A to historia Opowiadania z dziejów Polski

Tekst
0
Recenzje
Przeczytaj fragment
Oznacz jako przeczytane
Jak czytać książkę po zakupie
Czcionka:Mniejsze АаWiększe Aa

Okładka


Strona tytułowa
Kazimierz Szymeczko
A to historia

Opowiadania z dziejów Polski

Ilustrowała

Aneta Krella-Moch


Strona redakcyjna

Kazimierz Szymeczko

A to historia! Opowiadania z dziejów Polski

© by Kazimierz Szymeczko

© by Wydawnictwo Literatura

Okładka: Piotr Płonka

Ilustracje: Aneta Krella-Moch

Korekta i skład: Lidia Kowalczyk, Joanna Pijewska

Wydanie VI

ISBN 978-83-7672-585-7

Wydawnictwo Literatura, Łódź 2018

91-334 Łódź, ul. Srebrna 41

handlowy@wydawnictwoliteratura.pl

tel. (42) 630 23 81

www.wydawnictwoliteratura.pl

Chrzest Polski

Gdy w bibliotece nie było już nikogo, mól książkowy Historynek wyszedł z Ilustrowanych dziejów Polski i przeciągnął się.

– Co nowego słychać? – zagadnął go Militarek, gramoląc się spomiędzy kart Wojny peloponeskiej.

– Mieszko ochrzcił się wraz ze wszystkimi poddanymi i pojął za żonę Dobrawę – odpowiedział zapytany, drapiąc się po plecach.

– Też mi nowina! – roześmiał się Wierszynek. – To było tysiąc lat temu!

– Dokładnie w roku 966. To pierwsza zapisana wiadomość o Polsce.

Mole książkowe przegryzają się przez wszystkie dzieła, ale, jak to z gustem i smakiem bywa, mają różne upodobania. Militarek najczęściej przebywa w powieściach wojennych, Wierszynek zasmakował w poezji, a Historynek – zgodnie ze swoim imieniem i tradycją rodzinną – wgryza się w stare kroniki.

– Przed X wiekiem naszej ery doskonale radziły sobie na tych ziemiach plemiona Polan i Wiślan, ale dopiero książę Mieszko I połączył je w jedno państwo. Żeby tego dokonać, wyrzekł się wiary w słowiańskie bóstwa. Jego przodkowie składali ofiary wielu bogom, wierzyli w moc świętych drzew i gajów, ale każde plemię słowiańskie miało własną odmianę religii. To nie pomagało w tworzeniu nowego kraju, więc Mieszko przyjął chrzest i ożenił się z córką księcia czeskiego.


– I bardzo dobrze zrobił! – przerwał mu Militarek. – Chrzest Polski i przymierze [1] z południowymi sąsiadami pomogły mu w walkach z margrabiami niemieckimi, którzy chcieli zahamować rozwój państwa Mieszka i panować na Pomorzu. Książę stłukł ich na kwaśne jabłko pod Cedynią w 972 roku. Pierwsi duchowni chrześcijańscy przybyli do Polski z orszakiem ślubnym Dobrawy. Gdyby sprowadził misjonarzy z Niemiec, uznaliby Polaków za swoich poddanych. Dlatego lepiej było przyjąć chrzest z Rzymu przez czeskiego biskupa Jordana i oddać się pod opiekę papieża bez germańskich pośredników.


– Nie chodziło tylko o bitwy – obruszył się Wierszynek. – Budowano nowe grody, zamki, kościoły, rozwinęła się kultura. Gniezno zostało pierwszą stolicą Polski, która dołączyła do krajów chrześcijańskiej Europy.

– Najważniejsze, że powstało jedno państwo, a syn Mieszka i Dobrawy – Bolesław Chrobry – doczekał się korony królewskiej – próbował pogodzić przyjaciół Historynek.

– A mnie i tak najbardziej się podobało, jak to wojewoda Skarbek oglądał kosztowności cesarza niemieckiego. Henryk V myślał, że oszołomi posła swoim bogactwem, a ten zdjął z palca pierścień i dorzucił go do stosu monet ze słowami: „Idź złoto do złota, my Polacy mamy żelazo i żelazem bronić się będziemy”.

– Pięknie powiedziane – westchnął Wierszynek.

– To było sto lat później! – złapał się za głowę Historynek. – A w dodatku to legenda, a nie fakt historyczny.

– ...a my żelazem bronić się będziemy – powtórzył z uporem Militarek i wlazł do drugiego tomu Historii wojskowości.

Gdy zatrzasnął za sobą okładkę, mole spojrzały po sobie i westchnęły. Ich przyjaciel stał się bardzo nerwowy, od kiedy zaczął toczyć boje z chochlikami drukarskimi. Te stworzenia robiły w bibliotece więcej szkody niż wszyscy czytelnicy-niszczyciele razem wzięci.

– Już tysiąc lat mole książkowe żyją w dziełach poświęconych Polsce – zadumał się Wierszynek. – Kawał czasu. To już nasza ojczyzna... Jak wielka biblioteka...

– A wszystko zaczęło się od tego, że książę Mieszko I ochrzcił się i pojął za żonę czeską księżniczkę, Dobrawę – dorzucił Historynek.

– Może to nie nowość, ale warto o takich sprawach pamiętać.

 [1] przymierze – sojusz; umowa między dwoma państwami, zobowiązująca do wzajemnej pomocy w razie wojny, ale i w czasach pokoju

Pierwszy król

Historynek siedział na najwyższej półce regału bibliotecznego, przymierzając korony królewskie, które wyjmował z albumu Skarby Wawelu.

– Nie ma złego bez dobrego – zauważył filozoficznie.

Militarek i Wierszynek spojrzeli na niego z zaciekawieniem.

– Mówiłem wam, że Mieszko pojął za żonę Dobrawę i został księciem Polski? – ciągnął mól. – Dzięki temu jego syn, Bolesław, mógł się koronować na pierwszego króla!

– No tak – mruknął Militarek. – Ojciec musiał się ochrzcić i w dodatku ożenić, żeby inne państwa zaczęły poważnie traktować syna.

– Nie o to mi chodzi! – złapał się za głowę Historynek.

– Mieszko, a po nim Bolesław, sprowadzali z Czech misjonarzy i budowali pierwsze kościoły, ale niełatwo było wprowadzić nową wiarę – tłumaczył Wierszynek. – Zakonnik Wojciech wybrał się bezbronny do kraju Prusów, a oni go zabili. To było złe.

– Niech mnie kule na mole biją! – śmiał się Militarek. – Ja się poganom nie dziwię. Gdyby teraz zjawił się tu jakiś obcy i zaczął namawiać ludzi, by składali ofiary posągowi Światowida, to też oberwałby po głowie czymś twardym!

Historynek pokiwał głową.


– Śmierć Wojciecha to zło, ale wkrótce obwołano go świętym. Bolesław Chrobry wykupił ciało męczennika za tyle złota, ile ważyło ciało Wojciecha, i pochował go w Gnieźnie. Nie ma złego bez dobrego! Do grobu świętego przychodzili liczni pielgrzymi, a w roku 1000 przybył do Polski sam cesarz niemiecki Otton III. Był on tak zdumiony bogactwem i potęgą słowiańskiego państwa, że w czasie uczty zdjął z głowy swój cesarski diadem i założył go na skronie Bolesława.

– „Nie uchodzi, by tak wielkiego męża księciem nazywać, lecz wypada chlubnie wynieść go na tron królewski i wywyższyć koroną”. – Wierszynek natchnionym głosem wyrecytował słowa Ottona i wcisnął Militarkowi największą koronę aż na same uszy.

– I tak zaczęły się starania Bolesława o prawdziwą koronację – ciągnął Historynek, rozdzielając przyjaciół. – Cesarz i papież popierali Chrobrego, ale na tron niemiecki wstąpił Henryk II.

– Zaczęły się wojny, ale nie ma złego bez dobrego – wtrącił Militarek. – Polacy kilka razy spuścili najeźdźcom taki łomot, że ci zgodzili się wreszcie na podpisanie pokoju i uznali niepodległość państwa Piastów.

– Bolesław potrafił nie tylko walczyć. Był cierpliwy i uparty – dumał Historynek. – Uroczysta koronacja odbyła się dopiero wiosną 1025 roku.

– Warto było czekać – westchnął Wierszynek. – To był wielki dzień! Arcybiskup Hipolit okrył władcę purpurowym płaszczem, założył mu na głowę koronę, wręczył berło i złote jabłko królewskie...

– A także namaścił poświęconymi olejami – dokończył Militarek, znienacka przybijając przyjacielowi na czole pieczątkę biblioteki.

Historynek machnął ręką i wlazł do jakiejś kroniki. Usłyszał jeszcze głos Militarka:

– No co! Sam mówiłeś, że nie ma złego bez dobrego. Bolesław Chrobry został pierwszym polskim królem, a Wierszynek przy okazji Pierwszym Ostemplowanym Polskim Molem Bibliotecznym!

Dzień Kronikarza

Mole książkowe biegały po bibliotece, przygotowując się do obchodów Dnia Kronikarza. Niestety, każdy z nich inaczej wyobrażał sobie to skromne święto. Wierszynek rozsypywał dokoła nutki ze starych utworów i przystrajał regał fragmentami wierszy.

– Co to ma być? – dziwił się Historynek, siadając na fotelu wyjętym z ABC majsterkowicza.

– To strawa duchowa. Nie można stale obgryzać książek kucharskich.

Powietrzem wstrząsnął wybuch.

– Święta powinno się obchodzić hucznie! – wołał czarny od sadzy Militarek, ciągnąc za sobą olbrzymią, średniowieczną armatę.

– A nie wystarczy usiąść wygodnie i trochę powspominać?

– Ano właśnie... – zadumał się Wierszynek. – A swoją drogą, od rana zastanawiam się, kogo my właściwie chcemy uczcić?

– No... wszystkich polskich kronikarzy... i już! – Militarek nie miał żadnych wątpliwości.


– Najstarsze zapisy o Polsce znajdują się w kronikach innych państw – oznajmił z wyższością Historynek. – Później dzieje kraju Piastów utrwalali podróżnicy i kupcy, którzy wędrowali przez te ziemie, a najstarsza polska kronika została napisana przez cudzoziemca.

 

– Anonim, czyli „nieznany” – wtrącił Wierszynek. – Nazywano go Gallem Anonimem, bo podobno pochodził z Galli, czyli obecnej Francji.

– Tak jak Gall Asterix! – skojarzył Militarek.

– Gall Asterix to postać wymyślona, bohater komiksu, a Gall Anonim żył naprawdę – tłumaczył Historynek. – Na początku XII wieku przebywał na dworze księcia Bolesława Krzywoustego i pisał Kronikę polską.

– Wolę kronikę Wincentego Kadłubka – oblizał się Militarek.

– Gall pisał tylko prawdę, a mistrz Wincenty mieszał fakty z legendami i swoimi zmyśleniami. Nie można mu zbytnio ufać.

– Ale to Kadłubek utrwalił piękne legendy o Piaście Kołodzieju, księciu Kraku i Wandzie, co nie chciała Niemca... – rozmarzył się Wierszynek. – W XIII wieku takie opowieści uważano za prawdę spisaną dla pouczenia kolejnych pokoleń.

– A jakie bitwy wygrywali polscy władcy na kartach jego kroniki! Pokonali nawet Aleksandra Macedońskiego i Juliusza Cezara!

– Wiecie, że to niemożliwe – boczył się Historynek. – Każdy z tych wodzów żył w innych czasach... Nie mogli się spotkać!

– Niemożliwe, ale piękne! – zgodnie zawołali Wierszynek i Militarek.

– Dla mnie najpiękniejsze są Dzieje Polski spisane w XV wieku przez Jana Długosza. To był nie tylko dziejopisarz, ale i prawdziwy badacz historii. Największy polski kronikarz! Jemu można ufać!


– Nie unoś się tak, Historynku – uspokajał przyjaciela Wierszynek. – Każdy wiek ma swoje prawa. Kroniki są rozmaite, bo powstawały w różnych czasach. Współczesne dzieła historyczne także różnią się od dawnych, średniowiecznych, pisanych w języku łacińskim za pomocą gęsiego pióra na pergaminie... Kronikarz często mieszkał na dworze władcy i pisał dobrze o jego przodkach i nim samym, a o przeciwnikach – niekoniecznie.Gall Anonim chwalił Bolesława Chrobrego, Bolesława Śmiałego i Bolesława Krzywoustego, który go wynajął do opisania dziejów Piastów. Późniejsi kronikarze przepisywali dzieła poprzedników, dodając coś od siebie lub pomijając niewygodne fakty.


– Każdy naród tworzy swoją historię i wygrywa wszystkie bitwy albo przynajmniej remisuje – prychnął Militarek.

– Przed wiekami niewielu ludzi potrafiło pisać i czytać. Kronikarz był osobą poważaną i ufano mu, bo potrafił utrwalić historię na specjalnie przygotowanej cienkiej skórze. Nawet jeśli coś przekręcił, to i tak tworzył coś niepowtarzalnego – wtrącił Wierszynek.

– A mniej wprawni w układaniu zdań, ale cierpliwi kopiści, przepisywali pierwszą księgę, by chronić wiadomości. Podobno istniało osiem odpisów Kroniki polskiej. Do naszych czasów zachowały się trzy. Dzisiejszy dzień też będzie za sto lat fragmentem historii, jeżeli ktoś go opisze...

– Aby było o czym pisać, to powinno być hucznie! – krzyknął Militarek i dał ognia z armaty tak, że mole omal nie pospadały z regału.

Uwaga na zamachowców!

– Nie spać! Czuwać! Drzwi zamykać! Uważać na zamachowców!

Militarek ubrany w czarny garnitur i takie same okulary łaził po regale i zaglądał za okładki książek.

– Co się stało? – ziewnął Wierszynek.

– Warty wystawiać! Króla własnym ciałem zasłaniać! Chronić głowę państwa! – Antyterrorysta nie przerywał obchodu.

– Nie zwracaj na niego uwagi. Polska to spokojny kraj. Może nie całkiem, ale w porównaniu z innymi państwami rzadko ktoś podnosił rękę na króla – uspokoił go Historynek.

– A Przemysł II to na katar umarł? – mruknął Militarek.

– Co racja, to racja. Jednego króla zamordowano, prawda, ale bardzo dawno temu. Prawdopodobnie strażnicy się pospali.

– Przykra historia. Krótko panował i jeszcze zginął na koniec karnawału. Śpiewano o tym ballady i opowiadano legendy – westchnął Wierszynek.

– Prawda jest taka, że Przemysł II koronował się w Gnieźnie w czerwcu 1295 roku, a dziewięć miesięcy później już nie mieliśmy króla – rozłożył ręce znawca historii.

– Po koronacji król odwiedził miasta na Pomorzu Gdańskim i nadał im przywileje. Nie zapomniał też o prawach klasztorów. Potem gościł w Wielkopolsce i starał się zjednoczyć kraj. Trzeba pamiętać, że nie on jeden starał się o koronę.

– Podobno z Władysławem Łokietkiem nawet się lubili. – Miłośnik sztuki trochę przesadził.

– Po rozbiciu dzielnicowym w kraju było kilkudziesięciu książąt [1]. Mieli mniejsze i większe plany i ambicje. Jeśli pięciu z nich chciało opanować cały kraj, to każdy miał przyjaciół i wrogów. Ale Władysław Łokietek, który później też doczekał się korony, nie zabił Przemysła II – tłumaczył Historynek.

– To zrobili margrabiowie brandenburscy. Oni też chcieli władać Pomorzem i Wielkopolską, a nowy król był dla nich niewygodny. Dlatego zaplanowali porwanie. Gdyby udało im się złapać i uwięzić Przemysła, mogliby stawiać warunki... – Antyterrorysta spojrzał wymownie na przyjaciół.

Wierszynek cofnął się odruchowo, ale nie ucichł.

– Król też musi czasem odpocząć – stwierdził. – Rządzenie to trudny zawód. Wybrał się do Rogoźna na zapusty [2]. Oglądał turnieje rycerskie, ucztował, bawił się, jak to w karnawale... Nie można wiecznie podpisywać traktatów i odwiedzać miast.


– Ale w jego otoczeniu znaleźli się zdrajcy, którzy pomogli zamachowcom. – Ochroniarz zaświecił mu w oczy latarką.

– Zabierz tę lampę. Chyba mnie nie podejrzewasz?!

– Podejrzewam wszystkich!

– Militarku, przecież wiadomo, że na rozkaz Brandenburczyków wyruszył oddział kilkudziesięciu zbrojnych. Zimą noce są długie, więc już dzień wcześniej przekroczyli granicę i zaczaili się. Na pewno ktoś im pomagał. Może mieli szpiegów. Zaatakowali o świcie. Chcieli porwać Przemysła, ale król bronił się – zadano mu wiele ran. W takim stanie nie można było go wywieźć do Brandenburgii, bo wykrwawiłby się po drodze.

– Więc porywacze go zabili i uciekli, bo pogoń już była na ich tropie. A wszystko dlatego, że wartownicy chrapali! – Wojowniczy mól poprawił ciemne okulary.

– Przykre, ale dzięki działaniom Przemysła II kolejni książęta czegoś się nauczyli. Walka o tron i jednoczenie księstw to niebezpieczne zajęcie – pokiwał głową Historynek.

– Na Zygmunta I Starego też dokonano zamachu! Gdy przechadzał się krużgankami Wawelu, ktoś do niego strzelił. I też było ciemno. Nigdy nie ustalono, kim by agresor...

– Wiadomo tylko, że trzy tygodnie wcześniej Zygmunt podniósł podatki – chrząknął Historynek.

– Jakie to szczęście, że zamachowcy nie strzelają do wszystkich, którzy podnoszą podatki. Nie mielibyśmy rządu. – Wierszynek uparł się, że znajdzie dobre strony w opowieści.

– Czasem wystarczy osobista uraza. Szlachcic Michał Piekarski zadał królowi Zygmuntowi III Wazie dwa ciosy czekanem [3]. Może chodziło o różnice religijne, może o pozbawienie prawa zarządzania majątkiem, a może Piekarski był szaleńcem? W młodości rozbił głowę i od tego czasu miał bardzo zmienne nastroje. Dziś nazwano by to depresją – pokiwał głową historyk.

– Przynajmniej go złapano i przykładnie ukarano! Królobójców trzeba eliminować! Po torturach ciało zamachowca spalono, zmieszano z prochem artyleryjskim i wystrzelono z armaty! – Ochroniarz nie nadawał się na negocjatora.

– Pozostało powiedzenie: „Pleść jak Piekarski na mękach”, czyli mówić brednie. No i wybudowano nad miejscem zamachu piękny ganek, łączący kościół świętego Jana z Zamkiem Królewskim.

– Jeszcze powiedz, że dzięki zamachowcom rozwinęła się architektura. – Militarek popukał się palcem w czoło. – Sztuka jest bardzo szkodliwa – dodał.

– Jak to? – zapytali jednocześnie przyjaciele.

– Prezydent Gabriel Narutowicz wybrał się na otwarcie galerii i został zastrzelony przez malarza!

– Może dlatego późniejsi prezydenci rzadziej...

– Ręce do góry! Dokumenty do kontroli! Od początku was podejrzewałem!

Wierszynek i Historynek uciekli do Atlasu świata i przez tydzień ukrywali się w Australii.

 [1] Po śmierci Bolesława Krzywoustego ziemie polskie uległy rozdrobnieniu na coraz mniejsze księstwa. Kraj nie posiadał jednego władcy, ale prawie każdy książę miał możliwość sięgnięcia po koronę.

 [2] zapusty – ostatki, ostatnie dni karnawału

 [3] czekan – broń w kształcie osadzonego na lasce toporka z młotkiem

Z drewna, kamienia i cegły

– Udowodnię ci, że słowiańskie budowle były z biegiem czasu coraz piękniejsze! – pieklił się Wierszynek.

– Mało ważne – machnął ręką Militarek. – Grunt, że były obronne.

– A o co właściwie chodzi? – Historynek podszedł do kłócących się przyjaciół.

– Popatrzcie! – Wierszynek otworzył Ilustrowane dzieje architektury. – Już ponad dwa tysiące lat temu Prasłowianie budowali solidne osady. Na przykład Biskupin: duże chaty ustawione rzędami, po jednej dla każdej rodziny. Ulice na tyle szerokie, żeby mogły się wyminąć dwa wozy ciągnięte przez woły. Drogi wyłożone kłodami drewna. Warsztaty rzemieślników i miejsce zgromadzeń. Wszystko uporządkowane, regularne, piękne!

– Porządek musi być. Siedlisko wygląda jak dobrze zagospodarowane koszary. Jest otoczone wałem ziemnym i palisadą, czyli ogrodzeniem z zaostrzonych pni wbitych jeden przy drugim – pozornie zgodził się Militarek.

– Nie o to mi chodzi – zżymał się Wierszynek. – Słowianie nie byli wojowniczym ludem. Uprawiali ziemię, zbierali leśny miód, poznali z biegiem czasu różne rzemiosła, polowali... A grody takie jak Kalisz powstawały już w II wieku naszej ery.

– Kalisz rozwijał się szybko, bo leżał na bursztynowym szlaku! – wtrącił Militarek.

Historynek, który stał się sędzią mimo woli, przytaknął.

– Starożytni Rzymianie wędrowali tamtędy nad Bałtyk. Po nich zjawili się kupcy z innych dalekich krain. Gospodarze wymieniali skóry, miód, bursztyn i zwierzęta na żelazne noże, siekiery, groty do strzał i ozdoby. Przy okazji dowiadywali się, jak żyją ludzie w innych krajach i co potrafią. Uczyli się.


– By rozwijać własny przemysł i budować trudniejsze do zdobycia twierdze! – obstawał przy swoim Militarek. – Bo przed gośćmi z innych krain trzeba się mieć na baczności. Raz zawitają kupcy, a raz wojownicy!

– Przesadzasz – nie ustępował Wierszynek. – Handel wszystkim się opłacał i dlatego pierwsze budowle kamienne powstały w stylu romańskim – czyli rzymskim! Zaczęło się od bursztynowego szlaku, później Rzymianie podbijali Europę, a gdy wielkie państwo osłabło, inne narody przejęły jego sposób budowania oraz język łaciński i kulturę.

– Nie próbuj wygrać za wszelką cenę! – ofuknął oszusta Historynek. – Sztuka romańska łączy się z początkami chrześcijaństwa w Polsce, czyli z X wiekiem, a nie ze starożytnymi Rzymianami.

– Nieważne! – triumfował Militarek. – Prawdą jest, że mury były grube, drzwi wąskie, okna podobne do otworów strzelniczych, a pierwsze kościoły przypominały okrągłe wieże obronne.

– Ty też przesadzasz. – Historynek aż się spocił przy rozstrzyganiu sporów. – W świątyniach można było się bronić, ale nie po to wznoszono rotundy [1] i obszerniejsze od nich kolegiaty [2]...

– Aż wreszcie zapanował smukły styl gotycki! – wpadł mu w słowo Wierszynek. – Okna były większe, zakończone ostrym łukiem. Budowle stawały się coraz wyższe i piękniejsze. Murowano tak nie tylko katedry, ale i zamki. A potem całe miasta z ratuszami, sukiennicami [3], uniwersytetami... I kto tu mówi o wojnie? – puszył się jak paw.

– Zapomniałeś dodać, że te zamki, grody i podgrodzia opasywano pięknymi, solidnymi murami obronnymi... oczywiście też w stylu gotyckim – przedrzeźniał go Militarek.

 

– Dajcie już spokój! – Historynek przeglądał karty albumu. – Najważniejsze, że przez wieki ludzie dokonali wielkiego postępu. Przeszli od drewnianej kurnej chaty [4], przez zamczyska z ciosanego kamienia, do wygodnych, bezpiecznych i pięknych budowli ceglanych...

– Najważniejsze, że bezpiecznych – wtrącił Militarek.

– Najważniejsze, że pięknych – odparował Wierszynek.

– Najważniejsze, że w architekturze jedno nie przeszkadza drugiemu – pogodził ich Historynek.

 [1] rotunda – okrągła budowla zakończona kopułą

 [2] kolegiata – kościół, przy którym znajduje się zgromadzenie kanoników, duchownych świeckich

 [3] sukiennice – budynek mieszczący w sobie sklepy, kramy z suknem, czyli tkaninami z czystej wełny

 [4] kurna chata – wiejska chata bez komina

To koniec darmowego fragmentu. Czy chcesz czytać dalej?