Zapisane w pamięciTekst

Autor:Ewa Pirce
0
Recenzje
Oznacz jako przeczytane
Jak czytać książkę po zakupie
Czcionka:Mniejsze АаWiększe Aa

RUNDA 3

 
Tak wiele lat minęło, a wciąż pamiętam,
jak pozwoliłem mojemu sercu wierzyć,
że nikt więcej nie da mi tak wiele.
Dawno temu ta miłość była grzechem.
I nie mogę zapomnieć, jak było
i jak zmieniłaś dla mnie smak miłości.
 
Michael Bublé, Best of me

Eva

W drodze do domu Jessie myślałam tylko o niebieskookim mężczyźnie, przez którego wszystkie włoski na moim ciele stawały dęba. Nie mogłam wyrzucić go z głowy. Po cichu cieszyłam się z ponownego spotkania. Zastanawiało mnie tylko, dlaczego się tam znalazł. Przecież opuścił lotnisko dużo wcześniej. Czekał na mnie? Nie. Niemożliwe.

Od pierwszej chwili, gdy go tylko zobaczyłam, wywoływał we mnie skrajne emocje. Sprawiał, że byłam zagubiona, ale i dziwnie szczęśliwa. Nie pamiętałam, kiedy ostatnio czułam coś podobnego. Nawet John, w którym rzekomo byłam zakochana, nie wzbudzał we mnie tak sprzecznej gamy uczuć.

Wszystko, co działo się w ostatnich tygodniach, stanowiło dla mnie nowość. Czułam przerażenie, a zarazem ekscytację na myśl, jak bardzo zmieni się moje życie. Jessie była jedyną rodziną, jaka mi pozostała, i już nie mogłam się doczekać spotkania z nią. Zdenerwowanie zaczynało coraz wyraźniej dawać o sobie znać. Sięgnęłam do prawego boku, by wyciągnąć z torebki małe okrągłe lusterko. Natychmiast oblała mnie fala gorąca, a serce zaczęło szybciej pracować, ponieważ nie miałam torebki. Rozejrzałam się gorączkowo po wnętrzu taksówki, ale nigdzie jej nie zauważyłam.

– Proszę pana, musimy zawrócić! – krzyknęłam, przesuwając się do przodu i zaciskając palce na zagłówku przymocowanym do siedzenia.

– Co się stało? – Kierowca zerknął na mnie we wstecznym lusterku.

– Moja torebka, chyba ją zgubiłam – wyjaśniłam pospiesznie.

Facet zmrużył oczy, uważnie mi się przyglądając.

– Czy to sposób, by nie płacić za kurs?

– Nie, przysięgam. Niech pan zawróci!

Jezu, dlaczego zawsze spotykają mnie takie rzeczy?

– Jest pani pewna? Już prawie dotarliśmy na miejsce – poinformował taksówkarz, wjeżdżając w wąską uliczkę.

Wyjrzałam przez okno, by przyjrzeć się niewielkiej kamienicy. Jedna ściana przykryta była płaszczem bluszczu, a balkony zdobiły girlandy kolorowych kwiatów.

– To tutaj? Pięknie tu – stwierdziłam w zachwycie.

– Fakt – burknął z roztargnieniem kierowca. – A więc zostaje pani czy zawracamy?

Zanim zdołałam odpowiedzieć, ktoś stanął przy drzwiach, zasłaniając mi widok. Już zamierzałam się odezwać, kiedy moim oczom ukazał się nikt inny jak mężczyzna z lotniska. Alex.

Odsunęłam szybę.

– Śledzisz mnie? – wypaliłam.

– Tak jakby – odparł z rozbawieniem, bez cienia skruchy. – Nie musiałbym, gdybyś nie zostawiła tego. – Uniósł rękę, w której trzymał moją torebkę. – No więc… ten kolor nie pasje mi do butów, dlatego postanowiłem ci ją zwrócić.

Spojrzałam na torebkę, próbując przypomnieć sobie, kiedy, w jaki sposób i gdzie ją zostawiłam.

– Jak… – Nie potrafiłam zamaskować zdezorientowania. – Skąd wiedziałeś, gdzie mnie szukać? – Zdezorientowanie zaczęło zmieniać się w przerażenie.

– Słyszałem, jak podajesz swój adres kierowcy?

– Pytasz mnie o to?

– Nie wiem. A pytam?

Szeroki uśmiech rozlał się na jego przystojnej twarzy. A mnie zalała fala gorąca.

– Więc chyba już nie chce pani wracać na lotnisko? – wtrącił się zniecierpliwiony kierowca.

– Nie, już nie ma takiej potrzeby. – Wysiadłam z taksówki, a następnie wzięłam torebkę od Aleksa i wyciągnęłam z niej banknot, który podałam taksówkarzowi. – Dziękuję.

Mężczyzna skinął głową w naszym kierunku, po czym odjechał.

– Jak twój dekolt? – zagaił Alex, rzucając okiem na mój biust.

Najpierw poczułam złość, sadząc, że ma na myśli moje piersi. Po chwili jednak uświadomiłam sobie, że pyta o oparzenie. Czułam, jak wstyd wpełza mi na policzki, zabarwiając je na czerwono.

– Nic mi nie będzie – wybąkałam skrępowana. – Już prawie nie boli.

Jego obecność, spojrzenie, zapach wpływały na mnie w absurdalny sposób. Między nami znowu wytworzyło się napięcie. Nierealne wręcz przyciąganie. Coś, co było fascynujące, a zarazem straszne.

Uniósł dłoń i odgarnął zabłąkany kosmyk z mojej twarzy, muskając przy tym delikatnie policzek. To mnie otrzeźwiło. Wzdrygnęłam się, robiąc krok w tył. Nie czułam się komfortowo, kiedy zachowywał się tak, jakbyśmy się dobrze znali, choć w rzeczywistości po raz pierwszy spotkaliśmy kilka godzin temu. A może nawet nie.

– Zjedz dziś ze mną kolację. – Jego głęboki głos podrażnił wszystkie moje zakończenia nerwowe.

To, co wydarzyło się od momentu wylądowania w Nowym Orleanie, było dla mnie abstrakcyjne. Miałam wrażenie, że to jakiś dziwny, pokręcony sen. Nie wiedziałam tylko, czy chcę się obudzić, czy wolę śnić dalej.

Jego intensywne spojrzenie krępowało mnie i wzniecało dawno wygasły żar. Rzucił mi zadziorny uśmiech, przysuwając się do mnie i naruszając tym samym moją przestrzeń osobistą.

– Robalu? – usłyszałam za plecami.

Tak zwracała się do mnie tylko jedna osoba.

Kiedy się odwróciłam się, zobaczyłam biegnącą w moją stronę kuzynkę.

– Jessica… – wyszeptałam, czując ciepło rozlewające się po sercu.

Przystanęła kilka centymetrów przede mną, na jej twarzy malowała się cała paleta uczuć: od radości po dezorientację. Nie wiedziałam, co mam zrobić. Czy wypadało mi ją objąć? A może powinnam podać jej rękę? Zanim zdołałam podjąć jakąś decyzję, wciągnęła mnie w swoje ramiona, ściskając tak mocno, że zabrakło mi tchu.

– Tak bardzo się cieszę, kuzyneczko. – Głos jej się załamał.

Uniosłam dłoń i poklepałam ją delikatnie po plecach.

– Ja również – wychrypiałam, walcząc z grudką emocji, która utworzyła się w moim gardle.

Stałyśmy w objęciach jeszcze przez chwilę. Czułam się dziwnie skrępowana, ale szczęśliwa. To moja rodzina. Jedyna, jaką miałam. Jedyna, która się mnie nie wyrzekła i nie wyrzuciła ze swojego życia.

Kiedy się ode mnie odsunęła, ogarnęła spojrzeniem całą moją sylwetkę. Dostrzegłam w jej oczach przeplatany współczuciem smutek. Nie podobał mi się sposób, w jaki na mnie patrzyła. Wiedziałam, że nie jestem już tą samą osobą, że nie wyglądam jak dziewczyna, którą zapamiętała. Poczułam się źle i wbiłam wzrok w złączone ze sobą dłonie.

– Dobrze wyglądasz – przerwałam ciszę, która z każdą chwilą stawała się coraz bardziej uciążliwa.

– Oj, wiem. – Zaśmiała się cicho, chwytając mnie za ręce i delikatnie zaciskając na nich swoje szczupłe palce. – Aż za dobrze – zażartowała. – Jak minął ci lot?

– Sam lot był w porządku, reszta nieco bardziej problematyczna, ale nie warto zaprzątać sobie tym głowy – odpowiedziałam. – Mieszkasz w naprawdę ładnym miejscu – dodałam szybko, chcąc skierować rozmowę na inny tor.

– Racja.

Spojrzała przez ramię. Zanim jej wzrok powrócił do mnie, zatrzymał się na mężczyźnie stojącym nieopodal z rękoma wsuniętymi niedbale w kieszenie jasnych dżinsowych spodni.

– Jasna cholera! – wypaliła Jessica, puszczając mnie i energicznie odwracając się w stronę Aleksa. – O mój Jezusie… zaraz skonam. O ja cię pierdzielę!

Na twarzy Aleksa pojawił się dziwny grymas.

– Zdecydowanie nie, a do Jezusa mi daleko – powiedział sucho.

– Przepraszam. Po prostu… rany… Nie spodziewałam się spotkać kogoś takiego jak ty. Jesteś fenomenalny. O cholera jasna, nikt mi nie uwierzy. Gdzie ja, do diabła, mam aparat? – nawijała jak szalona.

Rzuciła się do swojej pokaźnych rozmiarów torby i zaczęła w niej grzebać. Po chwili przerzucania rzeczy z jednej strony na drugą znieruchomiała.

– Zaraz, zaraz. – Zatrzymała się, przenosząc wzrok z niego na mnie. – Czy wy się znacie? – Wytrzeszczyła ze zdziwienia oczy.

Jej zachowanie było dla mnie niezrozumiałe. Przez krótką chwilę zastanowiłam się nawet, czy aby na pewno dobrze zrobiłam, przyjeżdżając tutaj. Jessie zdawała się przejawiać oznaki niepoczytalności.

– Nie do końca – powiedziałam zgodnie z prawdą. – Alex uratował mnie z opresji na lotnisku. To wszystko.

– Alex… – powtórzyła przeciągle, nie spuszczając ze mnie wzroku.

– Przepraszam – zreflektowałam się natychmiast, że ich sobie nie przedstawiłam. – To Alex O’Dell. – Uniosłam dłoń, wskazując niebieskookiego. – A to moja kuzynka Jessica.

– Miło mi cię poznać. – Wyciągnął swoją dużą dłoń w kierunku Jessie, która stała jak wryta, gapiąc się na niego bez słowa. Wyglądała jak zdobiący sklepowe wystawy manekin.

Alex opuścił dłoń, wyginając brwi w łuk. Spojrzał na mnie pytającym wzrokiem, jakby szukał u mnie odpowiedzi, dlaczego Jess zachowuje się jak obłąkana. Sama chciałabym wiedzieć. Wzruszyłam jedynie ramionami, przybierając przepraszający wyraz twarzy.

– To o której przyjechać? – zapytał pewnym siebie głosem, gdy zrozumiał, że nie może liczyć na jakąkolwiek reakcję ze strony Jessie. Skupił całą uwagę na mnie.

– Przyjechać? – Nawet nie próbowałam ukryć zaskoczenia.

– Kolacja, pamiętasz, aniele? Zjemy dziś razem. – Łobuzerski uśmiech wykrzywił jego usta.

Zmrużyłam oczy, patrząc na niego z lekką irytacją.

– Nie przypominam sobie, żebym się na cokolwiek godziła. Jestem zmęczona, szczerze powiedziawszy, poza tym zamierzam poświęcić czas rodzinie. – Wskazałam kuzynkę.

– Poświęcisz. Po zjedzeniu kolacji – upierał się.

– Naprawdę jestem ci wdzięczna za wszystko, co dla mnie zrobiłeś, ale nic z tego.

Patrzył na mnie w zamyśleniu, przygryzał przy tym dolną wargę, co wprawiło mnie w rozbawienie. To raczej domena kobiet. Musiałam jednak przyznać sama przed sobą, że u niego mi się to podobało.

– Okej. Dziś mogę ci odpuścić, ale za to jutro wybierzemy się na kolację i spacer.

 

– Nie wiem, czy… – zaczęłam, lecz przerwał mi podekscytowany głos kuzynki, która najwyraźniej obudziła się z odrętwienia.

– Zgadza się! Będzie gotowa na osiemnastą.

– Jessie! – skarciłam ją. – Nie ma mowy.

Alex patrzył na nas z wesołością.

– Wolę wersję twojej kuzynki – stwierdził, podchodząc do nas. – Do zobaczenia jutro o osiemnastej. Niestety jestem zmuszony was opuścić. Mam zobowiązania, z których nie mogę się wykręcić. Bardzo miło było cię poznać, Jessico. – Podał jej dłoń, którą szybko chwyciła, a następnie zwrócił się do mnie: – To była czysta przyjemność, Evo – powiedział miękko. – Mogę? – zapytał Jessie, spoglądając wymownie na swoją dłoń. – Przyda mi się jeszcze – zażartował, na co moja kuzynka natychmiast od niego odskoczyła.

– Och, wybacz – wyjąkała, cofając się jeszcze o krok.

Odpowiedział jej uśmiechem, po czym odwrócił się i ruszył do zaparkowanego po drugiej stronie ulicy samochodu. Patrzyłam, jak znika na tylnym siedzeniu i odjeżdża.

Stałyśmy jeszcze kilka sekund, obserwując oddalające się auto.

– A teraz, cholero jedna, natychmiast gadaj, skąd go, do diabła, znasz?! – krzyknęła z takim ożywieniem Jessie, że niemal podskoczyłam.

– Chodzi ci o Aleksa? – Celowo udawałam głupią. – Poznałam go na lotnisku.

– Poznałam go na lotnisku? – powtórzyła. Na jej twarzy malowało się zdumienie i niedowierzanie. – Tak po prostu? Podszedł i zapytał, czy może obok ciebie usiąść? A może niechcący zabrał twój bagaż? Czy ty w ogóle wiesz, kto to jest?

– No tak, Alex O’Dell. – Przeszło mi przez myśl, czy to ze mną coś jest nie tak, czy to jej odbija.

– O Matko Przenajświętsza! Kobieto, gdzie ty się uchowałaś?! Nie oglądasz telewizji? – Zszokowana, wybałuszyła oczy. – Zresztą to nieistotne, nie możemy tu tak stać. Chodźmy szybko na górę, opowiesz mi wszystko z najdrobniejszymi szczegółami.

– Nie powinnaś być w pracy? – Dopiero teraz zdałam sobie sprawę z tego, że tak naprawdę nie powinno jej tu być.

– Powinnam – potwierdziła moje przypuszczenia z szerokim uśmiechem. – Ale w ostatniej chwili się zamieniłam, ponieważ nie mogłam się doczekać spotkania z tobą. I cholernie się cieszę, że to zrobiłam! Gdybym nie dotarła wcześniej i nie spotkała Żniwiarza, to bym się chyba załamała albo poprzegryzała sobie żyły – odparła całkiem poważnie.

– Nie nadążam za tobą.

Westchnęłam głośno, zastanawiając się, czy faktycznie będę umiała powrócić do normalności. Wszystko, co wydarzyło się do tej pory, z pewnością mi tego nie ułatwiało.

– No rusz się, robalu, przygotowałam dla ciebie pokój – ponagliła mnie kuzynka. – Już nie mogę się doczekać naszej wspólnej zabawy w dom! Będziesz musiała opowiedzieć mi o wszystkim, co działo się po twoim zniknięciu.

Spojrzała na mnie ze smutkiem w oczach.

Przygniotło mnie poczucie winy i wyrzuty sumienia.

– Byłam cholernie nieszczęśliwa – ciągnęła. – Przysięgam, Evo, szukałam cię, ale nikt nie chciał mi udzielić żadnych informacji, a ty się po prostu rozpłynęłaś. Był czas, kiedy się na ciebie złościłam, chciałam wymazać cię z pamięci. Sądziłam, że mnie zostawiłaś, że ci na mnie nie zależało tak, jak mnie zależało na tobie. Potem przestałam szukać, nawet mimo tego, że strasznie tęskniłam. Nie masz pojęcia, ile radości sprawiła mi twoja wiadomość. Przez tydzień nie byłam w stanie uwierzyć, że to naprawdę ty – trajkotała ze szklącymi się od łez oczami.

– Wiem, Jessie, ja… bardzo przepraszam.

Tylko tyle zdołałam wydusić przez ściśnięte gardło. Czułam, jak ogarnia mnie smutek, a niechciane wspomnienia próbują wedrzeć się do mojej głowy.

– Gdzie masz bagaże? – Jess zaczęła rozglądać się w poszukiwaniu mojej walizki.

– Nie mam. – Westchnęłam z rezygnacją. – Trafiły na lotnisko O’Hare – uzupełniłam, widząc jej zdziwione spojrzenie. – Mają dać mi znać, kiedy dotrą do Nowego Orleanu.

– Ty to naprawdę masz pecha. – Uśmiechnęła się pocieszająco i objęła mnie ramieniem.

Spięłam się w obawie, że wyczuje zgrubienia pod warstwą materiału. Na szczęście odsunęła się szybko, złapała mnie za dłoń i pociągnęła w stronę budynku.

Po wejściu do mieszkania rzuciła torbę i klucze na stojący w korytarzu stolik. Pierwsze, co mnie zaskoczyło, to wielkość lokum. Spodziewałam się czegoś znacznie mniejszego. Przestronny salon połączony był z otwartą kuchnią, oddzieloną od niego długim czarnym blatem, przy którym stały trzy hokery. Na ścianie wisiał sporych rozmiarów telewizor plazmowy, a przed nim stała dość sfatygowana, ale wyglądająca na bardzo wygodną kanapa w odcieniu kawy z mlekiem. Tuż przed nią znajdowała się ciemna szeroka ława, na której dojrzałam zestaw różnej wielkości białych świec. Ściany pokryte zostały bardzo dziewczęcym liliowym kolorem.

– A teraz pora, żebyś zobaczyła swój pokój. Mam nadzieję, że ci się spodoba. – Jessica odwróciła się do mnie z promiennym uśmiechem, ale i odrobiną niepewności na twarzy. – O ubrania nie musisz się martwić, damy radę. Pożyczę ci coś swojego. Będą, co prawda, trochę za duże, ale wystarczą, dopóki nie kupimy ci czegoś nowego.

Jess pociągnęła mnie w kierunku znajdujących się naprzeciwko nas drzwi. Kiedy się przed nimi zatrzymałyśmy, spojrzała na mnie z szerokim uśmiechem, po czym gwałtownie je pchnęła.

– Witaj w domu, kochanie! – wykrzyknęła radośnie.

Zrobiłam krok do przodu i weszłam do środka. Nie mogłam uwierzyć w to, co zobaczyłam. Pokój nie był duży, ale naprawdę śliczny. Pośrodku znajdowało się łóżko tak ogromne, że spokojnie pomieściłoby cztery osoby. Na nim leżała biała pościel ozdobiona drobnymi kwiatuszkami. Przy jednej z pasteloworóżowych ścian stała niewielka, pasująca do łóżka komoda. Na szafce nocnej pysznił się piękny bukiet stokrotek – kwiatków, które zbierałyśmy w dzieciństwie. Do wazonika przyczepiony został sznurek, a na jego końcach umocowano dwa balony z napisem „Witaj w domu”.

Łzy popłynęły mi po policzkach i zaczęłam niekontrolowanie łkać. Nie potrafiłam nad sobą zapanować. To było za dużo.

– Nie podoba ci się? Zrobiłam coś nie tak? Mogę to zabrać. – Jess przestraszyła się, widząc moją reakcję.

– Boże, Jess… – udało mi się wykrztusić. – Dziękuję… bardzo ci dziękuję! – Objęłam ją mocno, mamrocząc żarliwe podziękowania za wszystko, co dla mnie zrobiła.

– Czuj się jak w domu – odparła z lekkim uśmiechem.

Byłam wdzięczna nie tylko za to, jak bardzo się postarała i jak pięknie mnie przyjęła, ale również za to, że nie zadawała pytań związanych z moim zniknięciem.

– Zostawię cię na chwilę samą. Rozgość się, a ja w tym czasie przygotuję coś do jedzenia. Pewnie jesteś głodna.

Uściskała mnie raz jeszcze, po czym wyszła, cicho zamykając za sobą drzwi.

Gdy zostałam sama, podeszłam do łóżka i pogładziłam dłonią miękką pościel. Przysiadłam na jego skraju i przewędrowałam wzrokiem przez pokój, który od teraz miał być moim azylem. Moim schronieniem. Moim domem.

– Dom – wyszeptałam, w dalszym ciągu nie dowierzając swojemu szczęściu.

Jego ziarno zostało zasiane. Teraz musiałam tylko je pielęgnować i troszczyć się o to, by wykiełkowało, a może z czasem zdołam zebrać jego plony. Nie miałam rodziców, innej rodziny czy przyjaciół, ale miałam Jessie. Nikogo i niczego więcej nie potrzebowałam, była dla mnie wszystkim. Żałowałam naszego straconego czasu, zostałyśmy pozbawione wspólnie spędzanych chwil, opowieści o miłościach, pocieszania przy stratach, szalonych zabaw i spokojnych rozmów o wszystkim i o niczym. Straciłyśmy to wszystko, nie da się tego odbudować, przetworzyć, przeżyć na nowo, inaczej. Wierzchem dłoni starłam z policzków kilka niechcianych łez. Wszystkiemu winien był ON. Zacisnęłam ze złością pięści na myśl o Johnie. Do mojego umysłu przedarły się nieproszone wspomnienia wszystkich tych potwornych lat pozbawionych miłości, a przepełnionych bólem i goryczą. Przed oczyma stanął mi obraz bezwładnego ciała mojego oprawcy.

Od kiedy uciekłam, oglądałam się za sobą z obawą, że przeszłość wciąż za mną podąża. Prześladowały mnie obrazy i wspomnienia. Nawet teraz zatruwały chwilę szczęścia, której właśnie doświadczałam. I tak już chyba będzie zawsze. W końcu dopuściłam się morderstwa.

Z rozmyślań wyrwał mnie głos kuzynki.

– Evo!

– Już idę! – odkrzyknęłam, podrywając się na równe nogi.

Wytarłam twarz i osuszyłam oczy brzegiem sukienki.

Ignorując przeplatające się ze strachem poczucie winy, opuściłam pokój.

– Siadaj – poleciła Jess, kiedy przyczłapałam do kuchni, i postawiła na blacie talerz czegoś, co niesamowicie dobrze pachniało. – Nie otrujesz się, nie ja gotowałam. – W pokoju rozbrzmiał jej śmiech.

– Wygląda pysznie.

– I takie jest. To zapiekanka według autorskiego przepisu mojego przyjaciela. Poprosiłam go wczoraj o przygotowanie jej i po wielu namowach, voilà! – Wskazała na wypełnione potrawą talerze. – Wystarczyło odgrzać, a tyle potrafię zrobić.

Zaśmiała się, podając mi sztućce i siadając na krześle naprzeciwko.


Po pysznym posiłku rozsiadłyśmy się wygodnie na kanapie z kieliszkami wina w dłoniach. Zaczynałam czuć się naprawdę dobrze. Sposób bycia Jess, ignorowanie mojego nietypowego zachowania i ciepło, jakie z niej emanowało, zdecydowanie mi w tym pomagały. Dlatego bez oporów zdałam jej szczegółową relację z przebiegu zdarzeń na lotnisku.

– Powinien był przywalić temu spaślakowi – stwierdziła, pociągając solidny łyk wina. – A żeby tak palant wpadł pod samochód – złorzeczyła, usłyszawszy szczegóły historii z kawą.

– Jessie, tak nie można! – zrugałam ją.

– Masz rację. – Sięgnęła po butelkę stojącą przed nami na ławie. – Jeszcze skasowałby komuś auto. Niech mu zatem fiut odpadnie.

Rozdziawiłam buzię, po czym zgodnie wybuchłyśmy śmiechem.

– Ty naprawdę nie wiesz, kim jest twój niebieskooki? – zapytała, przyglądając mi się podejrzliwie.

– Nie mam pojęcia – potwierdziłam. – Ale coś czuję, że mnie zaraz oświecisz.

– Oj nie, słoneczko. Umówiłaś się z nim, więc sama go o to zapytasz. Tak będzie zabawniej. – Uśmiechnęła się cwaniacko.

– Z nikim się nie umówiłam – poprawiłam ją. – I nie zamierzam nigdzie iść. Nie znam go.

Na ślicznej buźce Jess zagościło niedowierzanie.

– Evo, powiedz, że żartujesz. Na randki chodzi się właśnie po to, żeby kogoś poznać. Pójdziesz i będziesz się świetnie bawiła.

– Nie, kuzyneczko, nie zamierzam nigdzie iść – zaoponowałam.

– A właśnie, że pójdziesz – szła w zaparte. – Wiem, że nie jesteś tą samą osobą, Evo, co kiedyś, ale nie pozwolę ci całkowicie pogrzebać dziewczyny, którą byłaś. Pamiętasz nasze wymienne randki? Spontaniczne wypady i szalone zakochania?

– Aż za dobrze.

Poczułam ukłucie w sercu na te wspomnienia. John był właśnie taką wymienną randką, która stała się moją miłością. Gdyby Jess nie odstąpiła mi Johna, zabierając Mike’a, byłaby zmuszona przeżywać to co ja. Boże, nawet nie chciałam o tym myśleć.

– Halo, Ziemia do Evy!

Głos Jess sprowadził mnie do rzeczywistości.

– Przepraszam, zamyśliłam się.

– Wystraszyłaś mnie. Zbladłaś i wyglądasz na przerażoną.

– To nic takiego.

– Nie zbywaj mnie, proszę. – Popatrzyła na mnie błagalnie.

Czułam, że prędzej czy później będzie chciała poruszyć tematy, których wolałabym unikać. Wiedziałam, że muszę coś wymyślić, inaczej zagubię się we własnej przeszłości. Nie chciałam do niej powracać, w każdym razie jeszcze nie teraz.

– Pójdę na tę kolację – postanowiłam nagle, zaskakując samą siebie.

Jessie zamilkła, na jej twarzy pojawił się pełen zadowolenia uśmiech.

– Moja dziewczynka! – krzyknęła, rzucając się na mnie.

Runęłam na podłogę, pociągając ją za sobą. Popatrzyła na mnie z błyskiem w oku, po czym obie zaczęłyśmy się śmiać.

Ten niekontrolowany wybuch spowodowany był nie tylko liczbą procentów, które zdążyły przeniknąć do naszego krwiobiegu, ale także radością, która obie nas przepełniała. Znowu byłyśmy razem i musiałyśmy to uczcić.

Reszta wieczoru upłynęła nam na luźnych rozmowach o wszystkim i o niczym jednocześnie. Korzystając z tego, że moja kuzynka zawsze lubiła dużo mówić, z zadowoleniem słuchałam, co porabiała przez ostatnie lata.

Alex

Co ja, do cholery, wyrabiam? Straciłem rozum? Poważnie, musiało mnie nieźle popierdolić.

Odrzuciłem głowę na oparcie fotela i zacząłem masować skronie, zastanawiając się nad swoim kolejnym posunięciem. Nie chciałem… Nie, nie powinienem się z nią spotykać. Dlaczego w ogóle za nią pojechałem?! Muszę odwołać tę kolację. Tak będzie właściwie. Nie mogę się z nią ponownie zobaczyć, zagrażam zarówno sobie, jak i jej. Kurwa, tak skrupulatnie blokowałem uczucia, tak długo dążyłem do osiągnięcia spokoju, a teraz miałbym to wszystko zaprzepaścić? Kilka minut w jej obecności i całe lata pracy poszły na marne. Nie tak to sobie zaplanowałem i nie po to walczyłem o wolność, aby teraz, z powodu nieznajomej dziewczyny, wpaść w pułapkę uczuć. Sęk w tym, że cholernie mnie do niej ciągnie. Wiedząc, że wystawiam się na zranienie, pragnąłem jej jak niczego i nikogo do tej pory.

 

– Dotarliśmy na miejsce – oznajmił Sam.

Wziąłem głęboki oddech i wyszedłem z samochodu. Przed apartamentowcem, gdzie mieściło się moje mieszkanie, stała grupa młodych dziewczyn. Gdy mnie dostrzegły, zaczęły wrzeszczeć jak pierzone histeryczki. Niemal potruchtałem do przodu, chcąc jak najszybciej znaleźć się w budynku. Zawsze czaiła się na mnie jakaś grupa małolat szukających wrażeń. W takich momentach Sam i George byli naprawdę przydatni. Miałem kurewsko dość tego gówna. Owszem, na początku kariery zainteresowanie moją osobą było fajne. Podobał mi się fakt, że stałem się sławny, a ludzie mnie rozpoznawali. Jednak im dłużej znajdowałem się na świeczniku, tym bardziej popularność mi ciążyła. Tęskniłem za spokojnym spacerem po ulicach Nowego Orleanu, bez stada napalonych fanek wieszających mi się na ramionach i oferujących znacznie więcej, niżbym sobie życzył.

Wpadłem do budynku, kiwnięciem głowy witając się z portierem, po czym wskoczyłem do windy, która zawiozła mnie na ostatnie piętro, gdzie znajdowało się moje mieszkanie. Nim zdążyłem wejść do penthouse’u, rozdzwonił się mój telefon. Wyciągnąłem go z tylnej kieszeni dżinsów, by sprawdzić, kto to, chociaż i bez tego wiedziałem, że to mój agent.

– Kurwa – zakląłem pod nosem, zanim nacisnąłem zieloną słuchawkę. – Co jest? – Nie kryłem irytacji.

– Dlaczego kazałeś swojemu gorylowi odwołać wywiad? Zmieniasz agenta? Bo nic mi, kurwa, o tym nie wiadomo! Jakim prawem robisz takie rzeczy bez mojej wiedzy? Wiesz, ile nas to będzie kosztowało?! – wydzierał się do słuchawki.

– Mam to w dupie, Patrick – powiedziałem, niezrażony jego tyradą. – Jestem wykończony. Przez ostatni tydzień kilkakrotnie udzielałem jakichś pieprzonych wywiadów i mam tego serdecznie dość. Chcę pobyć sam. Idź za mnie, skoro to takie ważne – zakomunikowałem, powstrzymując się przez rzuceniem telefonem.

Wiedziałem, że jeślibym to zrobił, nie minąłby kwadrans, a ten skurwiel już by u mnie był. Ostatnią rzeczą, jakiej potrzebowałem, było wysłuchiwanie jego kazania twarzą w twarz.

– Słuchaj, Ex. – Zawsze się tak do mnie zwracał, co w pełni akceptowałem. Lepsze to niż Żniwiarz. – „Men’s Fitness” to duży magazyn. Płacą niezłą kasę, chcą cię na okładce – kontynuował. – Wywiad zajmie ci raptem dwadzieścia minut, maksymalnie pół godziny. Odpowiesz na kilka pytań, a jutro pstrykną ci kilka fotek. Reszta dnia będzie należała tylko do ciebie.

– Nie – odparłem stanowczo.

Zamierzałem się rozłączać, kiedy usłyszałem:

– Tydzień. Dam ci, kurwa, wolny tydzień. Odwołam wszystko, jeśli dziś pojawisz się na tym pieprzonym wywiadzie, a jutro na sesji.

Przymknąłem oczy, rozważając jego propozycję. Na serio nie miałem ochoty już nigdzie wychodzić, ale tydzień wolnego od nudnych obowiązków brzmiał kusząco.

– Dzisiaj wywiad, jutro zdjęcia, a potem tydzień spokoju? – zapytałem, by zyskać pewność.

– Tak, Ex – potwierdził niechętnie.

– Okej.

– Zgadzasz się? – Nuta zaskoczenia wkradła się do jego głosu. – Tak od razu? Bez walki, bez marudzenia?

– Słuchaj, Patrick, jeśli ci nie pasuje, mogę zmienić zdanie…

– Nie, nie, już oddzwaniam do redakcji – wszedł mi w słowo. – Powiadomię ich, że będziesz za pół godziny, a jutro stawisz się na sesji. Nie zajmie ci to dużo czasu, obiecuję.

– Ale pamiętaj – zastrzegłem – najbliższy tydzień mam wolny.

– Tak, tak – odparł, jakby chciał mnie zbyć. – W takim razie do zobaczenia na miejscu. Adres podałem George’owi – dodał, po czym się rozłączył.

Wziąłem głęboki wdech, czując zmęczenie nie tyle po podróży, co po rozmowie z nim. Otworzyłem drzwi kartą i wszedłem do mieszkania. Od razu zalała mnie fala spokoju. Nogi same poniosły mnie do łazienki. Na blacie koło umywalki położyłem telefon, a następnie opróżniłem kieszenie. Pozbyłem się ubrań, rzucając je na podłogę, i wskoczyłem pod prysznic.

Zimna woda ostudziła moje rozgrzane ciało, ale nie mogła wypłukać z moich myśli pięknej blondynki o anielskiej twarzy. Ciągle miałem przed oczyma Evę, jej uśmiech i zarumienione ze skrępowania policzki. Nie potrafiłem w żaden sposób pozbyć się jej ze swojej głowy. Oparłem czoło o szklaną płytę, zastanawiając się, jak mam, do cholery, postąpić. Mimo tego, że wiedziałem, iż powinienem o niej zapomnieć, nie potrafiłem, a co gorsza – nie chciałem tego zrobić. Cieszyłem się na myśl, że wkrótce ją zobaczę. Na samo wspomnienie o niej mój penis się obudził, prosząc o uwagę. Objąłem go dłonią i mocno ścisnąłem. Przypomniałem sobie jej usta – pełne, kuszące, miękkie. Wyobraziłem sobie, jak przywieram do nich, ssę i pieszczę językiem jej dolną wargę. Jak jej język spotyka się z moim w szalonym erotycznym tańcu. Jak jej niewielkie, choć pełne piersi ocierają się o mój tors, a sutki twardnieją pod dotykiem mojej skóry.

Poruszyłem dłonią wzdłuż członka, który już był sztywny i nabrzmiały. Zamknąłem oczy i odchyliłem głowę. Pod powiekami pojawił mi się obraz naszej dwójki. Zobaczyłem moje dłonie wędrujące po aksamitnej skórze Evy, usta łakomie kosztujące każdego milimetra jej drobnego ciała. Jej pozbawione wstydu jęki wywołane ofiarowywaną jej przeze mnie rozkoszą.

Moje na wpół senne marzenie przerwał przytłumiony ryk, który nagle dotarł do moich uszu. Po chwili zorientowałem się, że właśnie doszedłem. Kurwa, onanizowałem się, myśląc o kimś, kogo dopiero poznałem. Onanizowałem się, choć w każdej chwili mogłem mieć kobietę, która z wielką przyjemnością doprowadziłaby mnie do spełnienia. To jest nienormalne. Chłopie, co z tobą?

Chwyciłem żel do mycia ciała i w ekspresowym tempie się namydliłem, a następnie spłukałem z siebie pianę. Wyskoczyłem spod prysznica i stanąłem przed lustrem, by przyjrzeć się swojemu odbiciu.

Stałem się wielkim i silnym mężczyzną. Takim właśnie postrzegali mnie ludzie. Zawsze mnie zastanawiało, czy ktokolwiek dostrzegł to, kim jestem naprawdę? Zauważył to, co kryje się głęboko pod masą mięśni? Mięśni, które stanowią mur, skorupę, pod którą ukryłem wystraszonego i słabego chłopca, łkającego cicho w obawie, że jego łzy doprowadzą do bólu, z jakim przyjdzie mu się zmierzyć.

Z mrocznego miejsca, do którego zaczął wędrować mój umysł, wyrywał mnie dzwonek telefonu. Podszedłem do niego i odebrałem bez patrzenia na wyświetlacz.

– Zaraz wychodzę. Będę na miejscu za dwadzieścia minut – rzuciłem bez żadnego wstępu, po czym szybko zakończyłem połączenie.

W garderobie ubrałem się w ciemne dżinsy i szary podkoszulek. Kiedy byłem już gotowy do wyjścia, znów zadzwonił moja komórka. Odrzuciłem połączenie i wsunąłem telefon do kieszeni. Zgarnąłem portfel i kluczyki, a następnie rozejrzałem się jeszcze po sypialni, by mieć pewność, że wziąłem wszystko, czego potrzebuję.

Zanim wyszedłem z budynku i podążyłem przez chodnik do zaparkowanego kilka metrów przede mną hummera, założyłem ciemne okulary i naciągnąłem głębiej na głowę dżokejkę, chcąc chociaż trochę ukryć się przed paparazzi i natrętnymi fankami. Kiedy umościłem się już wygodnie na tylnym siedzeniu, zamknąłem oczy i nie otworzyłem ich, dopóki nie dojechaliśmy do siedziby redakcji.



– Witam, panie O’Dell – powiedział mężczyzna w średnim wieku, z perfekcyjnie ułożonymi włosami, w okularach w białych oprawkach, który okazał się być naczelnym gazety. – Cieszę się, że znalazł pan czas na wywiad. Wiemy, jak napięty jest pański grafik, dlatego tym bardziej to doceniamy. Zanim zaczniemy, czy życzy pan sobie coś do picia?

– Wodę z lodem.

Uprzejmość zostawiłem za drzwiami. Już czułem pulsowanie w skroniach od jego przymilnego trajkotania. Gdyby nie perspektywa wolnego tygodnia, już dałbym stąd nogę.

Mężczyzna przekazał zamówienie stojącej za nim rudowłosej dziewczynie. Ta oddaliła się drobnymi, energicznymi kroczkami.

– Może przejdziemy do mojego gabinetu – zaproponował, wskazując mi kierunek.

Skinąłem głową i bez słowa ruszyłem za nim. Po chwili siedziałem na skórzanej kanapie w sporym, nowocześnie urządzonym gabinecie, gdzie przeważały odcienie szarości z dodatkiem czerwieni.

– Chcieliśmy przyjechać do pana, by nie musiał się pan fatygować, ale pański agent powiedział, że woli pan osobiście stawić się na spotkanie.

– Nie lubię naruszania mojej prywatności, dlatego nie mam nic przeciwko fatygowaniu się – odparłem, przyjmując od dziewczyny, która nagle pojawiła się u mojego boku, szklankę z wodą. – Możemy już zaczynać? – zapytałem ponaglająco, nie mając najmniejszej ochoty na luźne pogawędki z gościem, którego w ogóle nie znałem.