Wrzuć 5 centów

Tekst
0
Recenzje
Przeczytaj fragment
Oznacz jako przeczytane
Jak czytać książkę po zakupie
Nie masz czasu na czytanie?
Posłuchaj fragmentu
Wrzuć 5 centów
Wrzuć 5 centów
− 20%
Otrzymaj 20% rabat na e-booki i audiobooki
Kup zestaw za 8,98  7,18 
Wrzuć 5 centów
Wrzuć 5 centów
Audiobook
Czyta Marta Wągrocka
4,99 
Szczegóły
Czcionka:Mniejsze АаWiększe Aa

Emma Popik

Wrzuć 5 centów

Saga

Wrzuć 5 centówZdjęcie na okładce: Shutterstock Copyright © 2009, 2020 Emma Popik i SAGA Egmont Wszystkie prawa zastrzeżone ISBN: 9788726599732

1. Wydanie w formie e-booka, 2020

Format: EPUB 3.0

Ta książka jest chroniona prawem autorskim. Kopiowanie do celów innych niż do użytku własnego jest dozwolone wyłącznie za zgodą SAGA Egmont oraz autora.

SAGA Egmont, spółka wydawnictwa Egmont

WRZUĆ PIĘĆ CENTÓW

Jechali powoli, rozglądając się, chociaż im się spieszyło, ale wiedzieli, że jest to najlepszy sposób dotarcia do celu. Ziemia znajdowała się wszędzie, a nie mogli jej odnaleźć, choć o to właśnie im chodziło. Rosła metalowa trawa i uginała się, skrzypiąc pod kopytami ich koni, tak je przynajmniej nazywali.

- Co to jest? - zapytał pierwszy z mędrców.

Mech porastał jego policzki. Stwardniał miejscami i się wykruszał, więc uważali go za starego.

Drugi wytężył wzrok. W każdym jego oku widniały po dwie, zielone tęczówki i dwie źrenice, dlatego uważali go za wszechwidzącego.

- Nazwę to miastem - wtrącił trzeci.

Odznaczał się wysokim wzrostem i jasną skórą, która wydawała się na wpół przejrzysta. Jego wewnętrzne ciało oplatała sieć niebieskich żył. Wykrzywił blade usta, spoglądając z pogardą ponad głowami towarzyszy.

- Jacyś barwni ludzie w widmie tęczy - dodał.

Wszechwidzący wytężył swoje podwójne źrenice, aż wypłynęła z nich poświata.

- To nie są żywe istoty.

- To fantazmaty - powiedział człowiek.

- Słyszałem o tym- pochwalił się mędrzec. - Kiedy Ziemia była całkowita i ograniczona, ludzie je wytwarzali.

- W jaki sposób? - rzekł zaczepnie człowiek.

Mędrzec się zamyślił.

- Przestań! - krzyknął na niego człowiek. - Broda ci rośnie od myślenia. Atakujemy! - I ruszył pierwszy, wystawiając swoje dwa wyostrzone palce.

Wszechwidzący i mędrzec popatrzyli na siebie, kiwając głowami. Odwaga człowieka zawsze ich oszałamiała. A on pędził jak szalony. Wiatr rozwiewał mu długie włosy. Podążyli za nim przyjacielskim truchtem, ale nim go dognali, zniknął. Kiedy znaleźli się blisko barwnych postaci, najpierw zbadali je ostrożnie, włożywszy w nie palce wskazujące. Potem zanurzyli ręce aż po łokcie i jeszcze raz na siebie spojrzawszy, ponaglili konie, wjeżdżając w gęstwinę kolorowych fantomów.

Jechali chwilę jak we mgle. Barwni ludzie biegali wrzeszcząc i chwytali ich za strzemiona. Wielu wygrażało pięściami. Chociaż ich groźby nie robiły im krzywdy, źle się czuli i niepewnie. Bały się również konie, więc musieli je trzymać krótko przy pyskach. Tym bardziej więc podziwiali odwagę człowieka. Nigdzie go jednak nie było.

Kiedy przejechali zaporę z fantomów, zobaczyli przed sobą ładną dolinkę, pełną zielonej trawy. Na jej środku stała chata. Weszli do niej. Siedział przy stole i rozmawiał z kobietą. Stała przed nim. Na wierzchu miała piersi. Obejmowały je metalowe lejki, pięknie się złocące. Opierała się jedną ręką o swoje biodro.

- Nie, nigdy nie słyszałam o Ziemi - widocznie odpowiadała na pytania człowieka.

- A co znajduje się dalej? - zapytał mędrzec.

- Wiszary ponad przepaściami - odpowiedziała. - Długie i zielone jak twoja broda.

- Czy to są góry? - zapytał człowiek, a jego towarzysze się zdumieli, jak zawsze trafnie umie zadać pytanie.

Kobieta się zamyśliła. - Mieszkam tu od wielu obrotów, ale nigdy nie słyszałam o górach.

- Chcemy dojść do miasta - powiedział człowiek.

- Nie wiem, co to jest – zaprzeczyła kobieta.

- Ale ja widziałem - upierał się człowiek. - Oświecę cię, miasto należy do pierwotnych pojęć.

- Masz na myśli realistyczny układ zamknięty, którego poszczególne części...

- Tak, oczywiście! - przerwał z gniewem człowiek, gdyż nie przelicytował jej swą wiedzą.

- Tam są skrzynki. Byty półpsychiczne są z nimi związane. Ale nie znam zasady.

- Właśnie! O to mi chodzi! - wrzasnął człowiek. - Tego szukam.

- Chcesz dojść do skrzynek? - przestraszyła się kobieta. - Tego nikt jeszcze nie dokonał. Zresztą, w jakim celu?

- Bo taki jestem!

- My przedsięwzięliśmy tę wędrówkę, mając na celu… – zaczął mędrzec.

- Nie musisz jej wyjaśniać - przerwał człowiek - czyż nie widzisz, że ma zredukowaną psychikę? W którym to pokoleniu jesteś materialna?

Otwierała usta, aby wyjaśnić, lecz jej przerwano, gdyż nikogo to nie obchodziło. Od niepamiętnych czasów, i właśnie o to chodziło, że nikt nie znał daty, nie wiedzieli, co istniało wcześniej. Samopowielające się byty uzyskiwały różny stopień realności i materialności. Rzeczywistość psychiczna - tak ją przynajmniej tradycyjnie nazywano - już dawno wchłonęła wszystkie inne byty Strefy. Istoty materialne, takie jak ta kobieta, nie miały żadnych możliwości zrozumienia pewnych rzeczy. Żyła sobie konkretnie na obrzeżu wielkiego pola psi i skontaktować się z nim mogła jedynie przy pomocy wytworów materialnych. Inni czerpali wprost. Toteż człowiek czuł się o wiele od niej lepszy.

- W jaki sposób powstały wiszary? - załagodził mędrzec, zadając mądre pytanie, gdyż tamtędy prowadziła ich droga.

- Mosty. To są mosty łączące poszczególne części. Niestety, w większości pozarywane.

- Nie ma więc przejścia? - zapytał człowiek i to było świetne pytanie.

Pokręciła przecząco głową.

- Nie dasz nam żadnej wskazówki? - zapytał człowiek.

- Podzielę się z wami wszystkim, co mam.

Wykonała ramieniem obrót i w jej ręce pojawiła się duża, srebrzysta rzecz, wyglądająca jak saganek. Nasadziła go na głowę. Był to hełm z dwoma zagiętymi rogami jak półksiężyce. Pociągnęła swoje dwa lejki za końce i wysunęły się z nich anteny.

- Zaraz zacznie się przekaz - rzekła. - Tylko trochę się podładuję.

Kobieta skomunikowała się z psychorealnością wiszaru. Po chwili obrazy zaczęły się pojawiać w powietrzu: otworzyła się brama, wyszli z niej ludzie w długich sukniach i kurtkach, niosąc błyszczące rzeczy i dymiąc małymi przedmiotami. Poruszali się raczej mechanicznie. Przeszli i znikli. Po chwili nadeszli inni, również niecałkowici. Mieli brązową skórę, skórzane spodnie z frędzlami po bokach, a na głowie pióra. Wykonując podskoki, poruszali się po okręgu, czasem wymachiwali rękami, w których trzymali siekiery. Również i oni ustąpili innym, tym razem rosłym mężczyznom w olbrzymich kapeluszach i z linami w rękach, zakończonymi kołami. Szli kołysząc się i czyniąc coraz więcej kół przy pomocy lin. Po chwili wszystko znikło.

- Czy oni są prawdziwi? - zapytał człowiek.

- Nigdy się nad tym nie zastanawiałam.

- Nie chciałaś się również dowiedzieć, czy istnieje Ziemia! - wykrzyknął człowiek z wielką wściekłością.

Ona jednakże wcale nie przejęła się jego gniewem.

- My tu rozważamy praktyczne problemy.

- Mam ochotę cię zabić! – wrzasnął człowiek.

- To nie ma dla mnie żadnego znaczenia.

- A niby dlaczego?

- Od razu widać, że jesteście z daleka - rzekła nieporuszona. - Ja jestem wielokrotna.

- To doprowadza mnie do szaleństwa! - wrzasnął człowiek. - Ten brak stałości i pewności. Żadnych ograniczeń, cierpień i krwi.

- Tak, wszystko jest dozwolone i możliwe - przyznała kobieta, po czym kopnęła stół. - Popatrz, on jest prawdziwy.

- To nie stanowi dowodu na cokolwiek - oponował człowiek. - Wiem, że pole umożliwia to wszystko: życie wielokrotne, zapory fantomowe i ten przekaz - machnął ręką w stronę hełmu kobiety.- Nie zastanawiamy się nad tym, gdyż to po prostu jest oczywiste. To jedynie kolejny dowód na kształt świata taki, jaki znamy. Aby go poznać, wystarczą nam oczy.

- Tak, ale tam są skrzynki i jeśli o to ci chodzi, nie będziesz umiał niczego odróżnić.

- A czy teraz umiem? Nie! I dlatego wyruszyłem w tę wędrówkę.

- Pomacham wam - zaproponowała kobieta.

- Co to znaczy? - zapytał człowiek zaskoczony.

- Obyczaj - wyjaśniła. - Kiedyś tutaj jeździły pociągi.

- O, to jest to! - wykrzyknął mędrzec. - Regularność, solidność. Kolejny dowód.

- To tyko stare mity tego miejsca - zaprzeczył człowiek. - Ona sama ich nie rozumie. No powiedz, wiesz coś?

Pokręciła przecząco głową.

- Po prostu pomacham wam. Bo przecież nigdy już się nie zobaczymy. Zginiecie na wiszarach. Tam są skrzynki, zobaczycie zresztą sami. Ta zasłona z miazmatów jest nie do przebycia. Wszystkie istoty o niecałkowitej materialności zostają wchłonięte.

- To jest kolejny - zaczął mędrzec, ale lekceważący gest człowieka zamknął mu usta.

Powędrowali dalej. Były tu łuki, wiszące ponad przepaściami. Gdy stanęli na krawędzi, konie zaczęły parskać i się cofać. Niżej kłębiły się czerwone mgły, obejmujące się i przewalające. Ponad głowami zobaczyli długie trawy, rosnące w dół i urwane liany. Po prostu ziemia obróciła się, a mosty wyrwały się z niej i podniosły w gigantycznym trzęsieniu Taki był świat, nikt innego nie znał, więc uznawał go za oczywisty.

- To są sztuczne konstrukcje - rzekł wszystkowidzący, wytężając swoje cztery źrenice.

- Tak, oni wszystko wytwarzali - powiedział człowiek.

- To znaczy, że wierzysz w ich istnienie - powiedział z ogniem mędrzec. - Dlaczego więc wciąż mi zaprzeczałeś?

- Czy naprawdę nie rozumiesz, czego szukamy i dlaczego podjęliśmy tak straszny trud tej wędrówki?

 

- Szukamy Ziemi - rzekł wszechwidzący, wytężając wzrok.

- Albo dowodu jej istnienia - pospieszył z podpowiedzią mędrzec.

- To jest jedynie środek prowadzący do celu - rozgniewał się człowiek. - Chodzi zupełnie o coś innego...

Nie mógł dokończyć, gdyż zauważył, że z góry z mostu schodzi ku niemu jakaś osoba. Postępowała powoli i słyszeli jej kroki, szurające w trawie i w metalowym żużlu, wysoko ponad głowami. Zamilkli, czekając pełni napięcia, i spojrzeli pytająco na wszechwidzącego, lecz on potrząsnął przecząco głową. Wtedy posmutnieli, rozumiejąc, że ulegają złudzie.

Stanęła przed nimi postać odziana w czarną płachtę. Milczała, mając wciąż pochyloną głowę. A kiedy ją podniosła i odsunęła tkaninę z czoła, zdumieli się bardzo, gdyż takiej osoby nigdy jeszcze nie widzieli. Jej twarz była całkowicie wykonana z kości i nie pokrywało jej żadne tworzywo. Zamiast oczu znajdowały się tam dwie symetryczne i czarne dziury. Nos wytworzono do połowy, a pod nim tkwiły dwa równe rzędy zębów. Zrozumieli wówczas, że nie jest tą poszukiwaną osobą i nie ma żadnego znaczenia.

To koniec darmowego fragmentu. Czy chcesz czytać dalej?