Pan Kamienia Wschodu

Tekst
Z serii: Mistrz Gry #2
0
Recenzje
Przeczytaj fragment
Oznacz jako przeczytane
Jak czytać książkę po zakupie
Czcionka:Mniejsze АаWiększe Aa

Okładka


Strona tytułowa
JOANNA LAMPKA
PAN KAMIENIA WSCHODU

TOM II CYKLU MISTRZ GRY

Poznań 2021

Strona redakcyjna

Copyright © by Joanna Lampka, Krasnystaw 2020

Copyright © by Wydawnictwo AlterNatywne, Poznań 2020

Wydanie I

ISBN: 978-83-66533-45-5

Grafika na okładce

Copyright © by Maria Lenarcik, Kielce 2021

Ilustracje – mapy

Copyright © by Justyna Janowiec, Poznań 2021

Redakcja

Kinga Szelest

Pierwsza korekta

Dominika Ładycka

Druga korekta

Kinga Dolczewska

Skład

Agnieszka Korzeniewska


www.WydawnictwoAlterNatywne.pl

Wydajemy Książki

Krystyna Płowiec-Niewolna

ul. Klasztorna 5/6 lok. 2

61-779 Poznań


@WydajemyKsiazki

@WydawnictwoAlterNatywne

Spis treści

Okładka

Strona tytułowa

Strona redakcyjna

Rozdział 1 Wielka ucieczka

Rozdział 2 Walcząc z Północą

Rozdział 3 Moja kobieta

Rozdział 4 Ramka na zdjęcia

Rozdział 5 Banicja

Rozdział 6 Czarna róża

Rozdział 7 Noc i dzień

Rozdział 8 Ludzie Północy

Rozdział 9 Ruch Czarnej Róży

Rozdział 10 Przed świtem

Rozdział 11 Targi Reniferów

Rozdział 12 Wiatr i ogień

Rozdział 13 Zdrada

Rozdział 14 Łzy wojownika

Rozdział 15 Próby Północy

Rozdział 16 Potwór, który ma serce

Rozdział 17 Armia Cieni

Rozdział 18 Marionetki

Rozdział 19 Ten drugi

Rozdział 20 Dwa klejnoty

Rozdział 21 Wyspa Wielorybów

Rozdział 22 Łaźnia prawdy

Rozdział 23 Uczta Duchów

Rozdział 24 Alexander



Rozdział 1
Wielka ucieczka
Dwa miesiące po ucieczce z Cesarstwa
Królestwo, 650 kilometrów na północ od Mire-Mareil

Aline wyszła z zajazdu zagubionego pośród świerkowych lasów. Rozejrzała się czujnie. Dochodziło południe, ale było wietrznie i dość chłodno. Włożyła masywną skórzaną kurtkę i naciągnęła rękawice. Jej motocykl stał na poboczu największej drogi łączącej Północ z Królestwem, kilkanaście kroków od maszyn motocyklowego gangu. Na szczęście nikt jej nie zaczepiał. I dobrze. Nie była w nastroju do żartów. Uciekała od bliskich, którzy ją oszukali. Przed sobą miała jeszcze wiele tysięcy kilometrów, za sobą tylko spalone mosty.

Podeszła do motocykla i wyjęła kask ze schowka. Już miała go włożyć, gdy usłyszała kroki za plecami. Obróciła się gwałtownie i chwyciła nóż motylkowy.

Za jej plecami stał wysoki, smukły typ od stóp do głów w czarnej skórze. Na dłoniach miał wysokie motocyklowe rękawice. Długie loki mężczyzny delikatnie falowały na wietrze. Patrzył na Aline spod półprzymkniętych powiek i milczał.

– Michel – ledwo zdołała wydusić przez niemal sparaliżowane z emocji gardło.

Nie zmienił się prawie wcale, odkąd ją zostawił. Miał czarne, zagadkowe oczy o lekko uniesionych kącikach, bardzo ciemne, jakby przydymione brwi i długie rzęsy, które rzucały głęboki cień na jego policzki. Na nieruchomej jak maska twarzy mężczyzny pojawiło się coś nowego i dziwnego – ciemnoniebieskie kropki obrysowujące kontur brwi. Patrzył na Aline, niemal nie mrugając. Dziewczyna wyobrażała sobie tę chwilę od siedmiu lat i tak intensywnie przygotowywała swoją mowę, że powinna znać ją na pamięć. Tymczasem stała jak słup soli, wpatrując się w niego z otwartymi ustami.

Wyciągnął rękę i zrobił krok w jej kierunku. Dopiero wtedy zdała sobie sprawę z tego, że okoliczności drastycznie się zmieniły. Tu już nie chodziło o ich przeszłość. Teraz był jej wrogiem, i to może nawet tym najniebezpieczniejszym. Natychmiast stanęła w pozycji defensywnej, gotowa do odpowiedzi na atak. Uniosła nóż.

– Nie podchodź – warknęła.

Twarz Aline się zmieniła. Dziewczyna ściągnęła usta i zmarszczyła jaśniutkie brwi. Łzy zabłysnęły w jej oczach, ale nie spuszczała wzroku z mężczyzny. Wszystkie mięśnie miała napięte. Dobrze wiedziała, że Michel jak kot w ułamku sekundy potrafi z całkowicie zrelaksowanej pozycji przejść do ataku, nie zdradzając tego nawet spojrzeniem.

– Aline, chcę tylko porozmawiać – powiedział bardzo wyważonym tonem.

W jego głosie było słychać znużenie.

– Zostaw mnie w spokoju – zabrzmiała nieco płaczliwie.

Michel zrobił dwa szybkie kroki w jej kierunku. Rzuciła nóż, który zagłębił się w ziemi niecały centymetr od jego buta. Michel zatrzymał się i popatrzył na nią z lekkim zainteresowaniem, jakby puściła papierowy samolocik.

– Zostawcie mnie wszyscy w spokoju – wydyszała przez zaciśnięte kurczowo wargi i wyciągnęła z rękawa drugi nóż. – Tym razem zrobię ci krzywdę, jeśli spróbujesz się do mnie zbliżyć.

Niezbyt przyjazną rozmowę przerwał gruby mężczyzna w skórzanej kamizelce jednego z największych gangów motocyklowych Królestwa. Za nim stała kilkuosobowa obstawa.

– Ślicznotko, czy ten pajac ci przeszkadza? – zapytał z uśmiechem, który w jego mniemaniu był uwodzicielski.

Aline podjęła szybką decyzję. Niepostrzeżenie schowała nóż do rękawa.

– Tak, chłopcy – uśmiechnęła się słodko do grubasa w skórze – możecie się nim zająć?

– Pewnie, malutka. – Posłał jej całusa i gwizdnął na swoich kolegów.

Michel uniósł brwi, lekko zaskoczony obrotem sytuacji, ale absolutnie niewyprowadzony z równowagi, jakby zupełnie nie zauważył otaczających go niespiesznie mężczyzn z nożami i łańcuchami w dłoniach. Spoglądał tylko na Aline. W wyrazie jego twarzy dostrzegała cień uśmiechu.

Wspomnienie tego uśmiechu zabrała ze sobą w drogę. Nie czekała na rezultat starcia. Nie chciała na to patrzeć. Zastartowała motocykl i odjechała, nie oglądając się za siebie. Wiedziała, że będzie musiała zrobić wiele różnych pętli, zanim wróci na drogę wiodącą na Północ.

Dzień wcześniej
Królestwo, Front Południowy
200 kilometrów na południe od Mire-Mareil

Michel Delacroix siedział zatopiony w raportach przy starym drewnianym biurku w siedzibie dowództwa. Na moment zamknął oczy i potarł czoło ze zmęczenia. To już drugi miesiąc wojny i cesarskie lotnictwo nieźle dawało im w kość. Na szczęście Królestwo zyskało przewagę na lądzie dzięki informacjom zdobytym przez jego małą Aline. Udało im się zidentyfikować i usunąć opozycję w Mandorii inspirowaną przez Cesarstwo i to ważne państwo-miasto znalazło się znów pod pełną kontrolą Królestwa. Należało się teraz skupić na przerwaniu blokady morskiej.

 

Nagle coś zakłóciło rozmyślania mężczyzny. Drzwi otworzyły się z hukiem i do pokoju wpadł ciemnowłosy, brodaty typ. Był poruszony.

Michel podniósł się wolno z krzesła z nachmurzoną miną. Tylko tego brakowało, żeby teraz przyszły jakieś złe wiadomości.

– Co się dzieje, Max? – zapytał spokojnie.

Maximilian, następca tronu Królestwa i najstarszy syn króla Richarda Lemerciera, odpowiedział zdenerwowany:

– Prywatne sprawy. Muszę spadać, ojciec nas wzywa. Musisz zostać tu sam.

Michel spojrzał na niego pytająco, ale Max pokręcił głową, przeczesując włosy dłonią. Dopiero po chwili, gdy zauważył, że Michel nie odpuszcza, nieco ciszej dodał:

– Aline uciekła. Wszyscy jej szukają, ale jakby zapadła się pod ziemię.

Michel podszedł do niego szybko i chwycił go za ramiona.

– Co się stało?

Maximilian zawahał się. Popatrzył na niego spod oka.

– Lepiej, żebyś nie wiedział – odpowiedział ponuro.

Michel potrząsnął go lekko za ramiona. Max pomyślał, że mimo połowy życia spędzonej ze swoim adoptowanym bratem nigdy go nie zrozumie. Każdy z Lemercierów wiedział, że Michel i Aline nie widzieli się przez długie lata. Niegdyś nierozłączni, w pewnym momencie najprawdopodobniej tak porządnie się pokłócili, że mężczyzna nigdy więcej nie chciał jej widzieć. Aline wręcz przeciwnie, wielokrotnie próbowała do niego dotrzeć przez każdego z braci, ale żadnemu nie było spieszno do mieszania się w ich konflikt. Michel nawet nie wspomniał jej imienia przez te lata, a teraz pragnął wytrząść Maximiliana z koszuli, żeby dowiedzieć się, co się z nią stało. Dlatego brat patrzył na niego ze zdumieniem pomieszanym z lekkim zażenowaniem, jakby czekał, aż przestanie żartować. W końcu pokręcił głową i wyrecytował jednym tchem:

– Pewnego pięknego ranka Aline przyszła do rodziców i powiedziała, że jest w ciąży, jej dziecko nie ma ojca i ona zamierza wychować je sama. Przekonywali ją dość długo, że można to z łatwością rozwiązać, ale nie chciała się ugiąć. Żadne argumenty do niej nie trafiały. Nie i już. Więc ojciec postanowił wziąć sprawę we własne ręce. Jednej nocy wysłał do niej z siedmiu byczków, żeby jej nieco pomogli podjąć decyzję. Sprawę by się wykonało po cichu i bez jej zgody, potem mogłaby się wściekać do woli, to w końcu dla jej dobra. Ale wiesz, Aline to Aline. Zerwała się z łóżka, jebut jednego, jebut drugiego, piątego i zwiała. Ta się umie bić. Mówili, że przykro było słuchać ich jęków, że niby to nie ona sama, tylko pod łóżkiem czyhała uzbrojona po zęby armia chana Imperium Wschodu, kurwa jego mać. Dwa lwy, trzy tygrysy mandoriańskie, do chuja pana. – Maximilian otarł pot z czoła. – Jebał to pies. Uciekać też umie. Nie ma jej od dwóch dni i nikt nie wie, gdzie jest. Wzięła motor Stefana. Ojciec rwie łysinę z głowy. Mieli nas zostawić w spokoju, bo mamy tu ważniejsze problemy niż zbuntowana siostra, ale ojciec chce, żeby szukał jej każdy, kto może. Byle dyskretnie, byle nic nie wyszło poza rodzinę. Jadę. Wrócę najwyżej za dwa dni, więcej nie będę się w to bawił. Aline to sprytny małpiszon, jak się chce schować, to się schowa, nawet i pod ziemię.

Michel stał jak słup soli. Po chwili puścił jego ramiona i zapadł się w fotel. Max też stracił rezon, zmierzył brata zdziwionym spojrzeniem i wyszedł z pokoju. Już wsiadał do samochodu, gdy dogonił go Michel.

– Ty zostajesz, ja jadę – powiedział stanowczo i wskoczył na motocykl. – Wiem, gdzie ona jest. Znajdę ją z łatwością.

Królestwo, 650 kilometrów na północ od Mire-Mareil

Oberża była niemal na skraju cywilizowanego świata. Po spotkaniu z Michelem Aline jechała już prawie przez bezludzie. Stąd było niedaleko. Ten nocleg miała spędzić na Północy. Być może nawet przekroczyła granicę. Północ to po prostu prowincja Królestwa, ale pod wieloma względami można było je traktować jak osobne państwa. Różniła je między innymi mentalność mieszkańców, a poza tym Ludzie Północy trzymali się swojego terytorium, a ludzie Królestwa – swojego. Pomiędzy nimi leżała tak zwana ziemia niczyja – niezamieszkany pas terenu o szerokości około trzystu kilometrów, możliwy do przebycia tylko przez niedostępne w zimie przełęcze i dosłownie parę dróg zastawionych znakami zakazu wjazdu, ostrzeżeń odnośnie do radioaktywności, dzikich zwierząt i braku służb królewskich na terytorium prowincji północnej. Kilka posterunków straży wyglądało na opuszczone, a i tak nietrudno je było ominąć przez lasy. Północ nie biła rekordów popularności wśród wycieczkowiczów, mówiąc delikatnie.

Jestem twarda, poradzę sobie bez względu na okoliczności – powtarzała sobie w myślach – mam dla kogo walczyć. Czuła się o wiele silniejsza niż przedtem, gdy żyła z dnia na dzień, a przyszłość wydawała jej się czarną dziurą.

Przez kilka dni po powrocie z terenu wroga – z Cesarstwa – robiła to, o czym marzyła przez długie lata w wywiadzie. Spędzała czas z rodzicami, poznawała nowych, malutkich członków rodziny, śmiała się z braćmi, przytulała ich dzieci, które albo jej nie pamiętały, albo pamiętały bardzo słabo, nawiązywała serdeczne kontakty z bratowymi – pięknymi kobietami skupionymi na potomstwie i problemach domowych, chodziła na zakupy i do kosmetyczki, co sprawiało jej wiele radości. Sypiała świetnie i wydawało się, że okres psychicznego chaosu ma już za sobą.

Pierwszy fałszywy akord zabrzmiał, gdy zabrała głos na oficjalnym przyjęciu podczas rozmowy o wojnie. Wydawało jej się, że ma do tego prawo. Była w Cesarstwie, znała styl wrogów korony i podejrzewała, że jej opinia może być naprawdę wartościowa. Zresztą to dzięki informacjom, które wydobyła kilka sekund przed śmiercią ich szpiega, mogli odnieść pierwsze znaczące zwycięstwo w wojnie. Tyle że nikt nie wiedział, na czym polegała praca Aline. Zaledwie jeden z braci – Marco – dowódca wywiadu Królestwa zdawał sobie sprawę z tego, że podejmuje realne ryzyko, a nie pracuje za biurkiem. Rozmowa na przyjęciu tyczyła się użycia niedozwolonej przez jedną z międzynarodowych umów broni niekonwencjonalnej. Stary generał Thoreaux właśnie tokował, że młody Delacroix popełnia błąd, nie wykorzystując pełni potencjału wojskowego Królestwa. Aline taktownie poczekała, aż mężczyzna skończy swoją wypowiedź, a następnie skłoniła się lekko w jego kierunku.

– Z całym szacunkiem, panie generale – powiedziała grzecznym tonem. – Cesarstwo tylko na to czeka. Oni też są sprytni. To złudzenie, że po podpisaniu Drugiego Aktu Sageskiego zniszczyli cały swój potencjał. Do czego w końcu służy baza w Lakeview na Wyspach? Nieważne zresztą. Wszyscy wiedzą, co się stało z Kontynentem Wschodnim po użyciu broni nuklearnej. Musimy zacząć uczyć się na swoich błędach.

Nastała cisza. Generałowi Thoreaux wypadło cygaro z dłoni. Ojciec zacisnął usta i zaczerwienił się tak, że jego jasne tęczówki zaświeciły. Bracia patrzyli na nią z szeroko otwartymi oczami. Bratowe jak jeden mąż spuściły wzrok. Matka rzuciła Aline ostrzegawcze spojrzenie, przez które przebijało źle skrywane współczucie. Ciszę przerwał Marco.

– Przepraszamy za naszą siostrę, panie generale. Dopiero wróciła z Cesarstwa, gdzie była na misji specjalnej naszego wywiadu. Faktycznie ma wartościowe informacje, jednak najwyraźniej odzwyczaiła się od zasad panujących w Królestwie – zakończył, dość ostro świdrując ją spojrzeniem bladoniebieskich oczu.

Generał, chudy, żylasty mężczyzna, uśmiechnął się do Aline pobłażliwie jak dobry wujek do krnąbrnego dziecka.

– A jaka piękna! Piękna i inteligentna! Mąż będzie miał z niej radość. Macie już jakieś propozycje małżeństwa? – zapytał jej ojca, ignorując dziewczynę.

– Tak, wybierać, przebierać. – Król uśmiechnął się z zadowoleniem. – Za miesiąc organizuję wielki bal na jej cześć. Macie wszyscy być obecni – ogarnął jej braci surowym spojrzeniem – w sztabie jest więcej osób, nie tylko wy.

– Michel zostanie jak zawsze – mruknął Jerome, trzeci z braci pod względem starszeństwa.

– Powiedział, że przyjedzie – odparł ojciec i zerknął czujnie na swoją jedyną córkę.

Aline westchnęła w duchu. Nie wierzyła w to ani na jotę i czuła się zlekceważona.

Wiedziała, że w najbliższej przyszłości ojciec wybierze jej partnera. Takie zasady panowały w Królestwie – młode kobiety przechodziły z rąk ojca w ręce męża. Same nie miały wiele do gadania na temat swojego wybranka czy kierunku, w jakim będzie zmierzało ich życie. Nie było innej opcji. Ojciec pozwolił jej „przedłużyć okres młodości”, ale na tym jego cierpliwość się skończyła. Aline miała prawie dwadzieścia pięć lat i była już niemal starą panną względem norm Królestwa.

Akceptowała to ze smutkiem. Nie było innego wyjścia. Nawet nie miała dokąd uciec, jeśliby próbowała mu się przeciwstawić. Południowa granica Królestwa była szczelnie zamknięta. W wojnie brały udział wszystkie państwa Kontynentu Zachodniego oprócz Sagessii, która tradycyjnie neutralna współpracowała z obydwiema stronami. Pozostawała Północ, ale dziewczyna wiedziała, że to ostateczność. Kontynent Wschodni zaś, zniszczony przez wojnę nuklearną, według naukowców dopiero za kilkadziesiąt lat będzie się nadawał do zamieszkania.

Tej nocy po niefortunnym przyjęciu wróciły koszmary senne. Aline myślała, że umrze. Topiła się w czarnym stawie. Nie mogła znaleźć powierzchni. Dokądkolwiek płynęła, tam była tylko ciemna ciecz. Nie miała powietrza, a do nosa i ust zaczynała jej się dostawać woda. Obudziła się cała spocona i przerażona. Dopiero gdy oprzytomniała, przypomniała sobie, że ma ze sobą niezawodny środek na ataki paniki – swoje kamienie ochronne. Gwiazda Północy, którą dał jej Michel, zabierała negatywne uczucia, a Gwiazda Południa, którą dał jej Ian, dodawała otuchy. Ale miała dziwne wrażenie, że jej południowy klejnot nie działa prawidłowo w Królestwie. Piękny, przezroczysty kamień świecący własnym światłem dawał poczucie bezpiecznego schronienia. Wiedziała jednak, że to jest tylko złudzenie. Gdzie był tak naprawdę jej dom? Fatalne noce zaczęły powtarzać się regularnie i dziewczyna nie wiedziała, skąd właściwie czerpie siłę, żeby przetrwać pochmurne kwietniowe dni.

Nagle wszystko, co wcześniej wydawało jej się nowe i zabawne, stało się nieracjonalne i głupie. Chociażby to, że nie mogła sama za nic płacić. Jej zarobione pieniądze znalazły się na koncie, do którego dostęp będzie miała po zamążpójściu za zgodą małżonka. Mogła korzystać z nieograniczonego budżetu ojca, ale wszędzie zostawiała za sobą ślady i jej wydatki były kontrolowane. Nie była przyzwyczajona do takiej ingerencji w swoją prywatność.

– Korzystaj! – radziły bratowe. – Kupuj najdroższe suknie, wydawaj pieniądze na prawo i lewo. Hulaj, dziewczyno, niech skarbiec Królestwa drży w posadach! Wtedy przynajmniej będziesz miała gwarancję, że ojciec wyda cię szybko za mąż.

Jakby tego właśnie pragnęła... Jednak sam ojciec ją zachęcał do kupowania.

– Kup sobie coś, w czym będziesz wyglądać jak kobieta. Nie wypada chodzić w dżinsach. No już, jutro cię tu widzę w jakiejś pięknej sukience.

Aline kupiła sobie piękną sukienkę. Jedną, drugą, trzecią, czwartą. Ale gdy ochmistrzyni zaczęła ostro się dopytywać, dlaczego była w aptece, pomyślała, że jest zamknięta w złotej klatce.

Nie mogła nigdzie chodzić sama. Na podorędziu zawsze znajdowała się jedna z bratowych – z dziećmi lub bez – która była gotowa jej towarzyszyć. Męczył ją ten nieustanny hałas, słodkie szczebiotanie o niczym. Najchętniej wychodziła z matką. Ta zwykle milczała. Ale brakowało jej całkowitej samotności.

Nie mogła prowadzić samochodu. Nie mogła ubierać się w legginsy podczas joggingu. Nie mogła chodzić na basen. Nie mogła mówić niepytana.

Czuła się z tym fatalnie. Była co prawda przyzwyczajona do surowych zasad Królestwa Żeglarzy, ale zdążyła już zapomnieć, jak bardzo to było dla niej uciążliwe. Jak sobie dawała z tym radę wcześniej? Nie miała pojęcia! Może dlatego, że wcześniej zawsze było coś do roboty. Z intensywnej, wymagającej szkoły wojskowej poszła do zakonu Shan-Thi, potem do wywiadu, gdzie zawsze doskwierał jej brak czasu dla siebie.

W dodatku od pięciu lat była przy niej jej przyjaciółka Mia. Dzieliła z nią każdy dzień, każdą noc. I teraz jej zabrakło. Czuła to tak, jakby straciła kończynę. Nie miała pojęcia, co się z nią dzieje. Nie miała kontaktu z nikim ze swojego oddziału. Nie wiedziała nawet, czy dziewczynom udała się ucieczka. Odebrano jej komunikator i wszelkie uprawnienia. Z dnia na dzień stała się nikim.

 

A co się stało z Thomassonem, specjalistą od zabezpieczeń z Cesarstwa, którego zmusili do pomocy Aline? Wiele by dała, żeby się tego dowiedzieć. Na szczęście Marco zgodnie z obietnicą wypuścił żonę i dziecko Thomassona i zapewnił im bezpieczeństwo. Aline próbowała z nim rozmawiać na ten temat, argumentując, że ta paskudna manipulacja była poniżej pasa.

– Michel... jest skuteczny. To jest najważniejsze – westchnął ciężko ze wzrokiem utkwionym w biurku. – I nikomu nie stała się krzywda.

Mogła mruczeć z niezadowoleniem, ale jej brat nie dał się sprowokować do dalszej dyskusji. Od czasu, gdy poznał jej tajemnicę – Iana, skrzętnie unikał Aline. Chciała z nim porozmawiać, był w końcu najbliższą dla niej osobą w Królestwie, ale najwidoczniej jej chęć była nieodwzajemniona.

Czuła, że nie pasuje do Królestwa. Zawsze ktoś na nią patrzył koso, bo zachowywała się zbyt swobodnie, ubierała się zbyt luźno, mówiła to, czego nie można mówić. Mimo że się starała. Gdzie w takim razie pasowała?

Romans z następcą tronu Cesarstwa Ianem Lancasterem wydawał się Aline pięknym, ale nierealnym snem. Nie przeszkadzało jej to jednak tęsknić. Tęsknota była tak silna, że odczuwała ją fizycznie jak nieustający ból brzucha. Starała się odsuwać wspomnienia, lecz ciągle miała przed oczami złotą plamkę w lewym oku, która zaczynała płonąć, gdy się uśmiechał, opiekuńcze, duże ramiona, namiętność i smutek, gdy odchodziła. Wiedziała, że tylko czas może uleczyć tęsknotę i że w końcu zapomni. Dlatego z wysiłkiem zaciskała zęby i starała się myśleć o czymś innym.

Na południe nie miała powrotu. Zrozumiała to następnego dnia po ucieczce. Nienawiść Królestwa do Cesarstwa była niepojęta. Propaganda wojenna sprawiła, że nikt już nie myślał o rozejmie. O cesarskich ludziach mówiono, że to ci „źli”, którzy chcieli zniszczyć tradycyjne wartości Królestwa. O Lancasterach wypowiadano się z pogardą albo z otwartą wrogością. Prasa szalała, publikując codziennie materiały o cesarskim rozwiązłym stylu życia, braku jakichkolwiek zasad, narkotykach i alkoholu. Co za stek bzdur – klęła w głowie Aline, myśląc o małżeństwie swojego zastępcy Aidana z ciepłą Matilde. Ale ludzie w to wierzyli. Z każdym publikowanym absurdem dziewczyna wiedziała, że oddala się od niej perspektywa, że kiedykolwiek zobaczy Iana Lancastera. Opłakiwała go jak zmarłego.

Że coś się na zawsze zmieniło w jej życiu, zrozumiała zbyt późno. Na początku brak krwawienia potraktowała jako zupełnie naturalne następstwo stresu i zmiany klimatu. Dopiero w drugim miesiącu zaczęła się niepokoić. Na początku odsuwała od siebie wszelkie myśli na ten temat. W końcu postanowiła raz na zawsze sprawdzić swoje podejrzenia. Wygrzebała zachomikowane pieniądze i kupiła test. Dwie kreski potraktowała spokojnie. Podziemie aborcyjne w Królestwie kwitło dla tych, którzy mogli sobie na nie pozwolić. Ona właściwie nie mogła, ale miała kochających braci i rozumiejącą matkę. Tylko wspomni, że jest problem, i dostanie tyle, ile będzie trzeba. Królestwo uwielbiało zamiatać pod dywan wstydliwe sprawy.

Aline zwlekała. Jutro na pewno to zrobi. Jutro pogada, pojutrze sprawa załatwiona. I tak mijały długie dni. Nawet przez moment nie pomyślała, żeby urodzić to dziecko. O tym nie było mowy. Bękart księżniczki sprawiłby, że cała rodzina straciłaby honor. Ojciec musiałby wyrzucić ją z domu. A dokąd mogłaby wtedy pójść? Nawet gdyby zdołała się przedostać do Cesarstwa, jej dziecko i ona zostaliby albo wykorzystani przeciwko Królestwu, albo zgładzeni. W końcu, bez względu na płeć czy pochodzenie, pierworodni następców tronu Cesarstwa nabywali do niego prawa. Takie były zasady.

Z każdym mijającym dniem czuła się gorzej psychicznie i mniej stabilnie. Snuła się po nocach po uśpionym pałacu, licząc upływający czas. Pewnego razu wpadła na zakryty płótnem fortepian. Nie grała od kilku lat. Usiadła i wyrzuciła to, co czuła. Instrument płakał razem z nią. Po paru godzinach, gdy już świtało, a palce miała zdrętwiałe, melodia się zmieniła i fortepian zaczął grzmieć. Spłynęły na nią spokój i pewność. To dziecko bez ojca, o które nikt nie walczył, miało przecież matkę. Ona będzie o nie walczyć. Ma wystarczająco dużo siły. Poradzi sobie bez względu na wszystko. Gwiazda Południa, która teraz spoczywała w kieszeni swetra, stała się dziwnie ciepła, ogrzewając jej brzuch i dodając odwagi. Rano Aline zeszła na śniadanie z jasnym, zdecydowanym spojrzeniem...

Wróciła do rzeczywistości. Krajobraz się powoli zmieniał. Ponura, księżycowa pustynia odgrodzona olbrzymimi szarymi szczytami zamieniała się w coraz gęstszy las. Miała nadzieję, że znajdzie schronienie na tę noc. Nie chciała ryzykować zmęczenia na swoim dwuśladzie. Jest matką. Musi nauczyć się być odpowiedzialna za to coś, co w niej rośnie.