LoveInk You

Tekst
Z serii: LoveInk
0
Recenzje
Przeczytaj fragment
Oznacz jako przeczytane
Jak czytać książkę po zakupie
Nie masz czasu na czytanie?
Posłuchaj fragmentu
LoveInk You
LoveInk You
− 20%
Otrzymaj 20% rabat na e-booki i audiobooki
Kup zestaw za 71,80  57,44 
LoveInk You
LoveInk You
Audiobook
Czyta Jan Marczewski
39,90  28,73 
Szczegóły
Czcionka:Mniejsze АаWiększe Aa


Projekt okładki: Paweł Panczakiewicz/PANCZAKIEWICZ ART.DESIGN

Redaktor prowadzący: Grażyna Muszyńska

Redakcja techniczna: Sylwia Rogowska-Kusz

Skład wersji elektronicznej: Robert Fritzkowski

Korekta: Aleksandra Zok-Smoła (Lingventa), Renata Jaśtak

Zdjęcie na okładce

© Louis Botha/Arcangel

Zilustrowanie postaci Isaaca i Niny: aynes.art

© by K.N. Haner

© for this edition by MUZA SA, Warszawa 2021

ISBN 978-83-287-1835-7

Wydawnictwo Akurat

Wydanie I

Warszawa 2021

Moim kochanym Czytelniczkom, które czekały na tę powieść ponad trzy lata. Mam nadzieję, że historia Niny i Isaaca skradnie Wasze serca. Jesteście najlepsze!


Spis treści


Prolog

Rozdział 1

Rozdział 2

Rozdział 3

Rozdział 4

Rozdział 5

Rozdział 6

Rozdział 7

Rozdział 8

Rozdział 9

Rozdział 10

Rozdział 11

Rozdział 12

Rozdział 13

Rozdział 14

Rozdział 15

Rozdział 16

Rozdział 17

Rozdział 18

Rozdział 19

Rozdział 20

Rozdział 21

Rozdział 22

Rozdział 23

Rozdział 24

Rozdział 25

Rozdział 26

Rozdział 27

Rozdział 28

Rozdział 29

Rozdział 30

Rozdział 31

Rozdział 32

Rozdział 33

Rozdział 34

Rozdział 35

Epilog


Prolog


To nie mogło się udać, ale nadzieja umiera ostatnia.

Ściskałem w dłoni diamentowy zegarek o wartości trzech milionów dolców i zawahałem się tylko krótką chwilę.

Co ja, kurwa, wyprawiam?

Wziąłem głęboki wdech, wsunąłem zegarek w kieszeń kurtki i szybko wyszedłem z pokoju. W głowie miałem pustkę, ciało wypełniała adrenalina, wiedziałem tylko, że natychmiast muszę wyjść z tego domu. Impreza trwała w najlepsze, więc wymknąłem się niezauważony. Wyjeżdżając z posiadłości mojego producenta myślałem tylko o tym, żeby jak najszybciej spieniężyć transakcję. Może to nie było jedyne wyjście z sytuacji, ale najszybsze, a czas już nam się skończył. Przyśpieszyłem, gdy tylko znalazłem się na głównej drodze, a potem wykonałem jeden telefon. Umowa była prosta. Dostarczam towar i dostaję za to walizkę pieniędzy. Nie obchodziły mnie konsekwencje. Musiałem zdobyć tę kasę za wszelką cenę. I zdobyłem.


Kilka dni później…

Zbierałem się do wyjścia, żeby jechać na lotnisko, gdy usłyszałem wjeżdżające na podjazd auto. Zdziwiłem się; chłopaki przecież jeszcze były w domu. Po chwili rozleg­ło się pukanie. Moja walizka czekała w korytarzu, a mnie dopadło to dziwne uczucie, że coś za chwilę się spierdoli. Podszedłem do drzwi i otworzyłem je. Przede mną stało dwóch policjantów.

– Dzień dobry, Isaac Kennedy? – zwrócił się do mnie jeden z mężczyzn.

Przełknąłem ślinę.

– Tak, a o co chodzi? – zapytałem.

– Pójdziesz z nami.

– Słucham?! – zrobiłem krok w tył.

Policjanci ruszyli w moją stronę. Jeden z nich wyciągnął kajdanki.

– Jesteś podejrzany o włamanie i kradzież diamentowego zegarka należącego do Benjamina McGregora. Masz prawo zachować milczenie. Wszystko, co powiesz, może być użyte przeciwko tobie. Masz prawo do adwokata podczas przesłuchania, a jeżeli cię na niego nie stać, zapewnimy ci adwokata z urzędu. – Policjant recytował tę słynną regułkę, a drugi w tym czasie zakuwał moje ręce w kajdanki. Oparłem głowę o ścianę, gdy zimny metal zacisnął się na moich nadgarstkach. Nic nie mówiłem. Nie mogłem dać się ponieść emocjom.

– Co tu się, kurwa, wyprawia?! – wrzasnął Nick, zbiegając z góry.

Zobaczył mnie i zatrzymał się wpół kroku. W jego oczach pojawiły się strach i niepewność.

– Panowie, to jakaś pomyłka – wydusił z siebie. – Isaac… – Spojrzał na mnie pytająco.

– Zabieramy go. Proszę załatwić mu adwokata – oznajmił jeden z policjantów, wyprowadzając mnie z domu.

– Ale o co chodzi? Nie możecie tu tak wchodzić i zakuwać ludzi w kajdanki! – Nick bardzo się wkurwił.

Wyszedł za nami, wołając po drodze Kallana.

– Dajcie mi jedną minutę – poprosiłem grzecznie, gdy dotarliśmy do policyjnego radiowozu.

Policjanci spojrzeli po sobie. Nie stawiałem oporu, nie byłem agresywny, więc pozwolili mi zamienić kilka słów z kumplem.

– Załatw mi adwokata. – Spojrzałem na Nicka.

W tej chwili pojawił się Kallan. Włosy miał mokre, najwidoczniej dopiero wyszedł spod prysznica.

– Co ty odwaliłeś?! – warknął na mnie Nick.

– Zrobiłem to dla niej – odpowiedziałem cicho.

Oczy chłopaków zrobiły się wielkie. Wyrazy ich twarzy mówiły wszystko.

– Kurwa… – Kallan złapał się za głowę. – Naprawdę zajebałeś mu ten zegarek?! – wycedził cicho przez zęby. – Stąd miałeś tę kasę?!

Nie musiałem odpowiadać.

– Co, jaki zegarek? Komu?! – dopytywał Nick, ale mój czas się skończył.

Policjanci podeszli do nas i przerwali rozmowę, a ja poprosiłem przyjaciół:

– Załatwcie mi adwokata.

Chłopaki kiwnęły w moją stronę.

– I powiedzcie jej, że ją kocham – dodałem na koniec.

Nie martwiłem się o siebie. Miałem gdzieś, co się ze mną stanie. Bo cokolwiek miało się wydarzyć, to było chwilowe, a ją mogłem stracić. Na zawsze.


Rozdział 1


Sprawdziłem stan konta i pierwszy raz od dawna odetchnąłem z ulgą. Pieniądze za kilka pierwszych odcinków programu o naszym studio pozwoliły mi uwierzyć, że w końcu nadeszły te lepsze czasy.

 

Koniec z biedą.

Koniec z kredytami i pożyczkami od lichwiarzy.

Koniec ze zmartwieniami.

Nareszcie mogliśmy zacząć żyć tak, jak nam się marzyło.

Pierwsze, co zrobiłem, to zadzwoniłem do Nicholasa, żeby przekazać mu dobrą wiadomość.

– Zamawiaj dziwki i koks, Nick. Hajs się zgadza! – zaśmiałem się na powitanie.

Wstąpiła we mnie nowa energia. Od dawna było nam ciężko, a problemy z kasą są mega stresujące. Nikt przecież nie lubi wybierać między zapłaceniem faktur i rachunków a jedzeniem.

– No, zajebiście, to od razu wyciągnij kilka stów, bo właśnie pierdolnęła rura w kiblu i zalało nam całe studio – odpowiedział Nick.

Skrzywiłem się. Czy zawsze, kurwa, musiało być coś nie tak?

– Serio?

– Stoję w gównie po kostki, więc mnie nie wkurwiaj, tylko przyjeżdżaj. Od razu zapłać zaległe faktury, bo telefon od rana się urywa. Dzwoniła ta cizia od tuszy i nowych maszynek. Rozmawiałeś z nią o wymianie sprzętu? – zapytał, a mnie właśnie się przypomniało, że faktycznie coś o tym wspominała.

– Coś było…

– Isaac! – warknął Nick.

– Wspomniała coś o nowym sprzęcie, ale wtedy pokazałem jej swój i się zamknęła. – Znowu się roześmiałem.

– Przeleciałeś ją? – zapytał, ale to było przecież oczywiste.

– No i? – Przewróciłem oczami.

– Ja pierdolę, jesteś męską dziwką. – Teraz to on się roześmiał.

– Gdyby nie ja, to nie dawałaby nam tuszy na kreskę przez ostatnie pół roku. Spotkałem się z nią raz czy dwa, poza studiem. Poszliśmy na drinka, a potem…

– Oszczędź mi tych szczegółów, Isaac. Dziś i tak znowu sprzątałem, bo miałem klienta, a na fotelu były ślady po tobie!

– Serio? A myślałem, że wylizała mnie do czysta. – Parsknąłem na myśl o poprzednim wieczorze i klientce, która po przekłuciu pępka bardzo chciała „zostać” chwilę dłużej.

– Bierz kasę i przyjeżdżaj. Za ile będziesz? – Nick przeszedł do sedna sprawy.

– Będę za godzinę. Jest Kall? – zapytałem.

– Jest, babra się w gównie i ratuje, co się da.

– Czyli robi to, co lubi – skwitowałem.

Nie rozumiałem, dlaczego Kall nadal ukrywał przed nami, że jest gejem. Bał się naszej reakcji? Kompletnie tego nie ogarniałem, ale nie drążyłem tematu. To jego wybór i jego życie.

– Weź przestań, on nie jest pedałem.

Tak, Nick nie wierzył, że jego kumpel woli facetów i nawet nie dopuszczał do siebie tej myśli. Może właśnie dlatego Kall się do tego oficjalnie nie przyznawał?

Zakończyłem rozmowę i wziąłem się do roboty. Obowiązki czekały. Przypływ gotówki w końcu pomoże nam wyjść z dołka. Zanim wróciłem do salonu, musiałem załatwić kilka pilnych spraw, w tym zapłacić faktury, o których przypomniał mi Nick. Z konkretną sumką na koncie było to jednak o wiele przyjemniejsze niż wybieranie, co powinniśmy zapłacić w pierwszej kolejności. Zeszło mi nieco dłużej, ale koło południa dotarłem na miejsce. Już wysiadając z auta, poczułem smród, czyli to nie małe zalanie, a poważna awaria.

– Ja pierdolę. – Skrzywiłem się, gdy podszedłem do drzwi.

Przez szybę zobaczyłem Nicka, który z jednorazową maseczką na twarzy stał za ladą recepcji i rozmawiał z kimś przez telefon. Nasunąłem koszulkę na nos i wszedłem do środka.

– Co tak długo?! – warknął od progu Nick.

– Korki są. Ale tu jebie! – odpowiedziałem.

Fetor był taki, że szło się porzygać.

– Ty powinieneś babrać się w tym gównie, idioto! – Kall wyłonił się zza parawanu. Był blady i wyglądał, jakby zaraz miał puścić pawia. Zresztą, on bardzo często tak wyglądał.

– A to niby dlaczego? – Skrzywiłem się.

– Bo kibel się zapchał przez to, że spuszczałeś w nim prezerwatywy! – wysyczał.

Sekundę później poczułem lekkie uderzenie w tył głowy. Nick strącił moją czapkę, która upadła na upierdoloną gównem podłogę. Dobrze, że miałem dobry humor, bo oberwałby ode mnie dwa razy mocniej.

– Odkupisz mi taką samą – powiedziałem tylko, a on zmierzył mnie swoim ojcowskim spojrzeniem.

Zawsze zachowywał się w ten sposób, gdy sytuacja tego wymagała. Byliśmy w tym samym wieku, ale mentalnie Nick był dwadzieścia lat starszy. Zawsze opanowany i odpowiedzialny. Jednak cechy charakteru naszej trójki uzupełniały się. Jakimś cudem tworzyliśmy ten pieprzony trójnóg i tak było nam najlepiej.

– Nie zachowuj się jak pajac, Isaac. Zapłać ekipie i musimy zacząć tu sprzątać – wtrącił się Kall.

– Sprzątać? Chyba was popierdoliło, że ja będę to sprzątał! – oburzyłem się.

– Samo się nie sprzątnie – dodał Nick.

– A ekipa z programu? – zapytałem.

– Odwołałem ich na dziś. Nie będą kręcić, jak sprzątamy gówno z podłogi. Chyba że chcesz, żeby tak cię ludzie oglądali.

Westchnąłem.

– No przecież playboyowi nie wypada machać mopem! – Kall się zaśmiał i wręczył mi szczotkę.

Przewróciłem oczami. Nie miałem ochoty tego sprzątać, ale nie chciało mi się też o tym dyskutować. Byliśmy zespołem i nie mogłem sobie tak po prostu wyjść. To nasz salon i dbamy o niego wspólnie.

Ogarnialiśmy syf do wieczora, a potem wróciliśmy do domu, który na czas programu wynajmował dla nas producent. Ekskluzywna willa w stylu loft mieściła się w Hollywood,; dojazd zajmował niecałe dwadzieścia minut.

Każdy z nas miał ochotę jedynie wziąć prysznic i walnąć się spać. Byliśmy zmęczeni, śmierdzieliśmy gównem, ale zadowoleni, że w końcu wychodziliśmy na prostą. Nie marzyliśmy o karierze w Hollywood, ale program w telewizji miał być szansą na rozwinięcie skrzydeł. Duże pieniądze, ogromna reklama dla naszego studia. I nawet jeśli sława miała trwać zaledwie chwilę, to nie na niej nam zależało. Po programie życie miało wrócić do normy, a my po prostu mieliśmy dalej robić swoje, mieć mnóstwo klientów i żyć z profesji, którą ogromnie kochaliśmy. Ja miałem swoje większe i mniejsze marzenia związane z rozwojem naszego studia, ale nie lubiłem mówić o tym głośno, bo do tej pory, gdy ośmielałem się marzyć na głos, to wszystko szło w zupełnie odwrotnym kierunku. Chwilami wręcz bałem się cokolwiek planować, żeby kolejny raz się nie rozczarować. Nie lubiłem tego uczucia, gdy wszystko, na czym mi zależało, pryskało jak bańka mydlana. Ile razy tak się czułem? Mnóstwo, ale obiecałem sobie, że nie zawiodę moich kumpli. Oni są dla mnie wszystkim. Jak rodzina, której tak naprawdę nigdy nie miałem. Zdawałem sobie sprawę, że nie byłem najbardziej potulnym i spokojnym człowiekiem, ale oni akceptowali mnie takiego, jakim jestem. Zdarzały nam się konflikty, kłótnie. Kilka razy daliśmy sobie po mordach, ale w najgorszych chwilach oni zawsze byli obok mnie. Podawali pomocną dłoń, wyciągali z dołka albo płakali razem ze mną. O tym ostatnim nie wiedział nikt, oprócz nas.

Tego wieczoru, jak nigdy, wszyscy poszliśmy spać bardzo wcześnie. Następnego dnia od rana mieliśmy kręcić, a ja zastanawiałem się, kogo znowu nam podeślą. Zamysłem tego programu było pokazanie funkcjonowania salonu tatuażu, ale wszystko było ustawione. Klienci, sytuacje, historie ludzi. To wszystko wymysł scenarzysty, stworzony na potrzeby konkretnych odcinków. Niewiele było w tym realizmu, ale miałem to gdzieś. Kasa naprawdę była obiecująca, a przecież robiliśmy to głównie po to, by zażegnać problemy finansowe. Łatka „telewizyjnego celebryty” miała być podobno dodatkowym bonusem, na którym nam najmniej zależało.


Rozdział 2


Następne dni przeleciały bardzo szybko. Kręciliśmy odcinek za odcinkiem, a ja czułem się dziwnie zmęczony. Wszystko zaczęło mnie denerwować. I wcale nie musiałem udawać przed kamerami, bo szło idealnie, jak w scenariuszu. Byłem dupkiem, chamem i prostakiem. Tak było mi wygodnie. Po co miałem pokazywać światu swoją lepszą stronę? Miałem gdzieś to, kto i co o mnie myślał, bo zależało mi tylko na moich kumplach, którzy znali mnie najlepiej. Nie pozwalałem, żeby ktoś się do mnie zbliżył. To był mój problem, z którym chwilami starałem się walczyć, a jednocześnie bałem się przed kimś otworzyć. Nie lubiłem tego uczucia, gdy ktoś dostrzegał we mnie wrażliwego chłopca. Wolałem stwarzać pozory twardego faceta i nie pokazywać komukolwiek swojej drugiej strony. Znałem ją i uważałem, że jest słaba. Za każdym razem, gdy przypominałem sobie o swoich nastoletnich latach miałem żal do całego świata. Doskonale pamiętałem, jakim byłem wtedy zbuntowanym gówniarzem i ile błędów popełniłem. Nie chciałem być taki w dorosłym życiu, ale chwilami mi to nie wychodziło. Popełniałem inne błędy, o wiele gorsze, bo teraz byłem dojrzałym facetem i powinienem myśleć inaczej. Tłumaczyłem sobie, że mam prawo taki być. Nie liczyłem się z innymi; w młodości nikt nigdy nie pytał mnie o przyszłość. Rodzina zastępcza, dom dziecka i ośrodek dla młodzieży, to nie były moje wybory. Ja nie chciałem tam być. Chciałem mieć rodzinę. Chciałem czuć się potrzebny. Nic nie było tak, jak chciałem.

– Ja zaraz spadam. Muszę jechać do małej – powiedział Nick, wychodząc ze swojego pokoju.

Zwróciłem uwagę, że był ubrany inaczej niż na co dzień. Miał długie jeansowe spodnie i czarną klasyczną koszulę z rękawami podwiniętymi do łokci. Odwalił się i musiałem przyznać, że był przystojnym sukinsynem. Był podobny do Chrisa Hemswortha, tyle że miał ciemne włosy i oczy. Wysoki, wysportowany i szarmancki. Laski na to leciały. Zaraz za nim wyszła klientka. Rozliczyła się i z uśmiechem opuściła studio.

– Masz widzenie? – zapytałem.

– Nie, ale chcę się z nią zobaczyć. Nie widziałem jej już ponad dwa tygodnie – westchnął Nick.

– Myślisz, że ona ci pozwoli? Znowu wezwie policję. – Spojrzałem na niego.

Było mi go tak cholernie szkoda, bo nie mógł normalnie widywać się z własną córką. Livia miała co prawda dopiero kilka miesięcy, ale Nick bardzo chciał być przy niej. Niestety matka dziecka coraz bardziej mu to utrudniała. Przy porodzie podała jako ojca kogoś zupełnie innego, ale Nick i tak się łudził, że to jego córka. Nie tylko ja miałem bujne życie miłosne, ale chociaż potrafiłem się zabezpieczać.

– Trudno, ja będę walczył o małą. Skoro Vanessa nie chce mnie znać, to muszę ustalić sprawy związane z wychowaniem naszej córki, zlecić badania, by się upewnić, że jest moja – odpowiedział.

– Gadasz tak od jej urodzenia, i co? Widziałeś ją raptem kilka razy. Idź do sądu i…

– Pójdę – przerwał mi z westchnieniem. – Pójdę, ale czekałem na kasę. Teraz ją mam, więc załatwię sprawę – dodał.

Zawsze ogromnie przeżywał takie dni, gdy chciał zobaczyć córkę, a po prostu nie mógł. Vanessa nie wpuszczała go do mieszkania, a gdy dzwonił, nie odbierała albo kłamała, że nie ma jej w domu. Nawet nie chciałem sobie wyobrażać, co czuł Nick. Byłem przekonany, że byłby świetnym ojcem, a on uważał się za najgorszego. Obwiniał się, choć naprawdę nie powinien. Trafił na nieodpowiednią laskę i tyle. Ja zapewne olałbym sprawę nawet w przypadku dziecka, ale Nick był zupełnie inny niż ja. I szczerze go za to podziwiałem.


Była prawie szósta po południu, a my z Kallem wciąż ogarnialiśmy faktury. Było ich tyle, że bez pomocy Nicka nie szło tego zrobić. On orientował się w tym najlepiej z nas, ale się nie odzywał, więc najwidoczniej udało mu się zobaczyć córkę, a my nie chcieliśmy przeszkadzać. Kall miał dość więc wyszedł zapalić, a ja próbowałem odszyfrować tę pieprzoną papierową enigmę. Rzuciłem pod nosem kolejną kurwą, gdy usłyszałem kobiecy głos.

– Dzień dobry.

Wyjrzałem zza lady recepcji i zobaczyłem dziewczynę. Na oko była młoda i bardzo ładna. Miała jasne blond włosy, proste i długie, błękitne oczy i uśmiechała się do mnie szeroko.

– Co tam? W czym mogę ci pomóc? – zapytałem.

– Podobno szukacie ładnej i ogarniętej recepcjonistki, no to jestem! – odpowiedziała zadowolona.

 

Skrzywiłem się, bo nic o tym, oczywiście, nie wiedziałem.

– A które z wymagań spełniasz? – zapytałem uszczypliwie.

– No, jestem zorganizowana, punktualna i lubię pracować z ludźmi. A oprócz tego podobno mam fajny tyłek – wyjaśniła, a ja oczywiście spojrzałem na tę część ciała dziewczyny.

Nie byłbym sobą, gdybym tego nie zrobił.

Fakt. Jej tyłek w ogrodniczkach z szortami wyglądał w porządku, ale ona była za młoda.

– Tyłek jak tyłek, ale cycki małe – stwierdziłem wrednie i tym razem to ona się skrzywiła.

Pod szelkami miała krótki biały koronkowy top bez stanika i naprawdę nie miała się czym chwalić.

– Ej, takich rzeczy się kobietom nie mówi! – burknęła na mnie, a wtedy do salonu wrócił Nick.

– Cześć. Nowa klientka? – zapytał zadowolony.

Chyba naprawdę udało mu się zobaczyć córkę.

– Podobno nowa recepcjonistka, wiesz coś o tym? – Zmierzyłem go wzrokiem.

– A tak! – Nick uśmiechnął się i wyciągnął do dziewczyny dłoń. – Rozmawialiśmy przez telefon, tak? Jesteś Kira? – dopytał.

– Tak, i bardzo chętnie wam pomogę – odpowiedziała.

– Dlaczego ja nic nie wiem o tym, że potrzebujemy kogoś do recepcji? – wtrąciłem wkurwiony.

– Producent to zasugerował – wyjaśnił Nicki.

– A co mnie to, kurwa, obchodzi? Nie potrzebujemy tu…

– Oni płacą, a my na tym skorzystamy – przerwał mi swoim ojcowskim tonem.

Spojrzałem na tę całą Kirę i zmrużyłem oczy.

– Jeśli szukasz sławy, to zgłoś się do normalnego reality show, gdzie będziesz mogła się lansować, bo tutaj pierwsze skrzypce gramy my – ostrzegłem.

– Nie szukam sławy. Szukam pracy! – warknęła.

– Tak, i właśnie ją dostałaś. Witaj na pokładzie! – Nick zadecydował za nas wszystkich.

– Ale ja się nie zgadzam!

– Na co się nie zgadzasz? – zapytał Kall, który akurat wrócił z fajki.

– Na recepcjonistkę! – wyjaśniłem.

– No, to głosujemy. Kto jest za? – zapytał Nick, podnosząc rękę. Zaraz za nim ręce podnieśli Kall i Kira. – Przegłosowane! – dodał zadowolony, a we mnie się zagotowało.

I nie chodziło o to, że laska będzie mi przeszkadzać w pracy. Po prostu nie miałem zamiaru wpuszczać kogoś obcego do naszego salonu. Wystarczyło, że na co dzień kręciła się tu cała ekipa programu. W dodatku fakt, że była to dziewczyna, wcale niczego nie ułatwiał. To przecież było logiczne, że prędzej czy później ją przelecę, a po co mi to było?

– To niczego nie zmienia. Nie będę dla niej miły – oznajmiłem.

– Ja tu jestem i słyszę to wszystko – wtrąciła Kira.

– I dobrze, że słyszysz. – Byłem wściekły. – Dziwne, że potrzebujesz pracy akurat, gdy kręcimy program. Nakręć filmik porno i też zostaniesz sławna – zasugerowałem.

W głowie miałem wyobrażenie, że te wszystkie laski chciały być na siłę celebrytkami. Żądne sławy, kasy, darmowych ciuchów i imprez. Wkurwiało mnie to niemiłosiernie.

– Nie nakręcę, bo mam małe cycki – odpowiedziała kąśliwie i posłała mi spojrzenie.

– Zarobisz i zrobisz sobie silikony? – dociąłem jej.

Nick i Kall z rozbawieniem przysłuchiwali się naszej wymianie zdań.

– To samo sugerował mój były – odgryzła się.

– Zostawił cię, bo masz małe cycki, więc teraz chcesz zrobić większe, żeby wiedział, co stracił? – Zaśmiałem się złośliwie.

– On nic nie stracił. To ja traciłam na niego swój cenny czas. – Dziewczyna spojrzała mi w oczy.

– Spoko, ale nie musisz go teraz marnować w naszej recepcji. – Skrzyżowałem dłonie na piersi.

– Isaac, daj spokój! – wtrącił Nick. – Kira i tak będzie u nas tylko do końca kręcenia programu. – Chyba próbował mnie przekonać.

– Czyli przez kolejnych kilkanaście pieprzonych tygodni! – przypomniałem mu.

– A dzięki niej będziemy mieć tu porządek! – Spojrzał na dziewczynę. – A tym tutaj się nie przejmuj. Zawsze tak się ciska.

– Zauważyłam. – Kira zerknęła na mnie z oburzeniem.

Widziałem złość w jej oczach. Na pewno było jej też przykro, że tak ją potraktowałem, ale naprawdę miałem to gdzieś. Laska w naszym zespole to był najgorszy z możliwych pomysłów.

Olałem dalszą dyskusję, bo nie było sensu się kłócić. Czas programu i tak wywrócił do góry nogami nasze życie, więc jakoś musiałem przetrawić blondynę na recepcji. Ona i tak doskonale wiedziała, że nie będzie miała łatwo, a ja nie zamierzałem jej czegokolwiek ułatwiać.

– To teraz proszę ładnie pokazać naszej nowej koleżance, co gdzie jest – polecił Nick.

– Chyba cię popierdoliło – zaśmiałem się głośno.

– Ja z Kallem wychodzimy, więc nie masz innego wyjścia, Isaac. Do zobaczenia w domu! – odpowiedział zadowolony i w sekundę ich nie było.

Stanąłem na środku salonu i nie dowierzałem, że zostawili mnie tu, żebym ją niańczył.

– Pokażesz mi moje miejsce pracy? – zapytała.

Nie było w niej ani trochę niepewności, ale jakaś dziwna nieśmiałość.

– Tak… – Wszedłem za ladę recepcji. – Tu masz krzesło. – Wskazałem na nie i dodałem: – To wszystko.

Dziewczyna spojrzała na mnie jak na durnia.

Okej, byłem wredny, ale nawet zaczynało mnie to bawić.

– Zapisujecie klientów z zeszycie? – Zaśmiała się, widząc zabazgrany notes.

– To chwilowe. Laptop zalał się kawą i czekamy na nowy.

Nie musiałem dodawać, że to ja go zalałem. Chłopakom powiedziałem, że to była wina klienta.

– Zalał się kawą? – Kira spojrzała na mnie z rozbawieniem.

– A co w tym dziwnego? Nie wymyślaj teorii, tylko chodź tutaj. – Nachyliła się do mnie dość blisko. – Tu masz wykaz pracowników i godziny pracy. Od południa do piątej mamy tylko klientów z programu, bo wtedy są tu kamerzyści i kręcą materiał. Po piątej możesz zapisywać zwykłych klientów z ulicy.

– Okej, a skąd mam wiedzieć, który z was zrobi odpowiedni tatuaż? – zapytała, a ja uśmiechnąłem się pod nosem.

– Klienci sami wiedzą, do kogo chcą przyjść – wyjaśniłem.

– Do ciebie przychodzą same laski z dużym biustem? – Wbiła we mnie spojrzenie.

– Dobieram kobiety pod rozmiar swojego fiuta – odpowiedziałem, a ona odruchowo spojrzała na mój krok.

Zrobiła to zupełnie nieświadomie, a następnie szybko przeniosła spojrzenie na moją twarz.

– Nie wątpię…

– To świetnie, a teraz możesz posegregować te faktury firmami i datami. I podziel na zapłacone i nie.

– A skąd mam wiedzieć, czy zapłacone? – Uniosła brew, a wtedy wskazałem na drugą stertę papierów.

– Tu masz paragony, potwierdzenia zapłaty, zlecenia przelewów. Powodzenia – dodałem.

– Miałam być recepcjonistką, a nie księgową – westchnęła.

– Właśnie poszerzyłem zakres twoich obowiązków, a teraz mi nie przeszkadzaj. Za pół godziny mam klientkę, więc jak przyjdzie, to mnie zawołaj. To by było na tyle.

– Okej… Zrobić ci coś do picia? – zapytała.

Zaskoczyła mnie tym, że nadal potrafiła być miła.

– Nie, ale tam masz ekspres i stojak z wodą. – Wskazałem miejsce w rogu za recepcją.

– Dobra, a na przyszłość, jaką kawę lubicie? – dopytała, a ja walczyłem z uśmiechem.

Było w niej coś… Coś fajnego, ale nie mogłem pozwolić, żeby została tu na dłużej. I pomyślałem, że nawet chciałbym ją przelecieć, mały romans to nic złego, ale laska w naszej ekipie nie wchodziła w grę.

– Ja jakąkolwiek w dużej ilości, Nicki czarną bez cukru, a Kall pedalską latte – wyjaśniłem.

– Zapamiętam. – Kiwnęła do mnie. – I jeszcze jedno?

Przewróciłem oczami, gdy to powiedziała.

– No?

– Jak masz w ogóle na imię? – Uniosłem brew.

Naprawdę tego nie wiedziała?

– Isaac.

– A ja jestem Kira, i mimo wszystko miło mi cię poznać. – Wyciągnęła do mnie dłoń.

Zachodziłem w głowę, ile ta dziewczyna mogła mieć lat? Dwadzieścia? Może rok więcej. Nie była typem napompowanej sztucznej lali. W dodatku dopiero teraz dostrzegłem tatuaż, który miała na obojczyku. Oczywiście od razu mnie to zaintrygowało, ale o nic nie zapytałem. Nawet nie odpowiedziałem na jej słowa, nie uścisnąłem jej dłoni, tylko odwróciłem się i poszedłem do swojego pokoju. Musiałem przygotować się na przyjęcie klientki, a chwilę wcześniej zorientowałem się, że to jedna z tych, które zawsze w bonusie fundowały mi porządny orgazm.