Kruchość jutraTekst

Autor:Ewa Bauer
Z serii: Kolory uczuć #2
0
Recenzje
Oznacz jako przeczytane
Jak czytać książkę po zakupie
Nie masz czasu na czytanie?
Posłuchaj fragmentu
Kruchość jutra
Kruchość jutra
− 20%
Otrzymaj 20% rabat na e-booki i audiobooki
Kup zestaw za 59,85  47,88 
Kruchość jutra
Kruchość jutra
Audiobook
Czyta Joanna Domańska
29,95 
Szczegóły
Czcionka:Mniejsze АаWiększe Aa

Wszyst­kie pra­wa za­strze­żo­ne. Żad­na część ni­niej­szej książ­ki nie może być re­pro­du­ko­wa­na w ja­kiej­kol­wiek for­mie i w ja­ki­kol­wiek spo­sób bez pi­sem­nej zgo­dy wy­daw­cy.

Pro­jekt okładki i stron ty­tu­ło­wych

Ilo­na Go­styń­ska-Rym­kie­wicz

Ilu­stra­cje na okład­ce

© di­na­chi / fo­to­lia.pl

Redakcja

Ju­sty­na No­sal-Bart­ni­czuk

Re­dak­cja tech­nicz­na, skład, łamanie oraz opra­co­wa­nie wer­sji elek­tro­nicz­nej

Grze­gorz Bociek

Korekta

Bar­ba­ra Ka­szu­bow­ska

Ni­niej­sza po­wieść to fik­cja li­te­rac­ka. Ja­kie­kol­wiek po­do­bień­stwo do wy­da­rzeń lub po­sta­ci au­ten­tycz­nych jest zu­peł­nie przy­pad­ko­we.

Wy­da­nie II po­pra­wio­ne i roz­sze­rzo­ne, Ka­to­wi­ce 2018

Wy­daw­nic­two Sza­ra Go­dzi­na s.c.

biu­ro@sza­ra­go­dzi­na.pl

www.sza­ra­go­dzi­na.pl

Dys­try­bu­cja wer­sji dru­ko­wa­nej: DIC­TUM Sp. z o.o.

ul. Ka­ba­re­to­wa 21, 01-942 War­sza­wa

tel. 22-663-98-13, fax 22-663-98-12

dys­try­bu­cja@dic­tum.pl

www.dic­tum.pl

© Co­py­ri­ght by Wy­daw­nic­two Sza­ra Go­dzi­na, 2018

ISBN 978-83-65684-75-2

Czy­tel­ni­kom

Rozdział 1

– Mi­chał, opo­wiedz mi o so­bie coś, cze­go jesz­cze nie wiem – po­pro­si­ła, kie­dy chłop­cy za­snę­li już w swo­ich łó­żecz­kach. – Coś o ży­ciu w Chwał­ko­wie. Dla­cze­go się stam­tąd wy­pro­wa­dzi­łeś?

– Aniu… Nie ma o czym mó­wić. To daw­ne cza­sy. Waż­ne, co jest te­raz. Mamy sie­bie, je­ste­śmy szczę­śli­wi. Po co wra­cać do prze­szło­ści? Po­wiem tyl­ko tyle, że przy­je­cha­łem do Kra­ko­wa, żeby cię po­znać.

– Miło mi, gdy tak mó­wisz, ale wiem, że to nie­praw­da. Skąd niby mo­głeś wie­dzieć, że mnie spo­tkasz? – Wtu­li­ła się w jego ra­mio­na i gła­dząc lek­ko owło­sio­ny tors, do­da­ła: – Do­brze mi z tobą, wiesz?

– Cie­szę się, skar­bie. Mnie z tobą rów­nież. Wiesz, jak bar­dzo mi na nas za­le­ży i że zro­bię dla cie­bie wszyst­ko, tyl­ko nie wra­caj­my już do prze­szło­ści, bo – Mi­chał od­su­nął ją nie­co od sie­bie i za­pa­trzył się na cień, któ­ry two­rzy­ły ich po­sta­cie – to… to dla mnie trud­ne.

– Do­brze – za­ak­cep­to­wa­ła jego proś­bę, ale w my­ślach wciąż za­da­wa­ła so­bie ko­lej­ne py­ta­nia. Co ta­kie­go wy­da­rzy­ło się w jego ży­ciu, że nie chce o tym mó­wić? A może nie ufa mi do­sta­tecz­nie, by od­kryć swo­ją du­szę?

Anna bała się ta­jem­nic. Nie wró­ży­ły nic do­bre­go. Już raz była mę­żat­ką i prze­ży­ła za­wód, kie­dy wy­da­wa­ło jej się, że zna męża bar­dzo do­brze i może mu za­ufać. Tym­cza­sem Ro­bert zra­nił ją bo­le­śnie. Nie­spo­dzie­wa­na wi­zy­ta jego by­łej dziew­czy­ny oka­za­ła się tra­gicz­na dla ich związ­ku. Anna do dziś nie po­tra­fi­ła so­bie wy­tłu­ma­czyć, jak mąż mógł ją tak po­trak­to­wać, zwłasz­cza że ukła­da­ło im się na­praw­dę do­brze. Cho­ciaż mie­li dwo­je wspa­nia­łych dzie­ci, nie po­tra­fi­ła się zmu­sić, by dać mu ko­lej­ną szan­sę. Już jed­ną do­stał, ale wi­dać ich zwią­zek nie był dla nie­go waż­ny, bo męż­czy­zna wciąż po­peł­niał te same błę­dy. Nie­zmier­nie trud­no jest od­bu­do­wać za­ufa­nie do oso­by, któ­ra tak bez­tro­sko po­tra­fi prze­kre­ślić wie­le lat wspól­ne­go ży­cia. I dla­te­go te­raz, w związ­ku z Mi­cha­łem, za­le­ża­ło jej na tym, by żad­ne ta­jem­ni­ce nie sta­nę­ły na dro­dze do szczę­ścia.

Kie­dy tak roz­my­śla­ła, Mi­chał wsu­nął się pod koł­drę po swo­jej stro­nie łóż­ka i od­wró­cił do niej ple­ca­mi. Czar ro­man­tycz­ne­go wie­czo­ru prysł jak bań­ka my­dla­na. Zga­si­ła więc noc­ną lam­pę, któ­ra sta­ła na sto­li­ku z jej stro­ny, i czu­le ob­ję­ła męż­czy­znę w pa­sie, szep­cząc mu do ucha „do­bra­noc”. Było jej z nim do­brze. Ota­czał ją i dzie­ci tro­ską, któ­rej daw­no nie oka­zy­wał jej mąż. Męż­czy­zna od­wza­jem­nił uścisk i wtu­le­ni w sie­bie, za­sy­pia­li. Ostat­nia myśl, jaka po­ja­wi­ła się w gło­wie Anny, była przy­jem­na. Na­resz­cie wszyst­ko za­czy­na­ło się ukła­dać tak, jak so­bie tego ży­czy­ła, choć gdzieś w za­ka­mar­ku umy­słu wciąż cza­iła się oba­wa o przy­szłość.

– Aniu, ko­cha­nie, obudź się! – Mi­chał po­trzą­sał nią gwał­tow­nie, wy­ry­wa­jąc z głę­bo­kie­go snu. Wiła się w po­ście­li, a na po­wie­kach cią­ży­ły jej ob­ra­zy nie­daw­ne­go kosz­ma­ru.

– Któ­ra go­dzi­na? Co się sta­ło? – wy­szep­ta­ła prze­ra­żo­na wi­zją tego, co pod­su­wa­ła jej wy­obraź­nia.

– Do­pie­ro dru­ga. Uspo­kój się. Nie mo­głem cię do­bu­dzić. Co ci się śni­ło?

– Ja­kieś kosz­ma­ry. Nie pa­mię­tam.

Mi­chał wstał, żeby za­grzać mle­ko, któ­re za­wsze dzia­ła­ło na nią uspo­ka­ja­ją­co.

Uko­jo­na do­brym sło­wem i cie­płym mle­kiem, Anna za­snę­ła po­now­nie, tym ra­zem nie śniąc o ni­czym, a przy­naj­mniej nie o tym, co mo­gło­by za­bu­rzyć jej spo­koj­ny sen.

Na­za­jutrz nie pa­mię­ta­ła noc­ne­go kosz­ma­ru i na­wet nie chcia­ła się nad tym za­sta­na­wiać. Za­po­wia­dał się pięk­ny wio­sen­ny dzień. Sy­no­wie wy­jąt­ko­wo nie ma­ru­dzi­li w dro­dze do przed­szko­la, choć mu­sia­ła obie­cać, że od­bie­rze ich wcze­śniej i pój­dą na lody. Był czwar­tek, a to ozna­cza­ło, że na­stęp­ne­go dnia roz­sta­nie się z nimi na cały week­end. Nie lu­bi­ła tych chwil, ale zgo­dzi­ła się, by Ro­bert za­bie­rał dzie­ci co dwa ty­go­dnie do sie­bie. Tego dnia nie za­mie­rza­ła iść do ga­le­rii, w któ­rej pra­co­wa­ła wraz ze swo­im part­ne­rem. Już wcze­śniej to uzgod­ni­li. Mi­chał wie­dział, co Anna ma w pla­nach, a znał ją już na tyle, by zda­wać so­bie spra­wę, że nie sku­pi się na pra­cy. Na je­de­na­stą umó­wio­na była z Mar­ty­ną Bu­le­wicz, ad­wo­kat­ką pro­wa­dzą­cą jej spra­wę roz­wo­do­wą. Te spo­tka­nia za­wsze roz­stra­ja­ły Annę tak bar­dzo, że do wie­czo­ra cho­dzi­ła roz­ko­ja­rzo­na i draż­li­wa.

Nie­da­le­ko przed­szko­la znaj­do­wa­ła się przy­jem­na ka­wiar­nia, jed­na z nie­licz­nych otwar­tych o tak wcze­snej po­rze. Wła­ści­cie­le nie mo­gli na­rze­kać na brak klien­te­li od sa­me­go rana, gdyż pra­cow­ni­cy po­bli­skie­go biu­row­ca za­czy­na­li dzień od wy­bor­nej kawy i muf­fi­nek ser­wo­wa­nych w lo­ka­lu. Anna też lu­bi­ła za­trzy­mać się od cza­su do cza­su w tym miej­scu. La­tem wy­sta­wia­no kil­ka sto­li­ków na ze­wnątrz, wo­kół roz­brzmie­wa­ła na­stro­jo­wa mu­zy­ka, a cu­dow­ny aro­mat świe­żo zmie­lo­nej kawy i sło­dycz jesz­cze cie­płych ba­be­czek spra­wia­ły, że wstę­po­wa­ła tam z przy­jem­no­ścią. Choć nie mia­ła pro­ble­mów z fi­gu­rą, sta­ra­ła się ogra­ni­czać sło­dy­cze, ale za­pach, któ­ry czu­ło się już przy przed­szko­lu, sam przy­cią­gał.

Dzień był cie­pły i po­god­ny, dla­te­go na ze­wnątrz ka­wiar­ni po­ja­wi­ły się sto­li­ki. Kil­ka osób już je zaj­mo­wa­ło. Anna rów­nież zde­cy­do­wa­ła się po­zo­stać na po­wie­trzu. Za­mó­wi­ła kar­me­lo­wą kawę i muf­fin­kę z ro­dzyn­ka­mi, jej ulu­bio­ną. Mia­ła czas, by się zre­lak­so­wać. Czu­ła zmę­cze­nie. Noc­ny kosz­mar wy­czer­pał ją, a parę go­dzin snu nie po­mo­gło od­zy­skać utra­co­nej ener­gii. Z głę­bi ka­wiar­ni sły­chać było mu­zy­kę. Grał ze­spół, któ­re­go nie zna­ła, jed­nak od pierw­szych akor­dów me­lo­dia przy­pa­dła jej do gu­stu. Po­cząt­ko­wo nie ro­zu­mia­ła, o czym jest pio­sen­ka, nie­spe­cjal­nie też się jej przy­słu­chi­wa­ła, ale kie­dy za­czął się re­fren, ktoś na­gle po­gło­śnił ra­dio i śpie­wał wraz z wo­ka­li­stą.

All your lies

Have ne­ver been hid­den

Ano­ther kind

Of sad­dest truth into your eyes

I can­not be­lie­ve it

For all tho­se long years

I was so blind. Now you said it stra­ight: Good bye…1

1 Frag­ment utwo­ru Lies (Kłam­stwa) ze­spo­łu No­Na­me.

Wszyst­kie two­je kłam­stwa

Ni­g­dy nie były skry­wa­ne

Inny ro­dzaj

Naj­smut­niej­szej praw­dy pro­sto w two­je oczy

Nie mogę w to uwie­rzyć

Że przez te wszyst­kie lata

By­łem tak śle­py. Te­raz mó­wisz to wprost: Do wi­dze­nia…

(Tłum. wła­sne).

Jak­że praw­dzi­we były dla Anny te sło­wa. Przez przy­pa­dek zna­la­zła w nich po­twier­dze­nie swo­ich de­cy­zji. Musi osta­tecz­nie roz­pra­wić się z prze­szło­ścią, uło­żyć so­bie ży­cie na nowo. Ży­cie po­win­no być wol­ne od kłamstw.

Punk­tu­al­nie o umó­wio­nej go­dzi­nie za­dzwo­ni­ła do drzwi kan­ce­la­rii. Se­kre­tar­ka wpu­ści­ła ją za­le­d­wie po trzech se­kun­dach, jak­by spo­dzie­wa­ła się, że wła­śnie w tym mo­men­cie ktoś na­dej­dzie. Pani ad­wo­kat cze­ka­ła już na nią w pro­gu ga­bi­ne­tu.

– Wi­tam, pani Aniu! Co sły­chać? Do­brze, że wio­sna idzie. Na­sze dzie­ciacz­ki będą mo­gły po­ha­sać tro­chę na świe­żym po­wie­trzu. – Ad­wo­kat­ka mia­ła czte­ro­let­nią có­recz­kę, któ­ra od no­we­go roku za­czę­ła cho­dzić do tego sa­me­go przed­szko­la co sy­no­wie Anny.

– Dzień do­bry! Wszyst­ko w po­rząd­ku, dzię­ku­ję! – Gość wszedł do ga­bi­ne­tu, za­my­ka­jąc za sobą drzwi. – Przy­szło coś z sądu?

– Tak, mamy od­po­wiedź na po­zew. Chcia­ła­bym ją z pa­nią szcze­gó­ło­wo omó­wić. Mąż za­prze­cza temu, co pani na­pi­sa­ła. Trze­ba bę­dzie jesz­cze raz wró­cić do przy­krych wy­da­rzeń i przed­sta­wić na­sze ar­gu­men­ty. Na pew­no chce­my orze­cze­nia o wi­nie? Musi pani zdać so­bie spra­wę, że to znacz­nie wy­dłu­ży pro­ces, za­an­ga­żu­je świad­ków, wa­szych wspól­nych zna­jo­mych, a jak wia­do­mo, nikt nie lubi być cią­ga­ny po są­dach, na­wet je­śli tyl­ko w cu­dzej spra­wie. Mogą się po­psuć pani kon­tak­ty to­wa­rzy­skie, no i nie mamy pew­no­ści, co oni ze­zna­ją. Kon­ty­nu­uje­my czy zmie­nia­my stra­te­gię?

 

Anna się za­my­śli­ła. Pod wpły­wem im­pul­su sama zło­ży­ła po­zew o roz­wód. Nie za­się­ga­ła wów­czas opi­nii praw­ni­ka, więc na­pi­sa­ła to, co dyk­to­wa­ło jej ser­ce. Przez kil­ka mie­się­cy nie było od­po­wie­dzi, dla­te­go po­sta­no­wi­ła upew­nić się u spe­cja­li­sty, czy wszyst­ko do­brze zro­bi­ła. Kan­ce­la­rię wy­bra­ła na chy­bił tra­fił. Po pro­stu sie­dzi­ba Mar­ty­ny Bu­le­wicz znaj­do­wa­ła się nie­da­le­ko domu Mi­cha­ła. Pani ad­wo­kat była ele­ganc­ką ko­bie­tą w po­dob­nym do niej wie­ku i spe­cja­list­ką od pra­wa ro­dzin­ne­go. Anna udzie­li­ła jej peł­no­moc­nic­twa, by ko­bie­ta mo­gła sama do­wia­dy­wać się w są­dzie, co dzie­je się w spra­wie klient­ki. Już wkrót­ce oka­za­ło się, że po­zew tra­fił do re­fe­ra­tu sę­dzie­go, któ­ry nie­dłu­go po­tem po­szedł na zwol­nie­nie, a spra­wie nie nada­no bie­gu. Po trzech mie­sią­cach sę­dzia za­rzą­dził do­rę­cze­nie po­zwu dru­giej stro­nie, nie wy­zna­cza­jąc jed­nak ter­mi­nu roz­pra­wy. Ro­bert za po­śred­nic­twem rad­cy praw­ne­go przy­go­to­wał od­po­wiedź, któ­ra wła­śnie le­ża­ła na biur­ku przed Anną. Czy­ta­jąc, była co­raz bar­dziej zde­ner­wo­wa­na. Co ja­kiś czas pry­cha­ła z obu­rze­niem.

– To stek bzdur! Jak on może…

– Nie ma się co dzi­wić. Za­ata­ko­wa­ła go pani w po­zwie i te­raz nie po­zo­sta­je dłuż­ny. Pro­szę się jed­nak za­sta­no­wić, czy war­to się spie­rać o to, kto jest wi­nien roz­pa­du mał­żeń­stwa, i jesz­cze bar­dziej się znie­na­wi­dzić. Ma­cie dzie­ci. Do­pó­ki nie do­ro­sną, bę­dzie­cie mu­sie­li się kon­tak­to­wać i ja­koś ze sobą współ­pra­co­wać.

– Chcę mu ogra­ni­czyć pra­wa ro­dzi­ciel­skie. – Anna upie­ra­ła się przy swo­im sta­no­wi­sku.

– Na ja­kiej pod­sta­wie? Czy jest złym oj­cem? Czy za­nie­dby­wał bliź­nia­ki albo do­pu­ścił się czy­nów prze­ciw­ko nim?

– Ja­kich czy­nów?

– Na przy­kład bił, mo­le­sto­wał, gło­dził, zo­sta­wiał bez opie­ki lub coś w tym sty­lu.

– Nie. Nie jest po­two­rem.

– No wła­śnie. W ta­kim ra­zie dla­cze­go chce pani ogra­ni­czyć mu pra­wa ro­dzi­ciel­skie? – Ad­wo­kat­ka była sta­now­cza, co Anna ode­bra­ła jako atak na sie­bie. Czu­ła, jak wzra­sta jej ci­śnie­nie. Na twa­rzy po­ja­wi­ły się wy­pie­ki.

– Nie wiem! – pod­nio­sła głos. – Pro­szę mi po­wie­dzieć, jak to zro­bić. Ma pani dziec­ko. Chcia­ła­by pani, żeby na co dzień prze­by­wa­ło z kimś, kto pa­nią tak zra­nił?

– Pani Aniu, spo­koj­nie. Je­stem po pani stro­nie. Po pro­stu pró­bu­ję uświa­do­mić, że to nie jest pro­ste. Za­rów­no pani, jak i pan Ro­bert mu­si­cie my­śleć przede wszyst­kim o dzie­ciach. Dla nich to bar­dzo trud­ny okres. Jesz­cze nie­wie­le ro­zu­mie­ją, jed­nak lada dzień za­czną za­da­wać py­ta­nia. Na­wet je­śli tego po nich nie wi­dać, prze­ży­wa­ją roz­łą­kę ro­dzi­ców. Je­stem tego pew­na. Nikt pani nie zmu­si, by wy­ba­czy­ła pani mę­żo­wi. Za­wiódł na ca­łej li­nii. Stra­ci­ła pani do nie­go za­ufa­nie, więc nie musi z nim żyć. Jed­nak dzie­ci mają pra­wo mieć mat­kę i ojca. Roz­wód i pra­wa ro­dzi­ciel­skie to dwie róż­ne spra­wy i na­le­ży je roz­pa­try­wać osob­no.

– Do­brze, za­sta­no­wię się nad tym. Na ra­zie chcę orze­cze­nia o wi­nie. Co do opie­ki nad dzieć­mi, to oczy­wi­ste, że na sta­łe za­miesz­ka­ją ze mną. Mogą wi­dy­wać się z oj­cem. Jak czę­sto, to jesz­cze usta­li­my.

– Już le­piej, roz­sąd­niej. Po­win­ny­śmy od­po­wie­dzieć na po­zew. Mo­że­my to te­raz omó­wić?

Anna kiw­nę­ła gło­wą, a me­ce­nas Bu­le­wicz wło­ży­ła oku­la­ry i za­czę­ła kart­ko­wać do­ku­ment.

– O, tu jest na­pi­sa­ne: Po­zwa­ny nie zo­rien­to­wał się od razu, że po­wód­kę łą­czy z in­nym męż­czy­zną re­la­cja bliż­sza niż zwy­kła przy­jaźń, jed­nak obec­na sy­tu­acja (wspól­ne za­miesz­ka­nie po­wód­ki z Mi­cha­łem Da­wi­do­wi­czem) nie po­zo­sta­wia wąt­pli­wo­ści, że po­wód­ka już w trak­cie po­zor­nie do­brze ukła­da­ją­ce­go się mał­żeń­stwa mia­ła ro­mans z tym czło­wie­kiem. Jak było?

– Mi­chał jest bra­tem ko­le­żan­ki Ro­ber­ta, Aga­ty. Po­zna-li­śmy go na im­pre­zie z oka­zji siód­mej rocz­ni­cy na­sze­go mał­żeń­stwa. Ro­ber­to­wi wy­dał się dziw­ny, ale mnie za­in­try­go­wał. Po­tem nie wi­dy­wa­li­śmy się wca­le albo spo­ra­dycz­nie przy oka­zji ja­kichś im­prez, nie pa­mię­tam do­kład­nie. Gdy by­łam w za­awan­so­wa­nej cią­ży, spo­tka­łam go w par­ku. Był miły. Lu­bi­łam z nim roz­ma­wiać, ale przez myśl mi nie prze­szło, że mo­gła­bym mieć z nim ro­mans. To są bzdu­ry. Dru­gi raz spo­tka­łam go, gdy ma­lu­chy mia­ły kil­ka mie­się­cy i wów­czas opo­wie­dział mi o swo­jej ga­le­rii, a ja jemu o po­szu­ki­wa­niu pra­cy. Za­pro­po­no­wał, bym po­mo­gła mu zor­ga­ni­zo­wać wy­sta­wę. Z cza­sem zwie­rza­łam się z pro­ble­mów z Ro­ber­tem, tak jak się roz­ma­wia z przy­ja­cie­lem. Za­wsze miał dla mnie do­bre sło­wo, po­cie­szył, ale ni­g­dy nie wy­ko­nał naj­mniej­sze­go ge­stu świad­czą­ce­go o tym, że chciał­by cze­goś wię­cej.

– Do­brze. Da­lej mamy: Pod­czas wspól­ne­go wy­jaz­du do Chor­wa­cji po­zwa­ny za­uwa­żył, że po­wód­ka wy­my­ka się na spo­tka­nia z Mi­cha­łem. Spę­dza­li czas sam na sam, a po­zwa­ny w tym cza­sie zaj­mo­wał się dzieć­mi. – Ad­wo­kat­ka po­pra­wi­ła oku­la­ry i spoj­rza­ła na klient­kę py­ta­ją­cym wzro­kiem.

– Tyl­ko raz mia­ła miej­sce taka sy­tu­acja. Po­ło­ży­łam dzie­ci spać i wy­szłam na pla­żę w po­szu­ki­wa­niu męża. Nie było go tam. Na brze­gu spo­tka­łam Mi­cha­ła. Roz­ma­wia­li­śmy chwi­lę. Wte­dy nad­szedł Ro­bert. Wra­cał ze skle­pu i za­żar­to­wał, że le­d­wo mnie spu­ści z oka, to już flir­tu­ję z in­ny­mi. Uzna­li­śmy to za żart. Bo to był żart. Nie ro­zu­miem, dla­cze­go do­ra­bia fi­lo­zo­fię tam, gdzie jej nie ma.

– Hm. A jak do­szło do tego, że zwią­za­ła się pani z Mi­cha­łem?

Anna za­sta­no­wi­ła się chwi­lę, za­nim od­po­wie­dzia­ła. Emo­cjo­nal­nie zwią­za­ła się z nim dużo wcze­śniej, bo już wte­dy, gdy za­czę­ła pra­cę w ga­le­rii, ale do fi­zycz­ne­go zbli­że­nia do­szło znacz­nie póź­niej.

– W dniu, w któ­rym od­kry­łam ko­re­spon­den­cję Sa­bi­ny do mo­je­go męża, spa­ko­wa­łam dzie­ci i ucie­kłam z domu. To była kro­pla, któ­ra prze­la­ła cza­rę go­ry­czy. Już wcze­śniej psu­ło się mię­dzy nami. Był nie­obec­ny, nie­za­in­te­re­so­wa­ny nami. Naj­pierw my­śla­łam, że cho­dzi o pra­cę, ale gdy zo­ba­czy­łam ten mail, wie­dzia­łam, że on da­lej ma ro­mans i dla­te­go ja go nie in­te­re­su­ję. Sam mnie na­ma­wiał, że­bym się prze­nio­sła z dzieć­mi do ciot­ki. Pew­nie chciał mieć wol­ne pole. Wście­kłam się i po­sta­no­wi­łam fak­tycz­nie wy­pro­wa­dzić. Pro­blem w tym, że nie mia­łam gdzie się po­dziać. Mi­chał w tym cza­sie two­rzył w ple­ne­rze. Po­je­cha­łam do ga­le­rii. Tam jest mały po­ko­ik z kuch­nią. Chcia­łam na spo­koj­nie pod­jąć de­cy­zję, co ro­bić da­lej. Nad ra­nem wró­cił Mi­chał. Nie­spo­dzie­wa­nie. Mia­ło go nie być jesz­cze kil­ka dni. Opo­wie­dzia­łam mu więc, co się sta­ło, i po­pro­si­łam, żeby po­zwo­lił mi po­miesz­kać w ga­le­rii do­pó­ty, do­pó­ki nie znaj­dę so­bie cze­goś in­ne­go. Osta­tecz­nie zo­sta­łam tyl­ko jed­ną noc, bo Mi­chał stwier­dził, że dzie­ciom wy­god­niej bę­dzie u nie­go w domu. Zgo­dzi­łam się tam chwi­lo­wo za­miesz­kać, bo mia­łam za­miar wy­na­jąć ja­kiś kąt, ale to się tro­chę prze­cią­ga­ło. Ro­bert pro­sił, że­bym wró­ci­ła do domu, lecz nie mia­łam naj­mniej­sze­go za­mia­ru. Po­zwo­li­łam mu wi­dy­wać chłop­ców. Kie­dy pierw­szy raz da­łam mu dzie­ci na week­end, Mi­chał za­brał mnie na ko­la­cję do re­stau­ra­cji, a po­tem wró­ci­li­śmy do nie­go. To był na­praw­dę uda­ny wie­czór. Taki, ja­kie­go nie mia­łam od daw­na. Po­czu­łam się szczę­śli­wa, spo­koj­na i… wol­na. Wte­dy po­ca­ło­wa­li­śmy się po raz pierw­szy. To była świa­do­ma de­cy­zja. Wie­dzia­łam, że ni­g­dy nie wró­cę do męża. Nie zdra­dzi­łam go pierw­sza. Gdy­by mnie nie za­wiódł, nie zwią­za­ła­bym się z ni­kim in­nym. Mi­chał przede wszyst­kim jest moim przy­ja­cie­lem, opie­ku­nem, a do­pie­ro póź­niej ko­chan­kiem. – Wi­dać było, że wy­zna­nia te dużo Annę kosz­tu­ją. Ręce się jej trzę­sły i z tru­dem pa­no­wa­ła nad emo­cja­mi.

Mar­ty­na Bu­le­wicz przy­ję­ła do wia­do­mo­ści prze­ka­za­ne jej in­for­ma­cje, od cza­su do cza­su no­tu­jąc. Na­stęp­nie wró­ci­ła do prze­glą­da­nia otrzy­ma­ne­go z sądu do­ku­men­tu. Część za­pi­sów po­mi­ja­ła jako nie­istot­ne, na in­nych sku­pia­ła się i za­da­wa­ła py­ta­nia. W koń­cu prze­czy­ta­ła jesz­cze je­den frag­ment pi­sma:

– Po­zwa­ny przy­zna­je, iż w prze­szło­ści do­pu­ścił się zdra­dy żony, ale stro­ny wy­ja­śni­ły so­bie wszyst­ko i po­go­dzi­ły się. Od tam­tych wy­da­rzeń mi­nę­ło kil­ka lat, zwią­zek ukła­dał się – w prze­ko­na­niu po­zwa­ne­go – po­myśl­nie. Do dnia wy­pro­wadz­ki po­wód­ki nic nie wska­zy­wa­ło na to, żeby źle czu­ła się w mał­żeń­stwie. Po­zwa­ny sta­rał się wy­na­gro­dzić jej wy­rzą­dzo­ną krzyw­dę oraz od­bu­do­wać za­ufa­nie. Ni­g­dy wię­cej nie miał ro­man­su z żad­ną ko­bie­tą. Ża­łu­je zresz­tą do dziś, że taka sy­tu­acja w ogó­le kie­dy­kol­wiek mia­ła miej­sce. Po­wód­ka nie wy­ja­śni­ła do dnia dzi­siej­sze­go po­wo­dów swo­jej wy­pro­wadz­ki, a za­rzu­ty pod­no­szo­ne w po­zwie, ja­ko­by na­dal miał ro­mans z inną ko­bie­tą, są wy­ssa­ne z pal­ca. Dla­te­go też na­le­ży do­mnie­my­wać, iż wy­łącz­ną przy­czy­ną roz­pa­du mał­żeń­stwa jest zwią­zek po­wód­ki z Mi­cha­łem Da­wi­do­wi­czem, a wo­bec nie­moż­no­ści wy­stą­pie­nia o roz­wód przez stro­nę wy­łącz­nie win­ną tego roz­pa­du winę pró­bu­je prze­nieść na po­zwa­ne­go. Roz­ma­wia­ła pani z nim o tym ma­ilu?

– Nie, nie roz­ma­wia­łam. Nie mia­łam ocho­ty. To było oczy­wi­ste. Szko­da, że nie wy­dru­ko­wa­łam go. Za­pew­niał, że nie utrzy­mu­je z Sa­bi­ną żad­ne­go kon­tak­tu, a tu na­gle ten list za­ty­tu­ło­wa­ny „Mój skarb, moje szczę­ście”. Jak mia­łam to ro­zu­mieć?

– Co do­kład­nie było w tym ma­ilu?

– Yyy… wła­ści­wie to nie wiem. Nie czy­ta­łam go. Nie mia­łam na to siły. Zo­ba­czy­łam tyl­ko ty­tuł, któ­ry mó­wił sam za sie­bie, i tak się zde­ner­wo­wa­łam, że na­tych­miast za­czę­łam się pa­ko­wać i ucie­kłam.

Ad­wo­kat­ka nie sko­men­to­wa­ła tego, co usły­sza­ła, choć była ogrom­nie zdzi­wio­na. Za­cho­wa­nie jej klient­ki było nie­po­waż­ne i po­cią­gnę­ło za sobą la­wi­nę. Nie wąt­pi­ła w to, że ko­bie­ta ma ra­cję, ale gdy­by była na jej miej­scu, z pew­no­ścią nie opar­ła­by się prze­czy­ta­niu ca­łej ko­re­spon­den­cji. Pew­nie na­wet wy­dru­ko­wa­ła­by ją, żeby mieć do­wód w ewen­tu­al­nej spra­wie roz­wo­do­wej. Lu­dzie czę­sto ro­bią nie­ra­cjo­nal­ne rze­czy. Prze­ko­na­ła się o tym, prak­ty­ku­jąc w za­wo­dzie od pięt­na­stu lat. Sta­ra­ła się za­cho­wać pro­fe­sjo­na­lizm, dla­te­go prze­szła do po­rząd­ku nad wy­zna­niem klient­ki, nie ko­men­tu­jąc jej dzia­łań.

Choć od oma­wia­nych wy­da­rzeń mi­nę­ło wie­le mie­się­cy, Anna wciąż czu­ła roz­go­ry­cze­nie i ból na myśl o po­stę­po­wa­niu Ro­ber­ta. Być może za­dzia­ła­ła wte­dy zbyt im­pul­syw­nie, ale to on do­pro­wa­dził ją do tego. To był trud­ny dla niej okres. Dzie­ci cho­ro­wa­ły, ma­ru­dzi­ły, a mąż pra­co­wał do nocy. W domu wła­ści­wie był go­ściem, więc nie mo­gła li­czyć na jego po­moc. Wszyst­ko spa­dło na nią. Była u kre­su sił, ale on tego nie ro­zu­miał. Wy­jąt­ko­wo, kie­dy uda­wa­ło mu się wró­cić do domu wcze­śniej, spę­dza­li przy­jem­nie wie­czo­ry, ba­wiąc się z bliź­nia­ka­mi, a kie­dy chłop­cy szli spać, ko­cha­li się. Ta­kich chwil było jed­nak nie­wie­le, bo naj­czę­ściej, kie­dy usy­pia­ła sy­nów, sama za­pa­da­ła w sen, nie cze­ka­jąc już na po­wrót męża z pra­cy. Naj­bar­dziej draż­ni­ło ją to, że Ro­bert nie ro­zu­miał jej. Uwa­żał, że zaj­mo­wa­nie się do­mem i dzieć­mi to nie pra­ca. Dla nie­go li­czy­ły się tyl­ko za­ra­bia­nie pie­nię­dzy i fir­ma.

Z per­spek­ty­wy cza­su wi­dzia­ła, że roz­pad mał­żeń­stwa na­ra­stał przez dłuż­szy czas. Pęk­nię­cie, któ­re po­wsta­ło przed jej wy­jaz­dem do Hisz­pa­nii, gdy zdra­dził ją w tak per­fid­ny spo­sób, nie zro­sło się. Po­tem jed­nak śmierć mamy zbli­ży­ła ją do męża, któ­ry pod­czas jej nie­obec­no­ści w kra­ju opie­ko­wał się te­ścio­wą. To dla­te­go po­sta­no­wi­ła dać mu szan­sę. Wy­da­wa­ło się, że za­że­gna­li kry­zys. Kie­dy uro­dzi­li się chłop­cy, Anna wy­ba­czy­ła mę­żo­wi głu­po­tę i na nowo za­ufa­ła. Tak przy­naj­mniej jej się wte­dy wy­da­wa­ło. W głę­bi ser­ca jed­nak wciąż czu­ła nie­po­kój, lęk przed po­wtór­ką, strach przed ko­lej­nym kłam­stwem. Ta rana ni­g­dy się nie za­bliź­ni­ła. Je­den mail po­tra­fił ją na nowo roz­dra­pać. Raz za­wie­dzio­ne­go za­ufa­nia nie da się w stu pro­cen­tach od­bu­do­wać.

 

– No do­brze. Cze­go w ta­kim ra­zie mam się po Ro­ber­cie spo­dzie­wać? – za­py­ta­ła po chwi­li za­du­my.

– Pani mąż nie chce roz­wo­du. Uwa­ża, że mał­żeń­stwo da się ura­to­wać. Wy­glą­da na to, że je­śli sąd stwier­dzi, iż do roz­pa­du jed­nak do­szło, to wy­łącz­nie z pani winy. Mąż chce mieć co naj­mniej rów­ne jak pani pra­wa do dzie­ci.

– Czy to zna­czy, że może chcieć mi ode­brać chłop­ców?

– Nie są­dzę, żeby do tego dą­żył. Prze­cież nie za­rzu­ca, że jest pani złą mat­ką. On tyl­ko nie go­dzi się na ogra­ni­cze­nia. Chce w peł­ni uczest­ni­czyć w ich ży­ciu. Pani Aniu – me­ce­nas Bu­le­wicz spoj­rza­ła klient­ce w oczy i na mo­ment za­wie­si­ła głos – niech się pani spo­koj­nie za­sta­no­wi, ja­kie sta­no­wi­sko mamy przy­jąć w spra­wie, a ja opra­cu­ję stra­te­gię. Nie chcę od­po­wie­dzi te­raz. Pro­szę to prze­my­śleć. Mamy duże szan­se, by wy­ka­zać, że to mąż do­pro­wa­dził do roz­pa­du mał­żeń­stwa oraz że to pani daje lep­szą gwa­ran­cję pra­wi­dło­we­go roz­wo­ju i wy­cho­wa­nia dzie­ci. Mo­że­my wno­sić o po­wie­rze­nie wy­ko­ny­wa­nia wła­dzy ro­dzi­ciel­skiej tyl­ko pani, a jego pra­wa ogra­ni­czyć do de­cy­do­wa­nia w waż­nych spra­wach, ta­kich jak zdro­wie czy edu­ka­cja, oraz ure­gu­lo­wać kon­tak­ty w spo­sób nie­ko­li­du­ją­cy z co­dzien­ny­mi czyn­no­ścia­mi. Po­nie­waż jed­nak miesz­ka­ją pań­stwo w jed­nym mie­ście, moż­li­we by­ło­by spra­wo­wa­nie wła­dzy wspól­nie, bez ogra­ni­cza­nia jej ko­mu­kol­wiek. Wa­ru­nek jest taki, że bę­dzie mię­dzy wami zgo­da i przy dzie­ciach nie bę­dzie kłót­ni, wza­jem­ne­go ob­wi­nia­nia się i tak da­lej. Nie po­le­cam do­cho­dze­nia winy któ­rej­kol­wiek ze stron, bo to ozna­cza bar­dzo duży stres. Jak wspo­mi­na­łam, trze­ba bę­dzie za­an­ga­żo­wać wa­szych zna­jo­mych i ro­dzi­nę. Dla ni­ko­go nie bę­dzie to ła­twe. I wła­ści­wie nic wam to nie da poza wąt­pli­wą sa­tys­fak­cją, że się po­sta­wi­ło na swo­im. Na dziś koń­czy­my. Pro­szę po­my­śleć nad tym, co po­wie­dzia­łam. Mó­wię to, bo mam spo­rą prak­ty­kę w tym za­kre­sie i naj­czę­ściej stro­ny, zwłasz­cza klient­ki, ża­łu­ją po­tem, że dały się wcią­gnąć w cały ten pro­ces z wy­wle­ka­niem bru­dów. Ale to pani de­cy­zja. Ja je­stem go­to­wa wal­czyć w pani imie­niu i je­że­li taka bę­dzie wola, zro­bię wszyst­ko, żeby wy­ka­zać winę męża i ogra­ni­czyć jego kon­tak­ty z dzieć­mi.

Ko­bie­ty po­da­ły so­bie dło­nie na po­że­gna­nie i Anna opu­ści­ła kan­ce­la­rię. Była bar­dziej zdez­o­rien­to­wa­na niż przed przyj­ściem. Nie spo­dzie­wa­ła się, że Ro­bert zdol­ny jest na­pi­sać do sądu ta­kie bzdu­ry. Nic z tego, co usły­sza­ła, nie było praw­dą. To on ją zdra­dził, w do­dat­ku wów­czas gdy mał­żeń­stwo ukła­da­ło się bar­dzo do­brze. Wie­le razy za­sta­na­wia­ła się nad przy­czy­ną tego zda­rze­nia i nie po­tra­fi­ła do­pa­trzyć się swo­jej winy. Je­dy­ny błąd, któ­ry po­peł­ni­ła, to zgo­da na przy­jazd Sa­bi­ny i He­le­ny do ich domu. Nie mo­gła przy­pusz­czać, że jej uko­cha­ny mąż oka­że się zwy­kłym sam­cem, dla któ­re­go po­ciąg sek­su­al­ny zna­czy wię­cej niż lo­jal­ność wo­bec żony. Gdy­by choć po­tra­fi­ła so­bie to lo­gicz­nie wy­tłu­ma­czyć, po­czu­ła­by się le­piej. Od kil­ku lat uwa­ża­ła sie­bie za na­iw­ną i głu­pią osób­kę, któ­ra nie za­słu­gu­je na wier­ność, któ­ra daje się na­brać jak dziec­ko, jest śle­pa i nie za­uwa­ża, co dzie­je się pod jej da­chem. Idąc uli­cą, mia­ła wra­że­nie, że lu­dzie przy­glą­da­ją się jej, że wy­ty­ka­ją ją pal­ca­mi i szep­czą do sie­bie: „Patrz, to ta idiot­ka!”. Raz po raz ana­li­zo­wa­ła wy­da­rze­nia tam­tych dni, od mo­men­tu gdy Ro­bert za­py­tał, czy jego daw­na ko­le­żan­ka może u nich przez ja­kiś czas za­miesz­kać, do dnia, kie­dy zo­ba­czy­ła mail od Sa­bi­ny i wy­pro­wa­dzi­ła się z domu. Na­dal nie ro­zu­mia­ła, dla­cze­go spra­wy przy­bra­ły taki ob­rót. Nic nie wska­zy­wa­ło na za­gro­że­nie, a Ro­bert do przy­jaz­du by­łej dziew­czy­ny był lo­jal­nym mę­żem.

Na pew­no? A może zdra­dzał mnie już wcze­śniej, tyl­ko nic o tym nie wie­dzia­łam? Anna po raz set­ny po­grą­ży­ła się w roz­pa­czy. Te­raz nic już nie było pew­ne. Jej świat legł w gru­zach, a mał­żeń­stwo roz­pa­dło się na za­wsze. Do­brze, że mia­ła przy so­bie ko­goś, kto ją ro­zu­miał. Mi­chał ni­g­dy by tak nie po­stą­pił, po­my­śla­ła, ale za­raz uświa­do­mi­ła so­bie, że tak samo mó­wi­ła kie­dyś o Ro­ber­cie. To on miał być jej szczę­śli­wym lo­sem na lo­te­rii.