Joyful. Zaprojektuj radość w swoim otoczeniuTekst

0
Recenzje
Oznacz jako przeczytane
Jak czytać książkę po zakupie
Czcionka:Mniejsze АаWiększe Aa


Spis treści

1  Wstęp

2  1. Energia

3  2. Obfitość

4  3. Wolność

5  4. Harmonia

6  5. Zabawa

7  6. Zaskoczenie

8  7. Transcendencja

9  8. Magia

10  9. Świętowanie

11  10. Odnowa

12  Radosny komplet narzędzi

13  Podziękowania

14  O Autorce

15  Przypisy

Tytuł oryginału: Joyful: The Surprising Power of Ordinary Things to Create Extraordinary Happiness

Przekład: Wiesław Marcysiak

Opieka redakcyjna: Maria Zalasa

Redakcja: Anna Strożek

Korekta: Anna Taraska

Projekt okładki i stron tytułowych: Joanna Wasilewska / Katakanasta

Ilustracja na okładce: Maja Mogilewska

Copyright © 2018 by Ingrid Fetell Lee

Copyright for the Polish edition and translation

© JK Wydawnictwo Sp. z o.o. sp. k., 2020

Wszelkie prawa zastrzeżone. Żadna część tej publikacji nie może być powielana ani rozpowszechniana za pomocą urządzeń elektronicznych, mechanicznych, kopiujących, nagrywających i innych bez uprzedniego wyrażenia zgody przez właściciela praw.

ISBN 978-83-8225-019-0

Wydanie I, Łódź 2020

JK Wydawnictwo Sp. z o.o. sp. k., ul. Krokusowa 3, 92-101 Łódź

tel. 42 676 49 69

www.wydawnictwofeeria.pl

Wersję elektroniczną wykonano w systemie Zecer firmy Elibri

Albertowi

Bez emocji nie ma piękna.

– Diana Vreeland

Wstęp

Wstęp

Stałam przed komisją egzaminacyjną i ściskało mnie w dołku. Kiedy profesorowie uważnie oglądali zbiór przedmiotów na wystawie za mną – lampę w kształcie rozgwiazdy, komplet filiżanek do herbaty o zaokrąglonym dnie oraz trio taboretów wykonanych z warstw kolorowej pianki – miny mieli poważne, a ja nieustannie zastanawiałam się, czy popełniłam błąd, podejmując decyzję o porzuceniu obiecującej kariery w brandingu i powrocie do studiowania wzornictwa. Wtedy, po dłuższej ciszy, jeden z profesorów przełamał lody.

– Pani praca wywołuje we mnie radość – powiedział. Pozostali skinęli głowami.

Nagle wszyscy zaczęli się uśmiechać. Poczułam ulgę. Zdałam pierwszy egzamin na wzornictwie przemysłowym w Pratt Institute. Jednak już wkrótce znowu miałam mętlik w głowie. Radość to uczucie efemeryczne i nieuchwytne. Nie możemy go ani zobaczyć, ani dotknąć. W takim razie jak takie proste przedmioty – filiżanka, lampa, taboret – mogą wywoływać radość? Spróbowałam nakłonić profesorów, aby mi to wytłumaczyli, ale oni tylko pochrząkiwali i pokasływali, gestykulując.

– Po prostu tak się dzieje – mówili.

Podziękowałam im, ale kiedy pakowałam się przed wyjazdem na wakacje, ciągle zastanawiałam się nad tym pytaniem.

W jaki sposób materialne przedmioty wywołują niematerialne poczucie radości?

Z początku odpowiedź wydawała się jednoznaczna: Nie wywołują. Z pewnością istnieje pewna przyjemność z korzystania z materialnych przedmiotów, ale zawsze żyłam w przekonaniu, że jest to uczucie powierzchowne i krótkotrwałe, a nie znaczące źródło radości. We wszystkich książkach na temat radości, które latami studiowałam, nikt nie sugerował, że radość może się ukrywać w mojej szafie z ubraniami lub szafkach kuchennych. Zamiast tego niezliczeni eksperci zgadzają się, że ten rodzaj radości, który ma znaczenie, nie „otacza nas”, ale „jest w nas samych”. Ta perspektywa ma korzenie w starożytnych tradycjach filozoficznych. Nauki Buddy na przykład podają, że szczęście bierze się z porzucenia przyziemnych rzeczy, do których jesteśmy przywiązani. Stoicy w starożytnej Grecji sugerowali podobne rozwiązanie, bazujące na wyrzeczeniach i rygorystycznej kontroli własnych myśli. Współczesna filozofia w podobny sposób uwzględnia to spojrzenie do wewnątrz, sugerując, że droga do szczęśliwego życia to zmiana spojrzenia na świat i na nasze miejsce w nim. Od mantr i medytacji po terapię i zmianę nawyków, prawdziwa radość to przedkładanie umysłu nad materię, nie materii nad umysł.

Jednak przez tygodnie, a nawet miesiące po mojej prezentacji zauważyłam wiele sytuacji, w których różne osoby czerpały prawdziwą radość ze świata materialnego. Przyglądając się ulubionemu obrazowi w muzeum sztuki lub budując zamek z piasku na plaży, ludzie śmiali się i cieszyli chwilą. Uśmiechali się też do brzoskwiniowego światła zachodzącego słońca i kudłatego psa w żółtych kaloszach. Ludzie nie tylko odnajdują radość wokół siebie, ale wielu z nich bardzo się też stara uczynić swoje najbliższe otoczenie milszym. Pielęgnują ogródki różane, ozdabiają torty urodzinowe świeczkami i wieszają światełka na Gwiazdkę. Dlaczego ludzie robiliby te rzeczy, gdyby nie miało to realnego wpływu na ich szczęście?

Prowadzone są liczne badania, które dowodzą istnienia wyraźnego związku między otoczeniem a naszym zdrowiem psychicznym. Wynika z nich na przykład, że ludzie pracujący w słonecznych miejscach śpią lepiej1 i więcej się śmieją niż ich koledzy w słabo oświetlonych biurach oraz że kwiaty poprawiają ludziom nie tylko nastrój, ale również pamięć2. Kiedy zagłębiałam się w te odkrycia, radość przestawała być dla mnie niespójna i abstrakcyjna, a stawała się bardziej namacalna i realna. Nie wydawała się już trudna do osiągnięcia, nie wymagała lat samoobserwacji i zdyscyplinowanej praktyki. Zamiast tego zaczęłam postrzegać świat jako rezerwuar pozytywnego nastawienia, do którego mogłam sięgnąć w dowolnym momencie. Odkryłam, że pewne miejsca kryją w sobie jakiś rodzaj radości – jasna kawiarenka na rogu ulicy, miejscowy warsztat tkacki, kwartał kamienic z kwiatami w oknach – i zaczęłam zmieniać swoje nawyki, tak by częściej je odwiedzać. W złe dni nie czułam się już przygnębiona czy bezradna, odkrywałam małe rzeczy, które niezawodnie podnosiły mnie na duchu. To, czego się nauczyłam, zaczęłam wprowadzać do własnego domu, dzięki czemu co wieczór wkładając klucz do zamka, odczuwałam pewien rodzaj ekscytacji. Wraz z upływem czasu stało się dla mnie jasne, że konwencjonalne przekonania co do radości są błędne.

Wcale nie jest trudno znaleźć radość. W zasadzie otacza nas ona wszędzie.

Uświadomienie sobie tej prostej wyzwalającej prawdy zmieniło moje życie. Gdy zaczęłam dzielić się nią z innymi, odkryłam, że wiele osób odczuwało impuls, by szukać radości w najbliższym otoczeniu, ale coś wytworzyło w nich przekonanie, że ich wysiłki są niecelowe. Pewna kobieta powiedziała mi, że kupowanie ciętych kwiatów od dawna podnosiło ją na duchu, ale czuła, że jest to niepoważne folgowanie swoim zachciankom, więc kupowała je tylko przy specjalnych okazjach. Nigdy nie pomyślała, że za cenę jednej z cotygodniowych wizyt u psychoterapeuty mogłaby co dwa tygodnie kupować sobie bukiet kwiatów przez cały rok. Inna kobieta opisała mi, jak zaparło jej dech, gdy weszła do swojego salonu pierwszy raz po remoncie. Czując ulgę i lekkość, pytała samą siebie, dlaczego tak długo zwlekała z tą zmianą. Zrozumiałam, że wszyscy mamy skłonność do szukania radości we własnym otoczeniu, jednak nauczono nas to ignorować. Co może się wydarzyć, jeżeli na nowo rozbudzimy w sobie ten instynkt odnajdywania radości?

Chciałam się dowiedzieć, w jaki dokładnie sposób świat fizyczny wpływa na nasze emocje i dlaczego pewne rzeczy wywołują w nas uczucie radości. Prosiłam wszystkich znajomych, a także całkiem sporo obcych ludzi na ulicy, aby opowiedzieli mi o przedmiotach i miejscach związanych z radością. Pewne rzeczy były specyficzne i osobiste: „kuchnia mojej babci”, „plakat z autografami Grateful Dead”, „kanu w domku nad Jeziorem Michigan, dokąd jeździliśmy na wakacje”. Niektóre, jak ulubione jedzenie czy drużyny sportowe, zostały ukształtowane przez kulturę lub wychowanie. Lecz inne nie miały osobistego wymiaru ani związku z kulturą. Któraś z moich przyjaciółek opowiedziała mi o letnim popołudniu, kiedy złapała ją nagła ulewa w drodze z pracy do domu. Schroniła się pod markizą z gromadką innych ludzi bez parasoli i wszyscy próbowali zgadnąć, kiedy deszcz się skończy. Ten minął po kilku minutach i ludzie zaczęli wychodzić na chodnik, a wtedy nagle jakiś człowiek krzyknął: „Patrzcie!”. Na niebie, tuż nad Empire State Building, pojawiła się olśniewająca tęcza. Ludzie znów przystanęli i w mokrych, klejących się do ciał ubraniach z uśmiechem wpatrywali się w tęczę.

 

Wysłuchałam niezliczonych wersji tej historii. Dzień był zimny lub parny, opowiadający wspominał o przyjaciołach lub nieznajomych, tęcza rozpinała się nad sceną koncertową, nad górą albo żaglówką. Wszędzie, jak się wydaje, tęcza kojarzy się z radością. Zaczęłam sporządzać listę takich rzeczy, tych, o których wciąż opowiadali mi ludzie: piłka plażowa i sztuczne ognie, baseny i domki na drzewie, balony na gorące powietrze, naklejane ruchome oczka, desery lodowe z posypką. Te przyjemności były niezależne od wieku, płci społecznej czy pochodzenia etnicznego. Nie niosły radości tylko nielicznym osobom. Cieszyły prawie wszystkich. Zbierałam zdjęcia tych rzeczy i przypinałam do ściany w biurze. Codziennie przez kilka minut dodawałam nowe zdjęcia, dzieliłam je na kategorie i szukałam między nimi zależności.

Pewnego dnia, kiedy uważnie przyglądałam się tym zdjęciom, coś mi przyszło do głowy. Zobaczyłam lizaki, pompony i grochy; zrozumiałam wtedy, że wszystkie mają kształt kulisty. Na obrazach Henriego Matisse’a i na tęczowych drażetkach widniały wzorzyste narzuty: wszystkie były nasycone intensywnymi kolorami. Z początku zaskoczyło mnie zdjęcie katedralnej rozety, ale kiedy umieściłam je obok płatka śniegu i słonecznika, nabrało sensu; wszystkie miały promieniście rozchodzącą się symetrię. A bąbelki, balony i kolibry łączyło coś oczywistego: wszystkie delikatnie unosiły się w powietrzu. Widząc to wszystko przed sobą, zrozumiałam, że chociaż uczucie radości jest tajemnicze i ulotne, możemy go dostąpić dzięki namacalnym, fizycznym atrybutom. Uczucie radości wywołuje zwłaszcza to, co projektanci nazywają estetyką – zbiór cech, które definiują wygląd przedmiotu i jego odbiór.

Do tego momentu zawsze uważałam estetykę za element dekoracyjny, a nawet błahy. Zaczęłam studiować wzornictwo, ponieważ chciałam tworzyć przedmioty, które zmienią życie ludzi na lepsze. Obsesyjnie starałam się, aby moje produkty były ergonomiczne, funkcjonalne i ekologiczne. Podobały mi się zajęcia z pracy z kolorem, fakturą, kształtem i ruchem, ale traktowałam je jako dodatki, nie jako konieczność. Takie nastawienie jest w naszej kulturze powszechne. Chociaż poświęcamy estetyce sporo uwagi, mówi się nam, że mamy nie przywiązywać do niej zbyt dużej wagi i nie skupiać się na wyglądzie. W przeciwnym wypadku możemy zostać posądzeni o powierzchowność lub oderwanie od rzeczywistości. Ile razy komplementowaliście swoją modną przyjaciółkę, która odpowiadała jedynie: „Och, ta stara rzecz? Ach, narzuciłam na siebie byle co”. Kiedy jednak spojrzałam na ścianę w moim biurze, zrozumiałam, że zdjęcia na niej to coś więcej niż dekoracja. Te przedmioty wywoływały głęboką, emocjonalną reakcję.

W sumie wyróżniłam dziesięć „estetycznych radości”, z których każda ujawnia wyraźny związek między poczuciem radości a namacalną wartością świata wokół nas:

Energia: żywe kolory i światło Obfitość: wybujałość, wielość i różnorodność Wolność: przyroda, dzikość i otwarta przestrzeń Harmonia: równowaga, symetria i przepływ Zabawa: kręgi, kule i formy kuliste Zaskoczenie: kontrast i fantazja Transcendencja: wyniesienie i lekkość Magia: niewidzialne siły i iluzja Świętowanie: synchroniczność, błysk i żywe kształty Odnowa: kwitnienie, wzrost i łuki

Jaka jest relacja między tymi elementami estetycznymi a naszymi emocjami? I dlaczego te konkretne elementy stymulują uczucie radości?

Te pytania skłoniły mnie do podróży do najradośniejszych miejsc na świecie. Dlatego w niniejszej książce odwiedzimy pensjonat w domku na drzewie i miasto przemienione kolorem, mieszkanie zaprojektowane tak, by chroniło przed starzeniem, i nadmorską rezydencję. Przyjrzymy się cudom przyrody, na przykład kwitnącym drzewom wiśni w Japonii, oraz tym stworzonym przez człowieka, na przykład setkom balonów na gorące powietrze wypuszczonym nad pustynię w Albuquerque. Po drodze podzielę się spostrzeżeniami z nowych badań na polu psychologii i neuronauki, które pomogą wyjaśnić, dlaczego te miejsca i doświadczenia z taką siłą wzniecają w nas radość.

Jednak Joyful nie opowiada o poszukiwaniu radości w odległych krańcach świata. Mówi o znajdowaniu radości w miejscu, w którym jesteśmy. W tej książce spotkacie wielkich artystów i projektantów – architektów, projektantów wnętrz, specjalistów od koloru, ogrodników, wytwórców kołder, majsterkowiczów, florystów, a nawet artystów, którzy tworzą z balonów – i poznacie ich sekrety dotyczące poszukiwania i tworzenia radości w każdym aspekcie świata fizycznego. Ponadto poznacie prawdziwych ludzi, którzy tworzą radość we własnych domach i społecznościach – domkach letniskowych i kamperach, salonach i biurach, na chodnikach i w centrach rekreacji – i zobaczycie, jak małe zmiany mogą pomóc odnaleźć w zwykłych przedmiotach i miejscach niezwykłą radość.

Macie cały świat radości na wyciągnięcie dłoni. Nie musicie poznawać żadnych metod, nie musicie narzucać sobie żadnej dyscypliny. Potrzebne jest tylko to, co już macie: otwartość na odkrywanie otaczającej was radości.


Dzięki wieloletniej pracy w charakterze dyrektora uznanej firmy innowacyjnej IDEO oraz prywatnym obserwacjom, jak również prowadzeniu bloga projektowego The Aesthetics of Joy (Estetyka radości), mogłam się sama przekonać, jak estetyka coraz bardziej zmienia nastawienie i zachowanie ludzi. Ukazuje, dlaczego niektóre sklepy i restauracje tętnią życiem, a inne stoją opustoszałe. Pomaga nam zrozumieć, dlaczego w jednym środowisku ludzie są niespokojni i rywalizują ze sobą, a w innym są towarzyscy i tolerancyjni. Pomyślcie, jak ludzie zachowują się w sterylnej kabinie samolotu, wszczynając awantury o trzy stopnie nachylenia oparcia fotela, i jak rozpychają się łokciami, aby zapanować nad podłokietnikiem. Teraz porównajcie to z zachowaniem ludzi w wesołej atmosferze festiwalu muzycznego. W otoczeniu żywych dekoracji i muzyki ludzie dzielą się jedzeniem i napojami oraz ustępują miejsca na zatłoczonym trawniku nowo przybyłym. Siła estetyki radości polega na tym, że przemawia bezpośrednio do naszych umysłów, wydobywając to, co jest w nas najlepsze, chociaż nawet nie jesteśmy tego świadomi.

Skąd wiemy, że nasze otoczenie daje radość lub nie? Nie istnieje żaden konkretny schemat, ale rozważcie te pytania:

Jak często się śmiejesz?

Kiedy ostatni raz czułeś prawdziwą, nieskrępowaną radość?

Jakie emocje odczuwasz, kiedy wchodzisz do domu pod koniec dnia? Jak się czujesz, wchodząc do poszczególnych pomieszczeń?

Jak bardzo twoja druga połowa lub rodzina cenią radość?

Kim są najradośniejsi ludzie w twoi życiu? Jak często ich widujesz?

Jak często czerpiesz radość ze swojej pracy?

Czy pracujesz dla firmy, która wspiera radość, jest na nią obojętna lub jest jej przeciwna? Czy głośny śmiech jest w twoim miejscu pracy stosowny?

Jakie czynności dają ci najwięcej radości? Jak często się w nie angażujesz? Czy możesz je wykonywać w domu lub w jego pobliżu?

Jak wiele radości znajdujesz w swojej miejscowości? W swoim sąsiedztwie?

Jakie są twoje „radosne miejsca”? Czy któreś z nich znajduje się w odległości piętnastu kilometrów od twojego domu? Kiedy ostatni raz odwiedziłeś któreś z nich?

Każdy człowiek rodzi się ze zdolnością doznawania radości i ona, jak płomyk w piecyku gazowym, nadal w tobie płonie, nawet jeżeli od jakiegoś czasu nie używałeś palników. W dłoniach trzymasz narzędzie do rozpalenia na nowo tych radosnych płomieni, narzędzie, które może kompletnie zmienić twój sposób postrzegania otaczającego cię świata. Ta książka pokazuje, że radość nie jest tylko czymś, co odnajdujemy. Jest to także coś, co możemy dać samym sobie i ludziom wokół.

Możecie wykorzystać tę książkę jako przewodnik po wykrywaniu radości w swoim otoczeniu i rozsmakowywaniu się w niej, pomagający lepiej zrozumieć, dlaczego pewne rzeczy i miejsca rozpalają was od środka. Możecie także użyć jej jako wzornika, który pomoże wam zaprojektować i stworzyć więcej radości w waszym świecie. Rozdziały płynnie przechodzą jeden w drugi, dlatego chyba najbardziej sensownie byłoby czytać je po kolei. Nie wahajcie się jednak przejść od razu do estetyki, jeśli was interesuje. Do poprzednich rozdziałów możecie wrócić później, żeby sprawdzić, co ominęliście.

Prawdopodobnie odkryjecie, że jedna estetyka przemawia do was bardziej niż inna. Jeżeli na przykład kochacie przyrodę, szczególnie może was pociągać wolność. Jeżeli boicie się wysokości, to pewne aspekty estetyki transcendencji mogą do was nie trafić. Możecie także odkryć, że estetyka, która najbardziej wam odpowiada, zmienia się w zależności od tego, gdzie jesteście i co dzieje się w waszym życiu. Ponure biuro może skorzystać na wtłoczeniu do niego energii, podczas gdy estetyka harmonii może przynieść radość w domu zabieganej rodziny. Z kolei kiedy dzieci opuszczą rodzinne gniazdo, ten sam dom może potrzebować nieco z estetyki zabawy, aby znowu można było poczuć w nim życie.

Możecie swobodnie mieszać, łączyć i tasować estetyki, aby stworzyć coś, co daje wam radość. Nie ma żadnych konkretnych zasad, ale żeby pomóc wam przejść tę drogę, spróbuję wskazać, gdzie estetyki szczególnie się dopełniają, a gdzie mogą wystąpić między nimi napięcia. Chociaż w niektórych rozdziałach zostały opisane konkretne produkty, które mogą pomóc wprowadzić daną estetykę w życie, nie musicie kupować drogich rzeczy, aby przeistoczyć swoje otoczenie. W ostatnim rozdziale znajdziecie Radosny Komplet Narzędzi, pełen wskazówek i zadań zaprojektowanych tak, aby można było zastosować pomysły z tej książki we własnej przestrzeni i we własnym życiu.

Nazbyt często poruszamy się po świecie, jakby to była scena w teatrze, nieme tło dla naszych codziennych działań. W rzeczywistości tętni on życiem, inspiracjami, cudami i radością. Mam nadzieję, że ta książka da wam siłę i pomoże dostrzec w waszym otoczeniu więcej możliwości i je pochwycić. Siła radości polega na tym, że krótkie momenty mogą spowodować wielkie zmiany. Dziwaczny strój może wywołać uśmiech na czyjejś twarzy i wyzwolić niepodziewaną życzliwość wobec nieznajomego, która pomoże mu znieść trudny dzień. Nawet najmniejsze radosne gesty z biegiem czasu się sumują, i zanim się zorientujemy, będziemy mieć wokół siebie nie tylko kilkoro szczęśliwszych ludzi, ale też naprawdę radosny świat.

1. Energia

1.

Energia

Późną jesienią 2000 roku ekipa malarzy pomalowała historyczny budynek w Tiranie, w Albanii, jaskrawopomarańczową farbą. Odcień między mandarynką a napojem tang pokrył starą fasadę, bezwzględnie zasłonił kamień i cement, oszczędzając jedynie okna. Malowanie zaczęło się rankiem, a do południa na ulicy zebrał się tłum gapiów. Samochody i przechodnie zatrzymywali się. Niektórzy zdziwieni obserwatorzy wznosili jakieś okrzyki, a inni zanosili się śmiechem, zaszokowani widokiem tak śmiałego koloru pośród szarości.

Z racji całego zamieszania malowanie mogło być potraktowane jako żart jakiegoś szczególnie bezczelnego psotnika. Jednak nie było to dzieło graffiti, a jego wykonawca nie był ulicznym wandalem. Był burmistrzem.

Edi Rama w 2004 roku zdobył nagrodę World Mayor za zdumiewający sukces w odnowieniu stolicy Albanii zaledwie w cztery lata po wyborze na to stanowisko. Przyjedźcie dzisiaj do Tirany, a zobaczycie nieliczne pozostałości po tym brudnym, niebezpiecznym mieście, które Rama odziedziczył, obejmując urząd. Tirana, rozbita po dziesięcioleciach represyjnej dyktatury, po dziesięciu latach chaosu od upadku rządów komunistycznych pozbawiona źródeł utrzymania, pod koniec lat dziewięćdziesiątych XX wieku stała się przystanią dla korupcji i zorganizowanej przestępczości. Złodzieje kieszonkowi i prostytutki kręcili się na rogach ulic. Wszędzie zalegały niesprzątane sterty śmieci. Jak opisywał to Rama: „Miasto było martwe. Wyglądało jak stacja przesiadkowa, na której ludzie zatrzymują się tylko wtedy, gdy na coś czekają”1.

Malowanie budynków było aktem desperacji burmistrza, który stanął przed pustym skarbcem i zdemoralizowaną ludnością. Rama, plastyk z wykształcenia, sam wykonał pierwsze szkice, wybierając żywe barwy i jarmarczne wzory, które przełamywały szarość miejskiego krajobrazu. Po pomarańczowym budynku pojawiły się kolejne, a projekt Ramy szybo rozprzestrzeniał się po mieście, obejmując zarówno budynki publiczne, jak i prywatne.

Początkowo reakcje były różne: niektórzy mieszkańcy byli oburzeni, inni zainteresowani, znalazło się też kilku zachwyconych. Jednak już wkrótce zaczęły dziać się dziwne rzeczy. Ludzie przestali śmiecić na ulicach. Zaczęli płacić podatki. Właściciele sklepów usunęli metalowe kraty z okien. Uznali, że ulice są bezpieczniejsze, chociaż w mieście nie było więcej policjantów niż wcześniej. Ludzie znowu zaczęli gromadzić się w kawiarniach i rozmawiać o wychowywaniu dzieci w nowym mieście.

 

Nic się nie zmieniło oprócz powierzchni. Kilka czerwonych i żółtych, turkusowych i fioletowych plam. A jednak zmieniło się wszystko. Miasto ożyło, zaczęło tryskać energią. Radością.


Kiedy po raz pierwszy usłyszałam historię Tirany, było to dla mnie prawdziwym objawieniem. Bez potężnych zastrzyków kapitału, bez projektów robót publicznych na dużą skalę – najwyraźniej miasto rewitalizowano czystą siłą radości. Lecz w jaki sposób radość może przywrócić życie całemu miastu?

Mniej więcej w tym okresie zaczynałam badania nad radością i zadawałam sobie jeszcze bardziej podstawowe pytanie: Czym jest radość? Z początku trudno było to określić, gdyż różni ludzie postrzegają radość w odmienny sposób, nawet naukowcy nie zawsze zgadzają się co do definicji. Lecz mówiąc ogólnie, kiedy psycholodzy używają słowa „radość”, rozumieją ją jako intensywne, chwilowe doświadczanie pozytywnych emocji, które można rozpoznać po pewnych wyraźnych oznakach: uśmiechu, głośnym śmiechu i ochocie na podskoki. Podczas gdy zadowolenie leży zwinięte na kanapie, a szczęście zagubiło się w cichej medytacji, radość to podskoki2, taniec, kręcenie kółek i chichotanie. Jest to wyjątkowo żywiołowa forma szczęścia, o wysokim poziomie energii.

Nic więc dziwnego, że stawiamy znak równości między odczuwaniem energii a ożywieniem, witalnością i radością. Energia ożywia materię. To jest waluta życia, transformująca bezwładny materiał w oddychający, żywy organizm. Po prostu żyć to znaczy wibrować z niezbędnym dynamizmem. Im więcej mamy energii, tym bardziej jesteśmy zdolni, by bawić się, tworzyć, kochać, przewodzić, badać, radować się i angażować w świat dookoła nas. Jeżeli Tiranę ożywiła radość, to może miała z tym coś wspólnego energia. Lecz skąd wzięła się ta radosna energia? I skąd możemy uzyskać jej więcej?

Myślimy o energii jako o czymś, co przyswajamy, podobnie jak moc, którą odczuwamy po łyku cappuccino lub polizaniu maślanego kremu. Kiedy jednak zastanawiałam się nad tym, zrozumiałam, że energia nieustannie krąży wokół nas. Przez większość czasu przepływa przez nasze domy niezauważona, ale bez przerwy jesteśmy obmywani jej niewidzialnymi falami: cząstki światła emanujące z naszych żarówek, odgłosy fal muzyki z radia, powiew wiatru wpadający przez okna i prąd ciepła z kaloryferów. To wszystko jest tak dyskretne, że często o tym zapominamy, aż przychodzą suche zimowe dni, kiedy dotykamy metalowej klamki, a ta nas zaskakuje i kopie prądem.

Oczywiście, w przeciwieństwie do roślin, nie możemy po prostu absorbować jej z otoczenia. Jednak czasami energia wokół nas faktycznie wpływa na energię w nas samych. Ile razy poszliście na przyjęcie zmęczeni po całym tygodniu pracy, podkreślając, że wpadliście tylko na jednego drinka, a jednak dźwięk muzyki poderwał was z miejsca? A może zauważyliście kiedyś, że łatwiej jest wstać z łóżka w słoneczny dzień niż w pochmurny? Biorąc to wszystko pod uwagę, zaczęłam się zastanawiać, dlaczego niektóre środowiska wpływają na nas tak stymulująco, i jak sami możemy wnieść więcej energii w nasze życie.