Najlepsi przyjaciele, sekretni kochankowie

Tekst
Przeczytaj fragment
Oznacz jako przeczytane
Jak czytać książkę po zakupie
Czcionka:Mniejsze АаWiększe Aa

Jessica Lemmon
Najlepsi przyjaciele,
sekretni kochankowie

Tłumaczenie:

Krystyna Rabińska

PROLOG

– Minimum dwadzieścia minut, inaczej ona roztrąbi, że w łóżku jesteś beznadziejny.

– Dłużej niż siedem minut to zwykłe partactwo, głupi Angolu.

Flynn Parker, siedząc w fotelu z nogą w gipsie opartą na podnóżku, przysłuchiwał się rozmowie dwóch swoich najlepszych przyjaciół o seksie.

– Gdybyście znali się na rzeczy, nie bylibyście kawalerami – nagle wtrącił swoje trzy grosze.

Gage Fleming i Reid Singleton jednocześnie odwrócili głowy i zamrugali ze zdziwieniem, jak gdyby nagle przypomnieli sobie o jego istnieniu. Gage podniósł butelkę whisky i hojnie dolał do szklanki Reida i swojej.

Flynn nie pił. Był na środkach przeciwbólowych.

– I kto to mówi – zripostował Reid. – Na twoim palcu nie widzę obrączki.

– I właśnie dlatego tu jesteśmy – stwierdził Gage.

Stuknęli się z Reidem szklankami.

Flynn gestem toastu podniósł w górę butelkę wody mineralnej. Jego niedawne rozstanie z Veronicą było powodem przyjazdu do Kolorado na narty, aby leczyć chandrę. Ostatni raz byli we trzech w górskim domku jego ojca na drugim roku studiów. Coś musiało wisieć tu w powietrzu, bo zaraz po przekroczeniu progu zaczęli się zachowywać, jak gdyby znowu byli studentami.

Gage i Reid non stop chwalili się swoimi podbojami łóżkowymi, a Flynn postanowił jeszcze raz zmierzyć się ze stokiem…

I tak jak poprzednio wylądował w szpitalu, ale tym razem ze złamaną nogą.

Narciarstwo zdecydowanie nie jest jego mocną stroną.

Przed przyjazdem tutaj Flynn dowiedział się dwóch rzeczy. Po pierwsze tego, że rzekome zapalenie płuc ojca to złośliwy nowotwór i że dni Emmonsa Parkera są policzone. Po drugie, że po powrocie zajmie jego gabinet, a na wizytówce pod nazwiskiem będzie wydrukowane „Prezes”.

Kiedyś niczego innego nie pragnął. Kiedyś.

Latami starał się zyskać uznanie ojca, ale Emmons Parker, zamiast podsycać jego ambicje, je gasił. A teraz całe imperium spoczywa na jego barkach. I tylko jego barkach.

Gromki śmiech Reida wyrwał go z zadumy. Nie, nie jest sam. Ma Gage’a i Reida oraz Sabrinę Douglas, najlepszą przyjaciółkę o dużo dłuższym stażu od nich. Cała trójka pracowała z nim w Monarch Consulting i z taką drużyną na pokładzie pokona wszystkie rafy.

Wiedział, że kadra kierownicza wysokiego szczebla wkurzy się na maksa, kiedy odkryją, że właśnie on zostanie prezesem. Już dawniej zarzucali mu, że wszystko przychodzi mu zbyt łatwo, a teraz nagle ich byt będzie w jego rękach. Flynn traktował swoje zadanie bardzo poważnie. Tak samo poważnie jak kwestię, o której myślał tuż przed złamaniem nogi.

– Pamiętacie śluby, jakie złożyliśmy w college’u? – zapytał znienacka. – Że nigdy się nie ożenimy?

– Ha! – wyrwało się Reidowi. – Tu, w tym pokoju, prawda?

Gage zmarszczył brwi.

– Byliśmy zdrowo nawaleni. Bóg jeden wie, co jeszcze wygadywaliśmy.

– Nie dotrzymałem słowa. A powinienem – stwierdził Flynn.

Dał się ponieść uczuciu. Nie traktował ślubów kawalerskich serio. Popełnił błąd.

– Rozumiem, dlaczego tak mówisz. Dostałeś nieźle w kość. Ale wtedy żaden z nas nie szukał stałego związku.

– Żaden z nas nie chciał szukać – poprawił go Reid.

Urodzony w Zjednoczonym Królestwie, mimo długiego pobytu w Stanach, nie stracił brytyjskiego akcentu.

Flynn ręką, w której trzymał butelkę z wodą mineralną, wskazał Gage’a.

– Jak długo spotykasz się z tą nową dziewczyną? – zapytał. – Miesiąc?

– Coś koło tego.

– Wycofaj się. Teraz. Już! – odezwał się Reid. Głośno beknął, potem wypił whisky do dna. – My, to znaczy ty i ja, nie złamaliśmy ślubów. Ale gdybyś był Flynnem, pewnie już byś się z nią ożenił.

Reid nie przesadzał. Flynn i Veronica pobrali się dokładnie trzydziestego dnia od poznania. Ich małżeństwo przetrwało trzy lata tylko, i wyłącznie dzięki uporowi Flynna.

Miary goryczy dopełnił romans Veroniki ze starszym bratem Flynna Julianem, artystą.

Veronica była wolnym duchem, Flynna natomiast interesowały liczby. Był nudny. Cierpiał na zaparcie emocjonalne.

Jej słowa.

– Hej! – Gage pstryknął palcami. – Przyjechaliśmy tu świętować twój rozwód, a nie przyglądać się, jak wpadasz w depresję.

– Odnawiam śluby – poważnym tonem oświadczył Flynn. – Żadnego małżeństwa. Nigdy. Małżeństwo nie jest warte złamanego serca ani złamanej nogi, ani popijawy z dwoma najgorszymi kumplami pod słońcem.

Reid zrobił urażoną minę.

– Odwal się – burknął.

– Właśnie – przytaknął Gage. – Dobrze mówi.

Flynn usiadł prosto.

– Nie chcę, żeby któryś z was przechodził przez to co ja. Nigdy.

Przyjaciele milczeli chwilę.

– Poważna sprawa – Gage odezwał się pierwszy. Flynn wciąż milczał. – W porządku. Jak to się odbyło? – zapytał.

– Ślubowaliśmy nigdy się nie żenić – przypomniał Reid. – Przysięgaliśmy na nasze ptaszki. – Dotknął krocza, a Gage zachichotał, słysząc to określenie. Reid spojrzał na Flynna. – A to znaczy, że twój powinien ci odpaść. Nie odpadł?

– Nie.

Reid teatralnym gestem otarł czoło i westchnął z udawaną ulgą.

– Daj spokój, stary – odezwał się Gage. – Jesteś na prochach. Złożyliśmy śluby, bo twoja mama była chora, ojciec się zamartwiał, a mnie właśnie rzuciła Natalie. Wszyscy wtedy mieliśmy doła. – Spojrzał na Reida. – Z wyjątkiem ciebie. Jaki ty miałeś powód?

– Nigdy się nie żenić. Kropka.

– Przysięgnijmy jeszcze raz – upierał się Flynn. – Na nasze ptaszki.

Kiedy ślubowali pierwszy raz, żaden z nich nie wiedział, jak bardzo boli zawód miłosny. Rozstania z dziewczynami bywały trudne, ale zdrada żony i jej powtórne małżeństwo było stokrotnie trudniejsze do zniesienia. Reid i Gage nie mieli o tym pojęcia i Flynn wolał ich nie uświadamiać. Nie chciał, aby czuli się tak zgnojeni, jak on się czuł przez ostatnie trzy miesiące.

A wszystkiego tego mógł sobie oszczędzić, gdyby poważnie potraktował tamtą umowę.

Słyszał o ludziach, którzy twierdzili, że niczego nie żałują, bo gdyby nigdy się nie ożenili i nie rozwiedli, byliby ubożsi o ważne doświadczenie życiowe.

Bzdury.

– Przysięgam – rzekł Reid i spojrzał wyczekująco na Gage’a.

– W porządku. To głupie, ale zgoda – rzekł Gage.

– To za mało. Przysięgnij – domagał się Flynn.

– Przysięgam. Nie ożenię się.

– Powiedz nigdy i wypijemy za to.

– Zaczekaj – odezwał się Reid. – Co będzie, jeśli któryś z nas znowu ulegnie? – Wskazał Gage’a. – Jak ten nasz sentymentalny czaruś.

– Zamknij się.

– Co miesiąc masz nową dziewczynę. Jeśli nie będziesz uważał, któraś z nich umości się w twoim sercu na stałe.

– Będę uważał – burknął Gage.

– Pilnuj się, radzę po dobroci – wtrącił Flynn. W ciszy, jaka zaległa, słychać było tylko trzaskanie ognia w kominku. – Kłamstwo nie popłaca.

Reid spojrzał na nogę Flynna – przypomnienie, ile może kosztować głupota – potem przeniósł wzrok na Gage’a.

– Nigdy – rzekł Gage i podniósł w górę szklankę z whisky.

ROZDZIAŁ PIERWSZY

Flynn Parker, z żołądkiem zwiniętym w podwójny supeł, walczył z krawatem. Ręce mu się trzęsły, dłonie miał śliskie od potu. Temperatura w małym pokoiku na tyłach domu pogrzebowego dochodziła do trzydziestu stopni.

Gdy tylko nabożeństwo żałobne za duszę jego ojca się zakończyło, Flynn opuścił salę, w której czuł się jak w saunie, i szarpnął za krawat. Teraz zaś podejmował bezskuteczne próby naprawienia szkody.

Nie był pewien, czy zniesie widok trumny z ciałem ojca opuszczanej do grobu. Różnili się na milion sposobów, lecz śmierć ostatecznie kładzie kres wszelkim sporom.

– Tu jesteś… – Sabrina Douglas, jego najlepsza przyjaciółka od czasu studiów, stanęła za nim. – Pomóc ci?

– Dlaczego tu jest taki upał? – warknął.

Sabrina cmoknęła z dezaprobatą. W ciągu lat przyjaźni ich stosunki raz były bliższe, raz luźniejsze, lecz zawsze stanowiła element stały w życiu Flynna. Towarzyszyła mu na każdym etapie jego życia osobistego, od ślubu z Veronicą do jego trzydziestych urodzin. Do naszych trzydziestych urodzin, Flynn poprawił się w myślach. Sabrina urodziła się tego samego dnia, ale cztery minuty przed nim. Kiedy się poznali na zajęciach z psychologii na uniwersytecie w Waszyngtonie, zażartowała, że są bliźniakami, lecz to określenie szybko okazało się nietrafne, gdyż różnili się prawie pod każdym względem.

Zasada przyciągania się przeciwności.

Sabrina podniosła teraz ręce i delikatnie odsunęła jego dłonie.

– Daj…

Poczuł kwiatowy zapach jej perfum. Zawsze ładnie pachniała, ale od dawna jakby tego nie zauważał.

Od bardzo dawna.

Zmarszczył czoło. Kiedy był mężem Veroniki, oddalili się z Sabriną od siebie. Jego stosunki z Reidem i Gage’em nie zmieniły się, ale Veronica nie włączyła Sabriny do kręgu swoich przyjaciół. W rezultacie Flynn widywał ją głównie w pracy.

– Nie wiem, co się ze mną dzieje.

Miał na myśli nie tylko kłopot z zawiązaniem krawata.

– Posłuchaj…

Flynn nakrył dłonie Sabriny swoimi dłońmi. Nie chciał słuchać ani usprawiedliwień, ani kazań.

– Nie.

Sabrina podniosła na niego wzrok. Jej piękne orzechowe oczy ze złoto-zielonymi refleksami patrzyły przenikliwie. Te oczy wspierały go podczas rozwodu z Veronicą, podczas choroby ojca zakończonej jego śmiercią i wspierają teraz, kiedy w firmie usiłuje zaprowadzić nowe porządki.

 

Emmons Parker orientował się w stosunkach między braćmi, dlatego zlecił prawnikom, aby każdemu osobno odczytali jego testament.

Julian odziedziczył ukochaną kolekcję starych samochodów i kolonialną rezydencję z drzewem wiśni w ogrodzie od frontu, w której się wychowali. Flynn odziedziczył dom w górach w Kolorado, firmę oraz dwupoziomowy apartament w centrum miasta. W testamencie napisano, że Julian „zakłada rodzinę” czy coś w tym rodzaju, i dlatego Emmons podarował ukochany dom matki najstarszemu i najmniej godnemu zaufania synowi.

Synowi, który zakładał rodzinę z byłą żoną Flynna.

Dzisiaj Flynn przyjmował kondolencje, pozwalał się obejmować oraz ściskał dłonie i jak dotąd udało mu się omijać Juliana z Veronicą szerokim łukiem. Była żona śledziła każdy jego ruch, lecz on nie zbliżał się do niej. Jej wyrzuty sumienia były za słabe i zbyt spóźnione.

– Nie wiem, co robić – odezwała się Sabrina. Mówiła przez ściśnięte gardło. Współczuła Flynnowi tak samo jak wtedy, kiedy Veronica go porzuciła. – Przykro mi.

Puściła końce krawata Flynna i ostrożnie, aby nie rozmazać makijażu, wytarła oczy.

Flynn nie wahał się ją objąć. Jak dobrze było przytulić się do kogoś, komu na nim zależy, kto tak dobrze go zna. Poczuł ucisk w gardle. Pogładził Sabrinę po plecach i rzekł:

– Robisz dokładnie to co trzeba. Już sama twoja obecność wystarczy.

Sabrina odsunęła się od niego, wyciągnęła chusteczkę z pudełka stojącego obok, wytarła kąciki oczu, potem sprawdziła w lustrze, czy nie rozmazała tuszu.

– Nie pomagam.

– Pomagasz.

Była cudownie wrażliwa. Wyczulona na nastroje innych. Empatyczna. Czasami Flynn nienawidził jej za to, bo łatwo było ją zranić. Teraz obserwował jej odbicie w lustrze i zastanawiał się, czy postrzega siebie w taki sam sposób jak on ją. Wysoka, silna, piękna kobieta z lśniącymi brązowymi włosami, gładką cerą, w modnych okularach, które nadają jej wygląd osoby inteligentnej i jednocześnie bezpośredniej.

– Przepraszam. – Zmięła chusteczkę w dłoni. Znowu była opanowana i gotowa go wspierać. – Jeśli mogę coś zrobić…

– Darujmy to sobie – wyrwało mu się.

Słysząc własne słowa, nabrał pewności, że tak będzie najlepiej.

– Darujmy? – powtórzyła. Na jej twarzy malowało się niezdecydowanie. – Chcesz się urwać? Teraz?

– Dlaczego nie? – Już z każdym się przywitał. Wysłuchał, jak ksiądz robi z Emmonsa świętego. Szczerze mówiąc, wysłuchał tylu peanów na cześć ojca, że miał dość.

Sabrina otworzyła usta, prawdopodobnie po to, by zaoponować, lecz nie dopuścił jej do głosu.

– Nie mogę. Po prostu nie chcę uczestniczyć w dalszym ciągu. – Zamilkł. Chciał wymyślić jakiś bardziej konkretny powód, lecz nic nie przychodziło mu do głowy. – To mnie przerasta – dodał.

Sabrina kiwnęła głową.

– Okej. Urywamy się. – Flynn odetchnął z ulgą. – Mam ochotę na rybę z frytkami. U Chaza. A ty?

Bardzo brakowało mu takich wypadów z Sabriną. Ostatnio widywali się tylko w pracy.

– Spadamy.

– Żarty sobie ze mnie stroisz?! – Brat Flynna, Julian, zastąpił im drogę. Jego usta wykrzywiły się. – Urywasz się z pogrzebu naszego ojca?

Kto jak kto, ale ty nie będziesz mnie uczył zasad, pomyślał Flynn.

Zza pleców Juliana wyłoniła się Veronica.

– Kochanie – szepnęła do Juliana. – Nie rób scen.

Kochanie. Boże, ale farsa.

Sabrina przysunęła się bliżej Flynna. Nie potrzebował, by go broniła, lecz docenił jej gest.

Julian strząsnął dłoń Veroniki z ramienia i zmierzył brata groźnym spojrzeniem. Flynn zauważył, że ma na sobie marynarkę ojca, za szeroką w ramionach, za krótką.

Julian nie posiadał garnituru. Utrzymywał się z malowania. Veronica mówiła, że jego twórczość podbiła jej serce. Najwyraźniej uważała, że Flynn jest niezdolny do bycia „spontanicznym”, „troskliwym” i „monogamicznym”.

Ten ostatni zarzut chyba powinna odnieść do samej siebie.

– Nie odprowadzisz ojca do grobu? – wysyczał Julian, a Veronica znowu szepnęła „kochanie”, lecz ją zignorował.

– Twierdziłeś, że nie mój interes, co robisz albo czego nie robisz – odparował Flynn. Przeniósł wzrok z brata na byłą żonę. – Co oboje robicie. To samo odnosi się do mnie.

Niebieskie oczy Veroniki zrobiły się okrągłe ze zdziwienia. Zawsze uważała się za piękność – gęste blond włosy, stroje od znanych projektantów, nieskazitelny makijaż. Teraz Flynn zobaczył, co kryje się pod tą maską.

Egoizm. Zdrada. Kłamstwa.

Bezmiar kłamstw.

– Nie oceniaj mnie – warknęła.

– Dawniej wyglądałaś atrakcyjniej – mruknął.

Naprawdę nie zamierzał wypowiadać tej opinii na głos.

– Tu sukinsynu!

Julian zamierzył się na niego, lecz Flynn zdążył zrobić unik. Od Reida i Gage’a nauczył się walki na pięści. Julian zaś używał rąk tylko do wodzenia pędzlem po płótnie.

Flynn uskoczył przed lewym sierpowym, potem prawym sierpowym, potem sam uderzył. Julian, trafiony w nos, zatoczył się i upadł. Sabrina głośno wciągnęła powietrze w płuca, Veronica wydała z siebie piskliwy okrzyk. Julian zaklął. Z nosa płynęła mu krew.

– Kochanie, kochanie, powiedz coś do mnie… – błagała Veronica.

Uklękła obok jęczącego Juliana, a Flynn zastanawiał się, co wzbudza w nim większą odrazę. Czy była żona troszcząca się bardziej o jego brata niż o męża, któremu ślubowała wierność, czy on sam, bo nie zdołał się opanować i strzelił Juliana w nos. Było mu niedobrze.

– Dobrze się czujesz?

Sabrina przyglądała mu się z troską. Flynn aż się skręcał na myśl, że ogląda go w takim stanie – załamanego, słabego – w jakim znajduje się od kilku miesięcy.

– Doskonale.

Wziął ją za rękę i wyprowadził z pokoiku. W holu omal się nie zderzyli z Reidem i Gage’em.

– Słyszeliśmy krzyk.

Reid miał zaciętą minę i dłonie zwinięte w pięści. Gage wyglądał podobnie.

– Wszystko w porządku? – Gage zwrócił się do Sabriny.

– To nie ja krzyczałam, ale Veronica.

– Nam nic się nie stało – uspokoił go Flynn. – Julian ma złamany nos.

– Złamany?

Reid, rozpromieniony, klepnął przyjaciela po ramieniu.

– Nie zachęcaj go – przestrzegła Sabrina.

– Co teraz? – zapytał Gage.

Z pokoiku dobiegły nowe jęki Juliana i kojący szept Veroniki.

– Urywamy się – oznajmił Flynn. – Kto ma ochotę na rybę z frytkami u Chaza?

– Ja – zadeklarował Reid.

Jak przystało na Brytyjczyka, uwielbiał rybę z frytkami.

Gage, zawsze ostrożny i rzeczowy, przyjrzał się przyjacielowi.

– Na pewno tego chcesz?

Flynn poczuł, jak Sabrina dotyka jego dłoni.

– Obojętnie, co zdecydujesz, jesteśmy z tobą.

Reid i Gage kiwnęli głowami.

– Na pewno – odrzekł Flynn.

Nic więcej nie musiał mówić.

Ominęli grupkę cierpliwie czekającą, aż zajmie miejsce wśród niosących trumnę. Przeszli obok krewnych, których nawet nie potrafił zidentyfikować. Jedna z przyjaciółek Veroniki zapytała, czy wie, gdzie podziewają się Veronica z Julianem.

– Są w środku – odparł.

Nie zwalniając kroku, nie puszczając dłoni Sabriny, otworzył dla niej przednie drzwi samochodu. Reid i Gage zajęli miejsca z tyłu. Flynn usiadł za kierownicą, opuścił kościelny parking i ruszył prosto do restauracji.

ROZDZIAŁ DRUGI

Sześć miesięcy później

Flynn zrobił sobie filiżankę espresso. Kawiarka z najwyższej półki była jednym z licznych bonusów związanych ze stanowiskiem prezesa Monarch Consulting.

Ojciec traktował pokój socjalny na najwyższym piętrze biurowca, które w całości zaanektował dla siebie, jak prywatny salon. Flynn przeciwnie, udostępnił go swoim najbliższym współpracownikom. Było mu obojętne, że personel będzie go krytykował za to, że faworyzuje przyjaciół. Kiedy objął stanowisko prezesa, urządził dla nich trzy nowe gabinety. Ich widok przypominał mu, że nie pracuje w próżni albo gorzej, w otchłani.

Teraz to jest jego firma. Może robić, co chce. W końcu Emmons latami postępował tak samo.

Monarch Consulting zajmowała się doradztwem związanych z zarządzaniem, czyli pomaganiem innym firmom osiągać lepsze wyniki i się rozwijać.

Gage Flemming jako dyrektor do spraw handlu kierował działem sprzedaży. Ze swoim urokiem osobistym idealnie nadawał się na to stanowisko. Reid Singleton, informatyk, zażyczył sobie, aby na wizytówce figurowało: Analityk marketingu cyfrowego. Sabrina Douglas awansowała na menedżera marki i odpowiadała za wizerunek firmy w mediach społecznościowych oraz zmianę postrzegania marki.

Flynn wsypał do filiżanki porcję cukru brązowego z upraw ekologicznych i pomyślał o wsparciu, jakiego wierni przyjaciele udzielali mu przez całą jego drogę na szczyt.

– Co u ciebie, bracie? – Flynn obejrzał się i zobaczył Gage’a. Gage nie był jego rodzonym bratem, ale w pełni zasługiwał na to miano. – Dziwne, że w ogóle trzymasz się na nogach po długim weekendzie – rzekł, klepiąc go po plecach.

Długi weekend spędzili na świętowaniu ostatecznego zakończenia procesu rozwodowego z Veronicą, chociaż Flynn wcale nie uważał, że ma co świętować. Rozwód był kolejnym kompletnym fiaskiem wieńczącym całe pasmo niepowodzeń, ale Gage i Reid nigdy nie przepuścili okazji do włóczenia się po knajpach.

Flynn musiał przyznać, że całkiem nieźle się bawił. Dobrze jest się wyluzować i żyć chwilą bieżącą. Przez jeden weekend.

– Zawsze jak kot spadam na cztery łapy – burknął, wciąż zmęczony, jakby miał kaca.

Powinienem przestać pić przed północą, pomyślał.

Tymczasem w drzwiach pojawił się Reid.

– Część, Gage. Cześć, Flynn.

– No, no, kogo my tu mamy? Trójkę największych smutasów w Seattle. – Teraz do pokoju weszła Sabrina swoim charakterystycznym krokiem, po dziecięcemu nieśmiałym i dojrzale pewnym siebie.

Jej wąska spódnica, bluzka i wysokie obcasy świadczyły, że jest stuprocentową kobietą. Sabrina miała pogodne usposobienie, lubiła zabawę, lecz lubiła również, aby wszystko było na swoim miejscu. Tylko ona jedna wzdragała się przed przyjęciem awansu i Flynn musiał ją długo prosić, by zmieniła zdanie. Często stawiała interesy innych przed własnymi i pod tym względem stanowiła przeciwieństwo Veroniki. Dla Sabriny świat był słonecznym bukietem szczęścia, podczas gdy Flynn mógł przedstawić niezbite dowody, że jest szambem.

– Wyglądasz jak po ciężkiej nocy – rzekła, patrząc na Flynna. Przeniosła wzrok na Gage’a oraz Reida i uniosła wysoko brwi. – Wy też wyglądacie na zmarnowanych. O matko! Czyli klamka zapadła, tak?

– Znowu jest singlem przez duże S – potwierdził Reid.

Uśmiech na twarzy Sabriny znikł tak samo szybko, jak się pojawił. Podeszła do Flynna.

– Jak się z tym czujesz?

– W porządku.

– Na pewno?

To dlatego nie powiedział jej o zakończeniu procesu. Wolał topić smutki w kieliszku, a nie dyskutować o nich.

Ponad głową Sabriny Flynn spojrzał na kumpli.

Pomocy!

– Nie chciałabyś pójść z nami, nawet gdybyśmy cię zaprosili – odezwał się Gage.

– Jak mam to rozumieć?

Gage spokojnie mieszał kawę.

– Kochanie – Reid otoczył Sabrinę ramieniem – nie zmuszaj nas do wyjaśniania.

Sabrina spojrzała na każdego z nich po kolei.

– Wybraliście się na podryw? Dlaczego mnie nie zaprosiliście? Jestem znakomitą naganiaczką.

Flynn aż się wzdrygnął na myśl, że Sabrina miałaby wybierać mu dziewczynę albo przyglądać się, jak on zarzuca sieci. Wczoraj kilkakrotnie dostał kosza i cieszył się, że tego również nie oglądała.

Sabrina zasznurowała usta. Zastanawiała się chwilę, zanim zapytała:

– Czy wczorajszy wieczór miał jakiś związek z odnowieniem waszych idiotycznych ślubów?

– Wcale nie idiotycznych – obruszył się Flynn.

Rodzina, małżeństwo, wspólne szczęście do grobowej deski były dla niego świętością. Niestety poznał drugą stronę medalu. Złamane obietnice. Żal.

Rozwód go zmienił.

– Ty też jesteś singielką. Chcesz przyłączyć się do klubu? – zapytał Reid z uśmiechem.

– Nie. Nie chcę – oświadczyła Sabrina. – Jestem singielką z wyboru. Ty jesteś singlem – palcem wskazującym stuknęła go w pierś – bo jesteś lemingiem.

– Mam uwierzyć w tę wersję? – Reid przybrał sceptyczny ton.

 

Sabrina zignorowała zaczepkę.

– Ślubowanie, że się nie zakochasz, dowodzi niedojrzałości i krótkowzroczności.

– Możemy się zakochać – wtrącił Gage – ale umówiliśmy się, że nie bierzemy ślubu.

Sabrina przewróciła oczami.

– Żałosne.

– Sabrino. – Flynn stracił cierpliwość. – To nie są żarty.

– Wiem, że to nie są żarty. Jednak nadal uważam wasze zachowanie za żałosne.

Podeszła do kawiarki. Reid zachichotał.

– Nie masz u niej autorytetu – stwierdził.

– I vice versa – odparł Flynn, chociaż czuł ukryty fałsz w tym stwierdzeniu.

Sabrina była dla niego autorytetem. Zawsze była obecna w jego życiu, ale nie traktował jej jak kolejnego kumpla. I kiedy wczoraj wykluczył ją z paczki albo kiedy nie zaprosił na narty, zrobił to w jej interesie. On był zblazowany. Ona nie. Chciał, aby pozostała niezmieniona. Pozytywnie nastawiona do życia, pogodna. Dla siebie samej, ale i dla niego.

– Złamane serce to nie mit – Reid zawołał za Sabriną, gdy była już w drzwiach. – Pewnego dnia to zrozumiesz.

– Kretyni – rzuciła Sabrina i kołysząc biodrami, z uśmiechem na ustach, wyszła z pokoju.

Najwyraźniej była odporna na wszystko, co robili i mówili.