Cokolwiek powiesz, nic nie mówTekst

Z serii: Reportaż
Oznacz jako przeczytane
Jak czytać książkę po zakupie
Czcionka:Mniejsze АаWiększe Aa
Dokument chroniony elektronicznym znakiem wodnym
20% rabatu na kolejne zakupy na litres.pl z kodem RABAT20

W serii ukazały się ostatnio:

Ola Synowiec Dzieci Szóstego Słońca. W co wierzy Meksyk

Jacek Hołub Żeby umarło przede mną. Opowieści matek niepełnosprawnych dzieci

Marcin Michalski, Maciej Wasielewski 81 : 1. Opowieści z Wysp Owczych (wyd. 2)

Grzegorz Szymanik, Julia Wizowska Długi taniec za kurtyną. Pół wieku Armii Radzieckiej w Polsce

Barbara Demick W oblężeniu. Życie pod ostrzałem na sarajewskiej ulicy (wyd. 2)

Paweł Smoleński Wnuki Jozuego

Dariusz Rosiak Żar. Oddech Afryki (wyd. 3)

Dionisios Sturis, Ewa Winnicka Głosy. Co się zdarzyło na wyspie Jersey

Marta Madejska Aleja Włókniarek (wyd. 2)

Grzegorz Stern Borderline. Dwanaście podróży do Birmy

Karolina Bednarz Kwiaty w pudełku. Japonia oczami kobiet (wyd. 2)

Jacek Hugo-Bader Biała gorączka (wyd. 4)

Kate Brown Czarnobyl. Instrukcje przetrwania

Ilona Wiśniewska Białe. Zimna wyspa Spitsbergen (wyd. 3 zmienione)

Liao Yiwu Prowadzący umarłych. Opowieści prawdziwe. Chiny z perspektywy nizin społecznych (wyd. 2)

Renata Radłowska Nowohucka telenowela (wyd. 2 zmienione)

Aleksandra Boćkowska Można wybierać. 4 czerwca 1989

Agnieszka Rybak, Anna Smółka Wieża Eiffla nad Piną. Kresowe marzenia II RP (wyd. 2)

Jacek Hugo-Bader W rajskiej dolinie wśród zielska (wyd. 3)

Marta Sapała Na marne

Piotr Lipiński Gomułka. Władzy nie oddamy

Karolina Przewrocka-Aderet Polanim. Z Polski do Izraela

Marcin Kącki Białystok. Biała siła, czarna pamięć (wyd. 3)

Lars Berge Dobry wilk. Tragedia w szwedzkim zoo

Ojczyzna dobrej jakości. Reportaże z Białorusi, pod red. Małgorzaty Nocuń

Jelena Kostiuczenko Przyszło nam tu żyć. Reportaże z Rosji

Jacek Hołub Niegrzeczne. Historie dzieci z ADHD, autyzmem i zespołem Aspergera

Lene Wold Honor. Opowieść ojca, który zabił własną córkę

Małgorzata Sidz Kocie chrzciny. Lato i zima w Finlandii

Wolfgang Bauer Nocą drony są szczególnie głośne. Reportaże ze stref kryzysu

Filip Skrońc Nie róbcie mu krzywdy

Karolina Baca-Pogorzelska, Michał Potocki Czarne złoto. Wojny o węgiel z Donbasu

Maciej Wasielewski Jutro przypłynie królowa (wyd. 2)

Anna Sulińska Wniebowzięte. O stewardesach w PRL-u (wyd. 2)

Anna Sulińska Olimpijki

Wojciech Górecki, Bartosz Józefiak Łódź. Miasto po przejściach

Lidia Ostałowska Farby wodne (wyd. 2)

Albert Jawłowski Miasto biesów. Czekając na powrót cara

W serii ukażą się m.in.:

Piotr Lipiński Kroków siedem do końca. Ubecka operacja, która zniszczyła podziemie

Karolina Przewrocka-Aderet Polanim. Z Polski do Izraela (wyd. 2 zmienione)

Patrick Radden Keefe
Cokolwiek powiesz, nic nie mów
Zbrodnia i pamięć w Irlandii Północnej
Przełożył Jan Dzierzgowski

Książka, którą nabyłeś, jest dziełem twórcy i wydawcy. Prosimy, abyś przestrzegał praw, jakie im przysługują. Jej zawartość możesz udostępnić nieodpłatnie osobom bliskim lub osobiście znanym. Ale nie publikuj jej w internecie. Jeśli cytujesz jej fragmenty, nie zmieniaj ich treści i koniecznie zaznacz, czyje to dzieło. A kopiując ją, rób to jedynie na użytek osobisty.

Tytuł oryginału angielskiego Say Nothing. A True Story of Murder and Memory in Northern Ireland


Projekt okładki Agnieszka Pasierska / Pracownia Papierówka

Projekt typograficzny i redakcja techniczna Robert Oleś / d2d.pl

Fotografia na okładce: © by Alamy / Indigo


Copyright © 2019 by Patrick Radden Keefe

All rights throughout the world are reserved to Proprietor

Copyright © for the Polish edition by Wydawnictwo Czarne, 2020

Copyright © for the Polish translation by Jan Dzierzgowski, 2020


Opieka redakcyjna Tomasz Zając

Redakcja Małgorzata Holender

Korekta Anna Gancarczyk, Justyna Żebrowska

Skład Alicja Listwan / d2d.pl


Skład wersji elektronicznej d2d.pl


ISBN 978-83-8191-101-6

Dla Luciana i Felixa



Każdą wojnę toczy się dwukrotnie: pierwszy raz na polach bitewnych, drugi raz w pamięci.

Viet Thanh Nguyen


Źródło: Judah Passow


Prolog
Skarbiec

Lipiec 2013

Biblioteka imienia Johna J. Burnsa mieści się w potężnym neogotyckim budynku na porosłym zielenią kampusie Boston College. Kamienne iglice i witraże sprawiają, że przypomina kościół. Uczelnię założyli w 1863 roku jezuici, pragnący zapewnić wykształcenie dzieciom ubogich imigrantów, którzy uciekli z Irlandii nękanej wielkim głodem1. Przez półtora wieku Boston College rozrastał się i rozkwitał, wciąż utrzymując silną więź ze starym krajem; dlatego właśnie Biblioteka imienia Burnsa, której zbiory liczą ćwierć miliona książek i szesnaście milionów rękopisów, posiada największą w całych Stanach Zjednoczonych kolekcję okazów i materiałów związanych z kulturą i polityką Irlandii. Wiele lat temu jeden z pracowników trafił do więzienia za próbę sprzedaży na aukcji w Sotheby’s traktatu świętego Tomasza z Akwinu wydanego w 1480 roku2. Biblioteka do tego stopnia słynęła z nabywania cennych tomów i antyków, że jej dyrektor musiał pewnego razu powiadomić FBI, gdyż pewien irlandzki rabuś cmentarny próbował sprzedać mu ukradzione kamienie nagrobne, na których widniały starodawne krzyże łacińskie, misterne zdobienia i inskrypcje3.

Najrzadsze i najcenniejsze obiekty trzymane są w specjalnym pomieszczeniu zwanym Skarbcem, starannie zabezpieczonym, klimatyzowanym dla utrzymania idealnej temperatury, wyposażonym w nowoczesny system przeciwpożarowy. Oczywiście znajdują się tam kamery monitoringu. Aby wejść do środka, trzeba wpisać kod i przekręcić specjalny klucz. Dostęp do klucza jest ściśle reglamentowany. Tylko garstka wybranych osób może z niego korzystać4.

Pewnego letniego dnia w 2013 roku w bibliotece zjawiło się dwóch policjantów5. Nie służyli w Bostonie. Ba, dopiero co przylecieli do Ameryki. Pracowali w wydziale kryminalnym Policji Irlandii Północnej w Belfaście. Przeszli przez salę z okazałymi barwnymi witrażami i udali się prosto do Skarbca.

Zamierzali zabrać stamtąd tajne dokumenty, przechowywane od blisko dekady, a konkretnie nagrania utrwalone na minidyskach oraz transkrypcje6. Teoretycznie bibliotekarze z Boston College mogliby wysłać to wszystko pocztą i oszczędzić funkcjonariuszom podróży, lecz w dokumentach kryły się niebezpieczne tajemnice. Od momentu, gdy północnoirlandzcy funkcjonariusze dostali materiały do ręki, obchodzili się z nimi jak z jajkiem. Nagrania stanowiły teraz dowód w śledztwie. Dwaj policjanci prowadzili sprawę dotyczącą morderstwa.

 

Część pierwsza
Jasno, czysto i stanowczo

Źródło: Jez Coulson/Insight-Visual


1
Uprowadzenie

Jean McConville miała trzydzieści osiem lat, kiedy zniknęła7. Przez blisko połowę życia albo była brzemienna, albo dochodziła do siebie po porodzie. Donosiła czternaście ciąż. Czworo dzieci straciła, zostało jej dziesięcioro. Najstarsza córka, Anne, miała dwadzieścia lat, najmłodsi zaś byli bliźniacy o słodkich oczach, sześciolatkowie Billy i Jim8. Urodzenie tylu dzieci, a co dopiero odchowanie ich, zdawało się nieprawdopodobnym wręcz wyczynem. Ale przecież mówimy tu o Belfaście w roku 1972, gdzie rodziny z gromadkami niesfornych dzieci stanowiły normę, toteż Jean McConville nie domagała się od nikogo żadnej nagrody. I żadnej nie dostała.

Zamiast tego życie postawiło ją przed kolejną ciężką próbą, jej mąż Arthur umarł bowiem po okrutnej chorobie i Jean została sama z nędzną rentą, bez zarobku i z dziećmi na utrzymaniu. Przytłoczona tym ciężarem ledwo sobie radziła. Prawie w ogóle nie wychodziła z domu; starszym dzieciom powierzyła zadanie opiekowania się młodszymi. Odpalając papierosa od papierosa, próbowała uporać się z nieszczęściem i robić plany na przyszłość. Jednak prawdziwa tragedia rodziny McConville’ów miała się dopiero zacząć.

Jean i jej dzieci niedawno wyprowadzili się z mieszkania, w którym Arthur spędził swoje ostatnie dni, do nieco większego lokalu na osiedlu komunalnym Divis Flats w zachodnim Belfaście. Składało się ono z przyciężkich, zawilgoconych domów. W mroźny grudzień 1972 roku popołudniami całe miasto spowijały ciemności. Kuchenka w nowym mieszkaniu nie została jeszcze podłączona, więc pewnego wieczoru Jean wysłała piętnastoletnią córkę Helen do pobliskiej restauracji z jedzeniem na wynos po rybę i frytki9. W międzyczasie sama wzięła ciepłą kąpiel. Kiedy człowiek ma małe dzieci, jedynym miejscem, gdzie może zaznać odrobiny prywatności, jest zamknięta łazienka. Jean była drobna. Miała bladą cerę, delikatne rysy i ciemne włosy zaczesane do tyłu. Wślizgnęła się do wanny. Po jakimś czasie wyszła, cała czerwona – i właśnie wtedy ktoś zastukał do drzwi wejściowych mieszkania10. Była 19.00. Dzieci uznały, że to na pewno Helen z kolacją11.

Ale kiedy otworzyły, do środka wdarła się cała banda obcych ludzi. Wszystko zdarzyło się tak nagle, że żadne z dzieci nie potrafiło potem powiedzieć, ilu ich było12. Około ośmiu, ale może nawet dziesięciu albo dwunastu. Nie tylko mężczyźni, również kobiety. Mieli na głowach kominiarki albo pończochy, przez co ich twarze przemieniły się w koszmarne maski. Co najmniej jedna osoba trzymała broń13.

Jean weszła do pokoju, ubierając się pospiesznie. Przerażone dzieci otoczyły ją. Któryś z mężczyzn rozkazał szorstkim tonem: „Wkładaj płaszcz”. Zadrżała. Nieznajomi próbowali wyciągnąć ją z mieszkania. „Co się dzieje?” – spytała spanikowana14. Wtedy dzieci zupełnie oszalały15. Jedenastoletni Michael próbował chwycić mamę, Billy i Jim uczepili się jej, łkając. Banda intruzów próbowała ich uspokoić. Ktoś powiedział, że Jean niedługo wróci, najpóźniej za parę godzin16, ale najpierw nieznajomi muszą z nią porozmawiać.

Najstarszy obecny z rodzeństwa, szesnastoletni Archie spytał, czy może pójść razem z matką. Członkowie bandy się zgodzili. Jean McConville założyła tweedowy płaszcz i chustę na głowę. Nieznajomi zaprowadzili młodsze dzieci do sypialni. Powtarzali im, żeby się nie martwiły. Zwracali się do nich po imieniu. Kilku mężczyzn miało odsłonięte twarze i Michael McConville uświadomił sobie z przerażeniem, że to wcale nie żadni obcy ludzie, ale sąsiedzi17.

Divis Flats było koszmarem jak z grafik Eschera, betonowym labiryntem korytarzy, schodów i zatłoczonych mieszkań. Windy nagminnie się psuły i wyłączano je z użytkowania, toteż Jean McConville i jej syn zostali poprowadzeni schodami w dół. Zazwyczaj o tej porze spotykało się tu innych ludzi, nawet w zimie. Dzieciaki grały w piłkę na klatkach schodowych, robotnicy wracali z pracy, lecz Archie zauważył, że tego wieczoru osiedle zdawało się przeraźliwie opustoszałe, jak gdyby przepędzono wszystkich mieszkańców. Nie było nikogo, żadnych sąsiadów, którzy w razie czego wszczęliby alarm18.

Szedł, lekko powłócząc nogami, bo matka trzymała się go kurczowo19. Na dole schodów czekała inna, większa grupa, koło dwudziestu ludzi w zwyczajnych ubraniach i kominiarkach. Kilka osób miało broń. Przy krawężniku stał niebieski van marki Volkswagen. Nagle jakiś mężczyzna odwrócił się w stronę Archiego. W ciemności mignął pistolet: jego lufa przylgnęła chłopakowi do policzka20. „Spierdalaj” – syknął mężczyzna. Archie stanął jak wryty. Czuł na skórze zimny metal. Rozpaczliwie chciał bronić matki, ale nie mógł nic zrobić. Był zaledwie chłopcem, miał przeciwko sobie uzbrojoną bandę. W końcu zrezygnowany odwrócił się i ruszył z powrotem na górę po schodach21.

W ścianie na drugim piętrze biegły pionowe szpary. Dzieci Jean nazywały je przegródkami. Archie przytknął twarz do jednej z nich i zobaczył, jak nieznajomi wpychają jego matkę do vana. Po chwili volkswagen ruszył, wyjechał z Divis i zniknął. Później chłopak uświadomił sobie, że banda tak naprawdę nie zamierzała dopuścić, żeby towarzyszył matce. Wykorzystali go jedynie po to, żeby Jean zgodziła się pójść z nimi. Stał pośród okropnej zimowej ciszy, próbował zrozumieć, co się wydarzyło, zastanawiał się, co teraz powinien zrobić. Ruszył w stronę mieszkania. Ostatnie słowa, jakie wypowiedziała do niego matka, brzmiały: „Zajmij się dziećmi, dopóki nie wrócę”22.

 

2
Córki Alberta

Ulubionymi świętymi małej Dolours Price byli męczennicy. Jej stryjenka, żarliwa katoliczka, często mawiała: „W imię Boga i Irlandii”23, ale reszta rodziny odwracała kolejność, stawiając na pierwszym miejscu ojczyznę, a nie Stwórcę. Dorastająca w zachodnim Belfaście w latach pięćdziesiątych Dolours gorliwie chodziła każdego dnia do kościoła, czego jej rodzice nie robili. Pewnego dnia, kiedy miała mniej więcej czternaście lat, oznajmiła:

– Nie pójdę już więcej na mszę.

– Masz iść i już – odparła jej matka Chrissie.

– Mówię poważnie, nie zamierzam już chodzić do kościoła.

– Masz iść na mszę – powtórzyła Chrissie.

– To będzie tak – powiedziała Dolours – wyjdę z domu, postoję przez pół godziny na rogu, wrócę i powiem wam, że byłam na mszy. Ale tak naprawdę na nią nie pójdę24.

Już jako dziecko była wyjątkowo uparta, toteż postawiła na swoim. Price’owie mieszkali w niewielkim bliźniaku przy ładnej handlowej ulicy Slievegallion Drive w Andersonstown25. Ojciec dziewczyny Albert pracował jako tapicer i sam wykonał fotele stojące w ciasnym salonie domu26. Inna rodzina trzymałaby na kominku wesołe zdjęcia z wakacji, Price’owie tymczasem dumnie umieścili tam fotografie z kartotek więziennych27. Albert i Chrissie byli nieprzejednanymi bojownikami za sprawę irlandzkiego republikanizmu. Uważali, że Brytyjczycy od stuleci siłą okupują Irlandię, a jej mieszkańcy mają obowiązek przepędzić intruzów, bez względu na środki.

Kiedy Dolours była mała, często siadywała Albertowi na kolanach, a ojciec opowiadał jej, jak w latach trzydziestych przyłączył się do Irlandzkiej Armii Republikańskiej28. Miał jeszcze mleko pod nosem. Wysłano go do Anglii, żeby przeprowadził zamach bombowy. Nie stać go było wówczas na podzelowanie butów, uszczelniał je więc tekturą29 – a mimo to odważył się rzucić wyzwanie potężnemu Imperium Brytyjskiemu.

Albert, drobny mężczyzna z palcami pożółkłymi od tytoniu30, noszący okulary w drucianych oprawkach, lubił opowiadać krwawe historie o sławnych, odważnych czynach dawno już nieżyjących patriotów. Dolours miała troje rodzeństwa: Damiana i Clare oraz młodszą siostrę Marian, z którą łączyła ją najsilniejsza więź. Wieczorami ojciec chętnie oddawał się wspomnieniom i mówił dzieciom, jak to wraz z dwudziestoma innymi ludźmi zwiał z więzienia w Derry przez tunel31, który wspólnie wykopali. Jeden ze skazańców przygrywał na dudach, żeby zagłuszyć ewentualne hałasy wywołane przez uciekinierów32.

Pouczał też Dolours i jej rodzeństwo przyciszonym głosem, jak przygotować materiały wybuchowe domowej roboty. Zalecał, żeby do mieszania składników wykorzystywać drewnianą miskę i drewniane łyżki, broń Boże nie metalowe, bo „wystarczy jedna iskra i będzie po was”33. Wspominał wspaniałych towarzyszy powieszonych przez Brytyjczyków. Dolours dorastała, sądząc, że mieć przyjaciół, którzy skończyli na stryczku, to najzwyklejsza rzecz na świecie34. Historie ojca były tak porywające, że niekiedy słuchając ich, dostawała gęsiej skórki35.

Prawie każdy w rodzinie zaliczył odsiadkę. Matka Chrissie, babcia Dolan, należała do Rady Kobiet IRA, Cumann na mBan, i spędziła trzy miesiące w więzieniu w Armagh za próbę kradzieży broni służbowej należącej do funkcjonariusza Królewskiej Policji Ulsteru36. Chrissie też służyła w Cumann i też siedziała swego czasu w Armagh, podobnie jak jej trzy siostry, aresztowane za noszenie „zakazanego symbolu”37, czyli niewielkiego pomarańczowo-biało-zielonego kwiatka wykonanego z papieru, nazywanego lilią wielkanocną.

W rodzinie Price’ów – i w ogóle w Irlandii Północnej – ludzie mieli zwyczaj opowiadać o dawnych nieszczęściach, jak gdyby dopiero co się zdarzyły, więc trudno było stwierdzić, kiedy dokładnie zaczął się prastary konflikt między Wielką Brytanią a Irlandią. Trudno było też wyobrazić sobie Irlandię sprzed okresu „sprawy”, jak to nazywali Price’owie. W sumie nie miało znaczenia, w którym punkcie zaczyna się opowieść: „sprawa” zawsze stanowiła jej element. Poprzedzała podział na katolików i protestantów, bo przecież w ogóle poprzedzała reformację i protestantyzm. Człowiek mógł cofnąć się o tysiąc lat, do XII wieku i normańskich najeźdźców, którzy przepłynęli Morze Irlandzkie, pragnąc podbić nowe terytoria38, albo do Henryka VIII, szesnastowiecznych Tudorów i podporządkowania Irlandii angielskim monarchom, albo do epoki protestanckich osadników ze Szkocji i północnej Anglii, którzy w XVII wieku otrzymali ziemie skonfiskowane wcześniej przez Anglię, wskutek czego irlandzkojęzyczni mieszkańcy wyspy zmuszeni byli stać się dzierżawcami gospodarstw stanowiących dotąd ich własność.

Jednak rozdział sagi najczęściej przywoływany w domu przy Slievegallion Drive dotyczył powstania wielkanocnego w 1916 roku, kiedy grupa rewolucjonistów opanowała budynek poczty w Dublinie i proklamowała utworzenie wolnej i niepodległej Republiki Irlandii. Dolours wiele razy słuchała legend o śmiałych bohaterach powstania i o jednym z jego przywódców, wrażliwym poecie Patricku Pearsie.

„Każde pokolenie ludu Irlandii walczyło o swe prawo do życia w wolnym kraju” – mówił Pearse na schodach budynku poczty39. Był nieprzejednanym romantykiem i już jako dziecko marzył, że poniesie śmierć za idee40. Wierzył w oczyszczającą moc „przelanej krwi”41, sławił Chrystusową śmierć dawnych irlandzkich męczenników42. Kilka lat przed powstaniem pisał, że „stare serce ziemi winno być ogrzewane czerwonym winem pól bitewnych”43.

Jego życzenie się spełniło. Po krótkiej chwili chwały bunt został bezlitośnie zdławiony przez brytyjskie władze w Dublinie, a sam Pearse stanął przed sądem wojskowym. Po wyroku skazującym rozstrzelano go wraz z czternastoma towarzyszami44. W 1921 roku po irlandzkiej wojnie o niepodległość zapadła decyzja o podziale wyspy na dwie części. Dwadzieścia sześć hrabstw południowych uzyskało częściową niezależność i utworzyło Wolne Państwo Irlandzkie (później zwane Republiką Irlandii). Pozostałe sześć hrabstw na północy pozostawiono pod rządami Wielkiej Brytanii. Price’owie jako zatwardziali republikanie nigdy nie nazywali miejsca, w którym przyszło im żyć, Irlandią Północną – mówili na nie „północ Irlandii”. W napiętej atmosferze nawet nazwy własne nabierały politycznego znaczenia.

Kult męczeństwa bywa niebezpieczny dla władzy, więc w Irlandii Północnej rozmaitego rodzaju rytuały pamięci zostały poddane ścisłym regulacjom na mocy Ustawy o flagach i symbolach45. Panował tak silny lęk przed irlandzkim nacjonalizmem, że nawet publiczne pokazanie się z trójkolorową flagą Republiki mogło oznaczać wyrok więzienia. Co roku na Wielkanoc mała Dolours szła do kościoła w odświętnej białej sukience, niosąc pod pachą koszyczek ze święconką, do piersi zaś miała przypiętą wielkanocną lilię dla upamiętnienia stłumionego powstania. Podniecał ją ten rytuał; czuła się jak członkini tajnej ligi buntowników. Nauczyła się dyskretnie zakrywać lilię dłonią za każdym razem, gdy widziała zbliżającego się policjanta46.

Nie miała jednak złudzeń co do ceny, jaką przychodziło płacić ludziom oddanym sprawie. Albert Price nigdy nie zobaczył swojego pierwszego dziecka, córeczki, która umarła jako niemowlę, kiedy tkwił za kratkami47. Ciotka Bridie, jedna z sióstr Chrissie, brała w młodości udział w akcjach zbrojnych. Pewnego razu w 1938 roku przenosiła skrzynkę z materiałami wybuchowymi. Nagle doszło do eksplozji48. Wybuch urwał jej obie dłonie, oszpecił ją i oślepił. Bridie miała wówczas dwadzieścia siedem lat.

Wbrew ponurym prognozom lekarzy przeżyła, ale do śmierci potrzebowała opieki49. Bez dłoni i oczu nie mogła się przebrać, wydmuchać nosa ani zrobić czegokolwiek samodzielnie. Wiele razy wprowadzała się na dłużej do domu przy Slievegallion Drive. Price’owie zapewne jej współczuli, ale przede wszystkim podziwiali jej gotowość poświęcenia życia i zdrowia dla sprawy50. Bridie, wróciwszy ze szpitala, znalazła się w swym maleńkim domu z ubikacją na zewnątrz, bez żadnej renty, bez wsparcia opieki społecznej. Pozostało jej tylko życie w ślepocie51. Mimo to nigdy nie żałowała swej ofiary na rzecz zjednoczenia Irlandii52.

Gdy Dolours i Marian były małymi dziewczynkami, Chrissie wysyłała je na piętro, polecając, by „porozmawiały z ciotką Bridie”53. Kobieta siedziała sama w ciemnej sypialni. Dolours wspinała się po schodach cichutko na palcach, ale Bridie miała bardzo czuły słuch, toteż zawsze wiedziała, że ktoś się zbliża. Bez przerwy paliła. Już jako ośmiolatka Dolours miała za zadanie przypalać ciotce papierosy i wkładać je do jej ust54. Nienawidziła tego obowiązku, uważała to za obrzydliwe55. Gapiła się na ciotkę, intensywnie wpatrywała się w jej twarz56, studiując koszmarne blizny po wybuchu, bo przecież tamta nie mogła odpowiedzieć jej spojrzeniem. Dolours była gadatliwa i jak to dziecko, wypowiadała na głos wszystko, co akurat przyszło jej do głowy. Czasami pytała Bridie: „Czy nie wolałabyś po prostu umrzeć?”57.

Brała kikuty rąk ciotki w swoje maleńkie dłonie i gładziła palcami woskowatą skórę. Bridie nosiła czarne okulary; pewnego razu wypłynęła zza nich łza i stoczyła się po wysuszonym policzku. Dolours zastanawiała się wówczas, jak można płakać, jeśli nie ma się oczu58.


W zimny jasny poranek 1 stycznia 1969 roku grupa studentów zebrała się pod ratuszem przy placu Donegall w centrum Belfastu59. Zamierzali wyruszyć w kilkudniowym, przeszło stukilometrowym marszu do Derry, żeby zaprotestować przeciwko systemowej dyskryminacji katolików w Irlandii Północnej. Podział wyspy spowodował chorą sytuację: w Irlandii istniały dwie główne grupy religijne, między którymi zawsze dochodziło do napięć, i teraz każda uważała się za uciskaną mniejszość. Katolicy byli większością w Republice Irlandii, ale w Irlandii Północnej liczbowo dominowali protestanci, stanowiący milion spośród półtora miliona mieszkańców. Północnoirlandzcy katolicy doświadczali silnej dyskryminacji60: nie mieli dostępu do dobrych miejsc pracy, nie przydzielano im dobrych mieszkań, oprócz tego zostali pozbawieni odpowiedniej reprezentacji politycznej, dzięki której mogliby poprawić swój los. Po podziale wyspy prowincja stworzyła własny ustrój, którego sercem pozostawała siedziba parlamentu w Stormont na obrzeżach Belfastu. Przez pół wieku ani jeden katolik nie piastował wysokiego stanowiska w północnoirlandzkiej administracji61.

Nie mogąc zdobyć pracy w przemyśle stoczniowym ani w żadnych atrakcyjnych zawodach, katolicy często decydowali się na emigrację i wyjeżdżali do Anglii, Ameryki lub Australii. W katolickich rodzinach w Irlandii Północnej rodziło się dwukrotnie więcej dzieci niż w rodzinach protestanckich, ale w ciągu trzech dekad poprzedzających studencki marsz do Derry tak wiele osób opuściło kraj, że populacja katolików wcale się nie zwiększyła62.

Młodzi demonstranci uważali, że w Irlandii Północnej wykształcił się system podobny do dyskryminacji rasowej w Stanach Zjednoczonych, toteż wzorowali się na amerykańskim ruchu na rzecz praw obywatelskich63. Uważnie przestudiowali historię marszu z Selmy do Montgomery w Alabamie, zorganizowanego w 1965 roku przez Martina Luthera Kinga. Wyruszyli z Belfastu odziani w budrysówki, trzymali się pod ramiona i nieśli plakaty z napisami: „Marsz na rzecz praw obywatelskich” oraz „Zwycięstwo będzie nasze!”64.

Wśród maszerujących była też Dolours Price. Dołączyła do protestu razem ze swoją siostrą Marian. Miała osiemnaście lat65, co czyniło ją jedną z młodszych uczestniczek (większość osób stanowili studenci). Wyrosła na niesamowicie piękną dziewczynę o kasztanowych włosach, błękitnozielonych oczach i jasnych rzęsach. Z młodszą Marian były nierozłączne. W Andersonstown wszyscy mówili o nich „córki Alberta”66. Niekiedy zdawało się, że są bliźniaczkami. Zwracały się do siebie per „Dotes” i „Mar”67, spały w jednym łóżku68. Dolours była ekstrawertyczna, asertywna i niepokorna, czasem wręcz nieco bezczelna, marsz upływał więc jej i Marian na nieustannych hałaśliwych pogawędkach. Śmiały się perliście69 i co chwila ripostowały komuś ze śpiewnym belfasckim akcentem70, nieco wygładzonym w surowej szkole dla dziewcząt pod wezwaniem Świętego Dominika.


Dolours i Marian Price

Źródło: autor nieznany


Dolours opisywała później swoje dzieciństwo jako „czas indoktrynacji”71, od zawsze miała jednak niezależny umysł i nie trzymała języka za zębami, więc jako nastolatka zaczęła kwestionować wpajane jej dogmaty. Były lata sześćdziesiąte; zakonnice ze Świętego Dominika próbowały wprawdzie stawiać tamę fali zmian kulturowych przetaczającej się przez świat, ale ich trud okazał się daremny. Dolours lubiła rock’n’rolla. Inspirował ją Che Guevara, przystojny argentyński rewolucjonista, towarzysz broni Fidela Castro72. Gdy został zastrzelony przez boliwijską armię, na dowód, że zginął, odrąbano mu dłonie, co przywodziło na myśl ciotkę Bridie; męczeńska śmierć zapewniła Guevarze wyjątkowo trwałe miejsce w panteonie bohaterów Dolours.

Mimo to, w miarę jak nasilały się napięcia między katolikami a protestantami w Irlandii Północnej, dziewczyna nabierała przekonania, że walka zbrojna, za którą opowiadali się jej rodzice, nie pasuje już do obecnych czasów i stanowi relikt przeszłości. Albert Price miał nie lada talent krasomówczy73. Często obejmował rozmówcę ramieniem, trzymając w drugiej dłoni nieodłącznego papierosa, objaśniał wydarzenia historyczne, sypał anegdotami i czarował. Każdego potrafiłby przekabacić. Jego własna córka Dolours okazała się jednak trudną przeciwniczką. „Weźmy IRA – mówiła ojcu. – Spróbowaliście, ale się wam nie udało!”74

Owszem, historia IRA była pod wieloma względami historią porażki. Patrick Pearse miał co prawda rację, gdy mówił, że każde pokolenie próbuje buntu, lecz u schyłku lat sześćdziesiątych Irlandzka Armia Republikańska od dłuższego czasu de facto nie funkcjonowała. Starszawi faceci nadal organizowali sobie weekendowe musztry na terenie Republiki Irlandii i ćwiczyli strzelanie do celu z ledwie sprawnej broni pozostałej po dawnych kampaniach, nikt jednak nie traktował ich poważnie. Wyspa wciąż była podzielona, sytuacja katolików się nie poprawiała. „Ponieśliście klęskę75 – powtarzała ojcu Dolours i dodawała: – Istnieje inna droga”.

Zaczęła uczęszczać na zebrania Demokracji Ludowej76, nowej organizacji politycznej, odbywające się w sali na kampusie Queen’s University. Opowiedziała się za socjalizmem, podobnie jak Che Guevara i jak wiele osób uczestniczących później w marszu do Derry. Konflikt między protestantami a katolikami uznała za szkodliwą zasłonę dymną77. W istocie przecież protestanci z klasy pracującej, choć byli w lepszej sytuacji niż katolicy, także musieli borykać się z bezrobociem. Ich paskudne domy przy Shankill Road w Belfaście też miały ubikacje na zewnątrz. Gdyby tylko zrozumieli, że ich życie stanie się lepsze w zjednoczonej i socjalistycznej Irlandii, odwieczna bezsensowna niezgoda wreszcie by ustała.

Jednym z przywódców marszu był Eamonn McCann, cokolwiek nieokrzesany, wyszczekany socjalista z Derry. Dolours poznała go na marszu i natychmiast się z nim zaprzyjaźniła78. McCann wielokrotnie przypominał protestującym, żeby nie potępiali protestanckich robotników. „To nie oni są naszymi wrogami, ale wyzyskiwacze w garniturach po trzydzieści gwinei – podkreślał. – Ludzie w kombinezonach roboczych są ofiarami systemu, krzywdzą ich unionistyczni obszarnicy i przemysłowcy”79. Protestanccy robotnicy, mówił, są po naszej stronie. Po prostu jeszcze nie zdają sobie z tego sprawy.


Irlandia to niewielka wyspa; w najszerszym miejscu liczy niespełna trzysta kilometrów. Wystarczy jedno popołudnie, by dojechać z jednego wybrzeża na drugie. Marsz studentów trwał jednak kilka dni, a od chwili, gdy wyruszył z placu Donegall, zakłócali go kontrdemonstranci: protestanccy „unioniści”, nieprzejednanie lojalni wobec brytyjskiej korony. Przewodził im krępy czterdziestoczterolatek o odstających uszach nazwiskiem Ronald Bunting, nauczyciel matematyki w liceum i były oficer Armii Brytyjskiej, nazywany przez swych ludzi Majorem. Niegdyś miał całkiem postępowe poglądy80, przeszedł jednak na stronę zajadle antykatolickiego pastora Iana Paisleya po tym, jak ten opiekował się jego umierającą matką. Bunting należał do Zakonu Orańskiego, protestanckiego bractwa, które od dawna budowało swą tożsamość na niechęci do katolików, i wraz ze swoimi zwolennikami próbował zakłócić marsz. Ludzie Majora, zgromadzeni pod brytyjskim Union Jackiem, poszturchiwali protestujących, wygwizdywali ich, próbowali wyrywać studentom transparenty. W pewnym momencie dziennikarz relacjonujący wydarzenie spytał Buntinga, czy nie lepiej byłoby po prostu zostawić maszerujących w spokoju i ich zignorować.

„Nie wolno ignorować diabła, bracie” – odparł Bunting81.

Niewątpliwie kierował się uprzedzeniami, ale przecież nie on jeden. Terence O’Neill, szef podległego Wielkiej Brytanii rządu Irlandii Północnej, deklarował: „Protestanci czują przede wszystkim obawę, że katolicy mnożą się w szybkim tempie i zdominują ich liczebnie”82. Nikt nie miał przy tym pewności, czy gdyby tak się stało, Londyn przyszedłby z pomocą. Wielu Brytyjczyków ledwie zdawało sobie sprawę z istnienia narowistej prowincji u wybrzeży Szkocji. Nie brakowało też takich, którzy chętnie pozbyliby się Irlandii Północnej – wszak Wielka Brytania już od paru dekad wycofywała się z coraz to kolejnych kolonii. Pewien angielski dziennikarz pisał w tamtym okresie, że północnoirlandzcy unioniści są „bardziej brytyjscy niż Brytyjczycy, którzy zresztą mają ich gdzieś”83. „Lojaliści”, czyli szczególnie żarliwi unioniści, uważali się z tego powodu za prawdziwych obrońców zagrożonej tożsamości narodowej. Jak pisał Rudyard Kipling w wierszu Ulster z 1912 roku: „Albowiem w ostatecznym rozrachunku / Śmierć czeka nas, jeżeli się ugniemy”84.

Major Bunting miał jeszcze jeden szczególny powód, by traktować marsz jako zagrożenie: wśród rozmamłanych demonstrantów śpiewających hippisowskie piosenki i niosących podniosłe hasła na sztandarach szedł jego syn Ronnie85, student Queen’s University86, chłopak z długimi bokobrodami, który radykalnej polityce poświęcił się latem 1968 roku. Nie był jedynym uczestnikiem marszu pochodzącym z protestanckiej rodziny. Ba, wśród protestantów istniała długa tradycja popierania niepodległości Irlandii: do grona bohaterów republikanizmu zaliczał się chociażby Wolfe Tone, który w 1798 roku stanął na czele krwawego powstania przeciwko brytyjskim rządom. Ronnie musiał jednak znosić fakt, że jego ojciec zorganizował irytującą kontrę i zwołał napastliwych lojalistów pokrzykujących antykatolickie wyzwiska przez megafon. Chłopak mamrotał ze wstydem do przyjaciół: „To mój stary, robi z siebie kretyna”87. Edypalny konflikt zdawał się dodatkowo umacniać zaciekłość obu Buntingów88.

1Charles Donovan, Paul FitzGerald, Paul Dunigan, History of Boston College. From the Beginnings to 1990, Chestnut Hill: University of Boston College, 1990, s. 2, 3.
2FBI Busts Librarian Accused of Stealing Books, „United Press International”, 8 października 1986.
3Librarian Helps Foil the Theft of Irish Artifacts, „New York Times”, 1 września 1991.
4Zeznanie O’Neilla.
5U.S. Hands over Bomber Dolours Price’s Secret Interview Tapes to PSNI, „Belfast Telegraph”, 8 lipca 2013; Ed Moloney, wywiad udzielony autorowi.
6Ed Moloney, wywiad udzielony autorowi; Anthony McIntyre, wywiad udzielony autorowi.
7Snatched Mother Missing a Month, „Belfast Telegraph”, 16 stycznia 1973. Data urodzenia Jean była kwestią sporną. Helen, jej córka, twierdziła, że McConville urodziła się w 1935 roku, dlatego na jej grobie widnieje napis, że w chwili śmierci miała trzydzieści siedem lat. Większość relacji prasowych również podaje, że zniknęła w wieku lat trzydziestu siedmiu. Dotarłem jednak do jej aktu urodzenia, z którego wynika, że przyszła na świat 7 maja 1934 roku – a zatem miała trzydzieści osiem lat.
8O ile nie podano innego źródła, wszystkie informacje w tym rozdziale pochodzą z wielu wywiadów z Michaelem McConville’em. Anne McConville urodziła się 28 listopada 1952 roku, a umarła 29 września 1992 roku. Chorowała na stwardnienie guzowate. Informacja o czternastu donoszonych ciążach – zob. Susan McKay, Diary, „London Review of Books”, 19 grudnia 2013.
9Archie McConville, Susie McConville, wywiady udzielone autorowi.
10Tamże.
11Snatched Mother…, dz. cyt.; zeznanie Archie’ego McConville’a.
12Większość dzieci Jean McConville zapamiętała, że nieznajomych było ośmioro. Zob. np. zeznanie Archie’ego McConville’a. W niektórych relacjach pada jednak większa liczba. W rozmowie z Susan McKay Helen podała, że grupa składała się z „czterech kobiet i ośmiu mężczyzn”. Należy pamiętać, że Helen nie było wtedy w domu – Susan McKay, Diary, dz. cyt. W rozmowie ze mną Michael McConville szacował, że grupa liczyła od dziesięciu do dwunastu osób.
13Michael McConville, Archie McConville, Susie McConville, wywiady udzielone autorowi.
14Sons Recall 30 Years of Painful Memories, „Irish News”, 24 października 2003; wywiad z Agnes McConville, Marian Finucane Show, RTÉ Radio, 23 listopada 2013.
15Michael McConville, wywiad udzielony autorowi.
16Zeznanie Archie’ego McConville’a.
17Michael McConville, wywiad udzielony autorowi.
18Archie McConville, wywiad udzielony autorowi; Sons Recall 30 Years…, dz. cyt.
19Tamże.
20Archie McConville, wywiad udzielony autorowi; zeznanie Archie’ego McConville’a.
21Archie McConville, wywiad udzielony autorowi.
22Sons Recall 30 Years…, dz. cyt.
23Dolours Price, wypowiedź w filmie dokumentalnym Ja, Dolours, reż. Maurice Sweeney, produkcja Ed Moloney, Nuala Cunningham, New Decade Films, 2018.
24P-EM.
25P-TKT.
26Lest We Forget, „Daily Express”, 1 czerwca 1974.
27Eamonn McCann, wywiad udzielony autorowi.
28Protest Now, Before It Is Too Late!, „Irish People”, 12 stycznia 1974; Republicanism is Part of Our DNA, Says IRA Bomber Dolours Price, „Telegraph”, 23 września 2012.
29P-EM.
30Lest We Forget, dz. cyt.
31Tamże; szczegóły na temat ucieczki – zob. Uinseann MacEoin Ó Rathaille, The IRA in the Twilight Years. 1923–1948, Dublin: Argenta, 1997, s. 452.
32Tim Pat Coogan, The IRA, New York: St. Martin’s Press, 2002.
33P-EM.
34Tamże.
35Tamże; P-TKT.
36Dolours Price, Gerry Kelly. He’s Not the Boy I Loved, „Fortnight”, wrzesień 2004.
37P-EM.
38Z niezamierzonym komizmem Gerry Adams umieścił w jednej ze swoich książek wspomnieniowych kalendarium wydarzeń, zaczynające się od 1169 roku – zob. Gerry Adams, A Farther Shore. Ireland’s Long Road to Peace, New York: Random House, 2005, s. XI.
39Peter de Rosa, Rebels. The Irish Rising of 1916, New York: Random House, 1990, s. 268.
40Ruth Dudley Edwards, Patrick Pearse. The Triumph of Failure, Dublin: Poolbeg Press, 1990, s. 7, 8.
41Ruán O’Donnell, 16 Lives. Patrick Pearse, Dublin: O’Brien Press, 2016, s. 18, 63.
42Tamże, s. 140, 141.
43de Rosa, Rebels, dz. cyt., s. 89.
44O’Donnell, 16 Lives, dz. cyt.
45Flags and Emblems (Display) Act (Northern Ireland), 1954; ustawę zniesiono w 1987 roku.
46Price, Gerry Kelly, dz. cyt.
47Tamże.
48Big Arms Haul in Belfast, „Irish Times”, 30 maja 1938; The Belfast Explosion, „Irish Times”, 31 maja 1938.
49P-TKT.
50Old Bailey Bomber Ashamed of Sinn Féin, „Village Magazine”, 7 grudnia 2004.
51Tamże.
52Price, Gerry Kelly, dz. cyt.
53P-TKT.
54P-EM.
55Tamże.
56P-TKT.
57Tamże.
58Tamże; Price, Gerry Kelly, dz. cyt.
59Eamonn McCann, wywiad udzielony autorowi.
60Zob. Michael Farrell, Northern Ireland. The Orange State, London: Pluto Press, 1987.
61Michael Farrell (ed.), Twenty Years On, Dingle: Brandon, 1988, s. 14.
62Marc Mulholland, Northern Ireland. A Very Short Introduction, Oxford: Oxford University Press, 2002, s. 24.
63Daniel Finn, The Point of No Return? People’s Democracy and the Burntollet March, „Field Day Review” 2013, nr 9, s. 4–21.
64Archiwalne nagrania.
65Często podaje się, że Dolours urodziła się 21 czerwca 1951 roku, co oznaczałoby, że miała wówczas siedemnaście lat. Dotarłem do jej aktu urodzenia. Wynika z niego, że przyszła na świat 16 grudnia 1950 roku, więc 1 stycznia 1969 roku miała już osiemnaście lat.
66Dolours Price w liście do rodziny, 28 stycznia 1974, [w:] Irish Voices from English Jails. Writings of Irish Political Prisoners in English Prisons, London: Prisoners Aid Committee, 1979, s. 54.
67Dolours i Marian Price w listach do rodziny, 7 stycznia 1974, [w:] The Price Sisters, dz. cyt.
68Dolours Price, Afraid of the Dark, „Krino” 1987, No. 3.
69Eamonn McCann, wywiad udzielony autorowi.
70P-TKT.
71Price, Gerry Kelly, dz. cyt.
72Ulster’s Price Sisters Breaking the Long Fast, „Time”, 17 czerwca 1974. Michael Farrell, były przywódca ruchu studenckiego, opisywał później wpływ, jaki wywarła śmierć Che na jego pokolenie – zob. Farrell (ed.), Twenty Years On, dz. cyt., s. 11.
73Na podstawie archiwalnych nagrań filmowych Price’a i wywiadów z ludźmi, którzy go znali, m.in. z Tommym Gormanem.
74Tara Keenan-Thomson, Irish Women and Street Politics, 1956–1973, Dublin: Irish Academic Press, 2010, s. 146.
75Tamże, s. 146.
76P-EM.
77P-TKT.
78Eamonn McCann, wywiad udzielony autorowi.
79Bowes Egan, Vincent McCormack, Burntollet, London: LRS, 1969, s. 26.
80Max Hastings, Barricades in Belfast. The Fight for Civil Rights in Northern Ireland, London: Taplinger, 1970, s. 71; Walter Ellis, The Beginning of the End. The Crippling Disadvantage of a Happy Irish Childhood, Edinburgh: Mainstream, 2006, s. 137; Ed Moloney, Andy Pollak, Paisley, Dublin: Poolbeg Press, 1986, s. 161.
81Hastings, Barricades in Belfast, dz. cyt., s. 84.
82Marc Mulholland, Northern Ireland at the Crossroads. Ulster Unionism in the O’Neill Years, London: Palgrave, 2000, s. 1.
83Dziennikarzem tym był Max Hastings; Why Britain is Committed in Northern Ireland, „Irish Times”, 27 stycznia 1972.
84Rudyard Kipling, The Collected Poems of Rudyard Kipling, London: Wordsworth Editions, 1994, s. 243.
85P-EM; Documents Shed More Light on Burntollet Attack, „Irish News”, 15 października 2010.
86Ellis, The Beginning of the End, dz. cyt., s. 124, 157.
87Eamonn McCann, wywiad udzielony autorowi.
88Ellis, The Beginning of the End, dz. cyt., s. 138.