Na szczycie. Gra o miłośćTekst

0
Recenzje
Przeczytaj fragment
Oznacz jako przeczytane
Jak czytać książkę po zakupie
Czcionka:Mniejsze АаWiększe Aa

– Rebeka Mills – myślałam głośno, a moja wyobraźnia już układała w głowie piękny obrazek, jak wśród bliskich nam osób przysięgamy sobie wieczną miłość: Nowy Jork, wokół mnóstwo śniegu, a ja w białej sukni wyglądam jak prawdziwa księżniczka. Sedrick patrzy na mnie i wiedziałam, że będzie tak patrzył już do końca życia.

– Brzmi zajebiście, skarbie.

– No dobra, zróbmy to. W tym zimowym ogrodzie! – zawołałam i rzuciłam mu się na szyję.

– A nie tutaj?

– Tutaj zrobimy to oficjalnie, jak skończy się trasa, a teraz tylko dla najbliższych.

– Może zrobimy im niespodziankę? Wszyscy będą myśleć, że to normalny obiad zaręczynowy.

– Pospadają z krzeseł… – zaczęłam się śmiać.

– Tego to chyba nic nie przebije – stwierdził Sed.

Byłam rozluźniona i tak rozbawiona, że nagle wyrzuciłam z siebie bez namysłu:

– No, może jedynie ślub Jess i… – O kurwa! Ugryzłam się w język, ale Sedrick nie był głuchy ani głupi.

– Jaki ślub? – spytał zaskakująco spokojnie.

– Jezu, Sed… – powiedziałam słabo i spojrzałam na niego. Ale ze mnie idiotka! Kurwa mać! Całe życie przeleciało mi przed oczami, gdy czułam na sobie jego spojrzenie. Nawet nie musiałam mówić nic więcej, bo on doskonale wszystko ze mnie wyczytał.

– Kiedy to było?! – wrzasnął tak, że aż obudził Charlotte, która zaczęła cichutko kwilić.

– W Vegas… – bąknęłam i wzięłam małą na ręce z nadzieją, że jeszcze zaśnie.

– I oczywiście wszyscy wiedzą, prawda? Tylko, kurwa, nie ja! – dodał, ale wcale nie spuścił z tonu.

– Boże, ciszej, Sed. Mała się wystraszyła! – warknęłam na niego. Powinien się opanować i nie przesadzać.

W zamian posłał mi jedynie wściekłe spojrzenie.

– Wiesz co?! Lepiej nie pokazujcie mi się na oczy. Wszyscy! – krzyknął na mnie i tak po prostu wyszedł, trzaskając drzwiami.

Zastanawiałam się, dokąd on, do diabła, poszedł. Zabić Ericka? Udusić Jess? Od razu chwyciłam komórkę i chciałam się do nich dodzwonić. Żadne jednak nie odbierało. Kurwa mać! Spróbowałam do Jenn i Clarka, ale efekt był taki sam. Poczta głosowa. „Simon! On na pewno odbierze” – pomyślałam.

– Mała, nie ma nas pół godziny, co się stało? – Na szczęście odebrał od razu.

– Daj mi Jess do telefonu! – pisnęłam w panice, bo kompletnie nie wiedziałam, co Sed miał zamiar zrobić.

– Nie mogę. Właśnie leci za nami razem z Sandrą… Dlaczego jesteś zdenerwowana?

– To daj Ericka. Simon, proszę… – powiedziałam dobitnie. Chodziłam nerwowo po salonie, bujając małą na rękach. Dokąd poszedł ten Sed? Popłynął za nimi, czy co?

– Dobra, już dobra… – Simon po chwili przekazał słuchawkę Erickowi.

– Reb, co jest?

– Kurwa, Erick, jestem największą idiotką na świecie! – zawołałam zdenerwowana.

– O rany? Co wywinęłaś?!

– Wygadałam się! Cholera, wygadałam się Sedowi o waszym ślubie!

Z nerwów zaczęłam obgryzać paznokcie. Odłożyłam małą do kołyski i znowu podeszłam do okna, by zobaczyć, czy przypadkiem Sed nie poszedł na plażę.

– Co, kurwa?! – Reakcja Ericka była całkowicie słuszna. Dobrze, że nie widziałam jego miny.

– Sed wie o waszym ślubie! Wyszedł z domu, nie mam pojęcia gdzie!

– Żartujesz sobie, prawda?! – krzyknął na mnie.

– Nie! Boże, Erick, on nas chyba pozabija! – Aż podskoczyłam, widząc, że Sed wyłonił się właśnie zza krzaków przed domem. Był wściekły!

– Gdzie on jest?! – spytał Erick.

– Właśnie wrócił… – odpowiedziałam cicho i rozłączyłam się, odsuwając telefon od ucha, po czym upuściłam go na podłogę. Sed wpadł do domu i wbił we mnie rozjuszone spojrzenie Nie! To nawet nie była wściekłość… to furia.

– Pakuj się. Wyjeżdżamy! – rzucił i przeszedł obojętnie obok mnie. Skierował się prosto do sypialni, a ja niepewnie poszłam za nim. Musiałam go jakoś uspokoić, wyjaśnić mu.

– Sed, ale Charlotte…

– Jedzie z nami. W końcu jesteś jej opiekunem, prawda?! – warknął, ale nawet na mnie nie spojrzał. W sumie nic dziwnego, że się wkurzył, ale chyba wolałabym, by nas raz porządnie opieprzył i po sprawie. Znałam go już trochę i wiedziałam, że to będzie długa afera i jeszcze dłuższy foch na wszystkich.

– Ale…

– Nie ma żadnego ale, Reb! Pakuj się! – rozkazał i ze złości wywalił wszystkie moje ubrania z szafek na podłogę garderoby.

– Boże, co ty robisz?! – wrzasnęłam na niego, gdy rzucił mi pod nogi pustą walizkę.

– Pakuj się, do cholery! Ile razy mam powtarzać?! – odpowiedział i zaczął na oślep wrzucać ubrania do swojej walizki.

– Przesadzasz… – burknęłam pod nosem i wywróciłam oczami.

– Słucham?! – ryknął na mnie, aż podskoczyłam.

– Nie, nic… – O rany!

– Ja przesadzam? Ja?! Kurwa!

Nagle poziom jego wściekłości stał się tak wysoki, że wyższy być już nie mógł. Sed podszedł do ściany i z całej siły walnął w nią pięścią. Nie panował nad sobą, a ja cholernie nie lubiłam, gdy tak się zachowywał. Sama byłam zdenerwowana i to do niczego dobrego nie prowadziło.

– Nie krzycz, bo mała znowu się obudzi! – poprosiłam i podeszłam do niego, by się uspokoił.

– Nie dotykaj mnie! – ostrzegł, a ja zamarłam.

– Co?

– Nie dotykaj mnie, Rebeko! Spakuj się i zawołaj, gdy skończysz! – dodał i podniósł dłonie, dając mi do zrozumienia, bym się nie zbliżała, a następnie wyniósł swoją niechlujnie spakowaną walizkę z sypialni.

„Dobra! Nie ma co panikować. Przecież mnie nie zamorduje… chyba?” – pomyślałam.

Pośpiesznie złożyłam ubrania i upchnęłam je w walizce. Nie chciałam go jednak drażnić, więc sama wyciągnęłam swój bagaż do salonu. Sedricka tam nie było, a mała na szczęście się nie obudziła. Dopiero po chwili usłyszałam, jak na werandzie domu Sed rozmawia z kimś przez telefon.

– Nie, tato, tego już za wiele. Kim ja, kurwa, jestem, żebym o wszystkim dowiadywał się ostatni?! – mówił, a jego podniesiony ton świadczył o tym, że w ogóle się nie uspokoił. Zadzwonił do Gabriela? Miał zamiar prawić kazanie swojemu ojcu? Stanęłam w progu i czekałam, aż skończy rozmawiać. – Nie, nawet nie próbuj mnie ugłaskać. Przesadzili! Nie tylko ta idiotka i Walter, ale Reb też! Wiedziała o wszystkim! Kurwa mać! Wiedziała i nic mi nie powiedziała, do cholery! – Znowu wrzeszczał do słuchawki. Nawet nie chciałam sobie wyobrażać, jaką minę miał w tym momencie Gabriel.

– Może zapytaj, dlaczego ci nie powiedziałam – wtrąciłam zirytowana. Okej! Wiedziałam, że znowu coś zataiłam, ale właśnie tego się obawiałam. Tej jego przesadzonej reakcji.

Sed odwrócił się i wbił we mnie wściekłe spojrzenie. Ja również zmrużyłam oczy. Nie bałam się go. Wiedziałam, że przecież nie zrobi mi krzywdy. Pomyślałam: „Niech sobie pokrzyczy, w końcu mu przejdzie”. Miałam nadzieję, że tak będzie.

– Tato, zadzwonię później… – Sed rozłączył się i odłożył komórkę na tekowy stolik.

Skrzyżowałam dłonie na piersi, by podkreślić, jaka jestem odważna, a raczej jaką odważną udawałam, bo nogi trzęsły mi się jak galaretka. Moja odwaga odeszła w zapomnienie, gdy Sed zrobił krok w moją stronę. Obejrzałam się za siebie, by, w razie gdyby chciał mnie zamordować, mieć drogę ucieczki i oszczędzić mu dożywotniego pobytu w więzieniu.

– Sed, ja naprawdę cię…

– Dobra, skończ. Nie mam ochoty wysłuchiwać teraz twoich bezsensownych tłumaczeń, Reb… – warknął.

Przynajmniej odezwał się do mnie, więc nie było aż tak źle.

– I co mam niby zrobić? Będziesz się na mnie złościł?

– Złościł?! – Nagle zaśmiał się szyderczo. – Ja nie jestem zły, Reb! Ja jestem wkurwiony! Prze-kurwa-wkurwiony! – dodał i uderzył gwałtownie pięścią w stół. Podskoczyłam, tak samo telefon, który na nim leżał.

– Więc wyżyj się na mnie i już. No, słucham… – odpowiedziałam. Jaka ja byłam odważna. Nie ma co!

– Mam się na tobie wyżyć?

Chyba go zaskoczyłam. W sumie to siebie też.

– Tak! Słucham, powiedz mi, jaka jestem okropna i beznadziejna, że cię zawiodłam i w ogóle… – powiedziałam i opadłam na krzesło. „W dupie z tym!” – stwierdziłam. Postanowiłam się nie przejmować. Pogniewa się, pogniewa i mu przejdzie.

– Nie masz pojęcia, o czym mówisz, Reb. Nigdy się na tobie nie wyżywam… – Sed oparł się o barierkę i odwrócił wzrok. Nawet nie mógł na mnie patrzeć. Okej! To też mogłam znieść… przez jakieś dziesięć minut.

– Więc przytul mnie i pogódź się z faktem, że Erick jest twoim szwagrem… – Tymi słowami ponownie zderzyłam go z rzeczywistością. On musiał się z tym pogodzić i już.

– Może i jest pieprzonym szwagrem, ale nie jest już naszym gitarzystą… – odpowiedział nagle.

Co?!

– O nie! Sed, kurde, nie możesz tego zrobić! – pisnęłam. Boże, przecież to była jakaś paranoja!

– Już to zrobiłem – odparł i spojrzał na mnie z ukosa.

– Wywaliłeś Ericka z zespołu?!

Podeszłam do niego i chciałam złapać za dłoń, ale się wyrwał. O Jezu! To gorsze niż policzek, jeśli własny facet nie daje ci się dotykać.

– Co się tak dziwisz? Mówiłem, że tak zrobię, gdy to wszystko za daleko zajdzie… i zaszło…

– To jest chore! – warknęłam i zrobiłam krok w jego stronę, a on znowu się wycofał.

– Chore są wasze kłamstwa!

– Jezu, wiem! Wiem, że powinniśmy ci powiedzieć od razu, ale nic już nie zmienię. Myślałam, że oni to unieważnią, że się to odkręci i że nie będzie trzeba ci czegokolwiek mówić!

– No jasne! Bo mi nie trzeba niczego mówić! Po co, prawda? – Podniósł głos i obszedł mnie, utrzymując dystans.

– Chcieli ci powiedzieć w niedzielę na obiedzie…

– W tę niedzielę? Na naszym zaręczynowym obiedzie?! – zapytał z niedowierzaniem.

– Tak – westchnęłam głośno.

 

– No, kurwa, cudownie! Dopiero by było!

– Co by było? – zapytałam zgryźliwie.

– Rozszarpałbym go gołymi rękoma! – Znów na mnie wrzeszczał.

– Oj, nie przesadzaj! To dorośli ludzie, do cholery! – Wstałam i weszłam za nim do domu.

– Boże, zejdź mi z oczu, bo naprawdę za siebie nie ręczę!

– I co? Co mi zrobisz?! – zapytałam, chwytając go za dłoń. Sed odwrócił się i gwałtownie złapał mnie za brodę.

– Coś, czego będę potem żałował! – odpowiedział wściekły.

– Więc proszę, zrób to! Już wolę, żebyś mnie uderzył, niż unikał i nie pozwalał się dotykać!

Sedrick odsunął się, jakbym to ja go uderzyła. Wyraz jego twarzy zmienił się w sekundę.

– Nigdy bym cię nie uderzył… – praktycznie szepnął.

– Więc co masz na myśli? – spytałam, unosząc brwi. Nie bardzo rozumiałam.

– Myślisz, że byłbym w stanie cię uderzyć? – zapytał bez tchu.

– Wolę to niż awantury. Do takiego bólu jestem przyzwyczajona…

Moje podejście do takich spraw było bardzo skrzywione i złe. Nie umiałam jednak myśleć inaczej, bo przez swoje dzieciństwo i relację z matką wolałam dostać w twarz, niż słuchać, jak ktoś na mnie krzyczał. Ból fizyczny, w porównaniu ze znęcaniem się psychicznym, był po prostu niczym. Nienawidziłam kłócić się z Sedrickiem. Nienawidziłam, gdy był na mnie zły, bo wtedy pojawiała się między nami niewidzialna bariera, a to oddalało nas od siebie.

– Nigdy! Przenigdy cię nie uderzę! Gdybym to zrobił… – dodał i zamknął oczy.

– To co? – spytałam, już naprawdę wkurzona. Ta rozmowa zmierzała donikąd.

– Nigdy tego nie zrobię! Zapamiętaj to!

– Więc mnie pocałuj! – zażądałam, objęłam go mocno za szyję i stanęłam na palcach. Sed chyba wahał się chwilę, czy ma to zrobić, więc zrobiłam to ja. Musnęłam językiem jego dolną wargę i czekałam na reakcję. – Pocałuj mnie, Sedricku! – powtórzyłam, próbując wsunąć język do środka jego ust. Zacisnął je jednak, dając do zrozumienia, że on tego nie chciał. O rany!

– Nie, Rebeko! – powiedział i odepchnął mnie od siebie.

– Sed, ale…

– Spakowałaś się? – spytał, ignorując mnie.

Boże! Czułam się okropnie. Nigdy bym się nie spodziewała, że Sed nie będzie chciał mnie pocałować czy nawet dotknąć.

– Pocałuj mnie, bo chyba oszaleję! – zażądałam raz jeszcze i stanęłam przed nim, chcąc zagrodzić mu drogę. Rozłożył jednak ręce, by mnie nie dotknąć, i patrzył ponad moją głową. – Sed, błagam cię! – Znowu zawisłam mu na szyi. Zamknął oczy, jakby próbował się opanować, i wciągnął głęboko powietrze. Wskoczyłam na jego biodra i owinęłam nogami w pasie. – Sed, przeleć mnie, bo nie wytrzymam! – jęknęłam, czując, że to właśnie powinnam zrobić. To była desperacja, ale myślałam, że tym sposobem go przy sobie zatrzymam.

– Przepraszam, ale nie mogę tego zrobić… – Zsunął mnie ze swoich bioder i praktycznie uciekł do łazienki, zostawiając mnie w kompletnym szoku.

Mój Boże! Musiała minąć chwila, zanim doszło do mnie, co się stało. Sed już mnie nie chciał… nie chciał mnie. Zrobiło mi się przeraźliwie zimno. Wiedziałam, że to moja wina. Znowu go okłamałam, zresztą nie pierwszy raz… Nic dziwnego, że tak zareagował. Wszystko ma swoje granice… ja najwidoczniej jego granicę przekroczyłam. Spojrzałam na śpiącą w kołysce Charlotte i zrobiło mi się jeszcze gorzej. Wyjęłam ją i przełożyłam do samochodowego fotelika – przecież zaraz mieliśmy odpłynąć na lotnisko. Przebudziła się, otworzyła swoje wielkie, niebieskie oczka i zaśmiała się słodko. Wielka gula stanęła mi w gardle, bo wiedziałam, że już nie będzie tak, jak było. Mój narzeczony nie chciał, bym go dotykała, nie ufał mi, a ja doskonale wiedziałam, że miał rację. Nie powinnam niczego przed nim ukrywać…

– Daj mi ją. Nie dźwigaj fotelika… – Sed wyszedł z łazienki. Widać było po jego cudownych, szmaragdowych oczach, że płakał.

– Dobrze – odpowiedziałam cichutko.

– Spakowałaś wszystko? – zapytał spokojnie. Przerażająco spokojnie.

– Tak. Paszporty i dokumenty też…

– Idź na pomost. Łódź już powinna czekać…

– Okej.

Chwyciłam swoją torebkę i ruszyłam do drzwi. W progu wpadłam na Ericka. „Boże! Co oni tu robią?” – pomyślałam z przerażeniem. Zaraz za nim weszła Jessica, potem Simon i Trey. Na szczęście nie było Julki, Clarka i Jenn. Nie chciałam na to patrzeć.

– Dokąd idziesz? – Erick złapał mnie za łokieć, gdy chciałam go wyminąć.

– Do łodzi…

– O nie! Porozmawiamy wszyscy razem! Mamy sobie wiele do wyjaśnienia – powiedział, szarpiąc moją rękę, bym została.

– Erick, zostaw mnie! Chcę wyjść! – warknęłam na niego i spojrzałam na Seda, który mało nie zabił go wzrokiem.

– Reb, musimy to wyjaśnić! – Jess podeszła i spojrzała na mnie błagalnie. Miała strach w oczach, tak samo jak ja.

– A co tu wyjaśniać? – odezwał się Sedrick. Wziął fotelik z małą i podał Simonowi. – Lepiej będzie, jak ją zabierzecie. Dla was też są miejsca. Płyńcie na lotnisko, startujemy za dwie godziny – dodał.

Nie protestowali. Trey posłał mi współczujące spojrzenie, a ja miałam ochotę zawinąć się razem z nimi. Gdy tylko zamknęli za sobą drzwi, nie wiedziałam, co mam ze sobą zrobić. Boże, jeśli rzuciliby się na siebie, to przecież ja i Jess nie byłybyśmy w stanie ich rozdzielić.

– Może usiądziemy? – zapytałam głupio. O rany! Spojrzały na mnie trzy pary wściekłych oczu. – Do cholery, no! Nie patrzcie tak na mnie! Wiem, że się wygadałam! – dodałam po chwili, nie mogąc znieść dudniącej w uszach ciszy.

– Skoro mamy dziś dzień szczerości, to może przyznaj się, jak mnie pocałowałaś, co?! – wypalił Erick. O mój Boże! Mało się nie przewróciłam. Drugi raz całe życie mi przeleciało przed oczami.

– Ach tak?!

Spojrzenie Sedricka wwiercające się w moją głowę było nie do wytrzymania. Jezu, niech spłonę! Co za żenada! Po co on to powiedział? Kurwa, czy on w ogóle myśli? Naprawdę chciał, by Sed nas tu wszystkich pozabijał?

– Tak! Twoja cudowna narzeczona pocałowała mnie w klubie! Więc nie zwalajcie wszystkiego na mnie!

Okej! To była chyba próba obrony. Trochę… żałosna?

– Nikt na ciebie niczego nie zwala, idioto! – wrzasnęłam. Jezu! Myślałam, że mu przywalę.

– Jak to nie?! Tylko mnie się oberwie! Już mnie wypierdoliłeś z zespołu czy jeszcze nie?!

Wszyscy spojrzeliśmy na Seda.

– Erick, skończ! – zawołałam ponownie.

– Nie, dlaczego? Ja chętnie posłucham, co wyprawia moja… narzeczona, gdy mnie nie ma! – Sed, udając spokój, usiadł w fotelu.

Cudownie! Mina Jess też była bezbłędna. Siostra mojego faceta właśnie mnie znienawidziła za fakt, że pocałowałam jej męża… mimo że wtedy jeszcze nim nie był.

– Gdybym cię wtedy nie odepchnął, pewnie zaraz dobrałabyś mi się do rozporka!

Nie! Tego było już za wiele.

– Pewnie, że tak! Wyruchałabym się w tamtej loży przy ludziach!

Miałam ochotę go udusić. Jak śmiał tak w ogóle mówić?

– No a nie?! – Erick spojrzał na mnie wściekły.

– Pierdol się, Walter!

Pokazałam mu środkowy palec i ruszyłam do drzwi.

– Reb, nie wychodź! – Sed wstał z fotela i chciał mnie zatrzymać.

Nie zwróciłam na niego uwagi. Otworzyłam drzwi i wybiegłam z domu w stronę pomostu. Na szczęście Simon i Trey jeszcze nie odpłynęli, więc szybko ich dogoniłam.

– Mała, co tam się, kurwa, dzieje? – spytali zaskoczeni.

– Mam to gdzieś. Płyniemy?

Byłam taka wściekła, że nawet nie chciało mi się płakać.

– Jess i Erick… Oni naprawdę…?

– Tak! Ochajtali się po pijaku w Vegas, Sed nic nie wiedział, ja się wygadałam i o… – wyrzuciłam z siebie i pokazałam dłonią w stronę domu, z którego słychać było dziką awanturę.

– Ja pierdolę! – Simon podrapał się po głowie.

– Lepiej tam pójdę! – Trey ruszył w kierunku domu.

– No idź. Ja zostanę z dziewczynami… – Simon objął mnie ramieniem i przyciągnął do siebie.

– Tego się chyba nie da odkręcić… – powiedziałam, patrząc na niego.

– Będzie ciężko. Sed bardzo się wkurwił, co?

– Bardzo? – parsknęłam. – On się wściekł, a w dodatku ten idiota się wygadał, że go pocałowałam…

Przetarłam twarz dłonią, by jakoś się uspokoić.

– Pocałowałaś Ericka?! – Simon aż pisnął.

– W klubie…

– Ja pierdolę, mała!

– Wiem. Jestem beznadziejna…

– Nie sądziłem, że coś do niego czujesz.

Zdziwiła mnie jego reakcja. Byłam przekonana, że mnie nieźle opieprzy i skrytykuje, a on wręcz odwrotnie, jakby mi współczuł.

– Nie czuję… To znaczy nie pamiętam, co czułam. Wiem, że Erick jest dla mnie wyjątkowy, ale on ma Jess, a ja Seda.

– Kurwa, to lekko popieprzone. Ty wiesz, że on cię kocha, prawda?

Weszliśmy na pokład łodzi motorowej. Simon najpierw wniósł fotelik ze śpiącą Charlotte, a potem podał mi rękę, bym wsiadła za nim.

– Wiem, sam mi to powiedział. Ale nie pocałowałam go specjalnie. To był moment, jedna chwila słabości…

– Reb, ja rozumiem. Nie musisz mi się tłumaczyć…

Spojrzałam na niego.

– Rozumiesz?

– Wiem, co was łączyło. W sumie to byłbym zdziwiony, gdyby się nic między wami nie wydarzyło.

– Sed mi tego na pewno nie wybaczy. Jest zazdrosny jak cholera… – odparłam i spojrzałam w stronę domu. Kłótnia ucichła, ale nie wiedziałam, czy to dobry znak.

– Nie wiem, co mam ci powiedzieć, Reb. Głupio zrobiłaś, ukrywając przed Sedem, że wiesz o ślubie Jess i Ericka.

– Wiem! Ale tego się właśnie obawiałam. Sed wyrzucił Ericka z zespołu…

– Co?!

– No niestety, podobno to zrobił.

– Jak go wyrzucił?! – Simon chyba nie dowierzał temu, co słyszy.

– Już dawno się odgrażał, że tak zrobi, jeśli to zajdzie za daleko.

– Nie może go wyrzucić, do cholery! To nasz główny gitarzysta!

Spojrzałam na niego i wzruszyłam ramionami. Też uważałam, że to niesprawiedliwe.

– Kurwa! To już prędzej ja powinienem wylecieć za to, ile razy próbowałem cię przelecieć, i w ogóle! Nie, no, poczekaj tutaj! Muszę z nim pogadać! – zawołał, wyskoczył z łodzi i pobiegł do domu.

O rany! Jeszcze jego tam brakowało. Było mi już chyba obojętne, czy się pozabijają, czy co. Sed na pewno zerwie zaręczyny po tych rewelacjach Ericka. Kurwa, co za dupek! Zachował się jak małe dziecko, próbujące za wszelką cenę się wybielić. Ja rozumiem, że też się zdenerwował i w ogóle, ale żeby wywalać ten durny pocałunek? Boże! Pomyślałam wtedy, że chyba już nigdy się do niego nie odezwę.

– Możemy płynąć, panienko? – zapytał mężczyzna za sterem.

Wcześniej go nawet nie zauważyłam.

– Nie wiem. Inni jeszcze są w domu.

– To przypłynę po nich później. Powinniśmy odpłynąć już dziesięć minut temu.

– Dobrze, w takim razie płyńmy. Daleko jest stąd na lotnisko?

– Proszę założyć kapok. Za dwadzieścia minut będziemy na miejscu.

– Okej.

Zrobiłam, o co mnie prosił, i usiadłam obok Charlotte. Simon przypiął fotelik, więc tylko sprawdziłam małej pasy, by się upewnić, że nie wypadnie. Gdy odpływaliśmy, spojrzałam raz jeszcze w stronę domu. Myślałam, że będę miała stąd tylko dobre wspomnienia, a ten raj zamienił się w piekło. Zauważyłam, jak dwie osoby wyszły na zewnątrz, ale z daleka nie widziałam, kto dokładnie. Widać było tylko, że ewidentnie się kłócą i są to dwaj mężczyźni. Kurwa! To była moja wina! Moja i mojego niewyparzonego języka! Zsunęłam się nisko na kanapę w tyle motorówki i westchnęłam głośno. Rebeka Mills… Taaa… jasne! Mogłam sobie jedynie pomarzyć…

***

Wniosłam fotelik z małą na pokład prywatnego samolotu zespołu. Panowała tam taka cisza, że aż mnie zmroziło. Nie wiedziałam: ile w ogóle mam czekać? Kto z nami poleci? Czy w ogóle polecimy? Sed coś mówił, że mieliśmy startować za dwie godziny… chyba? Spojrzałam na swoją dłoń, szmaragd z pierścionka zabłyszczał w słońcu, a mnie zrobiło się cholernie źle. Chyba powinnam była go zdjąć i oddać. Byłam przekonana, że Sed nie będzie chciał mnie znać po tym wszystkim. Wiedziałam, że go zawiodłam, i czułam się z tym okropnie. Nie byłam pewna, czy powinnam go przeprosić, czy po prostu zniknąć z jego życia.

– Napije się pani czegoś? – Z zamyślenia wyrwał mnie głos stewardessy.

– Poproszę wody… – odpowiedziałam automatycznie, nawet na nią nie patrząc.

– A dla maleństwa? – dodała.

Cholera! To chyba była pora karmienia.

– A macie tutaj mleko dla niej? – W sumie Sed pewnie o wszystkim pomyślał.

 

– Tak, mamy. Zaraz podgrzeję i przyniosę.

– Super. Dziękuję…

Wyjęłam małą z fotelika i wzięłam na ręce. Ta zachichotała słodko i zaczęła bawić się moim pierścionkiem. To było niesamowite, bo urodziła się za wcześnie i miała zaledwie cztery tygodnie, a była taka radosna i ruchliwa. Nie można było stwierdzić, że jest wcześniakiem. Miała tyle jasnych włosków, no i te niebieskie oczka. Wygląda jak aniołek, ale widać, że charakterek miała po tatusiu – gdy coś jej nie pasowało, od razu dawała znać. Właśnie wtedy zaczęła się wiercić i popłakiwać, więc to faktycznie była pora karmienia. O rany! Przeraziłam się, bo nigdy wcześniej nie karmiłam małego dziecka. Stewardessa przyniosła mi cały „sprzęt” i uciekła, chyba wiedziała, że nie miałam pojęcia, jak to się robi. „No dobra! – pomyślałam. – To nie może być trudne”. Sprawdziłam temperaturę mleka na ręku. Cholera! miało być właśnie takie? Sama nie byłam pewna… Upiłam z butelki, by sprawdzić. O Boże! Ale to było ohydne.Gdy mała zaczęła płakać z desperacji, podetknęłam jej butelkę pod nos, a ona od razu się przyssała i uspokoiła. Oho! Nie wiem dlaczego, ale ogarnął mnie błogi spokój. Widok takiego maleństwa, którego życie zależy od dorosłych ludzi, po prostu mnie rozczulił. Charlotte jakimś cudem zasnęła, ale nie przestała ciągnąć smoczka. Wypiła całą butelkę, a ja nawet bałam się poruszyć, by jej nie obudzić. W dodatku zaczęła chyba robić w pieluszkę. Chciało mi się śmiać, bo nie sądziłam, że takie małe dzieci puszczają takie głośne bąki.

– Daj mi to! Ja to wezmę! – usłyszałam nagle głos Sedricka. O matko! Już przypłynęli?

– Oj, sama sobie poradzę! – odezwała się Jess, po czym zobaczyłam ją w progu samolotu. Spojrzała na mnie i nic nie powiedziała, tylko usiadła w najbardziej oddalonym ode mnie fotelu. Cholera!

Zaraz za nią wszedł Erick, jego reakcja na mój widok była taka sama. On się na mnie gniewał? No kurwa mać! Tylko czekałam, aż w progu pojawi się wściekły Sed. No i był! O Chryste Panie! Nie mam pojęcia, jakim cudem moja cipka zapulsowała, gdy zobaczyłam tę jego wściekłą minę. „A gdybym go tak teraz zaciągnęła do sypialni?” – pomyślałam i zaczęłam głupio się śmiać. Wbił we mnie wzrok, a mnie od razu zrzedła mina. Usiadł dwa fotele dalej, nie przestając wwiercać mi spojrzenia w głowę.

– Gdzie reszta? Wracamy tylko my? A Trey, Simon? – zapytałam.

– Zaraz przypłyną – odpowiedział poważnie.

– Potrzymasz małą? – zasugerowałam i podeszłam do Seda.

– Po co?! – warknął.

O rany!

– Bo muszę do łazienki…

– Okej – burknął pod nosem i wziął Charlotte na ręce tak, by mnie nie dotknąć.

Naprawdę miałam dość takiego traktowania. Zamknęłam się w łazience i rozpłakałam. Nerwy mi puściły. Już naprawdę wolałam, żeby mi przywalił, bo braku dotyku nie byłam w stanie znieść. Boże! Schowałam twarz w dłoniach, by się opanować. Usłyszałam, jak na pokład dotarli: Jenna, Clark, Julka, Nicki i Sandra. Trey i Simon dołączyli zaraz po nich. Spojrzałam w lustro. Cholera, no! Od razu widać było, że płakałam. W dodatku nie miałam pojęcia, czy oni zdają sobie sprawę, co się stało, czy wiedzą o ślubie, o pocałunku. Obmyłam twarz wodą i niepewnie wyszłam z łazienki. Wszyscy na mnie spojrzeli.

– Reb, chodź tutaj! – zawołała Jenna i gestem dłoni dała mi do zrozumienia, że fotel obok niej jest wolny.

– Ciociu, widziałam te krokodyle! Ale były wielkie! I jadły kurczaki! – Julka wyrwała w moją stronę. Wzięłam ją na ręce.

– Żywe kurczaki? – spytałam, wymuszając uśmiech, i odgarnęłam jej włoski z twarzy.

– Nie, ciociu! Takie bez głów!

Mała pokręciła głową i spojrzała na moją dłoń. Już z milion razy oglądała pierścionek od Seda. Ewidentnie jej się podobał.

– Siadajcie! Zaraz startujemy! – usłyszałam i poczułam na krzyżu dłoń Clarka. Uśmiechnął się pocieszająco i wziął ode mnie Julię.

Siedziałam dokładnie naprzeciwko Seda. Nie miałam pojęcia, jak zniosę te pięć godzin lotu. Zapięłam pas z nadzieją, że zasnę od razu, gdy wzbijemy się w powietrze. Nie wzięłam jednak żadnego środka nasennego. Start dużego samolotu jest stresujący, ale takiego mniejszego… to była masakra. Myślałam, że umrę, gdy zniosło nas i szarpnęło całym samolotem. Zamknęłam oczy i tak mocno ścisnęłam dłoń Jenn, aż jęknęła. Podkuliłam palce u stóp, myśląc, że po prostu zaraz wszyscy zginiemy. Na szczęście nic się nie stało, a gdy tylko kapitan pozwolił nam poruszać się po samolocie, Erick i Jess zamknęli się w sypialni. Widziałam, że Sedrick jest na granicy kolejnego wybuchu. Boże! Powinnam się odezwać? Chyba nie, więc rozpięłam pas i próbowałam zasnąć.

– Reb, karmiłaś małą? – zapytał Simon, wychodząc z łazienki.

– Tak, chwilę przed waszym przyjazdem.

– Zjadła dużo?

– Całą butlę. I chyba narobiła w pieluchę… – dodałam, po czym skrzywiłam się, widząc, jak Trey właśnie przewijał ją na fotelu.

– No raczej! Ale się, kurwa, sfajdała! – pisnął zadowolony, a ja zaczęłam się śmiać. Gdy tylko spojrzałam na Seda, od razu jednak spoważniałam.

– Weź, bo się porzygam! – Sedrick wstał i przesiadł się na inny fotel. No fakt… zapach nie był rewelacyjny, widok też.

– Przecież to małe dziecko! Przyzwyczajaj się, Mills! – rzucił ironicznie Simon i puścił do mnie oczko.

– Przyzwyczajaj się? Chyba żartujesz! – odpowiedział Sedrick, a mnie w tym momencie pękło serce.

Jęknęłam bezwiednie, a łzy same poleciały mi z oczu.

– Reb… – Jenn wstała i podeszła do mnie.

– Nic się nie stało… – bąknęłam i znowu uciekłam do łazienki. Widziałam, jak Sedrick patrzył w moją stronę, ale nic nie powiedział.

Zamknęłam się i kucnęłam na podłodze. Nie byłam w stanie tego znieść. Mógł mi po prostu od razu powiedzieć, że to koniec.

Łazienka oddzielona była od sypialni jedynie ścianką, więc słyszałam odgłosy Jess i Ericka. Rany! Zakryłam uszy, nie chcąc tego słuchać. Gdy wstałam z podłogi, znowu wpadliśmy w turbulencje i o mało się nie zabiłam. W ostatniej chwili złapałam się uchwytu na ręczniki, który się urwał. Poleciałam na umywalkę, a potem na podłogę.

– Ała! – jęknęłam z bólu, jaki przeszył moje ciało po nagłym spotkaniu z granitowym zlewem i drewnianą podłogą. Zafundowałam sobie, kurwa, kolejnego siniaka do kolekcji. Tamten poprzedni dopiero tydzień wcześniej zszedł całkowicie.

– Reb! Reb, otwórz! Nic ci nie jest? – Sedrick zaczął się dobijać do drzwi. Martwił się? Zrobiło mi się jeszcze gorzej.

– Wszystko w porządku – odpowiedziałam, hamując łzy. Nie chciałam, by mnie oglądał w takim stanie, by się litował.

– Otwórz, proszę… – powtórzył spokojnie.

– Nic mi nie jest – odparłam i otworzyłam, chowając twarz za włosami.

– Słyszałem, jak krzyknęłaś… – powiedział, po czym spojrzał na moją dłoń, którą rozcięłam sobie o urwaną plastikową rączkę.

Schowałam ją za siebie, widząc wyraz jego twarzy.

– Pokaż mi to! – poprosił, wszedł do środka i zamknął drzwi.

W panice rozejrzałam się po tej malutkiej łazience. Stojąc tak blisko niego, czując jego zapach, ledwo mogłam się opanować, by się na niego nie rzucić.

– Ała… – pisnęłam, gdy dotknął rozciętej dłoni.

– Dlaczego sobie to zrobiłaś? – zapytał.

Co? Ja sobie zrobiłam?

– Oszalałeś? To niechcący… – powiedziałam i zabrałam dłoń, bo cholernie krwawiła. Przeniosłam ją nad zlew.

– Nie musisz robić takich rzeczy, bym zwrócił na ciebie uwagę…

Nie mogłam w to uwierzyć! On myślał, że zrobiłam to specjalnie? Zachciało mi się śmiać.

– Przewróciłabym się przez turbulencje i złapałam się wieszaka. Urwał się… – wyjaśniłam, pokazując plastikową rączkę na podłodze.

– Usiądź. Trzeba to zdezynfekować… – Sed zamknął kibelek i posadził mnie na nim. Wyciągnął z apteczki wodę utlenioną i przemył mi rękę. Skrzywiłam się, gdy lekko zaszczypało, ale jego dotyk działał jak miód. Kompletnie zapomniałam o bólu, gdy zaczął owijać dłoń bandażem, muskając przy tym moją skórę.

– Dziękuję.

Miałam ochotę go pocałować, ale w ostatniej chwili zrezygnowałam. Nie chciałam znowu poczuć odrzucenia. Udałam, że zaswędziała mnie noga, i pochyliłam się, by podrapać kostkę.

– Jezu, a to co?! – Sed aż wstał.

Podążyłam za jego wzrokiem. Koszulka podciągnęła mi się na plecach, gdy się schyliłam, i wylazł wielki siniak. Nie wiem, dlaczego zaczęłam się śmiać.

– To od uderzenia w umywalkę – wyjaśniłam.

Sed podciągnął mi koszulkę wyżej, bo ślad kończył się aż przy łopatce. Gdy dotknął mojej obitej skóry, jęknęłam. Nie z bólu… z podniecenia.