Już mnie nie oszukasz

Tekst
0
Recenzje
Przeczytaj fragment
Oznacz jako przeczytane
Jak czytać książkę po zakupie
Nie masz czasu na czytanie?
Posłuchaj fragmentu
Już mnie nie oszukasz
Już mnie nie oszukasz
− 20%
Otrzymaj 20% rabat na e-booki i audiobooki
Kup zestaw za 70,90  56,72 
Już mnie nie oszukasz
Audio
Już mnie nie oszukasz
Audiobook
Czyta Filip Kosior
34,90 
Szczegóły
Czcionka:Mniejsze АаWiększe Aa

– Przekonajmy się.

– To był Joe.

Trzeba przyznać, że Kierce nie skrzywił się, nie wstrzymał oddechu ani nie popatrzył na nią jak na największą wariatkę w historii świata.

– Rozumiem. – Najwyraźniej on także starał się nad sobą panować. – Zatem to było stare nagranie?

– Słucham?

– To była jakaś scenka, którą nagrałaś, kiedy Joe jeszcze żył, a potem zapomniałaś skasować albo…

– Dostałam kamerę już po jego śmierci.

Kierce stał jak wryty.

– Według datownika zostało to nagrane wczoraj – dodała Maya.

– Ale…

Cisza.

– Wiesz, że to niemożliwe.

– Wiem – odrzekła Maya.

Przez chwilę wpatrywali się w siebie. Nie było sensu próbować go przekonywać. Maya zmieniła temat.

– Po co pan przyszedł?

– Musisz pojechać na posterunek.

– Po co?

– Nie mogę powiedzieć. Ale to naprawdę ważne.

Rozdział 7

W żłobku dyżur pełniło to samo uśmiechnięte dziewczę.

– Och, pamiętam panią. – Dziewczyna nachyliła się do Lily. – I ciebie też pamiętam. Cześć, Lily!

Dziewczynka nic nie odpowiedziała. Kobiety zostawiły ją z klockami i przeszły do gabinetu.

– Chciałabym ją zapisać – oznajmiła Maya.

– Wspaniale! Od kiedy mogłaby zacząć przychodzić?

– Od zaraz.

– Hm, to dosyć nietypowe. Zazwyczaj potrzebujemy dwóch tygodni na rozpatrzenie wniosku.

– Moja niania niespodziewanie zrezygnowała.

– Przykro mi to słyszeć, ale…

– Panno… przepraszam, zapomniałam, jak pani się nazywa.

– Kitty Shum.

– No tak, Kitty, przepraszam. Kitty, czy widzisz tamten zielony samochód?

Kitty wyjrzała przez okno. Zmrużyła oczy.

– Czy ta osoba panią niepokoi? Mam zadzwonić po policję?

– Nie, to jest nieoznakowany samochód policyjny. Mój mąż niedawno został zamordowany.

– Czytałam o tym – odrzekła Kitty. – Bardzo pani współczuję.

– Dziękuję. Chodzi o to, że tamten policjant musi mnie zawieźć na posterunek. Nie bardzo wiem, po co. Właśnie po mnie przyjechał. Więc mam wybór. Mogę zabrać ze sobą Lily, żeby słuchała, jak wypytują mnie o zabójstwo jej ojca…

– Pani Burkett?

– Mayu.

– Mayu. – Kitty nie odrywała wzroku od samochodu Kierce’a. – Wiesz, jak ściągnąć naszą aplikację na telefon?

– Wiem.

Kitty skinęła głową.

– Najlepiej dla dziecka, żebyś wyszła bez emocjonalnych pożegnań.

– Dziękuję.

• • •

Kiedy dotarli na posterunek przy Central Parku, Maya spytała:

– Może mi pan powiedzieć, po co tutaj przyjechaliśmy?

Kierce przez całą drogę prawie się nie odzywał. Mai to nie przeszkadzało. Potrzebowała czasu, żeby wszystko przemyśleć – kamerę, nagranie, Isabellę, koszulę w kolorze leśnej zieleni.

– Chcę, żebyś wzięła udział w dwóch okazaniach.

– W jakiej sprawie?

– Wolałbym nie sugerować ci odpowiedzi.

– Nie może chodzić o zabójców. Mówiłam, że mieli na głowach kominiarki.

– Czarne, prawda? Z otworami na oczy i usta?

– Zgadza się.

– Dobrze, chodź ze mną.

– Nic nie rozumiem.

– Za chwilę wszystkiego się dowiesz.

Kiedy szli, Maya przyjrzała się aplikacji żłobka. Pozwalała na dokonanie opłaty, zapisanie się na konkretne godziny, sprawdzenie „rozkładu zajęć” dziecka i przeczytanie biogramów wszystkich opiekunów. Ale jedna z funkcji była zdecydowanie najlepsza i to z jej powodu Maya zainteresowała się tą konkretną placówką. Teraz ją wybrała. Miała do dyspozycji trzy opcje: czerwona sala, zielona sala, żółta sala. Grupa Lily znajdowała się w żółtej. Maya dotknęła żółtej ikony.

Kierce otworzył drzwi.

– Mayu?

– Za chwilę.

Ekran jej telefonu ożył, ukazując obraz z żółtej sali. Można by pomyśleć, że Maya będzie miała dosyć kamer jak na jeden dzień. Ale nie. Obróciła telefon, żeby powiększyć obraz. Lily była w sali. Bezpieczna. Opiekunka – Maya później przeczyta jej biogram – układała klocki razem z Lily i chłopcem w podobnym wieku.

Maya poczuła falę ulgi. Niemal się uśmiechnęła. Powinna była umieścić Lily w takim miejscu już wiele miesięcy temu. Korzystanie z usług niani sprawia, że polegasz na jednej, pozbawionej nadzoru osobie. Tutaj są świadkowie, kamery i nauka życia w społeczeństwie. Z pewnością tak jest bezpieczniej, prawda?

– Mayu?

To znowu Kierce. Zamknęła aplikację i schowała telefon do kieszeni. Weszli do pomieszczenia, w którym siedziały już dwie osoby – prokurator okręgowa, przypisana do jej sprawy, oraz obrońca. Maya usiłowała się skupić, ale jej myśli wciąż krążyły wokół kamery i Isabelli. Ciągle czuła nieprzyjemne skutki gazu pieprzowego w płucach i nozdrzach. Pociągała nosem jak kokainistka.

– Chciałbym ponownie zgłosić protest – odezwał się obrońca. Miał kucyk do połowy pleców. – Świadek przyznała, że nie widziała twarzy napastników.

– Odnotujemy to w aktach – odrzekł Kierce. – Zresztą jesteśmy tego samego zdania.

Kucyk rozłożył ręce.

– Więc po co to robimy?

Maya także się nad tym zastanawiała.

Kierce pociągnął za sznurek, unosząc roletę. Następnie nachylił się do mikrofonu.

– Wprowadźcie pierwszą grupę.

Do pokoju weszło sześć osób. Wszystkie miały na głowach kominiarki.

– Co za idiotyzm! – rzucił Kucyk.

Maya nie spodziewała się tego.

– Pani Burkett – odezwał się Kierce donośnym głosem, jakby był nagrywany, co zapewne było prawdą – czy rozpoznaje pani kogokolwiek w tym pomieszczeniu?

Patrzył na nią i czekał.

– Numer cztery – powiedziała Maya.

– Gówno prawda – żachnął się Kucyk.

– W jaki sposób rozpoznała pani osobę numer cztery?

– „Rozpoznała” to zbyt mocne słowo – odrzekła Maya. – Ale ten człowiek ma taką samą budowę ciała i wzrost jak mężczyzna, który strzelał do mojego męża. Poza tym jest tak samo ubrany.

– Ci pozostali mężczyźni również – zauważył Kucyk. – Więc dlaczego wskazała pani akurat numer cztery?

– Jak już wspomniałam, reszta ma inną budowę ciała lub wzrost.

– Jest pani pewna?

– Tak. Numer dwa jest najbardziej podobny, ale ma na nogach niebieskie tenisówki. Mężczyzna, który strzelał do mojego męża, nosił czerwone.

– Jednak nie może pani z całą pewnością powiedzieć, że mężczyzna numer cztery strzelał do pani męża – ciągnął Kucyk. – Może pani najwyżej stwierdzić, że jest mniej więcej tego samego wzrostu i budowy ciała oraz ma na sobie podobne ubranie…

– Nie podobne – przerwała mu Maya. – To samo.

Kucyk przekrzywił głowę.

– Naprawdę?

– Tak.

– Nie może pani tego wiedzieć, pani Burkett. Na świecie istnieje więcej niż jedna para czerwonych consów, prawda? Gdybym umieścił tam cztery pary czerwonych tenisówek, czy potrafiłaby pani wskazać, które z nich miał na sobie napastnik tamtego wieczoru?

– Nie.

– Dziękuję.

– Ale jego ubranie nie jest „podobne”. Consy są czerwone, a nie na przykład białe. Mężczyzna numer cztery jest ubrany identycznie jak napastnik.

– Co prowadzi nas do kolejnej kwestii – podjął Kucyk. – Nie wie pani z całą pewnością, że to właśnie on strzelał, prawda? Ten mężczyzna w kominiarce może po prostu być tak samo ubrany i mieć taką samą budowę ciała. Zgadza się?

Maya pokiwała głową.

– Zgadza się.

– Dziękuję.

Kucyk na razie skończył. Kierce nachylił się do mikrofonu.

– Mogą panowie wyjść. Proszę wprowadzić drugą grupę.

Weszło kolejnych sześciu mężczyzn w kominiarkach. Maya uważnie się im przyjrzała.

– To zapewne numer pięć.

– Zapewne?

– Numer dwa ma takie samo ubranie oraz podobny wzrost i sylwetkę. Wydaje mi się, że to numer pięć, ale są do siebie tak podobni, że nie dam głowy.

– Dziękuję – rzekł Kierce. Ponownie nachylił się do mikrofonu. – To wszystko, dziękuję.

Maya wyszła z pomieszczenia w ślad za detektywem.

– Co się dzieje?

– Zatrzymaliśmy dwóch podejrzanych.

– Jak ich znaleźliście?

– Dzięki twojemu opisowi.

– Mogę ich zobaczyć?

Kierce się zawahał, ale tylko na chwilę.

– Dobrze, chodź.

Zaprowadził ją do stołu, na którym stał duży, co najmniej trzydziestocalowy monitor. Usiedli. Detektyw zaczął coś pisać na klawiaturze.

– Przejrzeliśmy nagrania ze wszystkich pobliskich kamer monitoringu, zarejestrowane wieczorem w dniu morderstwa, szukając mężczyzn, którzy pasowaliby do twojego opisu. Jak się pewnie domyślasz, trochę to trwało. Przy skrzyżowaniu Siedemdziesiątej Czwartej Ulicy z Piątą Aleją stoi budynek mieszkalny. Zobacz.

Obraz z kamery przemysłowej przedstawiał dwóch mężczyzn uchwyconych z góry.

– To oni?

– Tak – potwierdziła Maya. – Czy woli pan, żebym dostosowała się do prawniczego żargonu i powiedziała, że mają takie same ubrania i są identycznie zbudowani?

– Nie trzeba, rozmawiamy nieoficjalnie. Jak widzisz, nie mają na głowach kominiarek. Nie chodzili w nich po ulicy, żeby nie zwracać na siebie uwagi.

– Mimo wszystko nie wiem, w jaki sposób udało się ich zidentyfikować na podstawie obrazu nagranego pod takim kątem.

– No właśnie. Ta cholerna kamera jest za wysoko. To takie irytujące. Nawet sobie nie wyobrażasz, jak często mamy ten problem. Kamera jest umieszczona absurdalnie wysoko, a sprawcy pochylają głowy albo zakładają czapki, tak że nie widzimy ich twarzy. Ale kiedy znaleźliśmy to nagranie, dowiedzieliśmy się, że byli w okolicy. Szukaliśmy więc dalej.

 

– Pojawili się jeszcze?

Kierce skinął głową i znów zaczął pisać na klawiaturze.

– Tak. Pół godziny później w drogerii Duane Reade.

Wyświetlił nagranie. Tym razem obraz był kolorowy. Kamera znajdowała się z boku kasy i wyraźnie zarejestrowała twarze obu mężczyzn. Jeden był czarnoskóry. Drugi miał jaśniejszą karnację, może był Latynosem. Zapłacili gotówką.

– Mają nerwy – zauważył Kierce.

– Jak to?

– Spójrz na datownik. Piętnaście minut wcześniej zastrzelili twojego męża. A teraz, niecały kilometr dalej, kupują red bulle i chrupki Doritos.

Maya bez słowa patrzyła w ekran.

– Jak powiedziałem, mają nerwy.

Odwróciła się w jego stronę.

– Albo się pomyliłam.

– Raczej nie. – Kierce zatrzymał wideo, unieruchamiając obu mężczyzn na ekranie. Właśnie, mężczyzn. Nie było wątpliwości, że są bardzo młodzi, jednak Maya służyła z tyloma żołnierzami w ich wieku, że już nie nazywała ich chłopcami. – Popatrz na to.

Wcisnął strzałkę na klawiaturze. Kamera przybliżyła obraz. Kierce skupił się na Latynosie.

– To ten drugi facet, prawda? Ten, który nie strzelał?

– Tak.

– Czy coś ci się rzuca w oczy?

– Raczej nie.

Detektyw jeszcze bardziej przybliżył obraz, kierując się na okolice pasa mężczyzny.

– Zobacz.

Maya skinęła głową.

– Jest uzbrojony.

– Właśnie. Ma pistolet. Jeśli odpowiednio się przybliży obraz, widać rękojeść.

– Niezbyt to subtelne – stwierdziła Maya.

– Właśnie. Ciekawe, jak ci wszyscy patrioci broniący prawa do swobodnego noszenia broni zareagowaliby, gdyby spotkali na ulicy tych dwóch kolesi.

– Wątpię, żeby to była legalnie kupiona broń – wtrąciła.

– Nie jest.

– Znaleźliście ją?

– No pewnie. – Westchnął i wstał. – Oto Emilio Rodrigo. Ma imponującą kartotekę jak na młodego bandziora. Zresztą tak samo jak jego kompan. Pan Rodrigo w chwili zatrzymania miał przy sobie berettę M dziewięć. Nielegalną. Pójdzie za to siedzieć.

Kierce zamilkł.

– Podejrzewam, że jest jakieś „ale” – powiedziała Maya.

– Zdobyliśmy nakaz i przeszukaliśmy ich mieszkania. Właśnie tam znaleźliśmy ubrania, które opisałaś, a dzisiaj rozpoznałaś.

– Czy to wystarczy w sądzie?

– Wątpię. Jak zauważył nasz kolega z kucykiem, to zwykłe czerwone tenisówki, wiele osób takie ma. Poza tym nigdzie nie znaleźliśmy kominiarek, co trochę mnie dziwi. W końcu zachowali resztę ubrań. Dlaczego więc pozbyli się kominiarek?

– Nie wiem.

– Pewnie wsadzili je do kosza na śmieci. No, wiesz, od razu po zabójstwie. Strzelają, uciekają, zdzierają kominiarki, gdzieś je wyrzucają.

– To ma sens.

– Tyle że przeszukaliśmy wszystkie okoliczne śmietniki. Ale mogli znaleźć inne miejsce, może jakiś kanał.

Kierce się zawahał.

– No, co? – popędziła go Maya.

– Chodzi o to, że zlokalizowaliśmy berettę, ale nie znaleźliśmy narzędzia zbrodni. Tamtej trzydziestkiósemki.

Odchyliła się na oparcie krzesła.

– Byłoby dziwne, gdyby ją zachowali.

– Pewnie masz rację. Tylko że…

– Tylko że co?

– Takie uliczne bandziory nie zawsze porzucają broń. Powinni to zrobić, ale się powstrzymują. Broń jest cenna. Dlatego używają jej ponownie. Albo sprzedają kumplowi. Różnie.

– Ale to była duża sprawa, prawda? Ważna i nagłośniona przez media?

– Zgadza się.

Maya patrzyła na niego.

– Pan tego nie kupuje, tak? Ma pan inną teorię.

– Owszem. – Kierce odwrócił wzrok. – Tylko że to nie ma sensu.

– Co takiego?

Zaczął się drapać po ręce. To było jak nerwowy tik.

– Pociski pochodzące z trzydziestkiósemki, które wyjęliśmy z ciała twojego męża, posłaliśmy do analizy balistycznej. No, wiesz, żeby zobaczyć, czy pasują do innych spraw w naszej bazie danych.

Maya podniosła na niego wzrok. Kierce nie przestawał się drapać.

– Po pana minie wnioskuję, że udało się je dopasować – powiedziała.

– Właśnie.

– Więc ci faceci już kiedyś kogoś zabili.

– Nie sądzę.

– Przecież właśnie pan powiedział…

– Ten sam pistolet. To nie znaczy, że ta sama osoba z niego strzelała. Prawdę mówiąc, Fred Katen, którego wskazałaś jako zabójcę, ma żelazne alibi na czas pierwszego morderstwa. Siedział wtedy w więzieniu. Nie mógł go popełnić.

– Kiedy?

– Co kiedy?

– Kiedy popełniono tamto pierwsze morderstwo?

– Cztery miesiące temu.

W pomieszczeniu zapanował chłód. Kierce nie musiał tego mówić. Wiedział. Ona także wiedziała. Detektyw nie potrafił spojrzeć jej w oczy. Odwrócił wzrok, pokiwał głową i oznajmił:

– Z tego samego pistoletu, z którego zabito twojego męża, zastrzelono także twoją siostrę.

Rozdział 8

– Dobrze się czujesz? – spytał Kierce.

– W porządku.

– Wiem, że trudno to przyjąć.

– Proszę nie traktować mnie protekcjonalnie, detektywie.

– Przepraszam. Masz rację. Powtórzmy wszystko jeszcze raz, dobrze?

Maya skinęła głową. Wbiła wzrok przed siebie.

– Musimy teraz popatrzeć na to w zupełnie nowy sposób. Te dwa morderstwa sprawiają wrażenie przypadkowych i niepowiązanych, ale teraz już wiemy, że do ich popełnienia użyto tej samej broni…

Maya milczała.

– Kiedy zastrzelono twoją siostrę, ty akurat służyłaś na Bliskim Wschodzie. Zgadza się?

– W Camp Arifjan – uściśliła. – W Kuwejcie.

– Wiem.

– Słucham?

– Sprawdziliśmy. Tylko żeby się upewnić.

– Upewnić…? – Prawie się uśmiechnęła. – Aha. Upewnić się, że jakimś cudem nie przekradłam się do kraju i nie zastrzeliłam siostry, by następnie wrócić do Kuwejtu, odczekać cztery miesiące, po czym zabić męża?

Nie odpowiedział. Nie musiał.

– Wszystko się zgadzało. Masz żelazne alibi.

– Super – odrzekła.

Przypomniała sobie telefon od Joego. Łzy. Szok. Tamten telefon. Tamten cholerny telefon oznaczał koniec życia, jakie znała. Później już nic nie miało być takie samo. Przemierzasz pół świata, żeby w jakiejś piekielnej dziurze walczyć z oszalałym wrogiem. Sądzisz, że właśnie stamtąd pochodzi zagrożenie, że niebezpieczny będzie dla ciebie uzbrojony wróg. Sądzisz, że jeśli twoje życie rozsypie się na kawałki, stanie się to za sprawą granatnika, miny pułapki albo fanatyka z kałasznikowem.

Ale nie. Wróg, jak to często bywa, uderzył tam, gdzie najmniej się tego spodziewała: w starych dobrych Stanach Zjednoczonych.

– Mayu?

– Słucham.

– Śledczy prowadzący sprawę zabójstwa twojej siostry uważali, że to było włamanie. Ona… Znasz szczegóły?

– Wystarczająco wiele.

– Przykro mi.

– Prosiłam, żeby nie traktował mnie pan protekcjonalnie.

– Nie robię tego. Po prostu zachowuję się po ludzku. To, co jej zrobiono…

Maya wyjęła telefon. Chciała zobaczyć twarz swojej córki. Potrzebowała takiego oparcia. Ale się powstrzymała. Nie. Nie teraz. Nie mieszaj do tego Lily. Nawet w najbardziej nieszkodliwy sposób.

– Po zabójstwie policjanci dokładniej przyjrzeli się także mężowi Claire, twojemu szwagrowi… – Detektyw zaczął przeglądać dokumenty.

– Eddiemu.

– Właśnie, Edwardowi Walkerowi.

– On by tego nie zrobił. Kochał ją.

– Cóż, wtedy oczyszczono go z wszelkich podejrzeń – powiedział Kierce. – Ale teraz musimy na nowo zbadać ich życie rodzinne. Musimy spojrzeć świeżym okiem na wszystko.

Maya już rozumiała. Uśmiechnęła się, ale w jej uśmiechu nie było radości ani ciepła.

– Od jak dawna, detektywie?

Nie podniósł wzroku.

– Słucham?

– Od jak dawna zna pan wyniki analizy balistycznej?

Kierce wciąż czytał dokumenty.

– Zna je pan już od dłuższego czasu, prawda? Od dawna wie pan, że Joego i Claire zastrzelono z tego samego pistoletu.

– Dlaczego tak sądzisz?

– Przypuszczam, że kiedy przyszedł pan do mnie, by obejrzeć mojego smitha and wessona, chciał się pan upewnić, że nie jest to narzędzie zbrodni, że nie da się go powiązać z innym morderstwem.

– To nic nie znaczy.

– Nie, ale powiedział pan, że już mnie nie podejrzewa. Pamięta pan?

Kierce milczał.

– To dlatego, że już pan wiedział o moim idealnym alibi. Wiedział pan, że z tej samej broni zabito moją siostrę. I wiedział pan, że byłam za granicą, kiedy zginęła Claire. Wcześniej, cóż, jeszcze nie miał pan dwóch facetów w kominiarkach. Mogłam ich sobie wymyślić. Ale kiedy dostał pan raport balistyczny, wystarczyło skontaktować się z armią i sprawdzić miejsce mojego pobytu. Tak też pan zrobił. Znam procedurę, nie da się tego załatwić jednym telefonem. Więc od jak dawna zna pan wyniki analizy balistycznej?

– Od czasu pogrzebu – odparł cicho.

– No tak. A kiedy pan znalazł Emilia Rodriga i Freda Katena oraz otrzymał potwierdzenie, że byłam w Kuwejcie?

– Wczoraj późnym wieczorem.

Skinęła głową. Właśnie tak podejrzewała.

– Daj spokój, Mayu, nie bądź naiwna. Już mówiłem, że dokładnie przyjrzeliśmy się twojemu szwagrowi po śmierci twojej siostry. W takich sytuacjach nie ma miejsca na seksizm. Tylko pomyśl. Jesteś współmałżonkiem ofiary. Byliście sami w parku. Na moim miejscu kogo uważałabyś za głównego podejrzanego?

– Zwłaszcza że ten współmałżonek służył w wojsku i, przynajmniej w pańskich oczach, ma świra na punkcie broni? – spytała Maya.

Nawet nie próbował się tłumaczyć. Ale w końcu nie musiał. Miał rację. Zawsze podejrzewa się współmałżonka.

– Skoro już to sobie wyjaśniliśmy – powiedziała – co zamierzamy robić dalej?

– Poszukamy powiązań pomiędzy twoją siostrą a twoim mężem – odrzekł Kierce.

– Ja jestem największym z nich.

– Tak. Ale są też inne.

Pokiwała głową.

– Pracowali razem.

– Otóż to. Joe zatrudniał twoją siostrę w swojej firmie maklerskiej. Dlaczego?

– Ponieważ Claire była bystra. – Zabolało ją samo wymówienie jej imienia. – Ponieważ Joe wiedział, że jest pracowita, rzetelna i godna zaufania.

– A także dlatego, że należała do rodziny?

Maya przez chwilę zastanawiała się nad tym.

– Owszem, ale to nie był nepotyzm.

– A co?

– Dla Burkettów rodzina jest niezwykle istotna. Hołdują dawnej klanowej mentalności.

– Nie ufają ludziom z zewnątrz?

– Nie chcą im ufać.

– W porządku, rozumiem. Ale gdybym ja miał codziennie pracować ze swoją szwagierką… uch, wzdrygam się na samą myśl. Wiesz, o co mi chodzi?

– Wiem.

– Oczywiście moja szwagierka jest światowej klasy wrzodem na tyłku. Twoja siostra z pewnością… – Ugryzł się w język i odchrząknął. – Czy wspólna praca powodowała jakieś napięcia między Joem a Claire?

– Martwiłam się o to – przyznała Maya. – Mój wujek też miał firmę. Odnosił duże sukcesy. Kiedy inni członkowie rodziny chcieli, by ich zatrudnił, zgodził się, a wtedy wszystko poszło w diabły. Rodzina i pieniądze to nigdy nie jest dobre połączenie. Ktoś zawsze poczuje się urażony.

– Ale w tym przypadku tak się nie stało?

– Wręcz przeciwnie. Claire i Joe znaleźli nową płaszczyznę porozumienia. Pracę. Bez końca rozmawiali o interesach. Ona dzwoniła do niego z pomysłami. On przypominał sobie coś, co trzeba było zrobić następnego dnia, i wysyłał do niej SMS-a. – Maya wzruszyła ramionami. – Ale prawdę mówiąc…

– Prawdę mówiąc?

Podniosła wzrok.

– Często mnie wtedy nie było.

– Służyłaś za granicą.

– Właśnie.

– Mimo wszystko to się nie trzyma kupy – stwierdził Kierce. – Dlaczego ktoś miałby zastrzelić Claire, a potem przetrzymywać broń przez cztery miesiące i w końcu dać ją Katenowi, aby ten zabił Joego?

– Hej, Kierce?

Młodszy policjant stanął po drugiej stronie pomieszczenia i gestem przywołał do siebie detektywa.

– Przepraszam na chwilę.

Kierce podszedł do kolegi. Młody policjant nachylił się i zaczęli szeptać. Maya ich obserwowała. Nadal kręciło jej się w głowie, ale myślami wciąż wracała do czegoś, co najwyraźniej w ogóle nie interesowało Kierce’a.

Do nagrania z kamery.

Zakładała jednak, że to naturalne. Nie widział samego filmu. Skupił się na faktach, a chociaż nie wziął jej słów za bredzenie majaczącej wariatki, zapewne uznał, że do głosu doszła jej wybujała wyobraźnia albo coś w tym stylu. Szczerze mówiąc, ona również brała to pod uwagę.

 

Kierce skończył rozmowę i podszedł do Mai.

– Co się stało?

Chwycił marynarkę i zarzucił ją sobie na ramię, jak Sinatra podczas koncertu w hotelu Sands.

– Odwiozę cię do domu – powiedział. – Po drodze możemy dokończyć rozmowę.

• • •

Kierce odezwał się dopiero po dziesięciu minutach jazdy.

– Widziałaś, jak rozmawiałem z tamtym policjantem, zanim wyszliśmy?

– Tak.

– Chodziło o twoją… eee… sytuację. – Nie odrywał wzroku od drogi. – O to, co powiedziałaś w sprawie kamery, gazu pieprzowego i tak dalej.

Więc nie zapomniał.

– A konkretniej?

– Posłuchaj, na razie zignoruję to, co mówiłaś o treści filmu, dobrze? Dopóki go nie obejrzę i wspólnie go nie przeanalizujemy, nie ma podstaw, żeby odrzucać albo… eee… uznać to, co zostało tam nagrane… Na czym to było, na pendrivie?

– Na karcie SD.

– No tak, na karcie SD. W tej chwili nie będziemy zajmować się tym, do czego nie mamy dostępu. Ale to nie znaczy, że nie możemy niczego zrobić.

– Nie nadążam.

– Zostałaś zaatakowana. To jest fakt. Niewątpliwie ktoś potraktował cię gazem pieprzowym albo innym podobnym środkiem. Wciąż masz zaczerwienione oczy i widzę, że odczuwasz skutki działania gazu. Zatem, niezależnie od innych ustaleń, coś najwyraźniej ci się przydarzyło.

Skręcił, jednocześnie ukradkiem na nią zerkając.

– Powiedziałaś, że zaatakowała cię niania twojej córki, Isabella, czy tak?

– Zgadza się.

– Dlatego posłałem swojego człowieka do jej domu, żeby sprawdził twoją wersję.

Jej wersję. Policyjny żargon w pełnej krasie.

– Czy pański człowiek ją znalazł?

Kierce wciąż patrzył na drogę.

– Pozwolisz, że najpierw o coś cię zapytam?

Nie spodobała jej się ta reakcja.

– Dobrze.

– Czy podczas waszej wymiany zdań – zaczął, starannie dobierając słowa – groziłaś Isabelli Mendez albo ją dusiłaś?

– Tak powiedziała?

– To proste pytanie.

– Nie, nie robiłam tego.

– I nawet jej nie dotknęłaś?

– Możliwe, że dotknęłam, ale…

– Możliwe?

– Niech pan da spokój, detektywie. Może jej dotknęłam, żeby przyciągnąć jej uwagę. Jak to między kobietami.

– Między kobietami. – Prawie się uśmiechnął. – Więc teraz wykorzystujesz argument płci?

– Nie zrobiłam jej żadnej krzywdy.

– Czy ją przytrzymałaś?

Maya już pojęła, dokąd zmierza ta rozmowa.

– Zatem pański człowiek ją znalazł?

– Owszem.

– A ona stwierdziła, że zaatakowała mnie gazem pieprzowym w samoobronie?

– Coś w tym rodzaju. Powiedziała, że zachowywałaś się nieracjonalnie.

– Pod jakim względem?

– Podobno wołałaś, że widziałaś Joego na jakimś nagraniu.

Maya zastanawiała się, jak to rozegrać.

– Co jeszcze mówiła?

– Że ją wystraszyłaś. Chwyciłaś ją za koszulę przy szyi i jej groziłaś.

– Rozumiem.

– Czy ona mówi prawdę?

– Wspomniała, że odtworzyłam dla niej tamto nagranie?

– Tak.

– I co?

– Powiedziała, że ekran był pusty.

– O rany.

– Obawia się, że masz urojenia. Powiedziała, że służyłaś w wojsku i często nosisz przy sobie broń. I że kiedy weźmie się to wszystko pod uwagę, twoją przeszłość, twoje pretensje, twoje urojenia, to, że pierwsza ją zaatakowałaś…

– Zaatakowałam?

– Sama przyznałaś, że jej dotknęłaś.

Maya tylko zmarszczyła czoło.

– Isabella powiedziała, że poczuła się zagrożona, więc użyła gazu pieprzowego i uciekła.

– Czy pański człowiek spytał o zaginioną kartę SD?

– Owszem.

– Niech zgadnę. Nie zabrała jej i nic o niej nie wie.

– Bingo. – Kierce włączył kierunkowskaz. – Nadal chcesz wnieść oskarżenie?

Jednak Maya już wiedziała, jak potoczy się ta sprawa. Fanatyczna miłośniczka broni, o kontrowersyjnej wojskowej przeszłości, wrzeszczy, że jej zabity mąż bawi się z jej córką na nagraniu z kamery, chwyta opiekunkę za ubranie, a potem oskarża ją o nieuzasadnione użycie gazu pieprzowego? Aha, no i jeszcze o kradzież nagrania ze zmarłym mężem.

Jasne, to ma szansę powodzenia.

– Nie teraz – odrzekła.

• • •

Kierce wysadził ją przed domem. Obiecał, że będzie ją informował o nowych ustaleniach. Maya podziękowała mu. Zastanawiała się, czy nie odebrać Lily ze żłobka, ale kiedy zerknęła na swoją nową aplikację w telefonie – w żłobku akurat czytano bajki, a nawet z dziwacznego kąta, pod jakim umieszczono kamerę, Maya widziała, że Lily jest zachwycona – uznała, że nie musi się śpieszyć.

Miała w telefonie dziesiątki nagranych wiadomości i SMS-ów, wszystkie od rodziny Joego. O cholera. Przegapiła odczytywanie testamentu. Jej samej niespecjalnie na tym zależało, ale krewni Joego z pewnością byli wściekli. Zadzwoniła do jego matki.

Judith odebrała po pierwszym sygnale.

– Mayu?

– Przepraszam za dzisiaj.

– Wszystko w porządku?

– Nic mi nie jest – odparła Maya.

– A Lily?

– Z nią też wszystko dobrze. Coś mi wypadło. Nie chciałam was niepokoić.

– Wypadło ci coś ważniejszego niż…

– Policja znalazła morderców – przerwała teściowej Maya. – Musiałam ich zidentyfikować.

Judith wstrzymała oddech.

– Udało ci się?

– Tak.

– Więc są w więzieniu? Już po wszystkim?

– To nie takie proste – odparła Maya. – Na razie nie mają wystarczających dowodów, żeby ich oskarżyć.

– Nie rozumiem.

– Mieli na sobie kominiarki, więc nie widziałam ich twarzy. Rozpoznanie budowy ciała i ubrań nie wystarczy.

– Czyli… czyli po prostu ich wypuszczą? Zabójcy mojego syna mogą swobodnie chodzić po ulicach?

– Jednego oskarżyli o nielegalne posiadanie broni. Jak mówiłam, to nie takie proste.

– Może porozmawiamy o tym jutro rano u nas. Heather Howell uznała, że najlepiej będzie zaczekać z odczytaniem testamentu, dopóki wszystkie strony nie będą obecne.

Heather Howell była rodzinną prawniczką. Maya pożegnała się z Judith, rozłączyła się i spojrzała na swoją kuchnię. Wszystko było takie eleganckie i nowe, a jej strasznie brakowało tamtego starego kuchennego stołu pokrytego laminatem, pozostawionego w Brooklynie.

Co, u diabła, robi w tym domu? Nigdy nie czuła się tutaj u siebie.

Podeszła do ramki z kamerą. Może karta SD wciąż jest w środku. Maya nie miała pojęcia, jak mogłoby do tego dojść, ale dopuszczała do siebie wszystkie możliwości. Czy naprawdę widziała Joego na nagraniu? Nie. Czy on może nadal żyć? Nie. Czy wyobraziła sobie to wszystko?

Nie.

Jej tata był wielkim miłośnikiem kryminałów. Przy starym kuchennym stole czytywał Mai i Claire książki sir Conana Doyle’a. Jak to ujął Sherlock Holmes? „Kiedy wykluczymy niemożliwe, to, co pozostaje, choćby najbardziej nieprawdopodobne, musi być prawdą”.

Maya podniosła ramkę i obejrzała ją od tyłu.

Karty nie było.

„Kiedy wykluczymy niemożliwe…”

Karta SD zniknęła. Czyli zabrała ją Isabella. Czyli skłamała. Użyła gazu pieprzowego, żeby unieruchomić Mayę i zabrać kartę. Była w to zamieszana.

Tylko w co?

Po kolei.

Maya już miała odstawić ramkę na półkę, gdy nagle coś sprawiło, że znieruchomiała. Przyjrzała się ramce, na której zmieniały się zdjęcia wgrane przez Eileen, a w głowie znów zaświtała jej ta sama myśl.

Właściwie po co Eileen dała jej kamerę?

Przecież to wyjaśniła, prawda? Maya była sama. Zostawiała Lily pod opieką niani. Używanie kamery miało sens. Lepiej być ostrożnym, niż później żałować. To wszystko układało się w zgrabną całość.

Maya nie przestawała wpatrywać się w ramkę. Gdy przyjrzała się uważniej, dostrzegła malutki obiektyw kamery wbudowany w górną część czarnej ramki. To dziwne, jeśli się nad tym zastanowić. Jasne, kamera zapewnia dodatkowe bezpieczeństwo, ale kiedy wpuszczasz ją do swojego domu…

Czy wpuszczasz razem z nią także kogoś innego?

Czy ktoś może cię obserwować?

No dobrze, spokojnie. Nie wpadajmy w paranoję.

Zdawała sobie jednak sprawę, że ktoś przecież zamontował tę kamerę. Większość takich gadżetów można podpiąć do bezpośredniego łącza i transmitować obraz na żywo. To nie znaczy, że tak jest w tym wypadku, ale istnieje taka możliwość. Producent może mieć ukryty dostęp i śledzić każdy twój ruch, tak jak ona może włączyć aplikację i patrzeć na Lily w żłobku.

Jasna cholera. Dlaczego umieściła coś takiego w swoim domu?

Przypomniała sobie słowa Eileen:

„Więc jej ufasz?”.

A potem:

„Nikomu nie ufasz, Mayu…”.

Ale to nieprawda. Ufała Shane’owi. Ufała Claire. A także Eileen?

Poznała ją przez Claire. Maya była w ostatniej klasie szkoły średniej, gdy o rok starsza Claire rozpoczęła naukę w college’u Vassar. Maya zawiozła ją na uczelnię i pomogła się rozpakować. Eileen została przydzielona do Claire jako współlokatorka. Maya stwierdziła, że to czadowa dziewczyna. Urocza, zabawna i klęła jak szewc. Była hałaśliwa, pełna temperamentu i zawzięta. Kiedy podczas przerw w nauce Claire przywoziła ją do Brooklynu, Eileen godzinami dyskutowała z ich tatą i często stawiała na swoim.

Maya uważała ją za prawdziwego twardziela. Jednak życie zmienia ludzi. Potrafi stłamsić nawet najbardziej nieprzeciętne kobiety. Upływ czasu sprawia, że się wyciszają. Gdzie jest teraz tamta wystrzałowa dziewczyna, którą znaliście w szkole średniej? Mężczyzn rzadziej to spotyka. Chłopcy często wyrastają na władców wszechświata. A co z przebojowymi dziewczynami? Powoli duszą się w pętach społeczeństwa.

To koniec darmowego fragmentu. Czy chcesz czytać dalej?