Plotkara. Nigdy ci nie skłamięTekst

Z serii: Plotkara #10
0
Recenzje
Przeczytaj fragment
Oznacz jako przeczytane
Jak czytać książkę po zakupie
Nie masz czasu na czytanie?
Posłuchaj fragmentu
Plotkara. Nigdy ci nie skłamię
Plotkara. Nigdy ci nie skłamię
− 20%
Otrzymaj 20% rabat na e-booki i audiobooki
Kup zestaw za 44,98  35,98 
Plotkara. Nigdy ci nie skłamię
Plotkara. Nigdy ci nie skłamię
Audiobook
Czyta Zuzanna Puławska
24,99 
Szczegóły
Czcionka:Mniejsze АаWiększe Aa

Cecily von Ziegesar

Plotkara 10: Nigdy ci nie skłamię

Przekład Małgorzata Strzelec

Saga

Powieść autorstwa Cecily von Ziegesar

Plotkara 10: Nigdy ci nie skłamię

Tytuł i data wydania oryginału:

Gossip Girl #10: Would I Lie to You, 2006

Tłumaczenie z języka angielskiego: Małgorzata Strzelec


Opublikowano w porozumieniu z Rights People, London

Na licencji Alloy Entertainment, LLC

Zdjęcie na okładce: Shutterstock

Copyright © 2020 SAGA Egmont

Wszystkie prawa zastrzeżone

ISBN: 9788726535853

1. Wydanie w formie e-booka, 2020

Format: EPUB 3.0

Ta książka jest chroniona prawem autorskim. Kopiowanie do celów innych niż do użytku własnego jest dozwolone wyłącznie za zgodą SAGA Egmont oraz autora.

SAGA jest wydawnictwem należącym do Lindhardt og Ringhof, spółki w grupie Egmont

Prawda jest piękna, bez wątpienia;

lecz równie piękne bywają kłamstwa.

Ralph Waldo Emerson

hej, ludzie!

plotkara.net 1

tematy! wstecz dalej " wyślij pytanie odpowiedź

wyslij pytanie odpowiedzWszystkie nazwy miejsc, imiona i nazwiska oraz wydarzenia zostały zmienione lub skrócone, po to by nie ucierpieli niewinni. Czyli ja.

Wydaje się wam czasem, że jesteście największymi szczęściarzami pod słońcem? Cóż, pomyłka: to ja jestem największą szczęściarą. Właśnie się opalam na absolutnie przecudnej plaży w East Hampton, na którą wstęp mają tylko najlepsi. Patrzę, jak śliczni chłopcy ściągają pastelowe koszulki Lacoste i wcierają balsam do opalania Coppertone w brązowe ramiona. Nie bez powodu każdy nowojorczyk, który nie chce całkiem porzucić miasta, odpoczywa w Hamptons; z tej samej przyczyny ludzie noszą buty Christiana Louboutina i latają pierwszą klasą. To jest po prostu najlepsze.

A skoro mowa o najlepszym, to nie ma nic wspanialszego niż Eres. Jestem skromną dziewczyną, ale uważam, że wyglądam oszałamiająco w górze od bikini w kolorze mango i chłopięcych szortach w tym samym odcieniu. No dobra, może nie jestem zbyt skromna, ale dlaczego miałabym być? Gdybyście wyglądały tak urzekająco jak ja, rozciągnięta na białym piasku w East Hampton, też byście się tym pochwaliły. W prywatnej szkole dla dziewcząt przy Upper East Side nauczyłam się, że to nie grzech mówić prawdę, nawet jeśli siebie przedstawia się wtedy w samych superlatywach.

Bogu dzięki, przyszło już lato i wreszcie możemy zacząć pracowicie… odpoczywać. Po wyczerpującym czerwcu nadszedł lipiec wraz z delikatną bryzą znad cieśniny i rezerwacjami we wszystkich najlepszych restauracjach w Hamptons. Gorący i duszny Manhattan jest tuż-tuż, ale my wolimy spacerować boso w bikini Eres lub Missoni albo w batikowych sarongach Calypso i jeździć platynowymi kabrioletami po Main Street w East Hampton, w poszukiwaniu wiecznie nieuchwytnych miejsc parkingowych i chłopców w szortach Billabong.

To my, chłopcy o wyzłoconych słońcem włosach, którzy przyjeżdżają z Montauk z deskami surfingowymi na bagażnikach cherokee. To my, dziewczyny, które chichoczą na plażowych ręcznikach w kolorze limetki i maliny albo dopieszczają się w salonie Aveda w Bridgehampton po opalaniu. To my, książęta i księżniczki z Upper East Side – teraz królujemy na plaży. Jeśli jesteś jednym z nas, czyli wybrańcem losu, zobaczę cię tu w okolicy. Najwyraźniej sezon zaczął się na dobre, zwłaszcza teraz, gdy kilkoro z naszych ulubieńców zaszczyciło nas swoją obecnością. Aściśle mówiąc…

DYNAMICZNY DUET

Wiecie, ja też nie mogę za nimi nadążyć. Prognozy pogody dotyczące tych dwóch zmieniają się każdego dnia. Są przyjaciółkami? Wrogami? Zaprzyjaźnionymi wrogami? Kochankami? Wiecie, o kim mówię: B i S. I jedno wiem na pewno. Zostały właśnie certyfikowanymi, oficjalnymi ikonami świata mody. Co prawda my wiedzieliśmy o tym od dawna, ale do elity świata mody ten fakt dotarł dopiero teraz. Po spotkaniu z B i S na planie Śniadania u Freda pewna wyrocznia dobrego smaku – tak, ta która nosi aksamitne kapcie z monogramem, ma wybielone zęby i całoroczną opaleniznę z Palm Beach – postanowiła zatrzymać obie dziewczyny w swojej posiadłości w Georgica Pond w charakterze muz. Mam nadzieję, że tamtejsza menażeria (która, jak słyszałam, składa się z kilku psiaków, pary lam i dwóch przerażająco chudych modelek z oczami jak spodki, wyrwanych z mroków Estonii, żeby zostać gwiazdami nadchodzącej kampanii reklamowej) nie będzie zazdrosna o nowe koleżanki. A zresztą, kogo ja oszukuję? Te dwie zawsze są obiektem podobnych uczuć. W końcu jest im czego zazdrościć.

NADESZŁO LATO, ALE ŻYCIE NIE JEST ŁATWE…

dla całej reszty. Najwyraźniej niektórzy mają monopol na szczęście, a inni – poza nami – nie. Na przykład:

Biedny N codziennie pracuje przy domu trenera albo nudzi się nad basenem w Georgica Pond, sam jak palec. Dlaczego jest taki smutny? Z powodu rozstania z tą odrażającą, strzelającą gumą dziewczyną? Uwierzcie, nie rozpoznałaby bikini od Eres, nawet gdyby ktoś rzucił nim prosto w jej głowę farbowaną na blond farbą Clairol numer 102. Ale jakby co, chętnie pana pocieszę…

Biedna V, uwięziona we własnym piekle – mieszka ze swoją miłością, D, ale nie może go pocałować. Wyciera z czarnych bojówek Carhatt wyschnięte smarki, podczas gdy nadpobudliwi chłopcy, którymi się opiekuje, bekają alfabet. I biedny D… Chociaż może nie zasłużył na litość, skoro zdradził V z tą dziwaczką od jogi, i to teraz, gdy V wylądowała w bladoróżowym pokoju jego młodszej siostry J. Poza tym nadal ma swoją „pracę” i wiecznie wypełniony kubek kawy rozpuszczalnej Folgers. Czasem odnoszę wrażenie, że woli kiepską kawę i fatalną poezję od dziewczyn. Niepojęte!

Wasze e-maile

 

 P: Droga P!

 

 Nie wiem, do kogo innego się zwrócić, więc pomóż mi, proszę. Próbowałem poderwać moją śliczną sąsiadkę z góry, ale nie wypaliło. A potem poznałem jej niesamowitą współlokatorkę i wyszło coś fantastycznego… a przynajmniej tak mi się wydawało. To był taki romantyczny związek pod tytułem: „Lato w mieście”. Nawet zaproponowała, żebym ją odwiedził w Hamptons. Któregoś ranka zapukałem do niej, ale już jej nie zastałem. Żadnych mebli, ubrań, żadnego listu, nic. Co jest? Zadzwonić do niej, czy to już lekka przesada?

 

 Porzucony i Załamany

 

 O: Drogi P&Z!

 

 Najlepsze z nas trudno utrzymać. Jeśli tak ci jest pisane, wróci i obsypie cię delikatnymi jak płatki róż pocałunkami. Jeśli nie, zachowaj wspomnienia i pogódź się z przelotną naturą wakacyjnych miłości. A przy okazji, skoro jesteś do wzięcia, może ja wyleczę twoje serduszko? Przyślij mi zdjęcie!

 

 P.

 

 P: Droga P!

 

 Najdziwniejsza rzecz, jaką w życiu widziałam, to kopie dwóch dziewczyn, które kojarzę z miasta, ślicznej blondynki i szczupłej brunetki, chichoczące na plaży w okolicach Maidstone Arms. Były jak podróbki Louisa Vuittona z ulicznego straganu. Z daleka wyglądają prawie jak oryginały, ale z bliska… Cóż, pewnych rzeczy nie da się podrobić. Kto to jest? Widząca Podwójnie (albo Poczwórnie)

 

 O: Droga WPaP!

 

 Teraz, kiedy pewna blondynka i brunetka stały się muzami bardzo znanego i ekstrawaganckiego projektanta mody, będziemy widzieć coraz więcej takich podróbek. To doprowadzi chłopców do szaleństwa. Pytanie tylko, kto dorwie oryginały?

 

 P.

Na celowniku

B kupuje nowy bagaż, co zaprowadziło ją do Barneys, potem do Tod’s i wreszcie do Bally. Czy ta dziewczyna nigdy się nie męczy? Najwyraźniej nie, tak samo jak jej czarna karta American Express, którą matka właśnie jej oddała po szaleństwie zakupowym w Londynie. No, no! S w kiosku na rogu Osiemdziesiątej Czwartej i Madison zdjęła z półki wszystkie czasopisma z modą i plotkami o gwiazdach, ukradkiem sprawdzając, czy nie piszą czegoś o niej. W końcu dziewczyna potrzebuje jakiejś lektury na plaży. Przygnębiony N zgarnia sześciopak ciepławej corony w nędznym monopolowym w Hampton Bays. Nie wiadomo, czy gromadzi zapasy na romantycznego grilla o zachodzie słońca na plaży, czy po prostu topi smutki. Biorąc pod uwagę wydarzenia z imprezy dla ekipy filmowej Śniadania u Freda, pewnie to drugie. V i D razem (ale nie tak, jak myślicie) w winiarni na rogu Dziewięćdziesiątej Drugiej i Amsterdam robią zakupy. Są zupełnie jak stare małżeństwo: wybierają papier toaletowy i nie uprawiają seksu. K i I w Union Square Whole Foods jak nieprzytomne obijają się koszykami o wszystkich klientów, podczas gdy ich czarna limuzyna czeka przed sklepem. Dobra rada, dziewczyny: możecie kupować rzeżuchę, wafle ryżowe i wodę mineralną, ale kiedy się częstujecie pięcioma (albo sześcioma, a nawet siedmioma) truflami czekoladowymi dla klientów, żegnacie się z dietą, która zapewnia piękny tyłek w bikini. Chociaż trzeba przyznać, że to pychota. Po tygodniowej nieobecności C pojawia się ponownie na scenie towarzyskiej. Okazuje się, że chował się w ulubionym apartamencie na ostatnim piętrze w nowym hotelu Broatdeck przy Gansevoort Street… i nie był tam sam. U boku miał pewną farbowaną blondynkę z odrostami przynajmniej na centymetr. Pamiętacie ją? Wiem, że

 

N na pewno jej nie zapomniał.

Ludzie, zapowiada się gorący, duszny i pracowity lipiec, ale ja nie wiem co to odpoczynek. Zawsze znajdziecie u mnie najświeższe wieści, kto przychodzi, kto odchodzi, kto wprasza się na najbardziej odlotowe imprezy na Gin Lane, Further Lane i do tych tandetnych nocnych klubów w Hamptons, kto wykrada się pod chłodną osłoną nocy. W końcu jestem wszędzie. W każdym razie wszędzie, gdzie warto.

Wiecie, że mnie kochacie.

plotkara

S i B zerkają w krzywe lustro

– Halo? Halo? – Blair Waldorf i Serena van der Woodsen weszły do skąpo umeblowanego holu futurystycznej rezydencji Baileya Wintera w East Hampton. Na zewnątrz kwitły hortensje, temperatura wciąż rosła, a w powietrzu latały pyłki. Ale w środku panował chłód. Dom był wysprzątany na wysoki połysk. Blair upuściła na podłogę, której wzór przypominał pasy zebry, łososiową skórzaną torbę z Tod’s i znowu krzyknęła: – Halo?! Jest tu kto?

Serena przesunęła na czubek głowy klasyczne okulary przeciwsłoneczne Chanel w drewnianej oprawie. Przyzwyczajona była do mieszkań pełnych antyków, ale gdyby miała letni domek, chciałaby, żeby wyglądał właśnie tak: lśniący, czysty i bez żadnych gratów.

– Jesteście, jesteście, jesteście!

Znany projektant zbiegł wypolerowanymi hebanowymi schodami jak przyduży dzieciak w bożonarodzeniowy ranek, klaszcząc w ręce i przekrzykując szczekanie pięciu mopsów, które pędziły tuż za nim.

Blair wymieniła z nim trzy pocałunki w powietrzu. Nigdy wcześniej nie zauważyła, że jest tak niski; jego głowa znajdowała się dokładnie na wysokości jej podbródka. Bailey przygotował kostiumy do Śniadania u Freda – filmu, który miał być remakiem Śniadania u Tiffany’ego z Audrey Hepburn. Główną rolę gra w nim najstarsza i najlepsza przyjaciółka Blair, Serena. Po zakończeniu zdjęć Bailey zaprosił obie na lato do rezydencji w Georgica Pond, aby były jego muzami. Miały go zainspirować do nowej kolekcji lato–zima. Kolekcji, która zostanie pokazana tylko raz i będzie zawierać najbardziej ekscytujące pomysły.

– Dziękujemy, że nas zaprosiłeś – mruknęła Blair, gdy pięć psów z entuzjazmem obwąchiwało jej pomalowane na blady róż paznokcie u stóp. Na nogach miała – jakże inaczej – białe lniane espadryle Baileya Wintera.

– Nie wstydź się! – wykrzyknął mężczyzna, czym przestraszył Serenę, która nadal stała w progu i podziwiała dom.

– Chodź tu i natychmiast daj mi porządnego buziaka!

Serena ruszyła za przykładem Blair, odkładając ciemnozieloną, płócienną torbę Hermèsa na wypolerowaną podłogę i obejmując drobnego projektanta. Mopsy kręciły się wokół niej, ocierając grube, ociekające śliną pyszczki o jej opalone nogi.

– O mój Boże, zachowujcie się! – zbeształ psy Bailey. Zwierzęta w ogóle nie zwróciły na niego uwagi i kręciły drobnymi, jasnymi zadkami jak szalone. – Dziewczęta, pozwólcie, że was przedstawię. To Azzdeine, Coco, Cristóbal, Gianni i Madame Grès. – Skinął na piątkę mopsów. – Dzieciaki, to dziewczęta: Blair Waldorf i Serena van der Woodsen, moje nowe muzy. Bądźcie grzeczne!

– Mam przynieść torby? – odezwał się niski głos z lekkim niemieckim akcentem.

Blair odwróciła się i zobaczyła wysokiego chłopaka. Właśnie wszedł do pokoju z zalanego słońcem korytarza, prowadzącego na tyły domu. Za chłopakiem, przez okna zajmujące całą ścianę dostrzegła basen. Przystojniak miał na sobie wytarty, pomarańczowy T-shirt, który ledwie zasłaniał bicepsy w kolorze karmelu, oraz wystrzępione oliwkowe szorty, sięgające poniżej kolan. Gdzie ona go widziała? W katalogu Abercrombie? W samej bieliźnie na plakacie na Times Square?

W swoich snach?

– Och, witam, Stefanie – pisnął Bailey. – Dziewczyny zamieszkają w domku przy basenie.

– Oczywiście. – Stefan wyszczerzył zęby i złapał porzucone torby.

– Reszta została w samochodzie – poinformowała go Blair. Podziwiała jego bicepsy, kiedy napinały się, gdy dźwigał wypchane torby.

– Niegrzeczna dziewczynka! – rzucił scenicznym szeptem Bailey, który zauważył spojrzenie Blair.

Objął ją opaloną, może nawet lekko pomarańczową ręką za ramiona i uścisnął.

– Niezły kąsek, co?

Blair z entuzjazmem pokiwała głową, chociaż naprężone ramiona i złote od słońca włosy Stefana sprawiły, że pomyślała o swojej dawnej miłości, Nacie Archibaldzie. Zresztą, może wciąż jeszcze coś do niego czuła. Słońce miało magiczny wpływ na jego ciało. Mógł nosić od dziewiątej klasy tę samą beznadziejną koszulkę polo i idiotyczne uprasowane bermudy khaki z Brooks Brothers, które zawsze kupowała mu mama, ale z opalenizną wyglądał obłędnie.

Gdy kilka minut temu podjeżdżała pod rezydencję Bayleya, wbrew sobie rozglądała się ukradkiem po okolicznych podjazdach, szukając samochodu Nate’a. Jego rodzina spędzała wakacje w Maine, ale słyszała, że Nate zatrzymał się w ich nowym domu na plaży w Hamptons, bo pracował dla trenera. Nigdy tam nie była, ale posiadłość znajdowała się gdzieś w okolicy. Nie, żeby jakoś ją to obchodziło.

Jasne, że nie.

To było ostatnie pełne wolności lato w jej życiu. Oczywiście w college’u też będą wakacje, ale Blair spodziewała się, że wypełnią je staże w magazynach mody, archeologiczne wykopaliska na pustyni gdzieś w Azji lub Afryce albo „antropologiczne” badania na południu Francji. Już za osiem tygodni wrzuci walizki do nowego różowo-beżowego bmw (prezent na zakończenie szkoły od podróżującego po świecie kochanego ojca geja) i pojedzie do New Haven, żeby zacząć życie jako studentka Yale. Do tego czasu zamierzała korzystać z życia jako muza znanego projektanta. W dzień będzie sączyła likier cytrynowy i schłodzoną wódkę przy basenie, a wieczorami ugniatała umięśnione ramiona Stefana. A może poszuka Nate’a. Albo nie. Nieważne.

– Masz przepiękny dom.

Głos Sereny wyrwał Blair z zamyślenia. Przestała podziwiać kształtne ramiona Stefana i przyjrzała się przyjaciółce, która siedziała na podłodze, otoczona psami Baileya, i uśmiechała się szczęśliwie. Miała na sobie długą białą sukienkę na cieniutkich ramiączkach, wykończoną fioletową szydełkowaną koronką. Każda inna dziewczyna wyglądałaby w niej jak hipiska z San Francisco, ale na Serenie sukienka prezentowała się cudnie.

– Cieszę się, że te skromne progi spełniają oczekiwania Sereny van der Woodsen – odparł Bailey.

Sześć sypialni, siedem łazienek, ptaszarnia, domek przy basenie, lądowisko dla helikopterów i kort tenisowy – rzeczywiście skromne progi.

Serena wzięła na ręce Coco i pocałowała ją w śliczny, płaski pyszczek. Mops sapnął i parsknął rozradowany. Serena nie bawiła się na podłodze z psem od czasów, kiedy spotykała się z przyrodnim bratem Blair, Aaronem. Jego pies, Mookie, obślinił cały pokój Blair i wystraszył jej kotkę, Kitty Minky, która ze zdenerwowania wszędzie siusiała. Mimo to Serena miała do niego słabość. Zastanawiała się, czy Bailey pozwoli jej spać z Coco w domku dla gości. Zupełnie, jakby miała żywego misia przytulankę.

– Ktoś cię polubił, co, Coco? – zagruchał Bailey, drapiąc psa pod brodą. – Chodźcie, oprowadzę was.

Blair zmarszczyła brwi, patrząc na pozostałe cztery psy, które gapiły się na nią wyczekująco. Ostatnie, na co miała ochotę, to żeby kundel obślinił jej lnianą tunikę Calypso.

– Tędy, proszę! – zawołał Bailey, prowadząc pięć psów i dziewczyny jak stadko gąsek ciemnym korytarzem do głównej części domu.

W holu wisiały ogromne na całą ścianę obrazy z czerwonymi kołami Ellsworth Kelly. Blair znała je już z rozkładówki „Elle Decor”, gdzie w zeszłym roku zamieszczono artykuł o posiadłości Wintera. Hol otwierał się na potężną kuchnię z betonowymi blatami. Wielka tekowa misa z jasnożółtymi cytrynami stała na jednym z blatów.

– To jest kuchnia – wyjaśnił gospodarz. – Wy powinnyście tylko wiedzieć, że mam tu barek. – Wskazał na metalowy narożny stolik ze zbiorem asymetrycznych karafek. – Pozwólcie.

Bailey nalał jakiegoś alkoholu na lód i pokruszone listki mięty i wręczył dziewczynom pełne kieliszki od martini. Serena wzięła Coco pod pachę, żeby odebrać drinka.

– A co to właściwie jest? – Blair podejrzliwie uniosła ciemny, idealny łuk brwi.

– Miętowa herbatka dla moich dziewczyn! – Bailey opróżnił kieliszek jednym haustem i zrobił sobie następnego drinka. – Lodówka jest pełna, więc jazda stąd. Nie musicie mi nic mówić, wiadomo, sezon kostiumów kąpielowych.

– Jasne – zgodziła się Blair, w głębi duszy przewracając oczami.

Koleżanki jej matki zawsze mówiły o tym, żeby uważać, co się je. Ale ona zamierzała pochłonąć tyle lodów Cold Stone Creamery i tyle francuskiego pieczywa, na ile będzie miała ochotę. A i tak zaprezentuje się wspaniale w nowym kostiumie w paski w kolorze kości słoniowej i błękitu.

Pychota.

– Chodźcie, chodźcie. – Bailey otworzył szeroko drzwi na wyłożone niebieskawym piaskowcem patio. – To basen, a to… – ciągnął, wskazując na niski, betonowy bungalow wyglądający jak miniaturka jego rezydencji. – To wasze lokum. Domek przy basenie. Myślę, że będzie wam tam całkiem wygodnie. Jest klimatyzacja, a pościel sprowadzono z Umbrii. Stefan przyniesie wam wszystko, czego będziecie potrzebowały.

Wszystko?

– Są jeszcze dwie ważne osoby, które musicie poznać.

– Bailey się rozpromienił. Klasnął wesoło w ręce, rozlewając resztki koktajlu. – Svetlana! Ibiza! Do mnie, proszę!

Kolejne psy?

– Idziemy, panie Winter!

Dwie długonogie amazonki wybiegły z domku przy basenie – z ich domku – i popędziły w stronę Blair, Baileya i Sereny. Psy szczekały z radości jak opętane.

– Ja Svetlana – oznajmiła dziewczyna z żółtawymi włosami, sięgającymi pupy. Jej biodra były zupełnie chłopięce, żadnych krągłości.

Miała na sobie mikroskopijne neonowopomarańczowe figi od bikini i dwa maleńkie, pomarańczowe trójkąty na nieistniejących piersiach.

– Jestem Ibiza – powiedziała nieśmiało druga dziewczyna.

Miała kasztanowe włosy, które okalały lisią twarzyczkę i lśniące niebieskie oczy. Jej uśmiech szpeciły nieco wystające zęby. Nosiła lawendowo-złoty kostium w paski z gatunku tych okropnych, powycinanych jednoczęściowych, które z tyłu wyglądają jak bikini. Precyzyjnie umieszczone okrągłe wycięcie odsłaniało nieco mechaty pępek.

Fuj!

Ibiza, to imię brzmiało zupełnie jak marka samochodu!

Dziewczyna położyła ręce na ramionach Blair i ucałowała ją dwa razy, muskając tylko powietrze. Blair zadrżała, zdając sobie sprawę, że – nie licząc problemu ortodontycznego – dziewczyna wyglądała zupełnie jak ona. Wyślizgnęła się z uścisku sobowtóra i przyjrzała drugiej modelce. Przy uważniejszych oględzinach okazała się rozcieńczoną wersją Sereny; minus wdzięk, opanowanie i maniery z Nowej Anglii. Co tu, do diabła, było grane?

– Ibiza i Svetlana będą twarzami nowej kolekcji. Na reklamach, wiecie – wyjaśnił Bailey z pełnym zadowolenia westchnieniem. – Oczywiście wy dwie jesteście inspiracją.

Tak, to oczywiste.

– Są tu, żeby was obserwować. Żeby naprawdę stać się wami – ciągnął, unosząc w dramatycznym geście kieliszek, jakby grał w musicalu Rent na Broadwayu. – Chcę, żeby uchwyciły samą waszą esencję!

Ej, aż ciarki przechodzą po plecach!

– Miło mi was poznać. – Serena wyciągnęła rękę do dziewczyn, zaczynając od swojego sobowtóra.

Zawsze była nieskazitelnie uprzejma, nawet gdy wszystko przewracało jej się w żołądku. Pomijając piskliwy głos i wątpliwy gust, jeśli chodzi o kostiumy kąpielowe, Svetlana wyglądała jak ona. To znaczy nie do końca. To było jak Halloween w czwartej klasie, kiedy przebrały się z Blair za wychowawczynię – włożyły nawet peruki, brzydkie swetry Talbots i brązowe mokasyny.

– To jak wielka piżamowa impreza! – Bailey pisnął niczym sześciolatka.

Ibiza i Svetlana zachichotały sztucznie.

– Z bitwą na poduszki! – krzyknęły chórem z mocnym akcentem z Europy Wschodniej.

 

– Boże, wy dwie jesteście boskie. – Bailey rzucił kieliszek na zielony, miękki jak aksamit trawnik i klasnął w przypływie nagłego entuzjazmu.

Blair obrzuciła wściekłym spojrzeniem karykatury. Dla wszystkich innych wyglądały pewnie jak szczęśliwe, beztroskie, niedożywione lalki Barbie, ale Blair była bardziej spostrzegawcza niż przeciętna dziewczyna. Ibiza i Svetlana miały po prostu siedzieć i czekać, aż „muzy” odcisną na nich swoje piętno. Blair zauważyła coś innego w tych małych, cudzoziemskich oczkach. Coś wyrachowanego i zdecydowanie jędzowatego.

Swój pozna swego.

Te dziewczyny nie zamierzały grać drugich skrzypiec. Ibiza i Svetlana miały całkiem inne plany.

Cóż.

Blair odwróciła się i uśmiechnęła szeroko do Sereny. Nagle ucieszyła się, że miała ją przy sobie. Złapała Serenę za rękę.

– Ochłodźmy się – szepnęła szelmowsko.

– Dobry pomysł. – Serena natychmiast zrozumiała. Wypuściła wiercącą się Coco. A potem we dwie wskoczyły do kusząco błękitnego basenu, w butach i we wszystkim. Zapiszczały, gdy wylądowały w wodzie dokładnie w temperaturze ciała.

– Och! – pisnął Bailey, gdy chlorowana woda zachlapała mu lśniąco białe, lniane spodnie. – Proszę! – oznajmił niewiadomo komu. – To dopiero inspiracja. Hilfe! Stefan, szybko, mój szkicownik! Bitte, kochany!

Blair zanurzyła głowę w lśniącej, rozfalowanej wodzie, czując, jak ciemne włosy wirują wokół niej. Wynurzyła się akurat, żeby zobaczyć, jak Ibiza odwraca się konspiracyjnie do Svetlany. I wtedy papugi stanęły na brzegu basenu i skoczyły na głowę do głębszej części. Kości uderzyły w wodę.

Witajcie w nowej rodzinie, dziewczęta!