Kobiety ze słynnych obrazówTekst

0
Recenzje
Oznacz jako przeczytane
Czcionka:Mniejsze АаWiększe Aa



WARSZAWA 2019

Konsultacja: Sylwia Łapka-Gołębiowska

Redakcja: Angelika Ogrocka

Korekta: Marek Kowalik

Skład: Igor Nowaczyk

Projekt okładki: Magdalena Wójcik

Zdjęcia na okładce i źródła ilustracji:

Wikimedia Commons, Creative Commons

Zdjęcie autorki: ©Maciej Zienkiewicz Photography

Producenci wydawniczy: Marek Jannasz, Anna Laskowska

©Copyright by Lira Publishing Sp. z o.o., Warszawa 2019

Lira Publishing Sp. z o.o.

Wydanie pierwsze

Warszawa 2019

ISBN: 978-83-66229-86-0 (EPUB); 978-83-66229-87-7 (MOBI)


www.wydawnictwolira.pl

Wydawnictwa Lira szukaj też na:

Konwersja publikacji do wersji elektronicznej


Spis treści

Motto

Wstęp

Rozdział 1. Agnès Sorel – najbardziej grzeszna Madonna średniowiecza

Rozdział 2. Tajemniczy uśmiech Mony Lisy

Rozdział 3. Tożsamość dziewczyny z perłą

Rozdział 4. Dama i jej gronostaj

Rozdział 5. Dama i lubieżne służące, czyli kobiety z obrazów Rembrandta

Rozdział 6. Inkwizycja i dwie Maje, czyli skandalista Francisco Goya

Rozdział 7. Olimpia, muza Maneta

Rozdział 8. Hipnotyczne oczy cesarzowej Sisi

Rozdział 9. Zbuntowana, barwna i niezwykła Frida Kahlo

Rozdział 10. Malarz, jego żona i „ta trzecia”, czyli miłosny trójkąt Pabla Picassa

Rozdział 11. Gala – muza czy przekleństwo Dalego?

Bibliografia

Wklejka

Przypisy

Inspiracją obrazów bywały

kobiety, które u boku trwały

artystów malarzy – inspirując,

w malarstwo światowe się wpisując.

Często obrazy dam zamawiano,

artystów również hojnie wspierano,

więc na przestrzeni wieków powstały

dzieła, które wkład w kulturę miały.

Mona Lisa znana jest daleko,

każdy zna Galę – muzę Dalego.

Dziewczyna z perłą przyciąga nasz wzrok,

zaś ta z gronostajem patrzy gdzieś w bok.

Agnes Sorel Madonną została,

chociaż bez ślubu dzieci miała,

ale sztuka pokonuje trudności,

niestraszne jej etyki zawiłości.

Wstęp

Wśród milionów dzieł światowego malarstwa istnieją obrazy, które są znane nawet laikom nieobeznanym ze sztuką, jak również osobom unikającym wizyt w galeriach czy muzeach. Kto nie zna Ostatniej wieczerzy pędzla genialnego Leonarda da Vinci; Stworzenia Adama namalowanego przez innego mistrza renesansu – Michała Anioła; Słoneczników van Gogha; Śniadania na trawie Maneta; Nenufarów Moneta; Guerniki Pabla Picassa; udręczonej postaci na tle pomarańczowego nieba widniejącej na ekspresjonistycznym obrazie Muncha Krzyk; czy płynących zegarów z obrazu Salvadore’a Dalego Trwałość pamięci; o puszkach zupy Campbell Andy’ego Warhola nie wspominając?

XX wiek i rozwój techniki sprawiły, że nie trzeba podejmować środków z konta i wyruszać w podróż do odległych miast czy krajów, by poznać arcydzieła. Wystarczy kilka kliknięć, by na ekranie komputera pojawił się znany obraz. Co więcej, malarstwo jest tak często wykorzystywane we współczesnej kulturze masowej, że każdy człowiek, niekoniecznie interesujący się sztuką, jest z nim obeznany. Nawet nastolatkowie kojarzą nadruki na bluzach czy torbach ze słynnymi obrazami. Kto nie wie, jak wygląda Mona Lisa, Dama z łasiczką czy Złota dama? Nie wszyscy jednak wiedzą, że dzieła mistrzów zyskały nieśmiertelność nie tylko dzięki swojej niewątpliwej artystycznej wartości i genialności ich twórców, lecz również ze względu na ich innowacyjność, oryginalność, reprezentatywność dla danego nurtu oraz ich wpływ na rozwój nowego prądu w malarstwie.

Nie brak i takich obrazów, które zapisały się w zbiorowej świadomości na skutek skandalu wywołanego ich publiczną prezentacją i oburzenia konserwatywnej krytyki. Choć patrząc dziś na te „skandaliczne” dzieła sztuki, widzimy w nich jedynie arcydzieła, nie rozumiejąc przyczyn ich potępiania przez krytyków i publiczność ani wielkiego oburzenia, jakie ówcześnie wywołały. Trudno dzisiaj nam uwierzyć, że Michała Anioła odżegnywano od czci i wiary za jego wizję Sądu Ostatecznego uwiecznioną na fresku Kaplicy Sykstyńskiej, która zdaniem wielu powinna zdobić raczej karczmę niż chrześcijańską świątynię. O Caravaggiu mawiano, że unicestwia malarstwo, a Louis Leroy widząc Impresję, wschód słońca Claude’a Moneta, orzekł, iż „Malowany papier na tapety w stadium embrionalnym jest czymś doskonale skończonym w porównaniu z tym widokiem”[1].

Wśród owych, powszechnie znanych dzieł, nie brakuje portretów kobiet i właśnie owym damom ze słynnych obrazów poświęcona jest niniejsza publikacja. Zapewne niejedna i niejeden z nas przeglądając strony internetowe lub odwiedzając słynne muzea i stając przed wiszącymi tam wizerunkami przedstawicielek płci pięknej (często w formie antycznych bogiń, nimf, a nawet Madonn), zastanawiał się, dlaczego artysta zdecydował się uwiecznić rysy właśnie tej damy i kim były portretowane przez mistrzów malarstwa kobiety. Czy były to przypadkowe modelki, czy może słynne, znane w czasach, w których przyszło im żyć, damy? Czy na obrazach widzimy partnerki, zazwyczaj kochanki, malarza – jak było to chociażby w przypadku Rafaela Santiego, który unieśmiertelnił Margheritę Luti, zwaną La Fornarina, malując ją jako Madonnę Sykstyńską? A może mistrzowie malowali swoje żony, córki lub metresy bogatych sponsorów zamawiających owe obrazy?

Przyglądając się bliżej historii najsłynniejszych wizerunków kobiet w dziejach malarstwa, możemy w wielu przypadkach odpowiedzieć sobie na to pytanie, choć tożsamość wielu z portretowanych dam wciąż pozostaje zagadką. Oglądając owe arcydzieła, możemy także wysnuć wiele ciekawych wniosków: jak wyglądał ideał urody w czasach powstawania obrazu, co nosiły ówczesne elegantki, a nawet jaka była pozycja płci pięknej w tamtejszych społeczeństwach. Dowiedzmy się zatem, kim były kobiety portretowane przez najsłynniejszych malarzy świata.


Madonna z Dzieciątkiem wśród Aniołów,

Jean Fouquet, ok. 1452–1455

ROZDZIAŁ 1.

Agnès Sorel

– najbardziej grzeszna

Madonna średniowiecza

Antwerpia to miasto położone nad rzeką Skalda, będące drugim, po Rotterdamie, największym portem współczesnej Europy. Słynie z wielu światowej klasy zabytków, szlifierzy diamentów oraz dobrego piwa. Odwiedzając miasto, warto udać się do muzeum mieszczącego się w domu najsłynniejszego mieszkańca Antwerpii – Rubensa. Miejsce urządzone jest w dwóch sąsiadujących ze sobą kamienicach i nie jest jedynym, do którego wręcz należy zajrzeć, chodząc po wąskich ulicach tego portu. Obowiązkowo odwiedzić trzeba Królewskie Muzeum Sztuk Pięknych, chociażby po to, by na własne oczy zobaczyć zupełnie wyjątkowy obraz. Przez znawców zaliczany jest do największych arcydzieł sztuki średniowiecznej i stanowi część namalowanego w 1450 roku przez Jeana Fouqueta tzw. Dyptyku z Melun.

Brakująca część – jego lewy panel – znajduje się w berlińskiej Galerii Malarstwa. Eksponowany w Berlinie fragment obrazu uwiecznia jego fundatora Étienne’a Chevaliera ze swoim patronem, św. Stefanem. Nie budzi on zbytnich emocji, ponieważ strona ta prezentowana jest w towarzystwie dzieł van Eycka czy Caravaggia. Z kolei prawy panel dyptyku wywiera na oglądających niezatarte wrażenie. Zauważono by go w tejże berlińskiej galerii nawet bez towarzyszącego mu wizerunku Chevaliera, gdyż usunąłby w cień obrazy wspomnianych wcześniej mistrzów.

Obok Madonny z Dzieciątkiem wśród Aniołów, jak brzmi oficjalny tytuł prezentowanego w Królewskim Muzeum Sztuk Pięknych obrazu, nie można przejść obojętnie. Szczególnie że twórcy ekspozycji w belgijskiej placówce zadbali o dobre oświetlenie, umiejętnie eksponujące piękno malunku. Madonna trzymająca na kolanach małego Jezusa siedzi na kunsztownie ozdobionym krześle, przypominającym tron. Tło stanowią czerwone i niebieskie cherubiny, z których te niebieskie symbolizują czystość i żywioł powietrza, natomiast czerwone – miłosny ogień. I chociaż wszystkie cherubinki mają pucołowate dziecięce twarzyczki, to na oglądającym obraz sprawiają nieco upiorne wrażenie. Także i sama Madonna daleka jest od tradycyjnych wyobrażeń Matki Boskiej. Chociaż obraz poraża swoim pięknem i artyzmem, nawet najbardziej zagorzałemu katolikowi nie przyjdzie do głowy, by upaść przed nim na kolana i modlić się do widniejącej na nim Dziewicy.

 

Przy bliższym poznaniu historii dzieła, a zwłaszcza sportretowanej na nim damy, można postawić tezę, iż taki właśnie był zamysł autora, Jeana Fouqueta. Nadworny malarz kolejnych władców Francji (głównie Karola VII i Ludwika XI) uważany był za czołowego malarza francuskiego XV stulecia. Być może artysta czuł, że popełnia świętokradztwo, portretując Agnès Sorel jako Marię Dziewicę, gdyż życiorys modelki nie predestynował jej do pozowania w roli Matki Boskiej. Nie mógł jednak odmówić swojemu zleceniodawcy, a był nim możny Étienne Chevalier, skarbnik i sekretarz króla Karola VII, a jednocześnie kochanek portretowanej kobiety. Wdziękami lubej musiał się dzielić z samym monarchą. Fouquet namalował ją jednak w taki sposób, że grzeszna natura Sorel została wyraźnie zasugerowana poprzez czytelne, szczególnie dla średniowiecznego odbiorcy, środki.

Madonna ma odsłoniętą pierś, co nie byłoby niczym dziwnym, wszak na średniowiecznych obrazach często przedstawiano Marię jako karmiącą matkę (istniał nawet termin dotyczący takich właśnie przedstawień – Virgo lactans, z łac. Dziewica karmiąca), lecz z reguły wizerunki te utrwalały odsłoniętą prawą, a nie, jak w przypadku Dyptyku z Melun, lewą pierś. Dla nieobeznanych z tajnikami średniowiecznej ikonografii jest to może mało istotny szczegół, jednak w sztuce sakralnej lewa strona zwykle przeznaczona jest dla potępionych i grzeszników (jak w obrazach przedstawiających Sąd Ostateczny), dlatego malarz odsłaniając lewą pierś kobiety, daje do zrozumienia, że zna jej grzeszną naturę. Co więcej, hagiografie średniowiecznych świętych pełne są opowieści o tym, jak w niemowlęctwie ze wstrętem odwracali głowę od lewej piersi podsuwanej im przez matkę, wymuszając karmienie wyłącznie prawą…

Uważny obserwator zauważy również, że żadna z przedstawionych na tej części dyptyku postaci, włącznie z Marią, nie patrzy na siedzące na kolanach Madonny dzieciątko ani na widza podziwiającego dzieło. Dodatkowo w lewym oku małego Jezusa widoczna jest łza, tak jakby Zbawiciel rozpaczał, że każą mu siedzieć na kolanach rozpustnicy. Główna bohaterka obrazu ma wzrok utkwiony w podłogę – nie wiadomo, czy artysta chciał w ten sposób zasugerować, że grzesznica powinna się wstydzić swego rozpustnego życia, czy też – jak woleliby niektórzy – zobrazować pogardę, z jaką królewska metresa odnosiła się do zwykłych zjadaczy chleba.

Zresztą Madonna z dyptyku, w przeciwieństwie do większości średniowiecznych wizerunków Matki Boskiej, nie emanuje macierzyńską miłością, a starannie udrapowane szaty, na których siedzi Dzieciątko, przywodzą na myśl pogniecioną blachę… Nawet kolor stroju, w który malarz odział portretowaną damę, nie ma nic wspólnego z królewską czerwienią, a właśnie w takich sukniach występuje większość Madonn na średniowiecznych obrazach. Kobieta Fouqueta ma szatę w kolorze szarym, co ówcześnie symbolizowało smutek, a jednocześnie odziana jest w królewski gronostajowy płaszcz, zaznaczający jej wysoką pozycję społeczną.

Współczesnych zastanawia zapewne, dlaczego włosy Madonny są schowane pod koroną oraz dlaczego ma tak wysokie czoło, jakby była łysa. Związane jest to z piętnastowieczną modą, która nakazywała elegantkom posiadanie wysokich czół, co było związane z powszechnym wówczas poglądem, iż świadczą one o wielkiej inteligencji. Żadna dama nie chciała uchodzić za głupią, dlatego też wszystkie wyrywały sobie włosy z czoła, aby uzyskać jak najlepszy efekt. Gdyby na francuskim czy włoskim dworze tamtych czasów jakimś cudem zjawiła się współczesna kobieta z pięknymi, bujnymi włosami, zapewne zostałaby uznana za brzydactwo. Średniowieczne ślicznotki musiały też mieć: jasną cerę, wypukłe czoło, łukowate brwi, prosty nosek i niewielkie usta oraz ciało, które zdaniem ówczesnego poety, Wilhelma z Lorris, autora Powieści o Róży, musiało być tak delikatne jak… skóra prosiaczka.

Ówczesne panie, aby uchodzić za piękne, musiały być szczupłe i wysokie, mieć kształtne i „strzeliste”, niczym wieże gotyckich katedr, piersi. Ponieważ w modzie były malutkie biusty, a Matka Natura często uszczęśliwiała kobiety zbyt bujnymi, nader często damy krępowały je, wiążąc bandażem, co zapewne nie było obojętne dla ich zdrowia. Takie małe, lecz za to bardzo kształtne piersi posiada też bohaterka tejże opowieści. Choć być może nie miała aż tak idealnego biustu, to namalowana pierś nawiązuje wprost do tzw. jabłka miłości. Na ówczesnym francuskim dworze damy często nosiły jabłka ukryte w gorsecie, a gdy owoce przesiąkły zapachem ich ciała, obdarowywały nim swojego ukochanego. Niewykluczone jednak, że tym razem malarz odmalował to, co widział w naturze – z przekazów historycznych wiemy, że Agnès słynęła z wyjątkowo kształtnego biustu, z czego była tak dumna, że nawet zapoczątkowała na królewskim dworze dość szokującą modę na odsłanianie piersi. Efekt ten osiągano, nie zapinając szczelnie gorsetu sukni, dzięki czemu jedna z piersi pozostawała odsłonięta. Właśnie w tak prowokującym stroju Fouquet przedstawił Agnès na swoim wcześniejszym obrazie, lecz o charakterze świeckim.

Nic dziwnego, że wielu badaczy średniowiecza w Madonnie z Dzieciątkiem wśród Aniołów widzi nie tyle przykład sztuki sakralnej, ile dzieło skrajnie bezbożne, epatujące erotyką. Przedstawiona na nim Madonna nie jest świętą dziewicą, ale jawnogrzesznicą. Taką prawdę chciał przekazać ludziom mistrz, czyniąc przy okazji krzywdę portretowanej. Tak się składa, że pięknej pani Sorel Francja zawdzięcza tak wiele jak Joannie d’Arc. Dziewica Orleańska, jak nazywano Joannę, odegrała przełomową rolę w konflikcie między Francją a Anglią, czyli wojnie stuletniej. Za sprawą tej prostej, ale charyzmatycznej wiejskiej dziewczyny wojna dynastyczna przekształciła się w narodowowyzwoleńczą. I chociaż konflikt między dynastią Walezjuszy i Plantagenetów trwał jeszcze dobre dwadzieścia lat po tym, jak spalono ją za szerzenie herezji na stosie 30 maja 1431 roku w Rouen, to właśnie ta walcząca w męskim stroju wojowniczka uchodzi za symbol jedności narodowej Francji. Słyszeli o niej wszyscy, nawet ci, którzy nie interesują się historią, gdyż postać i dramatyczne dzieje Joanny rozpropagowali ludzie sztuki, na czele z Szekspirem i Bernardem Shawem. Jej losy stały się także wdzięcznym tematem dla filmu. Historia ubogiej wieśniaczki, która poprowadziła do boju Francuzów, nader często trafiała na wielki ekran, a w jej postać wcielały się tak uzdolnione i piękne aktorki jak: Ingrid Bergman, Leelee Sobieski czy Mila Jovovich. Dzisiaj nikt, poza historykami specjalizującymi się w dziejach średniowiecznej Francji, nie zdaje sobie jednak sprawy, iż dokonania Joanny obróciłyby się wniwecz, gdyby nie Agnès Sorel, o której milczą podręczniki historii i książki poświęcone wojnie stuletniej. I nic dziwnego, miewająca objawienia natchniona dziewica, wyniesiona po męczeńskiej śmierci na ołtarze, znacznie bardziej nadawała się na symbol walczącego kraju i narodową bohaterkę niż panna Sorel, pierwsza królewska metresa w dziejach Francji.

Jak wiadomo, trwający bez mała wiek konflikt między Anglią i Francją wybuchł w 1337 roku, a jego bezpośrednią przyczyną był spór o koronę oraz terytorium królestwa Francji pomiędzy Walezjuszami i Plantagenetami. Niemal od początku konfliktu szala zwycięstwa przechylała się na stronę Anglików, stosujących tzw. taktykę spalonej ziemi, co doprowadziło gospodarkę państwa francuskiego niemal do kompletnej ruiny. Dodatkowym atutem wojsk angielskich było ich świetne wyszkolenie i nowoczesne, oczywiście jak na owe czasy, uzbrojenie, przy czym siłą najeźdźcy byli wyśmienici łucznicy, którymi praktycznie nie dysponowała znacznie liczebniejsza armia francuska. W 1428 roku, kiedy na arenie historii pojawiła się Dziewica Orleańska, los wojny wydawał się już przesądzony, a Anglicy niemal świętowali zwycięstwo: ich wojska, wspierane przez księstwo Burgundii, opanowały większą część kraju, trzymając w żelaznym uścisku Paryż. Francuzom brakowało charyzmatycznego przywódcy, który poprowadziłby ich do walki. Z pewnością nie nadawał się do tego delfin, czyli następca tronu francuskiego Karol, w popłochu uciekający z Paryża przed burgundzkim księciem, Janem bez Trwogi, sojusznikiem angielskiego króla Henryka V. Młody książę nie był przygotowany do roli władcy, gdyż planowo korona miała przypaść najstarszemu z jego siedmiu braci. Zły los sprawił, że starsi synowie Karola VI Szalonego i Izabeli Wittelsbach niespodziewanie umierali po kolei w młodym wieku, więc najmłodszy z braci przesunął się na czoło kolejki, zostając delfinem w wieku czternastu lat. Od razu rzucono go na głęboką wodę, stawiając przed koniecznością zajęcia się polityką, ponieważ jego cierpiący na chorobę psychiczną ojciec zupełnie się do tego nie nadawał. Niestety, młodzieniec miał poważne wątpliwości, czy w ogóle ma prawo do tronu, gdyż istniało uzasadnione domniemanie, iż jest dzieckiem z nieprawego łoża, owocem romansu jego matki. Sytuacja Karola pogorszyła się, kiedy owe plotki potwierdziła w 1420 roku sama Izabela, podpisując w imieniu swojego niezrównoważonego psychicznie małżonka traktat w Troyes, wydziedziczając delfina i przekazując koronę jego siostrze Katarzynie, żonie angielskiego monarchy Henryka V.

W takiej sytuacji Karol nie miał innego wyjścia, jak tylko uciec na dwór sprzyjającej mu Jolanty Aragońskiej. Władczyni nie miała zamiaru udzielać mu schronienia bezinteresownie i wydała za niego swoją córkę Marię. Sprytna księżna, popierająca pretensje swego zięcia do tronu Francji, w skrytości ducha liczyła, że kiedyś los się odwróci, a jej wnuki zdobędą koronę. Jej rachuby okazały się słuszne, chociaż w dniu, gdy otoczony niesławą bękarta Karol przekraczał progi jej zamku, nic na to nie wskazywało. Co prawda książę bezzwłocznie po śmierci Karola VI, swego ojca i poprzednika, ogłosił się królem Francji, lecz nie zadbał o przeprowadzenie oficjalnej koronacji, podczas której zostałby symbolicznie namaszczony świętymi olejami, co legitymowałoby jego władzę w oczach Boga. Jednocześnie królem Francji ogłosił się monarcha angielski Henryk Lancaster, nieletni wówczas owoc związku siostry Karola, Katarzyny, z Henrykiem V, tak więc zniszczony wojną kraj miał w rezultacie dwóch władców. Wydawało się, że marzenia Jolanty o wnuku na tronie rozwieją się niczym poranna mgła, ponieważ jej zięć najwyraźniej dał za wygraną, na co niemały wpływ miały wieści o kolejnych zwycięstwach Anglików. On sam nosił się nawet z zamiarem ucieczki na Półwysep Iberyjski i pozostawienia wiernych mu poddanych na pastwę najeźdźcy.

Wówczas do akcji wkroczyła Joanna d’Arc – wieśniaczka w zbroi, niespełna osiemnastoletnia chłopka z Domrémy, głosząca, iż doznała objawienia, w którym Bóg ustami świętych i aniołów zlecił jej wypędzenie Anglików i doprowadzenie do uroczystej koronacji prawowitego dziedzica korony Francji – Karola VII. Charyzmatyczna dziewica pchnęła do walki cały naród i ostatecznie udało się jej spełnić swoje przyrzeczenie lub też, jak kto woli, obietnicę daną jej przez Boga w objawieniach. Odziana w zbroję, ścięta po męsku mistyczka poprowadziła do boju francuskie wojska, odnosząc z nimi swoje pierwsze zwycięstwa nad Anglikami. Co więcej, dotarła nawet na dwór delfina. Kiedy rozpoznała go w tłumie dworzan, wśród których specjalnie się ukrył, udała się tam i przekonała go o swoich nadprzyrodzonych zdolnościach. Nigdy wcześniej Joanna nie widziała Karola i nie znała żadnego z jego portretów, rozpoznanie przez nią następcy tronu zakrawało więc na prawdziwy cud. Ku jego niekłamanemu zdumieniu dziewczyna w zbroi oświadczyła mu, że nie tylko zdobędzie dla niego Paryż, lecz także wypędzi najeźdźców i doprowadzi do jego koronacji w Reims.

Ostatecznie przekonała do siebie delfina, kiedy w maju 1429 roku wraz z prowadzonymi przez siebie wojskami zdobyła Orlean. Sława Joanny przyciągnęła do armii wielu ochotników, dzięki czemu wkrótce udało się wyprzeć z Doliny Loary nieprzyjacielskie wojska i odzyskać Reims, gdzie, zgodnie z wcześniejszą obietnicą Joanny, 17 lipca 1429 roku Karol został koronowany na króla Francji. Świadkiem tej podniosłej chwili była oczywiście sama Dziewica Orleańska. Ku jej niekłamanemu rozczarowaniu świeżo koronowany monarcha nie kwapił się, by iść za ciosem, zdobyć Paryż i ostatecznie pozbyć się Anglików. Wkrótce dobra passa opuściła także i samą Joannę. 23 maja 1430 roku została pojmana przez Burgundczyków i odsprzedana Anglikom za okrągłą sumkę 10 tysięcy skudów. Finał tej historii jest doskonale znany: stanęła przed sądem i po haniebnym, a co gorsza, niezgodnym z prawem procesie, uznano ją za heretyczkę i spalono na stosie…

 

Co gorsza Karol, dla którego przecież tak ofiarnie walczyła, nie podjął żadnych kroków, by ją uratować. Ogarnięty marazmem stracił zainteresowanie wojną. Przeniósł się razem z całym dworem do Chinon, gdzie trawił czas na muzykę, tańce oraz inne jałowe dworskie rozrywki, w tym również uwodząc piękne damy w ilościach hurtowych. Jedynym jego zmartwieniem był wówczas brak środków na królewskie wydatki. Zapewne gdyby w jego otoczeniu pojawił się jakiś jasnowidz, oświadczając mu, że do historii przejdzie z przydomkiem Zwycięski, nikt na dworze by mu nie uwierzył. A jednak tak właśnie się stało. Z czasem monarcha przeszedł wręcz zadziwiającą przemianę i, jak twierdzą zgodnie historycy, stało się to za sprawą pięknej Agnès Sorel.

Karol od dawna miał słabość do płci pięknej, z czego doskonale zdawała sobie sprawę jego prawowita małżonka Maria, na próżno usiłując zdobyć jego serce. Na ocieplenie stosunków małżeńskich nie wpłynął nawet fakt wydania przez nią następcy tronu w sierpniu 1423 roku, czyli księcia Ludwika oraz przyszłego króla Ludwika XI, ani kolejnych pięciu synów i ośmiu córek. Szczerze mówiąc, królewski ojciec nie darzył zbytnią sympatią swego pierworodnego, o czym świadczą jego losy jako delfina Francji. Zrozpaczona Maria bezsilnie patrzyła, jak w łożu jej małżonka królują kolejne panie, w tym: piękność epoki Eleonora de La Pau czy madame de Joyeuse, kobieta słynąca z elegancji i wyjątkowo drogich strojów, których zakup finansował jej kochanek. Niestety wszystkie romanse Karola dużo kosztowały państwowy skarbiec. Na domiar złego żadna z królewskich konkubin nie robiła nic, żeby zaskarbić sobie przychylność królowej, a większość z nich intrygowała przeciwko niej, chcąc odepchnąć od lubego jego prawowitą małżonkę.

Dostępne dzisiaj świadectwa z epoki nie wspominają, gdzie i kiedy Karol po raz pierwszy spotkał piękną Agnès, wiadomo jednak, że stała się najważniejszą kobietą jego życia. Według niektórych źródeł dziewczyna zawitała na dwór jako dwórka księżnej Izabeli Lotaryńskiej, bratowej królowej Marii. Wizyta księżnej w Chinon nie miała jednak wyłącznie charakteru towarzyskiego, Izabela chciała wynegocjować uwolnienie jej męża księcia Rene, który dostał się do francuskiej niewoli w bitwie pod Boulonnais. Doskonale zdając sobie sprawę ze słabości monarchy do płci pięknej, sprowadziła przy tej okazji na dwór cały zastęp urodziwych dwórek, wśród których była także Agnès Sorel. Jednocześnie liczyła, że któraś z nich wpadnie w oko Karolowi i pomoże jej w uwolnieniu małżonka. Niektórzy historycy twierdzą natomiast, że monarcha poznał bohaterkę opowieści podczas odwiedzin dworu swojego szwagra i męża wspomnianej Izabeli, księcia Rene. Nie ma pewności, z jakiej rodziny pochodziła przyszła kochanka królewska, według nie do końca sprawdzonych źródeł jej ojcem był Jeane Soreau, członek niższej warstwy rycerstwa, a matką Catherina de Maignelais. Istnieje też wersja głosząca, że jej ojcem był doradca księcia de Clermont, a matka była baronową.

Z całą pewnością dziewczyna była damą dworu wspomnianej księżnej Izabeli, a w szeregi fraucymeru arystokratki miała wprowadzić ją ciotka ze strony ojca. Zachowały się przekazy sławiące urodę Agnès, jak również jej inteligencję i bystrość. Współcześni nazywali ją „najpiękniejszą z pięknych”, a na dworze królewskim zwano ją po prostu „piękną panią”, nad jej zjawiskową urodą rozpływał się nawet sam papież Pius II. Z zachowanych opisów wynika, że była szatynką „o bujnej, przeważnie wysoko ułożonej fryzurze, podtrzymanej szeroką opaską. Czasem wkładała włosy w siatkę. Wesoły uśmiech ukazujący zęby nieporównanej piękności”[1]. Niezależnie od tego, kiedy i gdzie Karol spotkał Agnès, z miejsca znalazł się pod jej urokiem, a młodziutka dziewczyna skutecznie usunęła w cień dotychczasową królewską kochankę, panią de Joyeuse.

Zmianę w królewskim łożu zaakceptowała nawet żona monarchy, ponieważ nowa metresa była przemiłą osobą, której nawet do głowy nie przyszło, by intrygować przeciwko królowej. Knucie czy dworskie ploteczki nie znajdowały się w kręgu jej zainteresowania – Agnès była miłośniczką sztuki i literatury, uwielbiała polowania z sokołami, a nawet projektowała własne stroje, wywierając niemały wpływ na ówczesną dworską modę. Jak już wcześniej wspomniano, wprowadziła modę na dekolt odsłaniający pierś, również za jej sprawą zaczęto ozdabiać szaty szlifowanymi diamentami. Jako pierwsza też długie, powłóczyste, maskujące kształty szaty zastąpiła długimi sukniami szytymi z lejących materiałów, które układały się w sposób podkreślający jej nieskazitelnie zgrabną figurę. Zapoczątkowana przez nią moda znalazła wiele naśladowczyń i wkrótce nosiły się tak wszystkie damy na dworze. Z czasem potem ubierano się w taki sposób także w całej Francji, co niezbyt podobało się ówczesnym strażnikom moralności. Jeden z nich, Juvénal des Ursin, napominał: „by król we własnym pałacu kres położył wielkim, podbitym futrem trenom, jako i onym rozcięciom z przodu, przez które cycki babom widać”[2]. Inny grzmiał pod adresem bohaterki opowieści: „Wszystkiego z czego w materii stroju czerpać może rozwiązłość i łajdactwo, była ona sprawczynią i wynalazczynią”[3].

Agnès nic sobie nie robiła z owych utyskiwań czy pomstowań i nadal dbała o eleganckie stroje. Przedmiotem jej troski była również nieskazitelna cera, którą pielęgnowała, stosując własnej roboty specyfiki upiększające, zrobione z dość niezwykłych komponentów: zmiażdżonych dżdżownic i mózgu dzika. Wykazywała się przy tym niemałą wiedzą, skoro do mazideł stosowanych na twarz wykorzystywała także śluz ślimaka, cieszący się dużą popularnością również we współczesnej kosmetologii.

O ile składniki do stosowanych przez siebie kremów Agnès mogła zdobyć łatwo i darmowo, chociażby w ogrodzie czy lesie, o tyle na stroje musiała wydawać fortunę, korzystając z hojności jej królewskiego kochanka. Karol nie żałował pieniędzy nie tylko na jej garderobę czy biżuterię, równie chętnie kupował dla niej dobra i nieruchomości. Otrzymała od władcy posiadłości w Bois-Trousseau, Roquecezière w Rouergue, Vernon-sur-Seine oraz Beautép-sur-Marne pod Paryżem. Król doczekał się ze swoją kochanką czterech córek, które za sprawą swego możnego ojca dobrze wydano za mąż, gdy tylko osiągnęły stosowny ku temu wiek.

Pomimo że królowa lubiła Agnès, a przynajmniej ją tolerowała, w przeciwieństwie do wcześniejszych kochanek jej męża, na królewskim dworze nie brakowało i takich, którzy z chęcią pozbyliby się urodziwej kobiety, zastępując ją inną damą. Jednak wszelkie próby podstawienia królowi innej kandydatki na metresę, czy to młodszej, czy bardziej urodziwej, kończyły się niepowodzeniem. Piękna faworyta potrafiła zjednywać sobie przyjaciół, zwłaszcza gdy okazało się, że dobro ojczyzny leży jej na sercu tak samo jak dobro jej królewskiego kochanka.

Niemal od pierwszego dnia jej panowania w łożu Karola nie ustawała w staraniach, by nakłonić go do kontynuowania działań wojennych i pozbycia się angielskich najeźdźców. Kochanek nie traktował jej w tej kwestii poważnie, wpadła więc na zbawienny, jak się okazało, pomysł, by odwołać się do zjawisk nadprzyrodzonych. Pewnego dnia rzuciła w obecności kochanka pozornie błahą uwagę, jakoby dowiedziała się, że w kraju krążyła wróżba głosząca, iż Karol w niedalekiej przyszłości utraci Francję na rzecz swoich angielskich konkurentów. Nie zważając na oburzenie kochanka, Agnès bezczelnie oświadczyła, że niezbyt ją to martwi, gdyż dowiedziała się z postawionego jej wcześniej horoskopu, że jej sytuacja i tak się poprawi, ponieważ zgodnie z wolą gwiazd w przyszłości ma poślubić potężnego władcę. Najwyraźniej wyjdzie za mąż za króla Anglii, bo przecież jej aktualnego kochanka nie można nazwać „potężnym”, skoro nie dba o swoje dziedzictwo i pozwala wojskom nieprzyjaciela odbierać sobie kolejne ziemie i łupić poddanych. Tego było stanowczo za wiele: upokorzony bezczelnością metresy Karol wpadł w taką wściekłość, że już następnego dnia rozpoczął przygotowania do wyprawy przeciwko Anglikom. Wieść o tym szybko rozeszła się po całym kraju i w serca Francuzów ponownie wstąpiła nadzieja, która umarła po męczeńskiej śmierci Joanny d’Arc. Wszyscy wiedzieli, że za przemianą króla stoi jego piękna metresa…

Agnès rzeczywiście dokonała cudu, budząc w swoim kochanku prawdziwego wodza i dzielnego rycerza. Tym razem odmieniony Karol kroczył od zwycięstwa do zwycięstwa: odbijając z rąk nieprzyjaciela Louviers, Gerberoy, Conches i Saint-Maigrin oraz zajmując miasto Coutances. Jak słusznie zauważa Guy Breton, miłość do pięknej Agnès sprawiła, że Karol Nieudolny przeobraził się w Karola Zwycięskiego i pod takim przydomkiem monarcha przeszedł do historii.

Jego ukochana czekała cierpliwie w zamku Bois-Trousseau, rozkazując, by po zapadnięciu zmroku w najwyższej wieży budowli zapalano światło, a wracający z wojny monarcha znalazł do niej drogę. Codziennie też wznosiła modły o życie i zdrowie monarchy. Chociaż Bóg wysłuchał jej próśb, nieszczęsnej Agnès nie dane było dzielić z Karolem radości zwycięstwa, gdyż zmarła w 1450 roku w dość tajemniczych okolicznościach. Dowiedziawszy się o zamachu na króla, który miał rzekomo szykować delfin, czym prędzej wyruszyła, by powiadomić o wszystkim przebywającego wówczas w opactwie Jumièges kochanka. Nie przyszło jej do głowy, by sprawdzić, ile prawdy jest w owych pogłoskach. Uwierzyła w nie bezkrytycznie, ponieważ najstarszy syn króla był jedną z nielicznych osób na dworze, która darzyła ją szczerą nienawiścią i niejednokrotnie namawiała Karola, by ją oddalił, twierdząc, że królewski romans przyniesie nieszczęście całemu królestwu.