Przeszłość jest prologiem

Tekst
0
Recenzje
Przeczytaj fragment
Oznacz jako przeczytane
Jak czytać książkę po zakupie
Czcionka:Mniejsze АаWiększe Aa


Okładka i projekt graficzny

Fahrenheit 451

Zdjęcie na okładce (tło)

© Anton Balazh @fotolia.com

Zdjęcie Autora na okładce

© Bartek Syta

Mapy kolorowe

Piotr Karczewski

Ilustracje wewnątrz książki

Wolne zasoby internetu

Redakcja i korekta

Barbara Manińska

Współpraca

Fahrenheit 451, Agnieszka Muzyk, Anna Wolf, Anna Feliga

Indeks osobowy i indeks nazw geograficznych

Fahrenheit 451

Dyrektor projekt.w wydawniczych

Maciej Marchewicz

ISBN 9788366177451

Copyright © by Jacek Bartosiak, Warszawa 2019

Copyright © for Zona Zero, Sp. z o.o., Warszawa 2019

Wydawca

Zona Zero Sp. z o.o.

ul. Łopuszańska 32

02-220 Warszawa

Tel. 22 836 54 44, 877 37 35

Faks 22 877 37 34

e-mail: wydawnictwo@zonazero.pl

Konwersja

Monika Lipiec

Spis treści

O Autorze

Mapy

Słowo wstępne

O sytuacji Polski i świata w obliczu konfliktu USA–Chiny

Odwrócenie sojuszy między USA, Polską i Rosją

Bazy NATO w Polsce

Teoria Navalna (Rimland i Heartland)

Polska może być bogatsza od Niemiec

Ukraina, pionek na europejskiej szachownicy

Rosja i wielka rewizja ładu międzynarodowego

Białoruś kluczem do podmiotowości Polski

Indie, geopolityka, Polska

W razie konfliktu Polska będzie celem dla Rosji

Wielka gra i poszukiwanie hegemona

Chińczycy zakwestionują ład światowy

Trump i nowy pomysł na Pax Americana 2.0

Szlak handlowy i budowa kapitału

Amerykański problem z Niemcami

Wyzwania USA a podmiotowość Polski

Napięcie na Półwyspie Koreańskim

O geopolityce Polski i Europy Środkowowschodniej. Spotkanie autorskie

Chiny vs USA i myśl Xi Jinpinga

O idei Piłsudskiego i dualizmie na Łabie

Gazowa szansa Trójmorza

Nowy porządek świata – czy dojdzie do III wojny światowej

Wielka gra geopolityczna. Kto rządzi światem

Sojusze geostrategiczne nie polegają na robieniu sobie przysług

Arktyczne morze śródziemne

Rzeczpospolita... Spotkanie premierowe w Krakowie

Polska wobec Europy i świata. Debata w Krakowie

Nowa epoka epickich zmagań

O Autorze

DR JACEK BARTOSIAK. Dyrektor Programu Gier Wojennych i Symulacji Fundacji Pułaskiego w Warszawie, Senior Fellow w The Potomac Foundation w Waszyngtonie. Zajmuje się strategiami i planowaniem nowoczesnego pola walki. Doktorat uzyskał z geostrategii Zachodniego Pacyfiku i Eurazji. Współpracuje z wieloma instytucjami w Polsce i za granicą zajmującymi się bezpieczeństwem. Autor książek: „Pacyfik i Eurazja. O wojnie” oraz „Rzeczpospolita między lądem a morzem. O wojnie i pokoju”.


Mapy

Mapy



Słowo wstępne

Historia dzieje się na naszych oczach.

Stary ład kruszeje, równowaga w Eurazji jest niepewna, a mocarstwa stanęły do wielkiej rywalizacji. Niebawem zobaczymy, co się wyłoni z okresu przejściowego, jak będzie wyglądał nowy porządek świata, a przede wszystkim – w jaki sposób będzie wykuwany.

Pomysł na wydanie niniejszej książki narodził się wraz z niezwykle inspirującym dla mnie jako autora, bardzo pozytywnym odbiorem przez czytelników książki „Rzeczpospolita między Lądem a Morzem. O wojnie i pokoju”.

Pojawił się jednocześnie z konstatacją na przełomie 2018 i 2019 roku, że kilka lat moich wykładów, debat i wystąpień publicznych pozwoliło uzbierać obszerny materiał, który mógłby pomóc w szerzeniu wiedzy o geopolityce i geostrategii, co było dla mnie zawsze istotnym celem.

Zwłaszcza że bieg wydarzeń międzynarodowych mocno przyspieszył w ostatnich latach, a ich znaczenie dla naszego losu znacznie wzrosło.

Ponieważ popularyzacji wiedzy o geopolityce i geostrategii poświęciłem dużo energii, zasadne było zamknięcie tego etapu mojego życia w formie spisanej w niniejszym tomie.

Historia dzieje się na naszych oczach. Stary ład kruszeje, równowaga w Eurazji jest niepewna, a mocarstwa stanęły do wielkiej rywalizacji. Niebawem zobaczymy, co się wyłoni z okresu przejściowego, jak ma wyglądać, a przede wszystkim – jak będzie wykuwany nowy porządek.

Przygotowywaliśmy się do tego przez kilka lat wspólnych spotkań i rozmów o nadchodzącej przyszłości. Temu służyły także dwie poprzednie książki: „Pacyfik i Eurazja. O wojnie” wydana w roku 2016 i „Rzeczpospolita między Lądem a Morzem. O wojnie i pokoju” wydana z końcem lata 2018 roku.

Mam nadzieję, że podczas lektury najnowszej szczególnie interesująca będzie dla czytelnika możliwość zweryfikowania, czy prawidłowości opisywane we wcześniejszych wystąpieniach (opatrzonych każdorazowo datami) potwierdziły się w późniejszym czasie.

Czytelnik sprawdzi, czy aparat pojęciowy z dziedziny strategii oraz tok rozumowania geopolitycznego, nieustannie przywoływane przeze mnie do analizy rzeczywistości, okazały się skuteczne, nie tylko do rozumienia przeszłości oraz zachodzących aktualnie wydarzeń, ale i do przewidywania wydarzeń przyszłych. Ufam, że samo w sobie może to się okazać ciekawą intelektualną rozrywką podczas lektury.

Zwłaszcza że – co oczywiste – forma jest tu dużo „lżejsza” niż w poprzednich książkach, zarówno dość szczegółowych (choć kusiło, by były miejscami jeszcze bardziej szczegółowe), jak i opatrzonych nierzadko „ciężkimi” przypisami.

Do niniejszego tomu wybrano sporą część wystąpień z lat 2015–2019. Mam nadzieję, że poddane stosownej redakcji, niezbędnej, by zamienić formę mówioną na spisaną, spodobają się Państwu.

Warszawa, 23 kwietnia 2019 roku

O sytuacji Polski i świata w obliczu konfliktu USA–Chiny




O sytuacji Polski i świata w obliczu konfliktu USA–Chiny

 

W interesie Rzeczypospolitej leży rozpad Rosji, czy inaczej rzecz ujmując – żeby na Kremlu nie było silnej władzy. Żeby funkcjonowali ci sami ludzie i zasoby terytorium, ale żeby nie było władzy centralnej silnej, która wysyła bezpiekę, gnębi, ściąga podatki itd., prowadzi zbrojenia i dysponuje wojskiem itd.

Problem polega na tym, że rozpad Rosji leży w interesie Rzeczypospolitej, ale już na pewno nie Amerykanów.

Przeprowadźmy proste ćwiczenie na wyobraźnię. Zamykamy oczy, przypomnimy sobie, jak uczono nas geografii świata, z kontynentami, które znamy, oceanami, morzami, państwami, łańcuchami górskimi. Teraz postarajmy się sobie uzmysłowić, mając dalej zamknięte oczy, że tak naprawdę geografia świata wygląda zupełnie inaczej niż nas uczono na lekcjach geografii, że wykute w szkole nazwy tak naprawdę nic nie znaczą, są tylko kodami kulturowymi, mają znaczenie może w naszym świecie wewnętrznym, ale dla geopolityki, która zajmuje się siłą w przestrzeni i jej egzekwowaniem – te nazwy, które znamy, nie mają właściwie żadnego znaczenia.

To, jak jest ukształtowany nasz świat w naszych wyobrażeniach, nie ma żadnego znaczenia.

Otwórzmy oczy. Teraz opowiem o tym, jak wygląda prawdziwa geografia świata i jak nauczane są tej geografii elity, te, które rządzą światem. Elity w Waszyngtonie, w Pekinie, w ten sposób uczone są też elity w Moskwie.

Tak uczyli się też Brytyjczycy, gdy byli wielkim, światowym imperium. Niestety tego nie uczą w Polsce, bo jesteśmy, znowu niestety, państwem, które nie potrafi przetrwać w crush zonie geopolitycznej w dobie nowoczesnej dłużej niż okienka geopolityczne wyznaczane nam przez zewnętrznych offshore balancerów, czyli zewnętrznych graczy, którzy swoją siłą emanują na nasz obszar w taki sposób, że łapiemy szansę, by na chwilę zaistnieć.

Tak naprawdę istnieje jeden kontynent na świecie, nazwijmy go za Mackinderem wyspą-kontynentem. W dużym przybliżeniu jest to Eurazja z częścią Afryki i kto panuje nad tym obszarem świata, panuje nad całym światem.

Wszystko inne to są nieznaczące wyspy albo wysepki, wraz z największą wyspą, czyli z Ameryką Północną zdominowaną przez Stany Zjednoczone. Jest to jedna z wysp, najsilniejsza, ale wyspa. Wszystko, co najważniejsze, dzieje się w Eurazji. Eurazja jako wyspa-kontynent jest otoczona oceanami i morzami. Ocean Światowy determinuje podział wyspy-kontynentu na dwa podstawowe fragmenty, czy dwie podstawowe części: na Rimland i Heartland.

Rimland to są państwa, czy obszary polityczne – bo to bywały imperia, to nie muszą być państwa – z władzą polityczną komasującą dobra, wykonującą władzę na danym obszarze.

Obszary te są całkowicie zależne od handlu morskiego, więc położone są najczęściej na obrzeżach Eurazji. W tym miejscu należy powiedzieć, że nie ma niczego zyskowniejszego na świecie niż handel morski. Od zawsze, od zarania ludzkości, transport morski był nawet kilkadziesiąt razy tańszy niż każdy inny, w zależności od regionu. Wolumeny towarów przewożonych drogą morską zawsze były ogromne, w związku z tym ten, kto kontrolował handel morski, bogacił się najwięcej.

Państwa morskie są z natury bogatsze, bo bazują na handlu morskim, który sprzyja wymianie, wzrostowi gospodarczemu i kumulacji kapitału. Ale te państwa muszą mieć wówczas dostęp do wolnej nawigacji. Stąd – muszą dysponować rozbudowaną flotą.

Istnieje też drugi obszar zwany Heartlandem. Jest on zamknięty kontynentalnie w swoim „byciu Heartlandem”, czyli w swojej właśnie istocie.

Ten obszar nie uczestniczy w handlu morskim i nigdy nie uczestniczył, nie podlega jego prawom. W związku z tym wytworzył zupełnie inne sposoby gospodarowania, rządzenia, zawsze jest biedniejszy, ale ma jedną zaletę – nie podlega władzy najsilniejszego mocarstwa morskiego.

Przypominamy sobie mapy, z których się uczyliśmy w szkole. Rimland to jest cała Europa, Rimland euroazjatycki. To jest cała zachodnia Europa, basen Morza Śródziemnego i Północna Afryka, która w sensie geopolitycznym jest tak naprawdę Europą. Dopiero Sahara jest kontynentalną przeszkodą i tam się zaczyna prawdziwa Afryka, wykazuje to historia starożytna. Mamy Bliski Wschód, z Izraelem, bliskowschodnie szlaki komunikacyjne.

Mamy Chiny, mamy Koree, cały pierwszy łańcuch wysp zachodniego Pacyfiku, Indie i to jest Rimland. Heartland to jest przede wszystkim Rosja, północny Iran, Mongolia.

Państwo morskie, które dominuje na morzach i oceanach świata – tak jak kiedyś Wielka Brytania, a teraz Stany Zjednoczone – całkowicie kontroluje Rimland. Jest w stanie wygrać każdą wojnę i kontroluje zasady, na jakich funkcjonuje w obrocie światowym każde państwo Rimlandu.

Dlatego mamy Bretton Woods, dlatego funkcjonuje Bank Światowy, Międzynarodowy Fundusz Walutowy. Dlatego Amerykanie wygrali II wojnę światową, a wraz z Brytyjczykami wygrali I wojnę światową.

Bo Niemcy w Wielkiej Wojnie, jak kiedyś nazywano I wojną światową byli zamknięci w Eurazji i nie byli w stanie importować surowców strategicznych. Dlatego później Hitler przegrał II wojnę światową, która tak naprawdę była dogrywką I wojny światowej…

Jak ujął to Churchill, obie wojny były kolejną wojną trzydziestoletnią o dominację w Eurazji. Niemcy musieli pójść na Wschód, żeby w Heartlandzie szukać zasobów, żeby skomasować siły, które byłyby w stanie opanować Eurazję.

Żeby wyruszyć w pole na tych przeklętych Anglosasów, którzy są potęgą morską i mają losy innych państw w nosie, trzeba się do nich dobrać tam, za morzami i pokonać ich flotę. Obnażyć i zniszczyć ich fundamenty gospodarcze.

Geopolityka nie zna litości. Fukcjonuje trochę jak w starym dowcipie: Mojżesz spotyka się z Jahwe i Stwórca pyta go: „No dobra, Mojżesz, gdzie ty chcesz mieć tę swoją ziemię obiecaną?”. „Ka..., na..., Ka..., ka..., na…”, odpowiada Mojżesz, który był jąkałą. „Dobra, masz Kanaan”. „Nie, nie, ja chcia-chcia-łem Kanadę”. „Za późno, stary”.

To doskonale oddaje, że nie było sprawiedliwie, gdy rozdawano ludom krainy. Geopolityka jest bezlitosna, dlatego jest w postmodernistycznym dyskursie niepopularna, bo, niestety, sankcjonuje fakt, że na przykład Afryka jest zawsze biedna.

Trzeba więc i tak postawić na Afryce krzyżyk, bo bardzo trudno będzie jej się wydobyć z nędzy, ma niestety fatalne położenie, o czym opowiem później w części szczegółowej.

W postmodernistycznym dyskursie, w którym każdy ma „niby-równe” szanse i wszyscy jesteśmy „fajni”, zasady geopolityczne mocno psują obrazek. Niestety to są żelazne zasady silniejsze od woli ludzkiej, geografia determinuje politykę, kapitał pracuje i żadne zaklęcia tego nie zmienią. Na pewno bezwzględnie wiedzą to i znają te prawa w Moskwie, w Waszyngtonie, w Pekinie.

Realizują politykę z sukcesami przykrawając ją do możliwości geopolitycznych. Wracając do tematu, Heartland jest jedynym obszarem, którego nie da się podporządkować poprzez dominację morską. Natomiast jest zawsze biedniejszy, odcięty od zyskownego handlu morskiego, w związku z tym jest też uboższy kapitałowo. Bardzo trudno jest pozyskać kapitał z obrotu, nie ma yieldów, zwrotów, po prostu funkcjonuje on inaczej.

W związku z tym państwa Heartlandu są zawsze biedne ekonomicznie i muszą mieć silną władzę centralną po to, żeby pomagała infrastrukturze stale i konsekwentnie się nadbudowywać.

Już na przykładzie Niemiec dobrze to widać, chociaż są czempionem gospodarki. Bo Niemcy są położone na początku uskoku geopolitycznego, stąd nie mogą się zdecydować, którego obszaru geopolitycznego mają być częścią.

Teraz widać to również na przykładzie ukraińskim, czy jesteśmy bardziej wychyleni w kierunku Heartlandu… czy Rimlandu.

Żeby była jasność, to nie są dywagacje teoretyków. Teoretycy opisali tylko te prawidłowości.

To kapitał i handel oraz układ sił wynikający z przepływu pieniądza i bogacenia się jednych, a słabszego bogacenia się drugich, a co za tym idzie, wynikająca z tych procesów władza polityczna, decydowały o historycznym ułożeniu się spraw.

Dopiero później opisali to teoretycy, nazwali Heart-landem i Rimlandem. Mówię zupełnie oczywiste rzeczy na bardzo podstawowym poziomie.

Istnieje wieczne napięcie pomiędzy Heartlandem a Rimlandem, bo Heartland zawsze dąży do ciepłych portów i do tego, żeby zacząć uczestniczyć w handlu nie jako junior partner, tylko żeby go dopuszczono do dużych zysków i żeby mógł w pełni z nich korzystać. Stąd parcie Rosji, żeby mieć port – Piotr budował go w Petersburgu, ale okazało się, że jest za słaby – później było parcie na cieśniny tureckie, na Bałkany, wciąż parcie, parcie, parcie. Zresztą państwa Heartlandu dotyka stały problem niestabilności geopolitycznej, mają okresy białego jeźdźca i okresy czarnego jeźdźca.

Na przykład teraz mamy okres białego jeźdźca w Rosji, okres wzrostu.

Najważniejszą konkluzją dla Polski jest ta, że my znajdujemy się, jeśli się spojrzy na mapę Eurazji, w najgorszym położeniu, a jednocześnie – najlepszym położeniu na świecie. Jesteśmy na jedynej nizinie zwanej w Waszyngtonie drzwiami do Heartlandu, pomiędzy Heartlandem a Rimlandem. W związku z tym wszystkie wojny o dominację w Europie musiały się przetoczyć przez Polskę. Wojska nie lubią chodzić przez góry, wolą przemieszczać się nizinami.

Żeby było jasne; chodzi o nasze położenie. Nie chodzi o nas, że my jesteśmy fajni albo tacy chrześcijańscy, albo dobrze wychowani, tylko o to, że kontrola naszego obszaru w sensie geograficznym zmienia układ sił w całej Europie. My i Ukraina po części, bo to jest jeden ciąg i nasi analitycy z Dwójki – czyli II Oddziału Sztabu Generalnego zajmującego się wywiadem i kontrwywiadem wojskowym – przed wojną nazywali to pomostem bałtycko-czarnomorskim.

My znajdujemy się w crush zonie pomiędzy płytami tektonicznymi Heartlandu i Rimlandu. Między kapitałem rimlandowym pracującym efektywniej – tym zachodnim, który napiera na nas, kupuje nas – a wschodnimi wpływami polityczno-kapitałowymi. Czasami, jeżeli system się wykoleja albo wynika potrzeba pomocy systemowi, wchodzą do akcji wojska, bo wojna jest wypadkiem przy pracy. Wielkie zmiany dokonują się najczęściej bez wojen. Oczywiście, stosuje się przemoc, aby uzyskać spodziewane efekty, ale bez gorących działań wojennych. Wojna jest sprawą niepewną, najczęściej jest wypadkiem przy pracy, wynika z mispercepcji. Ze złego ocenienia układu, czy czyjejś pochopnej decyzji…

My niestety bardzo często źle ocenialiśmy układ sił i dlatego niektóre powstania rozpoczynaliśmy w niewłaściwym momencie. To również wynika z tego, że leżymy w crush zonie, w miejscu, gdzie się ciągle stykają geopolityczne płyty tektoniczne. Bardzo trudno jest zbudować w tym miejscu trwałą państwowość, która nie byłaby podatna na zakusy innych, na zakusy innego kapitału, innych sił politycznych. Przestaliśmy być podmiotem globalnej gry i staliśmy się jej przedmiotem nie w czasach nam współczesnych, w XX i XXI wieku, ale znacznie wcześniej, od kiedy Rzeczpospolita stała się słabsza od Rosji – to, powiedzmy, nastąpiło na przełomie XVII i XVIII wieku, a definitywnie na początku XVIII. Później, w XVIII wieku, staliśmy się nawet słabsi od Prus i wypadliśmy z ligi mistrzów.

Nigdy nie będziemy podmiotem gry, jeżeli nie staniemy się silniejsi bądź od Prus, czyli Niemiec, co może być trudne po ich zjednoczeniu, bądź od Rosji. Zdarzało się, że bywaliśmy silniejsi od Rosji – osłabionej i przegranej w pierwszej wojnie Rosji bolszewickiej w roku 1920. Zdarzyło się tak przy doskonałej dla nas koniunkturze międzynarodowej i dlatego wybiliśmy się na niepodległość. Do tego jeszcze wojnę światową wygrało mocarstwo pozaeuropejskie, czyli Stany Zjednoczone, które narzuciło swoje rozwiązania wraz z elementem kolektywnym, kolektywistycznym nawet, czyli Ligą Narodów.

Zaraz potem Stany Zjednoczone wycofały się z Europy, zostawiając ją własnej próbie równowagi sił. I w konsekwencji natychmiast Polska zaczęła tracić swoją przestrzeń.

 

Już w połowie lat 20. było widać, że system wypracowany w Wersalu się kończy. No i zostało nam tyle lat niepodległości, ile zostało.

Cały problem polega na tym, że powtarzamy teraz tę lekcję, bowiem Amerykanie, wygrywając zimną wojnę z Sowietami, narzucili swoją supremację kompletnie na całym świecie.

Udało się nam dołączyć do atlantyckiego świata, – jak mówią Rosjanie, Dugin, analitycy wokół Putina non stop opowiadają o tym, Ławrow nawet – do świata atlantydów. Czyli – właśnie tego świata rimlandowo-amerykańskiego.

Warto wiedzieć, że Amerykanie, ucząc w szkołach o Rimlandzie, Heartlandzie, przystępowali do I i II wojny światowej nie dlatego, że chcieli nieść pochodnię wolności i demokracji, ani że wzruszali się losem braci Brytyjczyków.

Tego wymagał ich żywotny interes.

Nie wiem, czy Państwo zdają sobie sprawę, że w Pentagonie jeszcze do lat 30. XX wieku były przygotowywane plany wojenne przeciwko Brytyjczykom i ich flocie na Oceanie Atlantyckim? Bo solą w oku XIX-wiecznych sztabowców amerykańskich była obecność brytyjska w zachodniej hemisferze.

Aż Amerykanie zorientowali się, iż nie mogą dopuścić, żeby Niemcy, które już wtedy, na początku XX wieku, stały się potęgą, mogły zdominować całą Eurazję. Bo najpierw pokonają Rosję, później Francuzów, a w następnej kolejności wypchną Brytyjczyków z kontynentu. Wówczas – skomasują siły Eurazji i z czasem wybiorą się zbrojnie na Waszyngton albo pokonają go gospodarczo. To naprawdę było w zasięgu ręki. Tylko że Amerykanie przystępują do wojny „po swojemu” – dopiero wtedy, kiedy uznają, że jak najmniejszym kosztem uzyskują spodziewany efekt. Dokładnie tak samo postąpili w II wojnie światowej. Nie wybrali się w pole po to, żeby ratować tu wolność, demokrację, Ligę Narodów, tylko na swoich warunkach, na swoich zasadach, po zapewnieniu sobie, że świat powojenny będzie wyglądał tak, jak oni zechcą i wymyślą.

Przystąpili do wojny po to, żeby w Eurazji nie powstał jeden podmiot, czyli Niemcy, który będzie dominował. Później Niemcy zostały podzielone, w związku z tym powstała gigantyczna próżnia bezpieczeństwa po Niemczech.

Państwa zachodniej Europy były zniszczone przez wojnę, były tak słabe, że Sowieci byli silniejsi niż wszystkie państwa europejskie razem wzięte, w związku z tym Amerykanie bardzo szybko musieli jednak wrócić na kontynent i założyć NATO, obudować swoje rzymskie limes.

Na Łabie była granica niemiecko-czechosłowacka, Wiedeń, tutaj była ta granica. Bardzo podobnie zresztą, jak w I wieku naszej ery rzymskie imperium. My znaleźliśmy się po niewłaściwej stronie.

Później Amerykanie, wygrawszy wojnę z Sowietami, zaczęli przesuwać swoje wpływy poprzez swoich Europejczyków – bo z punktu widzenia strategów Europa Zachodnia, do drugiej wojny irackiej, była protektoratem amerykańskim całkowicie zależnym od Stanów Zjednoczonych.

Teraz to się skończyło. My zostaliśmy wchłonięci do świata zachodniego jako junior partner. Musieliśmy się dostosowywać w tym świecie do Unii, do NATO itd. I coraz bliżej tych granic rosyjskich. Wcześniej granica z NATO była na Łabie, teraz jest niedaleko Sankt Petersburga, nad jeziorem Pejpus, koło Tartu w Estonii.

Z punktu widzenia rosyjskiego to jest naprawdę duża różnica – Ameryka głęboko wniknęła w Heartland. Tak należy postrzegać kwestię ukraińską z punktu widzenia Rosjan.

W każdym razie nas wchłonięto do tego sytemu atlantyckiego, do systemu rimlandowego z dominacją amerykańską, zaprojektowanego przez Amerykanów po II wojnie światowej. Nie mieliśmy nic do powiedzenia i w sumie dobrze, że to się tak stało.

Już od dawna nie myślimy podmiotowo. Nie znajdujemy się w sytuacji z roku 1920, kiedy wywalczyliśmy niepodległość krwią naszych żołnierzy. Naprawdę wtedy byliśmy w stanie myśleć o tym, jak zbudować niezależność w dużo trudniejszych czasach.

Spójrzmy na mapę, mamy na przykład rok 2000, jeszcze przed World Trade Center. Amerykanie kontrolują świat, mają NATO na przyczółku europejskim, czyli jak mówił przwodniczący Mao o nas, na tym małym półwyspie na zachodzie. Wszystko jest pod kontrolą.

Przesuwają jeszcze w głąb, limes przesuwamy jeszcze dalej, już jest na Bugu. Później nad jeziorem Pejpus. Ten front jest zabezpieczony.

W Azji również, sojusznicze państwa kontrolują Rimland i łańcuchy wysp, co powoduje, że wszystkie próby dominacji w Rimlandzie kogoś innego są zdane na łaskę Amerykanów. Chińczycy uzależnieni od handlu ze Stanami Zjednoczonymi, w związku z tym wszystko wydawało się pod ścisłą kontrolą.

U szczytu swojej potęgi Amerykanie zdecydowali się na wojnę z terrorem, czyli na poprawienie jeszcze swojej i tak bardzo silnej dominującej pozycji na Bliskim Wschodzie poprzez próbę przebudowania tego rejonu.

Poprowadzili dwie bardzo duże wojny lądowe w Azji, które kosztowały ich ocean pieniędzy, chociaż według mojej oceny i innych analityków Amerykę było na to stać.

Natomiast w swojej pysze Amerykanie przegapili pewien kluczowy moment. Przegapili, że Chiny stały się – przy pomocy amerykańskiej zresztą – tak ważne dla gospodarki światowej, że gdy wybuchł kryzys roku 2008/2009 to po pierwsze, nie skrzywdził tak bardzo Chin, a za to dotknął bardzo mocno Stany Zjednoczone. Przetrwały wyłącznie dlatego, nie zbankrutowały, że drukują dolara, a Bretton Woods i cały system światowy jest tak skonstruowany, że Amerykanie mogą to robić obciążając długami inne państwa. To jest prawdziwa przemoc. Oczywiście, my lubimy Amerykanów i dzięki nim nasza niepodległość ma się nie najgorzej, ale trzeba sobie zdawać z tego sprawę.

Supremacja i obciążanie swoimi długami innych jest nie w smak wielu państwom. Producentom dóbr i usług, którzy dostają pieniądze w postaci drukowanych w USA dolarów. To była polityka quantitative easing, czyli QE, prowadzona przez Fed od lat 2008/2009, zalewania świata drukowanymi dolarami. To się bardzo nie podoba producentom ropy naftowej. Ale Amerykanie przespali ten ważny moment. Okazało się, że Chiny nie dostały czkawki tak silnej, żeby je osłabiła, i dalej umacniały się na drodze do wyprzedzenia gospodarczego Stanów Zjednoczonych.

Jednocześnie Chiny rozpoczęły forsowny projekt modernizacji armii, w szczególności nastawiony na tak zwaną strategię „Sznura Pereł”.

Żeby nie wchodzić w szczegóły techniczne, mniej więcej w roku 2010/2011 osiągnęły takie zdolności, że mogą myśleć o zmierzeniu się z USA. Po raz pierwszy jakikolwiek przeciwnik Stanów Zjednoczonych w historii, właśnie Chińczycy – jeżeli spojrzymy na mapę i popatrzymy, mamy tam Rosję, później Korea Południowa, Japonia i to wybrzeże chińskie jest otoczone takim pierwszym łańcuchem wysp, później mamy cieśninę Riukiu, później Tajwan, później Luzon, mamy Filipiny, aż do Morza Południowochińskiego – wygrają ze Stanami Zjednoczonymi wojnę w pierwszym łańcuchu wysp.

Po prostu dlatego, że to konfrontacja na własnym podwórku, na którym decydują bliskość, zasięg, a Chińczycy mają nowoczesne wojska rakietowe. Amerykanie takimi nie dysponują, bo byli ograniczeni traktatami INF z Sowietami.

W związku z tym nie mają rakiet balistycznych średniego zasięgu. Poza tym, żeby wojować, Amerykanie muszą przepłynąć od siebie z kontynentu przez cały ocean, a Chińczycy nie muszą. To jest ogromna różnica. Zachodni Pacyfik jest gigantyczny.

Stąd nagły amerykański piwot na Pacyfik, o którym na pewno wszyscy słyszeliśmy. Jest to największe wydarzenie od II wojny światowej, moim zdaniem fundamentalnie zmieniające układ. Bezpośrednim skutkiem piwotu na Pacyfik jest wojna ukraińska i reakcja Zachodu na tę wojnę, to że Rosjanie ją wygrywają.

Amerykanie po prostu muszą odchodzić na zachodni Pacyfik, bo utracą dominację globalną i się skończy hegemonia, skończy się świat, który znamy z Hollywood, z bogatym, zasobnym Zachodem też. Mało tego, może się wręcz skończyć świat, który znamy od odkryć Kolumba z dominacją Zachodu, bo ta dominacja Zachodu jest widoczna wszędzie.

To my odkrywaliśmy świat. To my nadawaliśmy nazwy. To my mamy prawa patentowe. My mówimy, jak się pracuje, ile godzin się pracuje w tygodniu, czy niedziela jest dniem wolnym od pracy, czy inny dzień.

A jak jest w Chinach? Jaki dzień jest wolny od pracy? Czy wiecie Państwo? Może żaden nie będzie? To jest świat, który może wyglądać całkowicie inaczej i w którym hegemonem będzie ktoś inny. Jesteśmy tak przyzwyczajeni do tego, że hegemonem jesteśmy my, powiedzmy sobie Zachód, a w szczególności Stany Zjednoczone, że aż trudno sobie wyobrazić, jak świat będzie wyglądał, gdy hegemonem będzie kto inny. Amerykanie nie mogą sobie na to pozwolić.

W tej perspektywie należy patrzeć na nasze bezpieczeństwo i na naszą rolę w NATO i wyjaśniać, dlaczego jesteśmy tacy załamani, że Pakt Północnoatlantycki tak niewiele robi dla naszego wspólnego bezpieczeństwa. Kiedy widzimy dziennikarzy mainstreamowych mediów, którzy krzyczą: dlaczego Amerykanie nic nie robią z tymi Ukraińcami? Dlaczego nic się nie dzieje? Dlaczego Zachód tak odpuszcza? Jesteśmy oczywiście 10 lat opóźnieni, jak to Polacy zazwyczaj, w pełnym zrozumieniu tego, co się dzieje. Bardzo gorąco polecam też pod tym kątem analizę zachowań naszych elit politycznych w czasie II wojny światowej. One też sobie nie zdawały sprawy z grozy sytuacji. Poza oczywiście pojedynczymi głosami, znakomitymi głosami poszczególnych publicystów, czasami dowódców naszych wojskowych, którzy zdawali sobie sprawę, co się dzieje, jaka gra się toczy naszym kosztem.

Podobna gra się toczy teraz. Oby się nie toczyła w warunkach gorących, bo w obliczu globalnej konfrontacji i globalnych interesów różnie może się wydarzyć.

Zbliżamy się do sytuacji, w której wykuwany będzie nowy ład światowy, bo stary ład się wyczerpał. Amerykanie nie są w stanie utrzymać dominacji w takim stopniu, jak do tej pory.

Będą musieli dokonać tak zwanej akomodacji, czyli przesunąć się, dopuścić do koncertu mocarstw albo nowego koncertu, takiego, jakim był układ wiedeński w 1815 roku.

W każdym razie dużo musi się zmienić, ale zanim to się wykuje, będziemy mieli okres chaosu. Oby to nie był okres chaosu wojennego. Ukraina jest tu doskonałym przykładem, konflikt jest zjawiskiem towarzyszącym, kiedy w przestrzeni bezpieczeństwa pojawia się próżnia.

Okresy chaosu w poszukiwaniu dominacji są najczęściej bardzo gwałtowne i musimy się postarać, żeby Polska przeszła jak najbardziej suchą stopą przez ten czas. Niestety w ciągu 25 lat naszej niepodległości nie zdołaliśmy zbudować państwa na tyle silnego, żeby jako podmiot kształtować naszą przyszłość. Musimy więc bardzo ostrożnie postępować, stąpając teraz między wielkimi nogami dużych słoni w naszym otoczeniu. I musimy sobie zdawać sprawę na przykład, dlaczego na Pacyfiku coś się dzieje, jaki to ma wpływ na nas.

Przestrzeń, na której my żyjemy, jest bardzo ważna dla Stanów Zjednoczonych. Nawet śmiem twierdzić, że w tej chwili Amerykanie gotowi byliby pójść na wojnę o tę przestrzeń, gdyby ktoś ją próbował zdominować.

Jesteśmy drzwiami do Heartlandu. Nasza geografia decyduje tutaj o równowadze sił. Tyle tylko, że stwierdziwszy to, należy sobie powiedzieć, że Amerykanie mogą popełniać błędy, myśleć sobie, że mają czas albo dadzą radę w inny sposób to rozegrać, a my jesteśmy poddani ich kalkulacjom.

Amerykanie odchodzą na Pacyfik, bezwzględnie. Żadna Ukraina ich nie zatrzymuje. Mało tego, robią to za mało energicznie.

Wymagania strategiczne są dużo poważniejsze. Na pewno sojusznicy USA w Azji, poważni sojusznicy, trzecia gospodarka świata – Japonia, któraś tam kolejna – Korea Południowa, Australia – kluczowa dla ewentualnej wojny powietrzono-morskiej na zachodnim Pacyfiku. Indonezja, ile milionów ludności, Filipiny ponad 100 milionów ludności, Wietnam chyba z 90, hub cały transportowy świata cieśnina Malakka, przez którą przepływa wszystko to, co Państwo macie na sobie, a pochodzi z Chin, z Korei albo z Japonii, tamtędy przepłynęło. Wszyscy czekają na ruch Amerykanów.