Jak przejść przez rozmowę kwalifikacyjną know-howTekst

Oznacz jako przeczytane
Jak czytać książkę po zakupie
Czcionka:Mniejsze АаWiększe Aa


© Copyright by Kamila Lis & e-bookowo

Projekt okładki: e-bookowo

Foto na okładce: bialasiewicz (envato.com)

Skład: Katarzyna Krzan

ISBN: 978-83-8166-139-3

Wydawca: Wydawnictwo internetowe e-bookowo

www.e-bookowo.pl

Kontakt: wydawnictwo@e-bookowo.pl

Wszelkie prawa zastrzeżone.

Kopiowanie, rozpowszechnianie części lub całości

bez zgody wydawcy zabronione

Wydanie I 2020

Wstęp

Kochani, jeśli poszukujecie pracy, a po kolejnych rozmowach kwalifikacyjnych Wasza mina to jeden wielki znak zapytania, który można zatytułować: „co autor miał na myśli”, chciałabym ułatwić Wam trochę tę dość żmudną ścieżkę, jaką jest często przebrnięcie przez rozmowę kwalifikacyjną. Kiedyś sama nie rozumiałam, czego rekruterzy właściwie ode mnie chcą. Stało się to dopiero jasne, kiedy sama stanęłam po drugiej stronie, przebijając się przez kursy z zakresu zarządzania zasobami ludzkimi. Dlatego chciałabym podzielić się z Wami swoimi doświadczeniami na ten temat i trochę rozjaśnić Wam reguły tej gry.

Poszukiwanie pracy to może być koszmar, mówię to z pełną świadomością jako doświadczony poszukiwacz pracy, jakim byłam parę lat temu. Swego czasu przeszłam przez mnóstwo rozmów kwalifikacyjnych, których część kończyła się niepowodzeniem, a część ofertą zatrudnienia. Przez lata praktyki niestety niewiele wynosiłam z tych doświadczeń i wciąż nie potrafiłam wywnioskować, o co w nich tak naprawdę chodzi, dlaczego zadają mi te wszystkie dziwne pytania i co im się nie podobało w moich odpowiedziach, że mnie odrzucono. Tym bardziej, że rzadko kiedy – a skłonna byłabym powiedzieć, że prawie nigdy – dostajemy feedback z informacją, co poszło nie tak i czego zabrakło. W ten sposób trudno zrobić jakiś progres, prawda? W Internecie również niełatwo było znaleźć mi odpowiedzi na dręczące mnie pytania, strony z różnymi forami na temat rekrutacji były raczej zapełnione równie rozżalonymi i nie rozumiejącymi systemu kandydatami. Pieniądze topnieją, desperacja rośnie, najbliżsi mają pretensje – coraz mniej w takiej sytuacji jest chęci do próby jej zrozumienia, a coraz więcej niechęci, agresji czy wręcz nienawiści wobec rekruterów i ich „idiotycznych pytań”, prawda?

Jeśli znajdujesz się właśnie w tej niekomfortowej sytuacji i targają Tobą podobne negatywne emocje – postaraj się odłożyć je na bok. I właśnie będzie to Twój pierwszy krok do poprawnego przebrnięcia przez następną rekrutację – gdyż kontrola negatywnych emocji powinna być zawsze naszym punktem wyjścia.

Idealizm vs. realizm.

Nasze wyobrażenie o sobie
a rzeczywistość

Młoda, wykształcona, dyspozycyjna. Bez doświadczenia, ale przecież szybko się uczę. Znam trochę angielski, powinno wystarczyć. Jestem pomysłowa i energiczna, dam radę. Tak mniej więcej myślałam o sobie, kiedy 10 lat temu wkraczałam na rynek pracy. Rzeczywistość szybko zweryfikowała moje wyobrażenia o nim, jak i o sobie samej. Co poszło nie tak? Obserwacje:

Brak kontaktów. Część moich znajomych ze studiów jeszcze w trakcie nauki zadbała o jakieś znajomości, dzięki którym mieli ułatwiony start na rynku pracy. Nie da się zaprzeczyć, że jest to bardzo przydatny aspekt, nie tylko podczas poszukiwania pracy, ale w ogóle w życiu. Możliwe, że ten moment przespałeś i żyłeś z dnia na dzień w myśl „jakoś to będzie”. Niektórzy szczęśliwcy mieli o tyle ułatwiony start, że rodzice obsadzali ich na stanowiskach w firmach, w których sami pracowali, system stary jak świat – tu można mieć żal do losu, jeśli nam takich „ustawionych” rodziców poskąpił. Ale czy ma to sens? Życie rządzi się brutalnymi regułami i nie jesteśmy w stanie „przeskoczyć” niektórych faktów. Zawiść w stosunku do koleżanek i kolegów, którzy dostali pracę bez problemów, bo mieli kogoś, kto o nich zadbał – to ani ich wina, ani zasługa. Chociaż pewnie, rozumiem, że możemy czuć się rozgoryczeni, kiedy znajdujemy się w krytycznej sytuacji i nikt nam nie chce pomóc. Każdy przechodzi takie emocje inaczej i nie zawsze potrafi nimi skutecznie zarządzać. Niestety nasz negatywny stan emocjonalny może „przebijać” i zostać wyczuty przez rekrutera w przypadku interview – ale o tym w kolejnym rozdziale. Chciałam tylko poradzić – jeśli jeszcze studiujesz i nie przespałeś swojej szansy na załapanie pierwszych kontaktów mogących pomóc Ci w rozpoczęciu drogi zawodowej, rozejrzyj się i słuchaj ludzi. Może jeszcze uda Ci się w czasie studiów nabyć jakieś znajomości bądź możliwość praktyki, które będą wstępną fazą do późniejszej pierwszej pracy. Jeśli ten moment już jest za Tobą i stoisz przed pustą drogą, bo Twoi znajomi pracują, a Ty nawet nie wiesz, do kogo możesz wysłać CV, musisz po prostu zacząć działać. Zbudować od zera swoją bazę danych, dotyczącą potencjalnych możliwości pracy i po prostu zacząć szukać – im szybciej tym lepiej. Musisz zdobyć też pewną świadomość na temat rynku pracy i możliwości, jakie na nim masz.

Brak rozeznania w rynku pracy, który rządzi się swoimi specyficznymi prawami. A warto je znać. Niektóre zawody nie przekroczą nigdy pewnego pułapu zarobków, niektóre stanowiska, jakie Ci się marzą mogą być trudno dostępne ze względu na ograniczoną ilość etatów i tak dalej. Jeśli nie interesowałeś się wcześniej tym tematem, ważne, żebyś sobie uświadomił, z czym się mierzysz. Wiesz, co chcesz robić w życiu, ale nie możesz znaleźć pracy na danym stanowisku? Albo nie wiesz, co chcesz robić i nie wiesz, czego szukać? Niektórzy długo nie potrafią określić swojej ścieżki zawodowej, którą chcieliby podążać. Ja zazdroszczę tym, którzy całe życie wiedzieli, co chcą robić i się w tym spełniają do dzisiaj– posiadanie pasji i realizowanie jej na bieżąco zdecydowanie pomaga nam pokonywać przeszkody i osiągać cel. Jednak, nie ukrywajmy, nie wszyscy posiadamy „pasje” i nie ma żadnego obowiązku, żeby takowe mieć. A wtedy trzeba sobie poradzić w inny sposób – metodą prób i błędów. Nikt Ci nie zabrania próbowania różnych dróg, nie każdy musi mieć jasno wytyczoną ścieżkę od A do Z. Możesz eksperymentować z różnymi formami zatrudnienia i szukać tego, które Ci odpowiada najbardziej, od freelancingu, umowy o dzieło po etat w różnych sektorach – nie musisz odrzucać jakiejś szansy tylko dlatego, że „nie tak to sobie wyobrażałeś”. Przykładowo – szukasz etatu w konkretnej firmie, ale nie możesz go dostać i czekasz miesiącami na telefon, w międzyczasie trafia Ci się opcja pracy w sklepie na zasadzie zlecenia – czemu nie? Ważne, żeby być aktywnym, żeby próbować, bo każde doświadczenie jest cenne i czegoś uczy. Ale decyzja oczywiście należy do Ciebie.

Dysproporcja na linii idealizm vs. realizm. Nasze wyobrażenia o rynku pracy często niestety kłócą się z rzeczywistością, zwłaszcza, jeśli dopiero na ten rynek wchodzimy i nie wiemy o nim za wiele. Bardzo ważnym jest to, żeby dokształcać się we własnym zakresie z bieżącej sytuacji, w jakiej znajduje się rodzimy rynek pracy. Mamy Internet, a w nim większość potrzebnych nam do tego informacji. Chodzi o ich rzetelne sprawdzanie, a nie bazowanie na wiedzy opartej na chwytliwych nagłówkach typu: „branża hotelarska upada”, czy „prawnicy w tym roku będą mieć ogromne problemy”, gdyż już samo sformułowanie tytułów świadczy o chęci wywołania sensacji, a nie wzbogacenia nas w rzetelną wiedzę. Jeśli Twoim marzeniem jest praca na określonym stanowisku, ale nie masz na jego temat za wiele informacji, poza własnymi wyobrażeniami – należałoby skonfrontować je z faktami. Jeśli znasz kogoś, kto działa w danej branży – zasięgnij języka, jak naprawdę wygląda taka praca, poszukaj informacji o zarobkach i tego, jak pensje różnią się od siebie w zależności od wielkości miasta i regionu, podejdź do tematu świadomie. Może się okazać, że miałeś mylne wyobrażenie na temat swojej „wymarzonej pracy”, a realia nie mają z nim nic wspólnego. Popełniłam ten błąd, że zawzięłam się na konkretny zawód, bez zaczerpnięcia konkretnych informacji na jego temat i ślepo brnęłam do zrealizowania swoich aspiracji, co sprawiło mi więcej problemów, niż satysfakcji i spełnienia.

Oto, dlaczego:

– trudno o etat. Nie miałam pełnej świadomości, że na dane stanowisko jest bardzo dużo chętnych, a mało miejsc. Wyobraź sobie: chcesz zostać nauczycielem historii w mieście, w którym kończyłeś studia. Ale w tym mieście jest w sumie 15 szkół podstawowych i ponadpodstawowych, natomiast Twój kierunek studiów kończyło razem z Tobą 130 innych absolwentów, z czego większość z nich także ostrzy zęby na posadę historyka. Rok wcześniej również kolejnych 130 absolwentów tego kierunku musiało się rozjechać po kraju w poszukiwaniu pracy, a w następnym roku przybędzie 130 następnych – no, może 70, jeśli weźmiemy pod uwagę niż demograficzny – i te osoby też by chciały w tych szkołach pracować. Natomiast obecnie tam pracujące panie nauczycielki są w większości przypadków w kwiecie wieku i trzymają się świetnie. Pytanie: jak chcesz zrealizować swój plan?

– wysokość pensji. Żyłam złudzeniami, że każda praca popłaca – i że każda zapewni możliwość podstawowego utrzymania. Kolejny błąd. Kwestie zarobków zmieniają się dość szybko w zależności od kondycji rynku, ale jeśli chcesz być na bieżąco, dowiedz się jak najszybciej, na jakie wynagrodzenie możesz liczyć w swoim „wymarzonym zawodzie” i jaki jest pułap zarobków. Niektóre zawody ewoluują w miarę lat i doświadczenia – programista może i na początku też nie będzie zarabiał kokosów, ale w miarę pogłębiania doświadczenia i umiejętności jego wypłata będzie rosła. Czy Twoja grupa zawodowa też może liczyć na takie awanse? Czy raczej możesz się spodziewać, że wylądujesz raz na danym stanowisku za najniższą krajową i… tak do emerytury. Oczywiście nie musi Ci to przeszkadzać i to nie jest nic złego – każdy ma swoje indywidualne oczekiwania i potrzeby i nie powinny podlegać one wartościowaniu. Ale, jeśli masz konkretne oczekiwania w stosunku do swoich zarobków – lepiej na trzeźwo zweryfikuj, na ile możesz liczyć, a potem… bierz albo się przebranżawiaj.

 

– brak możliwości rozwoju. Hermetyczne środowisko i te same obowiązki dzień w dzień. Jeśli ktoś lubi, to ok. Może ktoś inny liczy na więcej. Zastanów się, czego oczekujesz od swojego stanowiska pracy i zweryfikuj, czy wyobrażenia pokrywają się z rzeczywistością i czy na pewno tak chcesz żyć następnych kilka… naście lat?

Może zabrzmi to jak banał, ale powinniśmy mieć świadomość tego, kim jesteśmy. A żeby wiedzieć, kim jesteśmy, musimy dobrze znać siebie. Żeby dobrze znać siebie, musimy przejść z samym sobą wiele trudnych chwil i doświadczeń, które nam będą uzmysławiać nasze słabości, jak i te mocne strony oraz to, czego tak naprawdę oczekujemy od życia. Musimy gromadzić doświadczenia – nie tylko te zawodowe – ale życiowe w ogóle. Powinniśmy być obserwatorami świata, ludzi i nas samych, a wtedy z czasem coraz łatwiej będzie nam odnajdywać się w otaczającej nas rzeczywistości. Nie wypierajmy przykrych i traumatycznych doświadczeń, bo one właśnie najbardziej nas kształtują i pokazują, na co nas stać. Nie zawsze nam się udaje, nie zawsze stajemy na wysokości zadania, ale nie załamujmy się porażkami, bo są one nieodłączną częścią życia wszystkich nas. Starajmy się jak wyciągać najwięcej wniosków i uczyć się na własnym życiu. Chodzi o to, żebyśmy wiedzieli, że każda cząstka nas samych jest wartościowa. I nie musimy łamać sobie głowy, że jeśli jesteśmy słabi z matematyki to nigdy nie zarobimy takich pieniędzy, jak samodzielna księgowa czy Data Analyst w korporacji X. Musimy poszukiwać tego, w czym jesteśmy dobrzy i wykorzystywać to do budowania kariery zawodowej. Nie każdy musi być mistrzem Javy i nie dlatego, że jest leniwy i nie chce mu się uczyć – tylko dlatego, że każdy z nas ma inaczej ukształtowany mózg i różne zalety. Wciskanie się na siłę w ramy, w które nie pasujemy tylko po to, żeby „pasować do środowiska” może obrócić się przeciwko nam i skończyć frustracją. Wachlarz profesji jest dzisiaj tak szeroki, że z pewnością każdy z nas z czasem może znaleźć w nim coś dla siebie i stać się w tej dziedzinie ekspertem – niekoniecznie od razu w wieku 20+. Każdy ma swój rytm i swoją indywidualną drogę, ważne, żeby nie dać się nikomu zdołować, zmanipulować, pozwolić się spisać na straty, bo „ty pięć lat nie pracowałeś, już nic z ciebie nie będzie”. Nie! Szukaj i próbuj. Pozwól sobie na chwilę przerwy, jeśli masz dość – nie musisz być w obiegu cały czas.

Pozwoliłam sobie na powyższy krótki „kołczowy” przerywnik, teraz chciałam wrócić do punku, od którego zaczęłam ten rozdział, czyli „Jestem młoda, wykształcona, i tak dalej”. Do czego zmierzam – nie zawsze wiemy, kim jesteśmy, jakie są nasze mocne strony i to może być pewnym utrudnieniem w poszukiwaniu odpowiedniego stanowiska i otrzymania go. Często sami nie mamy pełnej świadomości, jakie są nasze możliwości, w czym jesteśmy dobrzy, a w czym słabsi. Jeśli nie spojrzymy na siebie realnie, stając z boku, oceniając obiektywnie naszych umiejętności, będzie nam trudniej dopasować się do rynku pracy i oczekiwań potencjalnego pracodawcy.

Przykład: jakieś osiem lat temu byłam na rozmowie kwalifikacyjnej na specjalistę ds. marketingu do pewnej firmy. Byłam przekonana, że moja świeża głowa i świetne pomysły na pewno mi pomogą, w końcu to nic takiego. Na tę rozmowę trzeba było przynieść przygotowany przez siebie krótki wstępny plan marketingowy, jak rozbujać sprzedaż czegoś tam. Znalazłam u siebie tę listę na starym dysku po tych ośmiu latach. No cóż… czytając ją byłam naprawdę zażenowana samą sobą. To, co tam wówczas powypisywałam świadczyło tylko o tym, że w ogóle nie miałam bladego pojęcia, na czym polega marketing (nie pracowałam wcześniej nigdy jako marketingowiec, wykonywałam natomiast pewne prace promocyjne na rzecz poprzednich stanowisk pracy, ale nie były one bardzo wymagające).

Wtedy, tych osiem lat temu, myślałam o sobie, że byłabym wymarzonym kandydatem na takie stanowisko. Pamiętam, że towarzyszyło mi uczucie gorzkiego rozczarowania, gdy nie oddzwoniono do mnie z feedbackiem w sprawie moich pomysłów marketingowych. Dzisiaj już mam tę świadomość, że wówczas nie byłam kompetentną osobą, by pełnić taką funkcję – co nie znaczy, że nie nadawałabym się na tę posadę dzisiaj. Tylko że dzisiaj ja już nie chciałabym ani nie miałabym żadnego interesu, żeby pracować w tamtym miejscu. Zatem mogę dziś śmiało przyznać się do swojego błędu względem swoich oczekiwań na rynku pracy. Nie chcę zostać źle zrozumiana – nie namawiam w ten sposób do chwytania się za najgorzej opłacane i najmniej ambitne stanowisko, skoro nikt nas nie chce przyjąć na to wymarzone. Ale, żeby z większym dystansem i pokorą patrzeć na siebie i próbować zrozumieć – tu się już będę powtarzać – swoje mocne strony, jak i swoje limity.

Бесплатный фрагмент закончился. Хотите читать дальше?