Królowa nocy

Tekst
Oznacz jako przeczytane
Czcionka:Mniejsze АаWiększe Aa

4.

Leon usiadł w miejscu, które odbijało się w błyszczącej tafli lustra. Poklepał miejsce tuż przed sobą. Po chwili wahania usiadła między jego nogami, przodem do lustra.

– Spokojnie – wyszeptał, skubiąc wargami płatek jej ucha.

Zadrżała.

– Nie odwracaj głowy – upomniał ją, kiedy w lustrze dostrzegł, że ucieka wzrokiem. – Patrz – polecił cicho. – Chcę, żebyś widziała, jak ślicznie wyglądasz, kiedy dochodzisz – powiedział.

Palcem przesunął po obojczyku, powoli kierując się do lewej piersi, którą po chwili nakrył swoją dłonią. Prawą ręką złapał za nadgarstek Oliwii, subtelnie zmuszając ją, żeby powtórzyła jego ruchy.

– Dobrze – pochwalił, kiedy zaczęła pieścić swoją prawą pierś. Puścił jej dłoń, sprawdzając, czy zrozumie aluzję. Szybko się uczy, pomyślał zadowolony.

Nie spuszczając z niej wzroku, kierował się powoli w dół. Zatrzymał się, gdy dotarł do płaskiego brzucha. Uśmiechnął się do lustrzanego odbicia Oliwii, kiedy swoją prawą dłonią podążyła za nim. Złapał ją za kolana, rozsuwając jej nogi.

– Nie. – Złapał Oliwię za podbródek, przypominając jej, że ma patrzeć. – Teraz zrób tak. – Zanurzył w niej palce, poruszając nimi w górę i dół. Nie spuszczała wzroku z jego lustrzanych ruchów, a on bezkarnie mógł obserwować jej śliczną twarz. Rozchyliła usta, a oczy powoli zachodziły jej mgłą.

– Teraz twoja kolej… właśnie tak – pochwalił ją, kiedy posłuchała. W tym czasie całował wrażliwe zagłębienie jej szyi, jednocześnie drażniąc sutki.

Kolejny raz czuła, jak po jej ciele rozlewa się przyjemne ciepło. Jej oddech przyśpieszył, a serce głucho tłukło się w piersi. Wystarczyło, że czuła tuż obok jego ciało i dotyk dłoni, a miała ochotę błagać, żeby zerżnął ją na wszystkie możliwe sposoby. Przy nim była zdolna odczuwać mocniej. Podobało się jej to odkrycie. Chciała więcej. Znacznie więcej.

Dała się pochłonąć przyjemnej rozkoszy, która na nią spłynęła. Odchyliła głowę w tył, opierając się o ramię Leona, a z jej ust wydobył się cichy jęk.

– Cudownie… jesteś taka piękna… taka prawdziwa – wyszeptał, będąc pod coraz większym wrażeniem.

Całkowicie mu się poddała. Nie wątpiła, że nie zrobi nic wbrew jej woli. W końcu liczyła się tylko przyjemność. Uniósł jej biodra. Zaczerpnęła głęboko powietrza, kiedy poczuła, jak jego twardy penis toruje sobie drogę do jej wnętrza. Trzymając ją za biodra, nakierował, w jaki sposób ma się poruszać. Jednak to ona wiodła prym, nadając rytm, zataczając coraz większe kółka, by po chwili zmienić sposób poruszania się i zacząć się nieznacznie unosić i opuszczać biodra, wchłaniając męskość Leona w najskrytsze zakamarki swojego ciała. Czuła, jak wszystkie jej mięśnie się napinają.

– Właśnie tak – pochwalił ją. – Zrób to, mała, dojdź dla mnie – ponaglił ją, wypychając swoje biodra nieco wyżej i wychodząc jej na spotkanie.

Oliwia otworzyła szeroko oczy zaskoczona, że może czuć go jeszcze bardziej. Jeszcze mocniej.

Zalała ją fala nieznanej satysfakcji, kiedy ujrzała jak przez mgłę swoją twarz podczas orgazmu. Kręciło się jej w głowie, zmysły się wyostrzyły, a myśli zmąciły. W tej chwili była tylko doznaniem. Jedną wielką potrzebą zaspokojenia swoich pragnień.

Drżąc na całym ciele, bez siły opadła w tył, szukając wsparcia w Leonie.

– Brawo. Nie było to aż takie trudne.

Obejmując ją w pasie, czekał, aż minie jej orgazm, w tym czasie obsypując szyję delikatnymi pocałunkami. Kiedy zaczęła jej wracać jasność umysłu, obróciła głowę w stronę Leona i dotknęła czołem jego policzka. Przed wyjściem chciała jeszcze raz poczuć zapach jego perfum zmieszany z wonią ciała.

Westchnęła głęboko.

– Muszę iść – wyszeptała cicho, z żalem odsuwając się od kuszącego ciała.

Nie patrząc na Leona, szybko pozbierała swoje rzeczy i tym razem bez przeszkód zniknęła za drzwiami łazienki.

Wzięła szybki prysznic. Ubrała się. Poprawiła włosy i wyszła na zewnątrz. Spodziewała się… No właśnie czego? Że Leon będzie czekał na nią w łóżku i błagał, żeby została? W pokoju zastała ją cisza i pustka. Po niedawnych wydarzeniach została tylko rozkopana pościel. Nawet swój zapach zabrał ze sobą, pomyślała smutno, krzywiąc się do lustrzanego odbicia dziewczyny o dużych błękitnych oczach i zarumienionych policzkach.

Na komodzie dojrzała kartkę, zapisaną równym męskim pismem.

Czekam na dole przy schodach. L

Schodziła wolnym krokiem, w międzyczasie sprawdzając rozkład odjazdów pociągów. Było już po dwudziestej drugiej. Miała nadzieję, że nie będzie zmuszona spędzić nocy na dworcu. Po południu musiała być w kawiarni. Dobrze, że coś ją tknęło i zamieniła się z koleżanką na zmiany. Może zdąży jeszcze dojechać na czas. Odetchnęła z ulgą, kiedy okazało się, że ma pospieszny za godzinę. Jeszcze taksówka. Omal nie krzyknęła, gdy wpadła nagle na kogoś, kto wyrósł niespodziewanie tuż przed nią. Dopiero kiedy zobaczyła twarz Leona, uspokoiła się.

– Co tam jest takiego ważnego, że nie patrzysz, gdzie idziesz? – zapytał z lekkim wyrzutem.

Tego mężczyzny, z którym przed chwilą uprawiała najlepszy i najbardziej namiętny seks w swoim życiu, już nie było. Przed nią stał Leon w wydaniu profesjonalnego biznesmena, poważnego i skupionego na swoim zadaniu.

Nawet zdążył się przebrać. Białą koszulę zastąpiła szara, spodnie zamienił na czarne, a zamiast trampek założył eleganckie półbuty. Wyczuła, że także jest po prysznicu, bo zewsząd otaczał ją zapach męskich perfum. Nie dałaby sobie głowy obciąć, ale stawiała na Armaniego. Miał dobry gust.

– Sprawdzałam rozkład pociągów. Muszę się stąd wydostać – odparła beznamiętnym głosem. – Będziesz tak uprzejmy i wezwiesz mi taksówkę?

Leon miał nieprzeniknioną minę, a Oliwii słuchał ze zmarszczonymi brwiami. Nie wiedziała, ba, nawet nie próbowała zgadnąć, o czym myśli. Jego twarz i myśli pozostały poza jej zasięgiem.

Podał jej rękę, którą bez zastanowienia uchwyciła. Oboje skierowali się do wyjścia, nieświadomi zaciekawionych spojrzeń, jakie rzucali w ich stronę barman i dziewczyny, a także ochroniarze, którzy w grupce obserwowali nietypowe zachowanie swojego szefa.

– Wyjdziemy na zewnątrz i jeszcze porozmawiamy – powiedział tylko.

Poprowadził ją na tył budynku, gdzie znajdował się jego prywatny parking. Oprócz tych dwóch aut, które zdążyła już wcześniej zobaczyć, stał jeszcze SUV volvo i czarny najnowszy model audi.

Leon wyczekująco patrzył na Oliwię. Nie bardzo wiedziała, o co mu chodzi. Chciał zrobić na niej wrażenie liczbą samochodów, czy może ich ceną? Uniosła pytająco brew, czekając, aż sam wyjaśni, do czego zmierza.

– Który wybierasz? – zapytał, na dłoni układając cztery klucze.

Nie miała problemu, żeby przypisać klucz do danego auta, jednak nie wykonała najmniejszego ruchu, nie chcąc podejmować jego gry, którą zaczął z nią ewidentnie prowadzić.

– Słuchaj, trochę mi się spieszy – mruknęła, znacząco stukając w tarczę swojego znoszonego zegarka. Dawno już powinna była kupić sobie nowy, ale ten dostała od rodziców na rozpoczęcie szkoły średniej i miała do niego sentyment. Nie potrafiła tak po prostu odłożyć go na półkę, żeby niszczał, pokrywając się kurzem.

– Nie odjedziesz stąd, dopóki nie dokonasz wyboru. Czas, w jakim to nastąpi, zależy tylko od ciebie – oznajmił z błyskiem w oczach.

Chcąc jak najszybciej wydostać się z tej absurdalnej sytuacji, wskazała kluczyk, który pasował do jej świętego Graala. Leon przyjął jej wybór z błyskiem satysfakcji, jakby się go spodziewał. Resztę kluczy schował do tylnej kieszeni, a ten włożył do ręki Oliwii.

Spojrzała na niego, nadal nie pojmując jego zamiarów.

– Leon, co ty robisz? Nie mam czasu na zabawy…

– Powierzam ci moje marzenie, a raczej pożyczam – uściślił. – Kiedy będziesz gotowa, proszę o jego zwrot. Tylko nie zwlekaj zbyt długo, nie należę do cierpliwych – powiedział z naciskiem. – Żebym nie musiał po ciebie przyjeżdżać – w jego głosie zabrzmiała nuta ostrzeżenia.

– Chcesz mnie przekupić autem? – wykrzyknęła oburzona. – Pieprz się! – Z trudem się powstrzymała, żeby nie dać mu w twarz.

– Z przyjemnością, ale tylko z tobą – odparł spokojnie, niewzruszony jej wybuchem. – Wsiądź do auta. Wytłumaczę ci co i jak…

– Jesteś niepoważny – stwierdziła sucho. – Dajesz, och, przepraszam, pożyczasz dopiero co poznanej dziewczynie auto warte grubo ponad trzysta tysięcy złotych, licząc na to, że ci je grzecznie oddam?! – próbowała mówić spokojnie, ale aż się trzęsła ze złości. – Często tak kupujesz dziewczyny? – wypluła z jadem.

– Nie chcę cię kupić, to po pierwsze. Po drugie jesteś oprócz mnie jedyną osobą, która zasiądzie za jego kierownicą – ruchem głowy wskazał na samochód, o który się sprzeczali. – Po trzecie chwytam się każdej możliwości, bo nie ukrywam, że chcę cię w swoim łóżku i jestem w stanie zapłacić każdą wymienioną przez ciebie kwotę, żeby tylko osiągnąć swój cel – przyznał szczerze. – A po czwarte auto jest wyposażone w nadajnik GPS, więc nie ukryjesz go przede mną – puścił do niej oczko.

– Wystarczyło poprosić – stwierdziła sarkastycznie.

Leon krótko się roześmiał.

– To nie jest w moim stylu – oznajmił. – Nie oczekuj ode mnie romantycznej relacji, bo się rozczarujesz. Między nami będzie tylko seks. Dodam, że bardzo przyjemny. Podaj cenę – powiedział miękko.

Zaszokowana otworzyła usta, ale żaden dźwięk nie wydobył się z jej ściśniętego gardła.

– Moje dziewczyny liczą sobie trzysta za godzinę… Co powiesz na pięćset? – zaproponował zwyczajnym głosem, jakby nigdy nic, a ich rozmowa dotyczyła kupna rzeczy, a nie omawiania warunków umowy usług, jakie miałaby świadczyć.

Była w szoku. Ze świstem wciągnęła powietrze.

– Sześćset? – podwyższył stawkę.

– Ja chyba śnię – odparowała, po chwili odzyskując głos. – I na pewno nie jest to przyjemny sen – stwierdziła zimno. – Czy prostytucja w naszym kraju nie jest czasem karalna?

 

– Owszem – potwierdził miękko. – W moim klubie się tym nie zajmujemy – odparł z naciskiem. – Zatrudniam dziewczyny, żeby tańczyły, a panowie dzięki patrzeniu na ich piękne ciała mogli się rozluźnić i odetchnąć po ciężkim dniu. Oczywiście na specjalne życzenie klienta dziewczyny mogą miło spędzić z nimi czas, ale to, co robią za zamkniętymi drzwiami pokoju, jest wyłącznie ich sprawą.

Na twarzy Leona dostrzegła powagę. Naprawdę mu na tym zależało.

Nadal milczała.

– Widzę, że przy tobie trzeba się trochę wykazać elastycznością. Zróbmy tak. Weźmiesz auto i zastanowisz się nad moją propozycją, a za parę dni zadzwonisz i powiesz mi, co postanowiłaś. Zgadzasz się?

Oliwia po chwili niepewnie skinęła głową. Na to była skłonna przystać. Przynajmniej będzie miała okazję pojeździć tą pięknością. Kciukiem pogłaskała klucz, który nadal trzymała w dłoni.

Ten gest nie umknął uwadze Leona. Kiedy wpadł mu do głowy ten pomysł, doskonale zdawał sobie sprawę z tego, jakiego Oliwia dokona wyboru. To auto było i jego marzeniem, więc świetnie ją rozumiał. Zanim nazbierał potrzebną sumę na jego kupno, musiał jeszcze odczekać kilka miesięcy, zanim dealer zadzwonił do niego z informacją, że auto jest już do odebrania. Nie pozwalał go nikomu dotykać, a co dopiero usiąść za kierownicą. Ale czuł, że Oliwia zadba o nie jak o własne. Poza tym miał porządne ubezpieczenie, więc było to niewielkie ustępstwo z jego strony w drodze do osiągnięcia celu.

A tym celem była Oliwia.

– Przemyślę twoją propozycję, ale nie oczekuj mojej zgody – odbiła piłeczkę, odzierając go z złudzeń. – Postąpiłabym wbrew sobie.

Leon skinął ze zrozumieniem głową, choć był rozczarowany, bo oczekiwał innej odpowiedzi. Nie spodziewał się, że Oliwia będzie tak trudnym graczem.

Odblokował drzwi.

– Usiądź w fotelu i zapal zapłon. Wystarczy wcisnąć guzik z napisem start – polecił jej, zmieniając temat. Uważał, że jeśli chce się osiągnąć odpowiedni skutek, czasami trzeba odpuścić. – Dobrze – pochwalił, kiedy silnik cicho zamruczał. – W siedzeniu są czujniki, które według twojej wagi i wzrostu ustawią odpowiednio dla ciebie ustawienie fotela, lusterek – zanim dokończył, komputer pokładowy dostosował się do Oliwii. – Świetnie. Teraz kilka rzeczy, które powinnaś wiedzieć. Tylna klapa bagażnika sterowana jest gestem, wystarczy, że zrobisz tak – Leon przesunął nogą w bok, demonstrując Oliwii konieczny ruch. – Tak samo się go zamyka. Tu na wyświetlaczu znajdziesz funkcje, które ułatwiają życie kierowcy, czyli monitorowanie martwego pola widzenia, czujniki parkowana oraz rozpoznawania znaków drogowych. System multimedialny bezpiecznie łączy się z telefonem przez wi-fi, a system audio zapewni ci fajne doznania akustyczne podczas jazdy. Fotele oczywiście są podgrzewane i chyba najfajniejsze, czujniki podwozia automatycznie dostosują wszystkie parametry, żebyś mogła bezpiecznie dojechać do domu. Kluczyk możesz nosić w torebce lub kieszeni.

– Jesteś pewny? – zapytała cicho.

Posłał jej uspokajający uśmiech.

– Jedź ostrożnie. I napisz, jak dojedziesz do domu – polecił ostrzej, niż zamierzał – Zero siedem jeden dwa to kod do bramy – powiedział już znacznie łagodniej.

– Będziesz znał mój adres zamieszkania? – zapytała z obawą w głosie.

Nie odpowiedział na jej pytanie, ale cień, który przemknął przez jego twarz, potwierdził jej przypuszczenia.

– Na szczęście mieszkam na dużym osiedlu, a przynależny nam parking znajduje się pięćset metrów dalej. Sąsiedzi raczej się nie znają – podkreśliła z wyższością w głosie. – Dam ci znać, gdzie będziesz mógł go odebrać.

Zamknęła drzwi, wrzuciła wsteczny bieg. Jeszcze na moment ich spojrzenia się skrzyżowały, a potem wolno wyjechała z posesji Leona.

Nie spodziewał się takiego obrotu sprawy. Że tak trudno będzie przekonać Oliwię do jego pomysłu, a ostatnie jej zdanie w ogóle wyprowadziło go z równowagi. Najwyraźniej wpadł we własne sidła, a ona i tak nie miała zamiaru przyjąć jego propozycji. Była uparta, krnąbrna i się stawiała. Jeszcze żadna dziewczyna nie traktowała go w taki sposób. Może dlatego tak go pociągała. Bo była inna niż wszystkie, które zdążył zaliczyć w swoim dwudziestoośmioletnim życiu.

5.

– Cześć. Krystian, potrzebuję przysługi – oznajmił bez ogródek.

– Zamieniam się w słuch.

– Oczywiście w zamian przez cały miesiąc wejściówki masz za free.

– Okej. Taki układ jak najbardziej mi pasuje – ucieszył się. – To w czym mogę ci pomóc? – zaciekawił się.

– Wszystkie potrzebne informacje prześlę ci e-mailem – powiedział krótko i zakończył połączenie.

Krystian Krawecki, jego przyjaciel jeszcze z czasów liceum, znał go już na tyle dobrze, że takie zachowanie go z pewnością nie uraziło.

Kiedy Oliwia odjechała, Leon był święcie przekonany, że za dzień, dwa lub najdalej trzy zadzwoni z wiadomością, że przyjmuje jego ofertę. Ona jednak tego samego wieczoru napisała tylko krótką informację, że dojechała na miejsce bez żadnego uszczerbku na karoserii. Minął tydzień, a ona nadal milczała. Oczywiście wiedział, gdzie zostało zaparkowane auto. Sprawdzał codziennie dane z nadajnika i odkąd w zeszły piątek zatrzymała się na parkingu, od tamtej pory nie było uruchamiane.

Nie wiedział, co o tym sądzić. Zwykle kiedy proponował dziewczynom ten układ, początkowo były zszokowane i wściekłe, ale summa summarum przyjmowały jego propozycję. Nigdy dotąd nie miał takiego problemu, tym bardziej że Oliwii zaoferował więcej niż zazwyczaj.

Zabiła mu ćwieka swoim zachowaniem. Musiał z nią koniecznie porozmawiać. Ale i to było utrudnione. Początkowo ignorowała jego SMS-y, więc dzwonił. Nie odbierała telefonów, aż w końcu zablokowała jego numer. Dlatego też musiał wyciągnąć asa z rękawa. A był nim właśnie Krystian, spec od informatyki.

Kiedy po godzinie przyszła wiadomość zwrotna od przyjaciela, na twarzy Leona pojawił się szeroki uśmiech.

Wybrał interesujący go numer.

– Igor, klub jest na twojej głowie. Wracam najpóźniej jutro – rozłączył się.

***

Przez opary snu Oliwia słyszała uporczywe walenie do drzwi na przemian z dzwonkiem, który głuchym echem dudnił jej w głowie. Po omacku znalazła swój telefon. Syknęła przez zęby, kiedy ostre światło ukłuło ją w oczy. Dochodziła osiemnasta. Nie miała zamiaru ruszać się z łóżka. Z pracy wróciła trzy godziny wcześniej. Wzięła szybki prysznic, zaciągnęła wszystkie rolety w mieszkaniu i zakopała się pod kołdrą.

Koszmar, od którego uciekała całe życie, właśnie dzisiaj dał o sobie znać. Dlatego uznała, że ten, kto dobija się do jej drzwi, za chwilę powinien się znudzić lub zmęczyć i odejść. Dookoła ponownie zapanuje cisza i spokój, a ona znów będzie mogła rzucić się w kojące objęcia Morfeusza.

Po dwóch długich i zbyt głośnych minutach poddała się. Powoli powlekła się do drzwi, marudząc na tępotę i brak zwojów mózgowych u niektórych ludzi.

Otworzyła drzwi i zamarła.

– O nie – powiedziała z wyraźnym zniechęceniem.

Tego się nie spodziewała. Oczywiście brała taką możliwość pod uwagę, ale dziś był najmniej odpowiedni dzień.

Nie czekając na zaproszenie, Leon wszedł do środka, głośno zatrzaskując za sobą drzwi. Skrzywiła się z bólu. Otaksował jej sylwetkę. Miała na sobie krótkie czarne szorty i koszulkę na ramiączkach z kotkiem, a włosy związała na czubku głowy w niedbały kok. Przepaska na oczy posłużyła jej za opaskę.

W półmroku, jaki panował w mieszkaniu, nie dało się nie dostrzec, że był wściekły, a z jego oczu lecą w jej kierunku błyskawice. Jego gniew był tak namacalny, że aż zdawało się jej, że słyszy nawet grzmoty. Wiedziała, że przesadziła, blokując jego połączenia, ale miała dość nie tego, że wydzwaniał, lecz swoich myśli, które uporczywie krążyły jej w głowie. Kusiło ją, żeby przyjąć jego intratną propozycję.

Co miała do stracenia?

Szacunek do siebie? Przecież mogła udawać sama przed sobą, że tworzą związek, a ich układ to taka forma zabawy.

Szacunek innych? Nie miała zamiaru nikomu o tym mówić.

Ale była druga strona medalu. Leon cholernie ją pociągał. Bała się, że to grozi czymś poważniejszym. Bała się, że wróci do domu ze złamanym sercem, a na żadnego faceta już nie spojrzy w taki sposób jak na Leona. A ona była bardzo uczuciową i wrażliwą dziewczyną z duszą romantyczki.

Bez słowa podeszła do torebki i wyciągnęła dłoń w stronę Leona z kluczem do jego samochodu.

Musiała jak najszybciej pozbyć się go ze swojego domu i natychmiast wracać do łóżka. Najgorsze było jeszcze przed nią. Nie chciała, żeby oglądał ją w takim stanie, tym bardziej że jej samopoczucie pogarszało się dość szybko i osiągnęło już drugą fazę.

– Twój klucz. Weź go, proszę. Nie mam siły, żeby tu stać. Nie najlepiej się czuję, więc gdybyś mógł…? – zawiesiła głos, znacząco patrząc w kierunku drzwi.

Przyjrzał się jej uważniej. Przez światło sączące się przez rolety zauważył, że słabo wygląda. Pod jej oczami wyraźnie malowały się cienie, była blada jak ściana, a na czole perliły się kropelki potu.

– Proszę, idź już – wyszeptała z trudem.

Nie doczekawszy się jego reakcji, położyła klucz na stole i na chwiejnych nogach podeszła do zlewu. Nalała sobie wody do szklanki. Drżącą ręką z fiolki wysypała tabletki. Chwyciła dwie i popiła wodą.

– Jak będziesz wychodził, nie trzaskaj drzwiami – poprosiła, kierując się w stronę sypialni.

Leon dopadł ją w dwóch krokach, gwałtownie obracając ku sobie. Oliwia skrzywiła się i jeszcze bardziej pobladła.

– Chyba należą mi się jakieś wyjaśnienia?! – krzyknął, z trudem hamując furię.

Oliwia jęknęła z bólu.

– Owszem, masz rację… Odrzucam twoją chorą i niemoralną propozycję. Nie jestem zainteresowana. Wyjdź! – zawołała cicho.

Potrząsnął nią.

– Dlaczego?! Nie dlatego tłukłem się ponad sto pięćdziesiąt kilometrów. Należą mi się wyjaśnienia – nalegał zaślepiony złością, nie widząc, co się dzieje z Oliwią.

– Leon, spieprzaj stąd. W dupie mam twoją propozycję! – warknęła.

Czuła, jak fala bólu eksploduje w jej głowie. Wiedziała, co to oznacza. Z trudem łapała powietrze. Nie była w stanie wykrztusić z siebie kolejnego słowa. Ból odebrał jej wszystkie zdolności. Traciła czucie w nogach, a w ustach poczuła dobrze znany metaliczny smak. Miała wrażenie, że leci w dół.

***

Leżał na łóżku z rękami założonymi za głową, słuchając jedynego dźwięku w pokoju. Miarowego i spokojnego oddechu Oliwii.

Trzy godziny wcześniej zemdlała i gdyby nie stał tuż obok, uderzyłaby głową o płytki podłogowe. W pierwszej chwili wpadł w panikę, nie wiedząc, co robić. Już trzymał telefon, żeby zadzwonić pod numer alarmowy, ale zrezygnował. Zaniósł ją do sypialni, a sam zadzwonił do koleżanki, która pracuje w gliwickim szpitalu na oddziale wewnętrznym. Jak tylko wymienił nazwę tabletek, które Oliwia zdążyła zażyć, wytłumaczyła mu, że to są leki przepisywane na ostre migreny. Poleciła mu, żeby dał się jej wyspać i zapewnił ciszę oraz względne zaciemnienie. Zanim się rozłączyli, zapytał jeszcze, co spowodowało atak. Daria mu wyjaśniła, że to właśnie on i jego krzyki spowodowały pogorszenie jej stanu.

Poczuł się tak, jakby ktoś przywalił mu w splot słoneczny. Miał sobie wiele do zarzucenia, jeśli chodzi o jego relacje z kobietami, ale nigdy nie chciał świadomie żadnej skrzywdzić. Dlatego też zanim nawiązał jakąś bliższą relację, od samego początku przedstawiał, jak będzie owa znajomość wyglądać i czego mogą od niego oczekiwać. To one decydowały, czy się zgadzają, czy nie. Nigdy na żadnej niczego nie wymuszał.

Aż do czasu, kiedy zobaczył Oliwię, pochyloną nad telefonem z rozmarzonym wyrazem twarzy. Ten obraz tak mu się wrył w pamięć, że nie potrafił go się pozbyć. Prześladował go nie tylko w dzień, ale przede wszystkim w nocy, przez co nie potrafił skupić się na swoich obowiązkach. Miał dość, dlatego postanowił wziąć sprawy w swoje ręce i przyjechał.

Chciał ją mieć, a kiedy i ten cel został osiągnięty, był pewien, że mu to wystarczy. Niestety, okazało się, że chciał od niej czegoś więcej. Był pewien, że proponując jej wystarczająco dużo pieniędzy, osiągnie swój cel. Ona jednak nie zostawiała mu złudzeń. Zaskoczyła go do tego stopnia, że krew zawrzała mu w żyłach. Dlatego kiedy tylko dostał namiary od Krystiana, łamiąc kilka przepisów na autostradzie, w rekordowym czasie zjawił się pod jej drzwiami.

Spodziewał się, że będzie zaskoczona, ale zaprosi go do środka i potem porozmawiają. Zamiast tego ona zwyczajnie go wyrzuciła. Przeczuwał, że coś jest nie w porządku, tym bardziej że nie najlepiej wyglądała. Niejednokrotnie przekonał się jednak, że kobiety potrafią skutecznie ugrać to i owo, a ich sztuczki z biegiem czasu stają się coraz bardziej wyszukane. Dlatego też słowa wypowiedziane przez Oliwię podziałały na niego jak czerwona płachta na byka, a jego wściekłość przyćmiła zdrowy rozsądek. I teraz czuł się potwornie, wyrzuty sumienia męczyły go niemiłosiernie.

 

Oliwia przekręciła się na łóżku. Jej twarz była teraz skierowana w jego stronę. Delikatnie wierzchem dłoni pogładził jej policzek. Pod wpływem jego dotyku przysunęła się jeszcze bliżej, czym kolejny raz go zaskoczyła. Już zaczynał się przyzwyczajać, że Oliwia nie wpisuje się w żadne znane mu schematy i z nią wszystko będzie inaczej. Stanowiła dla niego nie tylko wyzwanie, ale przede wszystkim zagadkę.

Nie powinien ładować się do jej łóżka, ale chciał być blisko, gdyby czegoś od niego potrzebowała. Przez pierwsze godziny siedział w fotelu, pracując. Ale od niewygodnej pozycji rozbolały go plecy, a po całym tygodniu niewyspania poczuł znużenie. Po cichu się rozebrał i ostrożnie wślizgnął pod kołdrę, zachowując bezpieczną odległość od uśpionej Oliwii. Nie chciał zaszkodzić jej jeszcze bardziej. Skrzywił się na wspomnienie własnej głupoty.

Przez otwarte drzwi sypialni sączyło się delikatne światło lampki, którą zapalił. Nie znał rozkładu mieszkania, a nie chciał narobić hałasu, wpadając po ciemku na różne przedmioty. Dzięki temu w rozproszonym świetle widział jej twarz. Była spokojna, a ściągnięte przez ból mięśnie rozluźniły się. Podejrzewał, że śniło jej się coś, co musiało się jej podobać.

Objął ją ręką w pasie. Koszulka podwinęła się na plecach, odkrywając kawałek ciała. Nie wiedząc, co robi, pogładził jej ciepłą i gładką skórę. Z ust Oliwii wyrwało się głębokie westchnienie. Poruszyła się, obejmując go w pasie. Nie potrafił sobie przypomnieć, kiedy ostatni raz przytulał kobietę w ten sposób. Zaczynało mu się to podobać i sprawiać przyjemność.

– Te perfumy poznałabym wśród tysiąca innych – wymruczała sennie. Jego brwi poszybowały w górę. Po chwili jego usta rozciągnęły się w uśmiechu. To dało mu nadzieję, że jeszcze nie wszystko jest stracone.

Poruszyła się.

– Śpij jeszcze – wyszeptał. – Jestem tu – zapewnił, przyciągając ją jeszcze bliżej siebie.

Zamruczała zadowolona, niemal natychmiast zapadając w głęboki sen.

Tak, zdecydowanie zaczyna mi się to podobać, pomyślał zadowolony, zanim sam usnął.

***

Nie mogła się poruszyć. Było jej gorąco, a jakiś ciężar przygniatał jej ciało. Normalnie wpadłaby w panikę i zaczęła krzyczeć, ale nie było to konieczne. Po zapachu, jaki wypełniał jej nozdrza, wiedziała, kto jest obok.

Kiedy wcześniej się przebudziła, czuła, że Leon jest przy niej, ale była pewna, że to tylko sen, bardzo przyjemny zresztą. Chciała przedłużyć tę chwilę tak długo, jak się da, ale po kilkunastu minutach cała ścierpła. Poza tym musiała skorzystać z łazienki.

Na dworze panowała ciemność, więc nie było jeszcze czwartej. Żeby nie zbudzić Leona, delikatnie wysunęła się z jego ramion i na palcach opuściła sypialnię.

Wzięła szybki prysznic. Umyła twarz i zęby. Spojrzała na swoje lustrzane odbicie. Nadal była otępiała po lekach, zmęczona bólem, a cienie zdobiły jej twarz, ale przynajmniej najgorsze miała za sobą. Jeszcze kilka godzin snu i znów będzie sobą.

Z makijażu zrezygnowała. Nie widziała powodu, żeby go zrobić. Zresztą tuszowania rzęs chyba nie da się zaliczyć do makijażu. Nie lubiła się malować, miała wrażenie, jakby nosiła na twarzy maskę. Swoje zabiegi kończyła na umalowaniu rzęs i wklepaniu dobrego kremu.

W kuchni nastawiła wodę na herbatę. O tej porze kawa nie wchodziła w rachubę, jeśli miała zamiar jeszcze pospać.

Za oknem noc ustępowała coraz jaśniejszej szarości. Podniosła rolety do połowy, gasząc lampkę na komodzie w salonie. Z kubkiem gorącej herbaty rozsiadła się na kanapie, okrywając się kocem. Do ciepłego łóżka wolała nie wracać. Nie z myślami, które krążyły jej po głowie. Pokusa była zbyt duża.

– Oliwia? – w drzwiach pojawił się zaspany Leon.

Obróciła głowę w jego stronę, a ich spojrzenia się skrzyżowały.

Omiotła jego sylwetkę. W niczym nie przypominał mężczyzny, którego poznała tydzień temu. Tamten był do bólu perfekcjonistą, który nad wszystkim musiał mieć kontrolę, nie pozwalając sobie na żadne niedociągnięcia i niespodzianki. Ten, który szedł w jej stronę, był jego przeciwieństwem. Po misternej fryzurze nie było nawet śladu, co zresztą dodawało mu chłopięcego uroku, był boso i bez koszuli, a w spodniach zauważyła niezapięty guzik. W takim wydaniu podobał się jej o wiele bardziej. Tak jakby zobaczyła coś, co jest skrzętnie ukrywane przed okiem ludzi z zewnątrz, a ona doznała zaszczytu wtajemniczenia. Nie mogła się nie uśmiechnąć pod nosem.

– Dobrze się czujesz? – wyszeptał.

Nie była pewna, ale w jego głosie wychwyciła nutkę troski i obawy. Usiadł obok niej, z uwagą przyglądając się jej twarzy. Po lekach i kilku godzinach snu wyglądała znacznie lepiej. Nadal była nieznacznie blada i zmęczona, ale przynajmniej udręka znikła z jej oczu. W duchu westchnął z ulgi.

– Tak – odparła szeptem. – Dziękuję.

Uniósł jedną brew.

– Za co? – wypalił bez zastanowienia. – To przeze mnie dostałaś ataku – powiedział z niesmakiem.

– Ataku? – zapytała, zachodząc w głowę, ile wie.

– Migrena? – odparł pytaniem.

Oliwia wolno skinęła głową.

– Gdybym nie wrzeszczał jak idiota może, hm… raczej to pewne, że nie zemdlałabyś – skwitował kwaśno.

– Jest taka możliwość – wyznała szczerze.

– Właśnie – bąknął. – Często masz napady?

– Często – odparła zwięźle.

– Przykro mi – powiedział cicho, nieświadomie łapiąc ją za dłoń. – Długo chorujesz? – dopytywał się.

Zastanowiła się przez chwilę.

– Od czternastego roku życia.

– Jezu… – brakło mu słów, żeby wyrazić, jak bardzo jej współczuje. – Zawsze jest tak źle?

– Nie zawsze. Pierwszy napad miałam w szkole. Ból dopadł mnie nagle, zwalając z nóg. Drugi powtórzył się miesiąc później. Trafiłam do katowickiego szpitala na dokładniejsze badania, które pokazały zmiany neurologiczne. Lekarz wnikając w szczegóły, doszedł do wniosku, że napady powiązane są z obniżeniem estrogenu w organizmie, czyli kiedy zaczyna się okres – wyjaśniła, widząc jego pytające spojrzenie. – Od tamtej pory biorę pigułki, żeby mieć kontrolę nad swoim ciałem – westchnęła ciężko. – Nauczyłam się z tym żyć. Zazwyczaj wystarczy, że wezmę jedną tabletkę i schowam się na kilka godzin w cichym i ciemnym miejscu, a wszystko rozchodzi się po kościach, ale wczoraj wieczorem nie było mi dane…

– Bo prawdziwy bezmózgi półgłówek postanowił na ciebie nawrzeszczeć. – Leon wpadł jej w słowo.

Zaśmiała się cicho.

– Przepraszam – powiedział skruszony. – To się więcej nie powtórzy – zapewnił ją, całując jej skroń.

Westchnęła rozczulona jego troskliwym zachowaniem.

– Nie. Nie powtórzy się – powtórzyła sztywno. – Nie będziesz miał ku temu okazji – dodała szeptem.

Leon zesztywniał, mocniej ściskając dłoń, którą nadal trzymał w swojej. Odważyła się spojrzeć mu w oczy. Spodziewała się, że ją zbombarduje, ale zamiast tego dojrzała tylko rozczarowanie i zawód.

– Dlaczego? – zapytał. – Pieniądze? Tysiąc złotych – podbił stawkę. – Plus moje auto na sam koniec – chwytał się wszystkich możliwości.

Wyrwała swoją dłoń, odrzucając głowę w tył na oparcie i zakrywając oczy rękoma.

Jęknęła.

– Zwariowałeś? Nie chcę twoich pieniędzy ani samochodu. Skarbówka zjadłaby mnie z butami – zabrzmiał jej stłumiony głos.

– A więc czego chcesz? – zapytał rozpaczliwie.

Ciebie i twojego serca, pomyślała smutno.

– Niczego – odparła. – Mam swoje powody.

– Oliwio, nie będę błagać – uprzedził ją z ostrzeżeniem w głosie.

Uśmiechnęła się, ale uśmiech nie dotarł do jej oczu.

– Wcale tego od ciebie nie żądam – zauważyła rozsądnie. – Klucz do tej pięknej bestii leży na stole – przypomniała, wstając z kanapy. – Drzwi same się zatrzasną.

Chciała dodać „żegnam”, ale te słowa nie chciały przejść jej przez gardło.

Swoje kroki skierowała do sypialni, cicho zamykając za sobą drzwi. Jednak natychmiast stanęły otworem. Leon objął ją w pasie, przyciągając do siebie.

– Proszę – złamał swoją zasadę i powiedział błagalnym szeptem. – Jak mogę cię przekonać?

Przytuliła policzek do nagiego torsu, wsłuchując się w bicie jego serca, które waliło niemal tak samo jak jej własne. Chciała się zgodzić. Pragnęła go. Bardzo. Ale nie miała zamiaru się sprzedawać. Zaświtał jej w głowie pewien pomysł. Tak prosty, że aż genialny.

To koniec darmowego fragmentu. Czy chcesz czytać dalej?