Zrozumieć psa

Tekst
0
Recenzje
Przeczytaj fragment
Oznacz jako przeczytane
Jak czytać książkę po zakupie
Czcionka:Mniejsze АаWiększe Aa

Organizacja stada jest kluczem do zrozumienia społecznych zachowań wilków, a co za tym idzie, behawioralnego dziedzictwa psów domowych. Do niedawna mylnie uważano, że sfory wilków są obszarem ostrej rywalizacji. Teraz już wiemy, że ogromna ich większość to po prostu grupy rodzinne. Zwykle samotny wilk znajduje samotną samicę (prawdopodobnie albo jedno z nich, albo oboje niedawno opuścili macierzyste stado) i razem wychowują potomstwo. U wielu gatunków zwierząt młode odchodzą lub są porzucane, gdy tylko staną się dostatecznie dorosłe, by mogły sobie poradzić w samodzielnym życiu. U wilków tak się nie dzieje. Szczeniaki mogą zostać z rodzicami, dopóki nie są w pełni dorosłe (chyba że panuje głód). Gdy już zdobędą doświadczenie, zaczynają w pełni uczestniczyć w polowaniu i tak powstaje stado. Często jego młodsi członkowie żyją w nim nadal, kiedy rodzi się kolejny miot. Pomagają rodzicom wychować swych braci i siostry, przynoszą im jedzenie lub sprawują nad nimi opiekę, gdy inni członkowie stada polują. W przeciwieństwie do wcześniejszych opinii na temat zachowań wilków to współdziałanie, a nie dominacja wydaje się podstawą funkcjonowania stada.

Nowoczesna biologia domaga się wyjaśnienia tego najwyraźniej bezinteresownego zachowania młodych dorosłych wilków żyjących w stadzie. Logicznie rzecz biorąc, gen powodujący, że zwierzę pomaga innemu wychowywać jego małe, powinien ulec wyeliminowaniu, gdyż więcej potomstwa pozostawiają te osobniki, które nie posiadają „genu altruizmu”. Stąd wniosek, że wspólne wychowywanie młodych musi przynosić jakieś długoterminowe korzyści, które przeważają nad jego wadami. Przez ostatnie pięćdziesiąt lat biolodzy spierali się, jakie to są korzyści i w czym się przejawiają. Jednak dopiero teoria selekcji rodowej (theory of kin selection), po raz pierwszy sformułowana w latach sześćdziesiątych ubiegłego wieku, wyjaśniła, dlaczego wspólne wychowywanie młodych jest znaczniej bardziej prawdopodobne w grupie rodzinnej niż w przypadkowym zbiorze osobników.

Uznanie współpracy zaobserwowanej wewnątrz stada wilków za działanie przynoszące długoterminowe korzyści pozwoliło naukowcom wykorzystać teorię selekcji rodowej do wyjaśnienia zachowań, które inaczej byłyby niezrozumiałe. Oferowanie pomocy osobnikowi niespokrewnionemu niesie ze sobą ryzyko nawet w przypadku tak inteligentnych istot jak wilki. Przecież przysługa może pozostać nieodwzajemniona. Natomiast pomoc udzielona bliskiemu krewnemu, powiedzmy – synowi czy córce, niesie ze sobą genetyczną korzyść, nawet jeśli nie spotka się z wzajemnością. Osobnik pomagający ułatwia w ten sposób przetrwanie części własnych genów – tych, które ma identyczne z krewnym. (W przypadku syna czy córki część wspólna to 50 procent, drugie 50 pochodzi od drugiego rodzica). Taka korzyść nie wydaje się wystarczająca, by powstrzymać się na zawsze od posiadania własnego potomstwa. Jedyny ssak, który jest zdolny do takiej abstynencji, to golec żyjący w norach na obszarach pustynnych, gdzie jedna para z potomstwem nie ma dużych szans na przetrwanie nawet z wydatną pomocą innych osobników. Niemniej jednak selekcja rodowa wydaje się dostatecznie silnym bodźcem, by powstrzymać się od rozmnażania na jakiś czas – potomstwu opłaca się pomagać rodzicom, dopóki grupa rodzinna nie stanie się zbyt duża, by się utrzymać. Wówczas opuszczają ją i zakładają własne rodziny.

Zgodnie z teorią selekcji rodowej, kiedy młodsi członkowie stada świadomie zawieszają swoje prawo do rozmnażania, w zasadzie działają we własnym interesie, ale korzyści z tego płynące nie są czysto rodzinne. Prócz zysków, które przynosi selekcja rodowa, jest też faktem, że dla młodych wilków bezpieczniej jest nie opuszczać stada zbyt wcześnie. Brak doświadczenia sprawia, że szanse na stworzenie własnej sfory są niewielkie. To wyjaśnia rzadkie przypadki, kiedy nieskoligacone wilki przyłączają się do już istniejącego stada; wydaje się, że są werbowane, by zastąpić bardziej doświadczonych członków stada, kiedy ci odchodzą lub umierają.

Stada tworzone w naturze są zwykle harmonijnymi strukturami, w których agresja jest raczej wyjątkiem niż normą. Jak w każdej rodzinie, zdarzają się czasem konflikty, lecz ogólnie biorąc, rodzice nie muszą się wiele natrudzić, by utrzymać kontrolę nad swymi dorosłymi dziećmi. Młode zwykle dobrowolnie pozostają w grupie rodzinnej. Mogłyby odejść i założyć własne rodziny, ale wolą żyć bezpiecznie w dawnym stadzie, dopóki nie zdobędą więcej doświadczenia. Wówczas mają większą szansę na przetrwanie ryzykownego okresu szukania partnera i nowego terenu łowów. Poprzez specjalny rytuał regularnie umacniają więź z rodzicami, jednocześnie dając im do zrozumienia, że są pomocnikami, nie rywalami. Młode lekko się kulą, gdy zbliżają się do rodzica, kładą uszy po sobie i merdają nisko opuszczonym ogonem. Potem szturchają rodzica w pysk, co imituje nagabywanie o pokarm z czasów szczenięcych. (Bardzo przypomina to powitalny rytuał dzikiego psa afrykańskiego, czyli pewne bardzo stare zachowania rodziny psowatych, poprzedzające ewolucyjnie powstanie zarówno wilka, jak i psa).

Opis takiego harmonijnego stada wilków jest rzadkością w książkach poświęconych zachowaniu psów. W dawnych czasach badacze wilków tworzyli swe koncepcje na podstawie obserwacji grup żyjących w niewoli, gdyż było to stosunkowo łatwe. Niektóre z nich składały się z przypadkowych, niespokrewnionych ze sobą osobników, inne zaś były częścią stada rodzinnego, zwykle pozbawioną jednego lub obojga rodziców. Na ogół trzymano razem jakiekolwiek zwierzęta, które udało się schwytać, by je pokazać w zoo. Struktura tych grup była nieodwracalnie zaburzona przez niewolę, tak więc wchodzące w ich skład wilki żyły w chaosie i konflikcie. Ponadto żadne zwierzę nie miało szansy odejść, chyba że ludzie trzymający je w niewoli zdecydowali się je rozdzielić. W rezultatcie ich relacje były oparte nie na głębokim zaufaniu, lecz na rywalizacji i agresji.

Prawdziwy obraz stada wilków poznano dopiero wtedy, kiedy wilki znalazły się pod ochroną, co pozwoliło im na tworzenie sfor i życie w nich przez wiele lat bez obawy prześladowania. Mniej więcej w tym samym czasie pojawiły się środki techniczne umożliwiające obserwację dziko żyjących wilków. Mowa tu o systemie GPS i miniaturowych radionadajnikach o bateriach tak silnych, że wystarczały na śledzenie zwierząt przez cały sezon. W ciągu dekady naukowy obraz społeczności wilków zmienił się z dawnego hierarchicznego stada rządzonego przez dwoje tyranów – samca i samicę – w harmonijną grupę rodzinną, w której – jeśli nie wydarzy się nic nieprzewidzianego – młode dorosłe osobniki dobrowolnie pomagają rodzicom w wychowaniu młodszych braci i sióstr. Przymus zastąpiła współpraca jako podstawowa zasada.

Ta radykalna zmiana koncepcji zachowania stada wymaga też ponownego przeanalizowania towarzyskich sygnałów używanych przez wilki. W warunkach ogrodu zoologicznego sygnały, których należąca do dziko żyjącego stada para rodziców używałaby, aby przypomnieć potomstwu o konieczności współpracy, stały się oznaką otwartej agresji i oznaką dominacji. Podobnie przymilne zachowania młodych dorosłych wilków służące zademonstrowaniu więzi z rodzicami są używane w zoo w desperackich próbach uniknięcia konfliktu i opisuje się je jako wyraz podporządkowania.

Wbrew dawnym teoriom na temat zachowań wilków uważa się obecnie, że zachowanie, które jakoby sygnalizuje podporządkowanie, może mieć zupełnie inny sens. Skuteczne okazanie uległości powinno z definicji dać napastnikowi do zrozumienia, że atak nie ma sensu. I rzeczywiście, gdy się zdarzy, że spotkają się dwa wilki z różnych stad, mniejszy z nich będzie próbował uniknąć ataku poprzez takie zachowanie. Jednak rzadko przynosi to pożądany skutek i jeśli słabszemu nie uda się uciec, zostanie zaatakowany i może zostać nawet uśmiercony. Wilki z różnych stad nie mają wspólnych interesów. Rywalizują o pożywienie i są prawdopodobnie jedynie daleko spokrewnione ze sobą. Ale gdyby zachowanie, o którym mowa, naprawdę wyrażało uległość, to powinno być zawsze skuteczne, bo przecież wilk atakujący także ryzykuje odniesienie ran, nawet w przypadku zwycięstwa. Fakt, że tak nie jest, wskazuje, że nie chodzi w ogóle o manifestację podporządkowania. Ponadto kiedy do takiego zachowania dochodzi między członkami tej samej rodziny, w większości przypadków nie poprzedza go jakakolwiek groźba ze strony odbiorcy. Zwykle pojawia się spontanicznie, wzmacniając więź między członkami stada. Jedynie w sztucznie stworzonych grupach w ogrodach zoologicznych manifestacja podporządkowania staje się standardową odpowiedzią na groźbę. Przypuszczalnie młodsze i słabsze wilki uczą się metodą prób i błędów, że w tych nienaturalnych okolicznościach, gdy lojalność stada nie istnieje i nie ma możliwości ucieczki, tego rodzaju zachowanie może być przydatne.

Dwa sygnały przekazywane przez wilki za pomocą mowy ciała były kiedyś opisywane jako wyraz podporządkowania – czynnego i biernego. Psy domowe wykazują bardzo podobne zachowania, które też są określane jako czynne i bierne podporządkowanie. Można by się spodziewać, że nowa interpretacja tych sygnałów u wilków szybko pociągnie za sobą ponowną ocenę tych samych zachowań u psów. Dokonuje się to jednak bardzo powoli.

U wilków aktywna manifestacja występuje częściej i jest sygnałem więzi, a nie podporządkowania. Jak to teraz bardziej poprawnie określają naukowcy – sygnałem afiliacji. Okazując ją, wilk zbliża się lekko skulony, ogon trzyma nisko, a uszy płasko przy głowie. Entuzjastycznie merda podkulonym ogonem. Jest to część rytuału zwanego ceremonią grupy, który jest sprawowany, gdy stado zbiera się ponownie lub na wstępie do polowania. W takich okolicznościach może być odegrany przez rodziców (samca i samicę alfa) i przez ich potomstwo – rytuał ten służy umacnianiu więzów emocjonalnych. Trudno sobie wyobrazić, jak owe zachowania można było uważać za podporządkowanie. Osobnik odgrywający rytuał afiliacji jest przecież w pozycji pozwalającej zaatakować jego odbiorcę – szybki skręt głowy i mógłby zatopić zęby w jego gardle. Dlatego przyjmowanie rytuału jest w o wiele większym stopniu wyrazem zaufania ze strony osobnika odbierającego niż wykonującego. Nie można zaprzeczyć, że młodsi członkowie rodziny częściej odgrywają go wobec rodziców niż odwrotnie. Nie oznacza to jednak, że potomstwo godzi się na dominację rodziców, gdyż takie zachowanie jest po prostu typowe dla relacji rodzice–dzieci w ogóle. Rodzice mogą mieć więcej potomstwa, natomiast młody wilk ma tylko jedną parę rodziców, więc jego przywiązanie do nich jest ogromne.

 


Wilk po lewej manifestuje afiliację

Istnieje również pilna konieczność ponownej interpretacji drugiego, rzadziej występującego „uległego” zachowania wilków – podporządkowania biernego. W przeciwieństwie do afiliacji ten typ postępowania może faktycznie być oznaką uległości, wywodzącą się z infantylnych zachowań szczeniaków, które przewracają się na plecy, by matka mogła im wylizać brzuszek i tym samym stymulować oddawanie moczu, z czym jeszcze mają problem. To zachowanie zostało zaadaptowane przez dorosłe wilki jako sposób na powstrzymanie możliwego ataku. Wilk kładzie się i pozwala innym badać spód swego ciała. Niektórzy biolodzy nazywają to eksponowaniem brzucha. Taka manifestacja ma wszystkie cechy, których można by się spodziewać po okazywaniu podporządkowania, gdyż wilk eksponujący brzuch zdaje się na łaskę drugiego osobnika.


Wystawianie brzucha

Eksponowanie brzucha jest u wilków znacznie rzadsze niż okazywanie afiliacji i częściej występuje u wilków żyjących w niewoli niż na wolności. W ogrodach zoologicznych zdarza się głównie osobnikom pozostającym na marginesie stada, często angażującym się w walki i rzadko uczestniczącym w grupowych wyciach. Są to te wilki, które prawie na pewno opuściłyby stado, gdyby nie płot wokół wybiegu8. Zmuszane do pozostania w pobliżu innych wilków grożących im atakiem, te żyjące w ciągłym stresie wyrzutki uciekają się do każdej taktyki, by rozładować agresję. Gdy zawodzi manifestacja afiliacji, naśladowanie bezradnego szczeniaka najwyraźniej działa, więc uczą się to wykorzystywać w chwilach desperacji. Tak więc to zachowanie u wilków może być sztucznym produktem życia w niewoli, reliktem z wczesnego dzieciństwa przeniesionym w życie dorosłe u zwierząt żyjących w nienaturalnych warunkach, a nie normalnym zachowaniem dorosłego wilka.

Badania nad stadami dziko żyjących wilków jasno wykazały, że tradycyjne interpretacje ich zachowań, zarówno przejawów agresji wewnątrz stada, jak i postawy uległości będącej próbą rozładowania lub uniknięcia tej agresji – są odbiciem sztucznych warunków życia w niewoli i nie można ich odnosić do wilków jako gatunku. W stadzie wilków, które nie są poddane wpływowi człowieka i samodzielnie decydują o swoim życiu, stosunki są ogólnie biorąc pokojowe. To nie znaczy, że wszystko, co napisano o agresji wśród wilków, jest nieprawdziwe. Nie da się zaprzeczyć, że wilki, w niewoli czy na wolności, potrafią być zaciekłe i agresywne. Choć u dziko żyjących relacje w ramach stada są zwykle bardzo przyjazne, agresja wobec obcych, wprawdzie zdarzająca się rzadko, bywa gwałtowna i miewa śmiertelne skutki. Jednak w niewoli tożsamość stadna nie istnieje albo jest poważnie zakłócona, co skutkuje zachowaniami, które normalnie miałyby miejsce jedynie w trakcie konfliktów między członkami różnych stad.

Obserwacje żyjących w niewoli grup wilków nie tylko doprowadziły do błędnej oceny ich zachowania, lecz także były przyczyną elementarnego nieporozumienia co do struktury rodzin wilczych. Wypaczyło to również potoczne wyobrażenia o psach. W stadzie żyjącym w niewoli para, która płodzi potomstwo, jest stereotypowo nazywana samcem i samicą alfa. Wielu treserów zapożyczyło tę koncepcję. Ich zdaniem właściciel psa powinien wpoić mocno swojemu pupilowi, że to on, człowiek, jest osobnikiem alfa, w innym razie zwierzę będzie chciało zdobyć ten status dla siebie. Zgodnie z nową wiedzą o strukturze stada dziko żyjących wilków status alfa zyskuje się automatycznie przez fakt, że jest się rodzicem. Tak więc termin „alfa” w odniesieniu do wilka w normalnym stadzie nie mówi nic więcej o jego położeniu poza tym, że ma potomków9. Termin ten ma znaczenie jedynie wtedy, gdy używamy go w odniesieniu do zwycięzcy w walce, zdarzającej się w grupach wilków żyjących w niewoli, kiedy brakuje więzów rodzinnych zapewniających pokój. Który z tych dwóch modeli wskazuje właściwszy sposób rozumienia psów domowych i ich relacji z właścicielami? Czy jest nim model alfa oparty na sztucznie stworzonym stadzie w niewoli, czy też model rodzinny, bazujący na zachowaniu wilków, które mogą wybierać, z kim chcą żyć? Model rodzinny jest efektem milionów lat ewolucji, która umożliwiła stworzenie i dopracowanie szczegółowego zestawu sygnałów służących utrzymaniu pokoju. Model alfa pojawia się tylko w grupach sztucznych, w których ewolucja nie miała szansy zadziałać. Żyjąc w takiej społeczności, wilk musi wykorzystywać całą swą inteligencję i zdolność adaptacji, by znosić nieuchronne w tych warunkach bezustanne napięcie społeczne.

Odkładając na chwilę na bok obiekcje dotyczące popularnych koncepcji hierarchii u wilków, powinniśmy zwrócić uwagę na dwa dalsze powody, dla których zrozumienie zachowań wilków nie może być najważniejsze dla zrozumienia zachowań psów. Naukowcy (co prawda niechcący) badali nie te wilki, które należało, nie na tym kontynencie i dziesięć tysięcy lat za późno.

Wielki szary wilk amerykański, będący podgatunkiem wilka szarego, jest najlepiej zbadaną odmianą wilka i od dawna analiza jego zachowania jest wykorzystywana do interpretacji zachowań psów10. Jeszcze bardzo niedawno badacze zgodnie zakładali, że jest on blisko spokrewniony z psem domowym i dlatego badania nad nim są istotne dla zrozumienia zachowań psów. Rozwój badań nad DNA wymusił jednak ponowną ocenę celowości porównywania psów z tym akurat wilkiem.

Poza świadomie wyhodowanymi krzyżówkami wilków i psów nie udało się znaleźć u amerykańskich wilków DNA żadnego z psów z obu Ameryk, nawet psów, które żyły tam przed Kolumbem. I to nie z powodu niedostatecznych wysiłków. Pierwsza taka analiza genetyczna została dokonana na nagim psie meksykańskim (xoloitzcuintli). Hiszpańscy konkwistadorzy odkryli go, gdy po raz pierwszy przybyli do Meksyku. Był on tam używany do wielu celów, między innymi do towarzystwa, ale też jako pożywienie. Wierzono, że jego mięso miało właściwości lecznicze. Aby nie utracić tych właściwości przez krzyżówki z psami europejskimi, nagie psy meksykańskie podobno potajemnie rozmnażano w kryjówkach rozsianych po całym zachodnim Meksyku. Ich potomkowie żyją do dziś. Czy te psy mogą być reliktami dawnego udomowienia wilków z Nowego Świata? Ich mitochondrialne DNA (dziedziczone w linii żeńskiej) dowodzi czegoś wręcz przeciwnego. Jest najbardziej zbliżone do DNA europejskich psów (i wilków) i wykazuje brak podobieństwa z materiałem genetycznym wilków amerykańskich.

Genetyczna charakterystyka nagiego psa meksykańskiego wskazuje, iż rasa ta pochodzi z Europy, a nie z Ameryki Południowej. Jest jednak całkiem możliwe, że na kontynentach amerykańskich powstały inne, rdzenne rasy psów. Niewykluczone, że współczesne nagie psy meksykańskie, które badali naukowcy, wcale nie pochodzą od pradawnych przodków. Mogą być ich naśladownictwem odtworzonym przez hodowców z krzyżówek ras europejskich, co wyjaśniałoby, dlaczego ich DNA jest typu europejskiego. Genetycy sięgnęli zatem po DNA pobrane ze szpiku kości psów sprzed ponad tysiąca lat znalezionych w wykopaliskach archeologicznych w Meksyku, Peru i Boliwii, jak również po DNA psów zagrzebanych w zmarzlinie Alaski, zanim obszar ten został odkryty przez Europejczyków w osiemnastym wieku. W obu przypadkach DNA było znacznie bardziej podobne do DNA wilków europejskich niż amerykańskich.

Chociaż badania nad pochodzeniem współczesnych psów są jeszcze dalekie od zakończenia, dostępny materiał dowodowy jasno wskazuje, że porównania psów domowych z wielkimi szarymi wilkami amerykańskimi należy traktować z dużym dystansem. W każdym razie, ponieważ badania skupiały się dotąd prawie całkowicie na DNA linii matczynej, nie można było wychwycić osobników pochodzących od pary złożonej z samca wilka amerykańskiego i samicy psa domowego. Niektóre amerykańskie psy mogą więc mieć geny wilka amerykańskiego przejęte od jednego lub wielu dalekich krewnych w linii męskiej. Wkrótce prace badawcze powinny to ustalić. Pewne jest tylko, że nie udało się udomowić samicy wielkiego wilka szarego amerykańskiego. Ponieważ jednak dzielą nas od tych czasów tysiące lat, nie sposób stwierdzić, czy wilki te były istotnie tak trudne do udomowienia, czy też po prostu pierwsi kolonizatorzy obydwu Ameryk przywieźli ze sobą własne psy z Azji i nie odczuwali potrzeby oswajania wilków. Byli myśliwymi, więc w miejscowych wilkach widzieli raczej konkurencję. Cokolwiek było powodem, pozostaje faktem, że psy domowe są w ogromnej większości tylko odległymi krewnymi wielkiego wilka szarego. Dzieli ich sto tysięcy lat ewolucji. Dlatego należy bardzo ostrożnie traktować porównania zachowań wilków i psów. Większość badań odnosiła się do odmiany wilka, która – gdyby była jeszcze nieco dalej spokrewniona z psem domowym – zostałaby potraktowana jako zupełnie odrębny gatunek.

Sceptycyzm wobec takich porównań uzasadnia też fakt, że chociaż analiza DNA wskazuje, iż psy pochodzą od euroazjatyckich wilków szarych, to żaden z wilków badanych przez ostatnie siedemdziesiąt lat, czy to amerykańskich, czy europejskich, w żadnym wypadku nie może być uznany za przodka psa domowego. Z pewnością miały wspólnego przodka wiele tysięcy lat temu, lecz nie ma dowodów, by współczesne wilki przypominały tych wspólnych antenatów. Logika sugeruje coś dokładnie odwrotnego.

Dzisiejsze dzikie wilki prawie na pewno różnią się zachowaniem od swoich wspólnych z psem przodków. Gdy tylko ludzie poważnie zajęli się rolnictwem, wszystkie nieudomowione wilki nieuchronnie stały się zagrożeniem dla ich trzód, były więc tępione. Zanim w osiemnastym wieku broń palna stała się łatwo dostępna, wysiłki podejmowane w celu wytępienia wilków były mało skuteczne. Potem jednak stała się możliwa ich eksterminacja na całych wielkich obszarach. Na przykład w Norwegii i Szwecji populacja tych zwierząt spadła drastycznie, poczynając od lat czterdziestych dziewiętnastego wieku. DNA dzisiejszych skandynawskich wilków pokazuje, że są one potomkami migrujących wilków rosyjskich, które trzymały się na izolowanych terenach przez cały dwudziesty wiek, a ostatnio dzięki działaniom ruchu ochrony zwierząt wkroczyły na tereny zwolnione kiedyś przez ich kuzynów. Ten model lokalnej eksterminacji – lub co najmniej radykalnego zredukowania populacji wilków – powtórzył się w całej Europie. Niewiele wilków przetrwało i z pewnością były to te najmniej ufne wobec człowieka. Dlatego dzisiejsze wilki są potomkami najdzikszych osobników, za to współczesne psy zapewne pochodzą od wilków znacznie bardziej przyjaznych (dziś nie żyjących dziko), o których nie wiemy prawie nic.


Uproszczony schemat ewolucji wilka i psa domowego. „Wąskie gardła” genetyczne występują przy każdej próbie udomowienia (zaznaczono jedną próbę nieudaną), przy podziale psów na rasy oraz w wyniku wymierania lokalnych populacji wilków, na skutek czego populacje, które przetrwały, znajdująsię w izolacji w różnych częściach świata.

Tak więc chociaż DNA psów bezspornie pokazuje, że są pochodną wilka, to przydatność większości dwudziestowiecznych badań nad zachowaniem wilków do tworzenia koncepcji zachowań psów należy zakwestionować. Jak już wiemy, ogromna część badanych wilków była trzymana w warunkach nie tylko sztucznych, lecz ponadto wywołujących u nich silny stres, a co za tym idzie, wysoce anormalne zachowania. Co więcej, nie mamy powodów, by przypuszczać, że którekolwiek z tych wilków blisko przypominały typ wilka, który został niegdyś udomowiony. Takich wilków już nie ma, i to nie dlatego, że wymarły, bo przecież żyją miliony ich potomków – po prostu nie występują w stanie dzikim. Ich najbliższymi żyjącymi dziko odpowiednikami są zdziczałe psy, które powróciły do samodzielnego lub na wpół samodzielnego trybu życia. Są bezpośrednimi potomkami dzikich przodków psa i bytują w podobny sposób.

 

Ponieważ porównania z wilkami nie wydają się już tak przekonujące jak jeszcze dziesięć lat temu, zamierzam poszerzyć zakres poszukiwania cech biologicznych składających się na prawdziwą naturę psa. Cechy te, które umożliwiły udomowienie, mogą być starsze niż sam wilk. Mogą sięgać nawet miliony lat wstecz, do dawno wymarłych gatunków, które były przodkami wilków, szakali i dzikich psów. Wszystkie te współcześnie żyjące gatunki mają wspólne cechy, które najprawdopodobniej dzielą ze swymi wspólnymi przodkami. Żyją w grupach rodzinnych (w których młode dorosłe osobniki często pomagają rodzicom wychować kolejny miot), mają wspaniały węch i dużą zdolność adaptacji, są inteligentne. Jeśli chodzi o zdobywanie pożywienia, są albo myśliwymi, albo padlinożercami, albo jednym i drugim jednocześnie.

I wreszcie, być może wilk nie ma w sobie nic szczególnego, co zdecydowało o jego udomowieniu. Niewykluczone, że był po prostu towarzyskim psowatym, który znalazł się we właściwym czasie w odpowiednim miejscu11. Niestety zarówno miejsce, jak i czas spowija mgiełka tajemnicy. Pewne jest natomiast, że dziwne i nietypowe zachowania żyjących obecnie w niewoli wilków nie pomogą nam w zrozumieniu zachowań ani pradawnych wilków, ani psów domowych. Zamiast skupiać się wyłącznie na wilku szarym, powinniśmy po prostu uważać psa za jednego z psowatych, którego najbliższym nadal żyjącym krewnym jest wilk. To dzięki posiadaniu przez psowate „podręcznego zestawu społecznych narzędzi” udomowienie psa powiodło się, a historia tego procesu ściśle przeplata się z dziejami człowieka.

4 Carles Vilà, Peter Savolainen, Jesús Maldonado, Isabel Amorim, John Rice, Rodney Honeycutt, Keith Crandall, Joakim Lundeberg, Robert Wayne, Multiple and ancient origins of the domestic dog, „Science” 1997, 276, 13 czerwca, s. 1687–1689.

5 Biolodzy często nazywają całe grupy zwierząt od nazwy ich najbardziej znanego członka. Stąd rzymska nazwa psa domowego canis jest używana w odniesieniu do wszystkich krewnych psa domowego: Canis dla najbliższej i Canidae (psowate) dla dalszej rodziny. Zamieszanie, jakie to wywołuje, jest naprawdę niezamierzone.

6 Michael Fox, jeden z pionierów badania psich zachowań w latach sześćdziesiątych dwudziestego wieku, sądził, że dla każdego gatunku istnieje limit dotyczący liczebności i złożoności stada. Wilk znajdował się tu na samym szczycie. Teorie Foxa można jeszcze dziś spotkać w różnych książkach o psach, ale od czasu, kiedy wyłożył swoje poglądy, dokonano licznych odkryć na temat zachowań wielu gatunków.

7 Termin ten pojawia się w pracy węgierskiego eksperta dr. Ádáma Miklósiego Dog Behaviour, Evolution, and Cognition (New York: Oxford University Press 2009).

8 Randall Lockwood, Dominance in Wolves: Useful construct or bad habit? [w:] Behaviour and Ecology of Wolves, ed. Erich Klinghammer, New York: Garland STPM Press, 1979, s. 225–243.

9 Patrz pouczający artykuł dr. Davida Mecha na temat nowej koncepcji biologii wilka na stronie http://www.npwrc.usgs.gov/resource/mammals/alstat/alpst.htm (dostęp 25 sierpnia 2010).

10 Istnieje pewna kontrowersja na temat tego, ile rodzajów wilka żyje dziś dziko w Ameryce Północnej. Jednak jedynie wilk szary jest na tyle rozpowszechniony, że można było badać jego zachowania społeczne. Liczba typów wilka szarego na kontynencie amerykańskim jest ciągle szacowana na nowo; być może jest ich pięć (północno-zachodni, równinny, wschodni, meksykański i arktyczny), lecz ja odnosiłem się do dwóch pierwszych ogólnie jako „wilków leśnych”. Szósty, wilk czerwony, jest często uważany za odrębny gatunek. Chociaż czasem nazywany jest teksańskim wilkiem czerwonym, na początku ubiegłego wieku żył na terenach skupionych wokół Karoliny Północnej. Niektórzy ludzie utrzymują, że jest to unikatowe i zagrożone zwierzę, wobec czego dokłada się wszelkich starań, by je chronić, a także hodować je w niewoli. Proszę jednak wziąć pod uwagę, że wilk czerwony wygląda jak skrzyżowanie wilka szarego z kojotem, a jego DNA zdaje się potwierdzać, że jest hybrydą. Wilki i kojoty z pewnością mogą się parować i mieć małe w ogrodach zoologicznych, a prawdopodobnie także na wolności. Wilk wschodni czy ten żyjący w Algonquin w Ontario i Quebecu prawdopodobnie jest taką hybrydą, chociaż sugerowano, że jest trzecim prawdziwym gatunkiem wilka. Aby jeszcze bardziej zagmatwać ten obraz, zauważmy, że DNA wilków czerwonych sugeruje, iż w dziewiętnastym wieku mogły po raz drugi zostać skrzyżowane z kojotem, kiedy zmieniająca się struktura rolnictwa i zakładanie rancz doprowadziły do tego, że farmerzy w południowo-wschodnich obszarach Stanów Zjednoczonych zaczęli preferować kojoty zamiast wilków. Biorąc pod uwagę również to, że DNA czystej rasy kojotów zawiera także DNA wilka (jak również psa domowego), wydaje się, że krzyżowanie pomiędzy wilkami i kojotami miało miejsce od tysięcy lat, co doprowadziło do powstania zabawnego określenia Canis soupus (od ang. soup – zupa) dla opisania kojota, wilka wschodniego, jak też wilka czerwonego.

11 Taka też jest najbardziej prawdopodobna historia kota domowego; patrz streszczenie tej historii zamieszczone przez moją grupę badawczą w „Science” 2002, 296, 5 kwietnia, s. 15.