Skradziona narzeczona. Ognista miłośćTekst

0
Recenzje
Przeczytaj fragment
Oznacz jako przeczytane
Jak czytać książkę po zakupie
Czcionka:Mniejsze АаWiększe Aa

DIANA PALMER

Skradziona narzeczona

SUSAN MALLERY

Ognista miłość

Tłumaczenie: Wanda Jaworska

HarperCollins Polska sp. z o.o.

Warszawa 2021

Tytuł oryginału: Montana Mavericks Weddings: The Bride Who Was Stolen in the Night

Cowgirl Bride

Pierwsze wydanie: Silhouette Books, 1998

Opracowanie redakcyjne: Grażyna Ordęga

© 1998 by Harlequin Books S.A.

© for the Polish edition by HarperCollins Polska sp. z o.o., Warszawa 2021

Wydanie niniejsze zostało opublikowane na licencji Harlequin Books S.A.

Wszystkie prawa zastrzeżone, łącznie z prawem reprodukcji części lub całości dzieła w jakiejkolwiek formie.

Wszystkie postacie w tej książce są fikcyjne. Jakiekolwiek podobieństwo do osób rzeczywistych – żywych i umarłych – jest całkowicie przypadkowe.

Harlequin i Harlequin Gwiazdy Romansu są zastrzeżonymi znakami należącymi do Harlequin Enterprises Limited i zostały użyte na jego licencji.

HarperCollins Polska jest zastrzeżonym znakiem należącym do HarperCollins Publishers, LLC. Nazwa i znak nie mogą być wykorzystane bez zgody właściciela.

Ilustracja na okładce wykorzystana za zgodą Harlequin Books S.A. Wszystkie prawa zastrzeżone.

HarperCollins Polska sp. z o.o.

02-672 Warszawa, ul. Domaniewska 34A

www.harpercollins.pl

ISBN 978-83-276-6706-9

Konwersja do formatu EPUB, MOBI: Katarzyna Rek / Woblink

Diana Palmer

Skradziona narzeczona

ROZDZIAŁ PIERWSZY

Choć Abby Turner z Whitehorn w Montanie miała wkrótce wyjść za mąż, wciąż była pełna wahań i wątpliwości. Smutnymi oczami w ślicznej twarzy okolonej falowanymi ciemnymi włosami wpatrywała się w pierścionek z brylantem lśniący na jej palcu, żałując, że kiedy Troy Jackson jej się oświadczył, zamiast „tak” nie powiedziała „nie”. Troy był uprzejmym i sympatycznym mężczyzną, ale zasadniczym i pozbawionym fantazji, podczas gdy ona była pełną życia, impulsywną młodą kobietą charakteryzującą się ekstrawaganckim poczuciem humoru. No i właśnie tym nieustannie wprawiała narzeczonego w zakłopotanie. Próbowała poskromić tę część swojej natury, ale ta nieustannie wymykała się jej spod kontroli. A ludzie to niewątpliwie zauważali, a czasami też komentowali.

Whitehorn było małym miastem, otoczonym farmami, w którym od pokoleń nic się nie zmieniło. Troy wraz z ojcem hodował liczące kilkaset sztuk stado bydła na ranczu, które należało do rodziny od trzech pokoleń. Nie był to teren tak rozległy jak posiadłości Chayce’a Derringera, ale w końcu Chayce, który miał również udziały w górnictwie, był zamożniejszy niż większość tutejszych mieszkańców. Od śmierci w wypadku ojca Abby, swego zarządcy, która nastąpiła, gdy Abby miała dziesięć lat, sprawował nad nią opiekę. Jej matka, Sarah Turner, doznała również poważnego uszczerbku na zdrowiu i wtedy Chayce od razu zabrał ją i Abby do swego domu prowadzonego przez gospodynię Becky. Można powiedzieć, że przejął za nie pełną odpowiedzialność.

Ojciec Abby, Whit Turner, były zawodnik rodeo, był nie tylko zarządcą u Chayce’a, ale również jego idolem i namiastką ojca. Chayce go szczerze kochał. Uwielbiał też Abby, którą bez opamiętania rozpieszczał, przynajmniej do czasu ukończenia przez nią szesnastu lat, kiedy to zaczęły się między nimi ciągłe spięcia.

Abby atakowała go i dogryzała mu, ale wcale nie dlatego, że była taka wojownicza. Po prostu poczuła do niego pierwszy przypływ uczuć. Chayce, o piętnaście lat od niej starszy, był całkowicie obojętny na to dziewczęce zauroczenie. To oczywiście sprawiało jej ból i jeszcze potęgowało złość, aż do czasu, kiedy skończyła osiemnaście lat. Tylko raz przeholowała i wtedy wydarzyło się coś, co zupełnie wykluczyło go z jej życia. Ich drogi się rozeszły. Potem przez prawie cztery lata go nie widziała.

Sam Chayce się o to postarał, wysyłając ją po ukończeniu liceum do college’u. Zaledwie dwa tygodnie po niespodziewanym incydencie, który stał się dla niej pamiętnym i traumatycznym przeżyciem. W tym samym roku zmarła jej matka i Chayce uznał, że Abby powinna zmienić otoczenie, a przede wszystkim – znaleźć się z dala od niego. Oświadczył jej z ponurą miną, że to, co się miedzy nimi wydarzyło, nie ma prawa się powtórzyć.

Tak więc Abby znalazła się na Kalifornijskim Uniwersytecie Stanowym, gdzie uzyskała dyplom z zarządzania i poznała Troya Jacksona. Troy kończył studia przygotowujące go do zawodu nauczyciela. Zaczęli się spotykać i nie minęło dużo czasu, a Troy się jej oświadczył. Zwrócił uwagę, że mieszkają w tym samym mieście, a on pewnego dnia odziedziczy po ojcu ranczo. Cóż zatem bardziej naturalnego niż poślubić ją i mieć dzieci, które z kolei będą jego spadkobiercami?

Brzmiało logicznie, choć może niezbyt romantycznie. Ostatnie spotkanie Abby z Chayce’em wzniosło między nimi mur. Chayce był mężczyzną niezależnym i wybuchowym. Miał za sobą nieszczęśliwy romans, kiedy był niewiele starszy niż Abby, licząca teraz dwadzieścia jeden lat. Nigdy nie przebolał utraty narzeczonej i nigdy nie pozwolił żadnej kobiecie zbliżyć się na tyle, by mogła go zranić. Jednoznacznie dał do zrozumienia, że Abby nie ma żadnych szans. Owszem, zapomniał się tamtej pamiętnej nocy, ale to było dawno.

Na uroczystości rozdania dyplomów w pierwszym tygodniu czerwca towarzyszył jej tylko Troy i współlokatorka z pokoju, Felicity Evans. Chayce się nie zjawił, przysłał tylko telegram z gratulacjami.

Teraz oczywiście też go nie było w domu. Znalazł powód, żeby udać się w długą podróż służbową w chwili, kiedy zawiadomiła go o powrocie i swoich planach pozostania na ranczu. Napisała też o zaręczynach z Troyem, prosząc, by zechciał ją w sierpniu poprowadzić do ołtarza, ale nie otrzymała odpowiedzi.

Starała się nie rozmawiać o tym z Troyem, jednak skoro stanowił teraz część jej życia, nie dało się tego uniknąć. Troy nie krył swojej niechęci do opiekuna narzeczonej, ale obiecał, że będzie go tolerował. Miał tylko nadzieję, co wyznał szczerze, że w przyszłości Chayce będzie trochę bardziej dyskretny w sprawach swoich przygód miłosnych. Chayce był przystojny, bogaty i wolny. Teraz spotykał się ze znaną hollywoodzką aktoreczką. Było oczywiste, że fotografowano go w jej towarzystwie, a zdjęcia ukazywały się w popularnych tabloidach. Taki rozgłos wzbudzał odrazę w Troyu, który był jeszcze bardziej konserwatywny niż gospodyni Chayce’a.

Teraz Abby wpatrywała się w pierścionek, zachodząc w głowę, co też ją podkusiło, żeby przyjąć te nieszczęsne oświadczyny. Kochała Chayce’a, mimo że traktował ją bardzo chłodno i z dystansem. Nie wyobrażała sobie, że mogłaby oddać serce bądź ciało komukolwiek innemu. Po czterech pełnych bólu latach stało się to dla niej oczywiste. Troy był taktowny i delikatny. Po jednym namiętnym pocałunku, którego Abby nie była w stanie odwzajemnić, ograniczył się do trzymania jej za rękę. Od czasu do czasu obdarzał ją tęsknym uśmiechem i wzdychał rozdzierająco.

Nie zorientował się, że Abby nie odczuwa do niego pociągu fizycznego. Miała nadzieję, że to się zmieni po ślubie.

Becky była akurat zajęta czymś w kuchni, gdy Abby weszła i nalała sobie szklankę mrożonej herbaty.

– Spragniona, co? – Siwowłosa kobieta uśmiechnęła się serdecznie. – Nic dziwnego, po takich porządkach. Od rana byłaś na strychu.

– Chowałam się – wyznała Abby.

Miała zgrabną sylwetkę, podkreśloną ubraniem. Dzisiaj miała na sobie obcisłe dżinsy i różowy top. Troyowi się to nie podobało, uważał taki ubiór za nieskromny. .

– Przed kim się chowasz? – spytała Becky.

– Przed Troyem. Znowu mnie zrugał.

– Co tym razem zrobiłaś?

– Nic takiego – prychnęła Abby. – Po prostu ozdobiłam rysunkami nowy samochód jego weterynarza.

– Och, nie – jęknęła Becky.

– Nie wyglądał wcale źle! Posłuchaj, nawet nie napisałam na nim żadnego brzydkiego słowa. Namalowałam tylko krowy i cielęta.

– Ojciec Troya jest diakonem w kościele baptystów. – Becky aż na chwilę zabrakło tchu z oszołomienia. – Troy uczy w szkole, na litość boską! A nowy weterynarz jest jego najlepszym przyjacielem.

– Wiem. – Abby oparła ręce na pełnych biodrach.– Na szczęście pan weterynarz ma wspaniałe poczucie humoru. Stwierdził, że to było przezabawne. Troy jednak miał inne zdanie. Był taki wściekły, że kiedy wychodziłam, nawet się do mnie nie odezwał. On jest taki zasadniczy. Trzeba go trochę rozruszać, ja tylko pchnęłam go we właściwym kierunku.

– W jaki sposób?

– Cóż, podpisałam go pod tymi malunkami. Że to niby on jest ich autorem.

– On cię zastrzeli. – Becky ukryła twarz w dłoniach. – Jego ojciec też cię zastrzeli.

– Jego ojciec mnie popiera – powiedziała Abby. – Mówi, że Troy traktuje siebie zbyt poważnie i że każdy powinien choć trochę znać się na żartach.

– Tak, i nawet pamiętam, kiedy to było – odparła Becky. – Powiedział to tylko po to, żeby powstrzymać szeryfa Henslera przed aresztowaniem cię, kiedy wycięłaś ten ostatni szalony numer.

– Nie był szalony – zaprotestowała Abby. – A Judd nigdy by mnie nie aresztował.

– Mogłaś wylądować w więzieniu!

– Przecież nikomu nic się nie stało.

 

– I dzięki Bogu! Wypuściłaś jednego z najlepszych młodych byków Sida Jacksona na ulice Whitehorn! Gonił biednego aptekarza aż do Hip-Hop Café!

– Przecież nie wszedł do środka – przypomniała Abby. – Zatrzymał się w drzwiach, odwrócił i pobiegł z powrotem do swojej zagrody! Zresztą to był potulny byczek, który chodził za ludźmi jak pies. Chciał tylko, żeby aptekarz go pogłaskał. – Abby wydęła wargi. – Poza tym, co to za aptekarz, który ucieka przed malutkim byczkiem?

– Ten byczek rozdarł spódnicę panny Ellison – parsknęła Becky. – A ona ma sześćdziesiąt pięć lat!

– To tylko dlatego, że go poklepała i on chciał, żeby to zrobiła jeszcze raz. Ona wcale się nie przestraszyła. Śmiała się.

– Chayce by się nie śmiał – mruknęła gospodyni.

– Chayce nigdy się nie śmieje. Irytowałam go, od kiedy skończyłam dziesięć lat. I nadal tak jest. Napisałam do niego, że wychodzę za mąż w sierpniu i prosiłam, żeby mnie poprowadził do ołtarza, a on nawet nie raczył mi odpowiedzieć.

– Może jeszcze nie dostał tego listu. Miał zamiar zabrać Delinę do Kalifornii po zakończeniu zdjęć do filmu na Bahamach. Nie powiedział dokładnie, kiedy to będzie. List może jeszcze do niego nie dotarł.

– Może. – Abby zwróciła wzrok na Becky. – Jaka jest ta Delina Meriwether?

– Urocza. Ma ciemne włosy, ciemne oczy i uwielbia Chayce’a.

– Może Chayce się z nią ożeni.

– Chayce się nie ożeni – oświadczyła Becky takim tonem, jakby nie miała co do tego żadnych wątpliwości. – Ciężko przeżył pierwszy zawód miłosny z Beverly Wayne. Miałaś wtedy dziesięć lat, więc zapewne nawet nie pamiętasz, jak bardzo cierpiał. Kochał ją. A ona chciała mieć tylko piękne rzeczy i tłumy adoratorów. Chayce jej nie wystarczał. Nakrył ją z kochankiem dzień po ich zaręczynach, a ona tylko się roześmiała. – Becky potrząsnęła głową. – Chayce miał dwadzieścia cztery lata i po raz pierwszy w życiu był zakochany. Myślę, od tego czasu nie ufa już żadnej kobiecie. Nawet Delinie, choć ona świata poza nim nie widzi.

Abby jeszcze bardziej przygnębiły te słowa. Dotychczas kobiety pojawiały się w życiu Chayce’a i znikały, a związek z Deliną trwał już ponad rok. Spędzało to Abby sen z powiek, ale mówiła sobie, że musi patrzeć do przodu, nie wstecz. Prośba, by Chayce poprowadził ją do ołtarza, miała być rodzajem testu. Jeśli się zgodzi, będzie to początek ich nowej relacji. On nigdy jej nie pokocha, ale może uda im się znaleźć jakiś rodzaj porozumienia.

– Kupiłaś już suknię ślubną? – zmieniła temat Becky.

– Chciałam poczekać do ustalenia dokładnej daty.

– Co cię wstrzymuje?

– Chcę, żeby Chayce tu był – odpowiedziała.

– Nie liczyłabym za bardzo, że się zgodzi.

– Ale dlaczego? – zdziwiła się Abby. – Opiekuje się mną, od kiedy skończyłam dziesięć lat.

– On ma… co innego w głowie.

– Mógłby przyjść z Deliną. Może zechciałaby być druhną, nie miałabym nic przeciwko temu.

– Jestem pewna, że by tego nie zrobił. – Becky rozwałkowała ciasto na placek. – Jest o ciebie zazdrosny. Od kiedy wspomniałaś o zaręczynach, zastanawiałam się, czy w ogóle wróci, dopóki tu będziesz. Chyba wiesz, że nie lubi Troya.

– Nie, nie wiedziałam. Kiedy on w ogóle widział się z Troyem, żeby wyrobić sobie o nim zdanie?

– Troy przyjechał do niego ostatniego lata, kiedy byłaś jeszcze w Kalifornii – wyjaśniła z ociąganiem Becky. – Chciał, żeby Chayce pobłogosławił wasze narzeczeństwo.

– Troy nigdy o tym nie wspomniał – wykrzyknęła Abby.

– Nie dziwię się. – Becky zrobiła znaczącą minę. – Chayce mu powiedział, że musisz najpierw dorosnąć, zanim zaczniesz myśleć o zamążpójściu. Nie był uradowany tą wiadomością. Podejrzewam, że kiedy otrzyma twój list w sprawie ślubu, wyjdzie z siebie.

– To zdumiewające. – Abby z trudem łapała oddech. – Myślałabym raczej, że będzie szczęśliwy, mając mnie wreszcie z głowy.

– Przez długi czas się tobą opiekował, Abby – powiedziała Becky. – Niełatwo mu będzie oddać cię innemu mężczyźnie.

– On mnie tutaj nie chce – powiedziała z goryczą Abby.

– To nieprawda!

– Prawda. Nie pofatygował się nawet na uroczystość rozdania dyplomów, a Troy tak. Podobnie jak moja przyjaciółka Felicity.

– Ale chyba nie dlatego wychodzisz za Troya za mąż?

– Pewnie, że nie. – Abby zesztywniała. – Wychodzę za niego, bo mamy wiele wspólnego i dobrze nam ze sobą.

– Kochasz go?

– Bardzo go lubię. – Abby umknęła wzrokiem w bok.

Becky zaczęła coś mówić, ale zrezygnowała.

– Skończę porządki na strychu – oświadczyła Abby, dopijając herbatę. – Jeśli przyjedzie Troy, to powiedz, że jestem w mieście.

– Zobaczy w garażu samochód – zauważyła Becky.

– Zostałam aresztowana i zabrali mnie samochodem policyjnym – wymyśliła na poczekaniu Abby.

Na strychu wygrzebała stary album ze zdjęciami. Należał do matki Chayce’a i zawierał masę jego zdjęć z okresu szkolnego. Już wtedy, pomyślała, wodząc palcem po jego chłopięcej twarzy, był niewiarygodnie przystojny. Miał oliwkową cerę i piękne czarne oczy pod gęstymi rzęsami i łukowatymi brwiami. Dłonie też były piękne, długie i szczupłe. Do dziś pamiętała ich dotyk na swojej nagiej skórze w podniecającej, tajemniczej ciemności jego gabinetu owej nocy dawno temu…

Zamknęła album tak gwałtownie, że aż uniósł się kurz. Nie powinna tego rozpamiętywać akurat teraz, przed zbliżającym się ślubem. Ma wyjść za mąż za Troya, urodzić dzieci i zapomnieć o tych bzdurach.

Zamknęła oczy i zadrżała lekko, usiłując sobie wyobrazić, że robi z Troyem to, co robiła z Chayce’em. Z żalem pomyślała, że miłość jest koniecznym elementem zbliżenia fizycznego. Reagowała na Chayce’a tak namiętnie tylko dlatego, że jej serce do niego należało. Troya szanowała, podziwiała i bardzo lubiła. Jednak coś w niej umierało, gdy tylko jej dotykał. Najwspanialszej chwili radości w życiu zaznała w ramionach Chayce’a. Nie było sensu udawać, że jest inaczej.

Zastanawiała się, czy postępuje uczciwie, wychodząc za Troya, skoro wciąż kocha Chayce’a. Gdyby istniała choć najmniejsza szansa, że pewnego dnia Chayce odwzajemni jej uczucia, nigdy by nie przyjęła tych oświadczyn. Niestety takiej szansy nie było. Nie było żadnej nadziei. Miała do wyboru albo to małżeństwo, albo samotne życie, bez partnera i dzieci.

Pogładziła okładkę albumu, żałując, że nie było jej dane poznać matki Chayce’a, która zmarła, gdy ona miała zaledwie dziewięć lat. Podobno była śliczna i jak mówiła Becky, ojciec Chayce’a tak nieprzytomnie ją kochał, że gdy jej zabrakło, wpadł w alkoholizm i wyładowywał swój żal na swoim jedynym dziecku. Biedny Chayce. Jego życie też nie było usłane różami. Na swój sposób bał się miłości.

– Abby! – usłyszała nagle głos Becky. –Troy przyjechał!

– Zaraz zejdę! – Podniosła się z taboretu i włożyła album do pudełka, żeby nie zostawić go na widoku.

W pewnym sensie wraz nim odkładała na bok swoje wspomnienia. Musi mieć pewność, że już nigdy ich nie wydobędzie. Wychodzi za mąż. I nie za Chayce’a.

Zjadła z Troyem lunch i wybrali się na przejażdżkę jego nowym czerwonym pikapem.

Troy poklepał deskę rozdzielczą.

– Czyż nie jest piękna? – spytał z uśmiechem.

Był rudowłosy i piegowaty, a kiedy się śmiał, piegi stawały się jeszcze wyraźniejsze.

– Dlaczego mówisz o pikapie w rodzaju żeńskim? – zdziwiła się Abby

– Bo coś tak pięknego nie może być mężczyzną – odrzekł.

Abby nie podzielała jego entuzjazmu dla pikapów, ale przynajmniej już nie był na nią zły, więc usadowiła się i zapięła pas.

– Chayce się odezwał? – spytał niespodziewanie.

– Jeszcze nie – odpowiedziała obojętnie, choć serce w niej podskoczyło na sam dźwięk jego imienia. – Becky mówiła, że mógł jeszcze nie dostać mego listu. Był na Bahamach z Deliną, kiedy go wysłałam, ale podobno pojechał z nią jeszcze do Hollywood po zakończeniu zdjęć do filmu.

– Nie lubisz jej – zauważył Troy.

– Nawet jej nie znam! – zaśmiała się Abby. – To sprawa Chayce’a, nie moja.

– Myślisz, że się pobiorą?

– W końcu musi się z kimś ożenić, bo na starość zostanie sam jak palec.

– To mu raczej nie grozi. Kobiety walą do niego drzwiami i oknami, nie może się od nich opędzić – zauważył Troy.

– Nie w ostatnim roku – odrzekła. – Spotykał się tyko z Deliną.

– Skąd to wiesz? Myślałem, że przez prawie cztery lata go nie widywałaś. Chociaż trudno w to uwierzyć. Mieszkacie przecież w tym samym domu.

– Chayce’a nie było w domu, kiedy ja przyjeżdżałam – powiedziała przez zęby.

– Dlaczego?

– O co ci chodzi, Troy? Masz jakiś problem?

– Chayce nie chce, żebyś za mnie wyszła, oto jaki mam problem!

– Chayce nie będzie mi mówił, za kogo mam wyjść. – Abby uspokoiła oddech. – Dziwię się, że coś takiego powiedział. Ja nawet kartki od niego nie dostałam.

– Mnie to nie dziwi – mruknął, obserwując drogę. – On wciąż myśli, że do niego należysz, ale zamierzam mu udowodnić, że się myli. Uważam, że powinniśmy już ustalić datę ślubu. Proponuję przyszły miesiąc.

Abby poczuła nagły skurcz żołądka. To za wcześnie, za wcześnie, za wcześnie…!

– Ty nie chcesz niczego przyspieszać, Abby? – spytał Troy. – Ty wcale nie chcesz za mnie wyjść.

– Chcę! – zaprotestowała, zwracając na niego oburzone spojrzenie.

– Okay – westchnął. – Myślałem, że zamierzasz się wycofać. Prawdę mówiąc, ojciec to zasugerował.

– Twój ojciec? Sid? Ale dlaczego? – zdumiała się.

– Powiedział, że byłaś zakochana w Derringerze.

Abby patrzyła na jego ręce oparte na kierownicy. Były tak zaciśnięte, że aż pobielały mu kostki palców. Uznała, że nie może dłużej go okłamywać, ale nie może też wyjawić pełnej prawdy.

– Rzeczywiście tak było – przyznała, nie patrząc na niego. – Byłam w nim nieprzytomnie zadurzona, kiedy miałam szesnaście lat. Zorientował się i odbyliśmy długą rozmowę. Dla mnie… niezbyt przyjemną. – Popatrzyła z powagą na Troya. – Jest ode mnie o piętnaście lat starszy i nie ma zamiaru się żenić. Wiedziałam, że dla niego nigdy nie będzie miało znaczenia to, co do niego czuję. – Zwróciła wzrok ku oknu. – Nie mogę przestać o nim myśleć. Nie potrafię. Jednak on nie odwzajemnia moich uczuć.

– Jeśli tak, to dlaczego latem próbował mnie odstraszyć?

– Jestem pewna, że tego nie robił – powiedziała zrezygnowana. – On tylko chce się upewnić, że będziemy dobrym małżeństwem. Przez wiele lat się mną opiekował. Może trudno mu się ze mną rozstać, choć nieczęsto się ze mną widuje.

– W końcu nie jesteś boską Deliną – powiedział Troy, nie wyczuwając, jak nietaktownie zabrzmiały te słowa. – Jest fantastyczną babką. Niewiele kobiet może się równać z boginiami Hollywood. Bóg mi świadkiem, że skacze mi ciśnienie, gdy tylko zobaczę jej zdjęcie w gazecie.

– Najwyraźniej Chayce’owi też. Z tego, co wiem, spędza z nią niemal każdą wolną chwilę.

– A jeśli kiedykolwiek zechce się ożenić, ona będzie na pierwszym miejscu listy kandydatek – dodał Troy i nagle zorientował się, że mógł zrobić Abby przykrość. – Nie chciałem, żeby to zabrzmiało tak, jakbym uważał, że ty nie jesteś ładna – zaczął się tłumaczyć. – Jesteś urocza i słodka. O ile się nie zachowujesz jak jeden z tych żartownisiów na moich lekcjach historii.

– Nie jestem ani zrównoważona, ani potulna – oświadczyła dobitnie. – Jeśli chcesz się ze mną ożenić, musisz mnie zaakceptować taką, jaka jestem.

– Jesteś w porządku, należałoby tylko dokonać kilku małych poprawek. Musisz trochę stonować swoje poczucie humoru i nauczyć się zachowywać z większą godnością w miejscach publicznych. A skoro już o tym mówimy, powinnaś mieć jeszcze dłuższe włosy – dodał, zerkając w jej stronę. – Nie lubię krótkich włosów u kobiet. Prawdę mówiąc, nie lubię też takich obcisłych dżinsów. Po ślubie będziesz musiała ubierać się bardziej statecznie. Bądź co bądź w moim zawodzie reputacja jest bardzo ważna.

Abby próbowała sobie wmówić, że to jakiś żart. Jednak Troy był jak najdalszy od żartów. Świadczył o tym niesłychanie poważny wyraz jego twarzy.

– Powinieneś był oświadczyć się Eve Payne – zauważyła, odnosząc się do jego koleżanki po fachu, będącej jej całkowitym przeciwieństwem.

– Och, Eve mnie nie lubi – machnął ręką Troy.

– Dlaczego?

– Uważa, że pokazując się z tobą, psuję sobie opinię!