Nowe oblicze Greya

Tekst
Autor:E L James
Oznacz jako przeczytane
Jak czytać książkę po zakupie
Nie masz czasu na czytanie?
Posłuchaj fragmentu
Nowe oblicze Greya
Nowe oblicze Greya
− 20%
Otrzymaj 20% rabat na e-booki i audiobooki
Kup zestaw za 62  49,60 
Nowe oblicze Greya
Nowe oblicze Greya
Audiobook
29  21,46 
Szczegóły
Czcionka:Mniejsze АаWiększe Aa

– Po raz pierwszy piłam go z filiżanki. – Uśmiecham się szeroko.

– Doskonale to pamiętam. Dzień ukończenia przez ciebie studiów.

– Dokąd lecimy? – Nie jestem już w stanie tłumić ciekawości.

– Shannon – odpowiada Christian, a jego oczy skrzą się podekscytowaniem. Wygląda jak mały chłopiec.

– W Irlandii? – Lecimy do Irlandii!

– Aby zatankować – dodaje, przekomarzając się ze mną.

– A potem? – pytam niecierpliwie.

Jego uśmiech staje się jeszcze szerszy. Kręci głową.

– Christian!

– Londyn – mówi, przyglądając mi się uważnie, próbując wybadać moją reakcję.

Wciągam głośno powietrze. O kurczę. Sądziłam, że wybierzemy się do Nowego Jorku, Aspen, ewentualnie na Karaiby. Ledwie mogę uwierzyć w to, co się dzieje. Anglia od zawsze była moim marzeniem. Cała promienieję ze szczęścia.

– Potem Paryż.

Co takiego?

– Potem południe Francji.

O rany!

– Wiem, że marzyłaś o Europie – mówi miękko. – Pragnę spełniać twoje marzenia, Anastasio.

– To ty jesteś spełnieniem moich marzeń, Christianie.

– I vice versa, pani Grey – szepcze.

O rety...

– Zapnij się.

Uśmiecham się i robię, co mi każe.

Gdy samolot kieruje się w stronę pasa startowego, sączymy szampana, uśmiechając się do siebie idiotycznie. Nie mogę w to uwierzyć. W wieku dwudziestu dwóch lat nareszcie opuszczam Stany Zjednoczone i wybieram się do Europy – i to nie byle gdzie, ale do Londynu!

Gdy znajdujemy się już w powietrzu, Natalia donosi nam szampana i przygotowuje weselną ucztę. To rzeczywiście prawdziwa uczta: wędzony łosoś, a jako danie główne pieczona kuropatwa z sałatką z zielonego groszku i ziemniakami dauphinoise.

– Deser, panie Grey? – pyta Natalia.

Christian kręci głową i przesuwa palcem po dolnej wardze, posyłając mi pytające spojrzenie. Ma nieodgadniony wyraz twarzy.

– Nie, dziękuję – mówię cicho, nie mogąc oderwać od niego wzroku.

Na jego ustach pojawia się tajemniczy uśmiech. Natalia zostawia nas samych.

– To dobrze – mruczy. – Na deser zaplanowałem sobie ciebie.

Och... tutaj?

– Chodź – mówi, wstając od stolika i wyciągając do mnie rękę. Prowadzi mnie na sam koniec kabiny. – Tu jest łazienka. – Pokazuje na małe drzwi, po czym przechodzimy wąskim korytarzem do końca.

Jezu... sypialnia. Pomieszczenie jest całe w kremach i klonie, a na łóżku leżą złote i beżowe poduszki. Wygląda na bardzo wygodne.

Christian odwraca się i bierze mnie w ramiona.

– Pomyślałem, że noc poślubną spędzimy na wysokości dziesięciu kilometrów. Nie robiłem tego nigdy dotąd.

Kolejny pierwszy raz. Wpatruję się w niego, a serce wali mi jak młotem... Klub Mile High. Słyszałam o nim.

– Ale najpierw muszę z ciebie zdjąć tę bajeczną suknię. – W jego oczach płonie miłość i coś bardziej mrocznego, coś, co kocham... coś, co przywołuje moją wewnętrzną boginię. Ten mężczyzna zapiera mi dech w piersiach. – Odwróć się.

Głos ma niski, apodyktyczny i seksowny jak diabli. Jak on to robi, że w te dwa krótkie słowa potrafi wlać tyle obietnicy? Ochoczo spełniam jego polecenie, a jego dłonie biegną ku moim włosom. Delikatnie wyjmuje z nich po jednej wsuwce, a dzięki sprawnym palcom szybko kończy zadanie. Włosy opadają, lok za lokiem, na plecy i aż do piersi. Staram się stać nieruchomo, ale cała jestem jednym wielkim pragnieniem. Po długim i męczącym, choć ekscytującym dniu pragnę Christiana – całego.

– Masz takie piękne włosy, Ano – szepcze mi do ucha. Czuję jego oddech, mimo że jego usta mnie nie dotykają. Kiedy w moich włosach nie ma już żadnej wsuwki, przeczesuje je palcami, delikatnie masując mi skórę głowy... o rety... Zamykam oczy i rozkoszuję się tym doznaniem. Jego palce przesuwają się niżej i pociągają za włosy, a ja odchylam głowę, odsłaniając szyję. – Jesteś moja – mówi bez tchu i kąsa mnie lekko w ucho.

Jęczę.

– Bądź cicho – upomina mnie. Przerzuca mi włosy przez ramię i przesuwa palcem po moich plecach, od ramienia do ramienia, wędrując wzdłuż koronkowego brzegu sukni. Moim ciałem wstrząsa dreszcz wyczekiwania. Christian składa czuły pocałunek na moich plecach, tuż nad górnym guzikiem. – Taka piękna – mówi cicho, zręcznie rozpinając pierwszy guzik. – Uczyniłaś mnie dzisiaj najszczęśliwszym człowiekiem na świecie. – Nieskończenie powoli odpina kolejne guziki, przesuwając się w dół pleców. – Tak bardzo cię kocham. – Obsypuje pocałunkami mój kark, schodząc ustami do ramienia. Pomiędzy nimi mruczy: – Tak. Bardzo. Cię. Pragnę. Chcę. Znaleźć. Się. W. Tobie. Jesteś. Moja.

Upajam się każdym słowem. Zamykam oczy i odchylam głowę, aby miał lepszy dostęp do szyi, i ulegam dalszemu urokowi Christiana Greya, mojego męża.

– Moja – szepcze raz jeszcze. Zsuwa materiał z ramion i po chwili suknia opada u mych stóp kaskadą jedwabiu i koronki. – Odwróć się.

Jego głos staje się ochrypły. Robię, co mi każe, a on wciąga głośno powietrze.

Mam na sobie obcisły gorset z bladoróżowej satyny, pas do podwiązek, koronkowe majteczki i białe jedwabne pończochy. Spojrzenie Christiana błądzi wygłodniale po moim ciele. On sam w ogóle się nie odzywa. Patrzy jedynie na mnie wzrokiem pełnym pożądania.

– Podoba ci się? – pytam szeptem, świadoma rumieńca wypełzającego mi na policzki.

– Podoba? To za mało powiedziane, maleńka. Wyglądasz zjawiskowo. – Podaje mi rękę, a ja ujmuję ją i występuję z sukienki. – Stój nieruchomo – mruczy i nie odrywając pociemniałego spojrzenia od moich oczu, przesuwa środkowym palcem po krzywiznach gorsetu opinającego mi piersi. Oddycham coraz szybciej. Raz jeszcze to powtarza. Pod kuszącym palcem wzdłuż kręgosłupa przebiega mi dreszcz. Christian gestem pokazuje, abym się odwróciła.

W tej akurat chwili zrobiłabym dla niego wszystko.

– Zatrzymaj się – mówi.

Stoję twarzą do łóżka. Ramieniem obejmuje mnie w talii i przyciąga do siebie, po czym trąca mnie nosem w szyję. Delikatnie ujmuje w dłonie piersi, bawiąc się nimi, a jego kciuki zataczają kółka wokół brodawek napierających na materiał gorsetu.

– Moja – szepcze.

– Twoja – mówię bez tchu.

Przesuwa dłonie niżej, po brzuchu, aż do ud. Kciukami muska mą kobiecość. Tłumię jęk. Z typową dla siebie zręcznością odpina jednocześnie obie podwiązki, po czym jego dłonie wędrują ku pośladkom.

– Moja – szepcze, rozkładając dłonie na pupie, ponownie mnie muskając opuszkami palców.

– Ach.

– Ćśś. – Jego dłonie zsuwają się z pośladków i Christian odpina tylne podwiązki. Pochyla się i odsuwa narzutę z łóżka. – Usiądź.

Spełniam jego polecenie, a on klęka przy moich stopach i delikatnie zdejmuje z mych stóp białe pantofelki od Jimmy’ego Choo. Chwyta skraj lewej pończochy i powoli ją zsuwa, przesuwając kciukami po nodze... Chwilę później robi to samo z drugą pończochą.

– To jak rozpakowywanie gwiazdkowego prezentu. – Uśmiecha się do mnie i rzuca mi spojrzenie spod długich ciemnych rzęs.

– Prezentu, który już otrzymałeś...

Marszczy brwi.

– O nie, skarbie. Tym razem naprawdę należy do mnie.

– Christianie, jestem twoja od chwili, gdy powiedziałam „tak”. – Nachylam się i biorę w dłonie jego ukochaną twarz. – Jestem twoja. Zawsze będę twoja, mój mężu. A teraz wydaje mi się, że masz na sobie zbyt wiele ubrań. – Pochylam się jeszcze niżej, żeby go pocałować, ale on nagle unosi się, całuje mnie w usta i wplata palce we włosy.

– Ana – dyszy. – Moja Ana. – Jego wargi ponownie odnajdują moje.

– Ubranie – szepczę. Nasze oddechy mieszają się ze sobą, gdy rozpinam mu kamizelkę. Wyplątuje się z niej, puszczając mnie na chwilę. Wpatruje się we mnie wielkimi, przepełnionymi pragnieniem oczami.

– Pozwól mi, proszę. – Głos mam miękki i przymilny. Chcę rozebrać mojego męża, mojego Szarego.

Przysiada na piętach, a ja chwytam jego krawat – srebrnoszary, mój ulubiony – powoli go odwiązuję i ściągam z szyi Christiana. Unosi brodę, abym miała lepszy dostęp do górnego guzika białej koszuli; następnie zabieram się za spinki do mankietów. Są platynowe, z wygrawerowanymi, splecionymi ze sobą literami A i C. To mój prezent ślubny dla męża. Bierze je ode mnie, całuje i wsuwa do kieszeni spodni.

– Panie Grey, cóż za romantyzm.

– Dla pani, pani Grey, serduszka i kwiatki. Zawsze.

Ujmuję jego dłoń i zerkając na niego spod półprzymkniętych powiek, całuję prostą platynową obrączkę. Christian jęczy i zamyka oczy.

– Ana – szepcze moje imię niczym modlitwę.

Wracam do drugiego guzika koszuli i naśladując Christiana, po rozpięciu każdego kolejnego guzika składam delikatny pocałunek na jego klatce piersiowej, szepcząc między nimi:

– Tak. Bardzo. Mnie. Uszczęśliwiasz. Kocham. Cię.

Z jego gardła wydobywa się niski jęk, a potem Christian jednym ruchem obejmuje mnie w talii i kładzie na łóżku, by chwilę później położyć się na mnie. Jego usta odnajdują moje, dłonie unieruchamiają głowę, a nasze języki upajają się sobą nawzajem. Niespodziewanie Christian klęka, zostawiając mnie bez tchu i jeszcze bardziej spragnioną.

– Jesteś taka piękna... żono. – Przesuwa dłońmi po moich nogach, po czym chwyta mnie za lewą stopę. – Masz śliczne nogi. Mam ochotę całować każdy ich centymetr. Zaczynając tutaj.

Ustami dotyka dużego palca, by chwilę później go przygryźć. Zaciskają się wszystkie mięśnie w moim ciele od pasa w dół. Język Christiana prześlizguje się po podbiciu aż do kostki. Obsypuje pocałunkami wewnętrzną część łydki. Och, słodkie, wilgotne pocałunki. Wiję się pod nim.

– Proszę się nie ruszać, pani Grey – rzuca ostrzegawczo i nagle przekręca mnie na brzuch, by kontynuować niespieszną wędrówkę ust w górę mych nóg, ku udom, pośladkom. Tam się zatrzymuje.

 

– Proszę... – jęczę.

– Chcę cię nagą – mruczy i powoli rozpina mi gorset, haftka po haftce. Kiedy ta część mojej garderoby opada na łóżko, Christian prześlizguje językiem po mym kręgosłupie.

– Christian, błagam.

– Czego pani pragnie, pani Grey? – szepcze mi miękko do ucha. Niemal na mnie leży... Czuję na pośladkach twardość erekcji.

– Ciebie.

– A ja ciebie, moja miłości, moja najdroższa... – szepcze i nim zdążę się zorientować, co się dzieje, obraca mnie na plecy. Wstaje i jednym płynnym ruchem pozbywa się spodni i bokserek i teraz stoi nade mną nagi, wielki i gotowy. Niewielką kabinę przyćmiewa jego oszałamiająca uroda i pragnienie mego ciała. Schyla się i ściąga mi majteczki, po czym wbija we mnie gorące spojrzenie. – Moja – mówi bezgłośnie.

– Proszę...

Uśmiecha się szeroko. To zmysłowy, szelmowski, kuszący uśmiech w stylu Szarego.

Wraca na łóżko i tym razem obsypuje pocałunkami moją prawą nogę... aż dociera do miejsca, w którym łączą się uda. Rozchyla je szerzej.

– Ach... żono moja – mruczy.

Sekundę później jego usta znajdują się na mnie. Zamykam oczy i poddaję się och, tak bardzo zwinnemu językowi. Zaciskam dłonie na jego włosach, a moje biodra kołyszą się i unoszą w niewoli jego rytmu. Chwyta mnie za biodra, aby je unieruchomić... ale nie przerywa rozkosznych tortur. Jestem blisko, tak blisko.

– Christianie – jęczę.

– Jeszcze nie – dyszy i podciąga się nieco wyżej. Zanurza język w moim pępku.

– Nie! – Do diaska! Wyczuwam na brzuchu jego uśmiech. Jego usta przesuwają się wyżej.

– Cóż za niecierpliwość, pani Grey. Do wylądowania na Zielonej Wyspie mamy naprawdę sporo czasu. – Nabożnie całuje mi piersi i bierze do ust lewą brodawkę. Podnosi na mnie wzrok i widzę, że spojrzenie ma mroczne niczym tropikalna burza.

O rety... Zupełnie zapomniałam. Europa.

– Mężu, pragnę cię. Proszę.

Opiera się na łokciach i kładzie na mnie. Pociera nosem mój nos, a ja przesuwam palcami w dół silnych, umięśnionych pleców aż do pięknych pośladków.

– Pani Grey... żono. Naszym celem jest sprawianie przyjemności. – Muska ustami me usta. – Kocham cię.

– Ja ciebie też kocham.

– Nie zamykaj oczu. Chcę cię widzieć.

– Christianie... ach... – wołam, gdy powoli wślizguje się we mnie.

– Ana, och, Ana – wyrzuca z siebie i zaczyna się poruszać.

– Co ty, do jasnej cholery, wyprawiasz? – woła Christian, budząc mnie z niezwykle przyjemnego snu.

Stoi w nogach leżaka mokry i piękny, a oczy płoną mu z gniewu.

Co ja takiego zrobiłam? O nie... Leżę na plecach... Jasny gwint, a on jest wściekły. Naprawdę wściekły.

ROZDZIAŁ DRUGI

Jestem już zupełnie rozbudzona, zaś erotyczny sen to jedynie wspomnienie.

– Leżałam na brzuchu. Musiałam się przekręcić we śnie – bronię się słabo.

Jego oczy ciskają błyskawice. Nachyla się, bierze ze swojego leżaka górę od mojego kostiumu i rzuca ją we mnie.

– Włóż to! – syczy.

– Christianie, nikt nie patrzy.

– Zaufaj mi. Patrzy. Jestem przekonany, że Taylor i ochrona świetnie się bawią! – warczy.

Jasna cholera! Czemu ciągle o nich zapominam? W panice zasłaniam dłońmi piersi. Od czasu sabotażu Charliego Tango nieustannie nam towarzyszą ci przeklęci ochroniarze.

– No i jacyś obleśni paparazzi też mogli zrobić ci zdjęcie. Masz ochotę znaleźć się na okładce „Star”? Tym razem naga?

A niech to. Paparazzi! Kurde! Gdy pospiesznie wkładam stanik, cała krew odpływa mi z twarzy. Wzdrygam się. W mojej głowie pojawia się nieprzyjemne wspomnienie oblężenia przez paparazzich przed siedzibą Seattle Independent Publishing, gdy do prasy przeciekła wiadomość o naszych zaręczynach – to wszystko składa się na życie z Christianem Greyem.

– L’addition! – warczy Christian do przechodzącej kelnerki. – Zbieramy się – mówi do mnie.

– Już?

– Tak. Już.

Cholera, jest w takim nastroju, że lepiej się nie sprzeciwiać.

Wkłada spodenki, choć z jego kąpielówek kapie woda, następnie szary T-shirt. Po chwili zjawia się kelnerka z jego kartą kredytową i rachunkiem.

Niechętnie wkładam turkusową sukienkę na ramiączkach i japonki. Gdy kelnerka odchodzi, Christian bierze z leżaka książkę oraz BlackBerry i skrywa wściekłość za przyciemnianymi szkłami okularów przeciwsłonecznych. Emanują z niego gniew i napięcie. Robi mi się smutno. Wszystkie kobiety na plaży opalają się topless – to przecież nic takiego. Prawdę mówiąc, ja wyglądam dziwnie w kompletnym stroju. Wzdycham w duchu. Myślałam, że Christian dostrzeże zabawną stronę sytuacji... tak jakby... Może gdybym pozostała na brzuchu... Teraz jednak po jego poczuciu humoru nie został nawet ślad.

– Proszę, nie złość się na mnie – szepczę, biorąc od niego książkę i telefon i wkładając je do plecaczka.

– Na to już za późno – mówi cicho... zbyt cicho. – Idziemy.

Bierze mnie za rękę i daje znak Taylorowi oraz jego dwóm pomocnikom, francuskim ochroniarzom, Philippe’owi i Gastonowi. Są jednojajowymi bliźniakami, co jest doprawdy dziwaczne. Cierpliwie obserwują z werandy nas i to, co dzieje się na plaży. Czemu ciągle o nich zapominam? Taylor ma kamienną twarz i oczy ukryte za ciemnymi okularami. Kurde, on też jest na mnie zły. Nie mogę się przyzwyczaić do oglądania go w takim swobodnym wydaniu: w krótkich spodenkach i czarnej koszulce polo.

Christian prowadzi mnie do hotelowego lobby, stamtąd zaś na ulicę. Milczy poirytowany, a to wszystko moja wina. Za nami podążają Taylor i jego ekipa.

– Dokąd idziemy? – pytam niepewnie, podnosząc wzrok na męża.

– Wracamy na łódź. – Patrzy przed siebie.

Nie mam pojęcia, która jest godzina. Myślę, że coś koło piątej, może szóstej. Kiedy docieramy do mariny, Christian prowadzi mnie na nabrzeże, gdzie zacumowano motorówkę i skuter wodny należące do Fair Lady. Gdy Christian odcumowuje skuter, podaję swój plecak Taylorowi. Zerkam na niego nerwowo, ale z jego twarzy, tak samo jak w przypadku Christiana, niczego się nie da wyczytać. Rumienię się na myśl o tym, co miał okazję widzieć na plaży.

– Proszę bardzo, pani Grey.

Taylor przynosi mi z motorówki kapok, a ja go posłusznie zakładam. Dlaczego tylko ja muszę mieć kapok? Christian i Taylor wymieniają spojrzenie. Jezu, na Taylora też jest wkurzony? Następnie Christian sprawdza paski w moim kapoku, mocno pociągając za środkowy.

– Może być – mruczy z obrażoną miną, nadal na mnie nie patrząc. Cholera.

Wsiada z gracją na skuter i wyciąga do mnie rękę. Chwytam ją mocno i jakoś udaje mi się przerzucić nogę przez siedzenie za nim, nie wpadając przy tym do wody. Taylor i bliźniacy wsiadają do motorówki. Christian odpycha się nogą od nabrzeża i skuter wpływa powoli do mariny.

– Złap się – nakazuje, a ja obejmuję go w pasie. To moja ulubiona część pływania na skuterze. Ściskam go mocno, wtulając nos w jego plecy, myśląc o tym, że swego czasu nie pozwoliłby mi się tak dotknąć. Ładnie pachnie... Christianem i morzem. Proszę, Christianie, wybacz mi... Sztywnieje. – Ruszamy – mówi, tym razem nieco łagodniej. Całuję go w plecy i opieram się o nie policzkiem, patrząc w stronę nabrzeża, skąd przygląda nam się kilkoro urlopowiczów.

Christian przekręca kluczyk i silnik budzi się do życia. Dodaje gazu, więc skuter rusza przed siebie, po czym prześlizguje się szybko po chłodnej, ciemnej wodzie, przez marinę do centrum portu w kierunku Fair Lady. Obejmuję go jeszcze mocniej. Uwielbiam to – jest tak bardzo ekscytujące. Gdy tulę się do Christiana, wyczuwam każdy mięsień jego szczupłego ciała.

Dogania nas Taylor w motorówce. Christian zerka na niego, po czym znowu dodaje gazu i skuter wystrzeliwuje do przodu, podskakując na powierzchni wody niczym wprawnie rzucony kamyk. Taylor kręci głową z pełną rezygnacji irytacją i kieruje się prosto w stronę jachtu, gdy tymczasem Christian mija Fair Lady i płynie na otwarte morze.

Woda rozpryskuje się wokół nas, a ciepły wiatr smaga mi twarz i wywija włosami związanymi w kucyk. To jest takie fajne. Być może Christianowi poprawi się dzięki temu humor. Nie widzę jego twarzy, ale wiem, że dobrze się bawi – dla odmiany zachowując się beztrosko, jak przystało na osobę w tym wieku.

Zatacza wielki łuk, a ja przyglądam się linii brzegowej – łodziom w marinie, mozaice żółtych, białych i piaskowych biurowców i apartamentowców oraz górującym nad wszystkim skalistym zboczom. Zupełnie nie przypomina to schludnych przecznic i kwartałów, do których jestem przyzwyczajona, ale wygląda niesamowicie malowniczo. Christian zerka na mnie przez ramię. Na jego ustach błąka się cień uśmiechu.

– Jeszcze raz? – przekrzykuje hałas silnika.

Kiwam entuzjastycznie głową. W odpowiedzi uśmiecha się szeroko, dodaje gazu i ponownie zawraca ku otwartemu morzu... i chyba już mi wybaczył.

– Złapało cię dziś słońce – mówi łagodnie Christian, rozpinając mi kapok.

Niespokojnie próbuję wyczuć jego nastrój. Znajdujemy się na pokładzie jachtu i jeden ze stewardów stoi obok nas, czekając na mój kapok. Christian podaje mu go.

– To wszystko, proszę pana? – pyta młody mężczyzna.

Uwielbiam jego francuski akcent. Christian zerka na mnie, zdejmuje okulary i wsuwa zausznik za kołnierzyk T-shirta.

– Masz ochotę na drinka? – pyta mnie.

– A przyda mi się? Przechyla głowę na bok.

– Dlaczego tak mówisz? – Głos ma łagodny.

– Wiesz dlaczego.

Marszczy brwi, jakby się nad czymś zastanawiał.

– Prosimy dwa razy gin z tonikiem. I trochę orzeszków i oliwek – mówi do stewarda, który kiwa głową, po czym szybko się oddala. – Sądzisz, że zamierzam cię ukarać? – Głos Christiana jest iście aksamitny.

– A chcesz?

– Tak.

– W jaki sposób?

– Coś wymyślę. Może kiedy już wypijesz tego drinka.

I jest to groźba podszyta zmysłowością. Przełykam ślinę, a moja wewnętrzna bogini mruży oczy na leżaku, na którym zawieszoną na szyi tarczą odblaskową próbuje chwytać promienie słońca. Christian ponownie marszczy brwi.

– A chcesz tego?

Skąd on wie?

– To zależy – mamroczę, rumieniąc się.

– Od czego? – Skrywa uśmiech.

– Od tego, czy chcesz mi zrobić krzywdę czy nie.

Usta zaciska w cienką linię. W jego oczach nie czai się już wesołość. Nachyla się i całuje mnie w czoło.

– Anastasio, jesteś moją żoną, nie uległą. W żadnym razie nie chcę robić ci krzywdy. Powinnaś już to wiedzieć. Po prostu... nie rozbieraj się w miejscu publicznym. Nie chcę cię widzieć nagiej w bulwarówkach. Ty tego nie chcesz i jestem pewny, że twoja mama i Ray także.

Och! Ray. Jasny gwint, przyprawiłoby go to o zawał. Co ja sobie myślałam? W duchu ganię się surowo.

Steward przynosi nam drinki oraz przekąski i stawia je na stole z drewna tekowego.

– Usiądź – nakazuje Christian. Posłusznie siadam na krześle reżyserskim. Christian zajmuje miejsce obok i wręcza mi gin z tonikiem. – Na zdrowie, pani Grey.

– Na zdrowie, panie Grey. – Pociągam spory łyk. Drink jest zimny i przepyszny. Kiedy podnoszę wzrok, widzę, że Christian przygląda mi się uważnie. Nie potrafię wyczuć, jaki ma nastrój. To takie frustrujące... Nie mam pojęcia, czy nadal jest na mnie zły. Uciekam się do swojej sprawdzonej techniki odwracania uwagi. – Kto jest właścicielem tego jachtu? – pytam.

– Brytyjski szlachcic. Sir jakiś tam. Jego pradziadek zaczynał od sklepu z artykułami spożywczymi. A jego córka poślubiła jednego z europejskich książąt.

Och.

– Superbogaty?

W spojrzeniu Christiana pojawia się ostrożność.

– Tak.

– Tak jak i ty – mówię cicho.

– Tak.

Och.

– I tak jak ty – szepcze Christian i wsuwa do ust oliwkę.

Mrugam szybko powiekami... powraca wspomnienie eleganckiego Christiana w smokingu i srebrnej kamizelce... jego oczy przepełnione szczerością, gdy patrzy na mnie podczas naszej ceremonii zaślubin.

– „Wszystko, co moje, należy teraz do ciebie” – głośno i wyraźnie recytuje z pamięci słowa swojej przysięgi.

Należy do mnie?

– To takie nienaturalne. Najpierw nic, a potem – gestem pokazuję na otaczający nas zbytek – wszystko.

– Przyzwyczaisz się.

– Nie sądzę.

Na pokładzie pojawia się Taylor.

– Telefon, proszę pana.

 

Christian marszczy brwi, ale bierze od niego BlackBerry.

– Słucham – rzuca do aparatu i wstaje, po czym rusza na dziób jachtu.

Wpatruję się w morze, nie przysłuchując się rozmowie Christiana z Ros, jego prawą ręką. Jestem bogata... obrzydliwie bogata. Nie zrobiłam niczego, aby zasłużyć na te pieniądze... poślubiłam jedynie bogacza. Wzdrygam się, gdy moje myśli biegną ku naszej rozmowie dotyczącej intercyzy. To była niedziela, nazajutrz po jego urodzinach, i siedzieliśmy w kuchni, racząc się leniwym śniadaniem... wszyscy. Elliot, Kate, Grace i ja dyskutowaliśmy na temat wyższości bekonu nad kiełbaskami, podczas gdy Carrick i Christian czytali niedzielne gazety...


– Popatrzcie! – piszczy Mia, stawiając przed nami na stole swojego netbooka. – Na stronie Seattle Nooz Web pojawiła się informacja o twoich zaręczynach, Christianie.

– Tak szybko? – pyta zaskoczona Grace. I w jej głowie pojawia się jakaś mocno nieprzyjemna myśl, gdyż zaciska usta w cienką linię. Christian marszczy brwi.

– „Doszły nas słuchy – czyta Mia na głos – że najlepsza partia Seattle, Christian Grey, w końcu się ugiął i słychać już bicie weselnych dzwonów. Ale kim jest jego szczęśliwa wybranka? Nooz postara się jak najszybciej tego dowiedzieć. Jedno jest pewne: czyta teraz iście szatańską intercyzę”.

Chichot Mii szybko cichnie, gdy Christian piorunuje ją wzrokiem. Zapada cisza, a temperatura atmosfery w kuchni Greyów spada poniżej zera.

O nie! Intercyza? Coś takiego w ogóle nie przyszło mi do głowy. Przełykam ślinę, czując, jak z twarzy odpływa mi cała krew. Marzę o tym, by zapadła się pode mną ziemia. Christian poprawia się niespokojnie na krześle, gdy rzucam mu niespokojne spojrzenie.

– Nie – mówi do mnie bezgłośnie.

– Christianie – odzywa się łagodnie Carrick.

– Więcej nie będę poruszać tego tematu – warczy do ojca, który zerka na mnie nerwowo i otwiera usta, aby coś powiedzieć. – Żadnej intercyzy! – Christian niemal krzyczy i posępnie wraca do czytania gazety, ignorując wszystkich zgromadzonych przy stole. A oni patrzą najpierw na mnie, potem na niego... a potem wszędzie, byle nie na nas.

– Christianie – mówię cicho. – Podpiszę wszystko, czego będziecie chcieli ty i pan Grey. – Jezu, nie po raz pierwszy kazałby mi coś podpisywać.

Christian podnosi głowę i piorunuje mnie wzrokiem.

– Nie! – warczy.

Ponownie blednę.

– To ma cię chronić.

– Christianie, Ano, myślę, że powinniście to przedyskutować na osobności – upomina nas Grace.

Rzuca gniewne spojrzenie Carrickowi i Mii. O rety, wygląda na to, że oni także napytali sobie biedy.

– Ano, nie chodzi o ciebie – mówi uspokajającym tonem Carrick. – I mów mi, proszę, po imieniu.

Christian mierzy ojca spojrzeniem spod zmrużonych powiek, a mnie serce podchodzi do gardła. O kurczę... Jest naprawdę wkurzony.

Wszyscy powracają do ożywionej rozmowy, a Mia i Kate zrywają się od stołu, aby posprzątać po śniadaniu.

– Zdecydowanie wolę kiełbaski – oznajmia Elliot.

Wbijam wzrok w splecione dłonie. Jasny gwint. Mam nadzieję, że państwo Grey nie uznają mnie za jakąś naciągaczkę i łowczynię fortun. Christian kładzie rękę na moich obu dłoniach.

– Przestań.

Skąd on wie, o czym myślę?

– Nie zwracaj uwagi na to, co mówi tato – rzuca na tyle cicho, że tylko ja go słyszę. – Jest nieźle wkurzony z powodu Eleny. Ten atak wycelowany był we mnie. Szkoda, że mama nie utrzymała języka za zębami.

Wiem, że Christian czuje jeszcze ból po wczorajszej „rozmowie” z Carrickiem na temat Eleny.

– On ma rację, Christianie. Jesteś bardzo bogaty, a ja nie wnoszę do naszego małżeństwa nic oprócz kredytu studenckiego.

Christian patrzy na mnie z powagą.

– Anastasio, jeśli mnie zostawisz, równie dobrze możesz wszystko ze sobą zabrać. Już raz ode mnie odeszłaś. Wiem, jakie to uczucie.

– To było coś innego – szepczę poruszona intensywnością jego wyznania. – Ale... to przecież ty możesz chcieć zakończyć nasz związek. – Na tę myśl robi mi się niedobrze.

Prycha i kręci głową.

– Christianie, wiesz przecież, że mogę zrobić coś wyjątkowo głupiego, a ty... – Opuszczam wzrok na zaciśnięte dłonie. Przeszywa mnie tak wielki ból, że nie jestem w stanie dokończyć zdania. Utrata Christiana... kurwa.

– Przestań. Natychmiast przestań. Ten temat uważam za zamknięty, Ano. Więcej nie będziemy go poruszać. Żadnej intercyzy. Ani teraz, ani nigdy. – Posyła mi stanowcze spojrzenie, skutecznie mnie tym uciszając. Następnie zwraca się do Grace: – Mamo, czy możemy urządzić wesele u was?


I rzeczywiście nie poruszył więcej tej kwestii. Prawdę mówiąc, przy każdej nadarzającej się sposobności próbował mnie zapewniać, że jego pieniądze należą także do mnie. Wzdrygam się, przypominając sobie szalony wypad na zakupy, na które wysłał mnie w towarzystwie Caroline Acton – osobistej stylistki z Neimana Marcusa – z myślą o podróży poślubnej. Samo bikini kosztowało pięćset czterdzieści dolarów. Jest ładne, zgoda, ale to absurdalna kwota za cztery trójkąciki materiału.

– Przyzwyczaisz się – Christian przerywa moje rozmyślania, gdy wraca do stołu.

– Do czego?

– Do pieniędzy – mówi, przewracając oczami.

Och, mój Szary, może z czasem. Przesuwam w jego stronę niewielką miseczkę z solonymi migdałami i orzechami nerkowca.

– Pańskie przekąski, panie Grey – mówię z udawaną powagą, starając się wlać nieco humoru do naszej rozmowy po tych moich niewesołych rozmyślaniach i faux pas z górą od bikini.

– To pani jest dla mnie najsmaczniejszą przekąską, pani Grey. – Częstuje się migdałem. W jego oczach tańczą wesołe iskierki. Oblizuje usta. – Dopij drinka. Idziemy do łóżka.

Co takiego?

– Pij – mówi bezgłośnie, a jego oczy z szarych robią się niemal grafitowe.

O rety, samo to spojrzenie mogłoby ponosić wyłączną odpowiedzialność za globalne ocieplenie. Dopijam gin, nie odrywając wzroku od twarzy Christiana. Rozchyla usta i między zębami dostrzegam koniuszek języka. Uśmiecha się do mnie lubieżnie. Sekundę później wstaje i pochyla się nade mną, opierając dłonie o oparcie krzesła.

– Zamierzam dać ci nauczkę. Chodź. Nie idź siku – szepcze mi do ucha.

Nie idź siku? Jakie to niegrzeczne. Moja podświadomość podnosi zaniepokojona głowę znad książki – Dzieł zebranych Karola Dickensa, tom I.

– To nie to, co myślisz. – Christian uśmiecha się z wyższością i wyciąga do mnie rękę. – Zaufaj mi. – Wygląda tak seksownie i uroczo. Jak mogę się oprzeć?

– Dobrze. – Podaję mu dłoń, ponieważ prawda jest taka, że gotowa jestem powierzyć mu własne życie. Co on takiego zaplanował? Serce zaczyna mi szybciej bić.

Idziemy przez pokład, aż Christian wprowadza mnie do luksusowo urządzonego salonu, całego w pluszu, stamtąd zaś wąskim korytarzem do jadalni i dalej, po schodach do głównej sypialni.

W ciągu dnia została posprzątana, a łóżko zaścielone. To śliczna kajuta. Na obu ścianach ma iluminatory, ściany są kremowe, meble wykonane z ciemnego orzecha, a całości dopełniają dodatki w złocie i czerwieni.

Christian puszcza moją dłoń, ściąga przez głowę T-shirt i rzuca go na krzesło. W dwie sekundy pozbywa się japonek, szortów i kąpielówek. O rety. Czy kiedykolwiek spowszednieje mi oglądanie go nagiego? Jest niewiarygodnie przystojny i cały mój. On także się trochę opalił, a włosy ma dłuższe niż zazwyczaj, opadające na czoło. Ależ ze mnie szczęściara.

Ujmuje moją brodę, pociąga lekko, abym przestała przygryzać wargę, i przesuwa po niej kciukiem.

– Tak lepiej. – Odwraca się i podchodzi do bogato zdobionej szafy, w której znajdują się jego ubrania. Z dolnej szuflady wyjmuje dwie pary metalowych kajdanek i samolotową przepaskę na oczy.

Kajdanki! Jeszcze nigdy ich nie używaliśmy. Zerkam nerwowo na łóżko. Do czego on je, u licha, przymocuje? Christian odwraca się i bacznie patrzy na mnie błyszczącymi oczami.

– Coś takiego potrafi być bolesne. Wbijają się w skórę, jeśli pociągnie się za mocno. – Unosi jedną parę. – Ale chciałbym je teraz na tobie wypróbować.

O w mordę. W ustach czuję suchość.

– Proszę. – Podchodzi do mnie z gracją i podaje kajdanki. – Chcesz je najpierw przymierzyć?

Sprawiają wrażenie solidnie wykonanych, metal jest zimny. Mam nadzieję, że w prawdziwym życiu nigdy nie będę musiała ich nosić.

Christian uważnie mi się przygląda.