Wojownicy. Nowa przepowiednia. Wschód księżycaTekst

Z serii: Wojownicy #8
Z serii: Nowa przepowiednia #2
Przeczytaj fragment
Oznacz jako przeczytane
Jak czytać książkę po zakupie
Czcionka:Mniejsze АаWiększe Aa


Tytuł oryginału: Moonrise

Text and series concept © Working Partners Limited 2005

Tłumaczenie © Wydawnictwo Nowa Baśń 2018

Wszystkie prawa zastrzeżone

Redakcja: Aleksandra Kubisiak

Konsultacja merytoryczna i koncepcja okładki: Weronika Kolasińska

Kon­wer­sja: Grze­gorz Ka­li­siak

Projekt graficzny okładki: Jędrzej Chełmiński

Wszystkie prawa zastrzeżone. Żadna część niniejszej publikacji nie może być kopiowana i wykorzystywana w jakiejkolwiek formie bez zgody wydawcy i/lub właściciela praw autorskich.

Wydanie I

ISBN ????


Wydawnictwo Nowa Baśń

ul. Czechowska 10, 60-447 Poznań

www.nowabasn.com

Specjalne podziękowania dla Cherith Baldry

Dokument chroniony elektronicznym znakiem wodnym

This ebook was bought on LitRes

KLANY

Klan Pioruna

PRZYWÓDCA

Ognista Gwiazda — płomiennorudy kocur

ZASTĘPCA

Szara Pręga — długowłosy szary pręgowany kocur

MEDYCZKA

(kocur lub kotka, którzy posiedli zdolność leczenia)

Rozżarzona Skóra — ciemnoszara kotka; uczennica: Liściasta Łapa

WOJOWNICY

(koty i kotki bez młodych)

Mysie Futro — drobna, ciemnobrązowa kotka

Zakurzona Skóra — ciemnobrązowy pręgowany kocur

Piaskowa Burza — jasnoruda kotka

Obłoczny Ogon — długowłosy biały kocur

Paprociowe Futro — złocistobrązowy pręgowany kocur

Ciernisty Pazur — złocistobrązowy pręgowany kocur

Jasne Serce — biała kotka w rude łaty

Jeżynowy Pazur — ciemnobrązowy pręgowany kocur o bursztynowych oczach

Jesionowe Futro — ciemnoszary kocur (w ciemniejsze cętki) o ciemnoniebieskich oczach

Deszczowy Wąs — ciemnoszary kocur o niebieskich oczach

Okopcone Futro — jasnoszary kocur o bursztynowych oczach

Szczawiowy Ogon — szylkretowo-biała kotka o bursztynowych oczach

UCZNIOWIE

(koty, które skończyły sześć księżyców, szkolące się na wojowników)

Wiewiórcza Łapa — ciemnoruda kotka o zielonych oczach, uczennica Zakurzonej Skóry

Liściasta Łapa — jasnobrązowa pręgowana kotka o bursztynowych oczach i białych łapach

Pajęcza Łapa — czarny kocur o długich łapach, brązowym brzuchu i bursztynowych oczach, uczeń Mysiego Futra

Ryjówcza Łapa — ciemnobrązowy kocur o bursztynowych oczach, uczeń Ciernistego Pazura

Biała Łapa — biała kotka o zielonych oczach, uczennica Paprociowego Futra

KARMICIELKI

(kotki oczekujące młodych lub opiekujące się nimi)

Złoty Kwiat — jasnoruda kotka, najstarsza z karmicielek

Paprotkowa Chmura — jasnoszara kotka (w ciemniejsze łaty) o jasnozielonych oczach

STARSZYZNA

(byli wojownicy i karmicielki)

Oszronione Futro — piękna biała kocica o niebieskich oczach

Pstrokaty Ogon — niegdyś ładna szylkretowa kocica o pięknej cętkowanej sierści; najstarsza w klanie

Nakrapiany Ogon — jasno pręgowana kocica

Długi Ogon — jasny kocur w czarne pręgi; wcześnie dołączył do starszych z powodu osłabienia wzroku

Klan Cienia

PRZYWÓDCA

Czarna Gwiazda — duży biały kocur o wielkich czarnych łapach

ZASTĘPCA

Rdzawe Futro — ciemnoruda kotka

MEDYK

Mała Chmura — bardzo drobny pręgowany kocur

WOJOWNICY

Dębowe Futro — mały brązowy kocur

Brunatna Skóra — szylkretowa kotka o zielonych oczach

Cedrowe Serce — ciemnoszary kocur

Jarzębinowy Pazur — rudy kocur

Wysoki Mak — długonoga jasnobrązowa kotka

UCZNIOWIE

Dymna Łapa — ciemnoszary kocur, uczeń Dębowego Futra

Szponiasta Łapa — kocur o długich pazurach, uczeń Jarzębinowego Pazura

STARSZYZNA

Cieknący Nos — mały szaro-biały kocur; wcześniej medyk klanu

Klan Wiatru

PRZYWÓDCA

Wysoka Gwiazda — starszy czarno-biały kocur o bardzo długim ogonie

ZASTĘPCA

Błotnisty Pazur — nakrapiany bury kocur

MEDYK

Kaszlący Pysk — brązowy kocur o krótkim ogonie

WOJOWNICY

Pojedynczy Wąs — brązowy pręgowany kocur

Pajęczynowa Stopa — ciemnoszary pręgowany kocur

Rozdarte Ucho — pręgowany kocur

Biały Ogon — drobna biała kotka

UCZNIOWIE

Wronia Łapa — ciemnoszary, prawie czarny kocur o niebieskich oczach, uczeń Błotnistego Pazura

STARSZYZNA

Poranny Kwiat — szylkretowa kocica

Klan Rzeki

PRZYWÓDCZYNI

Lamparcia Gwiazda — nietypowo nakrapiana złocista kocica

ZASTĘPCZYNI

Mglista Stopa — szara kotka o niebieskich oczach

MEDYK

Muliste Futro — długowłosy jasnobrązowy kocur; uczennica: Ćmie Skrzydło

WOJOWNICY

Czarny Pazur — kruczoczarny kocur

Ciężki Krok — mocno zbudowany pręgowany kocur

Burzowe Futro — ciemnoszary kocur o bursztynowych oczach

Pierzasty Ogon — jasnoszara kotka o niebieskich oczach

Jastrzębi Mróz — ciemnobrązowy kocur o szerokim karku

Omszona Skóra — szylkretowa kotka

UCZNIOWIE

Ćmie Skrzydło — piękna złocista pręgowana kotka o bursztynowych oczach

KARMICIELKI

Zaranny Kwiat — jasnoszara kotka

STARSZYZNA

Cienista Skóra — bardzo ciemna szara kotka

Głośny Brzuch — ciemnobrązowy kocur

Koty nie należące do klanów

Jęczmień — czarno-biały kocur mieszkający w gospodarstwie w pobliżu lasu

Krucza Łapa — lśniący czarny kocur mieszkający w gospodarstwie z Jęczmieniem

Piękniś — starszy pręgowany kocur mieszkający w lasach niedaleko morza

Prolog


Jeden za drugim koty zakradały się do jaskini. Sierść miały poznaczoną plamami błota, szeroko otwarte ze strachu oczy odbijały zimne światło księżyca przenikające przez szczelinę w stropie. Przysiadły z brzuchami przy ziemi, rzucając spojrzenia na boki, jakby spodziewały się, że z cienia wyskoczy wróg.

Promienie księżyca padały na kałuże w dnie jaskini i oświetlały las spiczastych kamieni, z których jedne narastały słupami w górę, inne zwisały ze stropu. Niektóre z nich łączyły się pośrodku, tworząc smukłe drzewa z białej lśniącej skały. Przemykał między nimi wiatr, mierzwiąc kotom futra. W czystym, wilgotnym powietrzu rozlegał się grzmot spadającej wody.

Zza jednego z kamiennych słupów wyszedł kocur. Miał długi, wąski tułów, umięśnione nogi, a jego sierść, pozlepiana błotem w strąki, upodabniała go do kamiennego posągu.

— Witajcie — miauknął ochryple. — Światło księżyca leży na wodzie. Zgodnie z prawami Plemienia Wiecznych Łowów nadszedł czas przepowiadania.

Jeden z kotów wypełzł do przodu i skłonił głowę przed ubłoconym kocurem.

— Bardzie, czy dostałeś znak? Czy Plemię Wiecznych Łowów przemówiło do ciebie?

Zza jego pleców odezwał się inny kot:

— Czy wreszcie świta nadzieja?

Bard pochylił głowę.

— W odbiciu księżycowego światła na skale zobaczyłem słowa Plemienia Wiecznych Łowów; widziałem je również w cieniach rzucanych przez skały, słyszałem w dźwięku kropel deszczu spadających ze stropu. — Przerwał na chwilę i przesunął spojrzenie po otaczających go kotach. — Tak — podjął — powiedzieli mi, że jest nadzieja.

Przez grupę przebiegł lekki szmer, przypominający szelest liści na wietrze. Koty spojrzały na Barda rozjaśnionymi oczami i uniosły uszy. Kot, który wyszedł przed inne, miauknął niepewnie:

 

— Zatem wiesz, co pomoże nam pozbyć się tego okropnego zagrożenia?

— Tak, Szpicu — odparł Bard. — Plemię Wiecznych Łowów obiecało mi, że nadejdzie kot, srebrny kot — nie z tego plemienia — który pomoże nam pozbyć się Ostrych Zębów już na zawsze.

Na chwilę zapadła cisza.

— Więc poza Plemieniem Płynącej Wody istnieją jeszcze inne koty? — zapytał ktoś z tyłu grupy.

— Muszą istnieć — odparł inny kot.

— Słyszałem o obcych — miauknął Szpic — chociaż nigdy żadnego nie widziałem. Ale kiedy przyjdzie ten srebrny kot? — dodał rozpaczliwie.

Wokół rozległy się pomiaukiwania:

— Tak, kiedy?

— Czy to prawda?

Bard strzepnięciem ogona nakazał ciszę.

— Tak, to prawda — miauknął. — Plemię Wiecznych Łowów nigdy nas nie okłamało. Sam widziałem blask jego srebrnego futra w oświetlonej księżycem sadzawce.

— Ale kiedy? — nalegał Szpic.

— Plemię Wiecznych Łowów nie pokazało mi tego — odparł Bard. — Nie wiem, kiedy pojawi się srebrny kot i skąd nadejdzie, ale będziemy o tym wiedzieli, jak już przybędzie.

Uniósł głowę ku stropowi jaskini, a w jego oczach odbiły się dwa maleńkie księżyce.

— Do tego czasu, współplemieńcy, pozostaje nam tylko czekać.

Rozdział 1


Burzowe Futro otworzył oczy, zamrugał, żeby się dobudzić, i próbował sobie przypomnieć, gdzie się znajduje. Zamiast na posłaniu w trzcinach w obozie Klanu Rzeki leżał skulony w wyschniętych, kruchych paprociach. Nad głową widział ziemny strop jaskini, poprzetykany splątanymi korzeniami. Z oddali słyszał słabe rytmiczne uderzenia. W pierwszej chwili nie rozumiał, co to jest, potem przypomniał sobie, że razem z towarzyszami wędrówki znajduje się blisko wody, w której tonie słońce, bezustannie obmywającej brzeg. Skulił się na nagłe wspomnienie chwili, w której on i Jeżynowy Pazur walczyli o życie w wodzie; splunął, gdyż w głębi pyska wciąż czuł słony posmak. W domu, w Klanie Rzeki, przywykł do wody — jego klan jako jedyny potrafił swobodnie pływać w rzece przecinającej las — ale nie do takiej kipieli, słonej, rzucającej pływakiem na wszystkie strony, zbyt niebezpiecznej nawet dla kota z Klanu Rzeki.

Od razu napłynęły dalsze wspomnienia. Klan Gwiazdy posłał koty ze wszystkich czterech klanów w daleką, niebezpieczną podróż, żeby wysłuchały, co ma im do powiedzenia Północ. Brnęli przez nieznane ziemie, przez siedliska Dwunożnych, napadani przez psy i szczury, aż w końcu dokonali niewiarygodnego odkrycia: Północ była borsuczycą.

Na wspomnienie przerażającej wiadomości przekazanej przez Północ, Burzowe Futro poczuł lodowaty dreszcz pełznący po nogach. Dwunożni niszczą las, żeby zbudować nową Drogę Grzmotu. Wszystkie klany będą musiały stamtąd odejść, a zadaniem kotów wybranych przez Klan Gwiazdy jest ostrzeżenie pobratymców i znalezienie dla nich do nowego domu.

Burzowe Futro usiadł i rozejrzał się po jaskini. Przez tunel prowadzący na szczyt klifu sączyło się słabe światło, napływał też delikatny prąd świeżego powietrza niosącego posmak słonej wody. Nigdzie nie było widać borsuczycy o imieniu Północ. Tuż obok Burzowego Futra, zakrywszy nos ogonem, spała jego siostra, Pierzasty Ogon. Tuż za nią zobaczył Brunatną Skórę, wojowniczkę z Klanu Cienia; Burzowe Futro z ulgą stwierdził, że leży spokojnie, jakby mniej dolegało jej pogryzienie przez szczura, którego doznała w siedlisku Dwunożnych. Zioła borsuczycy złagodziły zakażenie i pomogły kotce zasnąć. Po przeciwnej stronie jaskini, nieco oddalony, leżał Wronia Łapa, uczeń z Klanu Wiatru; jego ciemnoszare futro ledwo było widać spomiędzy łodyg paproci. Najbliżej wejścia rozciągnął się brat Brunatnej Skóry, Jeżynowy Pazur, tuż obok zwiniętej w ciasny kłębek Wiewiórczej Łapy. Burzowe Futro poczuł ukłucie zazdrości na widok takiej bliskości pary kotów z Klanu Pioruna, jednak spróbował zwalczyć to uczucie. Nie miał prawa tak się zachwycać Wiewiórczą Łapą, jej odwagą i promiennym optymizmem, skoro pochodzili z różnych klanów. Jeżynowy Pazur będzie dla niej znacznie lepszym partnerem.

Burzowe Futro wiedział, że powinien obudzić towarzyszy, by wyruszyć w długą drogę powrotną do lasu. A jednak dziwnie niechętnie o tym myślał. Niech jeszcze pośpią — zdecydował. — Potrzebujemy sił, żeby stawić czoła temu, co nas czeka.

Otrzepał się z drobin paproci i po piasku pokrywającym dno pieczary przeszedł do tunelu. Wyszedł na sprężystą trawę; silniejszy wiatr zmierzwił mu sierść. W końcu wysechł po kąpieli, w której omal nie utonął poprzedniego wieczora. Sen go odświeżył. Kocur rozejrzał się wokół; tuż przed sobą widział skraj klifu, za którym rozciągała się nieskończona, migotliwa toń odbijająca blade światło świtu.

Burzowe Futro otworzył pysk i wciągnął powietrze, by złapać zapach zwierzyny. Zamiast tego jednak poczuł przemożny odór borsuka i spostrzegł Północ siedzącą w najwyższym punkcie klifu, małymi błyszczącymi oczkami wpatrzoną w blednące gwiazdy. Na niebie za jej plecami, nad wrzosowiskiem, pas kremowego światła wskazywał miejsce, w którym wstanie słońce. Burzowe Futro podszedł do borsuczycy, z szacunkiem pochylił głowę i przysiadł obok niej.

— Dzień dobry, szary wojowniku — zamruczała Północ głębokim głosem. — Wyspałeś się dobrze?

— Tak, dziękuję. — Burzowe Futro wciąż z trudem zdobywał się na przyjazne powitanie, gdyż borsuki zawsze należały do śmiertelnych wrogów kocich klanów.

A jednak Północ nie była zwyczajnym borsukiem. Wydawało się, że jest znacznie bliższa Klanowi Gwiazdy niż którykolwiek z kotów, może z wyjątkiem medyków; wiele podróżowała i zdobyła gdzieś mądrość pozwalającą jej przepowiadać przyszłość.

Burzowe Futro spojrzał na nią z ukosa, by sprawdzić, czy jej oczy wciąż wpatrują się w blednące niebo.

— Czy naprawdę potrafisz odczytywać znaki Klanu Gwiazdy? — zapytał z ciekawością, bliski nadziei, że przerażające przepowiednie z zeszłej nocy znikną w świetle dnia.

— Odczytać można wszędzie znaki — odparła borsuczyca. — W gwiazdach, w płynącej wodzie, w błysku światła na grzbietach fal. Mówi do nas świat cały, jeśli uszy nasze otwarte są.

— W takim razie ja chyba jestem głuchy — przyznał Burzowe Futro. — Przyszłość jawi mi się jako ciemność.

— Nie tak, szary wojowniku — odparła ochryple Północ. — Spójrz — długim nosem wskazała wodę, w której tonęło słońce i nad którą teraz, tuż nad horyzontem, wciąż świecił jasno jeden z wojowników Klanu Gwiazdy. — Klan Gwiazdy nasze spotkanie widział. Cieszą się nim i pomoc ześlą w mroczne dni, które nadejdą.

Burzowe Futro zapatrzył się w jaśniejący punkcik i westchnął lekko. Nie był medykiem, przyzwyczajonym do dzielenia się językami z przodkami. Jego zadanie polegało na wykorzystywaniu sił i umiejętności w służbie klanu — a teraz, jak się wydawało, w służbie wszystkich kotów z lasu. Północ wyraźnie im powiedziała, że cztery klany zginą, jeśli nie zapomną o dawnych podziałach i nie zaczną ze sobą współpracować.

— Północy, kiedy pójdziemy do domu…

Nie dokończył pytania, gdyż przerwał mu jakiś wrzask. Odwrócił się i zobaczył Wiewiórczą Łapę, która wypadła z tunelu prowadzącego do legowiska borsuczycy i stała w wejściu, strosząc ciemnorude futro i nastawiając uszu.

— Umieram z głodu! — oznajmiła. — Gdzie tu można zapolować?

— Posuń się i daj reszcie wyjść — rozległ się poirytowany głos Wroniej Łapy za jej plecami. — Może wtedy ci odpowiemy.

Wiewiórcza Łapa skoczyła kilka kroków do przodu. Z tunelu wyłonił się uczeń z Klanu Wiatru, a za nim Pierzasty Ogon, niemal depcząca mu po piętach. Kotka przeciągnęła się radośnie w świetle słońca. Burzowe Futro wstał i w podskokach pobiegł przez trawę, żeby zetknąć się nosami z siostrą. Początkowo nie należał do kotów wybranych przez Klan Gwiazdy, ale uparł się, żeby pójść w drogę i opiekować się Pierzastym Ogonem. Ich matka nie żyła, a ojciec należał do innego klanu, więc rodzeństwo było sobie znacznie bliższe niż to zwykle bywa.

Północ potruchtała za nim i skinieniem głowy powitała koty.

— Brunatna Skóra czuje się dzisiaj znacznie lepiej — oznajmiła Pierzasty Ogon. — Mówi, że rana już prawie jej nie boli. — I zwracając się do Północy dodała: — Korzeń łopianu, który jej dałaś, naprawdę bardzo pomógł.

— Korzeń jest dobry — odparła głębokim głosem borsuczyca. — Teraz ranna wojowniczka będzie dobrze szła w podróży.

Nim skończyła mówić, w wyjściu z tunelu ukazała się sama Brunatna Skóra. Burzowe Futro z ulgą stwierdził, że wygląda na silniejszą po długim śnie; prawie wcale nie kulała.

Za nią wyszedł jej brat, Jeżynowy Pazur, i zatrzymał się, żeby przyzwyczaić oczy do blasku dnia.

— Słońce już prawie wstało — miauknął. — Czas ruszać w drogę.

— Ale najpierw musimy coś zjeść! — jęknęła Wiewiórcza Łapa. — Kiszki grają mi marsza głośniej niż potwory na Drodze Grzmotu! Mogłabym zjeść lisa z futrem i całą resztą.

Burzowe Futro nie mógł odmówić jej racji; jego też głód ścisnął za żołądek. Wiedział, że bez pożywienia nie wytrzymają długiej i wyczerpującej podróży powrotnej do lasu. A jednak rozumiał pośpiech Jeżynowego Pazura. Jak by się czuli, gdyby zmarudzili w drodze, a potem dowiedzieli się, że z tego powodu zginęli ich pobratymcy?

Przez pysk Jeżynowego Pazura przemknął wyraz niechęci. Stanowczym głosem odparł:

— Znajdziemy coś po drodze. A kiedy wrócimy do lasu, gdzie rozłożyliśmy się poprzednio obozem, urządzimy prawdziwe polowanie.

— Przemądrzały futrzak — wymamrotała Wiewiórcza Łapa.

— Jeżynowy Pazur ma rację — miauknęła Brunatna Skóra. — Kto wie, co się dzieje w domu. Nie ma czasu do stracenia.

Inne koty pomrukami przyznały jej rację. Nawet Wronia Łapa, który zwykle jeszcze chętniej niż Wiewiórcza Łapa podważał decyzje Jeżynowego Pazura, nie miał nic do powiedzenia. Burzowe Futro uświadomił sobie ze zdumieniem, że długa podróż oraz grożące wszystkim klanom niebezpieczeństwo zamieniły grupę walczących rywali w oddział mający jeden cel: ocalenie pobratymców i kodeksu wojownika, który chronił ich od tak dawna. Wojownika ogarnęło ciepłe uczucie przynależności. Jego związki z własnym klanem były skomplikowane, gdyż świadomi ich mieszanego pochodzenia wojownicy podejrzliwie odnosili się do niego i Pierzastego Ogona. Wiedział jednak, że tu znalazł przyjaciół, którzy nie oceniają go na podstawie różnic klanowych.

Jeżynowy Pazur podszedł do Północy i zatrzymał się.

— Przyjmij podziękowania wszystkich klanów — miauknął.

Północ chrząknęła.

— Czas jeszcze nie nadszedł na pożegnanie. Pójdę z wami do lasów, upewnię się, że właściwą drogę wybraliście.

I nie czekając na ich zgodę, ruszyła ciężko przez wrzosowisko. Niebo na wprost pojaśniało tak, że trudno było patrzeć, a nad horyzontem wspinało się słońce. Burzowe Futro z wdzięcznością mrugał w kierunku dziennego światła. Zachodzące słońce doprowadziło ich do miejsca, w którym tonie w wodzie, a teraz — wschodząc — będzie im wskazywało drogę do domu.

Cztery wybrane koty — w towarzystwie Burzowego Futra i Wiewiórczej Łapy, która poszła w drogę z Jeżynowym Pazurem po kłótni z ojcem, Ognistą Gwiazdą — wyruszyły z lasu na oślep, posłuszne zesłanej im przez Klan Gwiazdy przepowiedni, której do końca nie rozumiały. Teraz odkryły jej znaczenie, więc łatwiej było im decydować, co robić dalej, choć jednocześnie przerażała je świadomość niebezpieczeństwa grożącego klanom.

— No to na co czekamy? — zapytała Wiewiórcza Łapa, ruszając biegiem, żeby wyprzedzić Północ.

Za nią poszedł jej pobratymiec Jeżynowy Pazur, głęboko zamyślony, jakby wyobrażał sobie wszystkie trudności czyhające na nich w drodze powrotnej. Idąca obok Brunatna Skóra wyglądała na wypoczętą po dobrze przespanej nocy, a chociaż wciąż jeszcze utykała, w jej oczach błyszczała determinacja. Kotka była zdecydowana przetrwać długą drogę do domu. Pierzasty Ogon dreptała z uniesionym ogonem, ciesząc się słonecznym porankiem, zaś Wronia Łapa szedł sprężyści obok niej, z nastawionymi czujnie uszami i sprężonymi mięśniami, jakby już przewidując kłopoty.

Zamykający pochód Burzowe Futro posłał bezgłośną modlitwę do Klanu Gwiazdy: „Prowadźcie nasze łapy i pomóżcie nam dotrzeć bezpiecznie do domu”.

Słońce wspinało się coraz wyżej na niebo, które przybierało kolor głębokiego błękitu znaczonego plamkami puchatych obłoków. Jak na późną porę spadających liści było wyjątkowo ciepło i ładnie. Lekki wietrzyk poruszył trawę i przyniósł zapach królika. Burzowe Futro poczuł, że ślinka napływa mu do pyska. Kątem oka dojrzał biały ogonek znikający za szczytem łagodnego zbocza.

 

Wronia Łapa rzucił się za zwierzęciem.

— Stój! Dokąd lecisz? — zawołał za nim Jeżynowy Pazur, ale uczeń z Klanu Wiatru już znikł. Pręgowany wojownik poirytowany strzepnął ogonem. — Czy on kiedykolwiek będzie posłuszny?

— Zaraz wróci — uspokoiła go Pierzasty Ogon. — Trudno wymagać, żeby zignorował królika, który wyskoczył mu przed samym nosem.

Jeżynowy Pazur odpowiedział tylko kolejnym strzepnięciem ogona.

— Ja po niego pójdę — miauknął Burzowe Futro, napinając mięśnie do skoku.

Jednak zanim ruszył, ciemnoszary uczeń ukazał się na szczycie zbocza. Wlókł królika niemal dorównującego mu wielkością.

— Proszę — miauknął niechętnie, rzucając zdobycz na ziemię. — Nie trwało to zbyt długo, prawda? Chyba wolno nam zrobić przerwę na posiłek?

— Oczywiście — odparł Jeżynowy Pazur. — Przepraszam, Wronia Łapo. Zapomniałem, jak szybkie bywają koty z Klanu Wiatru. To… to wrzosowisko na pewno przypomina ci dom.

Wronia Łapa przyjął przeprosiny krótkim kiwnięciem głową i cała szóstka stłoczyła się wokół zdobyczy. Burzowe Futro znieruchomiał raptownie, gdy spostrzegł podziw w oczach Pierzastego Ogona. Siostra chyba nie jest zainteresowana Wronią Łapą? Przecież on potrafi tylko się kłócić i domagać uwagi, jakby już był wojownikiem. Kot z innego klanu — i w dodatku uczeń! — nie ma prawa chodzić za Pierzastym Ogonem. Poza tym, co Pierzasty Ogon w nim widzi? Czy nie zna problemów, które wynikają z takich związków? Czy nie pokazał jej tego przykład rodziców?

W tej samej chwili spojrzenie Burzowego Futra padło na Wiewiórczą Łapę. Czy ma prawo krytykować Pierzasty Ogon, skoro jemu samemu tak bardzo podoba się Wiewiórcza Łapa? Z drugiej strony, powiedział do siebie, każdy kot polubiłby odważną, inteligentną uczennicę z Klanu Pioruna. A on przecież nie ma zamiaru nawiązywać relacji z kotką z innego klanu, gdyż wie, że nie mają szans na wspólną przyszłość.

Burzowe Futro westchnął i zaczął przełykać swoją porcję królika. Miał nadzieję, że jego obawy są płonne; w końcu każdy kot podziwiałby szybkość Wroniej Łapy na polowaniu, gdyby był tak głodny jak oni. Pewnie to samo czuje Pierzasty Ogon

Gdy koty się pożywiały, Północ czekała kilka kroków dalej. Burzowe Futro obserwował, jak silnymi, tępymi pazurami rozdziera trawę zbocza, obwąchuje larwy i chrząszcze, które wykopała. Oczy miała zmrużone, jakby trudno jej było szukać jedzenia w silnym słońcu, ale nie odezwała się ani słowem, a kiedy tylko koty najadły się zdobyczą Wroniej Łapy, ruszyła w kierunku wschodzącego słońca.

Chociaż Północ prowadziła ich najprostszą drogą, to kiedy dotarli na szczyt łagodnego pagórka i zobaczyli przed sobą linię lasu, słońce stało już na szczycie nieba. Po długiej drodze przez wystawiony na słońce płaskowyż cień pod drzewami i szemrzący strumyk zachęcały do wypoczynku. Przez krótką chwilę Burzowe Futro wyobrażał sobie popołudnie spędzone na polowaniu, a potem, po dobrym posiłku, sen pod baldachimem paproci. Wiedział jednak, że nie ma na to szans.

Kiedy zbliżyli się do lasu, zauważył stos zmierzwionego brązowego futra w wysokiej trawie pod krzewem. Ogon mu drgnął na smutne wspomnienie starego kocura, który przeprowadził ich przez tereny Dwunożnych — i omal nie doprowadził do zguby.

— Hej, Pięknisiu! — zawołał Jeżynowy Pazur. — Wróciliśmy!

Z kupy futra wyłoniła się duża okrągła głowa, drgające wąsy i oczy; początkowo kocur patrzył na nich zdezorientowany, ale wkrótce rozpoznał ich, stanął na łapy i ruszył w ich stronę, strząsając ze zmierzwionej sierści resztki zeschłych liści.

— O rany! — zawołał. — Nie sądziłem, że jeszcze was ujrzę. — Nagle zamilkł, wbijając wzrok w miejsce za plecami Burzowego Futra. — Nie ruszaj nawet wąsem! — syknął. — Za tobą stoi borsuk. Ja się nim zajmę, znam kilka sztuczek, które…

— Wszystko w porządku, Pięknisiu — wpadł mu w słowo Burzowe Futro, a Wiewiórcza Łapa z rozbawieniem machnęła ogonem. — To Północ, nasza przyjaciółka.

Stary kocur z otwartym pyskiem zagapił się w Północ.

— Przyjaciółka? Z borsukami nie zawiera się przyjaźni, młodziaku. Nie można mieć do nich zaufania nawet na długość myszy.

Burzowe Futro rzucił Północy niespokojne spojrzenie, zastanawiając się, czy borsuczyca nie obrazi się na słowa Pięknisia. Z ulgą stwierdził jednak, że Północ wygląda na tak samo rozbawioną, jak Wiewiórcza Łapa, a jej małe czarne oczka błyszczą.

— To jest Piękniś — miauknął do niej Burzowe Futro. — Przeprowadził nas przez teren Dwunożnych.

Piękniś przysiadł, jeżąc sierść na karku i odsłaniając paskudne zęby w groźnym grymasie. Burzowe Futro poczuł mimowolny podziw dla jego odwagi — przecież borsuk mógłby go zmiażdżyć jednym machnięciem potężnej przedniej łapy.

— Tutaj nie walczymy — zapewniła kocura Północ. — Przyjaciel przyjaciół to przyjaciel też mój. Dużo o tobie mi opowiadali.

Piękniś zastrzygł uszami.

— Nie mogę powiedzieć, że miło mi cię poznać — wymamrotał — ale przypuszczam, że jesteś w porządku, skoro oni tak twierdzą. — Odsunął się i zwrócił do Jeżynowego Pazura. — Dlaczego tu stoimy? — zapytał. — Wszędzie wokół kręcą się Wyprostowani i psy. Pożegnajcie się i ruszajmy w drogę.

— Moment! — zaprotestowała głośno Wiewiórcza Łapa i odwróciła się do Jeżynowego Pazura. — Mówiłeś, że będziemy mogli zapolować.

— I możemy — odparł wojownik.

Zatrzymał się, żeby posmakować powietrza; Burzowe Futro uczynił to samo. Jeżynowy Pazur z ulgą stwierdził, że chociaż wyczuwa kilka różnych psich zapachów, wszystkie są stare. Zapewne Piękniś wykorzystał psy jako pretekst, by jak najszybciej pożegnać się z Północą.

— No dobrze — podjął Jeżynowy Pazur. — Podzielmy się i szybko zapolujmy. Spotkamy się tam, gdzie ostatnio rozłożyliśmy obóz. Brunatna Skóro, może pójdziesz tam od razu?

Oczy wojowniczki z Klanu Cienia błysnęły.

— Nie, mogę polować jak wy wszyscy.

Zanim którykolwiek z kotów zdążył odpowiedzieć, Północ podeszła i szturchnęła ją łagodnie

— Głupia wojowniczka — zamruczała. — Odpoczywaj, póki odpoczywać możesz. Pokaż mi miejsce na obóz. Zatrzymam się tam, póki słońce wysoko stoi, wrócę do domu po ciemku.

Brunatna Skóra wzruszyła ramionami.

— Dobrze.

Ruszyła przez las wzdłuż strumyka do zagłębienia, w którym koty odpoczywały poprzednio.

W migotliwym cieniu drzew powietrze było chłodniejsze. Burzowe Futro zaczął się odprężać; tutaj czuł się bezpieczniej niż na odkrytym płaskowyżu, chociaż szemrzący strumyk, zbyt płytki, by żyły w nim ryby, nie mógł mu zastąpić ukochanej rzeki. Wojownik poczuł ukłucie żalu na myśl, że jeśli nawet zobaczy rzekę, nie będzie się nią cieszył zbyt długo. Według słów Północy od razu po powrocie wysłanników koty będą musiały odejść z lasu.

Szelest w zaroślach przypomniał mu o głodzie. Dobrze byłoby urwać się na krótkie polowanie z Pierzastym Ogonem, tak jak w domu. Jednak kiedy wojownik odwrócił się do siostry, zobaczył, że Wronia Łapa szepcze jej coś na ucho.

— Chcesz zapolować ze mną? — mruczał uczeń, na wpół z wyrzutem, na wpół z zakłopotaniem. — Razem lepiej nam pójdzie.

— Byłoby świetnie! — Oczy Pierzastego Ogona błysnęły, jednak w tej samej chwili wojowniczka zauważyła Burzowe Futro i zrobiła minę jeszcze bardziej zakłopotaną niż kot z Klanu Wiatru. — Ee… może zapolujemy razem?

Wronia Łapa odwrócił wzrok, a Burzowe Futro poczuł, jak sierść na karku zaczyna mu się jeżyć. Jakim prawem ten uczeń zaprasza Pierzasty Ogon na wspólne polowanie?

— Nie, poradzę sobie sam — odpalił, odwrócił się gwałtownie i skoczył w leśne poszycie, udając, że nie dostrzega zranionego spojrzenia niebieskich oczu siostry.

Kiedy jednak wsunął się pod niskie gałęzie krzewów, jego irytacja znikła. Nastawił uszu i wyostrzył wszystkie zmysły w poszukiwaniu zwierzyny.

Po niedługiej chwili zauważył mysz skrobiącą wśród opadłych liści; zabił ją jednym celnym ciosem. Zadowolony przysypał ziemią drobne brązowe ciałko, by zabrać je później — i zaczął się rozglądać za kolejną ofiarą. Wkrótce do łupu dołączył wiewiórkę i kolejną mysz. Więcej nie był w stanie unieść, więc ruszył do obozu, w którym ­mieli się spotkać.

Po drodze zaczął się zastanawiać, jak idzie Pierzastemu Ogonowi. A może jednak powinien był z nią zostać? Nie należał do kotów wybranych przez Klan Gwiazdy; ruszył na misję tylko po to, by opiekować się siostrą. Nie powinien był zostawiać jej w obcym miejscu tylko dlatego, że Wronia Łapa go rozdrażnił. Co będzie, jeśli coś się jej stanie?

Kiedy dotarł do obozu, zobaczył Brunatną Skórę rozciągniętą w cieniu krzewu głogu; szylkretowa sierść kotki była ledwie widoczna w plamach światła i cienia. Obok niej drzemała Północ. Ranę Brunatnej Skóry okrywała kolejna porcja przeżutego korzenia łopianu. Widocznie borsuczyca znalazła go nad potokiem. Jeżynowy Pazur przysiadł nad Brunatną Skórą na zakrzywionym korzeniu drzewa, najwidoczniej trzymając straż, zaś Pierzasty Ogon i Wronia Łapa dzielili się wiewiórką tuż obok. Burzowe Futro upuścił zwierzynę na mały stosik zapasów pośrodku kotliny. W tej samej chwili na szczycie zbocza pojawiła się Wiewiórcza Łapa, ciągnąc za sobą królika. Za nią szedł Piękniś z dwiema myszami w pysku.

— Świetnie, jesteśmy wszyscy — miauknął Jeżynowy Pazur. — Zjedzmy i możemy ruszać.

Zeskoczył do rozpadliny i ze stosu zdobyczy wybrał szpaka. Burzowe Futro zaniósł jedną ze swoich myszy do Pierzastego Ogona i usiadł obok niej; po drugiej stronie kotki siadł Wronia Łapa.

— Jak się udało polowanie? — zapytał Burzowe Futro.

Pierzasty Ogon spojrzała na niego.

— Doskonale, dziękuję. Ile tu zwierzyny! Szkoda, że nie możemy zostać dłużej.

Burzowe Futro pewnie by się z nią zgodził, wiedział jednak, że wiszące nad ich domem niebezpieczeństwo jest zbyt duże, by mogli sobie pozwolić na zwłokę. Zaczął łapczywie przełykać mysz. Łapy już go swędziały, by rozpocząć kolejny etap podróży.

Przełknął ostatni kęs i zaczął myć gęste szare futro, kiedy usłyszał za sobą niski, gardłowy warkot. Jeżynowy Pazur uniósł głowę; w jego żółtych oczach pojawił się błysk niepokoju.