Tak widziałem NiepokalanąTekst

Przeczytaj fragment
Oznacz jako przeczytane
Jak czytać książkę po zakupie
Czcionka:Mniejsze АаWiększe Aa


Tytuł oryginału: Così ho visto L’Immacolata

Przekład: Praca zbiorowa - Siostry Franciszkanki Niepokalanej,

s. Ewa Klaczak OSsR, Magdalena Serejska-Wróbel

Projekt okładki

Marcin Jakubionek

Korekta: Anna Dąbrowska

Imprimatur

Za zgodą Kurii Metropolitarnej Warszawskiej

z dnia 15.07.2020/Nr 1344/D/2020

© Copyright for the Polish edition by Wydawnictwo M Kraków 2020

© Copyright by Associazione Casa Mariana Editrice 2011

All rights reserved

Tłumaczenie opublikowane w porozumieniu z Associazione Casa

Mariana Editrice

ISBN 978-83-8043-701-2

Wydawnictwo M

31-002 Kraków, ul. Kanonicza 11

tel. 12-431-25-50; fax 12-431-25-75

e-mail: biuro@wydawnictwom.pl

www.wydawnictwom.pl

Dział handlowy: tel. 12-431-25-78; fax 12-431-25-75

e-mail: handel@wydawnictwom.pl

Księgarnia wysyłkowa: tel. 12-259-00-03; 721-521-521

e-mail: bok@klubpdp.pl

www.klubpdp.pl

Konwersja

Epubeum

Spis treści

Prezentacja

Dzieło Boże

Pieśń Maryi – Kantyk Magnificat

Dzień pierwszy

Dzień drugi

Dzień trzeci

Dzień czwarty

Dzień piąty

Dzień szósty

Dzień siódmy

Dzień ósmy

Dzień dziewiąty

Dzień dziesiąty

Dzień jedenasty

Dzień dwunasty

Dzień trzynasty

Dzień czternasty

Dzień piętnasty

Dzień szesnasty

Dzień siedemnasty

Dzień osiemnasty

Dzień dziewiętnasty

Dzień dwudziesty

Dzień dwudziesty pierwszy

Dzień dwudziesty drugi

Dzień dwudziesty trzeci

Dzień dwudziesty czwarty

Dzień dwudziesty piąty

Dzień dwudziesty szósty

Dzień dwudziesty siódmy

Dzień dwudziesty ósmy

Dzień dwudziesty dziewiąty

Dzień trzydziesty

Dzień trzydziesty pierwszy

Podziękowanie

Przypisy

Prezentacja

Wprowadzenie do trzeciego wydania włoskiego

Z radością oddajemy Czytelnikom trzecią edycję Tak widziałem Niepokalaną Ojca Dolindo Ruotolo, księdza zmarłego w opinii świętości 19 listopada 1970 roku.

Dzieło opublikowane po raz pierwszy 13 maja 1977 r. w dwudziestu trzech rozdziałach, siedem lat po śmierci autora, w oryginale opatrzone było tytułem: Szkice do medytacji maryjnej. Ale już przy drugim wydaniu zorientowano się, że określenie tych cennych tekstów po prostu jako zbiór maryjnych szkiców bardzo zawęża ich treść i postanowiono przyjąć obecny tytuł: Tak widziałem Niepokalaną.

Chodzi o trzydzieści jeden listów adresowanych przez księdza Dolindo do kilku córek duchowych w maju 1921 roku, mających umocnić je i dodać otuchy, ponieważ oddalone od swego kierownika, czuły się przytłoczone i wydane na łup niepewności, obaw i cierpień duchowych, wobec zakazów, które im nałożono. Ojciec Dolindo przebywał wtedy w Rzymie wezwany do składania wyjaśnień przed Świętym Oficjum w sprawie prowadzonego przez siebie duszpasterstwa, a szczególnie „błędnego, podejrzanego i zgubnego kierowania młodymi osobami”, o co został fałszywie oskarżony przez dwie spośród córek duchowych, które były mu szczególnie drogie. Sformułowały one przeciw niemu ewidentne kalumnie w kwestii owych „groźnych aspektów” kierownictwa duchowego. Choć Ojcu Dolindo sprawiało to ogromny ból, to jednak daleki był od załamania czy milczącej rozpaczy. W dalszym ciągu prowadził swoje córki, posługując się listami, w których podtrzymywał je na duchu w godzinie próby.

Pisma te, jak sam wyznaje, powstały dzięki specjalnej interwencji Najświętszej Maryi Panny, która obdarowała go szczególnymi łaskami oświecenia, bez jakich nie byłby w stanie nic napisać. A propos możemy przytoczyć słowa jego listu z 28 maja: „Witaj, Królowo, Matko miłosierdzia! Te słowa same cisną się na usta, Maryjo, kiedy tylko biorę do ręki pióro, aby stać się narzędziem Twej matczynej dobroci! Ty wiesz, ile dni pełnych troski przeżywam, ile chwil gorzkiego cierpienia… Modliłem się, odmawiałem modlitwy brewiarzowe z duszą ściśniętą bólem. Jest noc, skończyłem modlitwę, otworzyłem okno, żeby wpuścić świeże powietrze, nim zabiorę się do świętej pracy nocnej, aż do jutrzni… Moja gorycz jest ogromna, bo nie widzę nic oprócz gęstych ciemności w strasznej burzy, która gwałtownie uderza wokół mnie, ze wszystkich stron… Ale modląc się do Ciebie, najsłodsza Królowo miłości, widzę, jakby niebo się otwierało nad moją głową, jeszcze usiane gwiazdami, i w górze dostrzegam i kontempluję Ciebie, siedzącą na tronie światła i miłości… […]

Maryjo, prawie od miesiąca mówisz, odkrywasz, pouczasz, ożywiasz takie misterium miłości, że nikomu nawet nie śniło się, że to możliwe w tym nędznym pokoiku… Myślą, że ja gnuśnie śpię, gdy tymczasem Ty zapraszasz mnie do modlitwy i jak Gwiazda Zaranna świecisz na niebie, rozjaśniając naszą ciemną noc w dolinie płaczu! To Ty, moja Matko, to Ty! To oświecenie nie pochodzi ode mnie, teraz przepełnionego wielkim smutkiem, którym jestem udręczony, który wszystko zakłóca”.

I jeszcze w liście z 7 maja do duchowych córek: „Co jest ważne dla mnie teraz, to tajemne słowo Matki Bożej, prawdziwy ukryty skarb. Proszę Ją bardzo, żeby pomogła je wam zrozumieć. Dla mnie jest bardziej zrozumiałe, bo kiedy piszę, widzę Ją w wewnętrznej kontemplacji, bardzo jasno”.

Na tych wspaniałych, natchnionych przez Boga stronicach ks. Dolindo każe mówić Matce Bożej w pierwszej osobie: to Ona, jako najsłodsza Matka miłosierdzia, zwraca się do swoich córek z ożywczym słowem, pełnym światła i miłości. W listach, oprócz pocieszenia duchowego dla córek, Niepokalana kieruje do nich zaproszenie, aby bezgranicznie Jej się zawierzyły, jako Tej, która jest Matką łaski Bożej i może wszystko uzyskać od swojego Syna, Jezusa. Wskazuje Ona życie cnoty, rodzaj pokory będącej fundamentem życia duchowego, a więc i świętości, do której Przedwieczny Ojciec wzywa wszystkich. Nie przypadkiem, jak słodkie dźwięki refrenu, pobrzmiewają na tych kartach Jej słowa wypowiedziane podczas nawiedzenia krewnej, świętej Elżbiety: Magnificat anima mea Dominum!, jeszcze raz pokazując, że ścieżki Pana są zupełnie inne, niż ludzkie drogi…

Stowarzyszenie Casa Mariana Editrice pragnie złożyć podziękowanie Matce Marii Assuncie Wąchale FI i wszystkim osobom, które pomogły jej w pracy nad tą książką.

Niechaj pisma w niej zawarte towarzyszą Czytelnikowi w odkrywaniu tajemnic Maryi Niepokalanej, aby mógł coraz lepiej poznawać i kochać Ją, i wstępując do Jej szkoły, przekształcać swoje serce do coraz czystszej miłości Jezusa.

 

Wydawca

Dzieło Boże

Podczas lektury niniejszej publikacji czytelnik natrafi na często powtarzające się określenie Dzieło Boże. Odnosi się ono do dzieła, które Bóg zechciał powierzyć światu przez pośrednictwo kapłana Dolindo Ruotolo. Jego znaczącą część stanowi obszerny zbiór pism księdza Dolindo, łącznie z tymi, które tutaj prezentujemy.

Próba wyjaśnienia w sposób przystępny tego, czym jest Dzieło Boże, przy jednoczesnym zachowaniu długości wypowiedzi w wąskich granicach miejsca, jakie mamy do dyspozycji, jest zadaniem niełatwym – tak wiele było form, poprzez które Dzieło wyrażało się i, jak się zdaje, nadal chce się wyrażać. Wspomnimy tutaj tylko niektóre z nich, a czytelnika odsyłamy do bogatych w szczegóły autobiografii: Fui chiamato Dolindo, che significa dolore1 (wyd. Casa Mariana Editrice, Frigento 2017) oraz Amore, Dolindo, Dolore2 (wyd. Casa Mariana Editrice „Apostolato Stampa”, Napoli 2001). Z drugiej strony, trudność związana z właściwym przedłożeniem zagadnienia polega na tym, że mamy do czynienia z Dziełem, którego chce i które prowadzi samo… Niebo. A każde wydarzenie, słowo czy osoba, które miały w nim swój udział, jak również wszystko to, co dotyczy jego przyszłego rozwoju, może zostać pojęte tylko po części. Każdy z tych elementów posiada i będzie posiadał nieocenioną wartość; każdy przeszedł do historii i stanie się historią. Nie chcąc wyciągać zbyt śmiałych wniosków ani wyprzedzać osądu Kościoła, możemy jednak z całą pewnością stwierdzić, że wszystko to, co zawiera się w Dziele, ma ze swej istoty charakter eucharystyczny, a także iście proroczy3 – co potwierdziły same wydarzenia – i, jako takie, nie mogło być kierowane inaczej, jak tylko „z wysoka”.

Ogólne znaczenie Dzieła wyraża się w konieczności odnowy życia chrześcijańskiego. Wydaje się, że można to streścić poprzez porównanie do Mszy Świętej, do wielkiego ołtarza, na którym odbywa się łamanie Chleba Eucharystycznego oraz chleba Słowa Bożego. Następnie odchodzi się od tego ołtarza, aby nieść światu Nowinę Ewangeliczną.

W swoich licznych pismach księdza Dolindo zaznacza, że przyjmowanie Komunii Świętej jest aktem prawdziwie życiodajnym, o którym jednak chrześcijanie niemal zupełnie zatracili pojęcie.

Podczas Komunii Świętej Jezus, żywy i prawdziwy, bierze nas w posiadanie i upodabnia do swego Boskiego życia (jeśli tylko Mu na to pozwolimy), abyśmy mogli żyć Nim, albo lepiej: aby On sam zastąpił nasze ludzkie i, co za tym idzie, niedoskonałe życie swoim. Problem współczesnego chrześcijanina polega na tym, że nie wierzy on już w realną obecność Chrystusa w Hostii, przez co sprowadza czynność sakramentalną do czystej formalności, niepomny na ewangeliczne ostrzeżenie: „wyrzucał im brak wiary” (Mk 16, 14).

Spotkanie z Osobą Jezusa, a za Jej sprawą, z całą Trójcą Świętą, urzeczywistnione poprzez odpowiednie przygotowanie duchowe oraz należytą świadomość, musi zaowocować dogłębną przemianą całego życia. Wszystkie wartości zostaną umieszczone na właściwym miejscu; relacje z innymi osobami ulegną odczuwalnej poprawie dzięki wzrostowi w nas miłości; nie będziemy już wymagać od bliźnich świadczenia nam jakiegoś dobra, ale to my pierwsi pospieszymy, by je czynić. I to nie jeden raz. W ten sposób zapoczątkujemy coś w rodzaju reakcji łańcuchowej typu… „atomowego”, z której wydobędzie się najpotężniejsza forma energii możliwa we wszechświecie: Miłość.

Inną formą wyrazu Dzieła jest chleb Słowa Bożego.

Jak już zaznaczyliśmy, pisma księdza Dolindo są liczne, a większość z nich nie została jeszcze wydana. Jakie jest ogólne znaczenie tak wielkiego dorobku? Jeśli prawdą jest, że nie sposób kochać tego, czego się nie zna poprzez pisma ks. Dolindo, Jezus i Jego Matka raz jeszcze przychodzą z Nieba, aby spotkać swoje dzieci, przedstawić się im, pozwolić się im poznać, wyjaśnić w najdrobniejszych szczegółach swoją odkupieńczą i współodkupieńczą misję. Pragną uczynić bardziej zrozumiałymi prawdy wiary w ich wielorakich aspektach. Czynią to po to, aby nikt więcej nie mógł powiedzieć: „nie wiedziałem”, lecz by wszyscy potrafili docenić niezmierzonej wartości dar wiary i jednocześnie starali się podzielić tym darem z resztą świata.

Warto podkreślić, że nie chodzi tutaj o jakieś nowe objawienia prywatne, mające na celu wzbudzenie sensacji, ale raczej o rzetelne potwierdzenie tego, co od dawna stanowi dziedzictwo Kościoła, choć mogło zostać zapomniane czy zaniechane.

W tym miejscu ujawnia się trzeci aspekt Dzieła Bożego: próba w praktyce, czyli komunia wzajemnej miłości pomiędzy braćmi.

Działalność dusz, które zdecydowały się podążać za księdzem Dolindo, na początkowym etapie ograniczała się niemal wyłącznie do sfery duchowej. Z biegiem czasu przybrała ona jednak formę aktywnego apostolatu, prowadzonego pośród ulic miasta. Taki charakter działalności spotykał się w tamtych czasach z pewnymi uprzedzeniami. Nazwano go compelle intrare, czyli „przymuszaj ich, aby… wchodzili do kościoła” (por. Łk 14, 23) i zachowała się na jego temat, poza wieloma dokumentami historycznymi, należącymi do archiwum Dzieła, również sympatyczna książeczka zatytułowana Tre signorine in mezzo alla strada4, gdzie opisana jest szczególna pomysłowość w sztuce odnajdywania „zaginionych owieczek” – nawet tych najbardziej zalęknionych – którą odznaczały się tytułowe apostołki. Przed tymi właśnie owieczkami otwierała się cała skarbnica miłości i wiedzy, którą apostołki były ubogacane dzięki modlitwie i nauce prowadzonej pod mądrym i roztropnym kierownictwem księdza Dolindo i jego pism. Nie trzeba chyba zaznaczać, że niemal wszystkie dusze zdobywane w ten sposób doznawały łaski szczerego nawrócenia.

Nie możemy pominąć dwóch istotnych tematów: apostolstwa związanego z Dziełem oraz jego protagonistek.

Być częścią Dzieła znaczyło stanowić część jego apostolatu w najwznioślejszej formie – formie, na którą składał się najofiarniejszy wysiłek modlitwy i duchowego wzrostu. Miało to być gwarancją, że owoce takiej pracy będą wynikiem działania Ducha Świętego, a nie własnej samorealizacji.

Najczęstszym ryzykiem towarzyszącym dziełom apostolskim, nawet tym podejmowanym z najlepszymi intencjami, jest fakt, iż bywają one budowane na potrzebie zaspokojenia własnych pragnień czy też chęci poczucia się „w porządku” wobec obowiązków stanu. Sprawdzianem tego są pierwsze trudności (nieuniknione przy jakiejkolwiek formie działalności chrześcijańskiej), przez które dane dzieło przechodzi: jeśli dom zbudowany jest na piasku, w momencie próby upada; jeśli zaś zbudowany jest na skale, trwa niezachwiany, nawet jeśli jakaś niesforna dachówka miałaby odpaść.

Najtrwalszą skałą jest Jezus Chrystus; tej Skały mocno trzymają się już trzy pokolenia pełnych dobrych zamiarów członków Dzieła. Jak mówi sam ksiądz Dolindo w liście z ٩ stycznia ١٩٢٥ roku, „Dzieło, które nie jest uczynione przez żadnego człowieka, które napotyka na wszelkiego rodzaju przeciwności, które rozwija się pomimo walk, jakie toczą się wokół niego, nie może być czym innym, jak tylko Dziełem Boga”.

Pierwsze dwa pokolenia duchowych córek księdza Dolindo znosiły straszne prześladowania, które cierpiał ich Ojciec, częstokroć osobiście ponosząc ich konsekwencje.

Nie należy popełniać błędu i pozostawać krótkowzrocznym, prezentując te kobiety jako „dewotki” z poprzedniej epoki, „zwiedzione” przez fanatyka, postrzeganego jako „wizjonera”. Przeciwnie – niemal wszystkie były profesjonalistkami, osobami uznanymi w rozmaitych dziedzinach życia społecznego (szkoła, badania na poziomie uniwersyteckim, medycyna), mającymi własne, nieprzeciętne zainteresowania, a które to, wobec Światłości, musiały uznać podobnie jak Jeremiasz: „Uwiodłeś mnie, Panie, a ja pozwoliłem się uwieść…” (Jr 20, 7). Nie zawsze też pozostawały bezsprzeczne wobec księdza Dolindo (co czasem okazywały w sposób żywiołowy). Jednak zawsze zwyciężała siła Prawdy. I nawet te, które zaangażowane były w pracę naukową, a co za tym idzie, obdarzone zdolnością logicznego, systematycznego i analitycznego myślenia, musiały pokornie uznać szczerość, słuszność i świętość życia biednego kapłana, będącego ofiarą rozmaitych prześladowań.

Oto jak w wielkim skrócie prezentuje się cała historia. Pewnego wieczoru, w roku 1916, skromna kobieta pełniąca funkcję pomocy domowej rodziny La Rovere, Peppina Molaro, zauważyła, że w Kościele San Gennariello (obecnie zniszczonym) głosił kazanie święty kapłan: należało za wszelką cenę go usłyszeć! Była to doskonała okazja do tego, by wokół księdza Dolindo zgromadziła się grupka „zahartowanych” młodych dziewczyn, szczerze poszukujących Prawdy, i uformowała pierwszy ośrodek funkcjonowania Dzieła.

Z początku słuchały kazań księdza Dolindo, następnie zadawały mu pytania dotyczące prawd wiary, w końcu – stworzyli wspólnie „grupę naukową” i zaczęli wypracowywać w sobie solidną, radykalną pietas5, a co za tym idzie – prowadzić życie chrześcijańskie dalekie od powierzchowności czy sentymentalizmu, całkowicie ukierunkowane na poszukiwanie woli Bożej poprzez dogłębne, szczere wyrzeczenie się siebie, wzniesione na fundamencie wykształcenia teologicznego, ascetyki i mistyki w stopniu nieprzeciętnym.

Kobiety te stały się w ten sposób, nawet o tym nie wiedząc, protagonistkami zadziwiających wydarzeń. Prowadziły przy tym życie pełne prostoty, ponieważ uczone były wewnętrznej równowagi i przygotowywane do normalności i umiaru przez tego, którego właśnie w tamtym czasie wielu określało jako „szaleńca” czy „wizjonera” (do tego stopnia, że ksiądz Dolindo poddany został badaniu psychiatrycznemu). Zważywszy na niewielką ilość miejsca, jakim tutaj dysponujemy, pomijamy historię prześladowań.

Kilka dziesięcioleci przed tym, jak Kościół dał kobietom szerszą możliwość aktywnego działania, wykraczającego poza standardy pracy na rzecz chorych czy ubogich, uczestniczyły one z zaangażowaniem w jego życiu, również w sposób czynny, nie uchylając się jednak nigdy przed zachowaniem norm wydanych przez Święty Kościół Rzymski. Niektóre z nich zajęły odpowiedzialne stanowiska w Akcji Katolickiej, inne uczestniczyły w życiu politycznym. Niemal wszystkie zapraszano często jako cenione prelegentki, również poza obrębem własnego miasta.

Przedstawmy pokrótce najważniejsze osoby związane z Dziełem.

Jako pierwsza, w kolejności chronologicznej, rodzina La Rovere: matka, ojciec oraz trójka dzieci zaangażowanych w Dzieło; Syn Salvatore, zmarły w opinii świętości, był pierwszym kapłanem, który wyłonił się z Dzieła, dzięki duchowemu kierownictwu księdza Dolindo. Siostry: Maria i Lia z niezwykłym zaangażowaniem zapraszały wiele swoich rówieśniczek na spotkania naukowe i modlitewne z Księdzem, a następnie działały na rozmaitych polach apostolatu. Obydwie skończyły studia humanistyczne.

Linda Lancerotto osobiście zaangażowała się w wydanie pierwszej publikacji księdza Dolindo, La Dottrina Cattolica6 (Edizioni Segno, Udine, 1998). Wraz z siostrą Romildą były w grupie najbliższych księdzu członkiń Dzieła. Z rzadka towarzyszyła im siostra Angelika. Linda i Angelika były po studiach humanistycznych.

Elena Montella, która również ukończyła studia humanistyczne, może być uznana za duchową towarzyszkę księdza Dolindo. Dusza ofiarująca swe życie za kapłanów i za dobro Dzieła doświadczyła niewyobrażalnych cierpień duszy i ciała. To właśnie jej, bardziej niż komukolwiek innemu, ksiądz Dolindo zwierzał się ze swych wewnętrznych trudności i prosił ją o modlitwę.

Ersilia Cavaccini, uznana lekarka, ukończyła kilka specjalności (a znajdujemy się dopiero na początku XX wieku!), prowadziła swój apostolat w szpitalach, ale zajmowała się również swoimi współsiostrami. Dokonała kilku ciekawych spostrzeżeń na temat równowagi psychologicznej księdza Dolindo podczas długich lat jego doświadczeń.

Ester Panetta, wykładała na uniwersytecie języki wschodnie; Maria Curcio, studentka matematyki, później została panią profesor; Matka Ester, Siostra Franciszkanka Misjonarka – to postaci rzadziej wspominane, niemniej jednak były bardzo aktywnymi protagonistkami tego niezwykłego przedsięwzięcia, choć nie wychodziły poza rutynę codziennego życia nauki, pracy czy rodziny.

Tym odważnym kobietom należy przypisać zasługę bycia wyrazem mulieris dignitas: kobiecości przeżywanej pod znakiem Najświętszej Dziewicy, Matki Boga i prawdziwej Matki rodzaju ludzkiego. To te, które zaniosły światu sztandar chrześcijański, niezbite świadectwo tego, że być kobietą chrześcijanką nie oznacza ograniczenia swojej inicjatywy wyłącznie do niektórych pól działalności i tłumienia naturalnej potrzeby kreatywności czy przejawów zwykłego ludzkiego upodobania. Ukazują one, że nawet wśród profesjonalistów, ludzi o wysokich kwalifikacjach, można, a nawet trzeba świadczyć o Chrystusie i nieść Dobrą Nowinę Ewangelii. Jest to nowość, która wbrew wszelkim oczekiwaniom niedowiarków, niesie ze sobą nie tylko docenienie krzyża Chrystusowego, ale również i nade wszystko jest zwiastunką radości: radości tego Boga, który w Kanie Galilejskiej, za sugestią Najświętszej Maryi Panny, ofiarował nowożeńcom sześć stągwi kamiennych, pełnych dobrego wina.

 

Silvana Di Filippo