Tragiczny los artystyTekst

0
Recenzje
Przeczytaj fragment
Oznacz jako przeczytane
Jak czytać książkę po zakupie
Czcionka:Mniejsze АаWiększe Aa

We Florencji poeta spędził półtora roku, oddając się pracom literackim, poznając zgromadzone tu rozliczne skarby włoskiej sztuki, ale także uczestnicząc w życiu tutejszej kolonii polskiej. W drugiej połowie grudnia 1838 roku Krasiński przywiózł mu wiadomość o aresztowaniu matki w związku z wykryciem spisku Szymona Konarskiego. Ta wiadomość sprawiła, że jeszcze przed Bożym Narodzeniem 1838 roku poeta powrócił do Paryża. Nie mogąc udzielić pomocy matce (przebywała w więzieniu w Żytomierzu prawie przez rok), przystąpił do wydawania swoich ostatnich dzieł. Włączył się także w bieg życia emigracyjnego. W maju 1839 roku został wybrany na członka „stowarzyszonego” Towarzystwa Literackiego. Zaczął też uczestniczyć w cotygodniowych jego spotkaniach, od czasu do czasu odczytując w czasie tych posiedzeń fragmenty pisanych właśnie utworów (czytał tam między innymi fragmenty Podróży do Ziemi Świętej z Neapolu, w tym Grób Agamemnona). Od maja 1839 roku do końca 1846 roku bywał stałym gościem Biblioteki Polskiej29.

W dniu 15 grudnia 1840 roku poeta oglądał wielkie uroczystości związane ze sprowadzeniem do Paryża z Wyspy św. Heleny prochów Napoleona I. Na przełomie 1840 i 1841 roku wziął udział w dwóch słynnych ucztach wydanych przez Eustachego Januszkiewicza z okazji podjęcia przez Adama Mickiewicza wykładów w Collège de France. Głośny pojedynek dwóch improwizatorów na pierwszej z nich, a także otwarty zatarg Słowackiego z Mickiewiczem na drugiej w niemałym stopniu wpłynęły na kształt słynnych dygresji poety wprowadzanych do Beniowskiego. Ukazanie się tego poematu wywołało skandal towarzyski, jeden z wrogich poecie krytyków, Stanisław Ropelewski, wyzwał autora Beniowskiego na pojedynek, ale nie stawił się na wyznaczonym placu.

W lipcu 1842 roku Słowacki przystąpił do Koła Sprawy Bożej Andrzeja Towiańskiego. Mimo że już w listopadzie następnego roku opuścił Koło, nadal przecież pozostawał bliski naukom Towiańskiego. Żyjąc w samotności, przy wciąż pogarszającym się stanie zdrowia, zagłębiał się coraz wyraźniej w mistycyzm, czego dowodem były powstające teraz dzieła (Genezis z Ducha czy Dialog troisty z Helionem). Nie rezygnował przy tym z możliwości zabierania głosu w ważnych dla Polaków sprawach. Tak stało się połowie lat czterdziestych, kiedy podjął ostrą polemikę ideową z Zygmuntem Krasińskim w sprawie przyszłości narodu polskiego (Odpowiedź na Psalmy przyszłości). Zabrał głos także w sprawie wydarzeń w Krakowie i w Galicji w lutym 1846 roku (Głos z wygnania do braci w kraju).

W okresie Wiosny Ludów 1848 roku Słowacki bardzo aktywnie włączył się na nowo w życie skupionej w Paryżu emigracji polskiej. Wystąpił wówczas z projektem powołania do życia konfederacji, która by skupiła wszystkie jej odłamy. Inicjatywa ta wprawdzie nie powiodła się, poeta zdołał jednak zgromadzić wokół siebie kilku młodszych przyjaciół. Znaleźli się tam na przykład Zygmunt Szczęsny Feliński, Kornel Ujejski i Ludwik Norwid. Mimo atakującej poetę coraz bardziej choroby, na wiadomość o wybuchu powstania wielkopolskiego 9 kwietnia 1848 roku wraz z kilkoma przyjaciółmi wyruszył on do Poznania. Tu spotkał się między innymi z Bibianną i Jędrzejem Oraczewskimi oraz z Karolem Libeltem. W dniu 27 kwietnia przemawiał na posiedzeniu Komitetu Narodowego, dotarł także do jednego z obozów powstańczych. Z wielką radością przyjmował wieści o zwycięstwie polskich powstańców pod Miłosławiem i Wrześnią. Niestety, na żądanie pruskiej policji 7 maja musiał opuścić Poznań i udać się do Wrocławia, gdzie przebywał przez dwa miesiące. Dzięki pomocy mieszkającego w Krakowie przyjaciela, Wojciecha Kornela Stattlera, w drugiej połowie czerwca spotkał się tu z przybyłą z Krzemieńca matką, Salomeą Bécu. Na początku lipca opuścił Wrocław i przez Drezno oraz Ostendę dotarł do Paryża. W związku z coraz bardziej pogarszającym się stanem zdrowia nie przejawiał już większej aktywności publicznej, choć 19 listopada 1848 roku wziął jeszcze udział w sesji Towarzystwa Literackiego. Oddawał się teraz tytanicznej pracy nad swoim ostatnim dziełem: Królem-Duchem. W ostatnim okresie życia towarzyszyło mu tylko dwóch przyjaciół: francuski malarz Charles Pétiniaud-Dubos oraz Zygmunt Szczęsny Feliński (ten sam, którego w 2009 roku papież Benedykt XVI wyniósł na ołtarze jako świętego Kościoła powszechnego). Jeden z największych poetów polskich zmarł 3 kwietnia 1849 roku.

Cztery miesiące później odszedł na służbę do olimpijskich bogów największy bodaj poeta węgierski, dwudziestosześcioletni Sándor Petőfi (1823–1849). Ten syn serbskiego uchodźcy i Słowaczki od wczesnej młodości utożsamiał się z narodem węgierskim. Z tego powodu zmienił też imię i nazwisko (pierwotne jego imię i nazwisko to Alexander Petrovics). Trudne warunki życia, spowodowane utratą całego majątku rodzinnego w czasie wylewu Dunaju w 1838 roku, sprawiły, że podejmował się różnych prac, aby zarobić na utrzymanie (był nauczycielem, ale też aktorem w wędrownej trupie, dziennikarzem i żołnierzem). Dzięki przyjacielowi, którym okazał się sławny z czasem powieścio­pisarz Mór Jókai, Petőfi podjął pierwsze próby poetyckie. W 1844 roku zadebiutował tomikiem poezji, który przyniósł mu sławę jako budzicielowi ducha narodowego. W bardzo krótkim czasie stanął na czele ugrupowania Młodych Węgrów, którego głównym postulatem było hasło niepodległości Węgier. W dniu 15 marca 1848 roku Młodzi Węgrzy ogłosili manifest, w którym domagali się zniesienia cenzury, likwidacji pańszczyzny, równości wszystkich ludzi wobec prawa, a przede wszystkim utworzenia niezależnego rządu węgierskiego. Manifest ów dał początek powstaniu węgierskiemu. Petőfi wstąpił do armii, został też najpopularniejszym poetą tego zrywu niepodległościowego (jego pieśń Powstań, Węgrze, Ojczyzna Cię woła! stała się hymnem powstańców). W styczniu 1849 roku dowodzący armią węgierską w Siedmiogrodzie generał Józef Bem powołał go na swego adiutanta. Między polskim generałem a węgierskim poetą-żołnierzem (Bem mianował Petőfiego majorem) zawiązała się gorąca przyjaźń, której dowodami są wiersze poety30. Wkrótce po wkroczeniu na tereny Węgier zaproszonych przez Austriaków wojsk rosyjskich doszło do bitwy pod Segesvàr. Poeta zginął w czasie tej bitwy, która rozegrała się 31 lipca 1849 roku.

W literaturze węgierskiej Sándor Petőfi odegrał rolę odnowiciela czy też raczej twórcy języka poetyckiego, odwołującego się do tradycji ludowej, a przy tym dbającego o doskonałą formę. Potwierdził to między innymi Istvan Csaplá­ros, znakomity znawca literatury węgierskiej:

Petőfi był największą indywidualnością poetycką całego XIX wieku [na Węgrzech – F.Z.]. Jego wystąpienia i twórczość oznaczały rewolucję artystyczną w poezji węgierskiej, której odkrył i objawił nowe obszary i niejako skierował ją na nowe tory. Tworzył wprawdzie w epoce romantyzmu, ale wielostronnie i twórczo przekraczał konwencje i poetyki romantyczne, wprowadzając odmienne – nieznane dotąd – motywy, tonacje i zjawiska, bliskie późniejszym kierunkom, przede wszystkim bezpośredniość i trafność wyrazu31.

Po lekturze tej opinii trudno się dziwić, że bogowie olimpijscy zażądali, aby dwudziestosześcioletni poeta stawił się u nich i dołączył do ekskluzywnego grona ich wybrańców. Na polu bitwy pod Segesvàr nie odnaleziono wprawdzie ciała tego poety-żołnierza, co dało początek legendom o jego rzekomym pobycie na zesłaniu na Syberii. Próżno więc szukać na ziemi węgierskiej jego grobu. Ale pamięć o nim wciąż jest tutaj żywa. Utrwalono ją w dziesiątkach pomników i nazwach ulic, placów czy parków, w ogromnej ilości wydawnictw i prac poświęconych młodemu poecie.

Inaczej sprawy wyglądają z kolejnym wybrańcem bogów, który w sześć tygodni po nim stawił się na Olimpie. Fryderyk Chopin (1810–1849), bo o nim mowa, ma swój grób na paryskim cmentarzu Père-Lachaise. Corocznie odwiedzają go też tysiące jego wielbicieli i wielbicielek z całego świata: z Polski i Francji, Niemiec i Anglii, ale także z Japonii, Australii czy Ameryki. Pamięć o genialnym polskim kompozytorze i pianiście podtrzymują odtwarzane w salach koncertowych, w programach radiowych i telewizyjnych całego świata utwory, które stanowią trwały składnik dorobku muzyki światowej. Chopin wielbiony był za życia, sława jego przetrwała też ponad półtora wieku i nic nie wskazuje na to, aby w następnych stuleciach miał radować swoją muzyka tylko olimpijskich bogów; należy do tej gromady wielkich, którzy wciąż pozostają poprzez swoje dzieła obecni w artystycznym dorobku ludzkości. Jego biografia jest powszechnie znana, przypomnę tu zatem tylko najważniejsze fakty z jego życia.

Urodził się z ojca Mikołaja i matki Tekli Justyny z Krzyżanowskich w Żelazowej Woli w 1810 roku32. W niespełna pół roku po jego przyjściu na świat Chopinowie przenieśli się do Warszawy, gdyż ojciec artysty otrzymał posadę nauczyciela języka francuskiego w prowadzonym przez Samuela Bogumiła Lindego Liceum Warszawskim. Najpierw zamieszkali w jednej z kamienic przy Krakowskim Przedmieściu, ale po pewnym czasie przenieśli się do Pałacu Saskiego, czyli siedziby Liceum Warszawskiego. W 1827 roku zamieszkali w pałacu Czapskich (Krasińskich).

W latach 1823–1826 Fryderyk pobierał nauki w Liceum Warszawskim. Po ukończeniu Liceum wstąpił do związanej z Uniwersytetem Warszawskim Szkoły Głównej Muzyki (stanowiła część Konserwatorium), gdzie jego głównym nauczycielem był Józef Elsner. Studia te ukończył w 1829 roku. Wakacje spędzał z zasady w majątkach rodziców swych kolegów, gdzie mógł poznawać wiejski folklor. Latem 1826 roku wspólnie z matką i siostrami Ludwiką i Emilią przebywał w Bad-Reinertz (dziś: Duszniki-Zdrój), gdzie 16 sierpnia koncertował na rzecz ubogich sierot. We wrześniu 1828 roku Fryderyk odbył pierwszą podróż zagraniczną – do Berlina. Towarzyszył profesorowi Feliksowi Jarockiemu, przyjacielowi ojca, który udał się tam na zjazd przyrodników. Latem roku następnego, po ukończeniu studiów w Szkole Głównej Muzyki, wspólnie z piątką kolegów wybrał się do Wiednia. Po drodze podróżnicy zatrzymali się między innymi na tydzień w Krakowie, gdzie zwiedzili Collegium Maius (Bibliotekę Jagiellońską), a także inne zabytki, z Katedrą Wawelską na czele. Byli nadto w Ojcowie i Pieskowej Skale. Zwiedzili również kopalnię soli w Wieliczce. W Wiedniu Fryderyk spędził dwa tygodnie. Dwukrotnie koncertował z orkiestrą w Kärtnerthortheater (w programie były jego własne kompozycje), odnosząc wielki sukces, także prestiżowy – jeden z wydawców wiedeńskich ogłosił drukiem jego Wariacje na temat Mozarta, co było debiutem zagranicznym artysty. Dalsza trasa wędrówki młodzieńców wiodła do Pragi, po której oprowadzał ich sam Václav Hanka (słynny od pewnego czasu „odkrywca” staroczeskich zabytków piśmiennictwa – Królodworskiego rękopisu oraz Rękopisu zielonogórskiego, które były znakomitą mistyfikacją jego i jego przyjaciela, Josefa Lindy). Potem droga wiodła do Cieplic oraz słynnego z galerii malarstwa Drezna (podróżnicy spędzili tam tydzień). Po powrocie do Warszawy i chwilowym odpoczynku Fryderyk odwiedził w Strzyżowie w Wielkim Księstwie Poznańskim swoją matkę chrzestną Annę ze Skarbków Wiesiołowską.

 

Fryderyk rozpoczął naukę gry na fortepianie w wieku sześciu lat, a w wieku lat siedmiu ukazał się drukiem pierwszy skomponowany przez niego utwór – Polonez g-moll. Jako ośmioletni chłopiec dał pierwszy koncert na cele dobroczynne. Prawdziwym debiutem artystycznym był jednak dopiero publiczny koncert w warszawskim Teatrze Narodowym, na który przyszło podobno około 900 osób, zorganizowany 17 marca 1830 roku. Latem tego roku dwudziestoletni Fryderyk wybrał się na kilka tygodni na Lubelszczyznę. Jesienią otrzymał zgodę władz rosyjskich na wyjazd za granicę dla pogłębienia studiów. W związku z tym 11 października 1830 roku dał koncert pożegnalny w Teatrze Narodowym w Warszawie, zaś w trzy tygodnie później, 2 listopada 1830 roku, wyjechał z Polski na stałe. W podróży towarzyszył mu przyjaciel z ławy szkolnej, Tytus Woyciechowski.

Artysta nie przypuszczał, że będzie to podróż bez powrotu. Celem pierwszym był Wiedeń, do którego udał się przez Kalisz, Wrocław (7 listopada dał koncert w miejscowej resursie), Drezno i Pragę. Do Wiednia przybył 1 grudnia 1830 roku. Plan jego przewidywał, że po kilku miesiącach pobytu w tym mieście, gdzie wszak już przed dwoma laty odniósł pierwszy sukces, uda się do Włoch. Tymczasem wkrótce po przybyciu do stolicy Austrii dotarła do niego wiadomość o wybuchu w Warszawie powstania. Na tę wiadomość zareagował jak zdecydowana większość młodych Polaków wędrujących po Europie: postanowił wrócić do kraju. Tylko usilne perswazje ojca, a także przyjaciół sprawiły, że pozostał w Wiedniu. Spędził tam osiem miesięcy – aż do 20 lipca 1831 roku, kiedy ruszył w dalszą drogę. Ale nie do Włoch, lecz do Paryża. Jechał przez Linz, Salzburg, Monachium (gdzie dał koncert w Sali Towarzystwa Filharmonicznego) i Stuttgart. Tu dotarła do niego wiadomość o klęsce powstania, którą przeżył bardzo silnie. Pod koniec września dotarł do Paryża. Stolica Francji stała się odtąd drugim stałym miejscem jego pobytu; spędził tu prawie osiemnaście lat33.

Poszukujący śladów pobytu Chopina w Paryżu, turyści (nie tylko polscy!) trafiają przede wszystkim na Plac Vendôme, pod numer 12. Z niewielkiej tabliczki dowiadują się, że to tutaj genialny artysta zmarł 17 października 1849 roku. Tylko wielbiciele jego talentu pamiętają, że mieszkał jednak pod tym adresem zaledwie przez kilka ostatnich tygodni życia! Chopin zaczynał swoją przygodę z Paryżem w zupełnie innej okolicy – przy Bulwarze Poissonière 27, w pokoiku na piątym piętrze. Mieszkał tu dziewięć miesięcy, po czym przeprowadził się do pensjonatu leżącego po drugiej stronie tego samego Bulwaru – do mieszczącego się pod numerem 4 pensjonatu Cité Bergère. Zainteresowany biografią artysty entuzjasta zapewne trafi pod kolejne paryskie adresy kompozytora. Wiadomo wszak, że wiosną 1833 roku zamieszkał on pod adresem: 5, Chaussé d’Antin (wśród przyjaciół mieszkanie to często nazywano Olimpem!). Przez dwa lata mieszkał przy rue Tronchet (nr 5), czyli w najbliższym sąsiedztwie kościoła św. Magdaleny. Natomiast przez siedem lat (1842–1849) przy Square d’Orléans (nr 9). W związku z postępami gruźlicy latem 1849 roku przyjaciele Chopina, z Jane Stirling na czele, wynajęli mu apartament przy rue Chaillot, na wzgórzu Trocadero (dzisiaj wznosi się na tym miejscu pałac Chaillot). Artysta spędził tam kilka tygodni. Pod koniec września 1849 roku przeniósł się jednak do apartamentu przy Placu Vendôme 12, gdzie w nocy 17 października 1849 roku zmarł34.

W stolicy Francji Fryderyk Chopin odniósł światowy sukces jako kompozytor i pianista. Dał tu dziewiętnaście publicznych koncertów (pierwszy odbył się w słynnej Sali Pleyela przy rue Cadet nr 9 w dniu 26 lutego 1832). Tu zaprzyjaźnił się z wieloma znakomitymi artystami, jak Franz Liszt, Hector Berlioz, Robert Schumann czy Vincenzo Bellini, a przede wszystkim ze znakomitym i sławnym malarzem francuskiego romantyzmu Eugène Delacroix. Tu był przez wszystkie lata niezwykle wziętym nauczycielem muzyki.

Od początku swojego pobytu w Paryżu Chopin nawiązał bliskie kontakty z rodakami tworzącymi Wielką Emigrację. Jego przyjaciółmi zostali najwybitniejsi przywódcy: książę Adam Czartoryski, Adam Mickiewicz, Julian Ursyn Niemcewicz, Cyprian Kamil Norwid czy wreszcie generał Józef Bem. Przystąpił do Towarzystwa Literackiego Polskiego, koncertował na spotkaniach mających wesprzeć finansowo polskich uchodźców, niekiedy sam organizował dla nich imprezy dobroczynne.

Niestety, w pewnym momencie zachorował na będącą przekleństwem artystów i poetów z XIX wieku gruźlicę. Symptomy choroby pojawiły się w czasie, gdy nawiązał trwający dziewięć lat związek miłosny ze starszą od niego o kilka lat George Sand, matką dwojga dorosłych już prawie dzieci. Zimę 1838/1839 roku artysta spędził z kochanką w Valdemosa na Majorce35. Po powrocie z tej owianej legendą, ale w konsekwencji nieudanej wyprawy rozpoczęły się coroczne jego wyprawy latem do wiejskiej posiadłości George Sand w Nohant (w Centralnej Francji), gdzie znajdował znakomite warunki do pracy kompozytorskiej36. W 1848 roku jedna z jego uczennic, Szkotka Jane Stirling, zorganizowała wspólną wyprawę do Anglii i Irlandii. W czasie tej podróży, 18 listopada 1848 roku w Londynie, artysta wystąpił z ostatnim publicznym koncertem.

Jednym z życzeń Chopina, wyrażonych przed śmiercią, była prośba, aby w czasie jego pogrzebu wykonano Requiem Mozarta. Przyjaciele postanowili spełnić tę prośbę. Ale wiązało się to z przesunięciem terminu pogrzebu o całe dwa tygodnie. W tej sytuacji trumnę ze zwłokami złożono w podziemiach kościoła św. Magdaleny (za specjalnym zezwoleniem M. Deguerry’ego), a powołany ad hoc specjalny komitet pogrzebowy, na czele którego stanął jeden z przyjaciół artysty, Charles Gavard, rozpoczął szeroko zakrojone przygotowania37.

Ostatecznie uroczystości żałobne odbyły się w kościele św. Magdaleny 30 października 1849 roku. Wielotysięczny kondukt żałobników przeszedł następnie na cmentarz Père-Lachaise, gdzie złożono doczesne szczątki artysty, z wyjątkiem serca, artysta bowiem życzył sobie, aby znalazło się ono po jego śmierci w Warszawie. I tak się stało. Serce Chopina złożono w kościele św. Krzyża w Warszawie38. Wszystko wskazuje jednak na to, że duch jego powędrował na Olimp, bo tam bogowie oczekiwali go wraz z niemałą gromadą innych wybrańców.

Pojawienie się dwóch genialnych artystów polskich – Juliusza Słowackiego i Fryderyka Chopina oraz narodowego poety Węgrów – Sàndora Petőfiego sprawiło, że przez trzynaście lat bogowie nie przywoływali nowych wybrańców. Dopiero w kwietniu 1863 roku pojawił się wśród nich trzydziestoletni poeta polski Mieczysław Romanowski (1833–1863). Jego przedwczesna śmierć poniesiona w powstańczej bitwie była wielką stratą dla polskiej literatury czasów niewoli. Był znakomitym poetą, powieściopisarzem, tłumaczem i dramaturgiem. Pochodził z Pokucia. Do szkół chodził w Kołomyi oraz w Stanisławowie, studiował we Lwowie. W czasie studiów nawiązał przyjaźń z przedstawicielami ówczesnej elity intelektualnej miasta nad Pełtwią, w tym z Kornelem Ujejskim, Mieczysławem Pawlikowskim i Platonem Kosteckim. Cieszył się uznaniem największych autorytetów lwowskiej nauki: Karola Szajnochy i Augusta Bielowskiego. Pracował w Bibliotece Zakładu Narodowego im. Ossolińskich. W 1862 roku przystąpił do konspiracji mającej na celu podjęcie walki narodowowyzwoleńczej. Na wieść o wybuchu powstania styczniowego w Warszawie wraz z gromadą około trzydziestu młodych ochotników 2 lutego 1863 roku wyruszył ze Lwowa do Królestwa Polskiego, aby wziąć udział w walkach. Niestety, na granicy, w okolicy Artasowa, wszystkich niedoszłych powstańców wyłapała żandarmeria austriacka i osadziła w więzieniu karmelitańskim we Lwowie. Romanowskiego zwolniono 4 marca, już jednak w kilka dni później wyruszył do oddziału formowanego w Medyce przez krakowskiego rzemieślnika, Marcina Borelowskiego „Lelewela”. Jako dobrze przygotowany w konspiracji do walk powstańczych, otrzymał stopień kapitana; wkrótce został także adiutantem Marcina Borelowskiego. Dowodząc przydzielonym mu oddziałem, wziął udział w bitwach pod Krasnobrodem i Borowymi Młynami. Zginął 24 kwietnia 1863 roku, w czasie bitwy pod Józefowem, osłaniając na czele około siedemdziesięciu ochotników odwrót partii Borelowskiego. Biografowie podają, że poległo wówczas dwudziestu siedmiu powstańców, wśród nich nasz poeta.

Mieczysław Romanowski reprezentował tyrtejski model poezji, nawołujący do zbrojnego czynu. W swoich utworach często sięgał po wątki historyczne, z nich czerpiąc siłę do szerzenia idei walki zbrojnej o Polskę. Na przykład w najcenniejszym swoim dziele, powieści poetyckiej pt. Dziewczę z Sącza, przedstawił mało znany, a właściwie zapomniany epizod z epoki walki Polaków ze Szwedami z połowy XVII wieku. W dorobku swoim miał powieści (między innymi Łużeccy. Ustęp z wojen tureckich, 1856), dramaty (między innymi Popiel i Piast. Tragedia w pięciu aktach, z podań i legend historycznych wierszem, 1862), a nadto kilka tomików wierszy, w których raz po raz powracał do spraw nie tylko dla niego najważniejszych – do kwestii pojmowania miłości ojczyzny. Dał temu wyraz w 1860 roku w słynnym Hymnie polskim:

Ojczyźnie naszej Polsce bądźmy wierni,

Pokąd tchu w łonie.

Stójmy wytrwali, gdy wieńce nam z cierni

Kładą na skronie.

Nieszczęścia i klęski niech miłość połamie.

Czy dźwiga nas dola, czy chytrze nam skłamie,

Ojczyźnie tej życie, krew nasza i ramię,

I chwała w zgonie39.

Siedem lat po Romanowskim stawił się na Olimpie jeden z najbardziej tajemniczych wybrańców bogów, dwudziestoczteroletni hrabia Lautréamont (Comte de Lautréamont) (1846–1870). Nazywał się Isidore Lucien Ducasse. Urodził się w Montevideo (Urugwaj), jego ojciec był bowiem urzędnikiem zatrudnionym w konsulacie francuskim w tym mieście. Ojcem jego był François Ducasse, matką Celestine Jacquette-Davezac (zmarła, najprawdopodobniej śmiercią samobójczą, wkrótce po narodzinach syna). O życiu jego wiadomo bardzo niewiele. Biografowie przypominają tylko, że w wieku trzynastu lat przybył do Francji i podjął naukę w Liceum w Tarbes (w Pirenejach). Przez pewien czas uczył się także w Pau, potem znowu w Tarbes, skąd na krótko wyjechał do Montevideo. W 1867 roku przybył do Paryża. Zamieszkał na Montmartre, zamierzając podjąć studia politechniczne lub górnicze. Żadnemu z badaczy nie udało się jednak potwierdzić faktu rozpoczęcia tych studiów przez Ducasse’a. W czasie trzyletniego pobytu w Paryżu młodzieniec miał dziewięciokrotnie zmieniać adres zamieszkania. W dniu 24 listopada 1870 zmarł w hotelu przy rue Faubourg-Montmartre 7. Wbrew pojawiającym się przypuszczeniom, iż popełnił samobójstwo, badacze zgodni są co do tego, że przyczyną jego śmierci był gruźlica. Pochowany został na Cmentarzu Montmartre, ale grób jego nie zachował się.

 

Lautréamont jest właściwie autorem jednego tomu poezji Les Chants de Maldoror (Pieśni vel Śpiewy Maldorora). Wprawdzie w 1868 roku ogłosił Pieśń I Maldorora, a na łamach dziennika „La Jeunesse” zamieszczono recenzję (dość nieporadną) tego utworu, ale całość dzieła ukazała dopiero w roku jego przedwczesnej śmierci. Nic dziwnego więc, że za życia nigdy nie zaznał sławy. Głośno o nim zrobiło się dopiero w XX wieku za sprawą André Bretona, który w Manifestach surrealizmu (z 1924 i 1930 roku) wyraźnie uznał tego poetę za duchowego ojca nowego prądu literackiego40. Trzeba jednak pamiętać, że za jednego ze swoich mistrzów uważali go także symboliści (Maurice Maeterlinck, Joris-Karl Huysmans czy Léon Bloy) i w ogóle twórcy awangardy41. Zdaniem niektórych polskich autorów Lautréamont przy tworzeniu Pieśni Maldorora miał się wzorować na Wielkiej Improwizacji z III części Dziadów Mickiewicza42. Czy tak było, nie jest to miejsce, aby tego dochodzić. Jedno jest pewne: drastyczne i bluźniercze, pełne okrucieństwa i brutalnych opisów dzieło tego poety do dziś wzbudza żywe zainteresowanie badaczy literatury43. Zdecydowana większość z nich uważa, iż Lautréamont zajmuje miejsce

wśród największych twórców XIX-wiecznej poezji francuskiej, obok Gérarda de Nerval, Baudelaire’a, Rimbauda i Mallarmégo – którzy wykuwali, każdy w odmienny sposób, kształt przyszłej poezji44.

Trudno stwierdzić, czy owe zachwyty nad Pieśniami Maldorora podzielali i podzielają olimpijscy bogowie. W każdym razie to oni w 1874 roku zaprosili tego zbuntowanego, liczącego zaledwie dwadzieścia cztery lata młodzieńca do swojej siedziby na Olimpie.

Znakomity polski malarz, Maksymilian Gierymski, stawił się na Olimpie w wieku dwudziestu ośmiu lat. W przeciwieństwie do Lautréamonta, jego biografia nie kryje w sobie wielu tajemnic. Urodził się 16 września 1846 roku w Warszawie. Był synem administratora Szpitala Ujazdowskiego. Od wczesnej młodości ujawniał rozliczne talenty. Jego wielką pasją była muzyka (znakomicie grał na fortepianie), ale studia podjął w Instytucie Politechnicznym i Rolniczo-Leśnym w Puławach. W wieku zaledwie siedemnastu lat wstąpił do oddziałów powstańczych w 1863 roku (walczył w oddziale majora Józefa Oksińskiego). Po upadku powstania podjął najpierw studia prawnicze w Szkole Głównej Warszawskiej, ale wkrótce zapisał się w poczet słuchaczy Szkoły Rysunkowej, w której został kolegą (i przyjacielem) między innymi Adama Chmielowskiego. Pierwszym jego mistrzem był Juliusz Kossak. W 1867 roku dzięki stypendium rządowemu wyjechał do Monachium. W stolicy Bawarii zaprzyjaźnił się z Józefem Brandtem. Jeśli jeszcze w czasach warszawskich malował sceny powstańcze z 1863 roku, to teraz zaczął tworzyć przede wszystkim nastrojowe pejzaże (Krajobraz o wschodzie słońca, Krajobraz o zmroku z Cyganami, Wieczornica ukraińska). Nie stronił od tematyki historycznej (Pochód ułanów, Rekonesans dragonów, Pochód Kozaków przez miasteczko). Wkrótce został jednym z członków założycieli nieformalnego stowarzyszenia polskich malarzy zwanych „Monachijczykami” (lub „Grupą monachijską”), którego członkowie zapisali się prawdziwie złotymi zgłoskami w dziejach polskiej i europejskiej sztuki (należeli do niego między innymi Józef Simmler, Józef Chełmoński, Julian Fałat, Józef Brandt, Aleksander Gierymski). Na początku lat siedemdziesiątych zaczął chorować na gruźlicę. W tym czasie, w 1873 roku, wspólnie z bratem Aleksandrem zwiedził Rzym. W twórczości powrócił do tematyki powstańczej z 1863 roku (Alarm w obozie powstańczym, Placówka powstańcza w 1863 roku, Pochód Kozaków w zimie). Mając świadomość zbliżającej się nieuchronnie śmierci, w 1874 roku namalował jeszcze dzieło, które zdaniem krytyków sztuki było jego swoistym testamentem duchowym: Polowanie par force w XVIII w., za który Akademia Berlińska nadała mu honorowe członkostwo. Zmarł 16 września 1874 roku w bawarskim uzdrowisku Bad Reichenhall. Tam też został pochowany.

W niespełna trzy miesiące po Maksymilianie Gierymskim przybył na Olimp inny polski artysta – trzydziestoośmioletni Parys Filippi (1836–1874). Był rzeźbiarzem, podobnie jak jego ojciec, Paweł, którego sprowadził z Włoch zasłużony dla odnowy zabytków krakowskich i warszawskich architekt, twórca poznańskiej Złotej Kaplicy Franciszek Maria Lanci. Parys urodził się w Krakowie. Studiował w krakowskiej Szkole Sztuk Pięknych pod kierunkiem Henryka Kossowskiego. Złożyło się tak, że w szkole trafił na wyjątkowo interesującą gromadę prawie rówieśników, którzy trwale zapisali się w dziejach sztuki nie tylko polskiej. Wśród jego kolegów byli między innymi Artur Grottger i Jan Matejko, ale także Franciszek Wyspiański. Po ukończeniu studiów w Krakowie w 1858 roku wyjechał jako stypendysta do Monachium. Po rocznych studiach w tamtejszej Akademii Sztuk Pięknych, owiany nimbem sukcesu (otrzymał nagrodę za rzeźbę Samson), powrócił jesienią do Krakowa i otwarł tu w wydzierżawionym od oo. franciszkanów dawnym refektarzu swoją pracownię. Pracownia ta stała się wkrótce miejscem posiedzeń całej młodej krakowskiej elity artystyczno-literackiej. Bywalcami spotkań u Filippiego byli między innymi Michał Bałucki, Józef Szujski, Jan Matejko, Walery Gadomski, Franciszek Wyspiański, Ludwik Kubala, Kazimierz Chłędowski i Florian Cynk45. Wiadomo, że owo nieformalne stowarzyszenie działało od 1859 do 1863 roku. W 1866 roku Filippi przeniósł się Lwowa, gdzie spodziewał się znacznie większych zamówień. W rzeczy samej tak się też stało. W Krakowie konkurencja była stosunkowo silna; pracowali tu na przykład Henryk Kossowski i Walery Gadomski, ale także Franciszek Wyspiański czy Marceli Guyski, podczas gdy Lwów był swoistą pustynią w tym zakresie. Po przeprowadzce do tego miasta, które wkrótce miało stać się stolicą autonomicznej Galicji, z siedzibą Sejmu Krajowego i Namiestnictwa, Filippi natychmiast zyskał uznanie. Otworzył w zabudowaniach klasztoru oo. dominikanów swoją pracownię, po roku zaś – prywatną szkołę rzeźbiarstwa. Wśród jego uczniów znaleźli się znani z czasem artyści rzeźbiarze, jak Tadeusz Błotnicki, Antoni Madeyski, Antoni Kurzawa, Karol Młodnicki i Tadeusz Barącz. Artysta znalazł tu także pole dla własnej działalności. Jeśli w Krakowie zdobył podobną jak Franciszek Wyspiański biegłość w zakresie galerii modelowanych z zachowanych na Wawelu portretów królów polskich, to we Lwowie skupił się na stworzeniu portretów znaczących przedstawicieli współczesnego życia artystycznego i naukowego w postaci popiersi (Mieczysława Romanowskiego, Karola Szajnochy, Kornela Ujejskiego, Wincentego Pola) bądź medalionów, w których wyraźnie nawiązywał do tradycji, którą ukształtował David d’Angers (między innymi Jakuba Jasińskiego, Aleksandra Fredry, Wincentego Pola, Narcyzy Żmichowskiej, Karola Libelta, Heleny Modrzejewskiej, Wandy Młodnickiej i wielu innych). Wkrótce po przybyciu do Lwowa otrzymał wyjątkowe zamówienie: wykonania rzeźby nagrobnej na grobowcu przyjaciela – Artura Grottgera, z którego to zadania wywiązał się znakomicie. Wykonał także kilka pomników: w kościele Karmelitów – generała Józefa Dwernickiego, Stanisława Skarbka (w westybulu Teatru Starego), Stanisława Pilata (w kościele Bernardynów).

Na dobrą sprawę nic nie zapowiadało, że ta bardzo dobrze rozwijająca się kariera naszego artysty zostanie w tak dramatyczny sposób przerwana. Od pewnego czasu cierpiał on na chorobę alkoholową. Niestety, nie potrafił się jej przeciwstawić. W pierwszych dniach grudnia 1874 roku pojechał do Warszawy. W dniu 7 grudnia, w przystępie depresji, popełnił samobójstwo. Krakowianie pożegnali go w czasie mszy świętej żałobnej odprawionej w jego intencji w kościele Karmelitów na Piasku 16 grudnia 1874 roku.

Nie wiadomo, czy tak niespodziewane pojawienie się Parysa Filippiego na Olimpie spowodowało wśród bogów większe poruszenie. Na pewno jednak wywołało je stawienie się wśród nich w pięć lat później, 17 lipca 1879 roku, dwudziestotrzyletniego malarza Maurycego Gottlieba (1856–1879). Urodził się w Drohobyczu, w rodzinie żydowskiej, dobrze sytuowanej (ojciec, Izaak, był właścicielem rafinerii). Był pierwszym z dziesięciorga dzieci Izaaka i Felicji z Tiegermanów. W Drohobyczu też (u oo. bazylianów) oraz we Lwowie i Stryju chodził do szkół. Gimnazjum ukończył jednak eksternistycznie. Od wczesnej młodości fascynował się historią i literaturą, ale natura obdarzyła go przede wszystkim wielkim talentem malarskim. Przez trzy lata udzielał mu też lekcji prywatnych portrecista i pejzażysta – Michał Godlewski. W 1871 roku Gottlieb wyjechał do Wiednia w celu podjęcia studiów w tamtejszej Akademii Sztuk Pięknych. Przez dwa lata studiował na wydziale malarstwa historycznego. Swoją własną drogę odnalazł jednak dopiero w 1873 roku, kiedy to w wiedeńskim Belwederze zobaczył Rejtana Matejki46. Obraz ten był „niczym rozbłysk światła, wskazał dalszą – jak się wówczas wydawało siedemnastoletniemu Gottliebowi – jedyną drogę dla jego malarstwa”47. Początkujący artysta postanowił zostać uczniem Matejki. Za zgodą ojca, a przede wszystkim samego Matejki, został studentem krakowskiej Szkoły Sztuk Pięknych od semestru letniego 1873/1874. W Krakowie jedną z pierwszych jego prac był Autoportret w stroju polskiego szlachcica, zdający się być swoistym credo ideowym młodego artysty. Wkrótce po nim przyszła kolej na inne dzieła o tematyce zaczerpniętej z dziejów Polski (między innymi Albrecht brandenburski odbierający inwestyturę od króla Zygmunta I, Zygmunt August i Barbara, Pospolite ruszenie). Niestety, po roku Gottlieb opuścił Kraków (nie bez wpływu na to pozostały szykany ze strony zazdrosnych kolegów) i przez kolejny rok studiował w Wiedniu. Stąd przeniósł się do Monachium. W stolicy Bawarii odkrył dla siebie przede wszystkim dzieła Rembrandta z czasów jego pobytu w getcie amsterdamskim.