Esencjalista

Tekst
Oznacz jako przeczytane
Jak czytać książkę po zakupie
Nie masz czasu na czytanie?
Posłuchaj fragmentu
Esencjalista
Esencjalista
− 20%
Otrzymaj 20% rabat na e-booki i audiobooki
Kup zestaw za 79,80  63,84 
Esencjalista
Audio
Esencjalista
Audiobook
Czyta Marcin Popczyński
39,90  19,95 
Szczegóły
Czcionka:Mniejsze АаWiększe Aa
Plan

Książka składa się z czterech części. Pierwsza zawiera opis sposobu myślenia esencjalisty. Trzy pozostałe są poświęcone przekładaniu go na systematyczny proces zdyscyplinowanego dążenia do mniej, który będziesz mógł zastosować w odniesieniu do dowolnej sytuacji i dowolnego przedsięwzięcia. Poniżej znajduje się pełniejszy opis zawartości poszczególnych części.

ESENCJA: JAK MYŚLĄ ESENCJALIŚCI?

W tej części książki znajdziesz opis trzech aspektów rzeczywistości, bez których myślenie esencjalistyczne nie byłoby ani sensowne, ani możliwe. Każdemu z nich poświęcony jest jeden rozdział.

1. Indywidualny wybór: sami podejmujemy decyzje dotyczące sposobu zagospodarowania własnego czasu i energii. Bez tego nie można mówić o żadnych wyborach.

2. Wszechobecność szumu: niemal wszystko jest szumem, a tylko nieliczne rzeczy mają wyjątkową wartość. To uzasadnienie poświęcania czasu na wybieranie najważniejszych rzeczy. Ponieważ niektóre sprawy są naprawdę o wiele ważniejsze od innych, warto włożyć wysiłek w ich wyszukiwanie.

3. Rzeczywistość wyboru: nie można mieć wszystkiego i robić wszystkiego. Gdyby to było możliwe, nie byłoby potrzeby oceniania ani eliminowania różnych opcji. Po zaakceptowaniu rzeczywistości wyboru przestajemy się zastanawiać nad tym, jak sprawić, by wszystko dobrze działało, a zaczynamy zadawać sobie bardziej szczere pytanie: „Jaki problem chcę rozwiązać?”.

Dopiero kiedy zrozumiesz te aspekty rzeczywistości, będziesz mógł zacząć myśleć jak esencjalista. Tak naprawdę dopiero kiedy w pełni je zaakceptujesz i zrozumiesz, metoda opisana w dalszej części książki będzie ci się wydawała naturalna i instynktowna. Składa się ona z trzech prostych kroków.

KROK 1. EKSPLORACJA

ODRÓŻNIANIE MNÓSTWA TRYWIALNYCH RZECZY OD KILKU WAŻNYCH

Jednym z paradoksów esencjalizmu jest to, że esencjaliści w rzeczywistości rozważają więcej opcji niż inni ludzie. Podczas gdy nieesencjaliści bez większego namysłu angażują się we wszystko albo prawie wszystko, esencjaliści systematycznie badają i oceniają szeroką paletę opcji przed dokonaniem wyboru tej właściwej. Ponieważ mocno się angażują i „dają z siebie wszystko”, realizując jedno lub dwa przedsięwzięcia, celowo rozważają większą liczbę opcji, żeby mieć pewność, że wybrali tę właściwą.

Stosując ostrzejsze kryteria selekcji, możemy lepiej wykorzystać możliwości skomplikowanej wyszukiwarki, jaką jest nasz mózg9. Szukając „dobrej okazji”, znajdziemy mnóstwo stron, które będziemy musieli przejrzeć i zastanowić się nad ich treścią. Zamiast tego możemy przeprowadzić wyszukiwanie zaawansowane, zadając trzy celne pytania: „Co mnie najbardziej inspiruje?”, „W czym jestem szczególnie utalentowany?” oraz „Jakie moje działanie może zaspokoić istotną potrzebę w otaczającym mnie świecie?”. Oczywiście stron do przejrzenia będzie mniej, ale o to właśnie chodzi. Nie szukamy mnóstwa dobrych okazji, lecz możliwości zmaksymalizowania własnej użyteczności: chcemy robić właściwe rzeczy we właściwy sposób i we właściwym momencie.


Esencjaliści starają się spędzać jak najwięcej czasu na badaniu, słuchaniu, debatowaniu, zadawaniu pytań i myśleniu. Eksploracja nie jest jednak dla nich celem samym w sobie. Ma jedynie doprowadzić do rozpoznania kilku niezwykle ważnych rzeczy i odróżnienia ich od mnóstwa błahostek.



KROK 2. ELIMINACJA

ODRZUCANIE TRYWIALNEJ WIĘKSZOŚCI

Wielu ludzi zgadza się na różne rzeczy, ponieważ chce zadowolić innych i wyróżnić się aktywnością. Jednak kluczem do najwyższej użyteczności może być równie dobrze mówienie „nie”. Jak zauważył Peter Drucker, „Ludzie są efektywni, ponieważ potrafią odmawiać; potrafią mówić »to nie dla mnie«”10.

Aby wyeliminować rzeczy nieważne, musisz mówić ludziom „nie”, i to często. To oznacza opieranie się oczekiwaniom społecznym. Trzeba mieć w sobie odwagę i współczucie, żeby robić to dobrze. Eliminowanie tego, co nieważne, wymaga zatem nie tylko dyscypliny umysłowej. Aby przeciwstawić się presji społecznej, trzeba mieć dyscyplinę emocjonalną. W tej części książki zajmę się tym trudnym zagadnieniem.

Biorąc pod uwagę rzeczywistość wyboru, nie możemy zdecydować się na robienie wszystkiego. Nie w tym rzecz, jak zrobić wszystko, lecz w tym, kto podejmie decyzję dotyczącą tego, co mamy robić, a czego nie. Pamiętaj, że kiedy sami rezygnujemy z prawa wyboru, ktoś inny musi dokonać go za nas. Możemy więc albo z rozmysłem wskazać rzeczy, których nie będziemy robić, albo zgodzić się na to, że ktoś popchnie nas w kierunku, w którym wcale nie chcemy iść.

W tej części znajdziesz opis metody eliminowania rzeczy nieważnych i zyskiwania czasu na robienie tego, co istotne. Tylko w ten sposób możemy stworzyć podstawy do wymagającego jak najmniej wysiłku działania, które jest istotą kroku trzeciego.



KROK 3. DZIAŁANIE

USUWANIE PRZESZKÓD I DBANIE O TO, BY DZIAŁANIE WYMAGAŁO JAK NAJMNIEJ WYSIŁKU

Bez względu na to, czy naszym celem jest realizacja konkretnego przedsięwzięcia w pracy, wejście na wyższy szczebel kariery zawodowej czy organizacja przyjęcia urodzinowego dla żony lub męża, mamy skłonność do myślenia o działaniu jako czymś trudnym i najeżonym przeciwieństwami – czymś, do czego trzeba siły. Podejście esencjalisty jest inne. Zamiast wymuszać działanie, esencjalista poświęca zaoszczędzony czas na tworzenie systemu usuwania przeszkód i jak największego ułatwiania działania.

Te trzy elementy – eksploracja, eliminacja i działanie – są nie tyle odrębnymi zdarzeniami, ile częściami cyklicznego procesu. Jego konsekwentna realizacja pozwala osiągać coraz większe korzyści.

Idea, której czas nadszedł

Francuskiemu dramaturgowi i pisarzowi Victorowi Hugo przypisuje się następujące słowa: „Nie ma nic potężniejszego niż idea, której czas nadszedł”. „Mniej, ale lepiej” to zasada, której czas właśnie nadszedł.

Kiedy pozwalamy sobie na staranniejsze selekcjonowanie rzeczy, które chcemy robić, wszystko się zmienia. Dostajemy do ręki klucz, dzięki któremu możemy wejść na wyższy poziom życiowych osiągnięć. Świadomość tego, że możemy wyeliminować rzeczy nieistotne, uwolnić się od wpływu innych ludzi i samodzielnie dokonywać wyborów, daje poczucie niezwykłej wolności. Ta potężna siła pozwala dotrzeć do punktu najwyższej użyteczności i to nie tylko w życiu i pracy, ale także w kontekście całego świata.

Co by się stało, gdyby szkoły zrezygnowały z wbijania uczniom do głów błahostek i zamiast tego zaczęły realizować przedsięwzięcia o dużym znaczeniu dla całej społeczności? Gdyby wszyscy uczniowie mieli czas pomyśleć o tym, jakie działania mogą mieć największy wpływ na ich przyszłość, tak aby po ukończeniu szkoły średniej nie zaczynali po prostu wyścigu donikąd11?

Co by się stało, gdyby w firmach zrezygnowano z bezsensownych zebrań, w zamian dając ludziom czas na obmyślanie i realizację ich najważniejszych projektów? Co by się stało, gdyby pracownicy sprzeciwili się tworzeniu niepotrzebnej korespondencji elektronicznej, realizacji bezcelowych przedsięwzięć i uczestnictwu w bezproduktywnych zebraniach, po to, by wykorzystać zaoszczędzone czas i energię w celu jak najlepszego przysłużenia się firmie i swojej karierze?

Co by się stało, gdyby społeczeństwo przestało namawiać nas do ciągłego kupowania rzeczy, pozwalając nam złapać oddech i pomyśleć? Co by się stało, gdyby społeczeństwo zachęcało nas do rezygnacji ze stylu życia trafnie opisywanego jako wykonywanie znienawidzonej pracy w celu kupienia niepotrzebnych rzeczy za nie swoje pieniądze w celu zaimponowania ludziom, których nie lubimy12?

 

Co by się stało, gdyby przestano nam wmawiać, jak ważne jest posiadanie większej liczby przedmiotów, a w zamian zaczęto przekonywać, że warto mieć mniej?

Co by się stało, gdybyśmy przestali traktować obciążenie pracą jako wyznacznik statusu? Gdybyśmy zamiast tego mogli się szczycić tym, jak dużo czasu poświęciliśmy na słuchanie, rozmyślanie, medytowanie i pielęgnowanie więzi z najważniejszymi osobami w naszym życiu?

Co by się stało, gdyby cały świat przestawił się z chaotycznej pogoni za „więcej” na zdyscyplinowane dążenie do „mniej”, ale lepiej?

Mam wizję, w której ludzie ze wszystkich stron świata mają odwagę żyć w zgodzie z samymi sobą, zamiast tylko spełniać oczekiwania innych.

Mam wizję, w której wszyscy – dzieci, studenci, matki, ojcowie, pracownicy, menedżerowie, dyrektorzy, przywódcy świata – uczą się lepiej wykorzystywać swoją inteligencję, zdolności, zaradność i inicjatywę w celu prowadzenia życia pełnego znaczenia. W mojej wizji wszyscy ci ludzie odważnie robią to, po co się urodzili. Mam wizję, w której zaczynam rozmowę, a od niej bierze początek wielki, ogólnoświatowy ruch.

Aby zdobyć się na odwagę i wejść na właściwą drogę, musimy najpierw zdać sobie sprawę z tego, jak krótkie jest ludzkie życie i co tak naprawdę chcemy osiągnąć w czasie, który nam został. Jak napisała poetka Mary Oliver: „Powiedz, co zamierzasz zrobić / ze swoim jedynym, dzikim i bezcennym życiem?”13.

Rzucam ci wyzwanie, abyś częściej się zatrzymywał i zadawał sobie to pytanie.

Rzucam ci wyzwanie, abyś tu i teraz zobowiązał się do zrobienia w swoim życiu miejsca na rzeczy ważne. Czy myślisz, że choć przez chwilę będziesz żałował tej decyzji? Czy jest jakiekolwiek prawdopodobieństwo, że któregoś dnia obudzisz się rano i pomyślisz: „Żałuję, że żyłem w zgodzie z samym sobą i nie robiłem tych wszystkich nieważnych rzeczy, których inni ode mnie oczekiwali”?

Rzucam ci wyzwanie, abyś pomógł mi stworzyć system, który „nieuczciwie” przeważy szalę na korzyść kilku istotnych rzeczy i na niekorzyść trywialnej większości.

Rzucam ci wyzwanie, abyś stał się w większym stopniu esencjalistą. To nie jest książka o wracaniu na siłę do prostszych czasów. Nie będę nikogo namawiał do wyrzeczenia się poczty elektronicznej, odcięcia się od internetu i prowadzenia żywota pustelnika. To byłoby wstecznictwo. Chodzi mi tylko o stosowanie zasady „mniej, ale lepiej” w teraźniejszości i przyszłości. To nowatorskie podejście.

Chcę, żebyś był mądrzejszy niż ja w dniu narodzin mojej córki. Jestem pewien, że może z tego wyniknąć tylko dobro. Wyobraź sobie, jak zmieniłby się nasz świat, gdyby każdy człowiek na tej planecie zrezygnował z jednej poprawnej, ale nieważnej czynności na rzecz czegoś naprawdę istotnego.

Za jakiś czas (mam nadzieję, że za wiele lat) dotrzesz do kresu swej podróży i możesz żałować niektórych życiowych decyzji. Wybór drogi esencjalisty raczej nie będzie jedną z nich. Co byś wtedy dał za możliwość cofnięcia czasu i skorzystania z okazji, by żyć w zgodzie z samym sobą? Jaką decyzję podjąłbyś, patrząc wstecz na swoje życie?

Jeżeli jesteś gotów poszukać w sobie odpowiedzi na to pytanie, możesz wejść na drogę esencjalizmu. Chodźmy więc razem.

CZĘŚĆ I
esencja
JAK MYŚLĄ ESENCJALIŚCI?

Esencja
Logika esencjalisty

W esencjalizmie nie chodzi o to, żeby robić więcej, tylko o inny sposób robienia wszystkiego. Chodzi o nowy sposób myślenia. Internalizacja tego sposobu myślenia nie jest jednak wyzwaniem neutralnym, a to dlatego, że pewne idee oraz ich głosiciele nieustannie ciągną nas w stronę logiki nieesencjalizmu. Ta część książki składa się z trzech rozdziałów. W każdym z nich rozprawiam się z wynaturzeniami nieesencjalizmu i zastępuję je prawdą esencjalizmu.

Są trzy głęboko zakorzenione założenia, które trzeba pokonać, żeby podążyć drogą esencjalizmu: „Muszę”, „To bardzo ważne” oraz „Mogę zrobić jedno i drugie”. Podobnie jak mityczne syreny, te założenia są równie niebezpieczne, jak uwodzicielskie. Zwodzą nas na mielizny i topią w płytkiej wodzie.

Zrozumienie istoty esencjalizmu wymaga zastąpienia tych fałszywych założeń trzema fundamentalnymi prawdami: „Mam wybór”, „Niewiele rzeczy naprawdę ma znaczenie” oraz „Mogę zrobić cokolwiek, ale nie wszystko”. Te prawdy mogą nas wyrwać ze stuporu nieesencjalizmu. Dają wolność umożliwiającą dążenie do tego, co naprawdę ważne. Dzięki nim możemy osiągnąć w życiu najwyższy poziom użyteczności.

Kiedy odrzucimy nonsens nieesencjalizmu i zastąpimy go żelazną logiką esencjalizmu, droga esencjalisty stanie się czymś naturalnym i instynktownym.

ROZDZIAŁ 2
WYBIERZ
Niezachwiana potęga wyboru

TO ZDOLNOŚĆ DOKONYWANIA WYBORÓW CZYNI Z NAS LUDZI.

Madeleine L’Engle

Wpatrywałem się szeroko otwartymi oczami w kartkę trzymaną w rękach. Siedziałem w holu wielopiętrowego biurowca. Zapadał zmierzch, ostatni ludzie opuszczali budynek. Kartka pokryta nabazgranymi byle jak słowami i strzałkami była efektem dwudziestominutowej spontanicznej burzy mózgu dotyczącej tego, co tak naprawdę chcę robić w życiu. Kiedy na nią patrzyłem, najbardziej uderzało mnie to, czego na niej nie było. Na liście brakowało studiów prawniczych. Było to o tyle ciekawe, że właśnie skończyłem pierwszy semestr prawa na angielskim uniwersytecie.

Zdecydowałem się na te studia, stosując się do często powtarzanej rady, żeby „mieć wiele opcji do wyboru”. Po ich ukończeniu mógłbym założyć własną kancelarię. Mógłbym pisać o prawie. Mógłbym nauczać prawa. Mógłbym zostać radcą prawnym. Świat stałby przede mną otworem, czy jakoś tak. Ale od pierwszej chwili na uczelni zamiast wybierać między różnymi ścieżkami kariery, próbowałem podążać nimi wszystkimi jednocześnie. Całymi dniami studiowałem podręczniki prawnicze, a wieczorami czytałem dzieła wielkich teoretyków zarządzania. W wolnych chwilach pisałem. Realizowałem klasyczną strategię łapania wszystkich srok za ogon, próbując inwestować posiadane zasoby we wszystko jednocześnie. W rezultacie choć nie ponosiłem porażek w żadnej z dziedzin, którymi się zajmowałem, nie osiągałem też większych sukcesów. Dość szybko zacząłem się zastanawiać, co tak wspaniałego jest w posiadaniu wielu opcji do wyboru.

Gdy byłem pogrążony w tych rozważaniach egzystencjalnych, zadzwonił do mnie kolega ze Stanów Zjednoczonych, by zaprosić mnie na swoje wesele. Okazało się, że już kupił i wysłał do mnie bilety lotnicze. Z wdzięcznością przyjąłem więc zaproszenie i opuściłem Anglię, ruszając na spotkanie nieoczekiwanej przygody.

Przebywając w Stanach Zjednoczonych, wykorzystywałem wszystkie okazje do spotkań z nauczycielami i pisarzami. Któregoś dnia rozmawiałem z dyrektorem organizacji edukacyjnej typu non profit. Kiedy wychodziłem z jego biura, powiedział: „Jeśli zdecyduje się pan zostać w Stanach Zjednoczonych, zapraszam do udziału w naszej radzie konsultacyjnej”.

Jego słowa miały w sobie intrygującą siłę. Nie chodziło o samą propozycję, lecz o kryjące się za nią założenie, że mam wybór. „Jeśli zdecyduje się pan zostać…”. Uważał tę możliwość za realną. To mi dało do myślenia.

Opuściłem jego biuro i zjechałem windą do holu. Wziąłem czystą kartkę z czyjegoś biurka, usiadłem w fotelu i zacząłem szukać odpowiedzi na pytanie: „Gdybyś mógł w tej chwili robić w życiu tylko jedną rzecz, co by to było?”.

Efektem moich rozmyślań była ta zabazgrana kartka, na której nie było wzmianki o studiach prawniczych.

Do tego momentu teoretycznie zawsze wiedziałem, że mam wybór i nie muszę studiować prawa. Z emocjonalnego punktu widzenia rezygnacja ze studiów była jednak zupełnie wykluczona. Wpatrując się w tę kartkę, zrozumiałem, że wyzbywając się prawa wyboru, w istocie wybrałem, i to źle. Odmawiając wyboru innej drogi, wybrałem studia prawnicze – nie dlatego, że naprawdę z całego serca pragnąłem je ukończyć, ale z braku lepszej możliwości. Myślę, że właśnie wtedy zdałem sobie sprawę, że kiedy rezygnujemy z możliwości wyboru, coś innego lub ktoś inny dokonuje go za nas.

Kilka tygodni później oficjalnie zrezygnowałem ze studiów. Wyjechałem z Anglii do Stanów Zjednoczonych, żeby wejść na ścieżkę kariery pisarza i nauczyciela. Czytasz tę książkę właśnie dzięki temu, że dokonałem tego wyboru.

Jednak mimo ogromnego wpływu, jaki ta konkretna decyzja miała na przebieg mojego życia, cenię to, jak zmieniła mój sposób postrzegania wyborów. Często myślimy, że wybór jest rzeczą. To nieprawda. Opcje, spośród których go dokonujemy, mogą być rzeczami. Sam wybór jest jednak działaniem. To nie jest coś, co mamy, lecz coś, co robimy. Dzięki temu doświadczeniu zrozumiałem, że choć możemy nie mieć kontroli nad opcjami, zawsze mamy wpływ na to, jak dokonamy wyboru spośród nich.

Czy kiedykolwiek wydawało ci się, że znajdujesz się w potrzasku, ponieważ miałeś poczucie braku wyboru? Czy kiedykolwiek odczuwałeś stres wynikający z konieczności jednoczesnego podtrzymywania dwóch sprzecznych ze sobą przekonań: że nie możesz czegoś zrobić i że jednocześnie musisz to zrobić? Czy kiedykolwiek rezygnowałeś kawałek po kawałku z prawa wyboru, dopóki nie zacząłeś bezwolnie kroczyć ścieżką wytyczoną przez kogoś innego?

Jeżeli tak, nie jesteś sam.

Niezachwiana potęga świadomego wyboru

Zbyt długo przykładaliśmy zbyt dużą wagę do zewnętrznych aspektów wyboru (posiadanych opcji), lekceważąc jednocześnie wewnętrzną zdolność jego dokonania (nasze działania). To coś więcej niż semantyka. Pomyśl o tym w ten sposób: opcje (rzeczy) można nam odebrać, podczas gdy zdolności dokonywania wyborów (wolnej woli) nikt nie może nas pozbawić.

Zdolności wyboru nie można nikomu zabrać ani też nie można jej dobrowolnie oddać – można o niej tylko zapomnieć.
Jak zapomnieliśmy o zdolności dokonywania wyborów?

Istotnych spostrzeżeń na temat sposobu i przyczyn zapominania o zdolności do dokonywania wyborów dostarcza klasyczna praca Martina Seligmana i Steve’a Maiera, którzy podczas przeprowadzania eksperymentów na owczarkach niemieckich wpadli na trop zjawiska określonego później mianem „wyuczonej bezradności”.

Seligman i Maier podzielili psy na trzy grupy. Psom z pierwszej grupy zakładano uprząż i aplikowano wstrząsy elektryczne, ale jednocześnie udostępniano im dźwignię, za pomocą której mogły wyłączać rażący je prąd. Psom z drugiej grupy zakładano identyczną uprząż i także aplikowano elektrowstrząsy, ale w ich przypadku dźwignia odcinająca prąd nie działała. Psom z trzeciej grupy zakładano tylko uprząż, ale nie rażono ich prądem14.



Następnie umieszczano psy w dużej skrzyni z niską przegrodą pośrodku. Podłoga po jednej stronie przegrody raziła je prądem, a po drugiej była bezpieczna. Zaobserwowano interesujące zjawisko: zwierzęta, które w pierwszej fazie eksperymentu miały możliwość wyłączenia prądu albo w ogóle nie były rażone, szybko nauczyły się przekraczać przegrodę i przechodzić na bezpieczną stronę skrzyni. Te, które od początku były bezsilne wobec tego, co się z nimi działo, nie opanowały tej umiejętności. Nawet nie próbowały się adaptować ani dostosowywać do sytuacji. Nie robiły niczego, żeby uchronić się przed porażeniem. Dlaczego? Nie wiedziały, że mają jakiś wybór. Nauczyły się bezradności.

 

Istnieją dowody na to, że niemal tak samo ludzie uczą się bezradności. Przykładem może być dziecko, które od małego ma problemy z matematyką. Bardzo się stara, ale jego wyniki nie ulegają poprawie, więc w końcu się poddaje. Nie wierzy, że może cokolwiek z tym zrobić.

Obserwowałem wyuczoną bezradność w wielu organizacjach, z którymi współpracowałem. Kiedy ludzie są przekonani, że ich wysiłki w pracy nie mają znaczenia, reagują dwojako. Czasem rezygnują i przestają się starać, tak jak dziecko, które nie radzi sobie z matematyką. Druga reakcja jest na pierwszy rzut oka mniej oczywista. Ludzie stają się nadmiernie aktywni. Zgadzają się na wszystko, co im się proponuje. Podejmują się realizacji wszelkich zadań. Każde wyzwanie przyjmują z entuzjazmem. Próbują robić wszystko. To zachowanie w pierwszej chwili nie sprawia wrażenia wyuczonej bezradności. W końcu czy ciężka praca nie świadczy o pozycji i wartości pracownika? Kiedy jednak bliżej się przyjrzymy, przekonamy się, że przymus robienia czegoś więcej jest tylko zasłoną dymną. Tacy ludzie nie wierzą, że mogą sami wybierać okazje, zadania i wyzwania dla siebie. Są przekonani, że muszą robić wszystko.

Sam przyznaję, że dokonywanie wyborów jest trudne. Z definicji oznacza bowiem konieczność odrzucenia czegoś, a to może się kojarzyć ze stratą. Wybory dokonywane poza miejscem pracy mogą być jeszcze trudniejsze. Za każdym razem gdy wchodzimy do sklepu, restauracji albo innego punktu sprzedaży czegokolwiek, znajdujemy się w otoczeniu zaprojektowanym w taki sposób, aby trudno było powiedzieć: „Nie”. Gdy słuchamy opinii polityków i komentatorów, nie możemy się oprzeć wrażeniu, że głosowanie na inną partię jest zupełnie wykluczone. Kiedy dzwoni treściowa i prosi, żeby coś dla niej zrobić, trudno nawet sobie wyobrazić, że można by odmówić (moja oczywiście tego nie robi). Kiedy spojrzymy na nasze codzienne życie z tej perspektywy, przestaje dziwić to, że zapominamy o własnej zdolności dokonywania wyborów.

A wybór jest istotą esencjalizmu. Aby stać się esencjalistą, trzeba mieć pełną świadomość zdolności wybierania. Musimy uważać ją za niezachwianą siłę istniejącą w nas, odrębną od wszystkich innych rzeczy, osób i sił. William James napisał kiedyś: „Najważniejszym aktem wolnej woli jest dla mnie uwierzyć w wolną wolę”15. Dlatego pierwszą i najważniejszą umiejętnością, którą opanujesz na drodze do esencjalizmu, będzie rozwinięcie zdolności do dokonywania wyborów w każdym aspekcie życia.



Kiedy zapominamy o możliwości wyboru, uczymy się bezradności. Pozwalamy, aby wolna wola stopniowo zanikała, aż w końcu stajemy się wypadkową wyborów dokonywanych przez innych ludzi, a czasem naszych własnych wyborów z przeszłości. Ostatecznie zupełnie o niej zapominamy. Tak wygląda droga nieesencjalizmu.

Esencjalista nie tylko zdaje sobie sprawę z potęgi wyboru, ale cieszy się nią. Wie, że kiedy zrezygnuje z tego prawa, nie tylko odda władzę komuś innemu, ale też zgodzi się, aby ten ktoś decydował o wszystkim za niego.

9The Disciplined Pursuit of Less, op. cit.
10Wywiad z Peterem Druckerem z 11 kwietnia 2005 roku, w: Bruce Rosenstein, Living in More Than One World: How Peter Drucker’s Wisdom Can Inspire and Transform Your Life, Berrett-Koehler, San Francisco 2009.
  „Race to Nowhere: The Dark Side of America’s Achievement Culture” to film dokumentalny z 2011 roku w reżyserii Vicki Abeles. Race to Nowhere to także nazwa ruchu zwalczającego nieesencjalizm w szkołach. Jego członkowie starają się przeciwdziałać zadawaniu uczniom niepotrzebnych zadań domowych i wzbudzaniu stresu u dzieci. Zob. strona ruchu pod adresem www.racetonowhere.com.
12Ten cytat funkcjonuje w różnych postaciach. Ja posłużyłem się sformułowaniem Emile’a Gauvreau: „Byłem uczestnikiem tego dziwnego wyścigu, w czasie którego ludzie robią rzeczy, których nienawidzą, żeby zarobić pieniądze, których nie chcą, i wydać je na rzeczy, których nie potrzebują, aby zaimponować ludziom, których nie lubią”. Za: Jay Friedenberg, Artificial Psychology: The Quest for What It Means to Be Human, Taylor and Francis, New York 2010, s. 217.
13Mary Oliver, „The Summer Day”, w: New and Selected Poems, vol. 1, Beacon Press, Boston 1992, s. 94.
  M.E.P. Seligman, Learned Helplessness, „Annual Review of Medicine” 1972, vol. 23, nr 1, s. 407–412, http://www.annualreviews.org/doi/abs/10.1146/annurev.me. 23.020172.002203.
15William James, Letters of William James, red. Henry James, Atlantic Monthly Press, Boston 1920, za: Ralph Barton Perry, The Thought and Character of William James, Harvard University Press, Cambridge, Massachusetts 1948, reprint 1996.