Syndrom SkorpionaTekst

0
Recenzje
Przeczytaj fragment
Oznacz jako przeczytane
Jak czytać książkę po zakupie
Czcionka:Mniejsze АаWiększe Aa

Jakub Spyra

Syndrom Skorpiona


Wydawnictwo Psychoskok

Konin 2020

Jakub Spyra „Syndrom Skorpiona”

Copyright © by Jakub Spyra, 2020

Copyright © by Wydawnictwo Psychoskok Sp. z o.o. 2020

Wszelkie prawa zastrzeżone. Żadna część niniejszej publikacji nie

może być reprodukowana, powielana i udostępniana w

jakiejkolwiek formie bez pisemnej zgody wydawcy.

Redaktor prowadząca: Renata Grześkowiak

Projekt okładki: Robert Rumak

Korekta: "Dobry Duszek" i Bogusław Jusiak

Skład epub, mobi i pdf: Kamil Skitek

ISBN: 978-83-8119-736-6

Wydawnictwo Psychoskok Sp. z o.o.

ul. Spółdzielców 3, pok. 325, 62-510 Konin

tel. (63) 242 02 02, kom. 695-943-706

http://www.psychoskok.pl/ http://wydawnictwo.psychoskok.pl/ e-mail:wydawnictwo@psychoskok.pl


I. USTAWA


Gdzieś w betonowych trzewiach wielkiego miasta

Wprowadziła wózek do windy. Wcisnęła sensor wiodący na 19. piętro budynku i stojąc naprzeciw lustra, mimowolnie odwróciła wzrok. Spojrzenie skierowała na aluminiowe drzwi. Już od dawna jej własne odbicie pogłębiało siłę frustracji i wstrętu, którego żaden psycholog z doktoratem ugasić nie zdołał. Blisko dwuletni staż wizyt na kozetkach wręcz rozniecił tę siłę rażenia. Drażniący chłód zawodowego dystansu psychoterapeutów, ich stereotypowy żargon, teoria o rujnującym wpływie macierzyństwa, a także o priorytecie uzdrawiającego, kobiecego egoizmu były dla niej zderzeniem ducha feministycznej awangardy z epilepsją dziecka, nadwagą, irracjonalnym poczuciem winy i erupcją autopogardy.

Po dziesiątkach przebytych sesji Natalia wiedziała, że depresja w kulturze judeochrześcijańskiej przebiega z obniżonym nastrojem i dominującym poczuciem winy, a w krajach islamu manifestuje się histerią i bólem mięśni ksobnych. Tylko co z tego?

Nerwica reaktywna, dysmorfofobia, osobowość masochistyczno-depresyjna, choroba afektywna dwubiegunowa. Każdy terapeuta miał swoją teorię dotyczącą jej życia, która zwykle brzmiała jak tytuł rozdziału z podręcznika psychiatrii klinicznej.

W jej okaleczonej pamięci najmocniej rezonował tylko jeden pogląd, wyrażony niegdyś przez duchownego psychiatrę, starego dominikanina, którego terapeutyczny język w niczym nie przypominał Ewangelii. Rozumiała jego nieco osobliwe refleksje i były one dla niej wyjątkowo bliskie.

Zakonnik powiedział, że jedno spojrzenie w lustro jest sumą wszystkich lustrzanych spojrzeń z przebiegu całego życia.

– Jeśli Napoleon Bonaparte w wieku 30 lat osiągnąłby nagle w cudowny sposób wzrost 190 centymetrów, to i tak widziałby w sobie karłowatego chłopca, poniżanego przez wyższych, silniejszych kolegów ze szkoły kadetów. Jeśli modelka, bóstwo światowych wybiegów, anorektyczny wzór doskonałości i klon współczesnego piękna, spojrzy na samą siebie, to ujrzy w lustrze zahamowaną, zawstydzoną i bezwartościową dziewczynkę z trądzikiem, o ile otoczenie dało jej to niegdyś w bolesny sposób odczuć.

Także Natalia widziała teraz swoje oszpecone, lustrzane odbicie i czuła je w każdej komórce ciała.

Duchowny przekonywał, że ludzki kryzys to banalny, powszechny efekt błędów inwestycyjnych.

– Ludzie lokują swoją energię życia w pozyskiwanie materii, wzbogacając się o konsumpcję i rozrywkę, a to najbardziej złudne obligacje świata. Póki nie nakarmisz swojego Ducha, nie będziesz syta i nigdy nie zaznasz spokoju. Może na chwilę i tylko po heroinie. Sława, pieniądze, władza, ludzki podziw i biżuteria Cartiera nie zaspokoją głodu Ducha. Im więcej inwestujesz w materię, tym bardziej odczuwasz frustrację, głód i lęk. Tym bardziej karmisz siłę destrukcji, która infekuje cię egzystencjalną bulimią, na którą nie ma żadnego lekarstwa. Dowiodły już tego boginie i bogowie życia. Amy Winehouse, Whitney Houston, Elvis Presley i wielu, wielu innych, którym ich inwestycyjna materia ani szczęścia, ani spokoju nie dała. Oni też nie wiedzieli, że jest to głód Ducha. Byli pewni, że to głód materii i ekscytacji. Bez znaczenia czy to w świecie katolickim, buddyjskim czy ateistycznym, oprócz grawitacji, podatków i przemijania zawsze obowiązuje enantiodromia. Siła, która wszystko, co martwe i żywe, zamienia we własne przeciwieństwo. Życie zamienia w śmierć, dzień w noc, zwycięstwo w upadek, bogactwo w ubóstwo, podłość w pokutę, a ekstazę w depresję. Jest to odwieczne prawo harmonii wszechświata, dostrzeżone już przez Heraklita z Efezu, mędrca antyku, zadziwionego tą niezwykłą regułą bytu. Jak widać, natura ludzka wpada w te same szpony bez względu na epokę, modę i położenie geograficzne. Człowiek samą materią się nie nasyci. Im bardziej karmi zmysły i bankowe konto, tym mocniej czuje głód. Nie wie jednak, że to głód Ducha, więc nadal pożera hektolitry próżności, aż do upadku, którego przyczyny zapewne nigdy nie zrozumie, a jeśli zrozumie, to zbyt późno. Tak milioner zamienia się we własne przeciwieństwo. Czuje się biedakiem i cierpi. Czy to rozumiesz?

Drażniący gong poprzedził automatyczne otwarcie windy. Wyprowadziła wózek i z trudem odnalazła pokój 1217, który bez żadnej logiki umieszczony był po stronie dla numerów parzystych. Po kilku nieskutecznych próbach otwarcia drzwi kartą magnetyczną weszła do środka. Podniosła dziecko z wózka i położyła je na rozległym łóżku. Wyjęła z torebki klucz ampulowy i zwolniła nim blokadę okna, pozostawiając je lekko uchylone. Położyła się obok Julii. Dziecko emanowało spokojem. Zasnęło w taksówce i spało do tej pory. Skryła maleńką, ciepłą dłoń córki w swojej płonącej łuszczycą, czerwonej dłoni i patrząc w sufit, na chwilę wróciła do przeszłości. Przyszłości już nie miała.

Siadając na krawędzi łóżka w zgarbionej pozycji ciała, z niemal bezwładną i ciężką jak z ołowiu głową wbiła wzrok w podłogę. Po chwili z trudem wyprostowała się i wyjęła z torebki syrop. Oceniła pojemność plastikowej łyżeczki, która była na wyposażeniu hotelowego pokoju, następnie rozdarła poszarzałą, brudną kopertę formatu A4 i wyjęła z niej równie brudne fotografie. Zaczęła je kolejno spalać nad porcelanowym talerzykiem ze złotą koroną, ironicznym jak na tę okoliczność logo hotelu Royal. Patrzyła, jak w każdym gasnącym, spopielanym obrazie umyka jej krótkie życie. Gdy ulatniała się z dymem ostatnia fotografia, zadzwonił hotelowy telefon. Drgnęła. Nie odebrała jednak połączenia. Sięgnęła ponownie do torebki i wyjęła z niej archaiczny telefon komórkowy. Całkowicie go wyłączyła. Nie chciała i nie oczekiwała już żadnego kontaktu. Hotelowy telefon odezwał się ponownie. Zniecierpliwiona agresywnym dzwonkiem wyrwała przewód z gniazdka. Telefon błogo umilkł, a Natalia wlała do ust córki trzy łyżeczki syropu. Intuicyjnie czuła, że jeśli dziecko wybudzi się i otworzy oczy, nie będzie w stanie tego zrobić. Tak zrobić, jak to wcześniej planowała.

Ktoś cicho zapukał do pokoju. Nie zareagowała. Po chwili pukanie stało się natrętne i coraz głośniejsze. Z niemałym trudem wstała i uchyliła drzwi.

– Dzień dobry. Przepraszam, że niepokoję – z dyskretnym zażenowaniem przywitała się starsza kobieta w hotelowym uniformie sprzątaczki. – Wciąż telefonuje tu recepcjonistka, a pani nie odbiera połączenia. Proszę, by zechciała pani nie palić papierosów w pokoju. Na dole jest palarnia.

Kobieta w uniformie życzliwie uśmiechnęła się i wymownie wskazała palcem na czujnik dymu umieszczony w suficie.

Natalia odruchowo odparła:

– Nie palę!

Orientując się w tej niezręczności, dodała:

– Paliłam dokumenty.

Mówiąc to, jednocześnie skierowała wzrok na hotelowy talerzyk pokryty popiołem i jedną nie całkiem spopieloną fotografię.

– Rozumiem. Proszę jednak nie rozniecać tu ognia – poprosiła kobieta.

Pokojowa wyszła, zostawiając na stoliku dwie małe czekoladki, będące w grzecznościowym zasobie hotelowym.

Natalia poczuła jeszcze mocniej ten impuls, który od roku narastał z każdą chwilą bezradności i przenikającego do szpiku kości poczucia krzywdy.

Rozwarła szerzej okno i, najbliżej jak mogła, przysunęła do parapetu krzesło. Ostrożnie wzięła na ręce śpiącą Julię. Przytuliła dziecko i gdy oparła już jedno kolano na parapecie, ponownie usłyszała pukanie do drzwi, tym razem bardziej energiczne. Zdezorientowana zastygła w bezruchu. Stukanie nasilało się coraz bardziej, przechodząc po chwili w łomot. Zeszła z parapetu, położyła córkę na łóżku i będąc w stanie niezwykłego odrętwienia, ledwo wydarła z siebie szept:

– Kto tam?

Natarczywy łomot trwał nadal. Jej głos był widocznie niesłyszalny, więc nie chcąc narazić dziecka na wybudzenie, otworzyła drzwi.

Ponownie ujrzała tę samą starszą kobietę w hotelowym uniformie. Tym razem nie było w niej cienia życzliwości, natomiast dało się dostrzec silne zdenerwowanie. Pokojowa błyskawicznie omiotła wzrokiem całe wnętrze. Dostrzegła pusty wózek, śpiące w łóżku ubrane dziecko, spalone zdjęcia i… otwarte okno. Otwarte okno! Teraz jej twarz wyrażała jeszcze większy niepokój.

– Co pani robi?! – niemal wykrzyczała, wdzierając się głębiej do pokoju. Nie czekając na odpowiedź, energicznie zbliżyła się do okna. W pośpiechu zamknęła je własnym kluczem ampulowym i ponowiła pytanie: – Co pani zamierza zrobić? Dlaczego otworzyła pani okno?

 

Nie uzyskawszy odpowiedzi, podniosłym i nieco mentorskim tonem dodała:

– Zawsze jest jakieś rozwiązanie. Nie rezygnuj – przekonywała. – W takich sytuacjach pomoc przychodzi od ludzi. Sama sobie nie pomożesz. A jeśli nie zechcesz dać sobie pomóc, to będzie najgłupsza decyzja z możliwych. Nie widzisz świata takim, jakim on jest. Potrzebujesz ludzi!

W dojmującym bezwładzie ciała Natalia wyszeptała:

– To właśnie ludzie…

– Co… ludzie? – zapytała pokojowa.

– Zabrali mi prawo do życia.

Natalia wypluwała każdą głoskę, jakby słowa sprawiały jej ból.

Szkliste, zmęczone oczy kobiety utkwiły w źrenicach Natalii. Wskazała palcem na służbową wizytówkę przypiętą do uniformu i przedstawiła się:

– Dorota jestem. Mam tu dzisiaj dyżur do dwudziestej.

Natalia nie wypowiedziała kurtuazyjnie swojego imienia, a jedynie spuściła wzrok i wybuchła niemym płaczem. To było takie łkanie, którego nie widać i nie słychać. Jak płaczą ludzie, którzy przepłakali całe życie i nikt tego płaczu nie słyszał ani na ten płacz nie reagował.

Dorota objęła swoimi dłońmi drżącą dłoń Natalii i emanując macierzyńską troską, poprosiła:

– Powiedz, dziecko, wszystko. Ale naprawdę wszystko.

– Muszę to zrobić – z trudem artykułowała słowa. – Wydałam ostatnie pieniądze, by opłacić dobę w tym hotelu. Utraciłam refundację na leki dla córki. Nie zniosę jej kolejnych ataków epilepsji. Nie jestem już w stanie na to patrzeć. Ona cierpi w niewyobrażalnym bólu. Ja zaś nie mam szans na jakiekolwiek zatrudnienie. Ukończyłam fizykę, a praca dla fizyka jest możliwa tylko w budżetówce. By tam się dostać, trzeba pochodzić z rodziny urzędniczej lub załatwić etat po znajomości. W korporacjach też mnie nie chcą, bo nie mam doświadczenia lub odpowiadają, że mam zbyt wysokie kwalifikacje. Mam tego dość.

– A masz gdzie mieszkać? – zapytała.

– Nie. Wielokrotnie brałam pożyczki na leki dla Julii. Nie byłam w stanie spłacać i komornik zajął mi mieszkanie. Później zajął też moje zasiłki pielęgnacyjne na dziecko.

– Przecież to niezgodne z prawem! – oburzyła się pokojowa.

– Może niezgodne z prawem, ale zgodne z urzędnikiem – odparła Natalia. – Powiedzieli mi, że mogę dochodzić swoich praw w sądzie, ale to bez znaczenia, bo nie mam na adwokata. Poza tym takie procesy mogą trwać latami, a i tak niczego nie zmienią.

– Rozumiem. Mnie też ten diabelski system nie oszczędził. Mieliśmy w rodzinie problem z urzędnikiem w sprawie działki po rodzicach. Jakiś referent w skarbówce zorientował się, że mamy na zgłoszenie darowizny trzy ostatnie dni i celowo przeciągał przyjęcie naszego pisma do tygodnia, bo taki miał limit czasu na postawienie pieczątki. Prosiliśmy go jak ludzie, by przystemplował teraz lub w ciągu trzech dni, bo później utracimy prawo do zwolnienia podatkowego. On na to, że jak ma siedem dni, to postawi tę pieczątkę dokładnie za tydzień. Oczywiście mógł to zrobić od ręki, bo miał na biurku ten stempel. Obojętnie ile władzy mają, to tak tą władzą rozporządzają, by jak najwięcej krzywdy narobić. Jak taki od rana zła nie uczyni, to nie zaśnie. Jak cudzych łez nie zasieje, to mu wątroba pęknie. No i bezkarny jak wszystkie inne kasty. Policjant gwałci dziewczynę na komisariacie i jaki ma zarzut? Przekroczenie uprawnień oczywiście. Pijany ordynator zadźgał skalpelem swoją kochankę i jaki ma zarzut? Błąd w sztuce lekarskiej. Polityk sprzedał za bezcen państwową kopalnię i dwie huty, a co mu za to grozi? Odpowiedzialność polityczna. Banki wepchnęły swoim klientom podstępne kredyty, które doprowadziły do upadku rodzin. I co? Nic. To tylko ekonomia. Prawo ich nie dotyczy. Jest tylko dla nas. Dla szarych ludzi, którymi kasty gardzą.

– Sama więc pani rozumie, w jakiej pułapce jestem. Dwa dni temu moje życie ostatecznie zniszczyła urzędniczka, gdy zabiegałam o częściową refundację leków i kosztów leczenia Julii – odparła Natalia. – Ta naczelniczka referatu nie podstemplowała mojego podania, bo wyjechała na urlop do Tunezji, nikomu nie powierzając mojej sprawy. Nikt tam nie może za nią podpisać mojego podania, bo nie powiedziała, gdzie schowała pieczątkę. Twierdzą, jak zawsze, że to wina systemu. Dla tych wakacji zabiła mi córkę. Zabiła i nigdy się o tym nie dowie. Zostawi mnie pani w tym pokoju? – błagalnym tonem zapytała Natalia i teraz to ona ujęła dłoń pokojowej w geście desperackiej prośby.

– Nie! – stanowczo odparła kobieta. – Jest lepsze rozwiązanie niż to, które planujesz. Myślisz, że jeśli bym nie była pewna innego rozwiązania, to powstrzymywałabym cię teraz?

Natalia podniosła wzrok zaskoczona tym, co usłyszała.

– Wysłuchaj mnie – ciepło i nieco konfidencjonalnie przemówiła – Nie musisz się o nic martwić, ani o leki, ani o mieszkanie. Zatelefonuję teraz do kogoś, kto ci pomoże. Poproszę, by cię zaraz tu odwiedził, ale samej cię nie zostawię nawet przez chwilę.

Wyjęła z kieszeni uniformu telefon i wybrała numer.

– Mówi Dorota z Royala. W hotelu jest ze mną pani z chorym dzieckiem. Myślę, że potrzebuje waszej pomocy. – Następnie podała numer pokoju i zadeklarowała, że poczeka.

Po zakończeniu rozmowy telefonicznej zwróciła się do Natalii:

– Ktoś ci niebawem pomoże. Długo czekała nie będziesz. Ten, kto udzieli ci pomocy, jest blisko, w tym budynku, tylko w innym skrzydle. Zrobię ci herbatę – zaproponowała.

– Nie. Dziękuję – odparła Natalia. – Czy będę musiała za tę pomoc płacić?

– Nie. Nie byłaby to wtedy żadna pomoc, tylko usługa. – Pokojowa uśmiechnęła się i na chwilę skupiła swoją uwagę na liście nieodebranych połączeń. – Czasem warto zrobić coś wbrew sobie, wbrew własnym regułom. Na przykład oddać swoje życie komuś obcemu. Spróbuj zaufać, choćby nawet po raz ostatni. To tak, jak mówi Kinga, krupierka z naszego hotelowego kasyna. Twierdzi, że gdy w ruletkę gra dziewięciu biedaków i jeden milioner, to jak by nie obstawiali, zawsze od stołu odejdzie dziewięciu tych samych biedaków i jeden jeszcze bogatszy milioner. Jak niczego nie mieli, tak nie mają nadal. Bo kto wygrał? Oczywiście milioner. Miał dużo, a teraz ma jeszcze więcej. Są ludzie, którzy mają w życiu pasmo szczęścia bez najmniejszej porażki. Kierują się jakimś innym rytmem niż wszyscy. Znają ten rytm i są mu posłuszni. Tak samo przegrani. Mają własny rytm i własne reguły, które sprawiają, że co by biedak nie zrobił, co by nie wymyślił, to i tak wszystko zamieni w ruinę. Być może warto zrobić w życiu coś zupełnie odwrotnie, niżby się chciało. Zwłaszcza, gdy jest się wiecznym przegranym. Na przykład oprzeć się na kimś innym, powierzyć najistotniejsze decyzje komuś zaufanemu.

Pokojowa umilkła, oddając się refleksji, a Natalia stwierdziła:

– Dużo w tym racji, pani Doroto. Dużo w tym racji.

– Uniwersytet życia – odparła, uśmiechając się jakby sama do siebie.

– To niech mi pani powie, jak mam przerwać fatalny rytm, nie skacząc z tego okna? – zapytała Natalia.

Kobieta spojrzała jej prosto w oczy i w milczeniu pokiwała głową, tak jakby chciała powiedzieć: „Oto właściwe pytanie”.

Natalia przerwała tę wymowną ciszę:

– Nazywam się Natalia Ziętkiewicz i już od roku myślę, by to wszystko skończyć. Nigdy nie spotkałam kogoś, kto bezinteresownie chciałby mi pomóc.

Na twarzy sprzątaczki znów pojawił się zmęczony uśmiech i po chwili odparła:

– Zwracaj się do mnie po imieniu, już ci się przedstawiłam. Bezinteresowną pomoc uzyskasz od doktora Stefańskiego i jego współpracowników. Ja sama niewiele mogę. Wiem tylko tyle, ile mnie samo życie nauczyło. Za chwilę przyjdzie doktor i wtedy poproszę cię, byś pozwoliła mi zamienić z nim parę słów. Przejdziemy do aneksu gościnnego, a ty tu cierpliwie poczekasz.

– Oczywiście, że zaczekam – odpowiedziała Natalia i sceptycznie dodała: – Nie wierzę jednak ani lekarzom, ani psychologom. Prędzej uwierzę tobie.

– Dziękuję, pochlebia mi to. Jeśli jednak odrobinę wierzysz w moje dobre intencje, to daj doktorowi szansę. To wyjątkowy lekarz i nadzwyczaj oddany człowiek – zapewniła Dorota.

W tymże momencie usłyszały pukanie. Pokojowa otworzyła drzwi i wszedł doktor Stefański, ponad sześćdziesięcioletni, szpakowaty dżentelmen w szarym garniturze. Na wstępie przedstawił się Natalii i poprosił o możliwość dyskretnej rozmowy z Dorotą.

Natalia wskazała im drzwi do aneksu i niemal oszołomiona niezwykłym biegiem zdarzeń oczekiwała, aż zakończą rozmowę.

Długo nie czekała. Po paru minutach oboje pojawili się w pokoju. Doktor zwrócił się do Natalii z pytaniem, czy ma ze sobą dokumentację medyczną dziecka. Wyjęła więc z torby wszystkie badania, epikryzy, niezrealizowane recepty i wręczyła je lekarzowi. Doktor położył dokumenty na stole i poprosił Dorotę, by przekazała je do recepcji w jego klinice, dołączając jeszcze sporządzoną przez siebie notatkę. Stefański zapytał, czy Natalia ma swoje aktualne wyniki badań.

– Nie mam – odparła. – Ale poza zmianami skórnymi i depresją nic mi nie dolega.

Doktor wskazał Natalii miejsce przy stole, a Dorota skrzętnie pozbierała papierowe pliki i wyszła.

Lekarz usiadł naprzeciwko Natalii i wyrecytował niemal hipnotycznym tembrem:

– Sic volo mori.

Po czym zrobił pauzę i spojrzał na wciąż śpiącą Julię.

– Sic volo mori – powtórzył już mniej patetycznym tonem. – Cóż to znaczy, pani Natalio? A właściwie, co to znaczy dla pani? Można wybrać śmierć, o ile ma ona jakiś sens. O ile ma ona wartość dla żywych. Jeśli jest darem. Teraz wysłuchaj mnie, a dalej sama zadecydujesz, czym chcesz obdarzyć swoje dziecko.

Zwracając się teraz do Natalii po imieniu, zbliżył krzesło, tworząc bardziej intymną relację.

– Wiem, że chciałaś rozwiązać swoją pętlę życia, rzucając się z tego okna wraz z dzieckiem. Być może z twojej perspektywy to jedyne rozwiązanie. Nie mówmy jednak o świadomej rezygnacji z życia, tylko o tej ostatecznej decyzji podjętej w imieniu cierpiącej córki. Owszem, były to i są znamiona desperacji w obliczu braku wyboru. Matki nierzadko uśmiercały własne dzieci, dusząc je w wyziębionych wagonach, w drodze do obozów zagłady. Rozumiesz ich decyzje, Natalio? – zapytał i nie uzyskawszy odpowiedzi, kontynuował: – Otóż nie rozumiesz! Nie rozumiesz, bo podjęłaś tę decyzję, mając wybór – dobitnie zaakcentował doktor.

– Jaki wybór? Nie miałam i nadal nie mam żadnego wyboru! – krzyknęła.

Po chwili lekarz kontynuował rytmicznym, sugestywnym tonem:

– Natalio, łabędzica w obronie swojego dziecka, małego łabędzia, jest w stanie jednym uderzeniem skrzydła złamać kość udową mężczyzny. Lwica w obronie swoich młodych lwiątek podejmuje samotną, nierówną walkę ze stadem likaonów. Nie spocznie, póki nie pokona przeciwników. Zraniona, brocząca krwią, w amoku wściekle walczy do samego końca. Macierzyństwo to największa siła kosmosu. By zabić własne dziecko, matka nie może mieć wyboru. W Papui-Nowej Gwinei jest plemię, w którym od pokoleń obowiązuje rytuał zabicia siódmego dziecka. Musi dokonać tego właśnie matka i to natychmiast po jego narodzeniu. Starszyzna plemienna zaleca, by matka po porodzie nawet przez moment nie spojrzała na dziecko. Gdy choć raz spojrzy, już nie będzie w stanie go zabić. Każda matka w tym pierwszym spojrzeniu wysyła do dziecka niewidzialne, srebrne nitki, które wiążą ją z dzieckiem i pozwalają być zawsze blisko. W tym plemieniu siódmy noworodek przychodzi na świat w szałasie starszyzny i natychmiast po odcięciu pępowiny pozostawiany jest z matką, która ma przykryć go wcześniej przygotowanymi gałęziami. Leżąc tuż obok konającego pod stosem gałęzi dziecka, czeka tak długo, aż płacz i oddech ucichnie. Czeka, aż szaman plemienny orzeknie jego śmierć. To także emocjonalny zgon matki, która już nigdy nie będzie szczęśliwa. W dniu narodzin siódmego dziecka kobieta bezpowrotnie traci radość życia.

Natalia eksplodowała prawdziwym płaczem. Płaczem, który był symfonią bezradności i nadludzkiego cierpienia. Zerknęła w stronę śpiącej córki. Obraz ten sprawił jej fizyczny ból i wzmógł rozdzierające jej trzewia poczucie winy. Widząc spierzchnięte od suchego powietrza usteczka Julii, lekko spocone, spokojne czoło i na pół zmrużone marmurowe powieki, dostrzegła samotną, spływającą z kącika oka łzę. Jedną łzę.

Doktor Stefański troskliwie ujął dłoń Natalii, obdarzył ją ojcowskim spojrzeniem i powiedział:

– Nie obciążaj tym wyborem samej siebie. Nie obwiniaj się, bo innego rozwiązania nie znałaś. Poznasz je teraz. Co możesz złożyć na szali życia twojej córki? Co możesz jej ofiarować?

 

– Mówiłam już pani Dorocie, że nie mam niczego, co byłoby wartościowe – odparła z nieukrywanym wyrazem smutku.

– Masz. Masz, Natalio, i to wiele – refleksyjnie skonstatował doktor Stefański i wyjął z teczki wibrujący telefon.

Podjął rozmowę z kimś ze swojego personelu medycznego. Zapytał rozmówcę o możliwości i prognozy terapii na podstawie przedłożonej medycznej dokumentacji Julii.

Natalia chłonęła każdą jego sylabę, każdy, najdrobniejszy wyraz mimiczny. Jednak z tej obserwacji nie była w stanie niczego wywnioskować.

Doktor podziękował rozmówcy i zwrócił się do Natalii w zupełnie inny sposób niż dotychczas. Był to lekarski, zdystansowany i profesjonalny ton, który zwykle zwiastuje konieczność podjęcia istotnej dla życia decyzji.

– Moi konsultanci są zgodni z opinią twojego neurologa prowadzącego. Właśnie dowiedziałem się od mojego konsylium, że jedynym rozwiązaniem dla twojej córki jest kalozotomia i wszczepienie neurostymulatora. Następnie Julia przez całe swoje życie musi kontynuować specjalistyczny program farmakoterapii. Wskazana jest także całodobowa opieka, bo mimo wszystko incydentalnie ataki toniczno-kloniczne mogą występować. Jednak to nie wszystko…

Tutaj doktor zamilkł, tak jakby gromadził energię do dalszej wypowiedzi. Natalia natomiast, wyzbyta okruchów nadziei, jakby zupełnie podświadomie odwróciła głowę, zerkając w okno.

– By te zabiegi wywołały trwały efekt terapeutyczny, muszą być wykonane w najbliższym półroczu – powiedział jednym tchem, po czym dodał: – Refundacja leczenia za granicą nie jest dla ciebie możliwa, a czekanie w kolejce gwarantuje zabieg dopiero za cztery lata. Jak zapewne wiesz, pierwszeństwo do leczenia mają wysocy urzędnicy państwowi oraz ich rodziny. Nie masz też możliwości refundacji leków łagodzących objawy.

Natalia ciężko podniosła się z krzesła, podeszła do wybudzającej się Julii i położyła dłoń na czole córki. Łkając wyszeptała:

– Wybacz, proszę.

Doktor Stefański zadysponował, by ponownie usiadła przy stoliku, i zaczął od pytania, które już wcześniej postawił:

– Jaką cenę możesz zapłacić za jej życie? Jaką ofiarę jesteś w stanie dla niej ponieść?

Odpowiedziała bez wahania:

– Każdą!

Po chwili napiętej ciszy doktor wyjaśniał:

– Jak ci zapewne wiadomo, już od dwóch lat funkcjonuje w naszym kraju Ustawa Biopatriotyczna. Można w związku z tym przyspieszyć termin zabiegu dla Julii, pozyskując punkty biopatriotyczne. Zdobycie przez ciebie odpowiedniej liczby punktów dałoby Julii priorytet wykonania zabiegu w takim samym czasie jak dla urzędnika państwowego lub jego rodziny. Czyli bez kolejki. Natychmiast. Ustawa ta zezwala na pozyskiwanie punktów przyspieszających zabiegi medyczne za oddanie narządów dla oczekującego na przeszczep urzędnika lub kogoś z jego rodziny. Jednak nerka to tylko 20 punktów, a szpik kostny 10. To za mało. Potrzebujesz aż 120 punktów.

Natalia słuchała oszołomiona.

– Jutro kompleksowo zbadamy cię w mojej klinice. Jest to w tej sytuacji konieczne. Zastanawia mnie możliwość pozyskania dla ciebie 120 punktów. To tyle, ile potrzeba do leczenia Julii. Załóżmy hipotetycznie decyzję o twojej Patriotycznej Eutanazji Transplantacyjnej. Jedna nerka i szpik to za mało. Nie wystarczy na pełną opiekę medyczną dla twojej córki. Musiałbym jeszcze sprawdzić, jak wyceniają zdrowe serce trzydziestolatki.

Doktor ponownie wyjął telefon, a Natalia zapytała:

– Co to jest Patriotyczna Eutanazja Transplantacyjna, doktorze?

– Prawo w naszym lecznictwie patriotycznym reguluje trzy stopnie eutanazji. Pierwszy stopień to ustawa o Patriotycznej Eutanazji Fiskalnej dla osób chorych, które nie rokują, że będą w przyszłości z racji swoich dysfunkcji biologicznych efektywnymi płatnikami podatku. Mamy też eutanazję drugiego stopnia, czyli Patriotyczną Eutanazję Gerontologiczną. To akt patriotyczny, umożliwiający definitywne zakończenie świadczeń dla emeryta, gdy przekroczył on średnią normę świadczeń i stał się ciężarem społecznym. Mamy też eutanazję trzeciego stopnia. Prawo, a właściwie przywilej Patriotycznej Eutanazji Transplantacyjnej. Perła wśród wszystkich owoców legislacji. Otóż Patriotyczna Eutanazja Transplantacyjna, o którą pytasz, jest rekomendowana przez Ministerstwo Zdrowia w przypadku, gdy dawca-patriota chce leczyć swoje dziecko i potrzebuje do tego leczenia ponad 100 punktów biopatriotycznych. Może wtedy ofiarować oczekującemu na przeszczep wysokiemu urzędnikowi narządy nieodzowne dla życia. Na przykład oddać do transplantacji serce lub dwie nerki i oba płuca. Beneficjentem pozyskanych punktów biopatriotycznych jest wtedy dowolna osoba wskazana przez dawcę-patriotę. Na przykład jego chore dziecko. Rodzic oddaje narządy, ratując w ten sposób życie urzędnika państwowego, i osiąga w ten sposób maksymalną liczbę punktów biopatriotycznych. Następnie przenosi te punkty na swoje chore dziecko, które z kolei uzyskuje prawo do leczenia w terminie natychmiastowym. Ta ustawa, jak widzisz, to ratunek dla dzieci niewywodzących się z rodzin urzędniczych. To ustawa życia i nadziei. To jest dar życia od naszego ministra zdrowia.

Natalia doświadczyła teraz stanu, który neurolog nazwałby akinezją. Zamarła w bezruchu.

Po chwili doktor telefonicznie dopytał o maksymalną wartość punktową narządów możliwych do uzyskania w wyniku eutanazji transplantacyjnej i z optymistycznym brzmieniem zakomunikował:

– Mam dobrą wiadomość, Natalio. Tak jak przypuszczałem, samo serce to aż 80 punktów. Jest szansa na uzyskanie najwyższego statusu dawcy-biopatrioty. Jest nadzieja, byś pozyskała dla Julii wystarczającą liczbę punktów do zabiegu i opieki medycznej należnej tylko urzędnikom. To też wielki zaszczyt, Natalio, bo wspierasz nasze państwo.

Po chwili kontynuował:

– Uwzględniając też twoje dwie nerki i płat wątroby… Julia może mieć zabieg niemal natychmiast. Konieczne są jednak specjalistyczne badania i pomyślne opinie o twoim stanie zdrowia. Jeśli zaś chodzi o opiekę adopcyjną nad twoją córką, to możesz partycypować w profilowaniu rodziny adopcyjnej wyłącznie wtedy, gdy rodzina ta nie będzie kastą urzędniczą. Niektóre kryteria możesz ustalić jako determinujące wybór. Oczywiście pierwszeństwo w adopcji dziecka mają rodziny urzędników i wtedy nie możesz partycypować w profilowaniu. Ale taki scenariusz nie powinien cię raczej niepokoić. Jeśli rodzina urzędnicza wyraziłaby gotowość na przyjęcie Julii, wtedy twoja córka miałaby prawo do wszystkich przywilejów socjalnych i bezpłatnego leczenia. Ja Julii takiego rozwiązania z głębi serca życzę – mówił, spoglądając na Natalię z ciepłym, niosącym optymizm uśmiechem.

Po chwili szoku, a później zadumy i nieukrywanego zdziwienia Natalia zwróciła się do doktora nieco naiwnym, wyrażającym niepokój tonem:

– Czy to znaczy, że będę musiała umrzeć?

– Nie nazywajmy tego w ten sposób – odparł lekarz. – Jest to zaszczyt świadczenia Patriotycznej Eutanazji Patriotycznej na rzecz wysokiego urzędnika państwowego. Raczej zapytaj, czy to oznacza, że Julia będzie żyła. – Uśmiechnął się promiennie. – Zresztą i tak chciałaś popełnić samobójstwo razem z dzieckiem. W tej sytuacji odejdziesz sama, dając córce życie. Dasz jej życie, Natalio!

– Kiedy mam zdecydować? – zapytała.

– Teraz! – odparł definitywnie doktor. – Jeśli teraz podejmiesz decyzję, to po podpisaniu umowy dostaniesz10 minut na pożegnanie. Następnie Julia zostanie zabrana na oddział i będzie czekała na szczęśliwe zakończenie. Zazwyczaj nie dajemy dłuższego czasu na pożegnania, bo niczemu to nie służy, a nieraz nawet prowokuje zmianę decyzji. Ty zaś tego budynku już nie opuścisz. Zamieszkasz tu na czas badań, aż do zabiegu ostatecznego. Nasza klinika jest w bocznym skrzydle hotelu, więc będziemy cię tam na badania zabierać i z powrotem tutaj odprowadzać. Dostaniesz też kamerę na statywie, byś mogła nagrać i pozostawić córce spadek moralny. Powiesz jej, co uważasz za stosowne, a Julia otrzyma to nagranie po osiągnięciu pełnoletniości. To ważne ze względu na poczucie tożsamości dziecka i ma wpływ na całe jego życie. Sic volo mori. Oto śmierć, która ma wartość i sens. Decyduj teraz!

Бесплатный фрагмент закончился. Хотите читать дальше?