Prawidła życiaTekst

0
Recenzje
Oznacz jako przeczytane
Czcionka:Mniejsze АаWiększe Aa

Zdrowie

Dorosłym zdaje się, że dzieci nie dbają o zdrowie: gdyby ich nie pilnować, powypadałyby wszystkie z okien, potopiłyby się, przejechałyby je samochody, miałyby powybijane oczy, połamałyby nogi, miałyby zapalenia mózgu i płuc – i już sam nie wiem, jakie różne choroby.

Ale nie. Dzieci zupełnie tak samo jak dorośli chcą być zdrowe i silne, tylko nie wiedzą. Jeżeli wytłumaczyć, pilnują się. Tylko nie wolno straszyć zanadto ani za wiele zabraniać. Bo jeżeli straszyć, przestaną wierzyć, a jeśli już bardzo krępować, zniecierpliwią się i na złość albo w tajemnicy robić będą właśnie to, co zabronione.

Są ludzie rozważni i lekkomyślni: i młodzi, i starsi. I na to nie ma rady. Młodzi lubią więcej biegać i próbować, i na to też nie ma rady. Potrzebna jest książka, żeby wytłumaczyła spokojnie i bez straszenia.

Więc trzeba wiedzieć: jeden ma zdrowe zęby, nie wie, co to ból zębów i nie zna dentysty, a drugi niejedną noc przepłakał, bo go zęby bolały. Jednego boli głowa albo brzuch, a drugi się śmieje: „Brzuszek go boli, główka boli; mnie tam nic nigdy nie boli!”.

Jeden skaleczy się i nic.

Znałem ruchliwego chłopca, który w lecie chodził boso, a po powrocie ze wsi miał na obu nogach siedemnaście skaleczeń, zadrapań i siniaków.

– No to co? Zgoi się. Głupstwo.

A drugiemu każda ranka mała goiła się długie tygodnie.

Więc jeden więcej musi się pilnować, a drugi na więcej może sobie pozwolić.

Ja lepiej znam słabych właśnie, ale nigdy nie mówię: „Będziesz miał zapalenie płuc”. Tylko: „Dostaniesz kataru”. Nie mówię: „Złamiesz rękę”. Tylko: „Będą cię ręce bolały”. Jeżeli już się zanadto mocują. Nieduży ból jest nawet przyjemny dla zdrowego. Na przykład, po ślizgawce, po wiosłowaniu, po dalekiej wycieczce.

Nie należy za często mówić, co będzie. Trzeba pamiętać, że może się dużo razy udać, i przepowiednia się nie spełni.

Raz spocony chłopiec bardzo prędko jadł lody. Powiedziałem:

– Zobaczysz, gardło cię będzie bolało.

Na drugi dzień oglądam gardło: było czerwone, ale nie bolało. Dałem mu lustro, żeby się przekonał.

Inny po jajkach na twardo jadł śliwki, a potem pił wodę. Powiedziałem:

– Brzuch cię będzie bolał.

Pytam się go wieczorem:

– Troszkę tylko bolał, ale to nic.

Długo przestrzegałem chłopca, żeby nie bawił się tak dziko. Nie słuchał. Aż nareszcie w szkole podczas walki naprawdę złamał rękę. Nie każde złamanie jest jednakowe. Czasem zagipsują, potem zdejmą gips po kilku tygodniach i jest, jak było. Ale temu chłopcu kość przebiła skórę, leżał w szpitalu trzy miesiące, teraz ręki nie może wcale zginać. Najgorzej, jeśli kość złamie się w stawie.

Czasem za nieostrożność zaraz się pokutuje, wtedy od razu zdobywa się doświadczenie. Ale bywa inaczej:

Skarżą się w lecie, że uszy swędzą albo palce puchną i pieką.

– No tak, bo w zimie odmroziłeś uszy i ręce.

Nie zawsze choroba występuje od razu. Jeżeli dziś się zaraził, dopiero po tygodniu wylęgnie się choroba. Tak się to właśnie nazywa. Po łacinie: inkubacja, po polsku: okres wylęgania choroby.

Nie zawsze choroba, czasem tylko niedomaganie. Niedobra jest przesada.

Mówią: „Porażenie słoneczne. Nie biegaj bez czapki. Zapalenie mózgu”.

Nie: tylko w głowie się kręci, głowa boli i mdli, i jakoś w ogóle nieprzyjemnie.

„Źle się czuje. Niezdrów. Nieswój. Niedomaga”.

Sam nie wie, co mu jest, ale zniechęcony, rozdrażniony, niezadowolony. Ile z tego powodu gniewu, bójek, przykrości w domu i w szkole?

„Paluszek i główka – to szkolna wymówka”. Niezupełnie słuszne przysłowie. Nie należy lekceważyć drobnych niedomagań.

„Pieścisz się. Nic ci nie będzie. Nie umrzesz”.

Jeden przesadza, drugi lekceważy.

Zapewne, od kataru się nie umiera, ale przykry.

Biedne są dzieci, które często miewają katary. I oddychać trudno, i nos boli, i w ogóle jakieś niezadowolenie. A jeszcze dokuczają.

„Zasmarkany. Gile masz. Wytrzyj nos”.

Czasem wycieranie nosa nie pomaga, a jest bolesne bardzo. Bo nie wszystkie natury są jednakowe.

Żeby być wesołym, trzeba mieć dobre samopoczucie; musi być zdrowe i serce, i nos, i głowa; zdrowa radość, bez bólu i bez troski.

Przykro staruszkowi bać się i wystrzegać, a cóż dopiero młodemu.

Długo nie mogłem zrozumieć, dlaczego niektórzy chłopcy nie są lubiani przez kolegów – i naprawdę nieprzyjemni.

Aż raz był śliczny wiosenny dzień. Wszyscy wybiegli na podwórze i wesoło się bawili; a jeden chłopiec siedział w moim pokoju cichy, smutny, blady. Czytał z początku, ale mu się znudziło, potem położył się na kanapie, potem wyglądał przez okno. Żal mi się go zrobiło. Mówię:

– Idź, pobaw się trochę.

A on:

– Ee, nie chce mi się.

Ale potem posiedział i mówi:

– Już pójdę.

Dobrze. Patrzę przez okno, co będzie.

Wyszedł na podwórze, postał i przyłączył się do zabawy. Biega, biega, ale widzę wyraźnie, że mu trudno, że mu tchu brak, że już zmęczony. Potem zaraz się pokłócił i zaczęła się bójka.

Myślałem, że wróci do mnie, ale nie: pewnie się wstydził.

Jeżeli kogo boli głowa, musi być mniej cierpliwy. Jeżeli się nawet bawi, nie jest pewien siebie: może zaraz znów dokuczliwy ból?

Znałem chłopca, który często był zły i niezadowolony. Często bolał go brzuch. Aż raz już naprawdę zachorował; już miał gorączkę i leżał w łóżku. Oddano go do szpitala, zrobiono mu operację. Ta choroba nazywa się zapalenie ślepej kiszki albo inaczej wyrostka robaczkowego. Doktór w szpitalu powiedział, że on już dawno był chory. No i wrócił zdrów. I teraz już był wesoły jak wszyscy.

Często ktoś jest parę dni smutny i zły, a potem dopiero wylęgnie się choroba. Jeżeli przez ten czas narobi w złości głupstw i ma przykrości, mówią potem, że zachorował ze zmartwienia.

Zauważyłem, że często dokuczają słabym. Mówią:

„Ciapa, ciamara, ciemięga, dziamdzia, laluś, maminsynek”.

Trzeba być wyrozumiałym, trzeba być ostrożnym w sądzeniu człowieka. Nie wolno myśleć, że każdy musi być akurat tak samo zdrów i silny. Wyśmiewają nawet nie ze złego serca, a przez lekkomyślność. Słyszy się przezwiska:

„Garbus, kulas, ślepy, jąkała”.

Jeden przyzwyczai się i tylko unika chłopców, a więcej czyta – i smutny, żyje w samotności i żalu, a drugi zniecierpliwiony na niesprawiedliwość robi się naprawdę niemiły i zły.

Dokuczają i wyśmiewają, jeżeli ktoś jest gruby. Mówią: „Żarłok, serdel, serdelek”.

Niesłusznie. To też choroba.

– Jaka tam choroba: że gruby?

Na chudych znów wołają złośliwcy: „Suchotnik. Kościotrup”.

W książkach lekarskich piszą, że bardzo chudy i bardzo otyły – nie są zdrowi, a taki nie wie i spiera się.

– Taki duży chłop i robi w łóżko. Brudas, śmierdzi.

Znów dokuczają.

– On ma słaby pęcherz, słabe nerwy.

– Ee tam, pęcherz i nerwy.

– Osieł jesteś i milcz! – krzyknąłem.

I ja źle zrobiłem, bo nie wolno ubliżać, ale nie zawsze człowiek jest cierpliwy.

Raz śpieszyłem się i coś powiedziałem do chłopaka, a on nie zrozumiał. Wiec, zły, pytam się:

– Nie słyszysz, co mówię – głuchy jesteś?

A tu nagle przypominam sobie, że on naprawdę źle słyszy, bo po szkarlatynie chorował na uszy.

Bardzo mi było przykro: dałem sobie słowo, że więcej nigdy tak nie zrobię.

Jeden znany pisarz napisał książkę, w której wyśmiewa się z chłopca z piegami na twarzy. Nie zastanowił się widocznie. Trudno: nawet uczony pisarz może popełnić błąd.

Ja długo taki błąd robiłem.

Jeżeli ktoś był słaby albo nie bardzo mądry, albo brzydki i niemiły – prosiłem zawsze:

– Bądźcie dla niego dobrzy, miejcie dobre serca, ustępujcie mu.

Aż raz miałem chłopca głupiego, natrętnego i nieprzyjemnego. Miał chore oczy, chore uszy i chory nos. W domu go bardzo bili. Więc właśnie chciałem pokazać, że tu się nim będą opiekowali.

Poczciwi chłopcy zrobili tak, jak prosiłem: pozwalali mu brać piłkę, wtryniać się bez kolejki, i wszystko. A ten głupiec zrozumiał, że teraz jest najważniejszą osobą, zaczął się rozporządzać i rozbijać.

Aż raz patrzę, a on przydusił, leży i bije chłopca spokojnego, dobrego i rozumnego. Dopiero szarpnąłem go, oderwałem i pchnąłem do pokoju.

– Dosyć tego dobrego! Przyzwyczajony jesteś do kija, a tu nie biją, więc i ty nie bij! Nie umiesz się bawić, to idź precz, rozumiesz? Jeżeli ci się piłka nie należy, to jej nie łap, rozumiesz?

I dopiero był spokój. Potem zaopiekował się nim poczciwy chłopak, ale z własnej chęci.

Przecież to nie ma sensu, żeby jeden, choćby nawet niewinnie, zatruwał życie wszystkim. Nie wolno żądać za wiele od gromady. Zdrowy czy chory, mądry czy głupi powinien się stosować do praw ogólnych, nie może być wyjątkiem. Ale i jemu nie wolno dokuczać.

Wiem, że są dzieci, które cierpią z braku opieki, ale są i takie, którym nadmierna opieka przynosi szkodę, męczy i gniewa. Żal mi dzieci, które nie mają jedzenia i nie dosypiają, ale żal i tych, kogo zmuszają do jedzenia i zmuszają do leżenia w łóżku.

Znam dziewczynkę, która aż wymiotów dostawała przy obiedzie, a ojciec ją bił, że jeść nie chciała. Bił z miłości. Przecież to okropne i bez sensu.

A na niektórych koloniach każą dzieciom w lecie leżeć w łóżku. Po piętnaście godzin. Chociaż tak się dzieje z rozkazu lekarzy, mówię, że to głupie. Mówię tak nie dlatego, że nie szanuję zdrowia, a właśnie, że wiem, co zdrowie warte.

Zdolności

Starają się ludzie wynaleźć narzędzia, które pokazują, czy ktoś jest zdrów. Więc termometr do mierzenia gorączki, siłomierz, waga i miara; jest aparat Roentgena, że można widzieć kości człowieka – i płuca, i serce można zobaczyć bez krajania. Bada się mocz i krew. Są lusterka do gardła i do ucha. Bardzo dużo narzędzi i maszyn, i coraz nowe lekarstwa.

A mimo to nie zawsze doktór może poradzić i nie wszystko wie.

 

Jeszcze trudniej poznać zdolności człowieka. I tu są różne sposoby do badania pamięci, uwagi, inteligencji i zdolności do pracy i nauki.

Jeden – raz coś usłyszy i już rozumie, raz przeczyta wiersz i już bez omyłki powtórzy. Jeden łatwo się uczy, ale prędko zapomina, a drugi długo pamięta.

Jeden woli mówić, drugi lepiej napisze. Jeden od razu zaczyna, drugiemu właśnie najtrudniej zacząć. Jeden prędko się niecierpliwi i łatwo się zniechęca, drugi lubi, żeby było trudne, bo łatwe go nudzi.

Wreszcie jeden śmiało odpowiada, wystarczy mu słówko podpowiedzieć, już wie, co dalej, jakoś tak się wykręci, że dobrze wychodzi. A drugi nieśmiały i niepewny, nawet jeżeli wie i umie, wygląda, jakby się jąkał i zgadywał.

Jednemu nauczyciel mówi:

– Nie śpiesz się. Powoli.

Drugiemu powtarza:

– No, dalej. No, prędzej.

Więc jeden ma lepsze stopnie, niż mu się należy, bawiąco36 przechodzi z klasy do klasy, a drugi mozoli się, z wysiłkiem, w ciągłym niepokoju, z trudem dostaje promocję.

Miałem ucznia. W domu wszystko dobrze. Gdy byliśmy sami, pomyślał i rozwiązał zadanie. Zapytał się, jeżeli nie rozumiał, i mądrze, i wesoło odpowiadał. A w szkole źle i źle.

– Przeszkadzają… Nie dadzą się zastanowić… Zresztą sam nie wiem: nie mogę.

Bardzo mi było przykro, bo go rodzice bili za złe stopnie, a naprawdę nie był winien. Bardzo chciałem, żeby dostał promocję bez zastrzeżenia, żeby chociaż wakacje miał zupełnie spokojne.

Poszedłem do szkoły poradzić się, co robić.

Nauczyciel powiedział:

– Owszem, wierzę, że on umie. Ale co mam robić? Muszę dawać stopnie za odpowiedzi, a nie za to, co ma w głowie. Sam rozumiem, że nie jest dobrze, ale klasa przecież słucha i wie, jak on odpowiada.

Czasem nauczyciel mówi: „Daję ci lepszy stopień dla zachęty”. Albo: „Zmniejszam ocenę. Dla innego byłoby dobrze, ale ty mógłbyś lepiej, gdybyś się postarał”.

Bo przykro, gdy niedbałemu łatwo, a sumienny i staranny jest pokrzywdzony. Bo każdy zna rozumnych uczniów, którym nie bardzo się dobrze powodzi, a nie bardzo nawet mądrych, ale właśnie zdolnych do nauk szkolnych.

Myślą ludzie i próbują różnych sposobów, bo przykro szkole, gdy dobry uczeń okaże się później niesumiennym i nieuczciwym pracownikiem albo zły uczeń jest potem wielkim człowiekiem. W dawnych szkołach często tak właśnie było, więc chcemy, żeby już teraz przynajmniej inaczej.

Nie takie ważne, żeby człowiek dużo wiedział, ale żeby dobrze wiedział, nie żeby umiał na pamięć, a żeby rozumiał, nie żeby go wszystko troszkę obchodziło, a żeby go coś naprawdę bardzo zajmowało. Mówi się:

– Żeby miał zamiłowanie.

Przecież historyk nie jest inżynierem, poeta nie jest matematykiem, lekarz nie jest astronomem.

Ale każdy człowiek powinien wiedzieć, co się na świecie dzieje i co robią inni ludzie. No i może się z początku wydawać trudne i nudne, a dopiero potem pozna i zobaczy, że ciekawe. I w ogóle, co wart człowiek, który robi to tylko, co łatwe i przyjemne od razu?

Bardzo pokrzywdzeni są w szkole uczniowie lękliwi i dumni. Taki woli milczeć niż powiedzieć źle. Boją się, że będą wyśmiani. Czasem wystarczy jedna złośliwa uwaga albo tylko uśmiech, już milknie zmieszany, onieśmielony, zniechęcony.

– Nie wiem.

Nie jest wstydem nie wiedzieć, pomylić się, zapomnieć; najrozumniejszy człowiek może nie zrozumieć pytania, może powiedzieć głupstwo. A tu zaraz śmiech, surowa krytyka, drwina. Więc każdy się stara powtarzać tylko tak, jak mówi książka, a wstydzi się własnych myśli. Dlatego może tyle nieszczerości i dlatego tak bardzo ważna jest dobra pamięć.

Bardzo pokrzywdzeni są i ci, którzy mają w głowie tyle własnych pytań i zdziwień – i brzęczą im jak pszczoły w ulu, i przeszkadzają uważać i wiedzieć, co dzieje się wokoło. Czasem tylko napiszą ładne wypracowanie, a wtedy usłyszą może nieufne pytanie:

– Czy sam pisałeś, czy ci kto pomagał?

Gdy nareszcie może pokazać, że nie jest głupi ani nieprzytomny, znów go spotyka zniewaga. Więc się pilnuje, żeby nie napisać za dobrze, żeby znów nie podejrzewali. Znam taki wypadek: umyślnie pisze gorzej.

– Teraz uwierzą, że nie przepisałem.

Pisze się w szkole na temat, a nie każdy potrafi. Zacznie, a tu mu nagle inna ważna myśl przyjdzie do głowy, więc zapomina nawet, jaki był temat. I dostaje złą notę37.

Mam schowane wypracowanie ucznia czwartej klasy. Temat bardzo trudny: „Obowiązki obywatela”. Sam był skautem, napisał o harcerstwie szczerze, z zapałem, jak czuł i wierzył. A nauczyciel:

„Bardzo dziecinne myśli. Nie na temat”.

– Nie wiem, co trzeba było napisać – pytał się nieśmiało, ze łzami w oczach.

Znam wypadek, gdy uczennica nie czytała zadanej lekcji historii. To było o wojnie stuletniej. Plotła trzy po trzy trochę z kina, trochę z tego, co podpowiedzieli. Mówiła śmiało, pewna siebie, z udanym zapałem. I dostała piątkę. Cała klasa się śmiała i winszowała.

Często udaje ktoś, że się mało uczy, a umie. Bo wygląda tak, że tylko zdolni ludzie są wiele warci, a niezdolny – jakby kopciuszek.

A tymczasem zdolny nie hartuje się w walce z trudnościami, rozzuchwala w łatwych zwycięstwach i marnuje zdolności. Zarozumiały myśli, że mu się wszystko należy, lekceważy cichy wysiłek i powolne, krok za krokiem, wytrwałe dążenie do celu. Uznaje tylko swój rodzaj zdolności, lekceważy inne.

Zauważyłem, że czasem klasa lubi swoich prymusów, a często nie lubi i wcale nie przez zazdrość.

I czy ładny śpiew, rysunek, haft, ramka nie tyleż warte co dobrze rozwiązane zadanie?

I co warte zdolności, jeżeli człowiekowi się nie chce i nie dba?

Widziałem zdolnych a leniwych i niesumiennych ludzi. Cóż z tego, że pielęgniarka wie, jak się obchodzić z chorym, albo wychowawczyni na piątki zdała egzaminy i pamięta, co w książkach piszą uczeni o dzieciach, jeśli nie lubi i nie ma cierpliwości do chorych i dzieci?

Charakter człowieka i jego powołanie ważne, a może nawet ważniejsze – dobroć i uczciwość.

Wiele trudnych myśli budzi się w człowieku, gdy nad tym się zastanawia. Ale tu przecie piszę o prawidłach życia. A prawidła są takie:

„Nie zazdrościć”.

„Nie dąsać cię na siebie”.

„Nie zniechęcać się i dążyć wytrwale”.

„Być karnym w stosunku do swoich obowiązków”.

Jeżeli warunki nie pozwalają wiele, jeżeli brak zdrowia, brak środków materialnych albo brak szkolnych zdolności, albo nareszcie stosunki rodzinne nie pozwalają więcej, można mniej, ale dobrze i pogodnie.

Znam mizernych i nieszczęśliwych profesorów i pogodnych, bardzo pożytecznych i kochanych nauczycieli skromnej szkoły powszechnej.

Wiedza – to nie tylko książka, nawet nie tylko głowa, ale i ręka.

Szanuj rękę z jej narzędziem pracy i szanuj wiedzę, którą daje życie i własne myśli. Książki zadaniem ułatwić, przyśpieszyć, ale nie zastąpić.

Teraz jest taka moda, że się wszystkich zachęca do książek, a pamiętam czasy, gdy mściwy zaborca czytać zabraniał, a książki były rzadkością.

Pamiętam, w niedużym pokoju przedszkola stały dwie stare szafy. W tych szafach wcale książek nie było, bo wszystkie u czytelników: grube i cienkie, z obrazkami i bez obrazków, trochę nowych i dużo starych, zniszczonych, brudnych, bez początku albo bez końca, książek wesołych i smutnych, łatwych i trudnych, powieści, wierszy i naukowych.

Takich czytelni bezpłatnych było kilka. Wydawaliśmy książki w sobotę wieczorem i w niedzielę od południa.

Ale na długo przed otwarciem czytelni zbierali się czytelnicy w sieni, na schodach i na ulicy. Najwięcej było chłopców, bo dziewczynki nie mogły sobie poradzić, chyba najodważniejsze.

Stali tak na spiekocie letniej i w mrozy zimowe. Nie szkoda im było i wcale się nie nudzili: jeden zamawiał książki od drugiego.

– Pamiętaj, że ja zamówiłem. Pilnuj, żeby kto nie zabrał.

– Poczekaj, już w zeszłym tygodniu jeden chłopiec zamówił.

– Więc jak on nie przyjdzie.

Zamawiali dla siebie, rodziców, rodzeństwa. Dziwiłem się zawsze, że w tym tłoku nie było ani bójek, ani kłótni. Słyszało się tylko często:

– Poczekaj, pożałujesz!

A co za szczęście, gdy wreszcie znalazł i otrzymał to, na co od wielu miesięcy czekał, jak mocno przyciskał do piersi, przeciskał się przez tłum i uciekał.

Dorośli uważają jedne książki za pożyteczne, drugie za szkodliwe, te za mądre, tamte za głupie. Ja pozwalam wszystkie książki czytać, bo nie chcę, żeby czytali w tajemnicy. I zauważyłem, że jedne książki zachęcają do czytania, a drugie zniechęcają – i wcale nie książki psują, tylko porządny szuka porządnych książek – tak samo jak kolegów.

Niech szuka, niech się myli i błądzi, aż znajdzie dobre towarzystwo książek, bo trudne niecierpliwią tylko i gniewają.

Wychowawca powinien być cierpliwy: niech czeka, aż rozwiną się zdolności i rozwinie się życzliwość dla dobrych książek.

36bawiąco – tu: lekko, bez wysiłku, jakby to była zabawa. [przypis edytorski]
37nota – tu: ocena. [przypis edytorski]