Tao zdrowia, seksu i długowiecznościTekst

0
Recenzje
Przeczytaj fragment
Oznacz jako przeczytane
Jak czytać książkę po zakupie
Czcionka:Mniejsze АаWiększe Aa

Naprawdę dobry lekarz naj­pierw odkrywa przy­czynę cho­roby, a następ­nie pró­buje wyle­czyć ją odpo­wied­nią dietą. Dopiero jeśli to nie daje rezul­tatu, prze­pi­suje lekar­stwo.

W czę­ści zaty­tu­ło­wa­nej Zdrowe życie sek­su­alne z naci­skiem powta­rza tao­istyczne prze­ko­na­nie o ści­słej zależ­no­ści zdro­wia i dłu­go­wiecz­no­ści od dys­cy­pliny sek­su­al­nej:

Męż­czy­zna nie powi­nien wda­wać się w sto­su­nek płciowy jedy­nie dla zaspo­ko­je­nia żądzy. Chcąc pod­no­sić swe siły witalne, powi­nien sta­rać się kon­tro­lo­wać popęd sek­su­alny. Nie powi­nien zmu­szać swego ciała do sek­su­al­nej eks­tra­wa­gan­cji po to tylko, by doznać cie­le­snej roz­ko­szy, dając upust namięt­no­ści. Prze­ciw­nie, powi­nien myśleć o tym, jakie korzy­ści zdro­wotne przy­nie­sie mu ów akt, odgra­dza­jąc się w ten spo­sób od cho­roby. Oto praw­dziwy sekret sztuki kocha­nia.

Szcze­gó­łowe omó­wie­nie tych zagad­nień znaj­duje się także w tej książce. W tym miej­scu wystar­czy odno­to­wać, że potrzeba jedze­nia i upra­wia­nia seksu, dwa naj­sil­niej­sze popędy natu­ralne i jedyne dwa instynkty nie­zbędne do prze­trwa­nia i pro­kre­acji gatunku, to dwa klu­cze do bram zdro­wia i dłu­go­wiecz­no­ści. Jeśli wyko­rzy­stuje się je wyłącz­nie dla wła­snej przy­jem­no­ści, pro­stą ścieżką pro­wa­dzą do przed­wcze­snej śmierci. Naj­wi­docz­niej dr Sun sto­so­wał się do swych zale­ceń, gdyż w dobrym zdro­wiu dożył sędzi­wego wieku 101 lat.

Kolej­nym osią­gnię­ciem tao­izmu za pano­wa­nia Tan­gów był roz­wój qigong. Ter­min ten ozna­cza zarówno „ćwi­cze­nie odde­chu”, jak i „kon­trolę ener­gii”. Qigong stał się naj­waż­niej­szą metodą alche­mii wewnętrz­nej, powszech­nie sto­so­waną w cza­sach Tan­gów. Wcze­śniej­sze metody pole­gały na wstrzy­my­wa­niu odde­chu na godzinę lub nawet dłu­żej, jak czy­nił to jeden z „sied­miu mędr­ców bam­bu­so­wego gaju”, który lubił dla ochłody prze­sia­dy­wać całe popo­łu­dnia na dnie swego stawu. Jest to jed­nak metoda zare­zer­wo­wana dla tych, któ­rzy osią­gnęli wysoki poziom zaawan­so­wa­nia, i poza tym, że może wywo­ły­wać cie­kawe wizje na sku­tek nasy­ce­nia orga­ni­zmu dwu­tlen­kiem węgla, nie ma więk­szego zna­cze­nia dla zdro­wia fizycz­nego. Qigong był nato­miast prze­zna­czony zarówno dla pro­stych ludzi, jak i dla osób o więk­szych umie­jęt­no­ściach, a jego głów­nym celem było kon­tro­lo­wa­nie i rów­no­wa­że­nie prze­pływu ener­gii, nie zaś prze­ży­cia mistyczne.

Umie­jęt­ność ryt­micz­nego świa­do­mego oddy­cha­nia dotarła do Chin w V w. n.e. za pośred­nic­twem mni­cha bud­dyj­skiego Bodhi­dharmy (Damo), który przy­wiózł z Indii pra­na­jamę (jogę odde­chu) i połą­czył ją z rdzen­nie chiń­skimi ćwi­cze­niami daoyin, wzo­ro­wa­nymi na ruchach zwie­rząt. Powstały w ten spo­sób sys­tem stał się w Chi­nach pod­sta­wową formą prak­tyki w takich dzie­dzi­nach, jak medy­ta­cja, medy­cyna i sztuki walki. Nowa metoda kła­dła nacisk na regu­larny oddech, rytm, głę­bo­kie oddy­cha­nie prze­po­nowe, umiar­ko­wane wstrzy­ma­nie odde­chu i świa­dome ste­ro­wa­nie krą­że­niem wewnętrz­nej ener­gii wital­nej, czer­pa­nej z powie­trza. Na powyż­szych tech­ni­kach odde­cho­wych opiera się bud­dyj­ska i tao­istyczna szkoła medy­ta­cji, a także chiń­skie sztuki walki. Tech­niki odde­chowe zostaną omó­wione w roz­dziale doty­czą­cym oddy­cha­nia.

Tao­izm miał w Chi­nach naj­wię­cej do powie­dze­nia w epoce Tan­gów, ale już pod koniec pano­wa­nia dyna­stii Song (916–1279) zna­lazł się w odwro­cie i stra­cił cha­rak­ter siły decy­du­ją­cej o świa­to­po­glą­dzie narodu. Jesz­cze za Tan­gów zasady tao­izmu sil­nie oddzia­ły­wały na bud­dyzm chan, z któ­rego póź­niej roz­wi­nął się zen, i stop­niowo doń prze­ni­kały. Wpływy te przy­czy­niły się do popu­la­ry­za­cji chiń­skiego bud­dy­zmu tak wśród pro­stych ludzi, jak i wśród inte­lek­tu­ali­stów. Za pano­wa­nia dyna­stii Song pod­jęto próbę odro­dze­nia i odświe­że­nia filo­zo­fii kon­fu­cjań­skiej jako pod­stawy etosu naro­do­wego. Wtedy to kon­fu­cjań­ski uczony Zhu Xi zapo­ży­czył wiele pod­sta­wo­wych zasad filo­zo­ficz­nego tao­izmu, a w rezul­ta­cie powstał tzw. neo­kon­fu­cja­nizm. Skoro więc zasady „wyż­szego” tao­izmu zostały wchło­nięte przez bud­dyzm chan i neo­kon­fu­cja­nizm, tao­izm prze­trwał jedy­nie w zwul­ga­ry­zo­wa­nej, zin­sty­tu­cjo­na­li­zo­wa­nej for­mie pro­po­no­wa­nej przez kościół tao­istyczny.

Wów­czas wierni adepci tao (dao jia) wyco­fali się do odle­głych gór­skich pustelni, pozo­sta­wia­jąc czynny udział w życiu spo­łecz­nym kościo­łowi tao­istycz­nemu (dao jiao).

Pustel­nie tao­istyczne mno­żyły się jak grzyby po desz­czu na zamglo­nych zbo­czach chiń­skich gór. Powsta­wały nie­wiel­kie wspól­noty samot­ni­ków, odda­nych wspól­nej idei dosko­na­le­nia „elik­siru wewnętrz­nego”. Pustel­ni­kami zosta­wali ludzie o róż­nych doświad­cze­niach życio­wych: uczeni i poeci, któ­rym zbrzy­dła mar­ność tego świata, byli gene­ra­ło­wie i sędzio­wie, kupcy i żebracy. W prze­ci­wień­stwie do zako­nów bud­dyj­skich nie obo­wią­zy­wało tu zbyt wiele reguł, zgod­nie z mak­symą Laoziego: „Gdzie nie ma reguł, nie można ich łamać”. Każdy reali­zo­wał swój plan we wła­snym tem­pie. W cza­sie wol­nym od ćwi­czeń ducho­wych ludzie ci czy­tali, pisali, malo­wali, grali na instru­men­tach i tre­no­wali sztuki walki, aby nie stra­cić kon­dy­cji. Czę­sto gościli u sie­bie wędrow­ców, a ich głów­nym źró­dłem dochodu były datki piel­grzy­mów, któ­rzy odwie­dzali ich tłum­nie z oka­zji waż­nych świąt, by brać udział w obrzę­dach. Sami pustel­nicy rzadko prze­strze­gali podob­nych form cere­mo­niału, dla dobra pro­stych ludzi speł­niali jed­nak swe cere­mo­nialne funk­cje, w zamian za co otrzy­my­wali żyw­ność i hojne datki pie­niężne. Tym wszyst­kim, któ­rzy byli gotowi zre­zy­gno­wać z wygód miej­skiego życia, tao­istyczna pustel­nia zapew­niała niczym nie­zmą­cony spo­kój, stąd wielu pustel­ni­ków żyło grubo ponad sto lat.

Za pano­wa­nia dyna­stii Ming (1368–1644) tao­istyczne wpływy na dwo­rze wciąż malały, choć ludowy kościół tao­istyczny ze swymi wystaw­nymi świą­ty­niami wciąż znaj­do­wał wielu zwo­len­ni­ków.

Man­dżu­ro­wie, któ­rzy zajęli miej­sce Min­gów, oka­zy­wali jesz­cze wię­cej pru­de­rii niż chiń­scy kon­fu­cja­ni­ści i ostro zwal­czali sek­su­alne kulty o tao­istycz­nym rodo­wo­dzie. W rezul­ta­cie auten­tyczny tao­izm spy­chano coraz bar­dziej na mar­gi­nes życia spo­łecz­nego. Aż do swego upadku w 1911 r. man­dżur­ska dyna­stia Qing (1644–1911) for­so­wała wysoce kon­ser­wa­tywną formę kla­sycz­nego kon­fu­cja­ni­zmu i za jej pano­wa­nia tao­izm nie docze­kał się żad­nych wybit­nych postaci.

Doda­tek zamiesz­czony na końcu tego roz­działu zawiera chro­no­lo­giczną listę wybit­nych postaci tao­izmu, od Żół­tego Cesa­rza po czasy współ­cze­sne. Lista obej­muje także tych mędr­ców, któ­rych dotąd nie wspo­mnie­li­śmy.

Tao dziś

Obec­nie nie ma w Chi­nach zor­ga­ni­zo­wa­nych sekt tao­istycz­nych, moż­liwe jed­nak, że są osoby, które prak­ty­kują tao pry­wat­nie. W 1950 r., po roz­wią­za­niu popu­lar­nej sekty Yigu­an­dao, komu­ni­ści ostrze­gli, że tao­izm prze­stał być w Chi­nach potrzebny. Wielu mistrzów ucie­kło na Taj­wan, do Hong­kongu, Japo­nii i Sta­nów Zjed­no­czo­nych, gdzie bez roz­głosu kon­ty­nu­ują swe ezo­te­ryczne prak­tyki.

O ile bez trudu można tych sędzi­wych mistrzów odszu­kać, o tyle zostać ich uczniem wcale nie jest łatwo. Aby dowieść szcze­ro­ści swych inten­cji, nie­któ­rzy muszą latami słu­żyć u mistrza, sprzą­tać jego dom i wyko­ny­wać inne nie­wdzięczne prace, zanim mistrz zde­cy­duje się nauczyć ich choćby naj­bar­dziej pod­sta­wo­wych zasad tao. Jest to zresztą stara chiń­ska tra­dy­cja. Gdyby nato­miast ktoś zde­cy­do­wał się pobie­rać nauki u jed­nego z mistrzów na Taj­wa­nie czy w Hong­kongu, musiałby bez wąt­pie­nia opa­no­wać język chiń­ski, choć jest paru mistrzów na Zacho­dzie, któ­rzy nauczają po angiel­sku. Ale dla tych, któ­rzy szcze­rze pra­gną podą­żać Drogą, żaden wysi­łek nie jest zbyt wielki, żadne ocze­ki­wa­nie zbyt dłu­gie, żadne poszu­ki­wa­nie zbyt uciąż­liwe.

Być może praw­dziwy mistrz tao mieszka w twoim mie­ście lub jest twoim sąsia­dem. Może wystar­czy poru­szyć ten temat z wła­ści­cie­lem chiń­skiej pralni, zagad­nąć kel­nera w ulu­bio­nej chiń­skiej restau­ra­cji lub pocho­dzić po par­kach, tar­go­wi­skach, skle­pach zie­lar­skich, her­ba­ciar­niach czy świą­ty­niach chiń­skiej dziel­nicy. Mistrzo­wie ci zara­biają na życie jako leka­rze, zie­la­rze, astro­lo­go­wie, instruk­to­rzy wschod­nich sztuk walki, kali­gra­fo­wie, mala­rze, a nawet jako kucha­rze czy sprze­dawcy owo­ców. Zazwy­czaj prak­ty­kują samot­nie, w wol­nych chwi­lach dnia i nocy. Jeśli będziesz szu­kał wytrwale, na pewno znaj­dziesz nauczy­ciela – lub może to on znaj­dzie cie­bie. Ale nauczy­ciel staje się nie­zbędny dopiero na wyż­szych stop­niach zaawan­so­wa­nia, zwłasz­cza do pracy nad roz­wo­jem ducho­wym, pod­czas gdy pod­staw możesz nauczyć się z książki Tao zdro­wia, seksu i dłu­go­wiecz­no­ści.

Oprócz zdro­wia i dłu­go­wiecz­no­ści jedną z głów­nych korzy­ści, jakie nie­sie ze sobą zgłę­bia­nie tao­izmu, jest wyja­śnie­nie „nie­prze­nik­nio­nych” tajem­nic chiń­skiej men­tal­no­ści i kul­tury.

Tao prze­plata się złotą nicią przez tka­ninę chiń­skich dzie­jów. Pod­sta­wowe zasady chiń­skiej kuchni zostały opra­co­wane nie przez sma­ko­szy i kucha­rzy, ale przez tao­istycz­nych leka­rzy i zie­la­rzy, czym tłu­ma­czy się nie­zwy­kła lek­ko­straw­ność chiń­skich potraw, która spra­wia, że już godzinę po posiłku znowu czu­jesz się głodny. Dzięki tao­istom głów­nym tema­tem chiń­skiego malar­stwa stała się przy­roda, oni też jako pierwsi nauczyli się wkom­po­no­wy­wać w obraz pustkę. Z tao czer­pali inspi­ra­cję chiń­scy poeci, któ­rzy nie­rzadko szli w ślady tao­istycz­nych pustel­ni­ków i zaszy­wali się na wiele lat w odlud­nych gór­skich zakąt­kach, by prak­ty­ko­wać tao. Chiń­ska medy­cyna i chiń­skie sztuki walki są w cało­ści dzie­łem tao­istów, podob­nie jak nie­które ważne wyna­lazki naukowe, by wymie­nić choćby proch strzel­ni­czy, por­ce­lanę czy stopy metali. Pod­sta­wowe zasady wszyst­kich chiń­skich sztuk, takie jak pro­stota i umiar, rów­no­waga i har­mo­nia, a także twór­cza spon­ta­nicz­ność, wywo­dzą się z tao. Naj­lep­szym dowo­dem na zako­rze­nie­nie tao w chiń­skiej men­tal­no­ści jest fakt, że nawet wła­dze komu­ni­styczne uznały za konieczne odnieść się do poglą­dów Laoziego i doko­nać rein­ter­pre­ta­cji nie­któ­rych frag­men­tów Daode­jing w duchu swej ide­olo­gii. Komu­ni­styczna wer­sja jed­nego z klu­czo­wych frag­men­tów głosi, że „w daw­nych cza­sach ludzie nie znali wła­sno­ści pry­wat­nej”, a poja­wia­jące się w innym frag­men­cie wyra­że­nie „tajem­ni­cze zrów­no­wa­że­nie”, które ozna­cza stan osią­gany po zli­kwi­do­wa­niu zbęd­nych pra­gnień, zostało zin­ter­pre­to­wane przez ide­olo­gów komu­ni­zmu jako nawo­ły­wa­nie do znie­sie­nia podzia­łów kla­so­wych.

 

Laozim nie kie­ro­wały ani pogoń za korzy­ścią, ani ambi­cje oso­bi­ste, nie zabie­gał też o popar­cie bogów i nie miał czasu na czcze roz­wa­ża­nia. W uro­czych wer­se­tach Daode­jing sta­rał się zawrzeć to, co „od niczego nie­za­leżne, nie­zmienne, prze­ni­ka­jące wszystko, nie­wy­czer­pane”, i z całą pew­no­ścią mu się to udało. Przez wieki jego słowa były inspi­ra­cją do badań nauko­wych i poszu­ki­wań ducho­wych, co nie­zbi­cie dowo­dzi mocy i trwa­ło­ści Drogi.

Yin i yang

Droga ist­niała, ist­nieje i będzie ist­nieć zawsze, a z jej mocy może sko­rzy­stać każdy, kto dokona świa­do­mego wysiłku, by ją odna­leźć i nią podą­żać. Współ­cze­sna nauka zachod­nia powoli, lecz pew­nie, choć nie zawsze chęt­nie, docho­dzi do wnio­sków, które potwier­dzają wiele odwiecz­nych prawd tao­izmu.

Jed­ność zro­dziła dwie rze­czy…

DAODE­JING

Pier­wotne zna­cze­nie chiń­skiego ide­ogramu yin to „cie­ni­ste zbo­cze góry”. Odnosi się on do ciem­no­ści i pasyw­no­ści i koja­rzy się z ule­gło­ścią, mięk­ko­ścią i kurcz­li­wo­ścią. Poru­sza się w dół i do środka, a jego głów­nymi sym­bo­lami są kobieta, woda i zie­mia. Yang ozna­cza „sło­neczne zbo­cze góry”, odnosi się do świa­tła i aktyw­no­ści, koja­rzy się z opo­rem, twar­do­ścią i roz­cią­gli­wo­ścią, poru­sza się w górę i na zewnątrz i jest sym­bo­li­zo­wany przez męż­czy­znę, ogień i niebo.

Yin i yang to siły wza­jem­nie zależne, bez­u­stan­nie na sie­bie oddzia­łu­jące i poten­cjal­nie zamienne. Mimo pola­ry­za­cji każda z nich zawiera w sobie ziarno siły prze­ciw­nej, co ilu­struje słynne koło yin-yang. Samo koło repre­zen­tuje Naj­wyż­sze Źró­dło, zło­żone w poło­wie z yin, a w poło­wie z yang, a każda połowa zawiera dro­binkę swego prze­ci­wień­stwa. Dzie­ląca je linia w kształ­cie litery „S” suge­ruje, że ich gra­nice ni­gdy nie są osta­tecz­nie usta­lone. Kiedy nie­usta­jący pro­ces przy­by­wa­nia i uby­wa­nia prze­ciw­staw­nych ener­gii dopro­wa­dza do zasad­ni­czej prze­wagi jed­nej z nich, ta spon­ta­nicz­nie zmie­nia się w swoje prze­ci­wień­stwo. Świet­nym przy­kła­dem takiego prze­obra­że­nia jest prze­miana wody (yin) w parę (yang) pod wpły­wem cie­pła (yang) i jej uno­sze­nie się (ruch typu yang). A zatem tao­iści postrze­gają zmianę nie jako pro­ces liniowy, ale cykliczny, więc moż­liwy do prze­wi­dze­nia. Księga prze­mian (I Cing), pocho­dząca sprzed trzech tysiąc­leci, prze­po­wiada wyda­rze­nia na pod­sta­wie wza­jem­nych kosmicz­nych oddzia­ły­wań yin i yang.

Yin jest sil­niej­sze i bogat­sze od yang, za to yang bar­dziej rzuca się w oczy i jest aktyw­niej­sze. Na ziemi jest wię­cej wody niż ognia, lecz zja­wi­ska zwią­zane z ogniem, na przy­kład bły­ska­wice, łatwiej przy­cią­gają naszą uwagę i bar­dziej nas fascy­nują. Od samego poja­wie­nia się ter­minu yin-yang słowo yin zawsze poprze­dzało słowo yang, co w języku chiń­skim wska­zuje na wyż­szość pier­wiastka yin, uzna­waną na długo przed nasta­niem w Chi­nach sys­temu patriar­chal­nego.

Kosmo­lo­gia yin i yang sięga korze­niami nie­ja­snych począt­ków chiń­skiej cywi­li­za­cji, wiele wie­ków przed cza­sami Laoziego. W zacho­wa­nych źró­dłach ter­min ten poja­wia się po raz pierw­szy w księ­dze I Cing, napi­sa­nej około roku 1250 p.n.e., w któ­rej czy­tamy, że „nie­ustanne prze­pla­ta­nie się nieba (yang) i ziemi (yin) nadaje wszyst­kiemu kształt. Sek­su­alne zjed­no­cze­nie się pier­wiastka męskiego i żeń­skiego daje począ­tek każ­dej rze­czy”. Tak więc sek­su­alne zjed­no­cze­nie się pier­wiastka męskiego i żeń­skiego uważa się za naj­waż­niej­szy ziem­ski prze­jaw kosmicz­nej gry mię­dzy yin i yang.

Jeden z komen­ta­rzy w Księ­dze prze­mian mówi, że „wza­jemne oddzia­ły­wa­nie yin i yang nazywa się tao, a wyni­ka­jący zeń pro­ces, który wpra­wia zda­rze­nia w ruch, nazywa się zmianą”. Drogę można więc odna­leźć we wza­jem­nym oddzia­ły­wa­niu yin i yang, w jed­no­ści prze­ci­wieństw, nie zaś po jed­nej czy dru­giej stro­nie. Bez­u­stanny prze­pływ yin i yang powo­duje, że naczel­nym atry­bu­tem Drogi jest cią­gła zmiana, ni­gdy zastój.

63 hek­sa­gram z Księgi prze­mian, sym­bo­li­zu­jący sek­su­alne zjed­no­cze­nie się, nosi nazwę „Po doko­na­niu”. Składa się z try­gramu ozna­cza­ją­cego wodę/kobietę/chmury, umiesz­czo­nego nad try­gra­mem ozna­cza­ją­cym ogień/męż­czy­znę/świa­tło, co nie tylko sytu­uje yin nad yang, ale też pod­suwa obraz kotła z wodą, która pod wpły­wem ognia powoli docho­dzi do stanu wrze­nia. Obraz ten zawiera kwin­te­sen­cję tao­istycz­nego spoj­rze­nia na ludzki akt płciowy i zwięźle sym­bo­li­zuje zasad­ni­cze róż­nice pomię­dzy męż­czy­zną i kobietą w tym akcie. Aby dopro­wa­dzić kocioł wody do stanu wrze­nia, męż­czy­zna musi odpo­wied­nio racjo­no­wać paliwo i uważ­nie kon­tro­lo­wać swój ogień. Jeśli zbyt szybko spali zapas paliwa, jego ogień wyga­śnie przed­wcze­śnie, z lekka tylko pod­grzaw­szy wodę. Jeśli jed­nak utrzyma ogień na tyle długo, by wodę zago­to­wać, wystar­czy nawet mały pło­myk, by utrzy­mać ją w sta­nie wrze­nia przez dłuż­szy czas.

„Po doko­na­niu” opi­suje fun­da­men­talny zwią­zek mię­dzy yin i yang, która to kon­cep­cja wyraź­nie odróż­nia tao od duali­stycz­nej filo­zo­fii Zachodu. Zgod­nie z Daode­jing siły, przed­mioty bądź myśli są nie­kom­pletne i bez­sen­sowne, gdy nie są powią­zane z wła­snym prze­ci­wień­stwem:

Łatwe i trudne wza­jem­nie się dopeł­niają,

Dłu­gie i krót­kie porów­nują się mię­dzy sobą,

Wyso­kie i niskie nawza­jem się okre­ślają.

Dobro nic nie zna­czy, dopóki nie okre­śli go zło, a bez brzy­doty nie widać piękna. Tra­dy­cyjna myśl Zachodu postrzega prze­ci­wień­stwa jako dwie wyklu­cza­jące się wza­jem­nie domeny, przy czym war­tość przy­pi­suje tylko temu, co dobre, piękne i praw­dziwe. Zło, brzy­dotę i fałsz albo się roz­myśl­nie (choć bez­sku­tecz­nie) tłumi, albo się ich po pro­stu unika. Tao­iści dążą do roz­po­zna­nia i zrów­no­wa­że­nia prze­ciw­staw­nych mocy, które leżą u pod­staw każ­dej sytu­acji i zja­wi­ska; nie łudzą się przy tym, że można „poko­nać” któ­rąś z kosmicz­nych mocy, pozy­tywną czy nega­tywną.

Fizyka new­to­now­ska, na któ­rej do nie­dawna oparta była zachod­nia myśl naukowa, przed­sta­wia świat jako luźny zbiór sta­tycz­nych i nie­po­wią­za­nych ze sobą obiek­tów, z któ­rych każdy ma swoją war­tość i zacho­wuje się zgod­nie z abso­lut­nymi pra­wami natury. Tao­izm uka­zuje wszech­świat zgoła ina­czej, jako żywy ocean zmien­nych sił, wzbie­ra­ją­cych i opa­da­ją­cych jak mor­skie fale, gdzie wszystko jest powią­zane ze wszyst­kim na zasa­dzie wza­jem­nego oddzia­ły­wa­nia i nic nie może ist­nieć bez swo­jego prze­ci­wień­stwa.

Dopeł­nia­nie się yin i yang

Wza­jemne dopeł­nia­nie się pier­wiast­ków yin i yang prze­ja­wia się w całym wszech­świe­cie, a ich bie­gu­nowy cha­rak­ter wytwa­rza dyna­miczne napię­cie, bez któ­rego nie byłyby moż­liwe ruch i zmiana.

W chiń­skiej medy­cy­nie dzie­sięć narzą­dów wewnętrz­nych dzieli się na pięć par, z któ­rych każda składa się z jed­nego „peł­nego” narządu yin i jed­nego „pustego” narządu yang. Narządy yin są waż­niej­sze od narzą­dów yang, a nie­pra­wi­dło­wo­ści w ich pracy są przy­czyną naj­po­waż­niej­szych pro­ble­mów ze zdro­wiem. Dobór narzą­dów w pary nie jest dowolny, lecz oparty na kon­kret­nych powią­za­niach funk­cjo­nal­nych i ana­to­micz­nych:

Serce. Nazy­wane „zarządcą narzą­dów” serce regu­luje czyn­no­ści innych narzą­dów wewnętrz­nych, ponie­waż spra­wuje kon­trolę nad krą­że­niem krwi. Mie­ści w sobie ducha i kie­ruje nastro­jami oraz jasno­ścią umy­słu. Stan ener­gii serca można odczy­tać z koloru twa­rzy i języka: ciem­no­czer­wony ozna­cza nad­miar, bla­do­szary ozna­cza nie­do­bór. Serce zesta­wia się z jeli­tem cien­kim, które oddziela potrzebne pro­dukty tra­wie­nia od resz­tek pokar­mo­wych, decy­duje o zawar­to­ści pły­nów w zbęd­nych pro­duk­tach prze­miany mate­rii oraz wchła­nia skład­niki pokar­mowe, które następ­nie prze­ka­zuje sercu, aby z krwią mogły dotrzeć do tka­nek całego ciała.

Wątroba. Wątroba prze­cho­wuje i wzbo­gaca krew, a także regu­luje ilość krwi prze­zna­czo­nej do krą­że­nia ogól­nego. „Czło­wiek w ruchu, to i krew w ruchu. Kiedy czło­wiek się nie poru­sza, krew wraca do wątroby”, mówi Księga Żół­tego Cesa­rza. Do podob­nego wnio­sku doszła medy­cyna zachod­nia, doko­nu­jąc spo­strze­że­nia, że w cza­sie dłuż­szego odpo­czynku, zwłasz­cza przy niskiej tem­pe­ra­tu­rze, 30–50% krwi w orga­ni­zmie gro­ma­dzi się w wątro­bie i trzu­stce. Pod­czas snu wątroba wzmac­nia krew i przy­go­to­wuje ją na uży­tek reszty ciała pod­czas aktyw­no­ści dzien­nej. W wątro­bie mie­ści się ludzka dusza (hun), co znaj­duje swe odbi­cie w wyra­że­niu xin-gan („serce i wątroba”), które zna­czy „kocha­nie” albo „mój drogi”. Serce i wątroba decy­dują o naszych naj­bar­dziej ludz­kich cechach.

Wątroba jest meta­bo­licz­nym cen­trum ludz­kiego orga­ni­zmu i dla­tego odpo­wiada za nasze dobre samo­po­czu­cie i dopływ sił życio­wych. Stan wątroby odczy­tać można z oczu, paznokci i mię­śni. Jej odpo­wied­ni­kiem yang jest wore­czek żół­ciowy, któ­rego ści­sły funk­cjo­nalny zwią­zek z wątrobą jest dobrze znany medy­cy­nie zachod­niej.

Trzustka. Trzustka jest odpo­wie­dzialna za wytwa­rza­nie enzy­mów koniecz­nych do tra­wie­nia i prze­miany mate­rii. Funk­cja ta wska­zuje na bez­po­śred­nie powią­za­nie trzustki z jej odpo­wied­ni­kiem yang, żołąd­kiem. Kiedy trzustka nie wytwa­rza odpo­wied­nich enzy­mów, tra­wie­nie w żołądku ustaje, co powo­duje fer­men­ta­cję i gni­cie pokarmu. Trzustka odpo­wiada za naszą zdol­ność racjo­nal­nego myśle­nia. Zabu­rze­nia w jej pracy obja­wiają się ogól­nym wycień­cze­niem, sła­bym tonu­sem4 mię­śni, chro­nicz­nym zmę­cze­niem, zale­ga­niem nie­stra­wio­nego pokarmu i kło­po­tami z kon­cen­tra­cją.

Płuca. „Płuca kie­rują qi”, mówią chiń­skie pod­ręcz­niki medy­cyny. Jako że qi ozna­cza „oddech” i „ener­gię”, płuca spra­wują kon­trolę zarówno nad oddy­cha­niem, jak i nad krą­że­niem ener­gii. Nie­pra­wi­dłowy oddech jest rów­no­znaczny z nie­do­stat­kiem ener­gii. Płuca (yin) koja­rzy się z jeli­tem gru­bym (yang). Stan płuc można odczy­tać ze skóry, o czym świet­nie wia­domo w medy­cy­nie zachod­niej, jako że skóra sama pełni funk­cje odde­chowe, a zarówno płuca, jak i jelito grube są w isto­cie wewnętrz­nym prze­dłu­że­niem skóry, te pierw­sze od góry, a to dru­gie od dołu. Zapa­le­niu płuc i innym poważ­nym scho­rze­niom odde­cho­wym czę­sto towa­rzy­szy zapar­cie, nato­miast zapar­cie pro­wa­dzi zazwy­czaj do roz­dę­cia i bólu klatki pier­sio­wej.

Nerki. „Nerki zarzą­dzają wodą”. Nad­miar wody oraz zbędne pro­dukty prze­miany mate­rii prze­ka­zy­wane są do nerek i prze­twa­rzane w mocz, który spływa do pęche­rza i jest wyda­lany z orga­ni­zmu. Tak więc pęcherz jest funk­cjo­nal­nie zwią­zany z ner­kami i sta­nowi ich „pusty” odpo­wied­nik yang. Nerki nazywa się „bramą życia”, ponie­waż są odpo­wie­dzialne za rów­no­wagę wodną orga­ni­zmu, która ma bez­po­średni wpływ na stan i rów­no­wagę ener­gii. Nerki to naj­waż­niej­szy narząd regu­lu­jący rów­no­wagę yin i yang w ludz­kim orga­ni­zmie. Mie­ści się w nich cecha sil­nej woli. Ponadto nerki kon­tro­lują szpik kostny, lędź­wie oraz oko­lice lędź­wiową i krzy­żową. Wady nerek czę­sto obja­wiają się bólami krzyża i nie­moż­no­ścią wypro­sto­wa­nia krę­go­słupa. Ist­nieje ści­sły zwią­zek mię­dzy ner­kami a korą nad­ner­czy (gru­czo­łem nad­ner­czo­wym), która jest na nich osa­dzona i wydziela do krwi kor­ty­zon, adre­na­linę oraz ważne hor­mony płciowe. A zatem nerki oraz gru­czoły z nimi zwią­zane nad­zo­rują funk­cje płciowe i poten­cję.

 

Zasada yin-yang prze­ja­wia się w każ­dej dają­cej się wyod­ręb­nić parze prze­ci­wieństw, w skali makro i mikro. W ludz­kim ciele yin kon­tro­luje powierzch­nie wewnętrzne, niż­sze obszary oraz czę­ści przed­nie, co doty­czy zarówno całego ciała, jak i poszcze­gól­nych narzą­dów. Yang zarzą­dza powierzch­niami zewnętrz­nymi, obsza­rami wyż­szymi i tyłem. Yin ste­ruje krwią, yang ener­gią. Wro­dzone instynkty to domena yin, nabyte umie­jęt­no­ści należą do yang. Yin to ruch zstę­pu­jący, yang – wstę­pu­jący. Jedze­nie jest czyn­no­ścią yin, która dostar­cza pokarmu (napeł­nia), picie alko­holu zaś jest czyn­no­ścią yang, która usuwa nad­miar (opróż­nia). Przy oddy­cha­niu wdech to yin, wydech to yang. W cyklu pór roku chłodna jesień i mroźna zima należą do yin, nato­miast cie­pła wio­sna i gorące lato – do yang. Lista uzu­peł­nia­ją­cych się prze­ci­wieństw nie ma końca, lecz wnio­sek jest zawsze ten sam: nic nie może ist­nieć lub funk­cjo­no­wać bez bez­po­śred­niego związku ze swoim prze­ci­wieństwem, a wszel­kie aber­ra­cje, od cho­roby począw­szy, na burzy z pio­ru­nami skoń­czyw­szy, są spo­wo­do­wane dra­stycz­nym zachwia­niem rów­no­wagi pomię­dzy tymi dwiema odwiecz­nymi siłami.

Naj­częst­sze symp­tomy „nad­miaru yang” to rumieńce, wysoka tem­pe­ra­tura, suchość, nad­mierna ruchli­wość, zapar­cie i przy­spie­szony puls. „Nad­miar yin” obja­wia się bla­do­ścią, dresz­czami, wil­go­cią w sta­wach, ospa­ło­ścią, bie­gunką i zwol­nio­nym pul­sem. W takich przy­pad­kach chiń­ski lekarz przy­wraca rów­no­wagę i har­mo­nię mię­dzy róż­nymi ener­giami ludz­kiego orga­ni­zmu. Za pomocą moc­nych ziół, aku­punk­tury, masażu, diety i innych tra­dy­cyj­nych metod „uzu­peł­nia” nie­do­bór ener­gii, „usuwa” nad­miar, „chło­dzi” gorąco, „pod­grzewa” zimno, „osu­sza” wil­goć, „nawilża” suchość, „wypiera” złą ener­gię i „wzmac­nia” odżyw­czą.

Zasada yin-yang odnosi się do wszyst­kiego, od ruchu ciał nie­bie­skich po naj­drob­niej­sze funk­cje komór­kowe orga­ni­zmu. Tao­istyczne prze­pisy die­te­tyczne oparte są na odpo­wied­nim dobo­rze dań „gorą­cych” i „zim­nych”, co nie doty­czy by­naj­mniej ich tem­pe­ra­tury ani smaku, lecz rodzaju ener­gii, jaka wydziela się przy ich tra­wie­niu. Chiń­scy zie­la­rze kom­po­nują mie­szanki lecz­ni­cze, sto­su­jąc się do teo­rii yin-yang: ordy­nują zioła „ocie­pla­jące” do scho­rzeń „zim­nych”, zioła „chło­dzące” do scho­rzeń „gorą­cych”, zioła „wysu­sza­jące” w wypadku „wil­goci” itd. W tao­istycz­nej jodze seksu obfity i silny pier­wia­stek kobiecy yin rów­no­waży ogra­ni­czoną i nara­żoną na uszczer­bek męską ener­gię yang.

Inne zasto­so­wa­nie opo­zy­cji yin-yang zna­leźć można w chiń­skiej geo­man­cji, zna­nej jako feng shui, co dosłow­nie zna­czy „wiatr i woda”. Sztuka geo­man­cji oparta jest zarówno na kosmicz­nych, jak i na geo­lo­gicz­nych aspek­tach yin i yang. Jej celem jest usta­le­nie naj­ko­rzyst­niej­szego poło­że­nia ludz­kich sie­dzib, tak by miesz­kańcy czer­pali moż­li­wie naj­wię­cej pożytku z natu­ral­nego prze­pływu sił kosmicz­nych w danym miej­scu. Przy budo­wie domu bie­rze się pod uwagę poło­że­nie i kształty oko­licz­nych gór, dolin, drzew, skał i zbior­ni­ków wod­nych, żeby przy­pad­kiem żadna część wzno­szo­nego budynku nie blo­ko­wała nie­wi­dzial­nych „żył smoka”, prze­wo­dzą­cych ener­gię yang z nie­bios na zie­mię i ener­gię yin z ziemi ku nie­bio­som. Świą­ty­nie i pustel­nie zawsze budo­wano w Chi­nach zgod­nie z zasa­dami feng shui, co spra­wia, że tak świet­nie pasują one do swego natu­ral­nego oto­cze­nia.