Ludwik LambertTekst

0
Recenzje
Przeczytaj fragment
Oznacz jako przeczytane
Jak czytać książkę po zakupie
Czcionka:Mniejsze АаWiększe Aa

Realizm, tak; ale strzeżmy się brać tu ten termin w jego ciasnem, tak dziś zdyskredytowanem pojęciu. Realizm ten jest tak do głębi przesycony myślą, ideą, iż staje się niekiedy czystym spirytualizmem. Lektura Ludwika Lambert najlepiej wyjaśni zagadkę tej pozornej sprzeczności.

Zauważmy jeszcze jeden rys, który różni Balzaka od jego wielkich poprzedników. Epoka, w której żył, tak bogata w przeobrażenia społeczne, jest zarazem dobą rozkwitu myśli przyrodniczej . I to spojrzenie naturalisty jest dla Balzaka niezmiernie znamienne. Gdy dla Moliera prowincjonalna kumoszka, hrabina d’Escarbagnas naprzykład, jest głównie przedmiotem śmiechu, Balzaka interesuje ona jak osobliwy gatunek owada: chce wiedzieć, skąd ona się wzięła taka, jaką była przedtem, za młodu, jak wygląda jej dom, jakim był nieboszczyk jej mąż, kto był jej pierwszym kochankieem, słowem co za przyczyny złożyły się na to, aby ją uczynić taką, a nie inną. Jeżeli się z niej uśmiechnie, to mimochodem; przedewszystkiem chodzi mu o to, aby ją zrozumieć . Jest ona dlań nie pojedynczym egzemplarzem ludzkim, ale przejawem życia społecznego, produktem, na który złożyły się te a nie inne warunki, niemal historja Francji. Każdy szczegół odsłania mu nieskończone perspektywy, związki; możnaby tak snuć rzeczy jedne z drugich bez końca; stąd te drobiazgowe opisy, to pęcznienie tematu, tak przeciwne klasycznemu ograniczeniu się, stąd te dygresje, wtręty filozoficzno-społeczne, które wielu rażą w powieściach Balzaka. Ten sposób patrzenia na świat tłómaczy również, dlaczego nowożytni pisarze umiłowali powieść, jako najpodatniejszą, najbardziej giętką formę wyrażenia wszystkiego co zapragną.

I tu może należy szukać źródła tego, co nazywano nieraz niemoralnością lub amoralnością Balzaka i co odstręcza odeń wiele umysłów przerażonych i osmuconych beznadziejnością jego spojrzenia na życie. Zarzut to potrosze taki, co gdyby zarzucać niemoralność przyrodnikowi, który opisuje życie stworów na dnie morskiem, ich wzajemne pożeranie się i walki. Zarzut ten czyniono zresztą i Molierowi, ale Molier mógł się ratować pewną sztuczką której Balzac nie mógł użyć. Molier, dając obraz namiętności, dusz ludzkich, mógł, wyczerpawszy obraz, kończyć swą komedję dowolnie, optymistycznie, aby nas nie wypuszczać z teatru pod przykrem wrażeniem ( Świętoszek, Skąpiec! ). Inaczej Balzac: on maluje nietylko dusze, życie wewnętrzne jednostek; jednostki te są niejako reprezentantami grup i sił społecznych, których układu przyrodnik tkwiący w Balzaku nie pozwala mu paczyć. Tem tłómaczy się, że — jak mu to często zarzucano — łajdaki tak często tryumfują nad zacnemi ludźmi i kończą nieraz jakby w apoteozie (du Tillet, Cointet, etc.). Bo Balzac nie mógł nie widzieć twórczej siły, energji społecznej, jaka się może mieścić w bezwzględnej namiętności, w żądzy zysku, wywyższenia. Cointet obdziera Dawida Séchard z jego wynalazku ( Cierpienia wynalazcy ) i jest w tem łotrem; ale niemniej Cointet daje temu wynalazkowi, który możeby zmarniał w ręku Dawida, rozmach i praktyczną wartość, które wychodzą na dobro Francji i społeczeństwa. Balzac ma zawsze to podwójne spojrzenie. Molier ma je czasem, np. w swoim Mizantropie ; ale naprzykład w Świętoszku widzi tylko łajdaka, gdy Balzac dostrzegłby w nim może przyszłego dyplomatę, ministra, którym zostałby wspiąwszy się na wyżyny kosztem krzywdy łatwowiernego Orgona. I słusznie to zauważono, że brutalny pessymizm Balzaka wyraża się głównie tam, gdzie styka się on z problemami życia społecznego, z walką o egzystencję; lepsze drgnienia duszy człowieka chowa na jego życie prywatne, — i w tem jest zgodny z prawdą. Każdy niemal z jego drapieżnych ptaków ma w sercu swoją idyllę: Rastignac, obmyślający bez skrupułów zawładnięcie Paryżem, ze łzami rozczulenia odczytuje listy od sióstr, od matki...

Ta bezstronność Balzaka w spojrzeniu na życie idzie tak daleko, że trudno byłoby wyczytać z jego dzieła przekonania społeczne czy polityczne pisarza gdyby im niejednokrotnie nie dał wyrazu w swoich dygresjach. Arystokratyzm jego płynie ze wzgardy dla człowieka, którego złe instynkty należy spętać religją, wychowaniem i prawem. Balzac ma pogardę dla współczesnej niwelacji, dla parlamentaryzmu (cóżby dopiero powiedział na powszechne głosowanie dla obu płci!). Wolność prasy uważa za nieszczęście Francji; radby przywrócić majoraty, prawo starszeństwa, wzmocnić jaknajbardziej organizację rodziny. Ale często, wbrew jego woli, dzieło jego mówi co innego. Jego uwielbienie dla arystokracji wyradza się nieraz w mimowolną satyrę ( Ojciec Goriot! ). Mimo wszystkie jego teorje, dzieło Balzaka to jeden z największych dokumentów nowoczesnej demokracji; to zdobycie dla szarej, bezimiennej masy przywileju wzniosłości, cierpienia, interesowania nas, który-to przywilej zarówno w pojęciu klasycznem jak i romantycznem sztuki przysługiwał jedynie jednostkom wyższym swem położeniem społecznem lub organizacją duchową. Cały swój heroiczny styl ujęcia zjawisk oddał Balzac na usługi pospolitego życia, wzbił nim szarą na pozór codzienność do napięcia i wielkości tragedji. Podjął jakgdyby na nowo olbrzymie dzieło Szekspira, ale sprowadził je na bruk współczesnej Francji: dowiódł iż nie trzeba sięgać w odległe mroki dziejów, aby znaleźć postacie króla Lira lub Ryszarda III; ukazał je swoim czytelnikom na wysokości ich oczu w postaciach o które otarli się może na ulicy lub z któremi wieczerzali poprzedniego dnia, w pospolitej figurze ex-kupca, skromnego ojca Goriot , lub Filipa Bridau, Napoleońskiego żołdaka. Codzienność, szara, mieszczańska codzienność, pogłębiona analitycznym skalpelem Balzaka i podniesiona o kilka skal tchnieniem jego potężnego wewnętrznego patosu , zyskuje odtąd trwałe prawo bytu, i staje się niemal wyłącznym materjałem nowoczesnej twórczości literackiej. Balzac ziścił w ten sposób to, na co nie stało tchu i talentu usiłowaniom dramatu mieszczańskiego w XVIII w., a dziełem swojem wywarł stanowczy wpływ nietylko na dalszy rozwój powieści, ale i teatru.

Taki jest duch dzieła Balzaka i takim zostaje on w naszej pamięci, wrażeniu, jako poeta nowoczesnego ustroju, nieraz wbrew jego politycznym poglądom. Toż samo uwielbienie dla Napoleona, które bije z kart poświęconych tak żywym jeszcze wówczas tradycjom Cesarza, dziwnie kłóci się z ostentacyjnym „rojalizmem” autora. Ale czyż to paradoksalne krzyżowanie się najrozmaitszych warstw myśli, pojęć i sympatji nie jest właśnie cechą owej epoki? Czyż Napoleon nie potrafił sfanatyzować i złączyć pod sztandarami imperjalizmu zarówno Brutusów rewolucji jak i potomków tych których Rewolucja wykosiła?

I pod tym względem, dla zrozumienia ducha jego dzieła, wolę słuchać tego co mi mówi lektura Komedji ludzkiej , niż tego co mówi Balzac w swojej do niej Przedmowie . Być genialnym powieściopisarzem, to w owej epoce snać było za mało; tak jak w epoce Moliera być genialnym komedjopisarzem. To też Balzac chce być czemś więcej; chce być moralistą, lekarzem społeczeństwa, mężem Stanu. Nie zapominajmy o jego bardzo żywych ambicjach czynnego udziału w życiu politycznem; jakoż całe ustępy w tej Przedmowie aż nazbyt trącą mową kandydacką. Toż samo ta obrona „moralności” dzieła, jakże wyraźnie nosi piętno rozprawy z nieinteligentnemi zarzutami, ściągającemi genialnego pisarza na chwilę do swego poziomu. Przedstawiając się tak jako „moralistę”, jako lekarza — czy znachora — chorób społecznych, Balzac czyni sobie krzywdę; mimowoli uszczupla to, co jest jego największą siłą, ścieśnia tę pełnię i rozlewność żywiołu, która tak imponuje w jego dziele, stwarzając owe nieoczekiwane kontrasty: od mistycznych wzlotów w niebiosa czystych idej aż do zdeptania najbardziej błotnistych ścieżek ziemi. Wreszcie, uświadomienie sobie wspaniałego planu Komedji ludzkiej nie obeszło się bez pewnego przymusu, bez odcienia pedantyzmu. Śmierć przerwała Balzakowi jego dzieło; czy te części Komedji ludzkiej , które dla wypełnienia jego ram zamierzył, byłyby na wysokości tych, które urodziły się z samorzutnego natchnienia? — nie wiemy. Faktem jest, iż mimo uniwersalności Balzaka, nie wszystkie warstwy społeczeństwa interesowały go w równym stopniu. Epoka, która wcisnęła na nim swoje piętno, jest przedewszystkiem epoką mieszczaństwa; chłop, robotnik, są wówczas jeszcze „muzyką przyszłości”. Nie żądajmy od jednego człowieka wszystkiego; to co nam dał jest już darem dosyć królewskim.

Owe tak zajmujące zresztą sprzeczności spotkamy nieraz jeszcze w dziele Balzaka. Objektywizm czy subjektywizm? Wskazałem już poprzednio przyrodniczą wręcz bezstronność jego spojrzenia, objektywizm jak najdalej posunięty; nigdy powieść jego nie jest ową spowiedzią autora, romansem o sobie samym, jaką bywa ona zazwyczaj w utworach pisarzy Romantycznych. Ale, z drugiej strony, jeżeli te postacie są tak żywe, to dlatego że twórca ich w sobie samym czerpie elementy z których je stwarza. I pod tym względem skala Balzaka jest zdumiewająco szeroka: z siebie wysnuł cierpliwą wytrwałość i tkliwe a wierne uczucie Dawida Séchard ( Cierpienia wynalazcy ); z siebie niecierpliwą żądzę wybicia się Rastignaka czy Lucjana de Rubempré; z siebie wreszcie kipiący werwą i brutalny cynizm Vautrina. Z tego punktu widzenia można uważać Komedję ludzką niemal za spowiedź; a pod względem śmiałości, bezwzględności, bezwstydu nawet w odsłanianiu najbardziej wstydliwych zaułków swego wnętrza spowiedź tę możnaby zestawić chyba z Wyznaniami Russa. I te związki, jakie można odnaleźć między najbardziej osobistą z autobiografji a najbardziej „objektywnym” eposem ludzkości, są rzeczą bardzo interesującą.

Mimo iż siedm dziesiątków lat z górą upłynęło od śmierci Balzaka, stanowiska jego w literaturze francuskiej nie można jeszcze uważać za zupełnie ustalone. Wielki pisarz, to pewna; ale są w nim pewne rysy, które sprawiają, iż oficjalna, uniwersytecka historja literatury przyznaje mu czasami jakby z kwaśną miną ten patent na wielkość. Jest w jego spojrzeniu na życie, w odwadze mówienia tego „o czem się nie mówi”, coś brutalnego, coś co uraża — nawet tam gdy mu przyznać trzeba słuszność — wstydliwość czy obłudę wielu. Wrodzony brak smaku tego olbrzyma, pewne niedelikatności jego natury (ale czy bez nich mógłby być twórcą prawdziwej Komedji ludzkiej? ) nierówności wreszcie tego kolosalnego dzieła przyczyniają się jeszcze do tego wrażenia. Krytykują go jako stylistę; ale o tem na innem miejscu. Podają w wątpliwość ścisłość jego erudycji, ogrom wiadomości, horyzontów [ 5 ], któremi Balzac olśniewa czytelnika. Ale cóż stąd? Gdyby te wszystkie zarzuty były prawdą, niemniej Balzac pozostanie Balzakiem, t. j. pisarzem bardzo niedoskonałym, bardzo nie-klasycznym, ale genjalnym w każdym calu, jednym z najosobliwszych monstrów jakie istnieją w literaturze. Nie jest bynajmniej moim zamiarem ukrywać czytelnikom te jego słabizny; uważam że wielkiego pisarza trzeba znać i kochać całego, jakim jest, ze wszystkiemi błędami, które tem bardziej zbliżają go do nas i czynią tem bardziej ludzkim. Ale analizę tych skaz i nierówności pożyteczniej może będzie szkicować przy każdym z poszczególnych utworów.

 

III. BALZAC JAKO PISARZ.

Oczywistem jest, iż, przy tak zupełnie innem od swoich poprzedników pojmowaniu powieści, Balzac musiał dla tej nowej treści stworzyć nowe formy. Uważając swą powieść za „dokument ludzki”, musi mu nadać ścisłość dokumentu, autentyczność historji. Życie, charakter, dola jednostki nie jest dla Balzaka czemś przypadkowem, wyodrębnionem z łańcucha zjawisk, ale przeciwnie, czemś najściślej zespolonem z jego pochodzeniem, tradycją, wychowaniem, środowiskiem. Tem samem występują opisowość i analiza jako dominujący charakter powieści Balzaka. Gdy wprowadza figurę – nieraz uboczną – zapoznaje nas z jej przeszłością, warunkami życia; maluje obszernie miasto lub miasteczko w którem rozgrywa się akcja, gdzie mieszkają jej bohaterowie; opisuje drobiazgowo ich strój; co więcej, wchodzi do domu, daje obraz wnętrza, kolor tapet, kształt mebli codziennego użytku. Bo otoczenie w którem dany osobnik żyje ma podwójne znaczenie: raz wyraża go , powtóre kształtuje go, oddziaływa nań. Jeżeli mieszka w Paryżu, wiemy dokładnie na której ulicy, na którym piętrze. Toż samo znamy cyfrę i rodzaj dochodów każdej z figur; jeżeli, jak Cezar Birotteau, zbankrutuje, znamy najdokładniej bilans jego upadłości etc.

Wszystko to są rzeczy dziś bardzo pospolite; rzeczy które po‑balzakowska powieść przyswoiła sobie, pozbywając się zarazem ich nadmiaru, którym grzeszył czasami pierwszy ich wynalazca; ale w momencie zjawienia się Balzaka było to odkrycie nowych światów. Cóż za różnica z dawną powieścią, w której kochanek tylko kochał; w której bohaterowie wyzwoleni byli od tego co stanowi 90% zainteresowań na tej ziemi, od owych spraw „materjalnych”, wciskających się w każdy szczegół życia, zabarwiających każdą myśl, każde uczucie!

Wielu znajduje, iż Balzac posuwa się w tej namiętności opisu za daleko. Obojętnem jest – powiadają – dla historji Eugenji Grandet , czy rozgrywa się ona w Saumur czy gdzieindziej. Dla Eugenji Grandet, może; ale nie dla intencji Balzaka, który w Komedji ludzkiej chciał dać obraz całej współczesnej Francji, Paryża i prowincji, i to we wszystkich przekrojach. Czy koniecznym jest, mówią dalej, ów drobiazgowy opis pensjonatu pani Vanquer, gdy chodzi o historję Ojca Goriot i jego córek? Te opisy fizjognomji, ciągnące się po kilka stronic, nużą i w końcu nie dają żadnego obrazu etc.

Faktem jest, iż czytanie powieści Balzaka, zwłaszcza wejście w nie, nie zawsze jest lekkie, bywa nużące. Ale zważmy tu dwie rzeczy. Popierwsze, Balzac pisał dla współczesnych o współczesnych, nie kazał im tedy wyobrażać sobie, ale ożywiał poprostu myślą, wypełniał treścią rzeczywistość, codzienność na którą patrzyli; oni znali te meble, te stroje, on im je tylko tłómaczył. Dalej Balzac miał zdolność widzenia , którą mało kto rozrządza z nas, czytelników. Ale kiedy np. rozmawiałem o Balzaku z malarzem Karolem Fryczem, mówił z entuzjazmem o tych opisach, twierdząc że nikt nie daje tak plastycznej wizji rzeczy jak Balzac. Zauważmy wreszcie, że opis u Balzaka zawsze jest w służbie myśli, zawsze jest celowy , nigdy nie wyradza się w opis dla opisu, w czystą wirtuozję, której tak nadużyła późniejsza literatura. Jednego tylko wyrzeklibyśmy się może, t. j. analitycznych opisów fizjognomji, ciągnących się po kilka stron. Późniejsi pisarze nauczyli się wywoływać to wrażenie lepiej kilkoma kreskami. Ale, powtarzam, w epoce gdy pisał Balzac, czyż i ten „realizm” nie był prawdziwą zdobyczą wobec konwencjonalizmu dawniejszej powieści?

Niema rady zresztą, trzeba się poddać tej metodzie, trzeba, wraz z pisarzem, gromadzić cierpliwie materjały, być świadkiem stopniowego rozpalania się ognia w tym olbrzymim piecu jego twórczości. Za to później, kiedy przebrniemy ten mozolny nieraz początek, odbieramy stokrotną zapłatę za nasze trudy. Podobnie jak na scenie, kiedy ustawi się dekoracje, ubierze i ucharakteryzuje aktorów, zaczyna się dramat. A dramat ten przykuwa nas tem bardziej, im głębiej pisarz pozwolił nam zapuścić wzrok w środowisko, charaktery i dusze jego aktorów. Pierwsze karty powieści Balzaka czyta się z wysiłkiem, dalsze pochłania się z namiętnością, a opuszcza w końcu z uczuciem żalu i zadumy.

Więcej jeszcze zarzutów spotykało Balzaka jako pisarza w ścisłem znaczeniu słowa, jako władcę stylu, języka. Nie miał on istotnie łatwości pisania. Widzieliśmy, jak za młodu pisze całe tomy anonimowych powieścideł, aby sobie „wyrobić rękę”. I później wciąż pasuje się ze swoim materjałem, ze stylem, jak mało który z pisarzy. Poprawia bez końca w korektach [ 6 ], przerabia w następnych wydaniach [ 7 ]; nic nie pomaga; styl jego dalekim jest od „klasycznej doskonałości”; bywa ciężki, chropawy, nabrzmiały przesadą, męczący porównaniami. Ale w zamian, kiedy zważymy bogactwo treści, dla której Balzac, nie mając w tem poprzednika, musiał znaleźć nowy wyraz, musiał żłobić w języku nowe drogi, przestaniemy się z nim prawować o słowa. Jak stokrotnie okupuje język Balzaka swoje braki! Jeżeli jest ciężki, to od nadmiaru myśli; jeżeli jest spęczniały, to od natłoku obrazów. Co za olbrzymie rozszerzenie dziedzin, z których pisarz czerpie swoje obrazy, porównania, skróty: od metafizyki do medycyny, od chemji do muzyki, od świata artystów do świata galer. Wszędzie konkretny wyraz w miejsce dawnego klasycznego ogólnika. Prawda, te natłoczone porównania chromają niekiedy, te dziwaczne nieraz obrazy sprowadzają czasem uśmiech („motylek Cesarstwa runął całym ciężarem”, etc.), ale w zamian cóż za nasilenie, cóż za „gęstość” życia, szerokość horyzontów! Niema chyba pisarza, któryby jednem zdaniem umiał rozpiąć tak rozległe perspektywy, zestawić i powiązać rzeczy napozór tak odległe, zapłodnić myśl, ukazać nieoczekiwane związki. Kto nawykł do obcowania z Balzakiem, temu to balzakowskie spojrzenie na rzeczy wchodzi w krew, w nałóg, nie umie już patrzeć inaczej. Balzac oddziałał nietylko na późniejszą powieść, na teatr; oddziałał wręcz na metody historji (Taine).

Dodajmy, że to urzeczenie powieścią Balzaka, które nas zagarnia i każe zapominać o wszystkich skazach, towarzyszy czytaniu nie wszystkich jego utworów. Mało jest pisarzy, którzyby byli tak nierówni. Nietylko poszczególne utwory Balzaka różnią się od siebie charakterem i wartością, ale i w jednej i tej samej książce możemy nieraz wyróżnić elementy z bardzo różnego kruszcu.

Wiele na to składało się przyczyn. Raz, ogrom pracy, który sobie nałożył. Pisarz może, gdy go ożywia wielki cel, zmusić się do ciągłej pracy, ale siła twórcza nie zawsze wydoła tej produkcji. Mimo sztucznych jej podniecań przychodzą momenty osłabienia. Taine, w świetnem swojem studjum[ 8 ], porównuje umysł Balzaka do olbrzymiego kotła, w którym topią się na aliaż rozmaite rudy i kruszce; otóż, nie zawsze udaje się niezmordowanemu pracownikowi rozpalić dość silny ogień, wymagany dla tego procesu; niekiedy płomień słabnie, a wówczas surowe lub nawpół tylko przetworzone kawały kruszców szpecą jednolitość odlewu. Jak wspomnieliśmy, w Balzaku zmagał się realista i romantyk; z doskonałego amalgamu tych dwóch cech wypływały najwspanialsze dzieła; ale czasem – i sądzę, że to były momenty znużenia – brał w nim zbytnio górę „romantyk” i to nie najlepszej próby. Jak Molier, który czyścił Francję od rodzaju précieux , sam w niego czasem popada w swoich na prędce kleconych dworskich widowiskach, tak Balzac, który przedstawił swoje wspaniałe pojęcie powieści owym powieścidłom od których roiła się epoka, sam nieraz osuwa się w ich efekty.

I z innego względu zaciężył nad Balzakiem ogrom jego zamiaru. Postanowił dać pełny obraz ludzkości, w jej światłach i cieniach; otóż, o ile element „szatański” ma u niego niezrównaną siłę i plastykę, o tyle element „anielski” bywa nieraz sztucznie wydęty, ciężki i zimny. To wspólny los poetów, że obraz Piekła łacniej im jest kreślić, niż obraz Nieba. Zwłaszcza „szlachetne” kobiety Balzaka są zazwyczaj chybione. Miewa on ciężką rękę, popełnia niedelikatności. Ale, z drugiej strony, czy ich źródłem nie bywa często chęć odsłonięcia sekretów, związków, przedtem leżących w zakresie rzeczy „o których się nie mówi”? Wszak i Rousseau w swoich Wyznaniach drogo okupił pewne śmiałości!

Wreszcie trzeba tu wspomnieć warunki pracy, w którą mięszały się nieraz pobudki dość mięszanej natury. Oto, jak Balzac tłómaczy pani Hańskiej powstanie jednej ze swych nowel:

„ Musisz przeklinać tego Gaudissarta . Drukarz wziął czcionki, od których skurczył się tekst, i trzeba było, dla dopełnienia tomu, zaimprowizować to w jedną noc , moje kochanie, a to jest ośmdziesiąt stronic, jeśli łaska!”

Ten pośpiech pod naporem terminów, zobowiązań, zaliczek, raz po raz wyraża się we własnych zwierzeniach Balzaka. Aby wykroić tom który ma dostarczyć, robi czasem dziwne operacje. Mocno podejrzewam, że tych kilka krwawych opowiadań, które ni z tego ni z owego spęczniły środek Muzy z zaścianka , znalazły się tam w ten sposób, że Balzac wsunął dość bezceremjonalnie jakiś materjał, który skądinąd miał w biurku, aby powiększyć ten mały, ale esencjonalny tomik do przyrzeczonych księgarzowi rozmiarów?

Zaznaczyłem parokrotnie, iż dzieło Balzaka trzeba uważać jako całość; wówczas dopiero nabiorą właściwej proporcji szczegóły. Otóż, w związku z tem nasuwa się pytanie, jak czytać Balzaka, aby się rozeznać w tym lesie Komedji ludzkiej . Faktem jest, że im więcej go ktoś czyta, tem więcej przywiązuje się do tej lektury; a kiedy dojdzie do końca, tem chętniej zaczyna go czytać na nowo z nowem już zrozumieniem każdego szczegółu. Ważnem jest tedy, od czego zacznie, „na co trafi”. Pod tym względem, jak już wspomniałem, najgorsze usługi oddaje owa słynna Kobieta trzydziestoletnia , za którą wiele osób, znęconych tytułem i rozgłosem książki, chwyta najpierw, doznając wielkiego zawodu.

Jak tedy należy czytać Komedję ludzką i jaką drogę obrać przy jej wydawaniu? To ostatnie zwłaszcza pytanie nie jest zbyt łatwe do rozstrzygnięcia. Poszczególne utwory Komedji ludzkiej pozostają do siebie w rozmaitym stosunku. Niektóre są związane najściślej, nieomal jak tomy jednej powieści; inne znowuż wiążą się tylko jedną lub kilkoma z osób działających i ogólnym duchem wspólności. Przytoczony powyżej podział na grupy nie ma dla czytlenika praktycznego znaczenia: możnaby go zachować, ale wtedy gdyby się całość wydawało naraz. Porządek chronologiczny powstawania pojedynczych powieści również mijałby się z celem. Najwłaściwszem byłoby zachować porządek chronologiczny samej akcji Komedji ludzkiej ; ale i to nie jest tak proste, gdyż nieraz akcja jednej powieści obejmuje przeciąg kilkunastu lat i styka się z kilkoma innemi tomami. Przytem pewną ilość tomów Balzaka wydałem już poprzednio[ 9 ], i te stopniowo wejdą w to zbiorowe wydanie. Po namyśle uznałem za najwłaściwsze wydawać pojedyńcze tomy w luźnym porządku, objaśniając przy każdym tomie ścisły lub luźny stosunek wiążący go z resztą.

Бесплатный фрагмент закончился. Хотите читать дальше?