Uważne współczucieTekst

Przeczytaj fragment
Oznacz jako przeczytane
Jak czytać książkę po zakupie
Czcionka:Mniejsze АаWiększe Aa

Jeśli przyjrzymy się otaczającemu nas światu przyrody, na przykład oglądając wspaniałe filmy przyrodnicze, takie jak te autorstwa Davida Attenborough i stacji BBC, zobaczymy, że większość zwierząt dąży do osiągnięcia podobnych celów jak człowiek. Zwierzęta tak jak my poszukują pożywienia, starają się uniknąć zostania czyimś pożywieniem, szukają partnera seksualnego, walczą o status i pożądane rzeczy czy opiekują się potomstwem. Okazują też podobne rodzaje emocji, na przykład lęk, złość czy agresję, bywają zadowolone i zrelaksowane oraz kieruje nimi pożądanie seksualne i pragnienie znalezienia partnera. Ich mózg jest tak zbudowany, że motywy powodują nim w podobny sposób jak naszym.

Mózg człowieka przynależy do strumienia życia i cechy jego projektu są bardzo podobne do cech projektu mózgu zwierząt. My też mamy w mózgu mechanizmy nakierowane na wspomniane cele i też możemy reagować złością lub lękiem, jeśli realizacja tychże celów jest zagrożona bądź zostaje zablokowana. Podobnie możemy również odczuwać radość, jeśli wszystko układa się pomyślnie. Owe pobudki i emocje można nazwać funkcjami starego mózgu, ponieważ ewoluowały przez wiele milionów lat i są wspólne dla wielu innych form życia (zob. rycina 2.1).


Rycina 2.1. Funkcje starego mózgu

Źródło: opracowanie własne.

Emocje są przewodnikami naszych pobudek. W następnym rozdziale przyjrzymy się emocjom bliżej, ponieważ odgrywają one fundamentalną rolę w nadawaniu sensu naszemu życiu oraz leżą u podstaw współczucia – choć mogą także prowadzić do spustoszenia i blokować współczucie. W tym miejscu odnotujmy jedynie, w jaki sposób emocje wiążą się z naszymi motywami. Na przykład gdy chcesz zdać egzamin, zarobić pieniądze, zaprosić kogoś na randkę czy uprawiać warzywa (motywacja), podejmujesz starania, aby to osiągnąć. Jeżeli twoje starania są owocne, to prawdopodobnie doświadczysz przyjemnych emocji, takich jak radość, ekscytacja czy zadowolenie. Jeśli jednak nie zdasz egzaminu, stracisz pieniądze, twoje zaproszenie na randkę zostanie odrzucone, a twoje warzywa zostaną zjedzone przez ślimaki, to doświadczysz najpewniej emocji nieprzyjemnych – odczujesz frustrację, rozczarowanie lub smutek.

W tym sensie emocje są wewnętrznymi sygnałami, które wskazują, czy osiągnęliśmy swoje cele i zrealizowaliśmy motywy. Okaże się to istotne wtedy, gdy zaczniemy rozważać, czym jest motywowane współczucie oraz jak działają w nas wypływające z niego pobudki i jakie emocje idą z nimi w parze.

„Problemowy” przyrost mądrości

Bardzo istotne dla naszych rozważań jest zbadanie konsekwencji tego, że mamy nowo rozwinięte na drodze ewolucji, wyspecjalizowane struktury mózgowe, dzięki którym posiadamy szereg kompetencji niewystępujących u innych zwierząt. Około dwóch milionów lat temu ludzki mózg zaczął się stawać coraz mądrzejszy! Badania skamieniałości mające na celu wyśledzenie pochodzenia człowieka wykazały, że wiele rozmaitych gatunków wyewoluowało z Homo erectus i Homo habilis, co pozwoliło nam dostrzec zachodzące stopniowo w ciągu milionów lat zmiany w wielkości i umiejętnościach mózgu. Typowe funkcje, które teraz przynależą do naszego nowego – mądrego – mózgu, zostały przedstawione na rycinie 2.2.

Nabyliśmy umiejętności wyobrażania sobie różnych rzeczy i fantazjowania, myślenia, rozumowania i planowania, których nie mają inne zwierzęta. Rozwinęliśmy język, który wspaniale nam pomaga w myśleniu i wzajemnej komunikacji. Zaczęliśmy się posługiwać symbolami, które również w dużym stopniu pobudzają zdolność myślenia.


Rycina 2.2. Kompetencje i umiejętności nowego mózgu

Źródło: opracowanie własne.

Nasz myślący mózg jednak okazuje się bronią obosieczną. Zebra na przykład ucieka, by ratować swoje życie, kiedy goni ją lew. Gdy jednak pościg się skończy, szybko wraca na sawannę i dalej się pasie. My jednak rzadko tak robimy, stale bowiem myślimy, analizujemy, fantazjujemy, przewidujemy i czegoś się spodziewamy. Owe umiejętności nowego mózgu mogą sprawić, że przez pół dnia będziemy się zastanawiać, jakie by to było okropne, gdyby lew nas złapał. Przez nasz umysł mogłoby się przewinąć mnóstwo przerażających obrazów i wyobrażeń. Potem zaczęlibyśmy się martwić, czy jutro nie wydarzy się coś podobnego: a jeśli następnym razem nie zauważymy lwa, a jeśli dzieci wyjdą na zewnątrz i narażą się na niebezpieczeństwo, a jeśli... To wada doskonalszych umiejętności nowego mózgu.

Inne zwierzęta nie poświęcają czasu na zamartwianie się, że przybierają na wadze, co będzie z ich dziećmi, jeżeli nie zdołają znaleźć pracy, czy są lubiane lub jak zapracować na dobrą reputację. Przyrost mądrości wprowadził całkowicie nowy element do strumienia życia: myślący, samoświadomy i zdolny do refleksji umysł. Umysł, który może też jednak wpaść w pułapkę ciągłego myślenia na przykład o przerażających rzeczach, które wywołują lęk, podsycania lęku, a potem ponownego myślenia o przerażających rzeczach. Robert Sapolsky w znanej książce Dlaczego zebry nie mają wrzodów (2010) wyraźnie wskazuje, że nasz myślący, mądry umysł może dać nam nieźle popalić.

Nie tylko zyskaliśmy umiejętność zatrzymania się i pomyślenia o sobie w relacji do świata, w którym żyjemy, ale także zaczęliśmy w pewnym momencie myśleć o umysłach innych ludzi. Potrafimy myśleć o tym, co inni czują, jakie mogą być ich pobudki oraz dlaczego w tej chwili czegoś doświadczają. To dość niezwykłe, jeśli się nad tym zastanowić. Możesz więc rozumować następująco: „Jeśli powiem o tym Sylwii, ona prawdopodobnie powtórzy to Frankowi, który potem powie o tym Janowi, ale Janowi nie można ufać, bo on może wykorzystać tę informację przeciwko mnie”. Myślenie w ten sposób umożliwia nam wgląd w siebie. Wraz z umiejętnością komunikowania się pozwala nam stawać się wspaniałymi gawędziarzami, pisarzami i producentami hollywoodzkich filmów.

Nowy mózg umożliwia nam też uświadamianie sobie tego, że jesteśmy świadomi. Uświadamiamy sobie, że istniejemy, że mamy umysł, że nasza egzystencja kiedyś się skończy. Możemy uświadamiać sobie, że myślimy o tym, iż jesteśmy świadomi, albo uświadamiać sobie doświadczenie bycia świadomymi. Tak więc cecha, jaką jest świadomość, także różni nas od pozostałych zwierząt, z kolei owa niedawno rozwinięta zdolność bycia świadomym umożliwia nam praktykowanie uważności. Niewątpliwie żadne inne zwierzę nie potrafi postanowić, że stanie się uważne w wyniku trenowania swojego umysłu oraz intencjonalnego kierowania uwagą (zob. rozdział 7).

Kolejna cecha, która odróżnia nas od innych zwierząt, to poczucie, że nasze Ja jest wyjątkowe i odrębne. Obecnie całe życie w ogóle zależy od istnienia odrębnych organizmów. Pierwsze formy życia posiadały membranę, która oddzielała wnętrze (komórkę) od tego, co na zewnątrz. Tak więc życie jako takie stanowi proces, w którym organizmy stają się odrębnymi bytami, oddzielonymi od otoczenia, gdzie funkcjonują, ale jednocześnie również od niego zależnymi. A początki „odrębności ” i „oddzielności” możemy datować na miliardy lat wstecz.

Niemniej jednak u ludzi występuje całkowicie nowa świadomość tego, co to znaczy być we własnej skórze, mieć swoje wyjątkowe ciało i inteligencję. Poczucie bycia odrębnym Ja pozwala nam myśleć o przyszłości oraz o tym, jaką osobą chcemy (lub nie chcemy) być, podczas gdy inne zwierzęta żyją z dnia na dzień – one nie potrafią się zastanawiać nad tym, co to znaczy być oddzielną jednostką funkcjonującą w świecie, ale po prostu żyją według własnych wewnętrznych pobudek i emocji. Proces ten, rzecz jasna, może być pomocny lub bardzo niepomocny, ponieważ kurczowe trzymanie się tożsamości określonego typu czy też usilne próby jej stworzenia mogą doprowadzić do rozmaitych problemów. Zarazem pragnienie stania się osobą określonego typu jest istotne dla rozwijania uważności i współczucia. Dlatego też tak ważna jest motywacja, a mówiąc dokładniej: to, jaką osobą chcemy się stać.

Kiedy mówimy o wszystkich tych zdolnościach jako przynależących do nowego mózgu, nie odnosimy się do tego, w jakim miejscu mózgu one występują (choć ważna jest tu kora czołowa), ale jedynie do tego, że – o ile nam wiadomo – są to nowe kompetencje na naszej planecie. Jak już zobaczyliśmy, angażują one naszą uwagę, wyobraźnię oraz umiejętność fantazjowania, przewidywania, planowania, myślenia i rozumowania. Umiejętności nowego mózgu doprowadziły do tego, że nasz świat jest obecnie taki, a nie inny, z różnorodnością kultur, nauką, samochodami, telewizorami, telefonami komórkowymi i medycyną, ale – i to jest wielkie „ale” – mogą one również prowadzić do poważnych problemów i dystresu. Jesteśmy bowiem zdolni na przykład rozmyślać o konfliktach i planować zemstę; możemy zaprząc swoją inteligencję do opracowania sposobu budowy broni nuklearnej. Potrafimy rozpamiętywać, jacy jesteśmy nieszczęśliwi, i planować samobójstwo. Możemy stworzyć w głowie poczucie, że jesteśmy gorsi i niekochani, albo czuć się upoważnieni do tego, by mieć do dyspozycji więcej zasobów niż inni.

Zasadniczo więc umiejętności nowego mózgu mogą zostać zawładnięte przez pasje, pobudki i lęki starego mózgu. Naszym planowaniem, rozumowaniem i wyobraźnią mogą kierować emocje i pobudki tego ostatniego. Wówczas zamiast korzystać z umiejętności myślenia oraz z uwagi, aby pomóc sobie w regulacji przykrych emocji, jak również w pobudzaniu emocji pozytywnych, jesteśmy popychani przez stary mózg w kierunku skoncentrowanych na zagrożeniu lęku i złości, co z kolei może się stać przedmiotem naszego myślenia, refleksji, rozpamiętywania. Możemy utknąć w pętli „odczuwania stymulowanego myśleniem” i „myślenia stymulowanego odczuwaniem” – i tak dalej. To niefortunna konsekwencja stawania się coraz mądrzejszymi, a jeśli nie weźmiemy za nią odpowiedzialności, owa usterka ewolucyjna może nas wpędzić w duże kłopoty. Przedstawia to rycina 2.3.

 

Rycina 2.3. Interakcje funkcji nowego i starego mózgu

Źródło: opracowanie własne.

Nie są to nowe spostrzeżenia. W ciągu ostatnich dwóch tysięcy lat filozofowie Wschodu i Zachodu nieraz wskazywali na to, że możemy wpaść w błędne koło, w którym emocje wprowadzają zamęt w nasze myśli, a te z kolei jeszcze bardziej podsycają nasze emocje. Na przykład gdy ogarnia nas lęk, możemy się skupiać na pełnych obaw myślach, co tylko dodatkowo nasili odczuwany przez nas lęk. W wielu opracowaniach z zakresu psychoterapii, zwłaszcza poznawczej, jest mowa o tym, że nasze myśli, pobudki i emocje prowadzą do różnego rodzaju trudności ze względu na pętle informacji zwrotnych, które tworzą w umyśle.

Stawanie się coraz mądrzejszymi skutkuje też tym, że – w przeciwieństwie do innych zwierząt – jesteśmy zdolni myśleć o własnych emocjach i motywach oraz umiemy je oceniać, podobnie jak swoje zachowania i starania. Problem w tym, że może nam się nie podobać to, czego doświadczamy w swoim wnętrzu. Możemy nie lubić nagłych przypływów strachu lub złości, swojej skłonności do irytowania się innymi albo do podporządkowywania się im. Mogą nas zaniepokoić nasze seksualne lub agresywne fantazje. Dlatego zamiast odczuwać wobec siebie współczucie z powodu posiadania tak złożonego umysłu często stajemy się krytyczni i wypowiadamy sobie wojnę.

W tym kontekście warto zaznaczyć, że wiele problemów związanych ze zdrowiem psychicznym spowodowanych jest właśnie próbami unikania tego, by przeżyć jakieś uczucia czy doświadczyć życia z fantazji. Gdy unikasz tego, co dzieje się w twoim wnętrzu, gdy to tłumisz czy też odłączasz się od tego, wówczas masz niewielkie szanse, by zrozumieć własny umysł, oraz słabe podstawy, by okazać sobie współczucie[4].

W naszym mózgu jednak rozwinęły się także zdolności odczuwania radości i szczęścia, troski, czułości, afiliacji (więzi) i spokoju. Możemy więc nauczyć się z nich korzystać, tak aby skupiać się na kojących uczuciach i organizować umysł w konstruktywny sposób. Możemy nauczyć się koncentrowania uwagi w szczególny sposób i większej uważności wobec tego, co dzieje się w naszej głowie. Jak to zrobić – to główny temat tej książki.

Jak mózg koordynuje swoją pracę

Zaczynamy już dostrzegać, dlaczego mózg może nam przysparzać różnych problemów. Otóż dlatego, że jest złożony i wielowarstwowy oraz powstawał stopniowo przez miliony lat[5]. Zachodzące w mózgu procesy przetwarzania w znacznej części omijają świadomość, ponieważ ta wkracza do akcji na dość późnych ich etapach. Niemniej jednak, biorąc pod uwagę nasze rozmaite motywy, pragnienia i możliwości, mózg musi znaleźć własne sposoby na skoordynowaną interakcję owych różnych systemów i struktur – i zazwyczaj to właśnie tu powstają problemy oraz zachodzi pomocna adaptacja.

Podstawą właściwych nam, ludziom, umiejętności jest zdolność fantastycznej koordynacji zdolności takich jak uwaga, rozumowanie, inicjowanie i hamowanie zachowań oraz regulacja emocji. Jesteśmy gatunkiem, który potrafi łączyć informacje na niesamowitym poziomie. Weźmy na przykład prowadzenie samochodu: za pomocą rąk i nóg zmieniasz biegi, używasz oczu, by kierować autem oraz uważać na samochody, które jadą za tobą, przed tobą i obok ciebie, rozmawiasz z siedzącym obok przyjacielem i odbierasz telefon (bez użycia rąk, rzecz jasna), rzucasz okiem na nawigację i zatrzymujesz się na czerwonym świetle. I możesz tak godzinami! Szympans, nasz najbliższy krewny, nie przetrwałby w takiej sytuacji dłużej niż kilka sekund, ponieważ nie potrafi koordynować działań i koncentrować uwagi na takim poziomie.

Nasz organizm umożliwia świetną koordynację procesów, które pozwalają nam zjadać i trawić pokarmy, a także rozkładać je na składniki odżywcze wykorzystywane do budowy białek i rozmaitych substancji chemicznych dających energię mięśniom. Układy fizjologiczne muszą więc być ze sobą bardzo dokładnie zharmonizowane, aby ich funkcjonowanie było poprawne; zaburzenie równowagi w jednym z nich może spowodować cierpienie organizmu jako całości. Tak samo jest z umysłem. Mózg musi koordynować niesłychanie dużą liczbę różnych systemów oraz rodzajów informacji.

Jak nasze pobudki koordynują pracę umysłu

To, na czym koncentrujemy uwagę, jak również to, o czym myślimy, co czujemy, jak się zachowujemy, może być koordynowane przez motywy, które nosimy w sobie, a których części możemy nawet nie być świadomi. Spostrzeżenie to jest istotne w kontekście wyboru pobudek wyrastających ze współczucia, ponieważ ono również w szczególny sposób koordynuje nasz umysł. To, w jakim stopniu motywy wpływają na działanie umysłu, możemy sprawdzić, wyobrażając sobie osobę zdeterminowaną, by poradzić sobie w życiu, by zarobić jak najwięcej, by wykorzystać każdą nadarzającą się okazję do kontaktów seksualnych i wieść życie hedonisty. Następnie możemy porównać ją z kimś, kto jest zmotywowany, by zrozumieć własny umysł oraz być jak najbardziej życzliwy i współczujący wobec innych. Czy widzisz, że uwaga tych dwóch osób, ich uczucia i zachowania są zorganizowane w odmienny sposób, a zarazem zgodnie z tym, co obie zmotywowane są robić, kim zmotywowane są być? W 1989 roku Paul ukuł termin „mentalność społeczna” (ang. social mentality), chcąc wskazać na to, że motywy człowieka są niczym dyrygenci orkiestry złożonej z uwagi, myśli i zachowań (Gilbert, 1989, 2000, 2005b). Większa uważna świadomość tego, jak są wyzwalane nasze motywy, które potem koordynują nasze myśli, zachowania i uwagę, pozwala nam stanąć z boku i zdecydować, czy rzeczywiście chcemy iść daną drogą. Pojawia się coraz więcej dowodów na to, że różne pobudki i typy mentalności społecznej stymulują mózg w odmienny sposób. Na przykład psycholożka Emiliana Simon-Thomas i jej zespół badali, co dzieje się w mózgu, kiedy koncentrujemy się na celach wyrastających ze współczucia lub na celach opartych na dumie (Simon-Thomas i in., 2011)[6]. Badacze stwierdzili, że wywoływanie współczucia stymuluje te obszary mózgu, które uaktywniają się również wtedy, gdy reagujemy na cudzy ból, i mają związek z opiekuńczymi zachowaniami rodziców. Tymczasem wywoływanie dumy pobudza te obszary mózgu, które są związane z myśleniem o sobie. Jak zawsze nie można powiedzieć, że jedno jest dobre, a drugie złe; chodzi o to, by znaleźć równowagę i doceniać wpływ, jaki skupianie się na współczuciu wywiera na mózg.

Możemy zatem przeciwstawić sobie motyw związany z otaczaniem troską (opiekuńczy) i ukierunkowany na współczucie oraz motyw skoncentrowany na Ja i ukierunkowany na rywalizację. Kiedy jesteśmy nastawieni troskliwie, skupiamy się na trudnościach i potrzebach innych osób, staramy się zapewnić im to, czego potrzebują, oraz cieszymy się, kiedy zdrowieją lub gdy zaczyna się im powodzić. Taka postawa może nawet zacząć oddziaływać na poczucie własnej tożsamości, na przykład: „Chciałbym się stać troskliwą osobą”. Z kolei motywy związane z sobą samym, mające charakter rywalizacyjny, prowadzą do koncentracji na tym, jak być lepszym od innych, do stałego porównywania siebie z nimi, do czerpania przyjemności z tego, że się jest od nich lepszym, i do zawłaszczania swoich sukcesów. Zostało to przedstawione na rycinie 2.4. Musimy zatem zrozumieć, że nasze pobudki mogą w znacznym stopniu organizować to, co dzieje się w naszym umyśle.


Rycina 2.4. Różne typy mentalności społecznej

Źródło: opracowanie własne.

Ogólnie rzecz biorąc, mentalność społeczna może się rozwinąć tylko w ramach relacji. Gdy zostaje uaktywniona, wówczas „szuka” reakcji ze strony innych ludzi. Jeśli pragniesz troski, to potrzebujesz innych do jej zapewnienia. Jeśli składasz propozycję seksualną, to potrzebujesz wzajemności, żeby rozwinąć relację seksualną. Otrzymywanie określonych sygnałów od innych ludzi umożliwia zaistnienie i funkcjonowanie mentalności społecznej w rozwijającej się relacji tego typu. To ważne, ponieważ... Jak myślisz? Co się dzieje, gdy mentalność społeczna nie wywołuje pewnych sygnałów? Na przykład gdy za każdym razem, kiedy pragniesz troski, spotykasz się z poniżeniem lub odrzuceniem? Albo gdy składasz komuś propozycję seksualną, a w odpowiedzi słyszysz, że jesteś za stary, gruby i brzydki? W takiej sytuacji mentalność społeczna zostaje zablokowana. To z kolei może nie tylko spowodować problemy emocjonalne, ale także przeszkodzić w rozwoju umiejętności związanych z mentalnością społeczną. Jeśli więc w swoich poszukiwaniach troski nieustannie spotykasz się z odrzuceniem, możesz po prostu je przerwać albo nie nabrać wprawy w rozpoznawaniu potrzeby odczuwania troski czy też w radzeniu sobie z ową potrzebą. Widać więc, że różne typy mentalności społecznej są nieustannie kształtowane przez interakcje. Współczucie nazywamy mentalnością społeczną, ponieważ koncentruje się nie tylko na naszym Ja, ale także na naszych interakcjach z ludźmi oraz na tym, jak my reagujemy na to, jak inni ludzie wchodzą z nami w interakcje i jak reagują na nas.

Niekiedy warto przystanąć i zastanowić się nad tym, co tak naprawdę nas motywuje. Jakie są nasze podstawowe życiowe cele? Co oznacza dla nas sensowne życie? Gdybyśmy wyobrazili sobie, że zbliżamy się do końca swoich dni, czego w swoim życiu byśmy nie żałowali? Jak chcielibyśmy zostać zapamiętani? Co robimy, żeby tak się stało?

Umysł pełen konfliktów

Jest już więc jasne, że nasze myśli, uczucia i zachowania organizuje wiele rodzajów motywów, które w różnych kontekstach mają inne działanie. Mimo to będzie jednak pewnym szokiem, gdy zdamy sobie sprawę, jak bardzo jesteśmy „wieloracy”. Zagadnienia te zaczęły przenikać do psychologii niedługo po tym, gdy Paul stał się specjalistą w dziedzinie psychologii klinicznej. Szczególne wrażenie zrobiła wtedy na nim książka Roberta Ornsteina Multimind. W 1986 roku Ornstein pisał:

Duża zmiana w naszym rozumieniu samych siebie polega na przejściu od prostego i zazwyczaj „intelektualnego” poglądu do takiego, że umysł jest strukturą zróżnicowaną, zawiera bowiem złożony zestaw „talentów”, „modułów” i „przepisów” [...]. Wszystkie te ogólne elementy składowe umysłu mogą działać niezależnie od siebie, mogą też mieć różne priorytety (Ornstein, 1986, s. 9).

Obecnie jest to powszechny pogląd w psychologii. W 1992 roku Dennis Coon napisał wprowadzenie do tekstu na temat psychologii dla słuchaczy studiów licencjackich, które zawierało następujący fragment:

Jesteś uniwersum, zbiorem światów wewnątrz światów. Twój mózg jest prawdopodobnie najbardziej złożonym i najbardziej zadziwiającym narzędziem, jakie istnieje. Dzięki jego działaniu jesteś zdolny do tworzenia muzyki, sztuki, do nauki i wojny. Twój potencjał miłości i współczucia współistnieje z potencjałem agresji, nienawiści [...] i mordowania (Coon, 1992, s. 1).

Coon i inni badacze sugerują, że – pomimo naszych doświadczeń, które świadczyłyby o czymś innym – nie jesteśmy monolitycznymi jednostkami, ale raczej okazujemy się zbudowani z wielu różnych możliwości generowania znaczeń oraz wzorców funkcjonowania mózgu i nastrojów. Co zaskakujące, ta wiedza ciągle jeszcze nie upowszechniła się w społeczeństwie. Być może dlatego, że iluzja pojedynczego Ja, które kontroluje wszystkie aspekty umysłu, jest tak potężna i przekonująca, iż nie chcemy z niej zrezygnować. Niemniej jednak wraz ze wzrostem uważności stajemy się coraz bardziej świadomi obecności owej rodziny rywalizujących emocji i motywów albo różnych Ja (różnych wersji nas samych), które w nas buzują. Należy pamiętać, że istnieją one ze względu na wyjściowy projekt struktury mózgu i kontekst społeczny – nie są osobiste ani nie są naszą winą – warto więc systematycznie przyjmować nastawienie obserwacyjne i nadmiernie się z nimi nie identyfikować. To dlatego uważność jest tak istotna – daje nam podstawę, na której możemy budować motywy płynące ze współczucia.

Co oczywiste, różne pobudki i typy mentalności społecznej nakładają się na siebie i jedne mogą tłumić inne. Na przykład bycie jednocześnie nastawionym na agresywną rywalizację i troskliwym może się okazać trudne. Ludzie jednak przełączają się w razie potrzeby między różnymi rodzajami mentalności i potrafią je ze sobą łączyć. Umiejętność takiego przełączania się jest w istocie wskaźnikiem dobrego zdrowia psychicznego (Gilbert, 1989). Na przykład ten sam mężczyzna może mieć w pracy bardzo rywalizacyjne nastawienie, starając się pokazać innym, że jest wartościowym i kompetentnym pracownikiem, a po powrocie do domu może ujawniać inne Ja – kochającego ojca, który nie odczuwa potrzeby rywalizowania ze swoimi dziećmi o uczucia lub czas żony. Osoby, które wpadają w pułapkę określonej mentalności lub systemu motywacyjnego (na przykład bez przerwy konkurują z innymi albo pozostają innym podporządkowane), mogą mieć trudności we współpracy oraz w okazywaniu i przyjmowaniu troski. Może to zubożyć ich życie pod wieloma względami. Tak więc każdy z nas powinien zadać sobie dwa ważne pytania: Jakie motywy mogą przejąć kontrolę nad moim umysłem, w jakich warunkach jest to najbardziej prawdopodobne i jakie mogą być tego konsekwencje? Z jak dużą uważnością podchodzę do tego, że mój umysł jest kontrolowany przez rozmaite pobudki, które ewoluowały miliony lat?

 

Nieszczęście posiadania własnej tożsamości

Wiemy już więc, że pobudki organizują umysł, a dla większości z nas podtrzymywanie poczucia Ja jest bardzo istotne, ponieważ pomaga zachować integralność swojej osoby oraz poczucie łączności z innymi ludźmi. Gdy czujemy, że coś nie pasuje do naszego poczucia Ja albo gdy zachowujemy się w sposób, który jest z nim niezgodny, wówczas możemy doświadczać silnego dystresu.

Rita Carter w książce Wieloosobowość (2008) przedstawia fascynujący pogląd, że jesteśmy gospodarzami wielu różnych Ja w jednej głowie. Jest więc Ja, które pojawia się, kiedy jesteśmy źli, Ja, które pojawia się, kiedy się boimy, czy też Ja smutne, Ja perfekcjonistyczne, Ja – romantyczny kochanek, Ja – fantastyczny przyjaciel, Ja – kochający lub drażliwy rodzic. Lista może być długa, przy czym każde z tych Ja cechuje indywidualny sposób myślenia, odczuwania i działania. W większości przypadków jesteśmy świadomi tego, że owe różne uczucia, myśli i doświadczenia własnej osoby codziennie i nieustannie przez nas przepływają. Robimy, co w naszej mocy, aby skupiać się i kontrolować wszystkie swoje emocje, jednak w głębi duszy wiemy, że tak się nie da. Już od dłuższego czasu przyjmuje się, że jest w nas wiele różnych możliwych Ja, które mogą pozostawać ze sobą w konflikcie. William James, jeden z ojców założycieli współczesnej psychologii, ponad sto lat temu pisał o tym problemie w następujący sposób:

Często staję przed koniecznością trwania przy jednym z doświadczanych przeze mnie Ja i jednocześnie rezygnowania z pozostałych. Nie chodzi o to, że nie chciałbym, gdybym tylko mógł, być kimś przystojnym, dobrze wyglądającym, dobrze ubranym, wysportowanym, dobrze zarabiającym, bystrym, bon vivantem, adonisem i jednocześnie filozofem, filantropem, mężem stanu, wojownikiem i odkrywcą krain afrykańskich, a do tego twórcą poematów symfonicznych i świętym. Chodzi o to, że jest to niemożliwe. Praca milionera stałaby w sprzeczności z działalnością świętego; bon vivant i filantrop podkładaliby sobie wzajemnie nogę; filozof i adonis nie mogliby mieszkać pod jednym dachem. Tak różne charaktery mają jednakowe prawdopodobieństwo ucieleśnienia przez człowieka jedynie na początku jego życiowej drogi. Zarazem urzeczywistnienie jednego z nich w mniejszym lub większym stopniu tłumi pozostałe. Tak więc ten, kto szuka swego najprawdziwszego, najsilniejszego, najgłębszego Ja, musi najpierw starannie przejrzeć całą listę i wybrać to Ja, na które postawi swoje życie. Wszystkie pozostałe Ja staną się wtedy nierealne, a losy tego jednego jedynego – jak najbardziej prawdziwe. Jego porażki to prawdziwe porażki, a jego zwycięstwa to prawdziwe zwycięstwa, które pociągają za sobą wstyd i zadowolenie (James, 1890, s. 309–310).

Jak wyjaśnia James, jeden motyw (bycie określonego typu człowiekiem) może „wyłączyć” atrybuty lub cechy potrzebne do realizacji innej pobudki. Na przykład jeśli walczysz z wrogami, to twoja motywacja, aby się o nich troszczyć, a także twoje uczucia frustracji wywołane cierpieniem, jakie im zadajesz, zostają bez wątpienia „wyłączone”. Możesz nawet odczuwać pewnego rodzaju przyjemność na widok ich cierpienia. Szczerze mówiąc, wydaje się, że właśnie taki jest motyw przewodni współczesnej rozrywki. Istotne jest więc to, że w naszym umyśle mogą występować pewne elementy, do których nie mamy dostępu, ponieważ zostały one „wyłączone” przez inne. Możemy nawet nie pomyśleć, że wywołujemy czyjeś cierpienie, ponieważ jesteśmy mocno skupieni na tym, że dana osoba drażni nas lub stanowi dla nas zagrożenie, oraz na swoim pragnieniu, by ją zdominować bądź by nas usłyszano.

Kierunek naszych działań często jest determinowany przez poczucie własnej tożsamości, czyli przez to, kim postanawiamy „być bardziej”, na przykład bardziej bon vivantem czy raczej filantropem. Poczucie tożsamości przekłada się na to, jak koordynujemy liczne wpływy, które nas kształtują, wartości, które po drodze przyswoiliśmy, swoje aspiracje i sprawy, w których obronie stajemy (Taylor, 2012). Nasza tożsamość to po prostu sposób, w jaki organizujemy swój umysł. W innym razie bowiem niemal na pewno nie wiedzielibyśmy, co w danej sytuacji myśleć, co cenić ani co robić.

Tożsamość jednak często jest dziełem przypadku. Na przykład, jak pisaliśmy w rozdziale 1, gdybyśmy obaj w dzieciństwie zostali porwani, a następnie wychowani w środowisku gangów narkotykowych, to właśnie to ukształtowałoby naszą tożsamość. Takie środowisko stałoby się naszym głównym punktem odniesienia i być może bronilibyśmy swojej gangsterskiej tożsamości z pasją i prawdziwym przekonaniem (McGregor i Marigold, 2003). Gdybyśmy nie mieli żadnej sposobności wydostać się z tej kultury, by zacząć rozumieć, w jakim stopniu nasza gangsterska tożsamość została ukształtowana przez warunki zewnętrzne, wówczas nie mielibyśmy szansy postanowić, że chcemy być inni.

W rezultacie posiadanie poczucia Ja i poczucia tożsamości ma wiele minusów. W książce The curse of the self Mark Leary, amerykański psycholog społeczny, odnosi się do samoświadomości jak do swego rodzaju przekleństwa (Leary, 2003; zob. też: Leary i Tangney, 2002). Jest to bardzo frapująca lektura, która pokazuje, jak bardzo zwodnicze bywa poczucie Ja, kiedy nadmiernie identyfikujemy się z jego wartościami. Czujemy się wtedy zobowiązani do obrony poczucia swojej tożsamości i wyznawanych wartości, przez co możemy stać się bardzo agresywni (gdy poczujemy się zagrożeni) albo podatni na depresję (gdy poczujemy, że utraciliśmy poczucie tożsamości). Jeśli utożsamianie się ze szczupłą i atrakcyjną sylwetką stanowi podstawową wartość, która definiuje, kim jesteśmy, to przybranie na wadze zagraża naszemu Ja i może wywołać poczucie wstydu, pogardę dla siebie czy depresję.

Kolejnym przykładem może być identyfikacja ze wzorcem „twardziela”. Kiedy ktoś nas potrąci w pubie, możemy poczuć się zmuszeni do zaatakowania tej osoby, ponieważ w swoim przekonaniu straciliśmy twarz i okazaliśmy się słabi (zwłaszcza gdy jesteśmy młodym mężczyzną). Nasza tożsamość może też się wiązać z poczuciem przynależności do grupy, na przykład do religii, do kraju albo nawet do klubu piłkarskiego. Owo powiązanie z grupą i „fuzja” z nią bywają tak silne, że jeśli ktoś zagrozi grupie lub ją obrazi, czujemy się osobiście zagrożeni bądź obrażeni i możemy nawet uznać to za powód do zabicia tego kogoś. Dotyczy to zwłaszcza grup religijnych. Co ciekawe, w takich sytuacjach może wcale nie chodzić o straty czy zyski materialne; wszystko sprowadza się do przywiązania i upartego trwania przy tym, za kogo się uważamy. W buddyzmie własna tożsamość postrzegana jest jako iluzja, a przywiązywanie się do niej i uparte przy niej trwanie uznawane jest za przyczynę wielkiego cierpienia.

Ja pełne wstydu

Poczuciem Ja, którego z pewnością nie wybieramy, ale w którym możemy się zablokować, jest Ja pełne wstydu (zob. rozdziały 5 i 6). Kiedy Dalajlama po raz pierwszy przyjechał na Zachód, był zaszokowany poziomem samokrytycyzmu, wstydu i nienawiści do siebie, które nękały tak wielu przedstawicieli zachodnich społeczeństw. Licznym problemom zdrowia psychicznego towarzyszy poczucie wstydu, które niektórych popycha nawet do odebrania sobie życia[7]. Musimy czuć się w ten sposób, ponieważ inni ludzie w przeszłości byli wobec nas krytyczni lub nas potępiali. Osoby, które były wykorzystywane fizycznie lub seksualnie, które wywodzą się ze środowisk zaniedbujących emocjonalnie albo które zaznały dręczenia lub dotkliwej samotności, mogą doświadczać silnego wstydu i poczucia, że nie da się ich kochać. Wierzą one, że inni ludzie postrzegają je negatywnie albo że gdyby poznali je naprawdę, odrzuciliby je jako złe, bezwartościowe lub pełne wad. Takie osoby żyją w ukryciu, nie potrafią się otworzyć ani nawiązać kontaktu z ludźmi z powodu strachu przed osądzeniem lub odrzuceniem.