Nie pozwól mu odejśćTekst

Przeczytaj fragment
Oznacz jako przeczytane
Jak czytać książkę po zakupie
Nie masz czasu na czytanie?
Posłuchaj fragmentu
Nie pozwól mu odejść
Nie pozwól mu odejść
− 20%
Otrzymaj 20% rabat na e-booki i audiobooki
Kup zestaw za 70,90  56,72 
Nie pozwól mu odejść
Nie pozwól mu odejść
Audiobook
Czyta Ewa Abart
39,90 
Szczegóły
Czcionka:Mniejsze АаWiększe Aa


Tytuł oryginału: The Warning

Copyright © by Kathryn Croft, 2018

Copyright for the Polish edition © by Burda Media Polska Sp. z o.o., 2019

02-674 Warszawa, ul. Marynarska 15

Dział handlowy: tel. 22 360 38 42

Sprzedaż wysyłkowa: tel. 22 360 37 77

Redaktor prowadzący: Marcin Kicki

Tłumaczenie: Ewa Kleszcz

Redakcja: Katarzyna Juszyńska

Korekta: Malwina Łozińska, Magdalena Szroeder-Stępowska

Skład i łamanie: Beata Rukat/Katka

Redakcja techniczna: Mariusz Teler

Projekt okładki: Paweł Panczakiewicz/PANCZAKIEWICZ ART.DESIGN

Zdjęcia na okładce: Mordechai Meiri/Shutterstock, Ihnatovich Maryia/Shutterstock, Carmen Spitznagel/Trevillion Images

ISBN: 978-83-8053-542-8

Wszelkie prawa zastrzeżone. Reprodukowanie, kopiowanie w urządzeniach przetwarzania danych, odtwarzanie w jakiejkolwiek formie oraz wykorzystywanie w wystąpieniach publicznych – również częściowe – tylko za wyłącznym zezwoleniem właściciela praw autorskich.

www.kultowy.pl

www.burdaksiazki.pl

Skład wersji elektronicznej: Marcin Kapusta

konwersja.virtualo.pl

Spis treści

Prolog

1

2

3

4

5

6

7

8

9

10

11

12

13

14

15

16

17

18

19

20

21

22

23

24

25

26

27

28

29

30

31

32

33

34

35

36

37

38

39

40

41

42

43

44

45

46

47

48

49

50

51

52

53

54

55

56

57

58

59

60

61

Podziękowania

List od Kathryn

Dla naszej pięknej Amelie

Prolog

Nie mam pojęcia, kim jestem. Nie do końca.

Gdyby ludzie o tym wiedzieli, litowaliby się nade mną, ale to mi nie przeszkadza – dzięki temu mogę być, kimkolwiek zechcę, mogę sprawić, żeby inni uwierzyli, w cokolwiek im powiem. Co w tym smutnego?

Zresztą czy nie cały świat działa teraz w ten sposób? Ludzie żyją w mediach społecznościowych, tworzą fałszywą rzeczywistość, w której wszystko jest idealne. Niewiele się to różni od tego, co ja robię.

Od niechcenia przeglądam Tindera, gdy zauważam jego twarz: jasne, niebieskoszare oczy, powieki nieco spuszczone, nieśmiało i kusząco; kosmyk ciemnych włosów opadający na czoło. Czuję poruszenie, jego widok mnie zniewala. Coś takiego jeszcze nigdy mi się nie przytrafiło ani w internecie, ani w prawdziwym życiu.

Zbyt długo wpatruję się w jego zdjęcie, chłonę każdy szczegół, ignoruję głos wzywający mnie do zejścia na dół.

– Za momencik – wołam. – Chwileczkę! – Potrzebuję jeszcze minuty, by popatrzeć na osobę, która odmieni moje życie.

Przeciągam palcem w prawo.

Mam nową parę.

Czuję motyle w brzuchu na myśl o pierwszych słowach, jakie wymienimy. Niemal zapominam o tym, że muszę zejść na dół, gdy zaczynam sobie wyobrażać scenariusze znacznie barwniejsze od samej rozmowy z nim.

Dokument chroniony elektronicznym znakiem wodnym

20% rabatu na kolejne zakupy na litres.pl z kodem RABAT20

1 Zoe

Powinnam już do tego przywyknąć, do brzemienia ciszy, która zawsze wypełnia dom, nawet gdy wszyscy w nim jesteśmy. Minęły trzy lata, a jednak wciąż pogłaśniam telewizor albo puszczam muzykę w tle i często mówię zbyt głośno, żeby tylko przypomnieć sobie, że wciąż żyję, że nie jestem błąkającym się w stanie zawieszenia duchem kobiety, która straciła dziecko.

Nic nie może cię na to przygotować.

Zamykam oczy i widzę Ethana. Nie potrafię stwierdzić, ile dokładnie lat ma w tej scenie, która odgrywa się w moim umyśle – prawdopodobnie dziesięć – ale pamiętam ją wyraźnie. Obserwuję ich, jak bawią się w ogrodzie; Ethan z ożywieniem i szerokim uśmiechem na twarzy opowiada coś Harleyowi. Nie słyszę, o czym rozmawiają, ale Harley odrzuca głowę do tyłu i śmieje się ze słów brata. Potem obejmuje go w niedźwiedzim uścisku i przewracają się na trawę. Cały Ethan. Zawsze nas rozśmiesza. Wkrótce Jake staje u mego boku i ujmuje moją dłoń. Uśmiechamy się do siebie, bo czujemy się błogosławieni.

 

Obraz wyparowuje równie szybko, jak się pojawił. Ethana już nie ma, a ja stoję tutaj sama, w innym domu, w innym czasie.

Harley przekracza próg kuchni i przerywa ciszę.

– Czy tata jest w domu? – pyta, mrużąc oczy.

Jego mina podpowiada mi, że już zna odpowiedź. Początkowo jego rozczarowanie faktem, że Jake pracuje do późna, wynikało z tego, że potrzebował obecności ojca. Kiedyś, gdy byliśmy jeszcze kompletną rodziną, Jake zawsze był przy nas, zawsze można było na nim polegać. Ale to się skończyło. Harleyowi musiało być trudno przyzwyczaić się do nagłej zmiany, jaka zaszła w ojcu. Jednak teraz, gdy ma już dziewiętnaście lat, jestem pewna, że bardziej żal mu mnie.

– Ma ważne spotkanie z Liamem – wyjaśniam.

Nie jestem jakąś zahukaną kobietą, która pozwala, by jej mąż ledwie zaglądał do domu; po prostu wiem, jak ciężko Jake pracuje nad rozkręceniem swojej firmy zajmującej się projektowaniem graficznym. Wiem również, że w taki sposób radzi sobie z nieobecnością, którą wszyscy odczuwamy, chociaż mieszkamy w innym domu – a nawet w innym mieście. Często zastanawiałam się, czy Londyn leży wystarczająco daleko od Guildford, żeby to robiło różnicę, ale przenieśliśmy się tutaj, żeby Jake mógł założyć biznes do spółki z przyjacielem ze studiów. Poza tym, gdybyśmy wyprowadzili się jeszcze dalej, czułabym, że w jakiś sposób zdradzam Ethana.

Harley unosi brwi.

– Kolejne spotkanie? Okej.

Mieszam gulasz wołowy, który na szybko przyrządziłam. Harley i ja nieraz odbywaliśmy tę rozmowę i wielokrotnie go przekonywałam, że musi zrozumieć tatę. A jednak wciąż wracamy do punktu wyjścia. Tym razem próbuję obrócić jego uwagę w żart.

– Och, będziesz taki sam, jak już zostaniesz lekarzem, Harley. Właściwie to będziesz pracował na noce i brał podwójne zmiany. Początkowo nie znajdziesz zbyt wiele czasu na życie towarzyskie. – Klepię go po ramieniu.

Uśmiecha się.

– Wiem o tym. Ale warto się poświęcić, żeby ratować ludzkie życie, prawda, mamo?

Właśnie dlatego jestem taka dumna z mojego syna. Po wypadku Ethana Harley załamał się do tego stopnia, że musiał sobie zrobić rok przerwy, nim zaczął się przygotowywać do egzaminów końcowych w liceum. Ale jakoś wziął się w garść i teraz chce wnieść trochę dobra do świata, który potrafi być tak okrutny. Podziwiam jego siłę i determinację; nie sądzę, bym w jego wieku potrafiła tak się skupić. Chyba właśnie w ten sposób radzi sobie ze stratą.

– Jak się miewa Melanie? – pytam, świadoma tego, jak głośno brzmi mój głos w porównaniu z jego łagodnym tonem.

Harley podchodzi do lodówki i nalewa sobie szklankę mleka; nigdy nie rozumiałam, jak może go tyle pić.

– Możesz ją nazywać Mel, wiesz? Nikt nie zwraca się do niej Melanie, nawet jej rodzice – śmieje się.

– Wiem. Przepraszam. – Prawda jest taka, że nie mam pojęcia, dlaczego traktuję ją tak formalnie; sprawia wrażenie przemiłej dziewczyny i jest kompletnie zadurzona w Harleyu. – A więc jak się mają sprawy między wami?

– Nie planujemy jeszcze potajemnego ślubu w Las Vegas, więc nie masz się czym przejmować.

Śmieję się, bo wiem, że o coś takiego raczej nigdy nie będę musiała się martwić. Harley ma za bardzo poukładane w głowie, żeby zrobić coś tak impulsywnego.

– A może zaprosisz ją do nas na kolację jutro wieczorem? Przygotuję coś specjalnego, no i jest sobota, więc tata powinien dać radę wrócić wcześniej. Co ty na to?

Ledwie wypowiedziałam te słowa, zaczęłam się zastanawiać, czy nie wywieram na niego za dużej presji. Może nie są jeszcze na tym etapie związku, żeby chcieli spędzać czas z rodzicami partnera. Zresztą czy jakakolwiek młoda osoba jest na to gotowa? Ale są razem już kilka miesięcy, więc muszą się naprawdę lubić. Badawczo przyglądam się twarzy Harleya, ale nie zauważam śladów zwątpienia czy skrępowania.

– Zapytam ją – mówi, wzruszając ramionami. – Ale nie jestem pewien, jakie ma plany na weekend.

– Cóż, daj mi znać. A teraz lepiej wrócę do gotowania, bo nie będziemy mieli co jeść dziś wieczorem.

– Pomóc ci w czymś?

To kusząca oferta, ale Harley spędził cały dzień na nauce i jestem pewna, że przydałaby mu się chwila relaksu.

– Może pomożesz mi jutro? – proponuję.

Gdy patrzę, jak rusza na górę, czuję ten znajomy ból. Nie miał być jedynakiem.

Jake wraca do domu tuż po dziesiątej wieczorem i znajduje mnie śpiącą na sofie.

– Tak mi przykro, Zoe – szepcze. – Mieliśmy mnóstwo rzeczy do omówienia i nie mogłem się wcześniej wyrwać.

Podnoszę się i wtulam w niego, wdychając dodający otuchy zapach. W takich chwilach zawsze sobie przypominam, jakie mamy szczęście, że udało nam się wspólnie przetrwać te najczarniejsze miesiące.

– Nic się nie stało. Jadłeś coś? Chciałam ci zostawić coś z kolacji, ale Harley był wyjątkowo głodny i pożarł twoją porcję.

Jake nie uśmiecha się na te słowa, mimo że powinien. Kiedyś by się uśmiechnął.

– Zamówiliśmy z Liamem pizzę – mówi.

– Ach, teraz rozumiem, dlaczego nie wróciłeś do domu na kolację. Pizza zawsze przebije gulasz wołowy, czyż nie?

Oboje chichoczemy, ale chwila beztroski nie trwa długo. Niemal jakbyśmy mieli wyrzuty sumienia, że dobrze się bawimy. Nawet po trzech latach pilnujemy, żeby nie śmiać się z niczego zbyt długo. Ethan by tego nie chciał. Miał szelmowskie poczucie humoru. Gdyby mógł nas teraz zobaczyć, powiedziałby, że jesteśmy nudni. Kazałby nam się śmiać tak dużo, jak tylko możemy.

– Myślę, że wezmę prysznic przed snem – oznajmia Jake, wstając. Nie musi wyjaśniać dlaczego; dzięki temu oszczędza czas rano i może jak najlepiej wykorzystać dzień.

– Powinieneś od czasu do czasu wziąć wolny weekend – mówię. – Moglibyśmy pojechać dokądś z Harleyem. Gdy jesienią zacznie studia medyczne, ile jeszcze okazji będziemy mieli, żeby zrobić coś wspólnie jako rodzina?

To słowo zawsze brzmi dziwnie w moich ustach, od kiedy nie ma z nami Ethana. Jesteśmy rodziną, ale niekompletną.

Jake kiwa głową.

– Masz rację, powinniśmy to zrobić. Wyjedziemy gdzieś na weekend. Wymyślę coś. – Żadne z nas nie musi podkreślać, że będzie to miejsce z dala od rzeki, jeziora czy plaży.

– A poza tym zaprosiłam Melanie, to znaczy Mel, na kolację jutro wieczorem. Mógłbyś wrócić do domu w miarę wcześnie?

Przez chwilę myślę, że Jake zaprotestuje, że poda mi sto powodów, dla których to po prostu nie jest możliwe, ale on mnie zaskakuje.

– Tak, powinienem dać radę. A więc to coś poważnego między nimi?

– Znasz Harleya. Niewiele mówi, ale myślę, że bardzo się lubią.

– A w każdym razie ona lubi jego.

– Co to ma znaczyć?

Jake się krzywi.

– Och, nic. Ale czy nie jest tak z młodą miłością, że jedna osoba zawsze jest bardziej zakochana niż druga? Za każdym razem, gdy widzę ich razem, mam wrażenie, że ona do niego lgnie, tymczasem on jest trochę bardziej wyluzowany.

Mówię mu, że się z nim nie zgadzam.

– Jest po prostu odrobinę bardziej powściągliwy, to wszystko. Zawsze taki był. W każdym razie chyba nie mówisz z własnego doświadczenia? Z nami tak nie było, prawda? Pamiętam, że byliśmy sobą równie zainteresowani.

Jake uśmiecha się, a ja się cieszę, że myśl o naszych początkach wciąż wywołuje w nim radość.

– Tak, masz rację – mówi. – Mieliśmy szczęście, prawda?

Rzeczywiście, randka w ciemno zorganizowana przez moją przyjaciółkę mogła się zakończyć katastrofą. Leanne długo musiała mnie przekonywać, zanim się zgodziłam, ale Jake szybko podbił moje serce dobrocią i poczuciem humoru. Jednak to, co przyszło potem, gdy nawet nie wiedział, co mi powiedzieć, gdy ledwie był w stanie patrzeć mi w oczy, już od dawna kładzie się cieniem na szczęściu i beztrosce naszych pierwszych wspólnych lat.

– W każdym razie – ciągnie dalej Jake – Mel to miła dziewczyna i cieszę się, że Harley z nią jest. – Całuje mnie w czoło, po czym idzie pod prysznic.

Gdy wchodzę na górę, przypominam sobie, że nie sprawdzałam poczty, od kiedy wróciłam do domu. Nie powinny na mnie czekać żadne ważne wiadomości; nie mam dziś wieczorem dyżuru i zawsze sprawdzam skrzynkę tuż przed wyjściem z pracy, na wypadek gdyby jakaś pacjentka miała do mnie pilne pytanie. Posada pielęgniarki w klinice leczenia bezpłodności wiele dla mnie znaczy i chcę jak najlepiej wspierać kobiety i mężczyzn, którzy przechodzą przez tak wiele, żeby założyć rodzinę.

Na iPhonie moje konta e-mailowe są połączone i wszystkie wiadomości wpadają do jednej skrzynki odbiorczej. Zauważam e-mail od Lynette, trzydziestolatki, która próbuje zajść w ciążę od czterech lat. To dla niej pierwsza próba sztucznego zapłodnienia i niepokoi się, że mogła się nie powieść.

Odpisuję, żeby postarała się zrelaksować, że prawdopodobnie przez jakiś czas nie zauważy żadnych objawów, a nawet jeśli jakieś zauważy, mogą oznaczać cokolwiek. Doradzam jej, żeby po prostu wytrzymała do dnia testu, ale nawet w chwili, gdy wysyłam tę wiadomość, wiem, że nic, co powiem, jej nie pomoże. Oczekiwanie to piekło dla wszystkich.

Następny e-mail pochodzi od pacjentki imieniem Gemma. Właśnie skończyła czterdziestkę, a w tym wieku szanse na skuteczne zapłodnienie in vitro są wyjątkowo niskie, więc kiedy czytam jej słowa, czuję, jak serce skacze mi z radości.

Udało się, Zoe! Zrobiłam dziś test i jestem w ciąży! W końcu będziemy mieli dziecko!

Właśnie dla takich chwil żyję. Dla świadomości, że pośród wszystkich tych porażek i cierpienia zdarzają się na świecie niesamowite rzeczy. A historie mają szczęśliwe zakończenia.

Pozostaje mi do przeczytania już tylko jedna wiadomość, która została przysłana na moje prywatne konto przez kogoś, o kim nigdy nie słyszałam: m.cole@gmail.com. Brakuje tematu, więc podejrzewam, że to spam, ale muszę sprawdzić na wszelki wypadek.

Słowa przeszywają mnie jak nóż wbity w pierś.

Musisz odkryć prawdę o tym, co przytrafiło się twojemu synowi nad rzeką trzy lata temu. Nie wierz w kłamstwa. To nie był wypadek.

2 Jake

Gdy Jake wchodzi do sypialni owinięty w ręcznik, od razu się orientuje, że z Zoe jest coś nie tak. Jego żona siedzi na podłodze przy łóżku, wlepiając wzrok w telefon. Twarz ma bladą, a ręce jej się trzęsą.

W pierwszej chwili Jake myśli, że to musi mieć związek z jedną z jej pacjentek. Ale to niemożliwe. Zoe jest zbyt silna, żeby się załamać złą wiadomością. Widział ją w takim stanie tylko jeden raz – gdy stracili syna. Nigdy wcześniej ani później nie była niczym aż tak wstrząśnięta.

Jake siada obok niej i przyciąga ją do piersi.

– Zoe, co się stało? O co chodzi?

Ona patrzy na niego szeroko otwartymi oczami i wciska mu do ręki telefon.

– Masz, przeczytaj.

Bierze od niej aparat, marszcząc brwi, ale słowa są zamazane.

– Chwileczkę. – Sięga po leżące na stoliku nocnym okulary do czytania i je zakłada.

Musisz odkryć prawdę o tym, co przytrafiło się twojemu synowi nad rzeką trzy lata temu. Nie wierz w kłamstwa. To nie był wypadek.

Jake jest zdezorientowany.

– Co to ma znaczyć, do cholery?

Zoe mówi mu, że nie ma pojęcia, kto przysłał tę wiadomość. Nie zna nikogo nazwiskiem Cole. Jake też nie.

– Ta osoba mówi o Ethanie? Dlaczego? Nie rozumiem.

– O co tu, kurwa, chodzi, Jake? O co tu, kurwa, chodzi?

Zoe nigdy nie przeklina. A już zwłaszcza nie używa słowa na „k”. Jake ściska jej dłoń i próbuje myśleć racjonalnie.

– Słuchaj, to tylko jakiś żart. Jakiś dupek postanowił namieszać nam w głowach. Nic więcej się za tym nie kryje. Po prostu usuńmy tę wiadomość. – Już ma to zrobić, ale Zoe wyrywa mu telefon z dłoni.

– Nie! Nie możemy. To… to może być…

– Co? Prawda? Zoe, chyba w to nie wierzysz? Wiemy, co przytrafiło się Ethanowi.

Ale Jake musi przyznać przed samym sobą, że tylko przez sekundę – nie, nawet krócej, przez ułamek sekundy – on też poczuł zwątpienie, gdy czytał te słowa. Jednak to niemożliwe. Próbuje wyjaśnić to Zoe i stara się być przy tym tak taktowny, jak to możliwe.

– Zoe, posłuchaj. To był wypadek. Ethan i Josh utonęli, bo wygłupiali się nad rzeką. To było okropne i bezsensowne i nie powinno ich tam być, zwłaszcza o tej porze. Ethan z pewnością wiedział bardzo dobrze, że nie powinien się nocą wykradać z domu. Nic więcej się za tym nie kryje, nie może. Policja nie miała co do tego wątpliwości, a przecież przeprowadziła rzetelne śledztwo.

 

Jake pamięta ten dzień, jakby to było wczoraj. Josh miał u nich nocować i chłopcy poszli do pokoju Ethana około dziewiątej. On i Zoe nie mieli najmniejszych powodów, aby podejrzewać, że wykradną się z domu w środku nocy. Żadne z nich niczego nie słyszało.

Zoe nigdy by tego nie przyznała, ale Jake jest przekonany, że jej zdaniem to Josh namówił Ethana do wyjścia. A jeśli Jake ma być szczery, to on chyba też w to wierzy. Ale żadne z nich nie powie tego na głos, bo ostatecznie rodzice Josha cierpią tak samo jak oni, więc po co szukać winnych? Chłopcy dobrze wiedzieli, że nie należy robić takich rzeczy.

Wspomnienia atakują go ze zdwojoną siłą i zadają mocne, szybkie ciosy, które odbierają mu dech. Wraca do niego wszystko, co tak bardzo starał się ignorować, co schował w przegródce umysłu zamkniętej na cztery spusty.

Chociaż nigdy nie przyznałby się do tego Zoe i sam próbuje o tym nie myśleć, ma świadomość, że od lat nieustannie ukrywa się przed swoim cierpieniem. Tylko praca chroni go przed przytłaczającymi uczuciami i sprawia, że nie dusi się poczuciem winy. Nie był w stanie uratować swojego dziecka. Zawiódł syna w najgorszy możliwy sposób.

– Czasami policja też się myli – mówi Zoe. – To się zdarza.

Jake stara się być głosem rozsądku.

– Zastanówmy się nad tym przez chwilę – mówi i czeka, aż Zoe zaprotestuje, ale ona tego nie robi, tylko wbija w niego spojrzenie pięknych, szeroko otwartych oczu, jakby chciała, żeby z jego ust popłynęły słowa, które wszystko wyjaśnią i zakończą sprawę.

– Minęły trzy lata – zaczyna Jake. – Jeśli nadawca tej wiadomości mówi prawdę, dlaczego czekałby tak długo? Zdarzają się chorzy ludzie, którzy uwielbiają zadawać innym ból i robią, co mogą, żeby namieszać im w głowach. To wszystko. Nie możemy pozwolić, żeby ten ktoś zalazł nam za skórę.

Zoe w milczeniu rozważa jego słowa, a potem powoli kiwa głową. Spokojna, racjonalnie myśląca kobieta, którą tak dobrze zna, wróciła.

– Wiem, że prawdopodobnie masz rację, ale co, jeśli w tych słowach jest chociaż ziarnko prawdy? Myślę, że powinniśmy pokazać tę wiadomość policji, tak na wszelki wypadek. A jeśli ktoś rzeczywiście próbuje mnie nękać, to też należy zgłosić, prawda?

Jake myślał, że już nigdy nie będzie musiał mieć do czynienia z policją – a w każdym razie taką miał nadzieję. Funkcjonariuszka przydzielona do opieki nad ich rodziną, Jody, była miłą kobietą, ale krępowało go to, że tak dużo z nimi przebywała, czuła się u nich jak u siebie w domu i nieustannie zadawała im pytania. Jednak był jej wdzięczny, bo mimo wszystko bardzo pomogła Zoe i Harleyowi, podczas gdy on – musiał to przyznać – nie był w stanie tego zrobić.

– W porządku – zgadza się. – Możemy pójść na posterunek jutro wcześnie rano, przed moją pracą.

Zoe kręci głową.

– Nie, pójdę sama. Dam sobie radę. Jeśli to rzeczywiście żart, dlaczego mielibyśmy pozwolić tej osobie, żeby wywracała nasze życie do góry nogami? Musisz wrócić wcześniej do domu na kolację z Melanie, więc nie możesz się spóźnić do pracy.

– Okej. Tylko zadzwoń do mnie od razu po spotkaniu z nimi i daj znać, co powiedzieli. – Jake czuje się z tym okropnie, ale wie, że Zoe ma rację i że sobie bez niego poradzi. Jest niezależna i uparta, czasami aż za bardzo. Może i miała chwilę słabości, ale do rana weźmie się w garść. Mimo wszystko Jake oferuje jej słowa wsparcia. – Przejdziemy przez to razem, Zoe. Tak jak daliśmy radę wcześniej.

Ledwie.

Gdy wypowiada te słowa, czuje, jak jego myśli próbują zboczyć na inny tor. Na coś, o czym nawet nie pozwala sobie myśleć.