Plotkara. Chcę tylko wszystkiegoTekst

Z serii: Plotkara #3
0
Recenzje
Przeczytaj fragment
Oznacz jako przeczytane
Jak czytać książkę po zakupie
Nie masz czasu na czytanie?
Posłuchaj fragmentu
Plotkara. Chcę tylko wszystkiego
Plotkara. Chcę tylko wszystkiego
− 20%
Otrzymaj 20% rabat na e-booki i audiobooki
Kup zestaw za 44,98  35,98 
Plotkara. Chcę tylko wszystkiego
Plotkara. Chcę tylko wszystkiego
Audiobook
Czyta Zuzanna Puławska
24,99 
Szczegóły
Czcionka:Mniejsze АаWiększe Aa

Cecily von Ziegesar

Plotkara 3: Chcę tylko wszystkiego

Saga

Powieść autorstwa Cecily von Ziegesar

Plotkara 3: Chcę tylko wszystkiego

Tytuł i data wydania oryginału:

Gossip Girl #3: All I Want is Everything, 2003

Tłumaczenie z języka angielskiego: Małgorzata Strzelec


Opublikowano w porozumieniu z Rights People, London

Na licencji Alloy Entertainment, LLC

Zdjęcie na okładce: Shutterstock

Copyright © 2020 SAGA Egmont

Wszystkie prawa zastrzeżone

ISBN: 9788726535921

1. Wydanie w formie e-booka, 2020

Format: EPUB 3.0

Ta książka jest chroniona prawem autorskim. Kopiowanie do celów innych niż do użytku własnego jest dozwolone wyłącznie za zgodą SAGA Egmont oraz autora.

SAGA jest wydawnictwem należącym do Lindhardt og Ringhof, spółki w grupie Egmont

Muszę, muszę, muszę być uwielbiany.

The Stone Roses

hej, ludzie!

plotbra.net 1

tematy wstecz dalej U wyślij pytanie odpowiedź

Wszystkie nazwy miejsc, imiona i nazwiska oraz wydarzenia zostały zmienione lub skrócone, po to by nie ucierpieli niewinni. Czyli ja.

Boże Narodzenie w Nowym Jorku jest naprawdę magiczne, zwłaszcza na przedmieściach. Pachnie świeżym śniegiem, palącym się drewnem i świątecznymi ciastami. Z góry, z naszego penthouse’u, Central Park wygląda jak srebrzysty las, Park Avenue to parada świątecznych świateł, a rozmiar choinki przed Centrum Rockefellera obiecuje, że to będą najbardziej niezwykłe święta ze wszystkich – chociaż większość z nas wypije za dużo szampana, żeby to zauważyć. Okna wystawowe wzdłuż Piątej Alei są świątecznie udekorowane, a dziewczyny idą na zakupy w tych cudnych lazurowych płaszczach z kaszmiru od Marca Jacobsa, które kupiły w październiku i już nie mogły się doczekać, żeby je włożyć. A wieczorem wszyscy wychodzą, żeby się bawić, bawić, bawić! Zapomnij o uczeniu się przed końcem semestru, zapomnij o ostatniej szansie na wysłanie podania do college’u, zapomnij o pomaganiu mamie przy kupowaniu prezentów dla pokojówek, kucharzy, kierowców i pań z pralni. Łap swoją obcisłą kieckę z czarnej satyny od Prady, dzie-sięciocentymetrowe szpilki od Christiana Louboutina z obcasami z perspeksu, pomarańczową torebkę Hermesa, najprzystojniejszego chłopaka, jakiego znasz, i chodź ze mną!

Na celowniku

D z V przyklejeni do siebie przy Siedemdziesiątej Dziewiątej, koło przystani. To właściwie tragiczne – tyle czasu minęło, nim się zo-rientowali, że się sobie podobają. N kupuje czerwone róże dla J – kto by się spodziewał, że w tym wiecznie najaranym ciele kryje się romantyczny duch. B i S wybierają się do Bendela, żeby kupić sukienki na dzisiejszy bal charytatywny Czerń i Biel. Słyszę właśnie, że Flow (były model, wspaniały wokal i gitarzysta, którego zespół 45 za swoją debiutancką płytę Komunik8 zdobył MTV Music Award dla najlepszego albumu) będzie miał zaszczyt ogłosić, ile pieniędzy zebrano. Dochód z balu jest przeznaczony dla Bądź dobry, or-ganizacji walczącej o prawa zwierząt, której rzecznikiem jest Flow. Ale kogo to obchodzi? Wszyscy wiemy, że idziemy tam tylko po to, żeby popatrzeć na jego idealną buzię. Do zobaczenia!

CZY ZNOWU SĄ PRAWDZIWYMI PRZYJACIÓŁKAMI?

To prawda: S i B postanowiły się pocałować i pogodzić. Najwyższy czas. No bo w końcu, jak długo można wściekać się na kogoś, z kim w szkole średniej razem się kąpiesz? B może nie jest tak blond ani tak wysoka, ani tak „doświadczona” jak S, ale to nie znaczy, że musi jej nienawidzić. A S nigdy nie będzie tak zwodnicza ani tak skupiona na sobie jak B, ale to nie znaczy, że musi się jej bać. Dziewczyny postanowiły więc zapomnieć o dzielących je różnicach i zaczęły być dla siebie miłe, przynajmniej na razie. Pytanie brzmi: Skoro znowu są razem, to co szalonego zmalują? Wierzcie mi, pierwsza się o tym dowiem, a wy zaraz potem. Nie żebym była dobra w dotrzymywaniu tajemnicy.

Wiem, że mnie kochacie

plotkara

piękności na balu

Gdyby była z piętnaście centymetrów wyższa, mógłby oprzeć brodę na rowku między jej piersiami – zauważyła Blair Waldorf, przyglądając się swojemu ekschłopakowi Nate’owi Archibaldowi. Tańczył z Jennifer Humphrey, niską i wyjątkowo dobrze zbudowaną dziewiątoklasistką, dla której z niewyjaśnionych przyczyn zerwał z Blair raptem parę tygodni temu. – Ale wtedy nie miałby jak oddychać.

Na szczęście tego wieczoru Blair nie zjadła kolacji. W prze-ciwnym wypadku pobiegłaby prosto do toalety, żeby zwymiotować z obrzydzenia.

Serena van der Woodsen, najstarsza i najnowsza przyjaciółka Blair, pokręciła w odpowiedzi jasnoblond czupryną.

– Nie rozumiem – powiedziała. – Nie mam nic przeciwko Jenny, ale zawsze uważałam, że ty i Nate jesteście idealną parą. Jesteście sobie przeznaczeni i powinniście spędzić razem resztę życia.

To nie były słowa w stylu Sereny. W końcu latem po dziesiątej klasie ona i Nate za plecami Blair stracili razem dziewictwo. Jeśli jakaś para była sobie przeznaczona, to raczej należałoby się spodziewać, że właśnie Serena i Nate. Ale jak w przypadku wszystkich związków Sereny, romans z Nate’em stanowił tylko chwilowy kaprys. Blair i Nate tworzyli stałą parę, na poważnie. Zawsze byli elementem pewnym i niezmiennym – jak odźwierny w wejściu do apartamentowca Sereny przy Piątej Alei. Nie sposób wyobrazić sobie przyszłości tych dwojga jako pary. Obserwując ich, Serena mogła posmakować, co to znaczy być w stałym związku. To trochę przerażające zobaczyć, jak bardzo sprawy mogą się posypać.

Blair wypiła duszkiem kieliszek szampana. Dziewczyny siedziały samotnie przy wielkim, okrągłym stole przykrytym udrapowanym muślinem i czarną taftą. Cała sala balowa hotelu St. Claire, w której na dobre rozkręcił się coroczny grudniowy bal Czerń i Biel, była bogato udekorowana. Dziewczyny w długich czarnych sukienkach na ramiączkach od Versacego i Dolce&Gabbany, z białymi piórami we włosach, tańczyły z chłopcami w szeleszczących czarno-białych smokingach projektowanych dla Gucciego przez Toma Forda. U sufitu wisiała gigantyczna kula z czarnych i białych róż. Blair miała silne wrażenie deja vu.

Jej matka wyszła za mąż raptem miesiąc temu za Cyrusa Rose’a, głośnego, pocącego się, grubego frajera, a przyjęcie weselne urządzono w tej sali. Wesele ponadto odbyło się w siedemnaste urodziny Blair, w dniu, w który planowała pójść na całość z Nate’em. Poświęciła długie godziny na przygotowania i raz za razem wyobrażała sobie ze wszystkimi szczegółami, jak to wszystko po kolei będzie przebiegało. Ale potem wpadła na Nate’a obściskującego się z tą małą w korytarzu hotelowym i zdała sobie sprawę, że to koniec. I nieważne już, jak seksownie wyglądała w ciemnobrązowej sukience druhny od Chloe, jak niesamowite miała włosy i jak wysokie miała szpilki od Manolo Blahnika. Nate za bardzo był zajęty maca-niem balonów tej czternastolatki z loczkami, żeby cokolwiek zauważyć.

Były to najgorsze urodziny w życiu Blair. Ale nie miała zamiaru o tym rozmyślać. To nie w jej stylu. Aha, jasne.

– Już nie wierzę w przeznaczenie – odezwała się do Sere-ny, z rozmachem odstawiając smukły kieliszek na stół i prawie tłukąc przy tym nóżkę. Przejechała palcami po długich ciemnobrązowych włosach, które tego samego dnia przystrzygł Antoine, jej nowy ulubiony fryzjer w salonie Red Door Elizabeth Arden.

Serena roześmiała się i przewróciła oczami.

– Więc dlaczego zawsze mówisz, że Yale to twoje przeznaczenie?

– To co innego – upierała się Blair.

Ojciec Blair poszedł do Yale i ona od zawsze marzyła, żeby też tam studiować. Była najlepsza w swojej klasie w szkole Con-stance Billard, a zajęć dodatkowych miała po prostu od zarąbania, więc podanie o wcześniejsze przyjęcie wydawało się najbardziej oczywistym rozwiązaniem. Ale w czasie rozmowy kwalifikacyjnej nie wytrzymała napięcia i zamieniła się w gwiazdę srebrnego ekranu. Z łamiącym sercem szlochem opowiedziała facetowi od rozmowy kwalifikacyjnej historię o matce, która rozwiodła się z jej ojcem, gejem, i właśnie miała zamiar poślubić człowieka, którego ledwo znała, a Blair nie może doczekać się college’u, żeby wreszcie zacząć nowe życie. A potem pocałowała go – stanęła na palcach i pocałowała go w zapadnięty, niedogolony policzek!

Blair zawsze wyobrażała sobie, że jest bohaterką czarno-białego filmu z lat pięćdziesiątych, kimś w stylu Audrey Hep-burn, jej idolki. Tym razem poniosła klęskę. Teraz była zmuszona złożyć podanie o przyjęcie w normalnym trybie, tak jak wszyscy. Rozmawiała nawet z ojcem, żeby zasponsorował wymianę studencką z Yale do Francji. Dzięki temu zyskałaby przewagę nad resztą. Mimo wszystko miała niewielkie szanse dostać się do Yale.

Wyjęła butelkę szampana ze srebrnego kubełka z lodem, który stał na środku stołu, i nalała sobie kieliszek.

– Przeznaczenie jest dla frajerów – stwierdziła. – To tylko nędzna wymówka, żeby pozwolić, aby sprawy same się toczyły, zamiast wziąć je we własne ręce.

 

Gdyby tylko wiedziała, jak załatwić swoje sprrawy, nie pieprząc wszystkiego przy okazji!

Serena nie potrafiła na niczym skupić się dłużej, zupełnie jak małe szczenię, i wypiła już za dużo wina, żeby poruszać poważne tematy.

– Nie rozmawiajmy o przyszłości, dobra? – zaproponowała. Zapaliła papierosa i wydmuchnęła dym nad głową Blair. – Wiesz, ten blondynek, z którym gada Aaron, gapi się na ciebie bez przerwy od dziesięciu minut. – Przykryła usta długimi, smukłymi palcami i zachichotała. – Ups! Idą tutaj.

Blair odwróciła się i zobaczyła, że jej przybrany brat, który nosi dredy i jest wegetarianinem, Aaron Rose, idzie do ich stolika z niewiarygodnie wysokim chłopakiem o nastroszonych blond włosach, jasnobrązowych oczach i w doskonale skrojonym smokingu od Armaniego. Blondyn bębnił smukłymi palcami w swoje nadzwyczaj długie nogi i gapił się na lśniące, czarne buty od Christiana Diora, jakby bał się, że się potknie. Za plecami tych dwóch chłopców parkiet roił się od ślicznych, prześlicznie ubranych dziewczyn z wyjątkowo przystojnymi facetami, obejmującymi się za szyje i kołyszącymi się do piosenki Becka.

– Powiedz Blair coś miłego – podsunęła Serena Aaronowi. – Dziewczyna martwi się przyszłością.

– A kto się nie martwi? – Blair przewróciła oczami. Aaron wykrzywił wąskie usta we współczującym uśmiechu.

Przyjechał na bal razem z Blair i Sereną, lecz od razu zostawił dziewczyny przy szampanie i papierosach, żeby poszukać swoich znajomych. Ale Blair ostatnio była przybita z powodu ślubu rodziców, koszmarnej rozmowy kwalifikacyjnej w Yale i całej reszty. Potrzebowała wsparcia.

– Przepraszam. Kiepski ze mnie partner na randkę. Może chcesz zatańczyć?

Blair go zignorowała. Czy wyglądała na kogoś, kto ma ochotę tańczyć? Zerknęła na wysokiego przyjaciela Aarona.

– Kim jesteś?

Blondyn uśmiechnął się szeroko. Zęby miał jeszcze bielsze od koszuli.

– Miles. Miles Ingram.

Syn Danny’ego Ingrama, słynnego właściciela restauracji i nocnych klubów, tak popularnych jak Gorgon w Nowym Jorku i Trixie w Los Angeles, i wiele innych.

– Chodzi ze mną do klasy w Bronxdale – dodał Aaron. – Zakładamy zespół. Miles gra na perkusji.

Blair sączyła szampana, czekając, aż powiedzą coś, co nie będzie tak strasznie nudne.

Miles uśmiechnął się do niej szeroko i zabębnił palcami w oparcie wolnego krzesła.

– Jesteś o wiele ładniejsza, niż myślałem – powiedział. Był milutki, ale to bębnienie palcami potrafiło naprawdę wkurzyć. Nie odpowiedziała uśmiechem. Podniosła kieliszek. Aaron pewnie odmalował ją przed przyjacielem jako potworną jędzę, a Miles spodziewał się, będzie miała brodawki na nosie i miotłę pod tyłkiem.

Niezupełnie. Aaron nie lubił mówić o swojej nowej przybranej siostrze, bo chciał ją zatrzymać dla siebie. Ale spokojnie, bez pośpiechu – dojdziemy do tego później.

Aaron odgarnął dredy za ucho.

– A to Serena – wyjaśnił Milesowi.

Miles obrzucił wzrokiem idealne rysy twarzy Sereny, jej głębokie błękitne oczy, smukłą figurę i fantastyczną czarną sukienkę od Gucciego. Pozwolił sobie zatrzymać na niej wzrok przez chwilę – trudno było się powstrzymać, po czym odwrócił się do Aarona.

– To dziwne. Nie mówiłeś, że Blair jest taka piękna. Aaron wzruszył ramionami. Wyglądał na zakłopotanego.

– Przepraszam.

Dziewczyny zapaliły i nadal czekały, aż wydarzy się coś szalonego. Biorąc pod uwagę, co przed chwilą Blair powiedziała na temat przeznaczenia, to one powinny zadbać, aby coś się wydarzyło.

Aaron odchrząknął.

– Na pewno nie masz ochoty zatańczyć? – zapytał znowu

Blair.

Blair zauważyła, że Aaron nie ma muszki, a koszulę wypuścił ze spodni i rozpiął pod szyją. Najwyraźniej chciał przez to dać coś do zrozumienia. Zaciągnęła się i dmuchnęła mu dymem prosto w twarz.

– Nie, dzięki.

Piosenka Becka skończyła się i ludzie tłoczyli się wokół stolików, żeby wlać w siebie trochę procentów.

– Nóg nie czuję! – jęknęła Kati Frank, opadając na krzesło naprzeciwko Blair i zdejmując szpilki.

– Ja też – wtrąciła Isabel Coates, opadając na krzesło obok Kati.

Przez ostatnie dwa lata, kiedy Serena była w Hanover Aca-demy w New Hampshire, Isabel i Kati nie odstępowały Blair na krok. Razem kupowały kosmetyki w Sephorze, razem piły cappuccino w Le Canard i nawet do toalety chodziły razem. Blair rządziła życiem towarzyskim, więc kiedy z nią były, czuły się niemal sławne, wszędzie przyjmowano je jak królowe. Ale przed Dniem Kolumba 2 wyrzucili Serenę ze szkoły z internatem. Wróciła więc do Nowego Jorku i ukradła Blair dziewczynom. Kati i Isabel znowu stały się zwykłą Kati i zwykłą Isabel.

– Dziewczyny, a dlaczego nie tańczycie? – zapytała Kati. Blair wzruszyła ramionami.

– Nie jestem w nastroju.

– Musimy tylko przetrwać ten tydzień przed końcem semestru – westchnęła Isabel. Znudzenie na twarzy Blair pomyliła ze zmęczeniem. – A potem wyrwiemy się gdzieś na Boże Narodzenie.

– Macie szczęście, że wyjeżdżacie gdzieś, gdzie jest ciepło – dorzuciła Kati. – Ja będę musiała jechać na głupie narty do głupiego Aspen. Znowu!

– To i tak masz lepiej niż ja w moim nudnym domku w Con-necticut – odparła Isabel.

– Ja się cieszę. Będzie niesamowicie. – Serena uśmiechnęła się podekscytowana.

Kati i Isabel spiorunowały ją wzrokiem.

Blair i Serena razem wyjeżdżały na ferie świąteczne na St. Barts. Matka Blair i ojciec Aarona spędzali miesiąc miodowy, żeglując po Karaibach i ustawili wszystko tak, żeby w święta spotkać się z Blair, Aaronem i młodszym bratem Blair, Tylerem, w ekskluzywnym kurorcie Isle de la Paix na St. Barts. Każde mogło zabrać ze sobą kogoś z przyjaciół, więc Blair zaprosiła Serenę po tym, jak pogodziły się w łazience w czasie wesela matki.

Oczywiście wracają do Nowego Jorku na sylwestra. Po ukończeniu dwunastego roku życia żadna szanująca się dziewczyna nie wita Nowego Roku gdzieś na wakacjach z rodzicami.

– Świetnie będzie – zgodziła się Blair z szelmowskim uśmiechem. Oczami wyobraźni już widziała siebie: ze skórą gładką od olejku, w nowym bikini od Missoniego na nieskazitelnym białym piasku plaży, twarz ma schowaną za ogromnymi ciemnymi okularami od Chanel, a zabójczo przystojni chłopcy w szortach do surfingu przynoszą jej egzotyczne drinki w łupinach kokosa. Zapomni o Yale i Nacie, i o matce, i o Cyrusie. Będzie przypiekać się na kolor kawy z mlekiem, leżąc pod gorącym słońcem. Oczywiście wiedziała, że Kati i Isabel aż skręca z zazdrości, bo nie zaprosiła żadnej z nich na St. Barts, ale miała to absolutnie gdzieś.

Jeszcze tylko tydzień.

Chuck Bass stanął za Blair i położył swoje wielkie, ciepłe ręce na jej odsłoniętych, wyćwiczonych dzięki tenisowi ramionach.

– Właśnie widziałem Nate’a i tę małą z Constance obści-skujących się w kącie – oznajmił, jakby ktokolwiek chciał o tym wiedzieć.

Chuck był przystojny, tak jak ci mroczni faceci z reklam wody po goleniu. Był też najbardziej napalonym chłopakiem w całym Nowym Jorku. W październiku próbował napastować Serenę w apartamencie hotelu Tribeca Star (należącym do jego rodziny), kiedy straciła przytomność, bo za dużo wypiła. W tym samym tygodniu prawie namówił małą Jenny Humphrey, żeby zdjęła dla niego sukienkę w damskiej toalecie na imprezie „Buziak w usteczka”.

Chuck to wyjątkowo odrażający typ, ale nadal wszyscy go tolerowali, bo był jednym z nich. Chodził do małej prywatnej szkoły tylko dla chłopców. W podstawówce uczył się tańczyć w studiu Arthura Murraya i brał lekcje tenisa w Asphalt Green. Śpiewał w chórze kościelnym kaplicy hotelu na plaży w południowej Francji. Był zapraszany na najlepsze imprezy i na najbardziej ekskluzywne prywatne wyprzedaże, tak jak oni wszyscy. Urodził się, żeby żyć w wielkim świecie, tak jak oni wszyscy. Nawet gdy został odrzucony, i tak wracał po więcej. Absolutnie nic go nie zrażało.

Blair próbowała strącić jego dłonie.

– I co z tego?

Chuck nadal trzymał dłonie tam, gdzie je położył.

– Nate’owi nigdy nie udało się ciebie namówić, nie? – Zaczął masować jej ramiona. – Pomyślałem sobie, że może mnie przypadnie ten zaszczyt.

Blair zesztywniała. Do tej pory nie miała specjalnych problemów z Chuckiem, ale teraz zrozumiała, dlaczego Serena tak serdecznie go nie cierpi. Odsunęła krzesło, wyszarpując się spod jego dłoni, i wstała.

– Muszę zrobić siusiu – oznajmiła wszystkim przy stole, Chucka ignorując całkowicie. – A potem wynośmy się stąd. Możemy się zabawić u mnie w domu.

Aaron wstał i zrobił krok w jej stronę, odgarniając w zażenowaniu dredy za uszy.

– Wszystko w porządku? – zapytał z troską.

W tej chwili zachowanie w stylu Pan Wrażliwy wkurzało Blair równie mocno, co obrzydliwe zagrywki Chucka.

– Tak.

Odwróciła się i przemaszerowała przez salę w dziesięcio-centymetrowych szpilkach od Christiana Louboutina z obcasami z perspeksu i w superobcisłej czarnej sukience Gucciego. Patrzyła przed siebie, żeby nie zauważyć Nate’a z małą Ginny, czy jak ona się nazywała.

Ludzie zaczęli zbierać się na parkiecie, rozmawiali z pod-nieceniem. Flow – najprzystojniejszy lider spośród wszystkich liderów różnych zespołów – zaraz się zjawi. Ale Blair miała to gdzieś. Nie szalała na punkcie sławnych ludzi. Nie musiała: była gwiazdą filmu, który nieustannie widziała w wyobraźni, najsłynniejszą osobą, jaką znała.

sławny przystojniak całkowicie zmienia sytuację

Jenny przez cały wieczór chodziła jak pijana ze szczęścia. Zanim przyjechali na bal, Nate ubrany w nowiutki smoking od Donny Karan podjechał po nią taksówką, zabrał ją na sushi i zbyt dużą ilość sake w Bond, a potem podarował jej mały turkusowy wisiorek w kształcie gwiazdki od Jade Jaggera. Jego zielone oczy błyszczały w świetle świec, a złocistobrązowe włosy były idealnie zmierzwione. Jenny starała się zapisać w pamięci każdą scenę, żeby rano namalować następny jego portret i dodać do swojej kolekcji.

Najlepsze był to, że kiedy zjawili się na balu, Nate nie ciągał jej, żeby rozmawiała z ludźmi, których nie znała. Nawet jego najlepsi, wiecznie hałaśliwi przyjaciele, Jeremy Scott Tompkin-son, Anthony Avuldsen i Charlie Dern, zostawili ich w spokoju. Dziś wieczór Nate należał tylko do niej; wystarczało mu do szczęścia, że ją obejmował, gdy całowali się po cichu w kącie.

– Kojarzysz taki obraz Pocałunek Gustava Klimta? – zapytała z przejęciem Jenny, patrząc na prześliczną twarz Nate’a.

Nate zmarszczył brwi.

– Chyba nie.

– Tak, na pewno kojarzysz. Jest strasznie znany. W każdym razie pasuje do tego, co teraz czuję.

Nate wzruszył ramionami i spojrzał na scenę.

– Chyba ten gość z 45 zaraz wyjdzie i coś powie.

Jenny oparła się o ścianę. Jeszcze niedawno by się posiusia-ła ze szczęścia, że zobaczy taką sławę jak Flow, ale teraz chciała tylko dalej całować się z Nate’em.

– I co z tego? – zachichotała i dotknęła wierzchem dłoni ust, ostrożnie, żeby nie rozmazać błyszczyka. – To było miłe – dodała cicho.

– Co? – zapytał Nate, rozglądając się z roztargnieniem po sali.

– Nigdy wcześniej nie całowałam się tak długo – wyznała Jenny.

Nate odwrócił się do niej i uśmiechnął. Wypalił skręta po drodze, gdy po nią jechał, i nadał czuł efekt. Podobała mu się sukienka Jennifer. Długa i czarna, z głębokim wycięciem z przodu i z tyłu oraz z efektowną białą lamówką, która okręcała się wokół drobniutkich kostek Jenny.

Kupiła ją w Century 21, w sklepie, gdzie po zniżkowych cenach można kupić markowe ciuchy. Odwiedzają go łowcy okazji i ludzie wyjątkowo bezmyślni, kupujący wszystko, co ma odpowiednią metkę, nawet jeśli ewidentnie jest to rzecz nieudana albo pomyłka projektanta, która nigdzie indziej poza Century 21 w życiu by się nie sprzedała.

Jenny poświęci kieszonkowe z czterech miesięcy, żeby zwrócić ojcu za sukienkę, ale Nate nie musiał o tym wiedzieć. Uważał, że wygląda w niej jak czarno-biały anioł. Anioł z najładniejszymi balonami, jakie w życiu widział. Wyciągnął ręce i pogłaskał ją po ramionach. W dotyku też była miła, miła i ciepła, jak świeżo upie-czony chleb w pięciogwiazdkowej restauracji.

Didżej zaczął grać przebój 45, Korrupt Me. Flow wkroczył dumnie – nie wiadomo skąd – na parkiet. Miał na sobie smoking i czerwoną koszulkę z napisem BĄV1 MIŁY wypisanym dużymi białymi literami. Szczerzył zęby w uśmiechu jak ktoś, kto wie, że jest jednym z najprzystojniejszych facetów na świecie. Flow był synem duńskiej modelki bielizny i jamajskiego króla kawy. Wyglądał jak opalona, błękitnooka wersja Jima Morriso-na z Doorsów – kapeli z lat sześćdziesiątych. Stanął za szklanym pulpitem, muzyka ucichła. Wszyscy zaczęli wrzeszczeć i klaskać. Jenny wsunęła swoją drobną dłoń w większą dłoń Na-te’a i uścisnęła ją, gdy wyszli z kąta, żeby popatrzeć.

 

– Chcę wam wszystkim gorąco podziękować za to, że się odstawiliście i przyszliście tutaj, żeby zbierać pieniądze na... –Flow rozsunął poły smokinga i wskazał na swoją koszulkę. Któryś z dziarskich, rozentuzjazmowanych gości, kto nie bał się wyjść na kretyna, krzyknął: „Bądź miły!”

W tej samej chwili Blair z rozmachem otworzyła drzwi damskiej toalety i zobaczyła, że Nate i Jenny stoją dokładnie na jej drodze, trzymając się za ręce. Jenny miała na sobie sukienkę w stylu babuni, za dużej w biodrach, a za ciasnej w ramionach, wątpliwej marki. Wyglądali z Nate’em tandetnie, jak dzieciaki z przedmieścia na balu maturalnym.

Blair poprawiła ramiączka sukienki i cmoknęła pomalowanymi na rubinowo ustami. Im prędzej się stąd wyniesie, tym lepiej. Ale nie mogła uciec chyłkiem jak jakaś biedna, porzucona eksdziewczyna. Cholera, na to była zbyt dumna.

Zdecydowanie zbyt dumna.

– Chciałbym także podziękować komitetowi organizacyjnemu, któremu przewodniczyły Blair Waldorf i Serena van der Woodsen – ciągnął Flow, czytając z maleńkiej karteczki schowanej w dłoni. – Ej, dziewczyny, może byście tu przyszły i pomogły mi ogłosić, ile zebraliśmy pieniędzy?

Wszyscy wykręcili głowy, szukając Sereny i Blair.

Z typową dla siebie żywiołowością, Serena wykrzyknęła radośnie i swobodnie, z wdziękiem przeszła przez parkiet w stronę podium z rozwianymi jasnymi włosami. Flow cofnął się o krok, oniemiały jej urodą, a Serena pochyliła się nad mikrofonem:

– Chodź, Blair! – krzyknęła, rozglądając się po zatłoczonej sali. – Rusz się tutaj!

Bliar czuła, że ludzie gapią się na nią. Spróbowała się uśmiechnąć i ruszyła ze swojego posterunku przy drzwiach do toalety. Przeszła tuż przed nosem Nate’a i Jenny.

Nate otworzył usta, gdy Blair śmignęła obok niego. Wyglądała na wyższą, niż pamiętał, a jej pupa nabrała wyrazu. Jej długie włosy błyszczały, a skóra miała perlisty połysk. Wyglądała rewelacyjnie. Nie, wyglądała lepiej niż rewelacyjnie. Nagle poczuł się zagubiony. Miał ochotę złapać Blair za rękę i powiedzieć: „Chodź no tutaj. Popełniłem błąd”. Ale Jenny uścisnęła jego dłoń, a on spojrzał w jej ujmujące brązowe oczy i głęboki rowek między piersiami. Natychmiast zapomniał o Blair.

Był jak wyjątkowo głupi labrador. Jeśli mu pomachasz przed nosem kijkiem, będzie musiał go złapać, ale jeśli rzucisz mu piłkę tenisową, zapomni o kijku i poleci za piłką.

Blair stanęła za pulpitem. Flow podał Serenie karteczkę, uśmiechając się od ucha do ucha, bo przewodniczące komitetu okazały się prawdziwymi ślicznotkami.

– No dobra – powiedziała Serena, czytając karteczkę. – Ze-braliśmy więc osiem tysięcy czterysta dolarów. Wszystko zostanie przekazane organizacji Bądź Miły, międzynarodowemu funduszowi ratowania zwierząt. – Popisała się słynnym uśmiechem, który obfotografowało już tylu reporterów z kronik towarzyskich i rubryk z plotkami. Szturchnęła Blair w rękę.

Blair uczestniczyła w setkach takich imprez. Wiedziała, jak to leci.

Pochyliła się do mikrofonu.

– Dziękujemy wam za przyjście! – krzyknęła i uśmiechnęła się swoim najlepszym uśmiechem dobroczyńcy. – I nie zapomnijcie zabrać torebek z upominkami – to najlepsza część zabawy!

Muzyka znowu zaczęła grać, ale teraz głośniej. Wszyscy znowu pili i tańczyli. Flow szepnął coś Serenie do ucha. Jego oddech połaskotał ją w ucho i nieco je rozgrzał. Pachniał świeżą skórą.

Serena zachichotała.

– Poczekaj chwilę, dobra?

Flow kiwnął głową, a Serena złapała Blair za rękę, wyciągnęła ją zza pulpitu i poprowadziła do stołu.

– Chce, żebym spotkała się z nim na zewnątrz. Przejedziemy się jego limuzyną. Zabieraj szybko swój płaszcz. Ty też jedziesz.

Blair zmarszczyła brwi. Nie lubiła być piątym kołem u wozu, to nie w jej stylu.

– Nie sądzę.

Serena udawała, że jej nie słyszy. Nie miała zamiaru pozwolić Blair, żeby popsuła całą imprezę.

Kati, Isabel, Chuck, Aaron i Miles nadal siedzieli przy stoliku, popijając wódkę, którą Chuck przemycił w srebrnej piersiówce z monogramem.

– Chodźcie! – zawołała Serena rozradowana. – Wszyscy wychodzimy! Jedziemy na imprezę limuzyną Flowa!

Blair wyłowiła numerek do szatni ze swojej niezupełnie eko-logicznej, podłużnej torebki z norek i pancernika od Fendiego. Entuzjazm Sereny bywał irytujący. Ale trudno powiedzieć, żeby na balu bawiła się jakoś szczególnie dobrze.

Podobał jej się pomysł, żeby odstawić się i pojeździć po mieście, oglądać świat zza przyciemnionych szyb limuzyny. To było takie w stylu Audrey ze Śniadania u Tiffany’ego.

A może przejażdżka z Flowem będzie czymś, co w magiczny sposób zmieni jej życie z pasma katastrof w ciąg spełnionych marzeń.

A może nie.

Nate zaczął się nudzić samym całowaniem Jenny. Nie miał co pić i naprawdę potrzebował następnego skręta.

– Masz ochotę na spacer? – zapytał.

Jenny uśmiechnęła się. Jego rzęsy wyglądały jak skąpane w złocie, zupełnie jak włosy. Jedno tylko mogłoby uczynić ten wieczór jeszcze bardziej idealnym – gdyby Nate powiedział, że ją kocha. I mając nadzieję, że to właśnie chce jej powiedzieć, zgodziła się z zapałem:

– Jasne.

Zabrali płaszcze. Nate przytrzymał jej drzwi, gdy wychodzili z tętniącego życiem hotelu.

Ogromna limuzyna o przyciemnianych szybach stała zapar-kowana przed budynkiem. Zeszli na chodnik po marmurowych schodach. Nate wypuścił dłoń Jenny, żeby dyskretnie zapalić skręta. Jenny zawiedziona bawiła się czarnymi zamszowymi rękawiczkami. Jeżeli Nate ma zamiar wyznać jej miłość, to wolałaby, żeby nie był wtedy na haju.

Nagle ciemna szyba w limuzynie opuściła się i pojawiła się śliczna blond głowa Sereny.

– Ej, wy! – krzyknęła do Jenny i Nate’a. – Chodźcie! Mamy imprezę! Wsiadajcie! Wsiadajcie!

Serena jak zwykle działała pod wpływem impulsu. Nawet nie pomyślała, że to ostatni ludzie na ziemi, których Blair chciałaby widzieć.

Jenny zawsze uwielbiała Serenę, przejażdżka z nią wydawała się ekscytującym i dekadenckim pomysłem. Bardziej ekscytującym niż chodzenie w mroźną noc i czekanie, aż Nate odpłynie. Dotknęła jego ręki.

– Możemy?

Nate wzruszył ramionami. Mógł zrobić wszystko, o ile będzie mógł zabrać ze sobą skręta.

– Jasne. Czemu nie?

Drzwi otworzyły się, a Jenny, chichocząc, zaczęła gramolić się nad masą nóg w kabaretkach i w spodniach od smokingów. W końcu wkręciła się w odrobinę miejsca tuż przy oknie, obok dziewczyny, która miała najbardziej niezwykłe buty, chyba potwornie drogie. Jenny w życiu czegoś takiego nie widziała. I tak się składa, że to była eksdziewczyna Nate’a – Blair Waldorf.

Jenny zaczerwieniła się jak burak i natychmiast odwróciła głowę – a wtedy zobaczyła rzucającego jej lubieżne spojrzenie Chucka Bassa, tego dupka, który przykleił się do niej w łazience na imprezie „Buziak w usteczka” w październiku.

Widzisz, co się dzieje, kiedy nurkujesz do limuzyny, nie sprawdziwszy wcześniej, kto jest w środku?