Na szczycie. Nieczysta graTekst

Oznacz jako przeczytane
Jak czytać książkę po zakupie
Czcionka:Mniejsze АаWiększe Aa

– Panna młoda nam się troszkę wzruszyła – powiedział do mikrofonu pastor.

Sed pocałował mnie w czoło i pogładził po policzku. Spojrzałam na Simona, który też miał łzy w oczach… Nie no, kurwa mać! Obejrzałam się na Treya, a ten to samo. Wzięłam mikrofon do ręki i głośno powiedziałam:

– Możecie przestać płakać, do cholery?!

Wszyscy w altanie ryknęli śmiechem, więc i ze mnie zeszły emocje. Roześmiałam się i poczułam tak szczęśliwa jak nigdy wcześniej.

– Już w porządku? – zapytał cicho Sedrick i dopiero teraz doleciał do mnie zapach alkoholu. Już rozumiałam, dlaczego był spokojny i opanowany. Chlapnął sobie z chłopakami przed ceremonią. No wiecie co!

– Gdybym wiedziała, też bym wypiła więcej szampana – odpowiedziałam, mrużąc oczy, bo było to dość niepoważne z jego strony.

– Inaczej nie dałbym rady, mała. Nie strzelaj fochów, bo nawet jeszcze nie zostałaś moją żoną – odpowiedział z typową dla siebie ironią i uśmiechnął się tak, jak tylko on potrafił, po czym chciał pocałować mnie w usta.

– Jeszcze nie, panie Mills! – Odsunęłam się. – Dopiero po ślubie – dodałam i także się drwiąco uśmiechnęłam. Czułam, że Sed tak się upije, że będę go do domu ciągnąć za nogę.

– No to na co czekasz? Pastorze, możemy zaczynać. – Puścił mnie i odwrócił nas w stronę ołtarza.

Wzięłam kolejny głęboki oddech, by się uspokoić. Nadal cała drżałam, ale przynajmniej nie chciało mi się już płakać. Pastor zaczął swoją standardową, jak to na ślubach, gadkę, ale ja go nawet nie słuchałam. Co chwilę zerkałam na Seda, który był tak uroczo podchmielony, że ledwo mogłam opanować śmiech. Starał się być skupiony i poważny, a to było takie zabawne. Erick widział moje rozbawienie i puścił mi oczko. Sam nie był w lepszym stanie. Odwróciłam się i zerknęłam na Treya, który w ogóle miał zamknięte oczy i lekko się kiwał. No, kurwa, pięknie. Pan młody i dwóch świadków narąbanych jak meserszmity, a my jeszcze nawet przysięgi nie złożyliśmy.

Gdy w końcu przyszła ta chwila, modliłam się w myślach, by Sed nie zapomniał słów. Każde z nas ułożyło przysięgę samo i ja swoją znałam na pamięć, ale nabrałam obaw, że jego stan… Popatrzyłam na niego, a on uśmiechał się głupkowato. Na pytanie, czy ktokolwiek zna powody, by nasze małżeństwo nie zostało zawarte, wstrzymałam oddech. Nie miałam pojęcia dlaczego. Na szczęście chłopcy odpuścili sobie głupie żarty i żaden się nie odezwał. Chyba dostałabym zawału.

– Podajcie sobie dłonie – powiedział pastor, a ja ze zdenerwowania pomyliłam dłonie.

„Boże! Niech to się skończy” – błagałam w myślach. Wszyscy patrzyli tylko na nas, a mnie zabrakło języka w gębie. Pastor patrzył i dawał znać, bym zaczynała, a ja stałam jak kołek. Sed za to pokazywał, bym się uspokoiła, i ścisnął mnie delikatnie. Po chwili puściłam jego dłoń, wzięłam z poduszeczki obrączkę i byłam w stanie wsunąć ją na palec mojego ukochanego.

– Sedricku… – zaczęłam cichutko. Głos mi drżał, zresztą podobnie jak całe ciało. – Ślubuję ci, że nie będę dla ciebie jedynie żoną… – Patrzyłam mu prosto w oczy i znowu zebrało mi się na płacz. Boże, Reb, weź się w garść. To najważniejszy dzień twojego życia, a ty ryczysz, jakby to był pogrzeb, a nie ślub. – Ale także przyjaciółką, u której zawsze znajdziesz zrozumienie, która będzie patrzeć na świat z dystansem. Będę dla ciebie tą, która podzieli z tobą twoje pasje. Ofiarowuję ci całe swoje serce i głowę pełną myśli o tobie oraz całą siebie, ze swoimi wadami i zaletami. – Po tych słowach Sed uśmiechnął się szeroko. On chyba nie widział we mnie żadnych wad. – Oddaję ci po prostu całą swoją bezwarunkową miłość. Będę cię wspierać, kiedy ciemne chmury trosk przysłonią słońce naszego szczęścia, obiecuję ci ciepło w zimne dni, ufność i zdolność przebaczenia. Oddaję ci serce z miłości. Tylko ciebie miłuję i nie cofnę nigdy tego, co ci dzisiaj ślubuję. Przysięgam, biorąc na świadka Boga i wszystkich tu obecnych, że uczynię cię najszczęśliwszym z ludzi, na zawsze… – Ostatnie słowa to prawie szept. Kwiliłam cichutko, patrząc na niego. Doskonale wiedziałam, że miał ochotę mnie objąć i przytulić, ale musiał jeszcze chwilę poczekać. Usłyszałam od strony ławek ciche łkanie Jess i Jenn. O matko! Nawet tam nie patrzyłam, by się nie popłakać.

– Sedricku, teraz ty. – Pastor uśmiechnął się i kiwnął głową w jego stronę.

Sed wziął moją obrączkę i szybko założył mi ją na palec, ściskając mocno moją dłoń. Och! Teraz byłam już tylko jego.

– Maleńka… – zaczął głośno i pewnie. Zazdrościłam mu tego opanowania. – Ślubuję ci zastąpić twojego Anioła Stróża, gdy ten będzie chciał wziąć urlop, kiedy będzie załamywał nad tobą ręce i skrzydła, ja wtedy będę… – W gardle stanęła mi jedna wielka gula. Myślałam, że wypowiedzenie własnej przysięgi to ogromne przeżycie, ale to… – Mnie nigdy nie zabraknie sił. Podam ci rękę, gdy będziesz tonęła, stanę twarzą w twarz, oko w oko z twoim wrogiem, nigdy nie będę się bać. – Kąciki ust mi zadrżały. Zaczęłam płakać, bo doskonale wiedziałam, o czym mówił. Boże, on tak mnie kochał. – Gdy wieczorem po ciężkim dniu zechcesz spać, ja wtedy będę odstraszać złe sny i szeptać ci czule do ucha: Nie bój się, śpij spokojnie, ja tu jestem, ochronię cię od wszelkiego zła. Ślubuję ci prawdę, tak piękną i tak zwyczajną, tę w słońcu i w deszczu. Prawda jest mocą, najważniejszą potęgą, niech prawdą będzie wypełnione nasze życie… – Skończył i nie wytrzymał. Przyciągnął mnie do siebie, pocałował w dłoń, na którą właśnie włożył mi obrączkę, i objął z całych sił. Dopiero teraz czułam, że on także drżał. To mój Sedrick. Szczery, kochany i najlepszy na całym świecie.

– Kocham cię… – wyszeptałam i podniosłam głowę, by spojrzeć prosto w jego cudowne szmaragdowe oczy.

– Ja ciebie też, maleńka. – Sedrickowi zadrżał głos, a po chwili spojrzał na pastora, czekając na to jedno zdanie.

Pastor uśmiechnął się szeroko.

– Strasznie im się śpieszy! – Rozbawiony rozejrzał się po gościach i dodał po chwili: – Ogłaszam was mężem i żoną. Możesz pocałować panią Mills, Sedricku!

– No nareszcie! – Sed nie czekał ani sekundy dłużej. Oderwał mnie od ziemi i mocno pocałował. To była jego obietnica, przepełniona miłością i pragnieniem.

Objęłam go i odwzajemniłam nasz pierwszy małżeński pocałunek. Gdzieś w tle usłyszałam wybuchy radości i oklaski, ale to nie miało dla mnie znaczenia. Najważniejsze było to, że całował mnie mój mąż.

– Jesteś mój – jęknęłam w jego usta, uśmiechając się szeroko.

– Od zawsze i na zawsze, maleńka. – Przygryzł moją wargę i ledwo udało nam się pohamować przy tych wszystkich ludziach.

– Ej, możecie już skończyć? Jeszcze wesele musi być! – Usłyszałam głos Simona stojącego niedaleko z małą Charlotte na rękach.

Oboje z Sedem spojrzeliśmy w stronę gości, wszyscy uśmiechali się szeroko i szczerze. To była najcudowniejsza chwila mojego życia.

– Przedstawiam wam panią Rebekę i Sedricka Millsów! – zakończył pastor, a Sed niespodziewanie chwycił mnie na ręce i pocałował ponownie, po czym ruszył środkiem do wyjścia z altany.

– Jeszcze prezenty i życzenia! – krzyknął za nami Erick.

– Każ wszystkim iść do ogrodu, my wrócimy za… – Sed spojrzał na mnie, a ja dyszałam z pragnienia, podniecenia i szczęścia. – Będziemy, jak wrócimy! – dodał i skierował się w stronę domu.

Pomachałam Erickowi i wszystkim gościom, którzy patrzyli w naszą stronę.

– Sed, a wypada tak? – zapytałam.

– To nasz ślub i nasze wesele. Nam wszystko wypada, maleńka. – Jednym ruchem przerzucił mnie sobie przez ramię, a ja pisnęłam i klepnęłam go w tyłek.

„Boże! Zaraz będę kochać się z moim mężem i nie mogłam się tego doczekać” – myślałam podekscytowana.

Minęliśmy namiot, w którym miało się odbyć wesele, i skierowaliśmy się w stronę parkingu.

– Nie idziemy do domu? – spytałam.

Wisiałam na jego ramieniu jak lalka, ale przynajmniej mogłam podziwiać jego cudowny tyłek i nie przepuściłam okazji, by mu dać kolejnego klapsa.

Sed zaśmiał się głośno i oddał mi z jeszcze większą siłą, dodatkowo ściskając mój pośladek.

– Nie. Mam ochotę na coś innego… – odpowiedział tajemniczo.

– Nie poczekamy do nocy poślubnej?

Usłyszałam, że znowu się śmieje, patrząc na mnie przez ramię.

– Mała, czy ty masz świadomość, co się dzieje w moich spodniach od momentu, w którym cię zobaczyłem przed ołtarzem?

– Widziałam! – Także się roześmiałam i znowu klepnęłam go w tyłek.

– Więc właśnie dlatego musimy się udać na stronkę, bym mógł jakoś wytrzymać te weselne dyrdymały.

– I gdzie to zrobimy? – Byłam bardzo ciekawa, co wymyślił mój szalony mąż. Tak! Boże, to był mój mąż.

– W domu jest za dużo ludzi, więc zostaje nam limuzyna… – Właśnie do niej podszedł i postawił mnie delikatnie na kostce brukowej. – Wsiadaj, mała, i zadzieraj kiecę! – dodał i uśmiechnął się bezczelnie, strzelając mi kolejnego klapsa w tyłek. Nie mogłam opanować śmiechu i zapiszczałam. Był cudownie seksowny w tym garniturze, ale to nadal mój Sed. Zboczony menedżer zespołu rockowego, który miał w sobie więcej z gwiazdy rocka niż z eleganckiego biznesmena. Wskoczyłam na tylne siedzenie, a on wparował zaraz za mną.

– I co teraz? – zapytałam i prowokacyjnie podciągnęłam suknię, by widział moją bieliznę i podwiązkę.

Oczy Sedricka błyszczały, jakbym między udami miała diamenty, a nie cipkę. Oblizał usta i od razu chwycił mnie, rozkładając szerzej moje nogi. Sam ukląkł na podłodze i poluźnił krawat oraz zrzucił marynarkę.

– Najpiękniejsza panna młoda… – Zaczął całować moją nogę od stopy aż do złączenia pończoch ze skórą i mruczał przy tym seksownie.

Próbowałam zapanować nad pragnieniem rzucenia się na niego, więc opierałam się na łokciach i patrzyłam, jak obcałowuje moją drugą nogę. Nie mogłam oderwać wzroku od tego pięknego faceta, który zaraz miał zafundować nam nasz pierwszy małżeński seks. Zapewne szybki numerek, bo goście czekali, ale mieliśmy przecież całe życie, by się sobą nacieszyć. Każdego dnia będę dziękować Bogu, że było nam dane się spotkać. Sedrick był wyjątkowy w każdym znaczeniu tego słowa. Pomijając jego powalającą urodę i styl bycia, który doprowadzał kobiety do szaleństwa, był taki… Aż trudno opisać, bo słowa: dobry, czuły, opiekuńczy, kochany to za mało, by wyrazić, jaki naprawdę był Sedrick Mills. Był najlepszym człowiekiem, jakiego znałam. On sprawiał, że się uśmiechałam i chciałam być lepsza. Pragnęłam być matką jego dzieci, a do niedawna przecież nawet nie chciałam ich mieć. To Sed pokazał mi, że należy walczyć o to, co się kocha, na czym nam zależy. Pokazał, że ja też potrafię kochać i być kochana. Nauczył mnie tego. Nauczył mnie żyć, kochać… pieprzyć się.

 

– Jesteś najcudowniejszy, Sed. Tak bardzo cię kocham… – Wróciłam myślami na ziemię, bo mój mąż właśnie miał zamiar się ze mną pieprzyć. Ściągnął mi majtki i położył je na skórzanej sofie limuzyny, po czym zsunął mnie na skraj siedzenia i rozłożył szeroko moje nogi.

– Ja ciebie też, żonko – odpowiedział ewidentnie zadowolony i chyba lekko rozbawiony, po czym pocałował mnie dokładnie tam, gdzie potrzeba.

– Mamy czas na takie zabawy? – spytałam i od razu zaczęłam się kręcić, bo to takie cholernie trudne, leżeć nieruchomo.

– To nasz dzień, mała, wszystko nam dziś wolno… – odpowiedział i wsunął we mnie język, mrucząc przy tym seksownie.

Zamknęłam oczy i opadłam plecami na siedzenie, jęcząc głośno. Boże, uwielbiałam, jak to robi. Uwielbiałam jego język, jego palce, jego penisa… Nie było ani jednej rzeczy, której bym w nim nie uwielbiała. Nawet kiedy był zaborczym, zazdrosnym dupkiem, to go uwielbiałam.

– Och, Boże! – Przygryzłam mocno wargę, by nie być za głośno. Kręciło się tu mnóstwo osób i mimo przyciemnianych szyb w limuzynie miałam wrażenie, że wszyscy nas widzą, a co najmniej słyszą. – Sed, zablokowałeś drzwi? – Dyszałam ciężko, próbując zachować ostatnie trzeźwe myśli. Jeśli ktoś nam tu zaraz wparuje, to spłonę ze wstydu.

– Oj, nie myśl teraz o tym, mała! – odpowiedział i włożył we mnie jeden palec, zaraz potem drugi i strzelił mi najszybszą palcówkę mojego życia. A w dupie z tymi wszystkimi ludźmi. Puściły mi hamulce i krzyczałam głośno, gdy dochodziłam przy pierwszych ruchach jego palców. Sedrick językiem pieścił łechtaczkę i gdy osiągnęłam orgazm, zassał ją mocno, a ja aż podskoczyłam na siedzeniu. Łzy trysnęły mi z oczu, soki trysnęły mi z cipki, a on nie przestawał. Jak tak dalej pójdzie, to się normalnie odwodnię. Jezu, Reb, o czym ty myślisz? Mąż ci właśnie robi dobrze, a ty się zastanawiasz nad takimi rzeczami. Gdy wsunął we mnie trzeci palec, głupie myśli odeszły w zapomnienie. Nie byłam w stanie skupić się na niczym innym oprócz tego, co właśnie robił mi Sed. Masował mnie szybko, nadal liżąc, a gdy widziałam, że sięgnął dłonią do swojego rozporka, zaczęłam jeszcze bardziej drżeć z niecierpliwości. No co? Uwielbiałam jego penisa, to nic złego. Mogłam to nawet wykrzyczeć całemu światu. Uwielbiałam fiuta swojego męża! I właśnie poczułam, jak pocierał nim o moją cipkę, więc krzyczałam, podsuwając się do pozycji półsiedzącej. Całowałam go namiętnie i objęłam za szyję, a sama zsunęłam się z siedzenia i popchnęłam Seda tak, że usiadł na podłodze limuzyny, opierając się plecami o siedzenie.

– Och, skarbie, aleś ty napalona! – Posłał mi ten bezczelny uśmiech, który prawie zawsze mnie onieśmielał, ale nie tym razem.

Postawiłam nogi po obu stronach jego bioder i zadarłam sukienkę, opadając wprost na jego sterczącego, twardego penisa. Zrobiłam to szybko, bo nie mogłam się opanować.

– Boże, moja żona jest wyuzdana! – jęczał zadowolony i chwycił mnie w pasie, dociskając do siebie jeszcze mocniej.

Trudno mi było zapanować nad tymi wszystkimi odczuciami.

– Sam mnie tego nauczyłeś, mężu! – Oblizałam usta i zaczęłam się poruszać, ujeżdżając go. Boże, co za cudowne uczucie.

– No to pokaż, jaki ze mnie dobry nauczyciel, żonko. Zerżnij mnie, jak tylko chcesz… – Rozłożył ręce na boki, dając do zrozumienia, że mogę z nim zrobić, co tylko zechcę.

– Och, teraz to tylko mały przedsmak tego, co zafunduję ci w nocy, panie Mills. – Nachyliłam się i całowałam go namiętnie, ujeżdżając jak szalona.

Sed przygryzł moją wargę i chwycił mnie za pośladki, pomagając poruszać się jeszcze szybciej.

– Będę cię pieprzył, skarbie, do końca życia… – jęczał w moje usta i próbował dobrać się do moich piersi, ale nie chciał rozerwać delikatnego materiału koronki, więc musiał obejść się smakiem.

– Do końca życia, skarbie – powtarzałam za nim i całowałam go ponownie, nadziewając się na niego do samego końca. Mój orgazm po chwili przyszedł, więc szczytowałam, głośno krzycząc i wijąc się, przytrzymywał mnie i unieruchamiał, a sam zaczął wbijać się głęboko i szybko w moją cipkę. Och, Boże, to się nigdy nie skończy. Ja i on – już na zawsze. Z nikim nie będzie nam lepiej. Nikt nie był w stanie pokochać go bardziej niż ja i nikt nie był w stanie pokochać mnie bardziej niż on.

Przy kolejnym pchnięciu poczułam, jak Sed zaczął dochodzić, dodatkowo dociskał mnie do siebie z całej siły, a ja całowałam go w usta. Jęczał i klął, gryząc moją wargę, a ja z dziką satysfakcją poruszałam się delikatnie, by sprawić mu jeszcze większą przyjemność.

– Ślubuję ci prawdę, tak piękną i tak zwyczajną, tę w słońcu i w deszczu. Prawda jest mocą, najważniejszą potęgą, niech prawdą będzie wypełnione nasze życie… – wypowiedział ochryple ostatnie słowa swojej przysięgi i patrzył na mnie tak, że uśmiechnęłam się szeroko.

Nie chciało mi się już płakać. Byłam najszczęśliwszą kobietą na całym świecie.

– Tylko ty możesz cytować przysięgę zaraz po tym, jak skończyliśmy się kochać – odpowiedziałam i wtuliłam się w jego ramiona.

– Będę ci to powtarzał codziennie, do końca życia, maleńka. – Wygładził mój lekko potargany kucyk i spojrzał mi prosto w oczy.

– Musimy się jakoś doprowadzić do porządku… – Wstałam z niego lekko i poczułam, jak wypłynęła ze mnie jego sperma. Wprost na spodnie Sedricka.

– Z chęcią się przebiorę i zdejmę z ciebie tę suknię… – Zaczął rozpinać mi guziczki na plecach i całować moją szyję.

Zaśmiałam się cicho i cmoknęłam go w czoło.

– Nie musimy iść do gości? – zapytałam, choć nie miałam ochoty stąd wychodzić. Mogłabym spędzić tu, na podłodze limuzyny, całe wesele, a nawet całe życie. Byle w jego ramionach.

– Eh, no musimy, ale ja i tak muszę się przebrać.

Zeszłam z niego i siadłam obok, a on objął mnie lekko ramieniem.

– Naprawdę prześlicznie wyglądasz, Rebeko – dodał i pocałował mnie w policzek.

– Chcę być taka tylko dla ciebie, Sed. – Nachyliłam się i pocałowałam go w usta. No nie mogłam się opanować.

– Kto wymyślił te durne wesela? Nie możemy po prostu jechać do domu skonsumować nasze małżeństwo jak należy, a potem od razu lecieć do Aspen i tam konsumować je dalej? – spytał pół żartem, pół serio, poprawił się w kroku, zapiął rozporek i spojrzał na plamę ze spermy na swoich garniturowych spodniach.

– Przemkniemy szybko do domu, bo ja też się muszę odświeżyć… – Sięgnęłam po swoje majtki i wsunęłam je na pupę, a Sed dalej pożerał mnie wzrokiem. Wygładziłam suknię, w tym czasie on włożył marynarkę i poprawił krawat.

– Masz drugą sukienkę na wesele? – spytał, odblokowując drzwi.

– Tak, mam, ale przebiorę się dopiero po dwunastej. A co? – Odwróciłam się i patrzyłam na niego, gdy otwierał mi drzwi.

– Ja chcę cię przebrać i ani mi się waż pozwolić, żeby ktoś inny niż ja ci pomógł, okej? – Posłał mi to przeszywające spojrzenie, które zawsze działało na mnie tak samo.

Uśmiechnęłam się i już nie mogłam się doczekać tej chwili, a to jeszcze tyle godzin. Cholera, no! Jak ja miałam wytrzymać jeszcze tyle czasu, pląsając i tańcząc ze wszystkimi? Faktycznie, wesela to taki durny wymysł. Wyszliśmy z limuzyny, a ja od razu zauważyłam stojących niedaleko: Simona, Treya i Ericka. Patrzyli na nas i mieli głupkowate uśmiechy.

– Sed, no wiesz co? Trzeba było chociaż do hotelu jechać, a nie dymać żonkę w limuzynie. Co wy, macie po szesnaście lat? – odezwał się zadowolony Simon i puścił nam oczko.

– Mieliśmy jechać, ale nie zdążyliśmy nawet ruszyć, a ja już go dopadłam… – odpowiedziałam i próbowałam się nie czerwienić. Wiedziałam, że będzie mi głupio, bo to oczywiste, po co tak szybko wyszliśmy ze ślubu.

– Taka się z ciebie tygrysica zrobiła, Reb?! – spytał żartobliwie Trey i zaczął poprawiać mi włosy.

– Odrobinkę… – Sed objął mnie ramieniem i pocałował w policzek.

– Teraz to wyglądasz nie jak tygrys, ale raczej jak rozczochrany koczkodan… – dodał Simon i zaśmiał się ze mnie.

Spojrzałam w szybę auta, które stało obok, i śmiałam się sama z siebie, no bo faktycznie byłam rozczochrana.

– Mój słodki, najcudowniejszy koczkodan! – wtrącił Sed, który też nie mógł opanować śmiechu.

– Oj, walcie się! – Trąciłam Simona, a Trey dalej walczył, by uratować moją fryzurę.

Sedrick objął mnie mocno i pocałował w usta. Teraz to już nie miało znaczenia, jak wyglądały moje włosy. W jego ramionach znowu zapomniałam o całym świecie, a przecież wesele już się zaczęło.

– Ej, przestańcie. Dopiero co pieprzyliście się w limuzynie! – Simon odciągnął mnie od Seda, który niechętnie puścił moje ramię.

– Przydałoby się, byś ty też kogoś przeleciał, bo cię chyba zazdrość zżera… – rzucił złośliwie mój mąż i machnął do swojego ojca, który do nas podszedł.

Gabriel wyglądał na szczęśliwego i pierwsze, co zrobił, to wziął mnie w ramiona.

– Moja najukochańsza synowa! – Pocałował mnie w oba policzki i przyglądał mi się uważnie.

– Mój najukochańszy teść! – Zaśmiałam się i uścisnęłam go mocno. Był cudownym ojcem dla Seda i Jess, będzie świetnym teściem i najlepszym dziadkiem. Nie miałam co do tego wątpliwości.

– Tato… – odezwał się Erick. Sed spojrzał na niego krzywo, dziwiąc się, że zwraca się tak do Gabriela. – Jessica coś mówiła? – zapytał z niewyraźną miną. Nie pogodzili się jeszcze?

– A, no właśnie. Chodź pogadać, Ericku. – Gabriel puścił mnie i objął swojego zięcia, po czym zniknęli za namiotem dla obsługi.

Spojrzałam na Seda, ale ten wzruszył ramionami, bo za bardzo nie wiedział, o co chodziło. Trey i Simon też patrzyli po sobie zaskoczeni.

– Jess świruje? – spytał Simon i wszyscy ruszyliśmy do głównego namiotu.

Nie słyszałam dalszej części rozmowy, bo właśnie zobaczyłam w tłumie gości moją matkę. Stanęłam jak wryta i patrzyłam na nią. Nie powiem, wyglądała naprawdę pięknie. Widać małżeństwo z tajemniczym Bobem jej służyło. Miała na sobie czarną, długą suknię na jedno ramię, prostokątną kopertówkę, włosy upięła do góry, a kilka luźnych pasm opadało jej na twarz. Byłam chyba zaszokowana takim wydaniem mojej matki. Nigdy nie widziałam jej w takiej eleganckiej wersji. Ona także mnie dostrzegła i ruszyła w moim kierunku, a ja uświadomiłam sobie, że przecież był tu dziś mój ojciec. Chwyciłam Seda za przedramię, by się zatrzymał. Może byłam wyrodną córką, ale nie cieszyłam się z tego, że przyjechała.

– Co tam, pani Mills? – spytał Sedrick, gładząc moją dłoń i bawiąc się obrączką, którą kilkanaście minut temu wsunął mi na palec.

– Twoja teściowa się zjawiła – odpowiedziałam cicho, widząc, że się zbliża.

Sed odwrócił się i zrobił taką minę, że miałam ochotę parsknąć śmiechem. Od razu objął mnie mocniej, jakby chciał mnie ochronić. Sztuczny uśmiech mojej matki, która właśnie do nas podeszła, prawie przyprawił mnie o mdłości.

– Córeczko! Synku! – Najpierw rzuciła się w moją stronę.

Sed puścił mnie i czułam, że zaraz powie jej kilka zdań.

– Cześć, mamo. Co tu robisz? – spytałam bezmyślnie. W końcu to mój ślub i wesele, więc w sumie co się dziwić, że przyjechała. Ale mogła mnie chociaż uprzedzić.

– No jak to: co? Przyjechałam cieszyć się twoim szczęściem! – odpowiedziała entuzjastycznie i pocałowała mnie w oba policzki. Skrzywiłam się, bo nie robiła tego od lat.

Sed dalej stał jak wryty i chyba zaniemówił.

– Byłaś na ślubie?

– Nie zdążyłam dojechać, ale na weselu będę tańczyć do białego rana! – Spojrzała na Sedricka, chwyciła go za dłoń, po czym zaczęła imitować jakiś durny, niby-elegancki taniec.

– Dzień dobry, Fiono! – Mój cudowny mąż odzyskał język w gębie i nawet ucałował matkę w dłoń.

O cholera! Zachciało mi się śmiać.

– Och, Sedricku, tak się cieszę, że wszedłeś do naszej rodziny! – wypaliła moja matka, a my popatrzyliśmy po sobie. Ona to miała tupet! Zupełnie nie wiedziałam, o czym miałam z nią rozmawiać. Przyjechała się tu lansować czy co? Najeść się i napić za darmochę?

– Miałaś już okazję rozmawiać z Jamesem? – spytał nagle Sed, a ja miałam ochotę go kopnąć. Nie wypadało mi jednak kopać męża na oczach tych wszystkich ludzi, więc uszczypnęłam go dyskretnie w tyłek, chyba z całej siły, a on ani drgnął. Uśmiechał się szyderczo i patrzył na reakcję mojej matki.

 

– Z kim? – spytała niczego nieświadoma matka, a ja wiedziałam, że będzie afera.

O rany, nie chciałam na to patrzeć. Sed nawet nie zdążył odpowiedzieć, gdy wszyscy usłyszeliśmy zza pleców:

– Ramona?! – głos mojego ojca.

O ja pierdolę! Wszyscy troje odwróciliśmy się jak na rozkaz. Sed uśmiechnął się szeroko, ja miałam ochotę uciec, ale moja matka chyba jeszcze bardziej. Zrobiła się blada jak ściana, a mój tata wcale nie prezentował się lepiej. Oboje wyglądali, jakby zobaczyli ducha.

– Może zostawmy ich samych – powiedział Sed, czując zapewne to samo, co ja.

Między tymi dwojgiem nadal był ogień i tyle niedokończonych spraw. Boże, oby z tego nie było jakiegoś dramatu. Ojciec ruszył w naszą stronę, patrząc jedynie na moją matkę. Ona też jakby widziała tylko jego.

– James… – pisnęła cicho, a on chwycił jej dłoń i delikatnie pocałował.

Oho! Trzeba się ewakuować.

– Nie miałem pojęcia, że tu będziesz – odpowiedział ojciec i spojrzał na mnie karcąco.

Że co? Przecież ja nie wiedziałam, że ona tu będzie. Nie no! Jak zawsze, moja wina.

– Mogę powiedzieć to samo… – Z twarzy mojej matki odpłynęła cała krew. Widziałam, jak ciężko oddycha, a tętnica na jej szyi omal nie wybuchła.

– No cóż, nie mogłem opuścić ślubu mojej córki. – Ojciec podkreślił fakt, że o wszystkim wiedział.

Matka zrobiła się jeszcze bardziej blada, mimo że nie wiedziałam, jak to możliwe, i nagle osunęła się na ziemię.

– Boże, mamo! – krzyknęłam i chciałam ją złapać, jednak Sed był szybszy. Uratował ją od gruchnięcia na drewniany podest i szybko zaniósł do domu. Ojciec pędził za nami jak poparzony, ale w progu zatrzymał mnie na chwilę.

– Dlaczego mi nie powiedziałaś? – warknął. Był chyba wściekły, zafascynowany i zakłopotany jednocześnie.

– Tato, ja nie wiedziałam, że ona będzie. Nie potwierdziła przybycia! – pisnęłam w obronie.

– Nie widziałem jej na ślubie. – Oparł się o framugę i oddychał głęboko.

Nie widziałam go jeszcze w takim stanie. Boże, on nadal ją kochał.

– Bo zjawiła się podobno dopiero przed chwilą. Tato, ja naprawdę nie…

– Wiem, Rebeko. – Objął mnie i pocałował w policzek. – Postaramy się nie zepsuć ci tego dnia. Obiecuję! – Uśmiechnął się lekko i popędził do pokoju, gdzie Sed zaniósł moją matkę.

Zemdlała! Kurwa mać! Zemdlała, widząc mojego ojca. No tego to jeszcze nie było. Byłam kompletnie rozbita i nie wiedziałam, co mam myśleć. A jeśli to wszystko skomplikuje? Przecież ojciec ma Alice i dziewczynki, i Taylera. Boże, ale ewidentnie było czuć, że ten żar między nimi mimo tak długiego czasu jeszcze nie wygasł. Cholera jasna!

Poszłam za ojcem, by sprawdzić, co z matką, i po drodze wpadłam na Ericka.

– Mała, powinniście już być na parkiecie! – Próbował zaciągnąć mnie w stronę głównego namiotu.

– Przeproś gości, ale mamy jeszcze opóźnienie – odpowiedziałam zdenerwowana, a on od razu to wyczuł.

– Stało się coś? – Wziął mnie na bok.

– Tak. Moja matka tu jest i właśnie spotkała się z moim ojcem… – odpowiedziałam, patrząc na drzwi saloniku, w którym byli teraz wszyscy troje z Sedem.

– Chyba nie będziesz się tym teraz przejmować? – Erick skrzywił się, jakby nic nie rozumiał.

– Jak mam się nie przejmować? To moi rodzice!

– Nie zaprzątaj sobie nimi głowy, mała. To twój dzień i nic nie powinno ci go zepsuć. Nawet jakieś niewyjaśnione sprawy twoich starych! – Objął mnie pocieszająco.

– Ona zemdlała, gdy go zobaczyła – powiedziałam cicho, jakby sama do siebie.

Erick spojrzał na mnie i siłą wyciągnął z domu. Zaprowadził za scenę, na której ma grać zespół, i spytał:

– A co z tą piosenką dla Seda?

Skrzywiłam się. Skąd on wiedział? To miała być niespodzianka i mówiłam o niej tylko… Trey! Zabiję go kiedyś, jak Boga kocham!

– No mam słowa i zagram na fortepianie – odpowiedziałam, będąc myślami gdzie indziej.

Nie chciałam nikogo postawić w niezręcznej sytuacji i było mi strasznie głupio, że tak wyszło. Mogłam matce powiedzieć, że odnalazłam ojca, i nie byłoby tej całej afery. Westchnęłam głośno i oparłam się o ściankę, która była na tyle niestabilna, że prawie wywaliłam się na trawnik. Erick uratował mnie, podając dłoń, i pomógł mi utrzymać równowagę.

– Mam świetny pomysł na tę piosenkę! Chodź! – Pociągnął mnie za sobą w jeszcze bardziej ustronne miejsce, a ja kompletnie nie wiedziałam, o co mu chodziło.

Wesele powinno zacząć się już ponad godzinę temu, ale goście na szczęście się nie nudzili. Mieli do dyspozycji cały szwedzki stół, parkiet oraz resztę ogrodu. Widziałam, że niektórzy już mieli nieźle w bani i chyba było im już wszystko jedno. Trey z Simonem zabawiali resztę towarzystwa razem z Julką i Ryu, który w małym fraku wyglądał po prostu rozbrajająco. Przeszliśmy do miejsca, gdzie był cały sprzęt grający, i Erick w końcu mi wyjaśnił, o co mu chodziło. Byłam zachwycona jego pomysłem i wiedziałam, że Sed będzie równie zachwycony, albo i bardziej. Ustaliliśmy szczegóły, jednak nie było czasu na jakieś próby, więc postanowiliśmy iść na żywioł. Wróciliśmy do gości, Sed też na szczęście wrócił, ale widziałam, że się wkurzył na widok mnie i Ericka. O matko! Podeszłam do niego i uwiesiłam mu się wymownie na szyi. Erick poszedł do Jess, która właśnie objadała się naszymi weselnymi babeczkami z kremem. Zaśmiała się głośno, wtedy on lekko popchnął jej głowę, a ona ubrudziła sobie cały nos kremem i zaczęła go jak zawsze opierdalać.

– Co kombinujesz? – zapytał podejrzliwie Sed, obejmując mnie lekko.

– Niespodziankę! Możemy w końcu rozpocząć nasze wesele? – Wszyscy patrzyli na nas, uśmiechając się szeroko. Nie widziałam jednak mojej matki, a ojciec wrócił i stał razem z Alice i Taylerem. Nie miałam pojęcia, czy rozmawiali, i nie chciałam się teraz nad tym zastanawiać.

– Oczywiście, pani Mills! – Sed odsunął się lekko i wyciągnął dłoń, prosząc mnie do tańca. Naszego pierwszego małżeńskiego tańca.

Dygnęłam lekko i nie potrafiąc powstrzymać uśmiechu, wyszliśmy oboje na środek parkietu. Wszyscy goście bili brawo, a zespół jak na zawołanie zaczął grać pierwsze takty piosenki Love Me With All Your Heart. Pamiętałam, jaka byłam zaskoczona, gdy Sed powiedział mi, że chce zatańczyć właśnie do tej piosenki. Sedrick objął mnie lekko i wyciągnął dłoń, bym podała mu swoją. Boże, nawet nie wiedziałam, czy ja potrafię tak tańczyć. Teraz żałowałam, że nie zrobiliśmy żadnych prób. Zaczęliśmy wirować po całym parkiecie i w dupie miałam to, że z pięć razy pomyliłam kroki, a Sed prawie podeptał mi pantofelki. Śmialiśmy się, patrząc sobie głęboko w oczy, i na te trzy minuty świat znowu przestał istnieć. Tylko w tle słyszałam śmiechy chłopaków, którym Sed w kulminacyjnym momencie tańca pokazał faka, a potem przechylił mnie nad parkietem i namiętnie pocałował. Zobaczyłam tylko, jak cała zgraja facetów nagle wylazła na parkiet i rozdzieliwszy nas, zaczęła podrzucać Seda jak dmuchaną lalkę. Mimo jego masy i gabarytów latał prawie pod sufit namiotu, a ja za każdym razem miałam ochotę podbiec i go złapać, bo wydawało mi się, że oni tego nie zrobią. Gdy w końcu postawili go na parkiecie, odetchnęłam z ulgą, chciałam podejść i go uściskać, ale Simon, Trey, Erick, Clark, Alex, Nicki, Tayler, brat Seda, Brian, oraz kilku innych mężczyzn chwycili mnie i także zaczęli podrzucać.

– Jezu, nie! Nie! – Zasłoniłam oczy i nie wiedziałam, czy miałam ratować swój welon, czy suknię, która fruwała, więc wszyscy mieli okazję podziwiać moją bieliznę.

– I jeszcze raz! – krzyknął ubawiony po pachy Trey, a ja dalej na przemian piszczałam i śmiałam się z przerażenia.

– Sed, ratuj mnie! – Wyciągnęłam dłoń w jego stronę, ale znowu leciałam w górę, prawie dotykając kwiatów i girland z materiału. – Sed, błagam! – powtarzałam, a ten niewdzięcznik jeszcze ich dopingował. Ja mu, kurwa, dam!

– No już, wystarczy! – Na szczęście interweniował mój ojciec i po kolejnym razie postawili mnie na parkiecie.