Perska niepewnośćTekst

Z serii: Perska miłość #7
Oznacz jako przeczytane
Jak czytać książkę po zakupie
Nie masz czasu na czytanie?
Posłuchaj fragmentu
Perska niepewność
Perska niepewność
− 20%
Otrzymaj 20% rabat na e-booki i audiobooki
Kup zestaw za 69,90  55,92 
Perska niepewność
Perska niepewność
Audiobook
Czyta Ewa Abart
37,90 
Szczegóły
Czcionka:Mniejsze АаWiększe Aa

Copyright © Laila Shukri, 2021


Projekt okładki

Sylwia Turlejska

Agencja Interaktywna Studio Kreacji

www.studio-kreacji.pl


Zdjęcia na okładce

© EmotionPhoto/Adobe.Stock;

anya Yatsenko/Stocksy


Redaktor prowadzący

Michał Nalewski


Redakcja

Maria Talar


Korekta

Maciej Korbasiński


ISBN 978-83-8234-786-9


Warszawa 2021


Wydawca

Prószyński Media Sp. z o.o.

02-697 Warszawa, ul. Rzymowskiego 28

www.proszynski.pl

ROZDZIAŁ I
Niespełniona miłość

Szła wolnym krokiem razem ze swoim ukochanym mężczyzną brzegiem Oceanu Spokojnego. Ten tradycyjny już, a raczej rytualny spacer, bo zawierał w sobie o wiele więcej niż zwykłe przejście się plażą, był dla Joanny jedną z najbardziej ulubionych form spędzania czasu z Richardem.

Ocean szumiał niezniszczalną potęgą, a rozświetlone niebieską poświatą fale miarowo rozbijały się o tonący w mroku miękki piasek. Niezwykłe zjawisko, które zaobserwować można było na plażach San Diego w południowej Kalifornii, niezmiennie wzbudzało u Joanny zaciekawienie i podziw. Najpierw na powierzchni wody pojawiały się małe, srebrzystoniebieskie światełka, które później bardzo szybko przemieniały się w zachwycającą swoją oryginalnością szeroką smugę, która na wznoszących się i opadających falach mieniła się blaskiem granatu, błękitu, indygo i szafiru.

– Cudnie… – Przytuliła się do ukochanego, a on objął ją swoim silnym ramieniem. – Naprawdę cudnie…

– To dla ciebie… – Musnął jej włosy tkliwym pocałunkiem. – Ocean szumi dla ciebie… Fale lśnią niebieskością… – Ponownie z czułością dotknął wargami jej włosów. – Dla ciebie…

– Dla nas… – Uśmiechnęła się uszczęśliwiona.

Czasami Joanna zadawała pytanie, które już wcześniej padało z jej ust, ale powtarzała je, bo lubiła słuchać głosu ukochanego, który cierpliwie tłumaczył jej fenomen luminescencji oceanu.

– Jak to się dzieje, że woda iskrzy się niczym kolorowe neony? – Zwracała ku niemu rozkochany wzrok.

– To bioluminescencja, czyli świecenie żywych mikroorganizmów – tłumaczył jej cierpliwie po raz kolejny, a ona nie wiedzieć czemu, a może właśnie wiedzieć czemu, wyobrażała sobie, iż jej serce też emanuje magicznym blaskiem, i to tak intensywnym, że za chwilę całą plażę spowije czerwona poświata.

– Czyli jesteśmy tu za sprawą maleńkich świecących żyjątek… – Śmiała się, przekomarzała, żartowała.

– Tak, przywiodła nas tu L. polyedra1. – Śmiał się, przekomarzał, żartował.

– L. jak love2. – Nie żartowała.

– L. jak love – powtarzał za nią. Też nie żartował.

Spacerowali długo, napawając się wspaniałymi chwilami spędzanymi we dwoje. Wiedzieli, jak bardzo są cenne. Każda z nich.

Ku ogromnej rozpaczy Joanny to był tylko powracający często sen. Pragnienie wyśnione, wymarzone i nigdy niespełnione. Przeżywała z Richardem wspaniałe momenty, a potem raptem się budziła. I nie było już ani plaży, ani oceanu, ani wywołanych efektem bioluminescencji niebieskich fal. Nie było też Richarda. I to bolało ją najbardziej.

Minęły dwa miesiące od momentu, kiedy Joanna w bardzo dziwnych okolicznościach wróciła z mężem Alim i córkami Fatmą i Sarą do rodzinnej rezydencji w Kuwejcie. Ali razem ze swoim wspólnikiem i jednocześnie mężem jej pochodzącej z Kalifornii przyjaciółki Angeliki przylecieli niespodziewanie na Bali, aby ze względu na zaogniającą się sytuację na Bliskim Wschodzie wywieźć rodziny w bezpieczne miejsce. Wsiadając do prywatnego samolotu, Joanna nie wiedziała nawet, dokąd leci. Wiedziała tylko, że już drugi raz musiała szybko opuścić rajską wyspę i ukochanego mężczyznę, z którym planowała wspólną przyszłość. Zamierzała uciec od męża i rozpocząć nowe życie w Stanach Zjednoczonych. Richard dużo opowiadał jej o swoich rodzinnych stronach i efektownych, oceanicznych falach, które można było podziwiać po zmierzchu. Wyobrażenie wspólnych spacerów w tej magicznej scenerii przekształciło się później w powtarzające się senne projekcje z ukochanym.

Kiedy na Bali roztrzęsiona Joanna z córkami znalazła się w prywatnym odrzutowcu, zapytała męża o kierunek ich podróży.

– Dokąd lecimy?

– Do Europy – Ali odpowiedział szorstko.

– Gdzie dokładnie?

– A co to za różnica? – Ton głosu męża nadal był bardzo nieprzyjemny.

– Chyba jest różnica między… powiedzmy Paryżem a Londynem. – Arogancja Alego sprawiła, że Joanna jeszcze bardziej się zdenerwowała.

– Dla ciebie tylko taka jak między Harrodsem a Galeries Lafayette – mąż kąśliwie wytknął jej zakupoholizm, któremu niekiedy ulegała.

Złośliwa uwaga Alego oraz sposób prowadzenia przez niego rozmowy tylko utwierdziły Joannę w przekonaniu, że ich małżeństwo już dawno się wypaliło. Gdzie leży sens bycia we dwoje, jeżeli nawet zwykła, wydałoby się, rozmowa rani którąś ze stron, a dłuższa wymiana zdań kończy się wzajemnymi oskarżeniami i najczęściej burzliwą kłótnią? Joanna odwróciła głowę w stronę okna, a po jej policzku spłynęła gorzka łza. Teraz powinna lecieć do Stanów Zjednoczonych. Z Richardem.

Sara, która z trudem powstrzymywała się od płaczu, ze zrozumieniem spojrzała na matkę. Pomimo młodego wieku miała już za sobą nieudane małżeństwo z Tunezyjczykiem, Azizem, który wkrótce po ślubie okazał się fanatycznym zwolennikiem ISIS. Przeżyła horror, bo mąż wbrew jej woli chciał ją wywieźć na tereny opanowane przez tak zwane Państwo Islamskie, a następnie zażarcie walczyć z jego wrogami. Jej zadaniem miało być rodzenie i wychowywanie kolejnych zagorzałych bojowników ISIS, którzy według niej szerzyli zło i terror. I to był jej dramat.

„Ja cię bardzo kocham i chcę, żebyś była bardzo szczęśliwa” – Aziz zaklinał się w obozie szkoleniowym w Algierii, dokąd ją przywiózł, aby pod okiem surowych dżihadystek odbyła szkolenie, jak być wzorową matką przyszłych zaciekłych żołnierzy ISIS. „I dlatego pojedziesz ze mną do kalifatu, bo to jest najlepsze miejsce na świecie”.

Dla niego to była kraina szczęśliwości, a dla niej piekło na ziemi. Nie dotarła tam tylko dzięki determinacji swojej rodziny, która w ostatniej chwili wyrwała ją z rąk fanatycznego męża.

Później przyszło załamanie nerwowe i głęboka depresja. Pobyt w luksusowej klinice w Szwajcarii pomógł jej się z tego podnieść, ale dopiero wyjazd na słynną wyspę i porywcze uczucie do Wayana, przystojnego i pełnego energii Balijczyka, sprawiły, że ogarnęła ją dawno zapomniana radość życia.

 
I ja cię pragnę (…)
Tylko tańczmy, tańczmy boogie całą długą noc
Odurzeni w raju3
 

Wayan grał na gitarze i śpiewał dla niej, a ona miała wrażenie, że właśnie odnalazła swój raj. Też planowała… Chciała zapisać się na kursy jogi, żeby być bliżej swojego ukochanego. A potem może nawet kupić dom na wyspie i się na niej osiedlić… Tak jak jej pochodząca z Wielkiej Brytanii koleżanka Charlotte, która ze swoim partnerem Komangiem już szukała odpowiedniej wilii.

„Ja dopiero przy nim poczułam, co to jest prawdziwe szczęście. Już tyle niezapomnianych chwil przeżyliśmy…” – zwierzała się jej z roziskrzonymi oczami. „On jest absolutnie niesamowity… Taki troskliwy… Empatyczny… Wyrozumiały…” Emanowała bezwarunkowym uczuciem. „Po prostu najlepszy!”4

Sara z przyjemnością patrzyła na zakochanych Charlotte i Komanga, których związek trwał już ponad dwa lata. Brytyjka, kiedy tylko mogła, przylatywała na Bali, gdzie czuła się wspaniale.

„Wiesz, ja dopiero tutaj odkryłam, co to jest prawdziwe szczęście…” – Charlotte dzieliła się z Sarą swoimi przeżyciami jak największym skarbem. „On… On jest zupełnie inny od wszystkich mężczyzn, z którymi się spotykałam. Słucha mnie… W tym sensie, że zawsze uważnie słucha tego, co mam do powiedzenia. Jest taki uważny… I czuły…”

Tak samo jak Wayan, dodawała w duchu Sara i zupełnie nie dawała wiary słowom matki, która ją przed nim ostrzegała, mówiąc, że Balijczycy znaleźli sobie łatwy sposób na życie, zapewniając odpoczywającym na ich wyspie turystkom romantyczne chwile, fantastyczną zabawę i gorący seks. W zamian kobiety spragnione upojnych chwil w męskim towarzystwie obdarowywały ich kosztownymi prezentami, wysyłały pieniądze nawet po powrocie do swoich krajów, a czasami kupowały im wygodne domy.

 

Kobieta za miłość wymarzonego mężczyzny jest w stanie wiele ofiarować i poświęcić. A nawet za ułudę miłości…

Pomimo tego, że matka była sceptycznie nastawiona do Wayana, kiedy Sara w samolocie patrzyła na jej pełną smutku twarz, szczerze jej współczuła. Ona też była zrozpaczona, że tak nagle musiała zostawić swojego ukochanego, więc doskonale rozumiała jej przygnębienie. Matka zaledwie parę dni temu powiedziała jej, że chce odejść od ojca, i Sara wcale jej za to nie winiła.

– Dziękuję, że mnie rozumiesz – Joanna wyraziła wtedy córce swoją wdzięczność.

– Nie ma za co, mamo, po tym, co ci zrobił ojciec… – Sara wciąż miała żal do niego, że śmiał przyprowadzić do ich rodzinnej rezydencji drugą żonę, Larę, co pchnęło matkę do próby samobójczej. Nie wybaczyła mu również tego, że za namową Lary chciał ją wydać za mąż jako trzecią żonę obrzydliwego starucha. – Richard to bardzo fajny facet – dodała.

I rzeczywiście tak sądziła. Ujęło ją, że z zainteresowaniem oglądał jej fotografie, które z zapałem robiła w Chinach, gdzie zwiedzała wiele interesujących miejsc, zanim z mamą i ciocią Angeliką przyleciały na Bali. Potrafił docenić jej różnorodne ujęcia krajobrazów i architektury Państwa Środka.

„Ładnie to uchwyciłaś” – pochwalił ją, oglądając kolejne zdjęcie z Szanghaju. „Te tradycyjne zakrzywione do góry chińskie dachy, a za nimi wysokościowce”.

Poza tym Sara potrafiła dostrzec, jak mama rozkwita w obecności Richarda i jak bardzo jest szczęśliwa. Tak jak ona przy Wayanie. Na wspomnienie ukochanego z jej piersi wyrwał się żałosny szloch.

– Ta ryczy, a druga obrażona wpatruje się w okno! – Zachowanie córki w samolocie zirytowało Alego, który od razu skrytykował zarówno ją, jak i żonę.

– Czemu płaczesz? – Fatma spytała starszą siostrę.

– Nie chcę stąd wyjeżdżać – Sara odpowiedziała przez łzy, co jeszcze bardziej rozwścieczyło Alego.

– Czy wy w ogóle wiecie, co się dzieje na świecie?! – huknął. – Zdajecie sobie sprawę, że zaraz może wybuchnąć na Bliskim Wschodzie poważny konflikt zbrojny? Który bardzo szybko może przeobrazić się w trzecią wojnę światową?! – Popatrzył z dezaprobatą na żonę i córkę.

– Wiemy – Joanna powiedziała głucho, żeby tylko przerwać wybuch gniewu Alego.

– Co? – Sara po raz pierwszy usłyszała tę przerażającą wiadomość. – Ja nic nie wiem.

– Kasem Sulejmani, jeden z najpotężniejszych irańskich generałów, zginął w ataku przeprowadzonym przez Stany Zjednoczone na bezpośredni rozkaz prezydenta Donalda Trumpa5 – Ali powiedział dokładnie to, co przekazał w drodze na lotnisko Hamid, mąż Angeliki, tłumacząc swój niespodziewany przyjazd na Bali.

Joanna, kompletnie rozbita przymusowym rozstaniem z ukochanym, zaczęła przed opuszczeniem balijskiego hotelu majaczyć o podróży do Stanów Zjednoczonych, więc Angelika, obawiając się, że przyjaciółka może w malignie wspomnieć o swoim romansie, co było bardzo niewskazane w tych okolicznościach, podała jej tabletki uspokajające, a następnie, z pomocą zaufanej służącej Barti, zaprowadziła ją do samochodu swojego męża. Sara i Fatma pojechały na lotnisko w Denpasarze z ojcem.

Hamid po drodze wyjaśnił, jak poważna jest sytuacja.

„Generał Kasem Sulejmani był dowódcą sił al-Kuds6, czyli jednostki specjalnej w strukturach Korpusu Strażników Rewolucji Islamskiej odpowiedzialnej za operacje zagraniczne. Nazywany „generałem cieniem”, był wprost uwielbiany w swojej ojczyźnie”.

„Iran tego nie daruje” – stwierdziła Angelika, która doskonale orientowała się w rozmiarze trwającego dekady konfliktu między oboma potężnymi krajami.

„Nie, i już zapowiada krwawy odwet” – Hamid przyznał żonie rację. „Na ulice Teheranu i innych miast wyszły dziesiątki tysięcy ludzi, którzy domagają się zemsty, niosąc portrety generała i transparenty z napisem »Śmierć Ameryce«”.

„Teraz może się nakręcić spirala przemocy…” – Angelika wiedziała, że ewentualna wojna na Bliskim Wschodzie nie wróży nic dobrego dla całego świata.

„To prawda…” – Hamid przyznał żonie rację.

Trwające kilkanaście lat małżeństwo Angeliki i Hamida dla Joanny zawsze było dowodem tego, że przy dobrym podejściu obu stron można stworzyć długoletni, szczęśliwy związek.

A może to czyniła prawdziwa miłość? Nie zaborcza, ale otwarta na nowe doświadczenia, wzbogacająca, ewoluująca wraz ze wspólnie przeżytymi chwilami, dniami, latami, potęgująca poczucie niezmierzonej bliskości, obdarowująca i biorąca, harmonią dusz i ciał płynąca, uskrzydlająca.

Takie to proste… A takie trudne.

– I dlatego, że zginął ten generał, musimy stąd wyjechać? – Sara dopytywała ojca. – I nie możemy wrócić do domu?

– Za śmierć męczennika Sulejmaniego, jak go już nazywają, Iran zapowiedział zmasowany atak na Dubaj i na Hajfę, więc lepiej pojechać do Europy. – Ton głosu Alego był poważny.

– A ciocia Angelika? Dlaczego nie ma jej tu z nami? Chyba nie poleci do Dubaju? – Sara się przestraszyła.

– Nie, oczywiście, że nie – ojciec zaprzeczył. – Wujek Hamid zabiera rodzinę do Paryża.

– A my gdzie lecimy? – Joanna zapytała po raz kolejny. – Też do Paryża?

Ali przeszył żonę urągliwym wzrokiem, jakby powiedziała coś głupiego.

– Nie sądzisz, że do Paryża polecielibyśmy jednym samolotem? – zapytał z ironią.

– Nie wiem…

– A powinnaś wiedzieć – Ali stwierdził zimno.

– To powiesz mi wreszcie, dokąd lecimy?! – Joanna podniosła głos.

– Nie krzycz! – zganił ją mąż.

– Nie krzyczę!

– Właśnie że krzyczysz!

– Nie!

– Tak!

Nigdy się już nie dogadamy… Te same słowa, które prowadzą donikąd…, pomyślała Joanna. Richard… Poczuła bolesny skurcz serca.

– Dokąd lecimy, tato? – Fatma starała się przerwać gwałtowną kłótnię rodziców.

Donikąd…, przeleciało przez głowę Joanny.

– Do Londynu. – Ali skierował wzrok na córkę.

– A mnie nie mogłeś tak po prostu odpowiedzieć? – Joanna spojrzała na niego z wyrzutem.

– Przecież ci odpowiedziałem.

– Nie odpowiedziałeś. Idiotkę ze mnie robisz?

– Powiedziałem, że do Europy.

– Europa jest duża.

– Europa to Europa.

Słowa prowadzące donikąd…

– Długo tam zostaniemy, tato? – Fatma ponownie zwróciła się do ojca.

Było jej przykro, że rodzice nie mogą skończyć nieprzyjemnej dla niej sprzeczki.

– To zależy…

– Od czego?

– Jak rozwinie się sytuacja.

– Będzie wojna? – W głosie Fatmy pojawił się lęk.

– Nigdy nic nie wiadomo… – Ali niespokojnie poruszył się na swoim siedzeniu.

– Nie strasz dzieci – Joanna zwróciła mu uwagę.

– To mam kłamać?! – Ali wrzasnął ze złością.

– A mówisz prawdę, twierdząc, że będzie wojna?! – krzyknęła Joanna. – Przecież nie wiesz tego na pewno!

– Ale wszystko na to wskazuje! – mężczyzna powiedział dobitnie. – Jeśli Iran zaatakuje Dubaj i Hajfę, to uważasz, że nie będzie wojny?!

– Jeśli zaatakuje…

– Myślisz, że daruje taką zniewagę?!

Joanna zastanowiła się chwilę.

– Nie wiem, ale…

Mąż nie pozwolił jej dokończyć.

– Nie wiem, nie wiem… – powtórzył, przedrzeźniając głos żony. – Nic nie wiesz, więc lepiej się nie odzywaj!

– Co?! – zawołała wzburzona. – Jak ty mnie traktujesz?!

– Tak, jak na to zasługujesz!

– Nie będę dłużej tego słuchać! – Joanna aż się zatrzęsła z oburzenia. – I znosić tego, jak mnie obrażasz! Ja wysiadam! – Zerwała się z fotela i ruszyła w stronę wyjścia.

– Idę z mamą! – Sara poszła w jej ślady.

Mężczyzna zakipiał z wściekłości.

– Siadajcie natychmiast! – ryknął. – Przecież specjalnie tu po was przyleciałem!

– Nie będę podróżować w takiej atmosferze!

Nie będę podróżować z tobą! To chciała tak naprawdę wykrzyczeć Joanna. Z całego swojego serca i duszy. I ciała.

– Musimy pojechać do Londynu!

– Dolecę do was samolotem rejsowym! – Nie zamierzała dostosowywać się do woli męża.

Polecę samolotem rejsowym. Ale do Stanów. Z Richardem, obiecywała sobie w duchu.

Ali uniósł się szybko ze swojego fotela, zrobił parę dużych kroków, potrącił Sarę, torując sobie drogę, a następnie dopadł żonę i szarpnął ją za nadgarstek.

– Natychmiast wracaj na swoje miejsce – warknął.

– Aua! Boli! – Joanna zdołała się wyrwać.

– Siadaj, bo zaraz startujemy! – Podniósł rękę, jakby miał zamiar ją uderzyć.

Joanna odruchowo się odchyliła.

– Dotrę do Anglii… Jutro albo pojutrze… – skłamała, bo chciała jak najszybciej wyrwać się z tej zamkniętej metalowej puszki, w której odnosiła wrażenie, że się dusi. Z Alim się dusiła.

– Polecisz ze mną! – mąż kategorycznie stawiał na swoim.

– Nie!

– Tak!

– Nie!

– Tak! – Ali tym razem złapał ją za rękę dużo mocniej. – Nie ma takiej możliwości, żebyś tu została sama. – Pociągnął ją w stronę jej siedzenia.

– Ja pójdę z mamą. – Sara też miała już dość ciężkiej rodzinnej atmosfery.

– Czy wy nie rozumiecie, co ja do was mówię?! – wybuchnął, popychając żonę na jej fotel. – Ty też siadaj! – Spojrzał groźnie na córkę.

– Saro, usiądź – Fatma zwróciła się do siostry błagalnym tonem.

Sara stała niezdecydowana, myśląc o Wayanie. Nagle z głośników rozległ się komunikat.

– Prosimy państwa o zajęcie miejsc i zapięcie pasów. Niedługo startujemy. Życzymy państwu przyjemnego lotu.

– Usiądź, proszę – Fatma jeszcze raz powiedziała do siostry, bo chciała zażegnać rodzinny konflikt. Ojciec przestraszył ją rozmową o wojnie i teraz obawiała się, że jeśli mama z Sarą zostaną na wyspie, później może im być trudno połączyć się z resztą rodziny.

– Natychmiast siadaj na swój fotel! – ojciec rozkazał córce ostrym tonem.

Z wielkim ociąganiem zrobiła to, co polecił jej ojciec. Nie miała w tym momencie innego wyboru. Chociaż jeszcze przed chwilą ogarnęła ją nadzieja, że jednak uda jej się razem z matką wysiąść z samolotu i wrócić do hotelu. Wtedy od razu skontaktowałaby się z Wayanem i…

– Zapnij pasy! – Surowy głos ojca przerwał jej tok myśli.

Wzięła do ręki pasy, ale była tak rozdrażniona, że nie mogła ich zapiąć. Fatma to zauważyła i pospieszyła jej z pomocą.

– Co się dzieje? – wyszeptała, nachylając się w jej stronę.

Sara nie odpowiedziała, tylko ciężko westchnęła, z trudem hamując cisnące się do jej oczu łzy.

Żeby tylko ponownie nie wpadła w głęboką depresję…, pomyślała zmartwiona Fatma, zapinając siostrze pasy.

Kiedy usiadła na swoim miejscu, miły kobiecy głos podał szczegóły dotyczące lotu. Wkrótce samolot wystartował. Rodzina udała się do Europy, która w założeniu miała stać się ich schronieniem i oazą spokoju. Jednak tak się nie stało.

* * *

Dni w Londynie były jakieś rozedrgane i zupełnie nieprzewidywalne. Niedługo po przylocie i zameldowaniu się rodziny w hotelu media podały straszliwą wiadomość o katastrofie samolotu pasażerskiego ukraińskich linii lotniczych ze stu siedemdziesięcioma sześcioma osobami na pokładzie. Lecąca do Kijowa maszyna rozbiła się zaledwie dwie minuty po starcie z lotniska Chomeiniego w Teheranie. Wszyscy pasażerowie i członkowie załogi zginęli.

– Słyszałaś? – Joanna zadzwoniła do Angeliki, gdy tylko dowiedziała się o potwornej tragedii.

– Tak… – przyjaciółka odpowiedziała smutnym tonem. – To przerażające, co się stało. Właśnie oglądam CNN.

– I co tam mówią? – Joanna chciała wiedzieć. – Wskazują na przyczynę tego okropnego wypadku?

– Wspominają usterkę techniczną… – Angelika zamilkła na chwilę, przysłuchując się słowom spikera. – Jakiś pożar silnika czy coś takiego…

– Tylko dziwne, że zdarzyło się to akurat w Iranie…

 

– Masz całkowitą rację. W obecnej sytuacji… – Głos Angeliki był niezwykle poważny. – Hamid już na Bali mówił, że to, co się dzieje między Stanami Zjednoczonymi a Iranem, jest alarmujące i trudne do przewidzenia.

– Widziałaś te rozrzucone na dużym obszarze i dopalające się liczne części maszyny? – Joanna się wzdrygnęła. – I unoszące się nad nimi dymy? Wstrząsający widok.

– Tak samo jak obraz spadającego samolotu nagrany przez przypadkowego świadka…

– Też widziałam. Tutaj to ciągle pokazują… – Joanna zerknęła w stronę ekranu telewizora. – Samolot zamienił się w płonącą kulę i… – przerwała, bo trudno jej było mówić o tej koszmarnej tragedii. Nie chciała nawet sobie wyobrażać, co czują rodziny ofiar.

Przed oczami przyjaciółek stanął uchwycony na filmie zatrważający moment, kiedy maszyna rozbija się i ciemne niebo rozświetla żółtoczerwona łuna. Łuna śmierci.

– Nie najlepiej zaczął się nam rok dwa tysiące dwudziesty… – Angelika powiedziała z zadumą.

– Nie najlepiej… – przygnębiona Joanna powtórzyła za przyjaciółką.

Teraz powinna być już w Stanach. Ze swoim ukochanym. Z daleka od Alego, z którym – już była tego pewna – nie znajdzie żadnej nici porozumienia. Jeżeli ludzie nie potrafią ze sobą rozmawiać w atmosferze wzajemnego szacunku i empatii, to ich drogi wcześniej czy później się rozejdą. I lepiej wcześniej niż później.

– Jak długo będziecie w Londynie? – Angelika, wyczuwając minorowy nastrój przyjaciółki, zmieniła temat.

– Nie wiem… A wy w Paryżu?

– Trudno przewidzieć… Hamid mówi, że na razie lepiej pilnować interesów z Europy… Słyszałaś, że Iran ostrzelał amerykańskie bazy wojskowe w Iraku?

– Tak – przytaknęła Joanna. – Iran głosi, że to zemsta za zabicie generała Sulejmaniego.

– Jeśli ta spirala przemocy się nakręci… – wyrwało się Angelice, która nie chciała już więcej epatować złymi wiadomościami.

– Tego się boję – wyznała Joanna.

– Może to wszystko jakoś się ułoży. – Przyjaciółka chciała wybrnąć z niefortunnej wypowiedzi. – W końcu nikomu nie jest na rękę otwarty konflikt zbrojny na wielką skalę, który łatwo może się wymknąć spod kontroli.

– Niby tak… – powiedziała Joanna, ale bez wielkiego przekonania.

Nagle po drugiej stronie telefonu usłyszała odgłos otwieranych drzwi i energiczne kroki.

– Przepraszam cię, ale muszę już kończyć, bo Hamid po mnie przyszedł… – W głosie Angeliki można było wyczuć nutkę czułości, która pojawiała się zawsze, kiedy mówiła o swoim mężu. – To znaczy mamy gdzieś zaraz razem wyjść, więc…

– Rozumiem. Zdzwonimy się później.

– Na pewno. Do usłyszenia.

– Do usłyszenia.

Szczęściara z tej Angeliki, przemknęło przez głowę Joanny nie pierwszy już raz. Ma oddanego i kochającego faceta przy sobie… Tego samego od tylu lat… Mam wrażenie, że im dłużej są razem, tym bardziej się kochają… Prawdziwa szczęściara…

Sama ogromnie tęskniła za Richardem. Nie rozmawiała z nim od momentu opuszczenia Bali.

„Kocham cię” – powiedział na pożegnanie, kiedy Angelika przekonała go, że ze względu na przyjazd Alego musi opuścić pokój Joanny. „I zawsze będę cię kochał”.

Ja też… Ja też cię kocham, mówiła do niego w myślach. I zawsze będę cię kochać…

Tak bardzo tęskniła… Za nim, za jego głosem, za rozmową z nim… Nie porzuciła myśli o rozstaniu z Alim, jednak musiała być bardzo ostrożna. I zastanowić się, jak to wszystko rozegrać, żeby nie ucierpiały na tym jej córki. O najstarszego syna, Nadira, który studiował w Londynie, nie martwiła się tak bardzo. Był już dorosły i prowadził swoje intensywne życie. Ali przygotowywał go do przejęcia w przyszłości części jego interesów, więc nawet jeśli Nadir wpadał do hotelu, w którym zatrzymała się rodzina, to głównie spędzał czas z ojcem.

Ponieważ Ali zakładał, że jego pobyt w Londynie się wydłuży, wynajął całe piętro hotelu. Małżeństwo zajęło duży apartament z dwiema sypialniami, co od dawna było ich zwyczajem podczas podróży. Zajęty interesami mąż nie odwiedzał w nocy Joanny, która bardzo się z tego cieszyła. Każde ewentualne spełnienie tak zwanego obowiązku małżeńskiego postrzegałaby jako gwałt, co niestety już wcześniej się zdarzyło.

Pozostałe pokoje zajęły córki, służba, ochrona oraz współpracownicy męża. W jednym z pomieszczeń urządzono obszerny gabinet, w którym Ali przyjmował swoich kontrahentów.

– Dlaczego Hamid z Angeliką są w Paryżu, a nie tutaj z nami? – Joanna zapytała męża. – W końcu to jeden z twoich najważniejszych wspólników.

– Nie sądzisz, że lepiej jest dla naszych interesów, jeśli jesteśmy w różnych miejscach? – Znowu spojrzał na nią takim wzrokiem, jakby powiedziała coś głupiego. – Nigdy nie wiadomo, co się wydarzy… – stwierdził, sprawdzając w telefonie ostatnie wiadomości.

Parę dni po wypadku samolotu ukraińskich linii lotniczych minister spraw zagranicznych Iranu ogłosił, że maszynę zestrzelono przez pomyłkę, ponieważ uznano ją za pocisk skierowany w cel wojskowy jego kraju. Irańskie rakiety ziemia–powietrze omyłkowo doprowadziły do strasznej katastrofy, w której ofiarami zostali niewinni cywile.

Joanna, gdy tylko się o tym dowiedziała, zadzwoniła do Angeliki. Bardzo brakowało jej nie tylko Richarda, ale również przyjaciółki.

– Halo! – Angelika odebrała od razu.

– Cześć!

– Cześć, Jo!

– Miałyśmy rację co do tego wypadku lotniczego… – od razu przeszła do rzeczy. – To nie było zwykłe tragiczne zdarzenie…

– Niestety…

– Co na to Hamid?

– Mówi, że musimy czekać na dalszy rozwój wydarzeń.

– Czyli na razie zostajecie w Paryżu?

– Tak. A wy?

– Ali nic nie wspomina o powrocie do Kuwejtu, więc pewnie jeszcze tu trochę pomieszkamy.

– Kraje nad Zatoką Perską nie są w tym momencie najbezpieczniejsze.

– Ja najchętniej poleciałabym do Stanów…

– Myślisz o Richardzie?

– Cały czas…

Myślę, marzę, kocham…

– Kontaktowałaś się z nim?

– Nie… – Joanna zaprzeczyła ze smutkiem. – Obawiam się Alego… Jest taki podejrzliwy… A ty z nim rozmawiałaś?

– Tylko jeden raz.

– Kiedy?

– Wkrótce po naszym przylocie do Francji.

– Wrócił do Stanów?

– Nie, gdy z nim rozmawiałam, jeszcze był na Bali, ale z tego, co mówił, wynikało, że wybiera się do Chin.

– Do Chin? – zdziwiła się Joanna. – Dlaczego akurat do Chin?

– Nie wiem, czy mogę ci powiedzieć… – Angelika się zawahała.

– A co to za tajemnica?

– Nie tajemnica, tylko… – Angelika przerwała.

– Tylko co?

– To miała być taka… niespodzianka.

– Niespodzianka?

– Richard chce zabrać was… to znaczy ciebie i Sarę na wyprawę do Chin, więc pojechał tam, żeby przygotować dla was jak najciekawszą trasę. Widział, z jakim zaangażowaniem Sara opowiadała o tym kraju, jak pokazywała mu zdjęcia i…

– Kochany… – wtrąciła Joanna.

– I oczywiście ważne dla niego było to, że tobie też się tam podobało.

– Bardzo kochany… – Joanna się rozczuliła.

– Tylko nie wiem, czy powinnam ci o tym mówić… – Angelika się skonfundowała. – Bo skoro to miała być niespodzianka…

– Dobrze, że mi powiedziałaś – Joanna rozwiała wątpliwości przyjaciółki. – Przynajmniej wiem, gdzie teraz jest. Orientujesz się, w jakiej części Chin przebywa?

– Nie mam pojęcia. Próbowałam się do niego dodzwonić, ale nie byłam w stanie się z nim połączyć.

– Daj mi znać, jeśli ci się uda.

– Oczywiście. A jak z Alim?

– Na szczęście mało się widzimy, bo jest zajęty swoimi biznesami.

– Co planujesz?

– Cały czas zastanawiam się nad jak najlepszym rozwiązaniem… – Joanna westchnęła głęboko, bo zdawała sobie sprawę z tego, że odejście od męża nie będzie proste. Już kiedyś wspomniała Alemu o rozwodzie, ale on nawet nie chciał o tym słyszeć. – Pomyślałam, że może łatwiej mi będzie przeprowadzić to wszystko w Londynie… To jednak bardziej neutralny grunt…

– Co konkretnie chcesz zrobić?

– Nie wiem jeszcze… Rozważam różne możliwości.

– To znaczy?

– Myślałam, że może Richard przyjedzie do Londynu i stąd razem polecimy do Stanów…

– Chcesz uciec? – spytała Angelika.

– To jest jedna z opcji… – Joanna ściszyła głos. – Może najlepiej będzie postawić Alego przed faktem dokonanym. W końcu nawet żona emira Dubaju, księżniczka Haya, najpierw uciekła z dziećmi do Londynu, a dopiero później zaczęła formalne sprawy sądowe.

– A co z Sarą i Fatmą?

– Sara mogłaby jechać z nami. A Fatma… Jeszcze chodzi do szkoły… Poza tym to pupilka Alego… Nie wiem, jak ona by przyjęła wiadomość, że od niego odchodzę… Podobnie zresztą Nadir… On jest bardzo związany z ojcem… – Joanna doskonale pamiętała, że kiedy Ali przyprowadził do rodzinnej rezydencji drugą żonę, syna interesowało tylko nowe ferrari, które miał dostać od niego w prezencie.

– A inne rozwiązania?

– Tak naprawdę to najlepiej byłoby się dogadać… – Joanna obawiała się, że w przypadku jej ucieczki Ali mógł jej utrudnić kontakty z Fatmą.

– Całkowicie się z tobą zgodzę – Angelika również uważała, że nawet jeżeli ludzie dojdą do wniosku, że już dłużej nie mogą być razem, to rozstanie powinno się odbyć w jak najbardziej wyważonej atmosferze. I należy do tego dążyć nawet wtedy, kiedy to tylko jedna ze stron chce zakończyć związek. Przecież nikogo nie można zmusić do dzielenia z kimś życia. I do miłości.

– Tylko że my już nawet nie potrafimy ze sobą normalnie rozmawiać… – Joanna wyznała z goryczą. – On mnie traktuje tak… protekcjonalnie.

– To przykre – Angelika współczuła przyjaciółce.

– Bardzo. On uważa, że jestem jego żoną i ma prawo… do wszystkiego… – Wspomnienie małżeńskiego gwałtu sprawiało jej cierpienie. – To znaczy nie przyjmuje do wiadomości, że moglibyśmy się rozstać. Pamiętasz tę sytuację na Bali, kiedy byłyśmy tam poprzednim razem?

– Tak, pamiętam.

Joanna też pamiętała. Powiedziała mężowi o rozwodzie, a on ją całkowicie zlekceważył. To było okropne!

Wspomnienie tamtej upokarzającej dla niej konwersacji nadal bolało. Rozmawiając z nim przez telefon, już na samym początku zaznaczyła, że ma ważną sprawę.

„Powiesz mi później, a teraz…” – Ali ją zignorował.

„Nie ma później!” – Wiedziała, że jeżeli od razu tego nie powie, mąż potem nie da jej dojść do słowa.

„Musisz…”

„Nic nie muszę! Chcę rozwodu!!!” – wykrzyczała desperacko.

„Piłaś! Znowu piłaś!” – huknął rozwścieczony Ali. „Piłaś i gadasz nonsensy! Dzisiaj wieczorem łapiesz samolot do Dubaju i tu przylatujesz! Zrozumiałaś?!”

„Nie piłam!”

„Nie kłam! Dobrze znam ten twój ton!”

„Chcę się rozwieść, rozumiesz!” – zawołała przez łzy.

„Nie histeryzuj! Dzisiaj przylatujesz do Dubaju, bo…”7

To było wtedy. A teraz między nimi działo się tak samo źle. Albo jeszcze gorzej.

– Jeśli pamiętasz, to wiesz, że Ali nie da mi rozwodu. I wracamy do punktu wyjścia – Joanna poskarżyła się Angelice.

– Trzeba być dobrej myśli – przyjaciółka ją pocieszyła.

– Staram się… Chociaż to nie jest łatwe…

– Ale kiedy już przez to wszystko przejdziesz… Przejdziecie… – poprawiła się, mając na myśli Richarda. – Będzie pięknie.

– Obyś miała rację…

– Musisz w to wierzyć! – Angelika stwierdziła z mocą.

– Będę wierzyć! – zadeklarowała z całą siłą swojej miłości.

– I tego się trzymaj, Jo! – przyjaciółka z głębi serca życzyła jej jak najlepiej.

– Szkoda, że ciebie tu nie ma… – Joanna wyraziła swój żal. – Byłoby mi raźniej… Może przyleciałabyś do Londynu chociaż na parę dni?

– Pomyślę o tym – obiecała Angelika. – Zobaczymy, co się będzie działo przez najbliższy czas. Jeżeli sytuacja nie będzie się zaogniać, to czemu nie?

– Byłoby wspaniale! – Joanna się ucieszyła. – I spróbuj się skontaktować z Richardem… Chiny… Ciekawe, dokąd dotarł?

1L. polyedra (Lingulodinium polyedrum) – morski, opancerzony, bioluminescencyjny gatunek bruzdnicowatych (rodzaj glonów). W nocy woda, w której żyją, może się iskrzyć niebieskim światłem.
2Love (ang.) – miłość.
3Fragment przeboju grupy Milky Chance pod tytułem Stolen Dance (ang. Skradziony taniec).
4Laila Shukri, Perska kobiecość, Prószyński Media, Warszawa 2020, str. 341.
5Generał Kasem Sulejmani zginął 3 stycznia 2020 roku zaraz po opuszczeniu samolotu, którym przyleciał do Bagdadu, w wyniku ataku rakietowego na konwój samochodów należących do eskortującej go milicji.
6Zwane również siłami Ghods.
7Laila Shukri, Perska zmysłowość, Prószyński Media, Warszawa 2019, str. 406.