Perska miłośćTekst

Z serii: Perska miłość #1
Przeczytaj fragment
Oznacz jako przeczytane
Jak czytać książkę po zakupie
Nie masz czasu na czytanie?
Posłuchaj fragmentu
Perska miłość
Perska miłość
− 20%
Otrzymaj 20% rabat na e-booki i audiobooki
Kup zestaw za 62,90  50,32 
Perska miłość
Audio
Perska miłość
Audiobook
Czyta Ewa Abart
34,90 
Szczegóły
Czcionka:Mniejsze АаWiększe Aa

38 ‘Ajb (arab.) – wstyd, hańba; coś niewłaściwego (np. w zachowaniu lub ubiorze).

39 Bidun dżinsija (arab.) – bez narodowości; skrótowo nazywani bidun, to grupa ludzi, która nie ma obywatelstwa, mimo że żyje w Kuwejcie od pokoleń. Niektórzy nie mają dokumentów przez niedbalstwo przodków, którzy nie złożyli odpowiednich papierów w 1959 roku, kiedy wprowadzono pierwsze regulacje dotyczące kuwejckiego obywatelstwa.

40 Adżnabija (arab.) – cudzoziemka.

41 Ajuza (dialekt kuwejcki) – stara kobieta.

42 Iftahi bab, ja bint! Alhin! Iftahi, ja czalba! (arab. dialekt) – Otwórz drzwi, córko! Natychmiast! Otwórz, ty suko!

43 Iftahi, sari’a! Ammicz wa ahicz ihni! Amouticz, ja kahba! Iftahi! (arab. dialekt) – Otwórz szybko! Twój stryj i brat są tutaj! Zabiję cię, ty kurwo! Otwieraj!

ROZDZIAŁ VII

Damaszek

– Zdecydowałaś się już? – Hassan z nadzieją patrzył na śliczną twarz Lidki. – Zostało niewiele czasu, a potrzebna jest wiza. Znam kogoś w mojej ambasadzie, to nam pomoże, ale jeszcze bilety, rezerwacja hotelu...

– Nie wiem, naprawdę nie wiem... – Lidka wciąż wahała się w sprawie wyjazdu.

– Laila. – Syryjczyk lubił nazywać Polkę tym imieniem. – Jesteś najpiękniejszą kobietą, jaką w życiu spotkałem... Proszę cię, nie odmawiaj...

– Ale co ja powiem w akademiku?

– Są ferie, po prostu im oznajmisz, że jedziesz do domu.

Lidka podziwiała zapierający dech w piersiach widok z restauracji usytuowanej na ponad stu metrach wysokości w Wieżach Kuwejckich. Patrzyła na maleńkie samochody, światła miasta, migocące wody zatoki. Gdy przebywała z Hassanem, zapominała o całym świecie, nic się nie liczyło oprócz tego, żeby być w jego pobliżu owiana siłą jego spojrzenia, zapachu, atencji.

– Laila... Czy istnieje na świecie jakaś dziewczyna tak doskonała jak ty? – Mężczyzna nie odrywał od niej przenikającego wzroku. – Spójrz na te włosy, oczy, usta... Jesteś tak piękna... Ja qamar44...

– Powiedz mi – zapytała Lidka z nutą wstydu w głosie – kto właściwie wychodzi za mąż?

– Ach, to moja kuzynka – niedbale powiedział mężczyzna. – Córka brata ojca. W zasadzie to mogło być moje wesele...

– Co? – Lidka nie zrozumiała.

– No wiesz, niektórzy uważają, że powinna poczekać, dopóki ja się nie zdecyduję. Ale ja mam ciebie... – Dziewczyna zauważyła, że na twarzy Hassana pojawił się ledwie widoczny grymas, jakby dotknęło go to, że jego kandydatura na męża została pominięta. – Jej i tak nie chciałem...

– A jest ładna? – Studentka poczuła lekkie ukłucie zazdrości.

– Na pewno nie tak jak ty! To kiedy dasz mi ostateczną odpowiedź?

– Daj mi tydzień.

– Za tydzień jest wesele! Przyjadę po ciebie za dwa dni i pójdziemy po wizę. Już nawet powiedziałem rodzinie, że będziesz. Nie mogą się doczekać, żeby cię poznać.

– Myślałam, że twoi rodzice mieszkają w Kuwejcie.

– Tak, ale pojechali już wcześniej, w końcu to duża uroczystość i mnóstwo przygotowań.

– Dobrze, Hassan, pomyślę. Ale nie obiecuję...

Lidka po raz kolejny próbowała połączyć się z Aśką. Znowu odebrała służąca. Tym razem powiedziała, że madame jest w domu, ale ma dużo zajęć.

– Proszę jej przekazać, że to niezmiernie ważne... Muszę z nią porozmawiać. Teraz... Ja poczekam.

Lidka długo stała ze słuchawką w ręku, kiedy w końcu usłyszała głos koleżanki.

– Halo, słucham?

– Asia?! O Boże, jak dobrze, że jesteś! Słuchaj, muszę koniecznie cię zobaczyć! I oddam ci te pieniądze, które pożyczyłam.

– Wiesz co, przykro mi, ale naprawdę nie mogę. Kasą się nie martw, oddasz przy okazji. Przyleciałam dosłownie na jeden dzień, szajcha urządza aukcję dobroczynną i muszę na niej być. Ale już jutro wyjeżdżam, wracam do Alego, do Paryża.

– Asiu, to jest sprawa życia i śmierci. Potrzebuję rady. Tyle lat tu jesteś, a ja nie znam nikogo innego.

Zapadła cisza, w końcu Joanna powiedziała:

– No dobrze, tylko myślę, jak zorganizować ci transport. Teraz wszystkie samochody są zajęte, wożą dzieci. Ale pod wieczór, przed samym moim wyjściem, może jeden kierowca będzie wolny. Podeślę ci go.

W głębi duszy Lidka pragnęła jechać do Syrii, pochodzić starymi uliczkami, pozwiedzać zabytki, trochę odetchnąć od obowiązujących ją restrykcji. Już miała dość tego, że przez parę miesięcy musiała wracać o określonej godzinie, podpisywać listę, tłumaczyć się z każdego wyjścia. Nawet nie mogła pospacerować, bo w Kuwejcie w zasadzie nie było chodników, gdyż wszyscy mieli samochody. Czasami poboczami chodzili robotnicy lub maidy. Nigdy nie jechała autobusem, ponieważ z komunikacji miejskiej korzystała tylko najgorzej opłacana siła robocza. Tyle już ciekawych rzeczy słyszała o Damaszku, który uważa się za jedno z najstarszych nieprzerwanie zamieszkałych miast na świecie. Poza tym byłaby z Hassanem, za którym zaczynała tęsknić, jeszcze zanim kończyło się ich spotkanie. Nie mogła doczekać się rozmowy z Aśką, ciekawa była jej zdania na ten temat.

Kiedy przyjechała do rezydencji koleżanki, służąca od razu zaprowadziła ją prosto do salonu piękności, gdzie Aśką zajmowały się już fryzjerki i kosmetyczki.

– Cześć, Asiu! Świetnie wyglądasz! Powiedz, jak podróż, jak Ali, dzieci?

– Wszystko fantastycznie, ale jak to coś ważnego, to mów od razu, bo nie wiem, czy mam nawet godzinę. Jedziemy na aukcję razem z księżniczką, więc nie ma mowy o żadnym poślizgu.

– Dobrze. Pamiętasz tego Hassana? Spotkałyśmy go na zabawie sylwestrowej.

– Trudno zapomnieć... Wyglądał jak amant filmowy.

– Zjedliśmy razem kolację w walentynki.

– Od razu wiedziałam, że coś z tego będzie! Tak się na siebie patrzyliście!

– I on... zaprosił mnie na ślub swojej kuzynki do Damaszku – wykrztusiła Lidka. – Ale nie wiem, czy jechać.

– A co o nim wiesz?

– W zasadzie niedużo... – Lidka rzuciła garść informacji.

– To rzeczywiście niewiele. – Joanna intensywnie myślała. – Ale nie szkodzi, to mały kraj, myślę, że szybko się o nim czegoś dowiem. Poza tym jak od wielu lat jest w Kuwejcie i ma dobrą pracę, to nie zaryzykuje utraty swojej pozycji i reputacji. Wiesz co, spróbuję o niego wypytać, zadzwoń jutro koło południa, może już coś będę wiedziała.

– Naprawdę będę ci bardzo wdzięczna.

– Ale pamiętaj, decyzję musisz podjąć sama. Masz swój rozum... i serce.

Studentka patrzyła, jak służące sprawnie ubierają Asię, pomagają jej włożyć elegancką sukienkę, zapinają biżuterię, rozpylają delikatne perfumy. Jedna przyklękła i wsunęła na nogi Joanny ekskluzywne szpilki. Druga podała jej do ręki torebkę i telefon. Przez głowę Lidki przemknęło pytanie, jakie to uczucie, kiedy jest się całkowicie zwolnionym z wszelkiej pracy, a do jedynych powinności należą dalekie podróże z mężem i bywanie na przyjęciach. Westchnęła i powiedziała:

– Dziękuję, że znalazłaś dla mnie czas. Jutro się skontaktuję.

Po powrocie do akademika znalazła w pokoju zamyśloną Ann.

– Cześć! Co się dzieje?

– Nic, myślę o Reem.

– I co? Wiadomo, co z nią zrobią?

– Podobno ambasada poszła na ugodę z policją i pozwolili jej wyjechać z kraju. I tak już nie jest studentką.

– Czyli skończyło się w miarę dobrze...

– No niekoniecznie...

– Jak to niekoniecznie? Przecież tu czekałoby ją więzienie!

– No właśnie! Posiedziałaby parę lat, to jej ojciec może by trochę ochłonął... A tak nie wiadomo, co z nią zrobi.

– Ann! O czym ty w ogóle mówisz?! – Polce nie mieściło się w głowie, jak więzienie może być lepsze od domu rodzinnego.

– A nie słyszałaś o zabójstwach honorowych? I nie wiadomo w końcu, kto ten striptiz odwalił. Może i ona... I też nie wiesz do końca, co jeszcze nawyprawiała. Chociaż one cwane są, pieprzą się w tyłek, żeby cnoty nie uszkodzić.

– To cnota jest tu taka ważna?

– Lidka, no proszę cię, skąd ty przyjechałaś?! – To, że koleżanka nie znała niektórych tutejszych realiów, doprowadzało czasami Ann do szewskiej pasji. – No pewnie, że ważna! Każda panna młoda, kiedy pierwszy raz wychodzi za mąż, musi być dziewicą!

Przynajmniej z brzuchem białej sukni nie zakłada, jak co druga w moim miasteczku, pomyślała Lidka. Słyszała kiedyś, jak krawcowa skarżyła się matce, że już nie ma siły nowych modeli wymyślać. „Każda chce inaczej wyglądać, a jak ja mogę co rusz coś nowego wykroić, żeby im kałduny pozakrywać?” – tak mówiła.

– Nawet w akcie ślubnym masz tutaj tylko trzy możliwości: bikr, taliqa lub armala. – Ann popisała się swoim arabskim. – Czyli dziewica, rozwódka lub wdowa. Innego wyjścia nie ma.

– I to trzeba wpisać?

– Oczywiście, jest na to specjalna rubryka.

– I dlatego tej cnoty tak pilnują?

– Głównie chodzi o honor. Niemoralne prowadzenie się kobiety plami cześć danej rodziny. Stare wschodnie powiedzenie mówi, że honor mężczyzny znajduje się między nogami kobiety. Więc czasem ojciec lub brat wolą zakatrupić ją własnymi rękami. Uważają, że tylko jej krew może zmyć plamę na honorze rodziny.

– Matko! A prawo? Przecież to brutalne morderstwo!

– W wielu kręgach uważane jest za zwyczajowo dozwolone. Nawet oficjalne paragrafy podchodzą do tego wyjątkowo łagodnie. Na przykład w Kuwejcie, jak mąż przyłapie żonę na cudzołóstwie i ją zabije, może dostać maksymalnie do trzech lat więzienia lub grzywnę. To samo odnosi się do mężczyzny, który z identycznych powodów pozbawił życia swoją córkę, matkę lub siostrę. A za morderstwo w innych okolicznościach można dostać karę śmierci. Podejrzewam, że w Bahrajnie jest podobnie.

 

– Biedna Reem!

– A pewnie, że biedna! Zdarza się także, że rodzina nie chce się przed nikim tłumaczyć i zmusza zhańbioną do samobójstwa.

Lidka już nie mogła słuchać o tych wszystkich okropieństwach. Zastanawiała się, jak to naprawdę jest z dziewczynami w tym świecie, przecież przed chwilą była u Aśki, która żyła jak królowa. Poza tym tak pewnych siebie, aroganckich i zadowolonych z życia kobiet jak Kuwejtki jeszcze nigdzie nie widziała, nawet na największych imprezach, na których pracowała w swoim kraju.

W nocy spała niespokojnie, przewracała się z boku na bok, miała jakieś dziwne sny. Biegła uliczkami starej arabskiej medyny45, słychać było dźwięk jej sandałów i klejnotów, miała na sobie czarną abaję, lecz jej odkryte blond włosy swobodnie falowały. Otaczały ją odrapane domostwa. Skręcała to w prawo, to w lewo, lecz skomplikowany labirynt zdawał się nie mieć końca. Nagle z zewsząd zaczęły pojawiać się ręce, które chwytały ją za szatę, próbując ją zatrzymać lub wciągnąć w nieznaną czeluść domów. Coraz trudniej było jej się poruszać, czuła, że nogi zmieniły jej się w ciężkie kłody. Robiło się coraz ciemniej, ogarniał ją strach, że nigdy się stąd nie wydostanie. Naraz zobaczyła majaczącą w oddali jasność, miała nadzieję, że wreszcie znalazła wyjście. Pobiegła co tchu w tym kierunku, jednak to tylko na wietrze powiewało zakrwawione po defloracji prześcieradło. Przywarła do muru, żeby go obejść i nie dotknąć, gdy nagle płachta spadła jej na twarz.

Obudziła się zlana potem, ledwie łapiąc powietrze. Zaczął się następny dzień, w którym musiała już podjąć decyzję. Po śniadaniu od razu zadzwoniła do Joanny.

– Cześć! Jak się udało przyjęcie? Wiesz już coś?

– Cześć! Impreza wyjątkowo udana, na cele charytatywne zebrałyśmy mnóstwo pieniędzy, księżniczka była bardzo zadowolona. A Hassan... Wiem tylko tyle, że już od paru lat pracuje jako menedżer w firmie prominentnej rodziny kuwejckiej. Nic złego o nim nie słyszałam.

– Dziękuję, Asiu! I życzę ci miłej podróży!

– Nie ma za co! I tobie też! Baw się dobrze w Damaszku!

– Do usłyszenia!

W zasadzie dlaczego ma nie jechać? Taka okazja drugi raz jej się nie zdarzy, a już niedługo nadejdzie czas powrotu do Polski. I co ją tam czeka? Szukanie pracy, codzienne problemy z przeżyciem... A teraz ma szansę zobaczyć kawałek świata i przeżyć parę ekscytujących dni w miłym towarzystwie.

Hotel Four Seasons w Damaszku rozpieszczał Lidkę swoim luksusem. Właśnie wróciła z zabiegów w spa, gdzie poddała się pielęgnacji twarzy i masażom. Teraz czekała na nią lekka kolacja, a później zrobienie makijażu i fryzury w salonie. Hassanowi zależało na tym, żeby pięknie wyglądała, więc opłacił jej wszystko, mówiąc: „Masz przebić urodą pannę młodą”. Mężczyzna przyjechał po nią tuż przed uroczystością, przywożąc jej szary płaszcz, chustę i misternie robioną ciężką, złotą biżuterię.

– Cudnie wyglądasz – pochwalił. – Załóż te klejnoty, to pamiątka rodzinna. Mama chciała, żebyś je dzisiaj wieczór miała na sobie. A to do przykrycia się, lepiej się będziesz w tym czuła. – Zarzucił jej na ramiona wierzchnie okrycie i szal na głowę. Lidka zauważyła, że mężczyzna zostawił otwarte drzwi do pokoju.

– Gotowa? To idziemy.

Po drodze wytłumaczył jej, że to tradycyjne wesele, więc kobiety i mężczyźni będą się bawić oddzielnie.

– Ale nie martw się, moje krewne się tobą zajmą. Jak się skończy, to po ciebie przyjadę.

– A skąd będę wiedziała, że już jesteś?

– Mali chłopcy są posłańcami, mogą swobodnie wchodzić do zakazanych pomieszczeń. Kogoś po ciebie wyślę.

Wjechali do starej części miasta, gdzie ulice były tak wąskie, że w pewnym momencie musieli wysiąść z taksówki.

– Chodź, kawałek musimy przejść.

Znaleźli się pod wysokimi, kunsztownie rzeźbionymi drewnianymi drzwiami. Hassan zapukał wielką kołatką w kształcie dłoni. Podwoje nieznacznie się uchyliły.

– O, jesteście już. To dobrze. – Nie było widać nawet oczu zapraszającej.

Lidka wzięła głęboki oddech i przez wąską szparę przeszła na drugą stronę. Znalazła się w długim i ciasnym korytarzu. Po paru krokach zobaczyła olbrzymi dziedziniec pełen kobiet. Siedziały na krzesłach tak jak w kinie zwrócone w stronę rozległego podwyższenia. Wszystkie miały na sobie brązowe, szare lub czarne płaszcze i hidżaby46. Niektóre zakrywały się też niqabami47, a ręce osłaniały ciemnymi rękawiczkami. Dziewczyna pomyślała, że na szczęście też ma okrycie, bo w samej sukience czułaby się jak naga. Mocniej zaciągnęła chustę na twarz i usiadła we wskazanym miejscu w pierwszym rzędzie. Czuła, że kobiety przyglądają jej się badawczo, jednak na razie nic do niej nie mówiły. Rozejrzała się wkoło. Patio otoczone było zdobionymi arkadami, na środku szumiała marmurowa fontanna. W rogach zieleniły się niewielkie drzewka morw i cytryn oraz krzewy winogron. Na piętrze widać było wejścia do wielu pokojów. Na podeście stały dwa trony udekorowane girlandami kwiatów. Panny młodej jeszcze nie było, ale krzątające się kobiety robiły wszystko, aby czekające na nią miejsce wyglądało jak najpiękniej. Układały dywany, donosiły bukiety, rozpylały wonne olejki. Z magnetofonu rozlegała się arabska muzyka, jednak nikt nie tańczył. Powoli kobiety, jedna za drugą, zaczęły zdejmować płaszcze. Lidka otwierała oczy ze zdumienia. Fanfara jaskrawych, migocących kolorów zupełnie odmieniła wygląd dziedzińca. Suknie były długie, ciężkie i niezwykle bogato zdobione: czerwone, żółte, zielone, fioletowe, różowe, srebrne, w różnych odcieniach, urozmaicone tiulem, kokardkami, koronkami, cekinami oraz piórami. Spod zdjętych chust wyłoniły się wymyślne fryzury z kokami, lokami, spiralami i podpięciami. Każda z zaproszonych kobiet miała na sobie kilka kompletów złotej biżuterii. Bransolety, naszyjniki, broszki i pierścienie często wysadzane były drogocennymi kamieniami. Całości dopełniały profesjonalne, mocne makijaże z brokatem na powiekach i czerwonymi ustami. Lidka też zdjęła swój płaszcz.

– Dżamila48, helwa49 – usłyszała pełne podziwu szepty. – Bajda50, szaqra51. – Arabki nadal komentowały jej wygląd. Nagle rozległy się głośne zagharid52 i do sali wkroczył orszak kobiet prowadzących pannę młodą. Na razie nie widać było ukrytej pod zasłoną twarzy. Wśród radosnych okrzyków dziewczyna dotarła do swojego fotela i dopiero wtedy kobiety zdjęły okrywającą ją pelerynę. Ukazała się w całej okazałości i Lidka pomyślała, że jest niezwykle piękna. Czy to nie z tą kobietą miał się ożenić mój Hassan? – pomyślała i za chwilę sama się zastanowiła, że mimowolnie użyła słowa „mój”. Ale w całej tej atmosferze było coś takiego, że chciała mieć poczucie, że do kogoś należy i jak wyjdzie z tych bezpiecznych murów, to on będzie tam na nią czekał, żeby chronić ją przed zewnętrznym światem.

Zabawa zaczęła się rozkręcać. Muzyka grała tak głośno, że w zasadzie nie można było rozmawiać. Niekiedy któraś z kobiet siadała blisko Polki, bacznie się jej przyglądała, coś zagadywała, padało nawet imię Hassan, ale w tym zgiełku Lidka i tak prawie nic nie słyszała. Roznoszono napoje gazowane, małe ciasteczka i słodką herbatę z miętą w małych szklaneczkach. Kobiety całe odkryte w swojej krasie, zadowolone, że mogą zademonstrować swoją urodę, figury i umiejętności, wchodziły na podium, żeby zatańczyć przed panną młodą. Szczególnie popisywały się młode dziewczyny, mając nadzieję, że któraś z obecnych wypatrzy ją jako kandydatkę na żonę dla swojego syna czy brata. A promieniejąca szczęściem oblubienica uśmiechała się do wszystkich, obsługiwana przez krewne i koleżanki, które poprawiały jej ciężką suknię, podawały chusteczki, a czasami wodę. Nagle wstała, podrygała trochę w rytm muzyki i powoli wyszła z najbliższymi do przylegających do patio pomieszczeń.

– Co się dzieje? Gdzie ona poszła? – Lidka nie rozumiała.

– Zmienić ubranie! Będzie się przebierać jeszcze parę razy!

Rzeczywiście po paru minutach wyszła w następnej kreacji, dużo piękniejszej i wystawniejszej. Rytuał ten powtarzał się co jakiś czas i ciągle pojawiające się nowe stroje wzbudzały niekryty podziw zgromadzonych. Panna młoda przechodziła koło Lidki, która zauważyła, że ta ma dłonie pokryte kwiatowymi i koronkowymi wzorami.

– Co to jest? – spytała najbliżej siedzącą kobietę.

– Henna!53 To baraka!54 – wyjaśniała sąsiadka. – Symbol szczęścia i płodności!

– I bogactwa! – dodała inna Syryjka. – Chroni też przed ajn!55

– ‘Ajn?! – Polka pamiętała, że ajn znaczy oko, lecz nie wiedziała, jak to w tym momencie rozumieć.

– Ochrona przed „złym okiem”! – wyjaśniła stara Arabka. – Żeby nikt nie rzucił na ciebie uroku!

– Nawet jak ktoś patrzy na ciebie i zazdrości ci, to też może wywołać złe moce.

– Ma sza Allah!56 Ma sza Allah! – powiedziała sąsiadka, kreśląc ręką krąg w kierunku Lidki.

W końcu panna młoda wyszła we wspaniałej białej sukni ślubnej, z dużą liczbą falban i drapowań, ozdobionej perełkami i diamentami. Podniosły się okrzyki zagharid!, kobiety zaczęły rytmicznie klaskać, a bohaterka wieczoru z wielką gracją usiadła na swoim tronie. Nagle kobiety jak na zawołanie nerwowo zaczęły wciągać na siebie swoje płaszcze oraz chusty i po chwili dziedziniec przypominał burą plamę.

– Co się dzieje? – nie rozumiała Lidka.

– Aris!57 Zaraz przyjdzie aris! – wyjaśniono jej.

Pojawił się pan młody w towarzystwie ojca i braci oblubienicy. Studentka ze zdziwieniem patrzyła na niewysokiego, łysiejącego i dużo starszego mężczyznę. Miał na sobie garnitur, na rękach połyskiwały sygnety. Wszedł na podwyższenie i zaczął obdarowywać wybrankę złotem. Co chwilę wyjmował nowe pudełka i szkatuły z biżuterią, którą z wielką satysfakcją wieszał na rękach i szyi panny młodej. Czasem jego pulchne, krótkie palce nie mogły sobie poradzić z zapięciem, wtedy pyszniąca się z dumy przyszła teściowa z niekrytą radością, że tak bogato wydała córkę za mąż, z chęcią mu pomagała. Grube łańcuchy, medaliony, naszyjniki i mnóstwo bransoletek na obu rękach wzbudzały niewątpliwą zazdrość zgromadzonych. W oczach młodych dziewczyn widać było pragnienie, aby je też kiedyś spotkał tak wyjątkowy wieczór. Po zakończeniu wręczania podarunków panna młoda wstała. Pan młody sięgał jej do ramienia, ale nikomu to nie przeszkadzało. Nowożeńcy przełożyli sobie nawzajem złote obrączki, które już wcześniej mieli na prawych dłoniach, na palce lewych dłoni, pieczętując tym samym fakt, że oto już są mężem i żoną. Potem usiedli i ktoś na tacy w kielichach powiązanych błyszczącą wstążką podał im sok, który wypili razem. Pan młody pochłaniał dziewczynę wzrokiem, a ta skromnie spuszczała oczy. Od czasu do czasu spoglądała spod długich rzęs na nowo poślubionego męża, wywołując tym samym jeszcze większą błogość na jego obliczu. Następnie krewne kobiety też zaczęły przynosić jej złote drobiazgi jako prezenty. Nagle przed Lidką pojawił się mały chłopiec.

– Laila, chodź już, Hassan czeka.

– Już?! Powiedz mu, że jeszcze trochę zostanę...

– Możesz już iść, i tak zaraz wszyscy się rozejdą – wtrąciła się przysłuchująca się obok Syryjka.

– Ale jeszcze nie ma dwunastej!

– No właśnie! Przecież najważniejsze dopiero przed nowożeńcami.

– Najważniejsze?!

– No... noc poślubna! – Sąsiadka znacząco ścisnęła Lidce rękę.

Dziewczyna z żalem opuściła dziedziniec, dobrze się czuła w tym tajemniczym świecie kobiet. Na zewnątrz czekał na nią Hassan.

– I co? Podobało ci się?

– Bardzo! – Miała ochotę przytulić się do mężczyzny i wszystko mu opowiedzieć.

– To dobrze! Odwiozę cię do hotelu, a jutro po śniadaniu przyjadę. Zwiedzimy, co się da, a wieczorem pójdziemy na kolację.

 

Hassan trzymał dystans, a jednocześnie patrzył zafascynowany na wystający spod chusty jasny pukiel włosów dziewczyny. Lidka pomyślała, że obowiązujące wszędzie zakazy może rzeczywiście wynikają z troski o kobiety. Była ciemna noc, zupełnie nieznane jej miasto, a ona czuła się bezpieczna przy tym mężczyźnie. I coraz bardziej go pragnęła, bo właśnie to, że on jeszcze jej nie dotknął i traktował jak drogocenny klejnot, który trzeba chronić, potęgowało u niej chęć całkowitego oddania mu się, zamknięcia oczu i podążenia za nim. Czuła jego zapach, był tak blisko i jednocześnie tak nieosiągalny. Nie śmiała zrobić pierwszego gestu, ale wyobrażała sobie jego dotyk na swoim ciele, moment, w którym całkowicie mu się oddaje... Pomyślała o pannie młodej, która po tak bajecznej ceremonii, obsypana złotem, przeżywa swój pierwszy raz...

Następnego dnia Hassan z wielkim zaangażowaniem oprowadzał ją po swoim rodzinnym mieście. Mieli niewiele czasu, a tyle do zwiedzenia! Syryjczyk tak barwnie opowiadał o kolejnych zabytkach i związanej z nimi historii, że Lidka dosłownie widziała kolejnych bohaterów opowieści: towarzyszyła świętemu Pawłowi w jego ucieczce przez Bramę Kisan58, wkraczała do miasta z Saladynem59 w jego triumfalnym pochodzie, modliła się z kalifem w Meczecie Ummajjadów60. W Chanie al-Harir61 wyobrażała sobie odpoczywające tu kiedyś w chłodnych murach rozłożone karawany. Na słynnym suku al-Hamidija62 otoczyła ją intensywna moc dźwięków, zapachów i kolorów. Egzotyczne przyprawy, dywaniki i kilimy z symbolicznymi motywami, stukot młotka, którym wybijano misterne wzory na miedzianych talerzach i misach, pokrzykiwania sprzedawców, woń olejków piżma i jaśminu, tradycyjne długie szaty i wielobarwny tłum ludzi przeniosły ją w odległe czasy orientalnego bazaru.

– Zmęczona? – zapytał w pewnym momencie Hassan.

– Nie. Wcale nie – odpowiedziała szczęśliwa.

Poszli więc do pałacu Azima63, w którym zobaczyła, jak w tradycyjnym domu arabskim funkcjonował podział przestrzeni na ogólnie dostępną część męską i zarezerwowaną tylko dla domowników część kobiecą. Zbliżał się już wieczór, gdy wyszli ze starego miasta. Miasto tętniło życiem, mijały ich dziesiątki przechodniów, słychać było nieustanny dźwięk klaksonów samochodów. Mężczyzna zatrzymał żółtą taksówkę.

– Na górę Kasjun64.

Pojechali, przebijając się przez zatłoczone ulice. Kiedy wreszcie stanęli na szczycie, oczom Lidki ukazał się wspaniały widok drgającego światłami miasta z wybijającymi się zielonymi wieżami minaretów. W górze niebo iskrzyło się setkami gwiazd. Dziewczynie wydawało się, że znajdują się tuż na wyciągnięcie ręki. Tuż obok nich lśniła niepełna tarcza księżyca.

– Ta noc... – Polce trudno było znaleźć słowa. – Jest zachwycająca!

– Tak jak moja Laila – zduszonym głosem powiedział Hassan.

Wziął ją za rękę i przybliżył się do niej. Dziewczyna przymknęła powieki, czekając na pocałunek. Chciała się zatracić w jego ramionach, poczuć jego usta na swoich... Czuła jego oddech, męskie perfumy, jednak on tylko musnął policzkiem jej włosy i wyszeptał:

– Jedziemy na kolację, ja warda65...

Stół, mimo że już skończyli posiłek, pozostawał zastawiony prawie pełnymi półmiskami ze specjałami kuchni syryjskiej.

– I po co tyle zamówiłeś? – Lidka się zaśmiała.

– Myślałem, że jesteś głodna... Chodziliśmy cały dzień. Co na deser? Lody?

– No coś ty, nie dam rady...

– Musisz spróbować, jeszcze nie jadłaś takich lodów...

Siedzieli na starym mieście w jednej ze znanych restauracji, w której mimo późnej pory było mnóstwo gości. Otaczały ich wiekowe ściany pokryte mozaikami, obok szumiała fontanna, łagodząc zmęczenie po intensywnym dniu. Lidce wydawało się, że Hassan jest wyjątkowo poważny.

– I jak tam wesele... Podobało się?

– Tak, było świetnie. Ale ten mąż twojej kuzynki... Jakiś taki w stosunku do niej... – Lidka chciała być delikatna. – Mało ciekawy.

– Masz na myśli wygląd? Cóż, za to znacznie ciekawszych jest jego kilka fabryk szyjących ubrania. To tutejszy milioner. – Przez głos mężczyzny przebijał ledwo wyczuwalny odcień złości. – Ale... jak moje krewne? Zajmowały się tobą? Była tam moja mama, siostry, żony braci, ciocie...

– Tak, wszyscy byli bardzo mili. Chyba mi się przedstawiały, ale było tak głośno, że nic nie mogłam zrozumieć.

Kelner przyniósł deser i Lidka spróbowała wyśmienitych lodów obsypanych pistacjami i ciągnących się jak guma do żucia.

– Naprawdę są wyjątkowe... A ty co robiłeś? Jak się bawią sami mężczyźni?

– Ach, ten bogacz chciał się pokazać, więc wszystko musiało być idealne. Zatrudnił nawet jednego ze znanych piosenkarzy i najlepszą grupę do tańca z szablami w okolicy. Ale ja i tak cały czas myślałem o tobie...

– A ja o tobie... – Lidka oblizała wargi. – A wiesz, ta panna młoda osiem razy zmieniała suknie... I każda była piękniejsza od drugiej. Wyglądała jak księżniczka.

– Laila... Laila, habibti. – We wzroku Hassana pojawił się ogień namiętności. – Czy chcesz... Czy chcesz zostać moją księżniczką i spędzić ze mną resztę życia?

Lidka poczuła szybkie bicie serca, nie była pewna, czy dobrze zrozumiała.

– Hassan... kochany... – Silne emocje nie pozwoliły jej nic więcej powiedzieć.

– Ja qalbi66, ja ruhi67, hajati!68 Zostań moją żoną! Uczynię cię najszczęśliwszą kobietą na świecie! – żarliwie przekonywał mężczyzna. – Przyrzekam ci, że nigdy nie będziesz tego żałowała! Zrobię dla ciebie wszystko! Podaruję ci każdą rzecz, o jakiej tylko zamarzysz! Wszystko co najlepsze dla mojej Laili!

Lidka nie widziała tłumu gości, nie słyszała kelnera, który pytał, czy jeszcze czegoś sobie życzy, nie czuła narastającego chłodu nocy. Widziała tylko Hassana, w którego oczach zamknął się cały jej wszechświat.

44 Ja qamar! (arab.) – O, piękności! Dosłownie qamar znaczy „księżyc”; potocznie często używane w znaczeniu „piękność”.

45 Określenie starej dzielnicy w arabskim mieście.

46 Hidżab (arab.) – chusta, którą muzułmanki zakrywają włosy.

47 Niqab (arab.) – zasłona, którą muzułmanki zakrywają twarz.

48 Dżamila (arab.) – piękna, bardzo ładna.

49 Helwa (arab. dialekt) – ładna, słodka.

50 Bajda (arab.) – biała; tu: o jasnej karnacji.

51 Szaqra (arab.) – blondynka.

52 Zagharid (arab.) – rodzaj jodłowania powstały przez szybkie wibracje języka uderzającego o tylną część górnych zębów, przy jednoczesnym wydobywaniu z siebie wysokich tonów. Dźwięk ten wydawany jest przez arabskie kobiety dla wyrażenia uczucia radości i zachwytu.

53 Henna – krzew, którego suchy, sproszkowany korzeń służy jako barwnik kosmetyczny.

54 Baraka (arab.) – błogosławieństwo.

55 Ajn (arab.) – oko; też w znaczeniu „złe oko”. Wiara w „złe oko” jest szeroko rozpowszechniona w krajach arabskich; oznacza złe spojrzenie innego człowieka lub dżinna, które może sprowadzić nieszczęście.

56 Ma sza Allah (arab.) – dosłownie „Cokolwiek Bóg zechce”; zwrot używany, kiedy podziwia się coś ładnego czy dobrego lub chwali się jakąś osobę. Panuje przekonanie, że ta formuła chroni przed „złym okiem”.

57 Aris (arab.) – pan młody.

58 Brama Kisan – jedna ze starożytnych bram w Damaszku, która znajdowała się na trasie ucieczki apostoła Pawła z tego miasta.

59 Saladyn (1137 lub 1138–1193) – wódz muzułmański, sułtan Egiptu, znany z walk z krzyżowcami, którym odebrał między innymi Damaszek.

60 Meczet Ummajjadów – zbudowana w latach 706–715 jedna z najstarszych i największych świątyń muzułmańskich, najbardziej szanowana zarówno przez szyitów, jak i przez sunnitów.

61 Chan al-Harir – rozległy karawanseraj, powstały w latach 1573–1574, pierwszy w obrębie murów miejskich Damaszku.

62 Suk al-Hamidija – powstały ok. 1780 roku rodzaj alei handlowej.

63 Pałac Azima – zbudowany w 1749 roku przez namiestnika Damaszku – Asada Paszę al-Azima. Obecnie znajduje się tam Muzeum Syryjskiej Sztuki i Tradycji.

64 Góra Kasjun – szczyt o wysokości 690 m n.p.m. położony na północny zachód od Damaszku, uważany za miejsce śmierci biblijnego Abla.

65 Warda (arab.) – róża.

66 Qalbi (arab.) – serce.

67 Ruhi (arab.) – dusza; ruh – też: tchnienie życia.

68 Hajati (arab.) – życie.

To koniec darmowego fragmentu. Czy chcesz czytać dalej?