Zapisane w pamięciTekst

Autor:Ewa Pirce
0
Recenzje
Oznacz jako przeczytane
Jak czytać książkę po zakupie
Czcionka:Mniejsze АаWiększe Aa

RUNDA 5

 
Rozpadam się na kawałki, ledwie oddycham
ze złamanym sercem, które wciąż bije.
W bólu jest uzdrowienie,
w twoim imieniu znajduję sens,
więc trzymam się, trzymam się, trzymam się.
Ledwo się ciebie trzymam.
 
Lifehouse, Broken

Eva

Przez całą drogę targały mną różnego rodzaju uczucia. Początkowy strach ostatecznie ustąpił miejsca zadowoleniu i ciekawości. Dowiedziałam się kilku istotnych rzeczy o mężczyźnie siedzącym obok. Moje wcześniejsze opory topniały. Cieszyłam się, że ostatecznie odważyłam się na to spotkanie. Wciąż nie wiedziałam, dokąd jedziemy, ale nie czułam już się z tym aż tak źle jak na początku. Być może pomogła w tym luźna pogawędka, z której dowiedziałam się chociażby tego, że jest zawodowym bokserem. Co prawda fakt, że zarabia na życie przemocą fizyczną, wprawił mnie w przerażenie, coś mi jednak mówiło, że mnie nigdy nie skrzywdziłby fizycznie, więc uczepiłam się tego przeczucia.

Alex miał niesamowity dar zawracania moich myśli z ciemnego szlaku przeszłości i przerażenia. Sprawiał, że odpuszczałam, nie byłam już tak ostrożna i podejrzliwa. Może nie byłby to dla kogoś innego powód do zadowolenia, ale nikomu nie wypalono w umyśle takich wspomnień i lęków, jakie nawiedzały mnie. Upiory dawnych zdarzeń nieustannie waliły do drzwi mojej podświadomości, nie dając o sobie zapomnieć, co męczyło i sprawiało, że bez przerwy budził się we mnie strach – największy wróg człowieka. Alex ten strach usypiał, nie wiedziałam jak, ale robił to, dzięki czemu zaczynałam czuć wobec niego coś, czego czuć nie powinnam.

Zjechaliśmy z głównej drogi, sunąc przez otaczający wąską ścieżkę las. Po kilku minutach opuściliśmy zielony wąwóz i zza leśnej ściany wyłoniła się wielka majestatyczna żelazna brama. Była wysoka na kilka metrów. Po obu jej bokach wyrastały z ziemi potężne kamienne mury pokryte bluszczem. Alex odsunął szybę, żeby otworzyć niewielkich rozmiarów skrzynkę, po czym wystukał na schowanym wewnątrz panelu kilka cyfr. Usłyszałam głośne skrzypnięcie i wrota rozwarły się przed nami. Czułam się jak bohaterka jednego z romansów, które od czasu do czasu zdarzało mi się czytać.

Moją uwagę przykuł otaczający nas ogród. Drzewa, krzewy, kwiaty. Nie spodziewałabym się po kimś wyglądającym tak jak on czegoś równie bajecznego. Prędzej postawiłabym na krótko przycięty trawnik i co najwyżej kilka drzew. Bardziej pasowała mi do niego surowa prostota, coś nowoczesnego i niewymagającego zachodu. Tymczasem zastałam totalne przeciwieństwo mojego wyobrażenia. Cały teren dosłownie tonął w zieleni. Wszelkiego rodzaju drzewa i idealnie przycięte krzewy oraz setki kwiatów zdobiących grunt nadawały miejscu magicznej aury. Byłam tak zachwycona widokiem, że nawet nie zauważyłam, kiedy Alex zatrzymał samochód.

Przed nami stał stary dom z kamienia. Podobnie jak po murach strzegących posiadłości, po nim również wdrapywał się bluszcz. Wyglądało to tak, jakby chciał uchronić zachwycającą budowlę przed wścibskimi spojrzeniami, a także stał na straży intymności właścicieli. Natychmiast zrozumiałam, dlaczego właśnie to miejsce Alex wybrał na swoją samotnię. Czułam się tu bezpiecznie, mimo że nie powinnam – towarzyszył mi przecież obcy mężczyzna. Powinnam odczuwać lęk i niepokój, ale to tylko w teorii. Praktyka była zupełną odwrotnością.

Kiedy przekraczaliśmy próg domu, przemknęły mi po kręgosłupie ledwo wyczuwalne dreszcze. Wchodząc do środka, miałam wrażenie, jakbym zaglądała w czyjś umysł, w duszę otoczoną przez długi czas pancerzem. Rozejrzałam się nieśmiało po wnętrzu. Salon był obszerny. W centrum została ustawiona kanapa. Naprzeciw niej znajdował się duży murowany kominek, obok którego leżało równo poukładane drewno. Po lewej stronie, tuż przy oknie, stał masywny fotel, a przy nim okrągły drewniany stolik. Pod ścianą natomiast umieszczono sięgający pod sam sufit regał, wypełniony od góry do dołu książkami.

Środek domu zachwycał nie mniej niż fasada i ogród. Kuchnia była tak duża, że spokojnie pomieściłaby trzydzieści osób, a wyposażenie stanowiło marzenie każdego szefa kuchni. Byłam oszołomiona stylem, w jakim wszystko zostało urządzone.

Alex zaproponował mi wino, które przyjęłam z wdzięcznością. Onieśmielał mnie sposób, w jaki na mnie patrzył. Zastanawiałam się, czego on tak naprawdę ode mnie oczekiwał. Pociągnęłam solidny łyk wina, żeby złagodzić rosnąca tremę. Przyjemne ciepło rozlało mi się po gardle, odciągając chwilowo moje myśli w inne rejony. Obserwowałam każdy jego ruch, gdy przyrządzał dla nas kolację. Ciemne włosy opadały mu na czoło, a oczy w kolorze chabrów koncentrowały się na tym, co robił. Kiedy się poruszał, otulone szczelnie koszulą mięśnie tańczyły pod skórą – każdy z nich synchronicznie pracował, co stanowiło bardzo smakowity dla oka widok. Dostrzegłam również, że gdy był skoncentrowany bądź głęboko zamyślony, jego usta delikatnie się poruszały. Jakby toczył ze sobą wewnętrzną rozmowę. Zapewne nie zdawał sobie sprawy z tego, że tak robi, co tylko dodawało mu uroku.

Nieoczekiwanie spojrzał na mnie spod rzęs, przyłapując mnie na gapieniu się na niego. Szybko opuściłam wzrok, a moje policzki powlekły się szkarłatem. Kiedy ponownie ośmieliłam się na niego zerknąć, nakładał na talerze jedzenie.

Rozmyślałam nad tym, co takiego we mnie dostrzegł. Przecież był uosobieniem kobiecych fantazji. A ja? Ja byłam nikim.

Siedzieliśmy przy stole, pochłaniając posiłek w milczeniu. Mimo że panująca pomiędzy nami cisza nie była uciążliwa czy krepująca, cały czas rozważałam, czy wypada mi coś powiedzieć. Skoro jednak on tego nie robił, to i ja postanowiłam się nie odzywać.

Jadłam nieśpiesznie, delektując się każdym kęsem. Nie było to nic wykwintnego – makaron z sosem pomidorowym – ale pachniało i smakowało wyśmienicie. Doceniałam wszystko, co dostałam od losu. W życiu niejednokrotnie głodowałam, a wtedy mój umysł podrzucał mi obrazy wielu momentów, gdy krzywiłam się na widok czegoś, co mi nie smakowało, albo gdy wyrzucałam jedzenie do kosza. Teraz nie byłabym w stanie tego zrobić. Nie po tym, jak na własnej skórze doświadczyłam, co oznacza być głodnym.

Po kolacji Alex zebrał talerze, nie pozwalając mi sobie pomóc. Wyjął z lodówki butelkę wody i po dolaniu mi wina wyszliśmy na taras. Kiedy zeszłam z drewnianego podestu, obcasy wbiły mi się w ziemię. Zsunęłam więc buty ze stóp, aby ich nie zniszczyć. Alex przyglądał mi się z widocznym zaskoczeniem na twarzy. Po chwili jednak wprawił mnie w osłupienie, również pozbywając się obuwia i dołączając do mnie. Z uśmiechem na ustach i maskowaną ekscytacją ścisnęłam jego dłoń, ruszając po wilgotnej, chłodnej trawie w głąb ogrodu. Pośrodku stały dwa stateczne, zapierające dech w piersiach stare dęby, które sprawiały wrażenie monarchów mających pieczę nad swoimi poddanymi. Były centrum, początkiem i wrotami wprowadzającymi gości do tego cudownego miejsca. Pomiędzy nimi umiejscowiona została duża drewniana ławka. Alex rozłożył na siedzisku gruby wełniany pled, który zabrał ze sobą z domu, i jeszcze jeden cieńszy, mający służyć, jak się domyśliłam, do okrycia nóg przed chłodem.

Czułam się bardzo dobrze, mój nowy znajomy okazał się być troskliwym i bardzo dobrym kompanem do towarzystwa. Nigdy nie sądziłam, że ktoś tak przystojny i umięśniony może być również tak niesamowicie inteligentny. Wstyd się przyznać, ale osoby jego postury automatycznie wrzucałam do worka „niemyślący mięśniak”. On jednak był dowodem na to, że nie powinno się szufladkować ludzi. Tak samo oceniana mogę być przecież przez innych i ja. Nie chcesz być ocenianym, sam nie oceniaj – od dzisiaj zamierzałam trzymać się tego motta.

Mogłabym się z nim zaprzyjaźnić – przemknęła mi przez głowę myśl. Wzdrygnęłam się, odrzucając ją od siebie szybciej, niż się pojawiła, i zajęłam umysł czymś zupełnie innym. Chciałam poznać siedzącego obok mnie mężczyznę. Chciałam czegokolwiek się o nim dowiedzieć, z cichą nadzieją, że nie będzie chciał zrobić tego samego w stosunku do mojej osoby.

Wszystko szło bardzo dobrze, śmialiśmy się i żartowaliśmy. Opowiedział mi nieco o sobie i swojej przeszłości. Zaczynałam się relaksować i cieszyć, że pozwoliłam się namówić na spotkanie. Pomyślałam nawet, że może nie jest za późno i zdołam odzyskać życie, jakie wiodłam przed spotkaniem potwora, który sprawił, że koszmar stał się rzeczywistością.

Nagle, nie wiadomo kiedy i dlaczego, wszystko uległo zmianie. Zachowanie Aleksa przeistoczyło się w zaskakującym tempie z przyjaznego na rozdrażnione. Stał się poirytowany, czułam jego złość niemal w fizyczny sposób. Jasne i ciepłe oczy pociemniały, mięśnie się napięły, a źrenice zwęziły pod wpływem negatywnych emocji.

Patrzył w moją stronę z niekrytą złością. Miałam wrażenie, że mnie nie widział. Na moment wpadłam w sidła paniki i strachu. Byłam boleśnie świadoma tego, że obudziłam jakieś uśpione wspomnienia. Dopiero gdy przyjrzałam mu się uważnie, lęk odpłynął, zastąpiony żalem i smutkiem.

Wiedziałam, jak to jest – wiedziałam, jak wygląda zniszczony przez życie człowiek, bo sama nim byłam. Wyciągnęłam dłoń, chcąc go dotknąć, okazać mu wsparcie. Wyrwać z miejsca, do którego podążył jego umysł, ale w momencie, kiedy się poruszyłam, drgnął, zaciskając pięści tak mocno, że aż pobielały mu knykcie. Jego oddech przyśpieszył i chociaż siedział, sprawiał wrażenie, jakby właśnie przebiegł kilka kilometrów. Znacznie zbladł, a na czole zalśniły mu krople potu. Przeraziłam się, ponieważ po raz pierwszy widziałam kogoś w takim stanie. Kogoś, kto nie był mną.

Przez cały ten czas tkwił w tej samej pozycji. Bałam się go dotknąć, bo wiedziałam czym może się to skończyć. Miałam ochotę uciec i jednocześnie chciałam go przytulić. Nie miałam pojęcia, jakiej spodziewać się reakcji, ale nie mogłam pozwolić, by brnął dalej ku mrocznej otchłani, do której bezsprzecznie zmierzał. Postanowiłam zaryzykować. Ostrożnie przysunęłam się bliżej. Wyraźniej poczułam korzenną woń jego perfum, delikatny zapach potu i coś, co sprawiało, że zapragnęłam wtulić się w jego szeroką, umięśnioną klatkę piersiową, mimo że jego defensywna postawa nie zachęcała do jakiegokolwiek kontaktu.

 

Kolejny raz, niemalże krzycząc mu wprost do ucha, wyrzuciłam z siebie jego imię.

Wystraszyłam się, cofając się szybko, gdy potrząsnął głową. Zacisnął mocno powieki i wziął głęboki wdech. Po chwili otworzył oczy i spojrzał na mnie, zmieszany i zawstydzony tym, co się przed chwilą wydarzyło. Po kilku niezwykle długich sekundach odwrócił wzrok i rozluźnił pięści, opuścił na moment głowę, po czym ponownie na mnie spojrzał.

Starałam się dowiedzieć, co się wydarzyło, ale, tak jak sądziłam, zbył mnie głupim tłumaczeniem. Nie spodziewałam się, że zechce mi wyjawić najwyraźniej wciąż żywe wspomnienia. Wiedziałam jednak, że muszę spróbować. Sama wlekłam za sobą ogrom cierpienia. Może nie mogłam mu pomóc, ulżyć czy przynieść ukojenie, ale byłam w stanie zrozumieć. A miałam świadomość, jak wiele znaczyło mieć kogoś, kto rozumie.

Podniosłam drżącą dłoń i dotknęłam delikatnie jego szorstkiego od zarostu policzka. Odważyłam się. Z początku w jego oczach malowało się przerażenie zmieszane z zaskoczeniem, przyglądał mi się niedowierzająco i z pytaniem w oczach. Na przemian otwierał i zamykał usta, jakby chciał coś powiedzieć, ale nie potrafił wydobyć z siebie głosu. Oderwał ode mnie wzrok i opadł na oparcie ławki, tym samym się ode mnie odsuwając. Ubodło mnie to odrzucenie, lecz nie dałam tego po sobie poznać.

Chwycił szybkim ruchem butelkę z wodą i wypił całą jej zawartość. Poczułam się nie na miejscu. Zrozumiałam, że przesadziłam, nie miałam prawa przekraczać granicy intymności i zaglądać w mroczne, pełne lęków rejony.

Nie miałam do tego prawa. Nagły wstyd i poczucie winy wypłynęły na powierzchnię. Nie chciałabym, aby ktokolwiek ingerował w moją ciemność, więc jak śmiałam ingerować w jego.

Podniosłam się szybko, zrzucając z kolan koc. Nawet nie zarejestrowałam, kiedy się tam znalazł. Cofnęłam się z zamiarem odejścia, unikając wzroku Aleksa. Wtedy jednak ujął mnie za dłoń i przyciągnął do siebie. Zachwiałam się, tracąc równowagę, i opadłam wprost na jego kolana. Natychmiast poczułam, jak przez moje ciało przechodzi znajoma fala gorąca. Musiałam się uwolnić. Spojrzałam w jego wielkie, nadal pociemniałe oczy, nie mogąc złapać tchu. Duża ciepła dłoń, którą trzymał na moim ramieniu, pomknęła w dół. Zadygotałam, ale nie z przyjemności, tylko ze strachu. Ogrom emocji bombardował moją głowę i serce. Nie powinnam się go bać, przecież nie zrobiłby mi nic złego. Ale czy na pewno? Jego gorący oddech owiewał moją twarz. Zacisnęłam powieki, usiłując zapanować nad formującą się wewnątrz mnie wichurą paniki.

– Evo? Drżysz… – zauważył, a w jego głosie nutka zaskoczenia przeplatała się z lękiem.

– Proszę – jęknęłam cicho. – Muszę wstać.

Jego dłonie natychmiast oderwały się ode mnie.

– Nie skrzywdzę cię, aniele. – Głos miał cichy, zbolały.

Podniosłam się, kolana mi drżały, więc musiałam usiąść na ławce, mimo że jedyne, na co miałam ochotę, to ucieczka. Zaczerpnęłam kilka głębokich oddechów, żeby się uspokoić. Oczyściłam umysł z wszelkich myśli, nucąc w głowie Dernière Danse Indili – piosenkę, która przywróciła mnie do życia.

– Skąd wiedziałaś? – odezwał się w końcu.

Zapewne po to, by oderwać moje myśli od tego, co wywołało atak.

– Wiem, jak wygląda złamany człowiek. Wiem, jak to jest zostać wciągniętym w mroczną otchłań wspomnień – odpowiedziałam bez wahania głosem cichym i drżącym z nadmiaru emocji.

Piekło mnie pod powiekami i szczypało w nosie. Starałam się powstrzymać potok łez, które groziły powodzią.

– Boisz się mnie. – To nie było pytanie, tylko stwierdzenie. – Nie powinnaś. Nie skrzywdzę cię, aniele. Przysięgam – zapewnił.

Dzieliło nas jakieś pół metra. Alex nie zbliżał się do mnie, ale dotknął czule mojej dłoni. Sprawdzał, jak daleko może się posunąć, i pokazywał mi, że nie powinnam się go obawiać. Pozwoliłam mu spleść jego palce z moimi. To było takie niewinne. Nie przerażało. Czysty i pokrzepiający gest. Nic seksualnego czy brudnego.

Poczułam spokój i bezpieczeństwo, których dotąd nie zaznałam. To było tak abstrakcyjne, że nie miałam pojęcia, jak się zachować. Sprawił, że mój niepokój umknął w ciemny kąt, a jego miejsce zajęło ukojenie. Zmęczona tym, co działo się nie tylko dzisiaj, ale i przez ostatnie lata, opadłam z sił i oparłam głowę na jego ramieniu.

– Przepraszam – wydusiłam przez zapchane emocjami gardło.

– Nie przepraszaj. Posiedźmy tak, proszę. Tylko ten raz… ten jeden raz – niemal błagał, a na jego przystojnej twarzy malowała się udręka.

Przez to, że nie rozumiałam, dlaczego wypowiedział te słowa, w moim sercu zakiełkował nowy rodzaj cierpienia. Zawładnęło mną wrażenie, jakby się ze mną żegnał. Nie chciałam tego, choć wiedziałam, że tak byłoby najlepiej dla nas obojga.

– Spójrz, aniele – polecił łagodnie, wskazując na coś przede mną.

Uniosłam wzrok i zobaczyłam, że cały ogród migocze. Osłupiała, oderwałam głowę od jego ramienia i zapatrzyłam się w małe świecące punkciki, rozsiane pomiędzy drzewami, które nieśpiesznie się poruszały. Powoli wstałam. Zanurzając stopy w zimnej, mokrej trawie, podążyłam przed siebie, wiedziona czarodziejskim blaskiem, który mnie całkowicie oczarował. Stałam pośrodku ogrodu, otoczona bujną roślinnością, a wokół mnie jaśniały świetliki w radosnym nocnym tańcu. Srebrzyste kłęby cekinów zdobiły korony drzew. Czułam się tak lekko i bajecznie, jakbym przeniosła się do świata pełnego magii, pozbawionego zła i cierpienia. Stąpałam po zielonym dywanie, z zachwytem chłonąc rozpościerający się wokół mnie widok. Nie wiem, ile minęło czasu, zanim Alex za mną stanął, nie dotykając mnie jednak.

– Mogę? – zapytał, a ciepło jego głosu owiało moją szyję.

Przełknęłam nerwowo ślinę, przytakując niepewnie głową.

Poczułam obejmujące mnie ramię. Wypuściłam wstrzymywane nieświadomie powietrze i starałam się nie skupiać na jego spoczywającej na mojej talii dłoni. Pozwoliłam mu na tę bliskość, chcąc uszczknąć dla siebie trochę spokoju i ciepła. Pozwoliłam sobie na chwilę zatracenia z tym już nie tak obcym mężczyzną. Zatopiłam się w nim, poddałam jego woli.

– Cudowanie tu – szepnęłam, obawiając się odezwać głośniej, żeby nie zburzyć magicznej chwili.

– Wiem – odszepnął. Oparł brodę o moje ramię, wtulając się tym samym we mnie. Wzdrygnęłam się, ale nie odsunęłam. Zaufałam mu i miałam nadzieję, że mnie nie zawiedzie. – Właśnie to chciałem ci pokazać. – Jego gorący oddech muskał moją chłodną skórę, znacząc ją gęsią skórką. – Kiedy po raz pierwszy je zobaczyłem, sądziłem, że to małe aniołki, które przyleciały, żeby zabrać moją duszę i uwolnić mnie od życia.

To wyznanie wprawiło mnie w osłupienie. Mimowolnie okręciłam się i spojrzałam na niego, gdy pierścień udręki zacisnął się na moim sercu. Wyraz jego twarzy był nieprzenikniony, tylko oczy zdradzały, jakie emocje miotają jego wnętrzem.

– Nie rób tego, Evo.

Zdumiała mnie szorstkość jego głosu, tak inna od łagodnego dotyku.

– Czego?

– Nie użalaj się nade mną, nie zasługuję na to, wierz mi.

– Nie robię tego – zapewniłam.

Przyglądał się badawczo mojej twarzy, jakby sprawdzał, czy go nie okłamuję. Kiedy najwyraźniej znalazł to, czego szukał, wziął mnie za rękę i pociągnął w kierunku ławki, na której siedzieliśmy kilka minut temu.

– Zimno ci? – zapytał, gdy się już wygodnie usadowiliśmy.

– Jest w porządku – odparłam, mimo że w rzeczywistości wieczorny chłód głęboko przenikał moje ciało.

Zorientował się, że kłamię. Przykrył nas kocem. Zarzucił mi rękę na ramiona, zachowując jednak odpowiedni dystans.

– Jaka jest twoja historia? – zapytał po chwili milczenia, które bardzo mi odpowiadało.

Mogłam się tego spodziewać, szło zbyt dobrze. Wiedziałam, że ten stan nie mógł trwać zbyt długo. Miałam świadomość, że nie obędzie się bez pytań na temat tego, co jest zakorzenione głęboko wewnątrz mnie. Liczyłam jednak, że nastąpi to później niż wcześniej. Przełknęłam nerwowo ślinę, szukając przekonującej wymówki.

– Nie chcę teraz o tym rozmawiać. – Zdecydowałam się na największy banał świata, ponieważ nic innego nie przyszło mi do głowy.

– Rozumiem. – Pomasował moje ramię, na którym trzymał dłoń, żeby rozluźnić moje napięte mięśnie. – I wiem, że nie jest łatwo dzielić się z kimś swoimi problemami.

– Aleksie – przerwałam – pozwól mi, proszę, cieszyć się tym widokiem i twoim towarzystwem. Chcę zapisać w pamięci każdy szczegół, który sprawia mi radość.

– Wybacz. Masz rację, nie budźmy czegoś, co powinno spać.

Odpuścił, ale wyglądał na zranionego.

Po tej szorstkiej wymianie zdań atmosfera diametralnie się zmieniła. Napięcie, które pojawiło się między nami, można było kroić nożem. Spojrzałam na niego ukradkiem, miał mocno zaciśniętą szczękę, co świadczyło o irytacji. Delikatny zarost pokrywał przystojną twarz, a zbyt długie, lekko kręcone włosy opadały mu na oczy. Musiał wyczuć, że na niego patrzę, ponieważ przechylił głowę, przyłapując mnie na tym.

– Przepraszam – zreflektowałam się, targana wyrzutami sumienia, że tak obcesowo się z nim obeszłam.

– Rozumiem, nic już nie mów. Po prostu o tym zapomnijmy, dobrze? – Wyciągnął dłoń, by delikatnie pogładzić mój policzek.

Cofnęłam się na ten gest, przez co zmrużył podejrzliwie oczy. Zachowywałam się jak płochliwa kotka, która przez doznane krzywdy straciła zaufanie do ludzi. Nie było mi łatwo, lecz jeśli chciałam zacząć żyć w miarę normalnie, musiałam przywyknąć do tak naturalnych gestów. Wzięłam głęboki oddech i zbliżyłam do niego twarz, dając mu przyzwolenie, by mnie dotknął.

Jego dłoń była ciepła, a dotyk sprawił, że poczułam przebiegające mi wzdłuż kręgosłupa dreszcze. Nie pamiętałam już, aby męski dotyk sprawiał mi przyjemność. Nie podejrzewałam również, że kiedykolwiek będę czuła troskę i… podniecenie. Przytłoczyło mnie to. Odsunęłam się od niego, posyłając mu zawstydzony uśmiech.

Spojrzałam w niebo usiane gwiazdami, z księżycem w pełni, który wisiał nad nami, rzucając srebrne światło na uśpiony ogród. Alex musiał zrozumieć, że nie jest to dla mnie komfortowa sytuacja. Nie próbował już nawiązać kontaktu cielesnego ani nie poruszał niepożądanych tematów. Dzięki temu reszta wieczoru była idealna. Nie mówiliśmy wiele – nie było potrzeby. Czas mijał, a ja wcale nie miałam ochoty kończyć naszego spotkania. Wcześniej myślałam, że będę chciała wrócić czym prędzej do domu, dlatego zaskoczył mnie taki obrót wydarzeń. Gdzieś z tyłu mojej głowy odezwał się alarm, który przypomniał mi, że muszę być ostrożniejsza. Przecież znałam tego mężczyznę zaledwie chwilę, a na początku John zachowywał się tak samo jak Aleks teraz. Nie mogłam drugi raz iść za głosem serca i kierować się uczuciami. Za dużo przeszłam, a wraz z upływem czasu pozbyłam się lekkomyślności.

– Alex, czy możesz mnie odwieźć do domu? Powinnam już wracać. Jess będzie się niepokoiła – zagadnęłam, choć były to ostatnie słowa, jakie pragnęłam wypowiedzieć.

Cieszyłam się, że dookoła panują ciemności, bo popatrzył na mnie tak wnikliwie, że aż się zarumieniłam. Odsunął koc i wstał z ławki, a mnie od razu zabrakło jego bliskości.

– Jeśli to jest właśnie to, czego chcesz, Evo.

Chwycił mnie za dłonie i pociągnął do góry. Wpadłam na niego, a on oplótł mnie ramionami w pasie. Tym razem nie dopuściłam do głosu rozsądku, tylko odwzajemniłam ten gest.

– Jak to jest, aniołku…? – zaczął. – Spotkałem cię zaledwie kilkanaście godzin temu, a czuję, jakbym znał cię od zawsze… – Wydawał się szczerze zainteresowany tą kwestią.

– Też czuję się przy tobie dobrze, Aleksie – przyznałam szczerze.

Odsunął się nieznacznie, by móc spojrzeć mi w oczy, po czym pochylił się powoli i zatrzymał tuż przy moich ustach. Przestałam oddychać. Już sądziłam, że mnie pocałuje, ale podniósł głowę i przycisnął usta do mojej skroni.

Odczułam ulgę pomieszaną z zawodem.

– Jesteś dla mnie za dobra, Evo… Nie zasługuję na kogoś takiego jak ty – powiedział niemal szeptem, następnie wziął mnie za rękę i poprowadził ku domowi.

Poczułam, jakby ktoś wymierzył mi siarczysty policzek. Musiałam się powstrzymać, by nie wykrzyczeć, że to ja jestem tą, która nie zasługuje na niego. Opanowałam się jednak, nie chcąc wyjść na idiotkę. Podeszłam do werandy, skąd zgarnęłam swoje buty, przemierzyłam dom i bez słowa wyszłam na zewnątrz. Stałam obok sportowego auta Aleksa, przestępując z nogi na nogę, kiedy pojawił się obok mnie. Zrobił to tak szybko i bezszelestnie, jakby się nagle zmaterializował.

 

– Dlaczego się zdenerwowałaś? – Dotknął klamki, lecz nie otworzył drzwi samochodu, czekając na wyjaśnienia z mojej strony.

– Nie zdenerwowałam się. – Zdobyłam się na nieudolny uśmiech. – Możemy już jechać?

– Nie jestem ciebie wart. Uwierz mi, lepiej będzie, jeśli więcej się nie spotkamy – stwierdził, patrząc gdzieś ponad moim ramieniem.

Choć wiedziałam, że ma rację, jego słowa mnie uraziły. Nie byłam dla niego dobra, to pewne, lecz skoro tak uważał, to dlaczego tak uparcie za mną ganiał? Uratował mnie na lotnisku, potem zaczepił, kiedy czekałam na taksówkę, odwiózł do domu Jess, a na koniec zaproponował randkę. Nie pojmowałam, co nim kierowało.

– Mogłeś odjechać i już nigdy byśmy się nie spotkali – wymamrotałam.

– Mogłem, ale to było silniejsze ode mnie – odparł. – Nie wiem, co to jest, aniele… – Jego głos lekko się załamał. lecz wziął głęboki oddech i dodał pewniej: – Nie pojmuję tego, ale coś mnie do ciebie przyciąga i nie jestem w stanie się przed tym bronić ani tego powstrzymać.

– Ale ty też mnie nie znasz. Nic o mnie nie wiesz. Nie masz pojęcia, jak popieprzona jestem… To ja nie zasługuję na ciebie… Nawet nie wiesz… – zaczęłam się rozkręcać, ale ogrom emocji zatkał mi gardło, a z oka spłynęła pierwsza łza.

– Przepraszam, Evo, tak bardzo przepraszam.

Doskoczył do mnie i ujął w dłonie moją twarz. Próbowałam się cofnąć, ale byłam zablokowana pomiędzy nim a samochodem. Popatrzył mi w oczy tak intensywnie, jakby chciał zajrzeć w głąb mojej duszy. W jego spojrzeniu, głowie i prawdopodobnie sercu rozgrywała się walka pomiędzy tym, czego pragnął, a tym, co powinien zrobić. Wydawało mi się, że trwa to całą wieczność. W końcu pokręcił głową z rezygnacją i odsunął się, zwiększając między nami odległość.

– Nie mogę. Przykro mi, ale nie mogę.

Ze wzrokiem wbitym w ziemię obszedł samochód i otworzył drzwi. Wsunął się na siedzenie kierowcy, a ja dalej stałam nieruchomo, osłupiała i zdezorientowana. Zdając sobie sprawę, że to koniec, zaczerpnęłam powietrza i rozejrzałam się, by po raz ostatni nasycić wzrok widokiem tego cudownego miejsca, po czym także wsiadłam do auta. To by było na tyle, jeśli chodzi o dobry początek nowego życia. Wszystko wskazywało na to, że szczęście nie było mi pisane. Czułam smutek i ledwo się trzymałam, lecz hamowałam łzy, które cisnęły mi się do oczu, by nie pokazać Aleksowi, jak bardzo mnie zranił.


Droga powrotna niemiłosiernie się dłużyła. Nie zamieniliśmy ze sobą ani słowa, a panująca w samochodzie cisza była krępująca i przytłaczająca. Po jakimś czasie Alex włączył radio, co pozwoliło mi się nieznacznie rozluźnić, choć do osiągnięcia całkowitego odprężenia wiele jeszcze brakowało. Z głośników popłynęła delikatna i kojąca moje zmysły piosenka. To I Will Follow You Into The Dark Death Cab for Cutie, czego dowiedziałam się, zerknąwszy na konsolę. Zapadłam się w fotelu, wyłączyłam umysł i wsłuchując się w słowa, odpłynęłam w sen.

Obudził mnie delikatny dotyk szorstkich palców na policzku. Wzdrygnęłam się. Gdy otworzyłam oczy, ujrzałam przystojną twarz Aleksa.

– Jesteśmy już na miejscu – oznajmił łagodnie, jakby bał się mnie przestraszyć.

– Przepraszam, zasnęłam – odparłam ochrypłym głosem, poprawiając się na siedzeniu.

– Wiem, aniołku, zauważyłem. – Uśmiechnął się półgębkiem.

– Dziękuję za miły wieczór. – Nie zamierzałam odwlekać nieuniknionego. – Cieszę się, że mogłam cię poznać – rzekłam bez dalszego rozwodzenia się, a następnie otworzyłam drzwi i wydostałam się z samochodu.

Nie oglądając się za siebie, podążyłam wprost do kamienicy, do mieszkania Jess, gdzie w tej chwili czułam się najbezpieczniej.

– Aniele! –usłyszałam za plecami głos Aleksa, ale nie zatrzymałam się. Wprost przeciwnie, przyśpieszyłam kroku, chcąc jak najszybciej znaleźć się z dala od niego.

– Evo, stój! – krzyknął ponownie, na co rzuciłam się do przodu, by wbiec po schodach.

Kiedy znalazłam się już na właściwym piętrze, poczułam jego obecność. Moje nozdrza zaatakował jego zapach, a ciało przebiegł dreszcz. Nie otworzyłam drzwi, jak nakazywał mi rozsądek, tylko przystanęłam, przyciągana do niego jak magnes.

– Zaczekaj – wymruczał mi wprost do ucha, a moje ciało natychmiast zareagowało na jego głęboki głos.

– To nie wyjdzie, Alex. – Zacisnęłam mocno powieki, jakby w ten sposób miał zniknąć, a ja odzyskać spokój ducha i równowagę między sercem a rozumem.

– Możliwe, ale… czy nie warto jednak spróbować? – wyszeptał szorstkim od pożądania tonem. Wyobraziłam sobie, że tak musiał brzmieć w sytuacji intymnej z kobietą. – Może lepiej żałować tego, że spróbowaliśmy, niż tego, że stchórzyliśmy.

Podskórnie czułam, że ręce aż go świerzbiły, by je na mnie położyć, ale mimo to czekał na moje pozwolenie.

– Nie umiem. – Przez mój głos przebijały ból i rezygnacja.

– Nauczmy się tego razem.

Ciepło bijące od niego sprawiało, że się topiłam. Z jednej strony chciałam mu ulec i zgodzić się na wszystko, co proponował, a z drugiej – miałam ochotę wziąć nogi za pas i uciec gdzie pieprz rośnie.

Nie sądziłam, że to możliwe, ale stanął jeszcze bliżej mnie. Położył dłonie na moich ramionach i delikatnie odwrócił do siebie. Przywitały mnie jego niebieskie tęczówki, w których od razu zatonęłam, i seksowne usta, które pragnęłam całować do utraty tchu. Zakręciło mi się w głowie od tego połączenia.

– Aniele – jego głos był łagodny i uspokajający – nie skrzywdzę cię, obiecuję. – Ujął moją twarz w dłonie, jego kciuk musnął mój policzek.

– Chcę w to wierzyć, Alex. Naprawdę chcę.

Spuściłam wzrok. Im dłużej patrzyłam na jego twarz, tym bardziej stawałam się uległa.

– Co cię spotkało, mój jasny aniele? – zapytał bardziej siebie niż mnie, wpatrując się w moją twarz niczym w obraz.

Zacisnęłam dłonie w pięści i zebrałam się w sobie, żeby powstrzymać drżenie ciała, z którego dopiero teraz zdałam sobie sprawę.

– Evo, spójrz na mnie – poprosił, głaszcząc mnie po policzkach.

Niechętnie podniosłam głowę, napotykając jego wzrok. Był delikatny i pełen czułości, a zarazem naznaczony pragnieniem. Pragnieniem mnie i tego, co mogłoby się między nami wydarzyć.

– Patrz na mnie. Przez cały czas – wyszeptał, nim pochylił się do moich ust.

Chciałam uciec, ale nie byłam zdolna się poruszyć. Serce waliło mi w piersiach, krew szumiała w uszach.

Kiedy jego usta dotknęły moich, poczułam coś, czego nie czułam nigdy wcześniej. To było cudowne i zaskakujące. Nie naciskał na mnie, nie poganiał. Nasze wargi po prostu łączyły się ze sobą, nic poza tym. Miękkość jego ust i ciepło oddechu sprawiły, że ugięły się pode mną polana. Alex szybko zareagował, otaczając mnie swoimi silnymi ramionami, a ja, zaskakując sama siebie, pozwoliłam mu na to.

– A teraz pocałuję cię tak naprawdę – poinformował mnie, nie dając czasu na odpowiedź ani sprzeciw.

Jego usta znów wylądowały na moich. Język wsunął się pomiędzy moje wargi i rozpoczął niespieszny taniec z moim. Był wilgotny, ciepły i aksamitny, ale nie pozostawiał wątpliwości, że to on dominuje, a mnie jest wolno jedynie mu się poddać. Zamrowiło mnie w dole brzucha, kiedy Alex przygryzł mi dolną wargę. Złapałam go za koszulę, żeby nie upaść od tego cudownego doznania. Cichy jęk uciekł mu z ust, co wywołało kolejny uścisk w kobiecych partiach mojego ciała.

Fala dreszczy i gorąca przetoczyła się po moim kręgosłupie.

Zrobiłam to.

Odwzajemniłam pocałunek.

Potrzebowałam tego bardziej niż czegokolwiek innego na świecie, bardziej nawet niż powietrza. Podobało mi się to równie mocno, jak i przerażało. Pożądałam go. Ale za bardzo się bałam, by się do tego przyznać.

Ten pocałunek wszystko zmienił.