Tragiczny los artysty

Tekst
0
Recenzje
Przeczytaj fragment
Oznacz jako przeczytane
Jak czytać książkę po zakupie
Czcionka:Mniejsze АаWiększe Aa

Okładka

Strona przedtytułowa

Strona przedtytułowa

Strona przedtytułowa

Dokument chroniony elektronicznym znakiem wodnym

20% rabatu na kolejne zakupy na litres.pl z kodem RABAT20

WYBRAŃCY BOGÓW.
WYPOMINKI

W dziejach światowej sztuki i literatury znajduje się grupa twórców, którzy zapisali się w historii wspaniałymi dziełami, ale odeszli ze świata żywych bardzo wcześnie, nie ukończywszy nawet czterdziestego roku życia. Zauważyli to już starożytni, z których jeden, Menander, ukuł sentencję: „Wybrańcy bogów umierają młodo” (łac. Quem dii diligunt, adolescens moritur), spopularyzowaną przez Plauta1. Podjął ten motyw pod koniec XIX wieku Friedrich Nietzsche, dodając do niego duchowe pocieszenie, iż później owi wybrańcy mają żyć wiecznie w towarzystwie olimpijskich bogów. Na dobrą sprawę pocieszenie to niezbyt wielkie, w każdym razie dla tych młodych artystów, poetów i pisarzy, którzy odeszli za wcześnie, nie wypowiedziawszy się do końca. Ale nie jest ono wystarczające także i dla tych, którzy, poznawszy owoce pracy owych młodych zmarłych twórców, widzą, jak wielkie mogli oni jeszcze stworzyć dzieła, jak bardzo wzbogacić światową czy narodową sztukę, poezję i kulturę, gdyby okrutna śmierć nie przecięła tak wcześnie nici ich żywota.

Sądzę, że godzi się przywołać tutaj imiona i nazwiska przynajmniej niektórych z owych wybrańców bogów, najczęściej bowiem nie zdajemy sobie sprawy, jak wielkie spustoszenie poczyniła śmierć w tym środowisku. Wszystko wskazuje na to, że olimpijscy bogowie nie rozróżniali i nie rozróżniają do dziś narodowości twórców, których powołują do siebie. Poniższe „wypominki” traktuję jako wprowadzenie do zgromadzonych w tym tomie tekstów poświęconych trzem polskim wybrańcom bogów. Artur Grottger zmarł w wieku trzydziestu lat. Stanisław Wyspiański żył zaledwie trzydzieści osiem lat. Jedynie ojciec Stanisława Wyspiańskiego, Franciszek Michał Wyspiański, żył długo – sześćdziesiąt pięć lat. Rozprawę jemu poświęconą zdecydowałem się jednak zamieścić tutaj z kilku powodów. Po pierwsze, artysta ten w ciągu dwudziestu ostatnich lat życia już nie tworzył; najpierw wiódł żywot wędrowca szukającego zatrudnienia (najczęściej rzemieślniczego) i chleba u krewnych oraz znajomych, a potem przez dziesięć lat był pensjonariuszem Domu Ubogich im. Ludwika i Anny Helclów w Krakowie. Po drugie, jest to artysta na dobrą sprawę zapomniany, który wprawdzie nie zostawił po sobie dzieł wiekopomnych, ale ma pełne prawo znaleźć się w tej książce obok zmarłego bardzo młodo swojego genialnego syna Stanisława.

Moje wypominki otwiera postać Rafaela Santi, genialnego malarza i architekta włoskiego, on bowiem pierwszy w nowożytnych czasach trafił do rzymskiego Panteonu. Zamyka je zaś sylwetka Henriego de Toulouse-Lautreca, który odchodząc ze świata żywych w roku 1901, w wieku trzydziestu sześciu lat, poprzedzał czy też zapowiadał pojawienie się za sześć lat na Olimpie Stanisława Wyspiańskiego.

Rafael Raffaello Santi (1483–1520) znalazł miejsce wiecznego spoczynku w rzymskim Panteonie nie bez przyczyny. Wiadomo wszak, że to właś­nie on kierował pracami nad restauracją tej starożytnej świątyni poświęconej wszystkim bogom. Decyzję rodaków wspaniałego twórcy o złożeniu jego doczesnych szczątków właśnie w Panteonie na swój sposób uzasadnił Giorgio Vasari w Żywotach najsławniejszych malarzy, rzeźbiarzy i architektów, księdze wydanej w 1550 roku, czyli trzydzieści lat po śmierci genialnego artysty. Przypomniał on, że Santi urodził się 6 kwietnia 1483 roku, zmarł również 6 kwietnia w 1520 roku. W obu przypadkach był to Wielki Piątek. Ten fakt, w połączeniu ze wspaniałym dorobkiem Rafaela, pozwolił wybitnemu historio­grafowi sztuki, a zarazem malarzowi i architektowi, nazwać go „bogiem sztuki”! Jako takiego po śmierci opłakiwali go najwybitniejsi ówcześni włoscy poeci. Ale bo też w pełni uzasadniał to dorobek tego artysty, który żył zaledwie trzydzieści siedem lat, lecz pamięć o nim trwa niezmiennie już szósty wiek, jako o twórcy wspaniałych obrazów: Ukrzyżownia (1503), Trzech Gracji (1504), Zaślubin Marii z Józefem (1505), Autoportretu (1506), Portretu młodzieńca (1509–1511) – który do 1945 roku znajdował się w Muzeum Książąt Czartoryskich w Krakowie – a przede wszystkim Madonny Sykstyńskiej (1513–1516) i wciąż fascynujących przybyszy z całego świata swoją urodą fresków w Stanzach Pałacu Watykańskiego.

Nie tylko zresztą dzieła Rafaela fascynują kolejne pokolenia wielbicieli jego talentu. Również jego biografia zdaje się być wzorcem dla wielu innych twórców. Był synem uznanego w Urbino malarza i poety, Giovanniego Santi. Młody Rafael u ojca pobierał też pierwsze nauki. W wieku ośmiu lat stracił jednak matkę, a w wieku jedenastu lat – ojca. W dalszej drodze życia pomogli mu krewni, ale najwięcej zawdzięczał sobie. Genialny talent doskonalił najpierw w Perugii, potem we Florencji. Sprowadzeni do tego miasta przez władze Republiki dwaj inni geniusze – Leonardo da Vinci i Michał Anioł – stali się dla Rafaela prawdziwymi mistrzami (przez pewien czas artysta przebywał zresztą w pracowni Leonarda!). Sława jego szybko jednak dotarła do Rzymu. To dlatego papież Juliusz II wezwał go do Watykanu i zlecił mu udekorowanie sal (wzmiankowane wyżej Stanze Watykańskie). Ale Rzym to dla Rafaela także jego Fornarina, czyli Margarita Luti, ukochana modelka i jedyna kobieta jego życia. Wiele wskazuje na to, że wieść o nim bardzo szybko dotarła na Olimp. Wezwali go zatem bogowie do siebie w wieku trzydziestu siedmiu lat. Ich pomocnicą okazała się panująca w Rzymie w 1520 roku malaria.

Rafael Santi otwiera pochód wybrańców bogów z czasów nowożytnych. Zastęp to wyjątkowo liczny, szczególnie w XIX i XX wieku. Przewodniczy mu trzydziestopięcioletni Wolfgang Amadeusz Mozart (1756–1791), genialny kompozytor i wirtuoz austriacki. Pozostawił potomnym dzieła, dla których nie sposób znaleźć jakiegokolwiek porównania. Historycy muzyki piszą o dorobku kompozytorskim Mozarta liczącym kilkaset utworów. Wśród nich znajduje się trzynaście oper (między innymi Wesele Figara, Così fan tutte, Uprowadzenie z Seraju, Don Giovanni i Czarodziejski flet), ponad pięćdziesiąt symfonii, kilkadziesiąt koncertów fortepianowych, skrzypcowych i na inne instrumenty, słynne nieukończone Requiem i dziewiętnaście mszy (w tym Msza Koronacyjna oraz Wielka Msza c-moll). A jakże nie wspomnieć tu o kilkudziesięciu utworach o charakterze rozrywkowym?

Krótki żywot tego genialnego kompozytora i wirtuoza wielekroć przedstawiano już w rozprawach, studiach i książkach. Nakręcono o nim wiele filmów biograficznych. Tu chcę tylko przypomnieć, że urodził się w Salzburgu. Był synem Leopolda Mozarta, utalentowanego kompozytora i skrzypka, najmłodszym, siódmym z kolei dzieckiem w rodzinie Mozartów (spośród których okres niemowlęctwa przeżyło tylko dwoje: on i starsza siostra Maria-Anna). Obdarzony przez naturę wielkim talentem we wczesnych latach dzieciństwa poznał tajniki gry na skrzypcach, klawesynie, organach, a wreszcie na fortepianie. Potrafił po jednym wysłuchaniu utworu bezbłędnie go odtworzyć. Jako genialne dziecko w latach 1762–1766 objechał z ojcem i siostrą całą Zachodnia Europę, dając koncerty w tak znanych ośrodkach sztuki muzycznej, jak Monachium, Wiedeń, Bruksela, Paryż, Amsterdam i dziesiątkach innych. W wieku jedenastu lat stworzył swoją pierwszą operę. Wiele kompozycji tego geniusza muzyki weszło do dziejów światowej muzyki. Niestety, nie dane mu było dokończyć dzieła bodaj najsłynniejszego – Requiem, nad którym pracował w ostatnich miesiącach życia (na zamówienie hrabiego Franza von Walsegga, którego nazwisko jednak przez całe dziesięciolecia nie było znane). Mozart zmarł 5 grudnia 1791 roku w wieku trzydziestu pięciu lat. Nieznane są przyczyny jego zgonu. W opracowaniach poświęconych życiu kompozytora wymieniono łącznie 140 możliwych hipotez jego śmierci, spośród których najbardziej prawdo­podobna wydaje się ta, która mówi o wiedeńskim medyku, który postanowił przerwać kolejną chorobę artysty w sposób stanowczy…

Biografowie kompozytora piszą o jego słabym zdrowiu, licznych trapiących go dolegliwościach, ale zwracają szczególną uwagę na ostatnią z jego chorób, która trwała niespełna dwa miesiące i którą bezmyślnie „leczono” przez upuszczanie krwi, co zakończyło się zgonem. Nie tylko śmierć tego geniusza muzyki owiana jest mgłą tajemnicy. Spowija ona także jego pogrzeb (trzeciej klasy), przewidziany dla wiedeńczyków średniej warstwy społecznej, w zbiorowej fosie. Miejsce pochówku Mozarta nigdy nie zostało odnalezione. Dopiero w 1859 roku jego pamięć na cmentarzu Sankt Marxen, gdzie go pochowano, uczcił Hans Gasser, malarz i rzeźbiarz w jednej osobie, pomnikiem przedstawiającym Muzę siedzącą na granitowej skale, trzymającą w prawej ręce partyturę Requiem (lewa jej ręka spoczywa na stercie dzieł kompozytora). Pomnik ten był wiele razy dewastowany2. W 1891 roku przeniesiono go na cmentarz centralny Wiednia, w pobliże grobowców Beethovena, Straussa i innych znanych kompozytorów.

 

Wkrótce po Mozarcie na Olimp pospieszył liczący zaledwie trzydzieści trzy lata polski poeta Jakub Jasiński (1761–1794), bohater powstania kościuszkowskiego, żołnierz, który dosłużył się stopnia generała. Pochodził z Wielkopolski. Urodził się w Węglewie koło Pyzdr, jako syn oficera wojsk polskich. W 1773 roku został przyjęty do Szkoły Rycerskiej (Korpusu Kadetów), gdzie dosłużył się stopnia brygadiera, zdobywając umiejętności w zakresie fortyfikacji, budowy mostów i koszar. W 1784 roku wystąpił z wojska; powrócił jednak do niego po czterech latach, z chwilą rozpoczęcia obrad przez Sejm Czteroletni. Służył najpierw w oddziałach wojskowych w Warszawie. W 1789 roku król Stanisław August Poniatowski zlecił mu zorganizowanie na Litwie Korpusu Inżynierów Wielkiego Księstwa Litewskiego. Awansowany za zasługi przy organizacji owego Korpusu do stopnia pułkownika, w 1791 roku otrzymał rozkaz podjęcia prac projektowych przy budowie kolejnego odcinka Kanału Królewskiego (zwanego Augustowskim). Brał udział w wojnie polsko-rosyjskiej w 1792 roku (za obronę Brześcia otrzymał Krzyż Kawalerski Virtuti Militari. Latem 1793 roku przystąpił do spisku mającego na celu wywołanie powstania narodowego. W nocy z 22 na 23 kwietnia 1794 roku na czele kilkuset powstańców opanował Wilno, biorąc do niewoli ponad tysiąc rosyjskich żołnierzy. W dniu 3 maja 1794 roku decyzją Rady Najwyższej Litewskiej został mianowany naczelnym komendantem sił zbrojnych na Litwie, a 7 maja 1794 roku stoczył na obrzeżach Wilna nierozstrzygniętą bitwę z przeważającymi siłami rosyjskimi. Za zasługi w obronie stolicy Wielkiego Księstwa Litewskiego w dniu 11 maja 1794 roku został mianowany generałem. Zdolności, jakie wykazał w czasie walk powstańczych, a także wciąganie pod sztandary wojskowe rzesz chłopskich kosynierów, wywołały opór wśród części dowódców wojska polskiego. Wskutek intryg został w końcu maja 1794 roku odwołany z funkcji naczelnego wodza wojsk litewskich, co jednak nie wpłynęło na jego wierność ojczyźnie – pozostał w wojsku, służąc pod wodzą generała Michała Wielhorskiego, a potem – jako dowódca Dywizji Nadnarwiańskiej. Skierowanie przez cara na ziemie polskie potężnej armii Aleksandra Suworowa zmusiło Kościuszkę do odwrotu i zebrania wojsk w okolicach Warszawy. Jasińskiemu Naczelnik powierzył obronę północnego odcinka obrony stolicy: od Wisły do Targówka. W dniu 4 listopada 1794 roku zginął na Pradze, broniąc ostatniego punktu oporu – bastionu Zwierzyńca. Jego śmierć nie była dla żołnierzy zaskoczeniem, bowiem, jak po latach przypomniał Kazimierz Władysław Wójcicki, Jasiński,

opuszczając Wilno, poprzysiągł swoim przyjaciołom, że potrafi umrzeć, i dotrzymał słowa. Przy szturmie bowiem Pragi dnia 4 listopada 1794 roku, nie przyjąwszy pardonu – zginął3.

Zginął nie tylko znakomity żołnierz, w obronie Warszawy poległ także utalentowany poeta. Sił w poezji próbował od wczesnej młodości, choć za życia niczego nie ogłosił drukiem. Był przede wszystkim autorem wierszy wyrosłych z gruntu ideologii libertyńskiej, często o wyraźnym zacięciu antyklerykalnym (dowodem jest poemat heroikomiczny pt. Sprzeczki). Szczególną wartość mają jego utwory patriotyczne, będące dowodem gorącego umiłowania wolności i ojczyzny. Dowodzi tego między innymi poemat zatytułowany Do Stefana Batorego, będący pochwałą wielkiego króla. To właśnie Batorego wybrał sobie Jasiński na swojego patrona duchowego. Mądry i mężny król Stefan stał się jego ideałem życiowym. Pisał:

Nie podłość, nie pochlebstwo, lecz hołd winny cnocie

Wodzić będzie mym piórem w zaczętej robocie.

Polak jestem, od przodków wolną wziąłem duszę,

Myślę, gadam i czuję, jak znam, nie jak muszę.

(…)

Niech powiem dzieła męża, co słynął przed światem

Cnotą, sercem, rozumem, radą i bułatem.

(…)

Tyś był jeden pod słońcem, co dziwem nieznanym

Sam byłeś prawodawcą, sam swoim poddanym.

I sąsiad drżał przed tobą, obcy się dziwował,

Świat uważał, zazdrościł, wielbił i szanował4.

Legenda o Jasińskim jako poecie-żołnierzu znalazła się pośród tych, które rozwijali przede wszystkim romantycy. Szczególną atencją otaczał go Adam Mickiewicz, który nie tylko poświęcił mu nieukończoną tragedię pod tytułem Jakub Jasiński, ale wprowadził go na polski Olimp, umieszczając w Panu Tadeuszu jego portret na honorowym miejscu w soplicowskim dworze – tuż obok portretów Kościuszki i Rejtana.

Na Olimpie bogów greckich powitali go wzmiankowani wyżej Rafael Santi oraz Mozart. Wkrótce podążył jednak na ową wyjątkową górę Novalis, niemiecki poeta i prozaik epoki wczesnego romantyzmu5. Rozstał się on ze światem w wieku zaledwie dwudziestu dziewięciu lat. Żył w latach 1772–1801. Zasłynął przede wszystkim ze swych utworów niedokończonych, tak jak jego życie było niedokończonym. Chętnie podejmował tematykę wieków średnich, jak choćby w pozostawionych fragmentach powieści, których bohaterem jest średniowieczny wędrowny poeta (niem. Heinrich von Ofterdingen). Do tej epoki nawiązywał także w zbiorze pieśni religijnych Pieśni duchowe (niem. Geistliche Lieder, 1802). Sławę zyskał jedyny jego ukończony i wydany za życia zbiór wierszy pt. Hymny do Nocy (niem. Hymnen an die Nacht, 1800). Zawarł w nim dość oryginalną tezę o nocy, która miałaby być znacznie bardziej realną od dnia, bowiem – jak przekonywał – noc pozwala poznać ukrytą krainę ducha6. Novalis zmarł w 1801 roku na gruźlicę, która w XIX wieku zbierała obfite żniwo wśród ludności, szczególnie zaś – wśród artystów i poetów.

Zanim jednak owe ofiary gruźlicy pojawiły się na Olimpie, stanęli tu polscy poeci-żołnierze. Przed każdym spośród nich otwierały się bramy sławy, każdy oddał życie za ojczyznę. Pierwszym z nich był Cyprian Godebski (1765–1809) – poeta, a zarazem bohaterski żołnierz Legionów Polskich Jana Henryka Dąbrowskiego. W powstaniu kościuszkowskim udziału wprawdzie nie wziął (przebywał wówczas na prowincji, dokąd nie dotarły wieści o walkach powstańczych), ale po upadku insurekcji udał się na emigrację: do Drezna, a następnie do Rzymu. Tu zgłosił się w 1798 roku do tworzonego właśnie przez generała Franciszka Ksawerego Rymkiewicza jednego z oddziałów II Legii Polskiej. Jako legionista brał udział w toczonych na terenie Włoch bitwach. W jednej z nich został ranny. Kilka miesięcy spędził w oblężonej przez Austriaków twierdzy, co opowiedział w Pamiętniku oblężenia Mantui. Po upadku twierdzy wyszedł z niej o kulach, a podróż swoją do Londynu przedstawił w powieści Grenadier-filozof. Po krótkim pobycie w Paryżu wstąpił do powoływanej właśnie do życia przez generała Karola Kniaziewicza Legii Naddunajskiej. W jej szeregach walczył w kilku wielkich bitwach napoleońskich, w tym pod Hohenlinden. Po zawarciu pokoju między Francją a Rosją w Luneville opuścił wojsko i powrócił do kraju (wraz z założoną we Francji rodziną). W Warszawie trudnił się między innymi pracami redakcyjnymi przy czasopiśmie „Zabawy Przyjemne i Pożyteczne”. W 1806 roku na wezwanie generała Jana Henryka Dąbrowskiego pospieszył do Poznania w celu zorganizowania tam oddziałów piechoty polskiej. W 1807 roku na czele pułku Legii Kaliskiej stoczył kilka bitew z Kozakami. Jesienią 1808 roku znalazł się w twierdzy modlińskiej. Stąd w kwietniu 1809 roku wyruszył na wojnę z Austriakami. Walczył w oddziałach generała Michała Sokolnickiego, dowodząc pierwszym batalionem ósmego pułku w bitwie pod Raszynem. W dniu 19 kwietnia 1809 roku, w czasie brawurowego ataku na Austriaków, został trzykrotnie ranny. Zmarł w tym samym dniu w czasie nocnego odwrotu armii polskiej spod Raszyna do Warszawy.

Spuścizna literacka po Godebskim obejmuje dwa tomy, ma jednak dużą wartość artystyczną. Największą sławę zyskał jego Wiersz do Legiów Polskich, będący wyjątkowo gorzką oceną postępowania Napoleona z polskimi legionistami. Piał tam Godebski o ofiarach polskich żołnierzy w walkach pod wodzą cesarza Francuzów, ale i o wysłaniu ich na San Domingo, do walki z ludźmi broniącymi swojej wolności:

Szliście na głos braterstwa, -- lecz o losie srogi!

Ten grób znalazł, ten wróci bez ręki lub nogi,

Oddalony od braci, domu i rodziny,

Niejeden pije gorycz wpośród słodkiej trzciny;

A drugi, przebiegając okropne pustynie,

Lub cudzy głód nasyca, albo własnym ginie.

O hańbo! O ślepoto w ludziach niepojęta!

Ten, który został wolnym, poniósł drugim pęta7.

Pragnienie wolności u Polaków było tak mocne, że nie zważając na los legionistów zmuszonych do walk na Haiti, z chwilą, gdy cesarz Francuzów wezwał ich na wyprawę na Moskwę, pospieszyli natychmiast. W tysięcznych szeregach wyruszyli na kolejną wielką wojnę. Wierzyli, że ta wojna przyniesie Polsce wolność. Niestety, nie po raz pierwszy ani ostatni, zawiedli się. Polska się nie odrodziła się, mimo że oddały dla niej życie tysiące Polaków. Byli pośród nich także poeci.

Zanim przywołam tu innych polskich poetów-żołnierzy godzi się wspomnieć o sławnym poecie i dramaturgu niemieckim, który popełnił samobójstwo w okolicznościach – chciałoby się stwierdzić – romantycznych. Heinrich von Kleist (1777–1811), bo o nim mowa, od młodości związany był z wojskiem. Osierocony przez ojca – kapitana w wojsku księcia Leopolda Brunszwickiego – do armii wstąpił w 1792 roku. Po siedmiu latach służby opuścił armię, aby podjąć studia na Uniwersytecie we Frankfurcie nad Odrą. Po dwóch latach zrezygnował ze studiów i udał się w podróż (początkowo towarzyszyła mu starsza siostra; potem wędrował sam, często pieszo). Odwiedził szereg miast niemieckich, ale także szwajcarskich i francuskich. W tym czasie stworzył swoje pierwsze dramaty i nowele, a także poezje. Burzliwe czasy wojen napoleońskich sprawiły, że wędrujący po Europie Kleist przeżył rozliczne przygody – w 1807 roku został nawet uwięziony w Berlinie przez Francuzów i przewieziony wraz z dwoma kolegami do Châlons-sur-Marne. Uwolniony po zawarciu pokoju francusko-pruskiego w Tilsit ze wzmożoną aktywnością oddawał się pisarstwu. Pierwszy sukces literacki przyniósł mu wydany w tym samym 1807 roku dramat zatytułowany Amphitryon. W ślad za nim powstały coraz to nowe dramaty, a także nowele. Z grupą przyjaciół literatów założył stowarzyszenie, które zdecydowało się na wydawanie miesięcznika „Phoebus”. Po tym, jak udziału w jego redagowaniu odmówił Goethe, pismo przestało wychodzić w 1808 roku. Wkrótce potem Kleist opublikował Księcia Homburga, który miał mu przynieść sławę dopiero po śmierci. W 1810 roku zaczął wydawać pismo literackie „Abendblätter”, ale i to przedsięwzięcie nie przyniosło mu sławy. Od chwili, gdy podczas studiów przeczytał dzieła Immanuela Kanta, żył w poczuciu względności wszystkiego i wyciągnął z tego wniosek, że jedynie śmierć może rozwiązać jego problemy. W tym czasie poznał piękną trzydziestojednoletnią zamężną Henriettę Vogel, która stała się jego muzą. Nie wiadomo, czy połączył ich romans, czy tylko podobne rozumienie świata, które wyrażało się w coraz silniej dającym o sobie znać pragnieniu śmierci. Wiadomo, że Henrietta znajdowała się w tym czasie w daleko posuniętym stadium choroby nowotworowej, badacze przypuszczają jednak, że nie powiedziała o tym Kleistowi. Zgodziła się tylko na wyreżyserowaną do ostatniego szczegółu wspólną śmierć samobójczą. Aktu tego dokonali 21 listopada 1811 roku, w okolicach Poczdamu (Wansee), po wypiciu kawy nad brzegiem jeziora. Wcześniej wysłali do Berlina kurierem listy, w których powiadomili przyjaciół i bliskich o swojej decyzji. Ich śmierć odbiła się głośnym echem nie tylko w owym czasie, ale przede wszystkim u późniejszych czytelników dzieł tego poety, który świadomie, w towarzystwie ukochanej Henrietty, postanowił udać się na Olimp8.

Polski poeta Wincenty Reklewski (1786–1812) nie reżyserował swojego odejścia ze świata żywych. Pochodził z Ziemi Sandomierskiej. Przez kilka lat studiował na Uniwersytecie Krakowskim, ale studia przerwał, zdecydował się bowiem w 1806 roku wstąpić do armii księcia Józefa Poniatowskiego. Za zasługi w bitwie o Sandomierz w 1809 roku otrzymał Złoty Krzyż Virtuti Militari. W 1811 roku wydał tomik poezji pod tytułem Pienia wiejskie, który zaliczany jest do ważniejszych osiągnięć szkoły sentymentalnej w literaturze polskiej. W czerwcu 1812 roku wyruszył z dywizją generała Michała Sokolnickiego na wojnę z Moskwą. Odznaczył się zaszczytnie w zwycięskiej bitwie wojsk Napoleona z Rosją pod Smoleńskiem (w sierpniu 1812 roku). Z powodu ciężkiej choroby nie wziął już jednak bezpośredniego udziału w krwawej bitwie pod Możajskiem. Po tej bitwie dowieziony został jeszcze do lazaretu w Moskwie, gdzie zmarł po kilku dniach. Oczywiście nie zachował się jego grób.

 

Nie zachował się także grób jego najbliższego przyjaciela, poety Andrzeja Brodzińskiego (1786–1812). Ten absolwent tarnowskiego gimnazjum, student Uniwersytetu Krakowskiego, autor między innymi swobodnego przekładu Dziewicy Orleańskiej Friedricha Schillera, a także tomiku własnych poezji (wydanego w 1807 roku), zapisał się trwale w dziejach literatury polskiej nie tylko jako twórca sielanek, ale i autor popularnych wierszy patriotycznych. Do wojska Księstwa Warszawskiego wstąpił w 1807 roku. Podobnie jak Reklewski w 1812 roku wziął udział w wyprawie na Moskwę. Ze swoim pułkiem dotarł aż do stolicy Rosji. Niestety, wkrótce nastąpił wielki odwrót armii cesarza Francuzów. Najkrwawszą bitwę stoczyły teraz wojska Napoleona z Rosjanami nad brzegami Berezyny. Andrzej Brodziński zginął w czasie czwartego, ostatniego dnia tej bitwy, 29 listopada 1812 roku.

W dniu 23 lutego 1821 roku u bram Olimpu stawił się dwudziestosześcioletni John Keats, jeden z największych poetów angielskich epoki romantyzmu. Ten syn stajennego, wcześnie osierocony razem z pozostałym rodzeństwem, z woli opiekuna miał zostać chirurgiem (kilka lat praktykował w tym zawodzie u chirurga Thomasa Hammonda w Enfield, a następnie w jednym ze szpitali londyńskich), jednak nieprzeparta miłość do literatury sprawiła, że został poetą. Wszedł też dość szybko w środowisko podobnych sobie twórców, jego przewodnikiem został bowiem Percy Bysshe Shelley. Tragiczna w skutkach dla początkującego poety okazała się podjęta wspólnie z przyjacielem Charlesem Armitage Brownem w 1818 roku wyprawa do Dumfries w Szkocji, na grób ich patrona poetyckiego – Roberta Burnsa. To w czasie owej podróży Keats miał nabawić się silnego przeziębienia, które dało początek gruźlicy. Ponieważ choroba rozwijała się szybko, w roku 1820 za poradą lekarzy poeta wybrał się w towarzystwie innego młodego twórcy, Josepha Severna, do Włoch, gdzie spodziewał się odzyskać zdrowie. Celem wyprawy dwóch młodzieńców był Neapol, ale nigdy tam nie dotarli. John Keats zmarł w Rzymie w dniu 23 lutego 1821 roku. Pozostawił po sobie stosunkowo niewielki dorobek: trzy tomiki poezji, zawierające sto kilkadziesiąt wierszy, ballady i poematy, ale utwory te były na tyle znaczące, że do dzisiaj zalicza się go do czołowych poetów epoki romantyzmu9.

Jednak nie tylko przeklęta aż do czasów Alexandra Fleminga i jego odkryć gruźlica była przyczyną przedwczesnej śmierci wielkich poetów i artystów z przełomu XVIII i XIX wieku. Wywodzący się z bogatej rodziny szlacheckiej Percy Bysshe Shelley (1792–1822) zasłynął jako poeta i pisarz polityczny, ale także gorący apostoł ateizmu. Wiodąc bujne życie uczuciowe (w wieku osiemnastu lat poślubił córkę oberżysty, by po dwóch latach porzucić ją i uciec na kontynent europejski z Mary Wollstonecraft, późniejszą głośną autorką powieści Franken­stein), był znany nie tylko z ateistycznych poglądów, które głosił w swoich esejach i poematach, ale przede wszystkim z ostrej walki politycznej, jaką prowadził od czasów młodości przez całe krótkie życie z instytucjami państwa i Kościoła (wiersze polityczne, eseje). W dziejach literatury pięknej zapisał się przede wszystkim jako autor Prometeusza rozpętanego (ang. Prometheus Unbound, 1818), udramatyzowanego poematu będącego swoistym dopełnieniem dzieła Ajschylosa. Także okoliczności jego śmierci i pochówku mają swój wymiar poetycki. Okazuje się, że jeden z największych poetów angielskich XIX wieku utopił się w czasie podróży morskiej żaglowcem „Don Juan” płynącym z Livorno do Lerici w dniu 8 lipca 1822 roku. Powracał w towarzystwie Edwarda Williamsa ze spotkania w Pizie z zaprzyjaźnionym pisarzem i wydawcą Leigh Huntem. W czasie burzy, jaka rozpętała się na morzu, żaglowiec zatonął wraz z załogą. Po pięciu tygodniach, 16 sierpnia, Byron zorganizował na wzór antyczny pogrzeb swojego przyjaciela: na plaży koło Viareggio wzniesiono stos, na którym spalono zwłoki Shelleya. Prochy złożono na protestanckim cmentarzu w Rzymie.

W niespełna dwa lata po śmierci Shelleya bezwzględni wobec śmiertelników bogowie zaprosili do siebie dwóch innych wielkich artystów: zmarłego w wieku trzydziestu trzech lat francuskiego malarza Théodore’a Géricaulta oraz angielskiego genialnego poetę George’a Byrona, który zginął w wieku trzydziestu sześciu lat. Théodore Géricault przeszedł do dziejów francuskiej, ale i europejskiej sztuki jako swoisty wzorzec romantyka. Żył krótko (urodził się 28 września 1791 roku, a zmarł 26 stycznia 1824 roku). W poświęconej mu literaturze przedmiotu można przeczytać, że przyczyną jego śmierci był upadek z konia w czasie przejażdżki po uliczkach podparyskiego naówczas Montmartre’u. Współcześni badacze przypominają jednak, że zanim pasja do półdzikich koni przywiodła artystę do dramatycznego upadku, doprowadził on swój organizm do niemal zupełnego wyczerpania, a upadek z konia na rue des Martyrs był tylko ostatnim z jego licznych ekscesów. W dziejach światowej sztuki Géricault jest obecny jako wyjątkowo uzdolniony malarz koni (godzi się tu wspomnieć o słynnym obrazie Mazepa (1819), który artysta namalował po lekturze poematu George’a Byrona pod takim samym tytułem), twórca serii portretów szaleńców – pacjentów paryskiego szpitala psychiatrycznego, a przede wszystkim – jako autor Tratwy Meduzy, wstrząsającego obrazu, wciąż w Luwrze obleganego przez tłumy widzów.

W niespełna trzy miesiące po śmierci Géricaulta rozstał się ze światem powszechnie uważany za jednego z największych poetów angielskich i europejskich trzydziestosześcioletni George Gordon Byron (urodzony 22 stycznia 1788 roku, zmarł 19 kwietnia 1824 roku). Jego krótkie życie bardzo szybko przeszło do historii. Rzecz w tym, że osobnym torem podąża żywa do dzisiaj legenda o Byronie jako o twórcy (kodyfikatorze) nowych, romantycznych gatunków literackich: powieści poetyckiej (Giaur, 1813) oraz poematu dygresyjnego (Wędrówki Childe Harolda, 1812–1819; Don Juan, 1819–1824), a osobno legenda o tak zwanym bohaterze bajronicznym, która zawdzięcza swoją żywotność zarówno stworzonym przez Byrona utworom, jak i jego niewątpliwie niezwykłej, ale mało chwalebnej biografii.

Ponieważ uczniowie nie tylko szkół europejskich poznają przynajmniej fragmenty utworów tego poety, sądzę, że warto przywołać tu choćby kilka faktów z jego życia. George Byron był synem oficera wojsk angielskich, Johna Byrona, którego biografia nadawałaby się znakomicie na scenariusz filmu przygodowego. Rzecz w tym, że przyszły autor Giaura nie poznał swego ojca (ten zmarł był bowiem we Francji w 1791 roku, kiedy George – mieszkający z matką w Anglii – liczył zaledwie trzy lata). Od urodzenia utykający na nogę, obdarzony przy tym wyjątkową urodą, Byron od wczesnych lat stał się obiektem zainteresowania kobiet (w różnym wieku). Odziedziczywszy w wieku dziesięciu lat tytuł lorda Byrona (po zmarłym bezdzietnie lordzie Williamie, stryjecznym dziadku) młodzieniec poznawał Szkocję z jej starymi gotyckimi zamkami, ruinami, a przede wszystkim niezwykłym pejzażem. W wieku siedemnastu lat, po ukończeniu szkoły w Harrow, został słuchaczem Trinity College w Cambridge. Prowadząc niezbyt przykładny żywot studenta, zdobył jednak dyplom ukończenia studiów i w 1809 roku postanowił zostać politykiem – w marcu tego roku wszedł do Izby Lordów (po weryfikacji przynależnych mu tytułów). Ale już w czerwcu 1809 roku w towarzystwie kilku przyjaciół wyruszył w dwuletnią podróż na Wschód, z dłuższymi przystankami na Malcie, w Smyrnie, Konstantynopolu i Atenach. W tym czasie poznał języki: starogrecki i nowogrecki oraz włoski. W lipcu 1811 roku wrócił do Anglii. Oprócz materialnych pamiątek (na przykład czaszek znalezionych w sarkofagach) przywiózł ze sobą rękopis dwóch pierwszych pieśni Wędrówek Childe Harolda, które zaczął pisać w październiku 1809 roku.

Osiadłszy w Londynie, wciąż marzy o wejściu w świat polityki (niestety, bez sukcesów). W 1812 roku rozpoczyna karierę literacką – wydaje dwie pierwsze pieśni Wędrówek, w roku następnym Giaura oraz Narzeczoną z Abydos, w 1814 roku natomiast Korsarza – i staje się najsławniejszym angielskim poetą (o czym świadczyć może fakt, że w pierwszym dniu po ukazaniu się Korsarza wydawca sprzedał 10 tysięcy egzemplarzy tomiku!). Wywołuje raz po raz skandale natury obyczajowej (liczne związki i romanse, w tym z kobietami zamężnymi „ze sfer”, ale i z młodzieńcami), które, niestety, nie ustały po zawarciu małżeństwa z rozsądku z Anną Isabellą Milbank. Małżeństwo przetrwało zaledwie rok. W kwietniu 1816 roku poeta postanowił definitywnie opuścić Anglię. Najpierw osiadł w Szwajcarii. W Genewie poznał Shelleya i jego żonę Mary, z którymi się zaprzyjaźnił. Jednym z owoców wspólnej podróży śladami Jeana-Jacques’a Rousseau na statku płynącym po Jeziorze Genewskim był poemat Więzień Chillonu (poeta oparł jego fabułę na dziejach więzionego w tym zamku przez sześć lat wielkiego patrioty szwajcarskiego, księcia François Bonivarda).