Człowiek i zbrodniaTekst

0
Recenzje
Przeczytaj fragment
Oznacz jako przeczytane
Jak czytać książkę po zakupie
Nie masz czasu na czytanie?
Posłuchaj fragmentu
Człowiek i zbrodnia
Człowiek i zbrodnia
− 20%
Otrzymaj 20% rabat na e-booki i audiobooki
Kup zestaw za 54,98  43,98 
Człowiek i zbrodnia
Człowiek i zbrodnia
Audiobook
Czyta Artur Ziajkiewicz
29,99  22,19 
Szczegóły
Czcionka:Mniejsze АаWiększe Aa

Zarzut dotyczy zachowania się Bocka w düsseldorfskim procesie załogi Majdanka. W ciągu dwóch lat tej sprawy zrobił wszystko co mógł dla swojej klientki — Hildegardy Lächert, stojącej pod zarzutem popełnienia 1196 zabójstw, niegdyś strażniczki w obozie koncentracyjnym na Majdanku, odpowiadającej obecnie wraz z trzynastoma byłymi kolegami przed Sądem Krajowym w Düsseldorfie.

W tym procesie machiny terroru w Majdanku Ludwig Bock rozwinął cały swój kunszt obrończy. Od pierwszego dnia rozprawy bombardował sędziów i biegłych wnioskami o wyłączenie. Przybyłych z Polski i z Izraela świadków atakował tak gwałtownie, że jeden z nadprokuratorów z Düsseldorfu stwierdził z rezygnacją: »Obrona nie posunęła się jeszcze do twierdzenia, że oskarżeni są ofiarami«. Bock dokazał jednak tego, że przedstawił ofiary jako sprawców: gdy w czerwcu 1977 roku była więźniarka obozu koncentracyjnego opisywała przed sądem, jak musiała w Majdanku przenosić śmiercionośny cyklon B z magazynu do komór gazowych, Bock stwierdził ostro, że była to pomocnica do zabójstwa. Domagał się aresztowania tej kobiety na sali rozpraw.

Jeden z holenderskich dziennikarzy napisał wówczas o »obrońcy, który w sali sądowej bawi się w »Stürmera«. »Der Stürmer« był antyżydowską gadzinówką gauleitera Streichera. Natomiast »Deutsche National-Zeitung« (DN) pochwaliła Bocka za »konsekwentne i mądre zaangażowanie w dążeniu do ustalania prawdy«.

Pochwała ta jest zrozumiała. Dla »Deutsche Union«, której członkiem jest wydawca wspomnianej gazety — Gerhard Frey, działalność Bocka była już sukcesem, doprowadziła bowiem do sędziowskiego zezwolenia na zorganizowanie manifestacji pod hasłem »Sprawiedliwość dla bohaterów Niemiec«. Również i inni przedstawiciele prawicy chętnie korzystają z usług Bocka. Należą do nich: zbankrutowany adwokat z Mannheim — Manfred Roeder i były SS-owiec — Richard Bel, którego proces Bock wzbogacił o trzy tysiące wniosków. Adwokat Bock określił fakt, iż zgłaszają się do niego tacy klienci, jako... czysty przypadek.

Bock odrzuca oskarżenie przeciwko stylowi, w jakim prowadzi obronę. Fakt, że wnosił o wyłączenie biegłego, ponieważ pisał on pracę doktorską pod kierunkiem uczonego narodowości żydowskiej, nie jest dla Bocka rasizmem, lecz sztuczką adwokacką na wysokim poziomie.

Spekulacje, pochodzącego z Prus Wschodnich i zaciągającego szwabskim dialektem Bocka, jakoby komory gazowe w Majdanku zostały »być może zbudowane po wojnie i możliwe, że służyły czyszczeniu odzieży« są — jego zdaniem — przejawem wolności poglądów. Bock ma zresztą i inne wątpliwości: »nie sądzę, by w Trzeciej Rzeszy zginęło sześć milionów Żydów«.

Ten 36-letni adwokat określa się chętnie, jako »bezojczyźniany liberał«. Do NPD wstąpił w czasie studiów w Heidelbergu tylko »z sentymentu dla przyjaciół«. Z tego też pewnie względu kandydował w roku 1972 z ramienia tej partii do Bundestagu. Jej członkiem jest do dziś z wierności dla przyjaciół. Zaś jego przyjaciele, to między innymi docent i były poseł z ramienia NPD do Landtagu w Badenii-Wirtembergii Rolf Kosiek i członek NPD, nauczyciel — Tilman Leidig. Obaj, ze względu na brak lojalności dla ustroju, mieli nie zostać funkcjonariuszami państwowymi. Na ich to zlecenie adwokat Bock zwrócił się do Trybunału Administracyjnego w Mannheim o oczyszczenie NPD z zarzutu negatywnego stosunku do ustroju — i odniósł sukces. Sędziowie stwierdzili, że NPD stoi na gruncie ustroju opierającego się na wolności i demokracji.

Dobrą reputację u prawicy Ludwig Bock musiał sobie jednak ciężko wypracować. Poszukiwał za granicą świadków dla swoich nazistowskich klientów, za co, copewien czas, stawiano mu zarzuty machinacji świadkami. Do polskiego świadka, Stanisława Grocholskiego, napisał na przykład tak: »Wydaje się, że ekonomicznie powodzi się Panu raczej źle, toteż uprzejmie Pana zapytuję, czy mogę Panu przesłać paczkę«. Następnie Bock stawiał pytania.

Również i w Izraelu Bock zwrócił uwagę swoimi niekonwencjonalnymi metodami. Dwie kobiety występujące w charakterze świadków w procesie załogi Majdanka opisywały, jak to mecenas Bock przedstawiał się w roli »proizraelskiego adwokata«, dziennikarza i badacza, który dąży do tego, by wszyscy winni stanęli przed sądem. Sprawa Bocka była z tego względu już przedmiotem dyskusji w Landtagu w Düsseldorfie i w izraelskim parlamencie.

Bock, który niedawno wycofał się z procesu załogi Majdanka, uznaje wszystko za bezprzykładną nagonkę«”.

Jadwiga Węgrzecka: — Zetknięcie się z sądem chyba wszystkie przeżywałyśmy jednakowo. Tę atmosferę i zetknięcie się z SS-manami. Muszę przyznać, że nie lubię oczekiwania na coś, co może się zdarzyć. Pojechałam na proces z koleżanką Landowską i ona miała pierwsza zeznawać. Tymczasem dosłownie w ciągu dziesięciu minut sytuacja się zmieniła, ponieważ pani Landowska była w fatalnym stanie nerwów i absolutnie nie mogła zeznawać. Wobec tego ja poszłam jako pierwsza. Było to dla mnie zaskoczenie, ale w sumie byłam zadowolona, bo nie miałam czasu medytować nad swoją sytuacją. Wiedziałam, że mnie to czeka i dzięki takiej sytuacji będę to miała szybciej z głowy.

Przez cały czas pobytu na Majdanku pracowałam na rewirze, to znaczy w szpitalu obozowym. Zeznawałam w zasadzie na temat SS-manów, z którymi miałam do czynienia na terenie rewiru. Wśród oskarżonych było ich dwóch, ale tylko jeden był obecny na sali, mianowicie Reinertz. Drugi z nich, Konietzny, był wyłączony z procesu na skutek ciężkiej choroby. Poza tym mówiłam na temat Braunsteiner i na temat Brygidy. Z Braunsteiner miałam osobisty kontakt dlatego, że była ona tzw. Raportführerin 28 i odbierała w zastępstwie Oberaufseherin 29 apele, a ja podawałam stan liczebny rewiru jako „szrajberka” rewirowa.

Zeznawałam w sprawie czterech osób: dwóch SS-manów, którzy pracowali na rewirze i tych dwóch aufzejerek, które rozpoznałam na sali. Innych nie rozpoznałam, bo ich nie pamiętam. Nie mówiłam tego, co słyszałam, a tylko to, co sama widziałam i przeżyłam.

— Czy pani to widziała, czy słyszała? — oto stale powtarzające się pytanie na rozprawie.

Pytano mnie głównie o selekcje przeprowadzone na Majdanku. Musiałam powiedzieć, ile ich było i jak się to wszystko odbywało.

Po powstaniu w getcie masowo przychodziły transporty z Warszawy. Przywożono mężczyzn, kobiety z dziećmi, całe rodziny. Dzieci były oddzielane od matek i miały wydzielony blok. Z tego bloku wszystkie dzieci wyselekcjonowano i zabrano je do gazu. Trudno powiedzieć, że to była selekcja. To była po prostu całkowita zagłada tych dzieci.

Jeżeli chodzi o kobiety,to wybierano przede wszystkim stare i chore. Zwoływano apel; kobiety musiały wyjść z bloku, ustawiano je w dwu- lub trójszeregu. Lekarz niemiecki w asyście swoich pomocników w randze Unterscharführerów i Aufseherin wybierali kobiety w ten sposób, że je rozpychali i dokładnie oglądali, czasem podnosili pasiaki, żeby zobaczyć jak wyglądają nogi. Kobiety, które czuły, że mogą zostać wybrane, kuliły się, chowały za swoje współtowarzyszki. To były wstrząsające chwile. Widok takiej selekcji do końca życia pozostaje w pamięci. Płacz kobiet i ryk SS-manów — bo przy takiej selekcji zawsze sprowadzali większą grupę SS-manów — stwarzał przerażające wrażenie.

— Skąd pani wie, że te kobiety poszły do gazu?

— Pierwszą rzeczą, która na to wskazywała, było to, że szły zawsze prawą stroną, w kierunku łaźni, gdzie była komora gazowa. W obozie nie było tajemnic, bo pewne funkcje były pełnione przez więźniów i wszystkie wiadomości szybko się rozchodziły. Było również tzw. Leichenträger Komando. Byli to ci, którzy przenosili zwłoki i obsługiwali krematorium. Nie było tajemnicy, co się z tymi ludźmi działo.

Taka sama druga duża selekcja — to była selekcja dzieci żydowskich. Działo się to latem 1943 roku. Zebrali wtedy absolutnie wszystkie dzieci. Powstanie w getcie wybuchło w kwietniu i od kwietnia szły transporty. Było tych dzieci przynajmniej sto kilkadziesiąt. Podjechały dwa samochody, tzn. ciężarówka z przyczepą. Dzieci jakiś czas przed selekcją były w oddzielnym baraku. Barak był otoczony drutami kolczastymi, ale dzieci uciekały, matki porywały dzieci w ramiona, z kolei dzieci wyrywano matkom. Były takie wypadki, że matki szły z dziećmi, bo nie chciały ich opuścić. Widziałam to niezupełnie z bliska, bo z naszego bloku rewirowego. Bloki na Majdanku były jak stajnie, okienka miały wysoko.

— Jak mogła to pani widzieć, skoro okienka były tak usytuowane?

— Prycze były piętrowe i nietrudno było stamtąd widzieć. Natomiast jeżeli chodzi o blok rewirowy, to miał on normalne okna i drzwi, tak że bez trudu można było to wszystko widzieć.

Po tego rodzaju zeznaniach można by odnieść wrażenie, że Majdanek był obozem żydowskim, w którym ginęli tylko Żydzi, ponieważ w sądzie pytają o te masowe selekcje jako najbardziej obciążające załogę. A przecież nieustannie ginęli więźniowie, i to różnych narodowości. Wśród nich jakże wielu Polaków. Były całe transporty rodzin z Zamojszczyzny.

Na Majdanku był tłok. Po powstaniu w getcie zaczęli te transporty przysyłać na Majdanek. Był taki moment w kwietniu, maju i czerwcu, że na polu kobiecym było dziesięć tysięcy osób. Do tego doszła jeszcze Zamojszczyzna. Dosyć szybko się jednak z tym załatwili.

Tragiczne było to, na co w procesie zwracano mniejszą uwagę, że w zasadzie każdy więzień — który widział, co się dzieje — niemalże przeżywał własną śmierć po wielekroć. Dzisiaj padał ofiarą jeden, następnego dnia kolega, przyjaciel, ojciec. I ten ciągły strach — który nie wiadomo, czy nie jest gorszy niż nagła śmierć. Czy życie w takiej atmosferze przez iks miesięcy, a nawet lat nie jest gorsze niż śmierć?

Proces w Düsseldorfie nigdy nie odda tej atmosfery, tej codzienności, która była tragiczna, straszna i która pozostawiła trwałe ślady: choroby nerwowe, niezupełnie zdrowe psychicznie dzieci naszych koleżanek — to też skutki tamtego.

 

Miałam dylemat, ponieważ Reinartz był w miarę przyzwoitym człowiekiem. Pomyślałam, że jadę w zasadzie jako świadek oskarżenia, a zgodnie z moim sumieniem wypadnie mi go raczej bronić. Nie tylko ja jedna byłam w tej sytuacji. W zasadzie zeznawałam na jego korzyść, mimo iż był hitlerowcem. Bo poczucie sprawiedliwości jest u człowieka silniejsze niż uczucie gniewu, żalu czy nawet nienawiści. Tym właśnie Polacy różnią się od tamtych. Jest to po prostu problem sumienia.

Tak. Z czystym sumieniem mogę natomiast stwierdzić, że Konietzny był sadystą.

Jakie były Braunsteiner, czy Lächert? Należały do tych najokrutniejszych. Były brutalne. Biły przy każdej sposobności. Wyżywały się w czasie selekcji.

Selekcja z dnia 3 listopada 1943 roku, nazywana „dożynkami”, była poprzedzona długotrwałymi przygotowaniami. Więźniowie musieli kopać rowy wokół obozu. Zastanawialiśmy się, po co te rowy. Front się zbliżył, więc przypuszczaliśmy, że to może będą rowy obronne. Nikomu nie przyszło na myśl, do czego rzeczywiście posłużą.

Jak wszystko było już przygotowane, to po apelu rano 3 listopada żadne komando nie opuściło swojego pola. Wszyscy więźniowie pozostali po apelu na swoich polach. Żadne komando nie wyszło do pracy. Przywieźli całą masę uzbrojonych SS-manów na teren obozu. Zainstalowali głośniki radiowe. Przez cały dzień, od rana do wieczora, bardzo głośno nadawali muzykę taneczną, rozrywkową, hałaśliwą, krzykliwą. Następnie zaczęli wybierać wszystkich Żydów z baraków, przeprowadzono ich na V Pole, ostatnie, za którym było krematorium. W barakach musieli rozbierać się do naga, następnie podchodzili do tych rowów. Tam strzelali do nich z karabinów maszynowych. Nie wszyscy, którzy wpadli do rowu, już nie żyli. Do iowów podchodziła kolejna grupa. I tak kilkanaście tysięcy ludzi wymordowano w ciągu jednego dnia.

Ja pracowałam wtedy w rewirze i mogę jeszcze dodatkowo powiedzieć, jak się to odbywało w rewirze? Wiele Żydówek było w tym czasie chorych, dużo chorowało na tyfus. Wyciągano je z łóżek. Aufzejerki wykazywały przy tym szczególną brutalność, kopały, wyganiały z baraków, zdzierały koce, tak że kobiety te zostawały tylko w samych koszulach. Wypędzane domyślały się, że dzieje się coś złego, nie wiedziały jednak, co je czeka.

My w zasadzie zorientowałyśmy się dopiero wtedy, gdy usłyszałyśmy strzały z karabinów maszynowych. Sprawa stała się jasna. Mimo głośnej muzyki słychać było strzały, serie strzałów. Następnego dnia, ponieważ krematorium nie było w stanie spalić takiej masy zwłok, zwłoki polewali benzyną czy naftą i podpalali. Nad Majdankiem pojawiła się gęsta, cuchnąca, żółta mgła. Utrzymywała się parę dni, zanim się rozeszła.Mimo że Majdanek był miejscem niesłychanie wietrznym, tej gęstej mgły było tyle, że nawet wiatr nie był w stanie jej szybko rozwiać.

Później pozostawiono w komandzie tylko około dwustu kobiet, Żydówek, które miały za zadanie uporządkowanie odzieży po zamordowanych. To trwało jakiś czas. Wywieziono potem te kobiety do Oświęcimia. Czy któraś z nich przeżyła — nie wiem. Z Oświęcimia droga prowadziła do...

Było szereg momentów, które utkwiły mi w pamięci. Jedna z matek przyniosła do nas, na rewir, swoje dziecko, które robiło wrażenie martwego. Była strasznie zrozpaczona i opowiadała naszej doktor Perzanowskiej 30 , bo głównie ona zajmowała się ratowaniem naszych współwięźniarek, że ponieważ słyszała, iż dzieci w obozach od razu są mordowane, postanowiła ulżyć swojemu dziecku. Żeby się nie męczyło, dała mu silny środek nasenny, aby je uśpić. Tymczasem hitlerowcy nie odebrali jej tego dziecka. Rozpaczała i rwała włosy z głowy, bo niepotrzebnie uśmierciła dziecko. Dziecko uratowano, matka szczęśliwa. W niedługi czas potem zabrano jej dziecko w czasie selekcji. Dwukrotnie przeżyła śmierć swojego dziecka...

Z takich epizodów składało się obozowe życie. Współczesny człowiek nie bardzo może to pojąć...

W trakcie zeznań nie mogłam patrzyć na oskarżonych, choć czułam ich wzrok na sobie. Najbliżej stolika, przy którym było miejsce dla świadków, siedziała właśnie Braunsteiner. Miała wyjątkowo zacięty wyraz twarzy, zły. Te oczy zabijały. Stwierdziłam, że oskarżone w trakcie trwania procesu zmieniły się trochę, już nie robią na drutach!

Nam, więźniarkom, chodzi nie tyle o wysokość kary wymierzonej przez sąd, choć nie jest to bez znaczenia. Nam chodzi o to, żeby one zrozumiały swoją odpowiedzialność za popełnione zbrodnie!

Myślę, że ważną sprawą jest zainteresowanie młodzieży szkolnej, która przychodzi na rozprawy, zadaje w przerwach pytania, dyskutuje, rozmawia. Jest to młodzież w wieku licealnym, a więc starsza.

Byłam nie tylko w obozie na Majdanku. Ale Majdanek był obozem specyficznym. Trudno to wytłumaczyć komuś, kto nie był w obozie. Na Majdanku działy się rzeczy straszne, może czasem straszniejsze niż w innych obozach. Ale ten obóz miał jedną rzecz, która nas w pewnym sensie niesłychanie kształciła i pomagała przeżyć. Pierwszymi transportami przywożono na Majdanek więźniów politycznych. Wszystkie funkcje więźniarskie w obozie były objęte przez osoby na poziomie. W miarę możliwości wszystkie sobie nawzajem pomagałyśmy. Była ogromna solidarność i najdalej idąca pomoc. Wysoka moralność tych ludzi była niesłychanie ważna dla młodych. Były wzorce do naśladowania i bez nich nie wiadomo jak wielu by postąpiło w obliczu śmierci. To jest właśnie niesłychanie charakterystyczne dla tego obozu.

— Czy zachowanie się niektórych obrońców oskarżonych na sali rozpraw byłoby możliwe, gdyby w RFN istniało totalne potępienie zbrodni hitlerowskich?

Henryka Ostrowska: — Odnoszę się zawsze z szacunkiem do kogoś, kto broni człowieka, nawet tego, który stoi pod zarzutem dopuszczenia się ciężkiego przestępstwa. Im poważniejszy jest zarzut, tym trudniejsze jest zawodowe i moralne zadanie obrońcy. Moje odczucia, wynikające nie tylko z tego, że obrońca, który po tylu miesiącach procesu wie już, czym był obóz koncentracyjny, a mimo to składa wniosek o aresztowanie świadka na sali rozpraw, są dość pesymistyczne. Gdyby totalnie potępiano to, co stworzył faszyzm — prawnik, adwokat w jednym z najwyżej rozwiniętych państw nie odważyłby się „mylić” ofiary z katami, świadków z oskarżonymi!

Jadwiga Węgrzecka: — Gdy składałam swe zeznania, adwokata Bocka nie było na sali rozpraw, co niewątpliwie wpłynęło korzystnie na atmosferę, w jakiej przychodziło mi mówić o tamtych czasach. Zauważyłam jednak, że na rozprawę przychodziło dość dużo ludzi związanych z oskarżonymi. Ich zachowanie nacechowane było lekceważeniem na przykład sądu. Nie wstawali na powitanie, bo oni tego sądu nie uznają. Nikt jednak nie reaguje na takie ich zachowanie.

Czy w takim klimacie pełnej swobody nie znajdzie się miejsce dla nurtu neofaszystowskiego, pełnego pogardy dla człowieka? Z tego klimatu wyrasta ów brak szacunku dla ludzi, którzy przyjeżdżają na ten proces i przeżywają wszystko od nowa. By mówić o tamtym, trzeba nam, świadkom, do obozu wrócić.

Szukamy przyczyn atmosfery na sali rozpraw. Szokuje nas zachowanie dr. Ludwiga Bocka. Dziwi nas, że wśród obrońców byłych SS-manów zasiadających na ławie oskarżonych w Düsseldorfie jest dr Stolting, który w latach okupacji jako prokurator Sondergerichtu 31 w Bydgoszczy przyczyniał się skutecznie do wydawania wyroków śmierci na Polaków za absurdalne i błahe przewinienia, że oskarżeni kpią nie tylko ze świadków oskarżenia, ale w ogóle z wartości, które legły u podstaw współczesnej cywilizacji.

Na ostatniej stronie nr 12 „National Zeitung” z dnia 17 marca 1978 roku, w ramkach na blisko ćwierć kolumny, przeczytać można jakże znamienne pytanie i szokującą odpowiedź:

— Warum hat Hitler die Sowietunion angegriffen?

— Weil er musste! 32

Z ostatnich doniesień wpływowych zachodnich gazet wynika, iż liczba neohitlerowskich organizacji w RFN wzrosła w ciągu roku z sześciuset do tysiąca. Nadto czterdzieści zagranicznych organizacji neofaszystowskich posiada w RFN swoje filie lub biura łącznikowe. Wszystkie te organizacje urządzają zjazdy i imprezy.

„Polityka” w nr 27 z 1978 roku, w ślad za agencją ADN, podaje listę najaktywniejszych organizacji neohitlerowskich występujących z żądaniami ponownego utworzenia „Rzeszy Niemieckiej”.

„Nationaldemokratische Partei Deutschland — NPD, liczy 15 tysięcy członków. Jej przewodniczącym jest Martin Mussgung. NPD w swoim programie usprawiedliwia zbrodnie hitleryzmu i domaga się utworzenia »Wielkoniemieckiej Rzeszy«. Za zezwoleniem bońskiego ministerstwa finansów ze stycznia 1978 roku NPD otrzyma z kasy państwowej do roku wyborów do Bundestagu w 1980 roku 800 tysięcy marek.

Deutsche Volksunion — DVU. Jej przewodniczącym jest dr Gerhard Frey, wydawca »Deutsche Nationalzeitung«. Powstała w 1971 roku, skupia siły odwetowe i neohitlerowskie. Głównym celem DVU — jak twierdzi Frey — jest »zwalczanie komunizmu«. Deutsche Buergerinitiative — DBI. Przewodniczącym tego neohitlerowskiego ugrupowania jest adwokat Manfred Roeder. Ugrupowanie to zorganizowało już swoje »Reichstagi« we Flensburgu i Fritzlar. Na zjeździe DBI w Regensburgu w maju 1977 roku Roeder uczcił Hitlera jako »posłannika pokoju« i nazywał Żydów »głównymi wrogami narodu niemieckiego«”.

Oto tylko niektóre organizacje, których działalność nie jest tajemnicą.

Zaczęła się próba, nie, to już nie próba, zaczął się proces rehabilitacji Trzeciej Rzeszy. Stwierdzają to politycy, historycy, intelektualiści. Dziennik „Frankfurter Rundschau” 33 opublikował rozważania na ten temat Jeana Amery’ego. Ten zachodnioniemiecki powieściopisarz i eseista mieszkający w Brukseli po analizie tego problemu m.in. w sztuce filmowej, i to nie tylko niemieckiej, stwierdza: „Jeśli chodzi o mnie, to nie mam najmniejszych złudzeń: raz rozpoczęty proces rehabilitacji Trzeciej Rzeszy wbrew moralności i historii toczyć się będzie nadal. W Anglii dokonują odkrycia, że Oswald Mosley nie był w końcu takim przecież wariatem. We Francji, gdzie w tej chwili najgorsi mordercy cieszą się dzięki amnestii spokojną starością, zdezinformowana opinia publiczna zaakceptuje fałszywy wizerunek historyczny Petaina i Lavala. A w Niemczech Zachodnich? Jasne jest, że po wszelkich przeszeregowaniach pojęć przyzna się wreszcie Hitlerowi miejsce w galerii wodzów [...]”.

Бесплатный фрагмент закончился. Хотите читать дальше?