– Taki czas… Czas zarazy… Musimy to przetrwać – Angelika jak zawsze ją wspierała. – U nas w Dubaju to samo. Też wprowadzili większe ograniczenia. Ciesz się, że nie musisz mieszkać na lotnisku.

– Co?!

– Nie słyszałaś o tym Hindusie, który utknął na lotnisku w Dubaju?

– Nie.

– Spóźnił się na ostatni lot do Indii i później ze względu na pandemię nie mógł ani wrócić do miasta, ani wylecieć do swojego kraju.

– Jak można się spóźnić na samolot, kiedy już się przeszło wszystkie odprawy? – zdziwiła się Joanna. – Przecież pasażerów, których nie ma w samolocie, wywołują przez głośniki parę razy.

– Podobno wziął prysznic w łazience, następnie coś zjadł, a potem zasnął. Widocznie mocno spał, skoro kolejne komunikaty wywołujące jego nazwisko go nie obudziły.

– I do tej pory mieszka na lotnisku?

– Chyba tak, ale po kilku dniach dostał pokój w hotelu – wyjaśniła Angelika. – Zresztą taka sytuacja dotyczyła prawie dwudziestu innych Hindusów, z których większość leciała tranzytem przez Dubaj z Europy. W ostatniej chwili cofnięto ich z bramek wejściowych do samolotu, bo Indie zawiesiły wszystkie loty międzynarodowe.

– Najgorsze w tej pandemii jest to, że wszystko jest tak bardzo niepewne i nieprzewidywalne. Dosłownie z dnia na dzień, a nawet z godziny na godzinę wszystko może wyglądać zupełnie inaczej. – Joanna też czuła się tak, jakby gdzieś utknęła. I jakby nie złapała ważnego dla niej samolotu. Do Stanów. Z Richardem. Ciągle o tym myślała i czasami miała wrażenie, że przez to jest na granicy obłędu. Zresztą trudno nie zwariować, kiedy siedzi się ciągle w domu. Z niekochanym mężczyzną.

– Masz rację. Jednak mimo wszystko trzeba być dobrej myśli.

– Tobie jest łatwiej… – Głos Joanny się załamał. – Masz przy sobie Hamida…

Angelika nie zaprzeczyła. W tych ciężkich dniach po raz kolejny poczuła, jak wspaniale jest mieć przy swoim boku kochanego mężczyznę, na którego zawsze można liczyć. Hamid robił wszystko, żeby jego ukochana nie odczuła niedogodności związanych z lockdownem. Obdarzał ją jeszcze większą dozą uwagi i miłości niż zwykle.

– Kiedyś to się musi skończyć… – Angelika bardzo żałowała, że nie może zaprosić koleżanki do Dubaju, co zapewne poprawiłoby jej nastrój.

– Tylko kiedy?

– W historii świata były już pandemie, które pochłaniały mnóstwo ofiar, ale później dobiegały końca i wszystko wracało do normy. Dżuma, cholera, ospa… I słynna hiszpanka18, czyli najbardziej zabójcza w dziejach epidemia grypy… W dodatku w tym samym czasie toczyła się wojna.

– No właśnie… – Joannie było bardzo trudno odnaleźć się w nowej rzeczywistości. – Bałyśmy się wojny na Bliskim Wschodzie, a tu coś takiego…

– Naukowcy ostrzegali już wcześniej przed globalną pandemią – przypomniała Angelika. – Tylko że wszyscy to zlekceważyli.

– Masz rację, bo Richard… – Joanna poczuła bolesny ścisk w gardle. – Richard… wspominał o tym na Bali… Pamiętasz?

– Tak, oczywiście, doskonale pamiętam – Angelika potwierdziła. – Mówił o epidemii SARS, za którą był odpowiedzialny koronawirus znaleziony w Chinach u nietoperzy. Opowiadał też o badaczach, którzy uprzedzali, że może dojść do następnej śmiertelnej epidemii.

– Dużo groźniejszej niż poprzednia – dodała Joanna. – Tak twierdził Richard…

 

Zapadło ciężkie milczenie. Joanna od pewnego czasu już nawet nie pytała Angeliki o Richarda, bo wiedziała, że gdyby przyjaciółka miała jakiekolwiek o nim wiadomości, to z miejsca by ją o tym powiadomiła. Ta niepewność dotycząca losu ukochanego była tak przejmująca, tak nieznośna, tak bolesna…

– Gdyby poważnie potraktowano te ostrzeżenia… – Angelika podjęła rozmowę – wszystko potoczyłoby się inaczej…

– Tak, wszystko mogło potoczyć się inaczej… – powtórzyła Joanna, ale miała na myśli przede wszystkim swój związek z Richardem. Gdyby na Bali, nie bacząc na obecność Alego, odważyłaby się na ucieczkę z nim i wyjazd do Stanów…

– Ale jest jak jest i jedyne, co nam zostaje, to mieć nadzieję, że świat sobie z tym szybko poradzi.

A ja? Jak ja sobie z tym poradzę?, depresyjny nastrój nie opuszczał Joanny.

– Jo, jesteś tam? – Angelika spytała po dłuższej chwili, bo Joanna nic nie mówiła.

– Tak… – Joanna odpowiedziała cicho.

– Posłuchaj, Jo, umawiamy się, że jeśli tylko to będzie możliwe, od razu mnie odwiedzisz.

– Dobrze – Joanna chętnie się zgodziła. Jeżeliby tylko mogła, w tym momencie opuściłaby rezydencję i pojechała do przyjaciółki. Byle być dalej od Alego.

– I znowu polecimy śmigłowcem i zatańczymy w nim kankana – Angelika przypomniała, jak parę lat wcześniej bawiły się, szalejąc w Dubaju. – Oczywiście pijąc przy tym szampana.

– Hmmm… Szampan… – Joanna rozmarzyła się, wspominając cudowne chwile z ukochanym. Najcudowniejsze. – Szampan zawsze… – Mogła to powtarzać w nieskończoność.

– Czyli mamy na co czekać… – Angelika się zaśmiała, co dodało nieco otuchy przyjaciółce.

Tak, trzeba czekać, pomyślała Joanna. Angelika ma rację, przecież wszystkie pandemie kiedyś się kończyły. Wszystko, co złe, kiedyś się kończy. Trzeba tylko czekać. I wierzyć.

– Żeby tylko Richard się odezwał… – powiedziała z nutką nadziei.

– Odezwie się, zobaczysz. I to szybciej, niż myślisz.

– Będę czekać…

– Dam znać, kiedy tylko coś będę wiedziała.

– Dziękuję. I do szybkiego zobaczenia w Dubaju.

– Do zobaczenia.

Joanna lubiła Złote Miasto i spędziła tam z przyjaciółką wiele ekscytujących momentów. Przejrzała dostępne informacje, żeby dowiedzieć się, jak Zjednoczone Emiraty Arabskie radzą sobie ze śmiertelną pandemią.

„Nigdy nie zawahamy się przed podjęciem jakichkolwiek środków przeciwko potencjalnemu zagrożeniu życia ludzi. Jednocześnie nie pozwolimy na to, żeby doszło do zatrzymania rozwoju”19 – powiedział książę Muhammad ibn Zajid al-Nahajjan, następca tronu emira Abu Zabi, a w rzeczywistości władca kraju.

W państwie obowiązywała godzina policyjna od ósmej wieczorem do szóstej rano, podczas której przeprowadzana była dezynfekcja miejsc publicznych takich jak parki, ulice oraz środki transportu. Za złamanie tego obostrzenia groziła wysoka grzywna w wysokości do pięćdziesięciu tysięcy dirhamów, czyli równowartości czternastu tysięcy sześciuset dolarów.

Zawieszone zostały modlitwy w meczetach, kaplicach i innych miejscach kultu religijnego. W jednej ze słynnych dzielnic Dubaju, historycznej Al-Ras, znanej ze swojego suku z tradycyjną, bogato zdobioną złotą biżuterią oraz targu z aromatycznymi przyprawami, został wprowadzony całkowity lockdown. Zamknięto prowadzące do niej drogi i zabroniono wstępu tym wszystkim, którzy nie byli jej mieszkańcami. W mediach pojawiły się zdjęcia samochodów policyjnych, które patrolowały puste ulice, sprawdzając, czy nikt nie łamie obowiązujących przepisów.

To podobnie jak u nas, pomyślała Joanna. Meczety też zostały zamknięte, bo wydano fatwę20, że piątkową modlitwę można odprawiać w domu. A dwie gęsto zaludnione dzielnice, w których większość mieszkańców to pracownicy z biednych krajów, zostały całkowicie odcięte od reszty kraju. Robione są tam testy dla wszystkich, a chorych się izoluje i leczy, żeby nie dochodziło do dalszych zakażeń.

Przeglądając wiadomości, Joanna dowiedziała się, że na początku kwietnia Dubaj wprowadził jeszcze ostrzejsze restrykcje. Godzinę policyjną rozszerzono na całą dobę, a opuszczenie domu było dozwolone tylko w celu zaspokojenia podstawowych potrzeb życiowych, takich jak kupienie żywności lub leków, wizyta u lekarza albo zrobienie testu na COVID-19. Ponadto tylko jedna osoba z gospodarstwa domowego mogła udać się na zakupy, a przedtem musiała się zarejestrować na specjalnie stworzonej na potrzeby pandemii rządowej stronie internetowej w celu uzyskania zezwolenia na poruszanie się.

Należało podać dane swojego dokumentu tożsamości, numer telefonu, adres, przyczynę opuszczenia domu, miejsce, do którego się udawało, datę oraz przewidywane godziny przebywania na zewnątrz. Otrzymane od dubajskiej policji pozwolenie na wyjście było jednorazowe i ważne dwadzieścia cztery godziny.

Pracownicy, którzy nadal wykonywali swoje zawodowe zajęcia poza domem, musieli posiadać przy sobie zaświadczenie informujące o zatrudnieniu, które uzasadniało przemieszczanie się na zewnątrz. Wszystkich obowiązywało noszenie masek i rękawiczek przez cały czas, kiedy przebywali poza miejscem zamieszkania. Za wyjście z domu bez wymaganego pozwolenia groziła kara w wysokości dwóch tysięcy dirhamów.

Uwagę Joanny przykuła informacja dotycząca pytania, które zadał jeden ze słuchaczy wysokiemu rangą funkcjonariuszowi policji w Dubaju. Określono je jako „dziwne i zabawne”21, chociaż dla Joanny nie było dziwne. A tym bardziej zabawne.

„Jestem żonaty z dwiema kobietami, czy powinienem dostać pozwolenie na przemieszczanie się między ich domami?” – mężczyzna zapytał policjanta.

Dyrektor Departamentu Ruchu i Patroli Policji w Dubaju roześmiał się, słysząc to, i odpowiedział, że odmowa wydania pozwolenia na przemieszczanie się byłaby wymówką, żeby nie widywać się z drugą żoną, gdyby mężczyzna nie chciał z nią przebywać.

Tylko facet może sobie pozwolić na takie beznadziejne żarty… I to publicznie…, pomyślała zdegustowana Joanna. Sam fakt posiadania dwóch żon jest raniący dla obu kobiet, a świadomość, że którąś z nich może preferować… A tej innej nie chcieć… Aż się wzdrygnęła na wspomnienie horroru, przez który przeszła. Głupia byłam, że się wtedy nie rozwiodłam…

Ciągle się o to oskarżała. Obostrzenia związane z pandemią i zawieszone loty sprawiały, że Ali prawie cały czas przebywał w rezydencji. Joanna również pozostawała w zamknięciu, bo dostarczaniem potrzebnych artykułów do domu zajmowała się służba. W tym ostatnim względzie pandemia niewiele zmieniła, ale wcześniej Joanna mogła wyjść do jednego z luksusowych centrów handlowych albo do ekskluzywnego klubu, gdzie uczestniczyła nie tylko w zajęciach takich jak zumba czy taniec brzucha, ale również korzystała z wielu zabiegów w komfortowym spa. Teraz była skazana wyłącznie na swoją rezydencję. I na Alego. Niechcianego już przez nią męża.

Nagle drzwi jej sypialni gwałtownie się otworzyły. Wstrząsnęła się. Zawsze tak reagowała, kiedy ktoś wchodził, ponieważ obawiała się, że to będzie Ali. Od momentu powrotu z Londynu udawało jej się unikać zbliżeń fizycznych z mężem. Czasem siedziała długo w pokoju Sary lub Fatmy tylko po to, żeby Ali, jeżeliby ewentualnie do niej przyszedł, nie zastał jej w sypialni. Szybko podniosła wzrok. To była Sara.

– Mogłabyś pukać! – krzyknęła z wyrzutem. Ali nigdy nie pukał, dlatego tak się przestraszyła.

Sara bez słowa ciężko usiadła na fotelu naprzeciwko matki.

– Co robisz? – spytała głucho.

– Przeglądam wiadomości z Dubaju.

– I jak tam jest?

– Tak jak wszędzie. – Joanna westchnęła. – Wszystko pozamykane i trzeba siedzieć w domu.

– Rozmawiałaś z ciocią Angeliką?

– Tak, właśnie niedawno skończyłam rozmowę.

– I jak ona się czuje?

– Dobrze…

Bo jest przy niej Hamid, przeleciało Joannie przez głowę. Obecność i pomoc najbliższej… najukochańszej osoby jest najlepszym wsparciem w czasach zarazy.

– Chciałabym polecieć do Dubaju. – Sara nie mogła zapomnieć o Wayanie.

A potem na Bali, dodała w myślach.

– Ja też… Ale wiesz, że teraz to jest niemożliwe.

– Wiem… – dziewczyna powiedziała smutnym głosem. – Kiedy to się skończy? – zadała pytanie, które gnębiło miliony ludzi na całym świecie.

– Kiedyś musi… – Joanna powtórzyła za Angeliką, która twierdziła, że wszystkie, nawet najgorsze w historii pandemie na świecie kiedyś musiały mieć swój kres.

Sara poważnie spojrzała na matkę, znajdując w niej pocieszenie.

– Musi… – Chwyciła się tej nitki nadziei.

– Może później obejrzymy razem jakiś film? – zaproponowała Joanna, żeby tylko nie zostać wieczorem sama w sypialni.

– Dobrze – Sara się zgodziła. Wspólnie spędzany czas z mamą i siostrą tłumił jej ogromną tęsknotę za ukochanym.

– Po kolacji przyjdę do ciebie. – Joanna uśmiechnęła się nieznacznie. – I powiedz Fatmie, żeby do nas dołączyła.

– Powiem jej, ale nie wiem, czy będzie chciała z nami coś oglądać. – Sara podniosła się z fotela. – Ona przez pół nocy gada z tymi swoimi koleżankami przez Skype’a.

– Mimo wszystko zaproś ją na seans.

– Dobrze. A co będziemy oglądać?

– Nie wiem. Zastanowię się.

– To wybierz coś fajnego.

– Postaram się. – Joanna odprowadziła córkę wzrokiem do drzwi.

Sara wróciła do swojego pokoju. Położyła się na łóżku, zamknęła oczy i przywołała obraz rajskiej wyspy. Tęskniła za niepowtarzalnym czarem Bali i ekscytującymi chwilami, które przeżyła razem z Wayanem. Nie porzuciła snucia planów z nim związanych. Nadal chciała wyjechać na Bali pod pretekstem zapisania się do szkoły jogi, żeby tylko być bliżej ukochanego. Najbardziej bolało ją to, że nie mogła z nim bezpośrednio rozmawiać. Obawiała się, że jeżeliby ojciec odkrył jej związek, nie pozwoliłby później na jej dłuższy pobyt na Bali. Wolała nie ryzykować i kontaktowała się z Wayanem przez Charlotte, Brytyjkę, która od dwóch lat była w szczęśliwym związku z Balijczykiem, Komangiem. Para szukała już wspólnego domu na wyspie i Charlotte, popijając różowe wino i tryskając niepohamowaną radością, zdążyła podczas wakacji pokazać jej oglądane razem z ukochanym posiadłości.

„Ten dom zbudowany jest w środku lasu, co sprawia, że miejsce jest odosobnione i niezwykle romantyczne” – zachwalała przeszklony budynek z dużym tarasem położony wśród bujnej roślinności.

„Cudnie…” – Sara też się nim zachwyciła.

Teraz osamotniona w dużej rodzinnej rezydencji czekała tylko na koniec pandemii. Miała nadzieję, że po długotrwałym siedzeniu w domu ojciec tym bardziej pozwoli jej wyjechać na Bali, żeby mogła realizować swoje ambicje związane z jogą.

14Szczegółowy opis ucieczek obu księżniczek w: Laila Shukri, Perska zmysłowość.
15Na podstawie artykułu zamieszczonego w internetowym wydaniu „Vanity Fair” „You’re Essentially a Prisoner”: Why do Dubai’s Princesses keep trying to escape?
16Living in a ghost town (ang.) – żyjąc w mieście duchów.
17„The Guardian”, The Rolling Stones release Living in a Ghost Town, first original music since 2012.
18Pandemia grypy potocznie zwana „hiszpanką” panowała w latach 1918–1920 prawie na całym świecie. Z jej powodu zmarło kilkadziesiąt milionów ludzi, a niektóre szacunki mówią nawet o stu milionach ofiar.
19„The Straits Times”, UAE imposes first lockdown in historic district to slow coronavirus.
20Fatwa – orzeczenie religijne wydane przez uczonego w prawie muzułmańskim.
21Na podstawie artykułu Dubai husband with two wives asks for permit to move between their houses zamieszczonego w internetowym wydaniu gazety „Gulf Today”.