Red, White & Royal Blue

Tekst
Oznacz jako przeczytane
Jak czytać książkę po zakupie
Nie masz czasu na czytanie?
Posłuchaj fragmentu
Red, White & Royal Blue
Red, White & Royal Blue
− 20%
Otrzymaj 20% rabat na e-booki i audiobooki
Kup zestaw za 69,90  55,92 
Red, White & Royal Blue
Audio
Red, White & Royal Blue
Audiobook
Czyta Mateusz Kwiecień
37,90 
Szczegóły
Czcionka:Mniejsze АаWiększe Aa

Był to ładny dom w dolinie, z czystym, niebieskim basenem i tylną ścianą ze szkła. Alex nigdy nie potrafił się tam wyspać. Wymykał się z sypialni w środku nocy, wykradał lody Helados z zamrażarki ojca i stojąc boso w kuchni, wyjadał je prosto z pudełka.

I tak samo czuje się tutaj – obudzony w środku nocy, w obcym miejscu, zobowiązany, żeby wszystko się udało.

Idzie do znajdującej się w skrzydle dla gości kuchni z wysokimi sufitami i blatami z lśniącego marmuru. Pozwolono mu sporządzić listę zaopatrzenia do kuchni, najwyraźniej jednak w tak krótkim czasie trudno im było załatwić heladosy – znajduje w zamrażarce tylko jakieś amerykańskie rożki.

– Jak tam jest? – w głośniku telefonu słyszy cienki głos Nory. Widzi ją na ekranie – ma upięte włosy i grzebie w jednym z kilkudziesięciu domowych kwiatów.

– Dziwnie – odpowiada Alex, poprawiając okulary. – Wszystko wygląda jak w muzeum. Ale chyba nie wolno mi tego pokazywać.

– Oooch… – Nora gwałtownie unosi brwi. – Wszystko takie skryte. Takie wymyślne.

– Proszę cię. Jeśli już, to budzące grozę. Musiałem podpisać tak obszerną umowę o zachowaniu poufności, że jestem przekonany, że w każdej chwili mogę wpaść w pułapkę i trafię do komnaty tortur.

– Założę się, że on ma jakiegoś bękarta – mówi Nora. – Albo jest gejem. Albo ma gejowskiego bękarta.

– To pewnie na wypadek, gdybym zobaczył, jak jego asystent wymienia mu baterie – odpowiada Alex. – W każdym razie nuda. A co tam u ciebie? Twoje życie jest teraz prawdopodobnie o wiele ciekawsze niż moje.

– No cóż. – Nora cmoka. – Nate Silver cały czas się wścieka, bo czeka na kolejny felieton. Kupiłam nowe zasłony. Zawęziłam listę zaliczeń do statystyki i analizy danych.

– Powiedz mi, że wszystkie są na Uniwersytecie Jerzego Waszyngtona – mówi Alex i podskakuje, żeby usiąść na jednym z nieskazitelnie czystych blatów i pomachać nogami. – Nie możesz zostawić mnie w DC4 i wrócić do MIT5.

– Jeszcze nie podjęłam decyzji, ale wyobraź sobie, nie będzie to zależeć od ciebie. Pamiętasz, czasem rozmawiamy o rzeczach, które ciebie nie dotyczą?

– Tak, to dziwne. Czyli masz plan zdetronizowania Nate’a Silvera, głównego eksperta od technologii i danych w DC?

Nora się śmieje.

– Nie, mam zamiar po cichu skompilować i przetworzyć wystarczająco dużo danych, aby wiedzieć, co będzie się działo w ciągu kolejnych dwudziestu pięciu lat. Następnie kupię dom na szczycie bardzo wysokiego wzgórza na skraju miasta, zostanę ekscentryczną pustelnicą i będę przesiadywać na tarasie, obserwując przez lornetkę rozwój sytuacji.

Alex zaczyna się śmiać, ale milknie, gdy słyszy jakiś hałas na korytarzu. Zbliżają się ciche kroki. Księżniczka Beatrice mieszka w innej części pałacu, podobnie jak Henry. Ale pałacowi ochroniarze i jego osobista ochrona śpią na tym piętrze, więc może…

– Poczekaj – mówi i zasłania głośnik.

W korytarzu zapala się światło i do kuchni wchodzi książę Henry.

Ma na sobie wymięte ubranie i jest wyraźnie rozespany. Ziewa przeciągle ze zwieszonymi ramionami. Stoi przed Alexem nie w garniturze, lecz we wrzosowoszarej koszulce i spodniach od piżamy w szkocką kratę. W uszach ma słuchawki, a na głowie kołtun. I jest boso.

Co niepokojące, wygląda jak człowiek.

Gdy dostrzega Alexa na kuchennym blacie, zamiera. Alex wpatruje się w niego, podczas gdy w telefonie rozlega się stłumione:

– Czy to…

Alex się rozłącza, a Henry wyjmuje słuchawki i gwałtownie się prostuje. Jego twarz nadal jest opuchnięta i zdumiona.

– Cześć – mówi ochryple. – Przepraszam. Eee… Ja tylko… Cornetto.

Macha ręką w stronę lodówki, tak jakby powiedział coś, co ma jakikolwiek sens.

– Że co? – pyta Alex.

Henry podchodzi do zamrażarki, wyjmuje z niej pudełko z rożkami i pokazuje mu nazwę: Cornetto.

– Wiedziałem, że cię zaopatrzyli.

– Robisz naloty na kuchnie wszystkich gości? – pyta Alex.

– Tylko wtedy, gdy nie mogę spać. Czyli zawsze. Nie przypuszczałem tylko, że i ty buszujesz po kuchni. – Książę patrzy na Alexa, który uświadamia sobie nagle, że ten czeka na pozwolenie, by otworzyć pudełko i wziąć jednego rożka. Przez chwilę, z czystej przekory, ma ochotę powiedzieć: nie, ale jest zaintrygowany. On też ma problemy ze snem. Kiwa głową.

Spodziewa się, że Henry weźmie rożka i sobie pójdzie, ten jednak spogląda na Alexa.

– Ćwiczyłeś to, co jutro powiesz?

– Tak – odpowiada Alex i natychmiast się jeży. To właś­nie dlatego nigdy wcześniej nic go w Henrym nie zaintrygowało. – Nie jesteś tu jedynym profesjonalistą, wyobraź sobie.

– Nie miałem na myśli… Chodziło mi tylko o to, że może powinniśmy… eee… poćwiczyć… – duka książę.

– Potrzebujesz tego?

– Pomyślałem, że to może pomóc.

Oczywiście, że tak pomyślał. Wszystko, co Henry kiedykolwiek robił publicznie, było prawdopodobnie ćwiczone w dusznych królewskich komnatach, takich jak ta.

Alex zeskakuje z blatu i odblokowuje telefon.

– Patrz na to.

Ustawia się w linii strzału: pudełko Cornetto na ladzie, ręka Henry’ego oparta na marmurze obok, jego ciężki sygnet widoczny wraz z fragmentem piżamy. Otwiera Instagram, nakłada filtr na zdjęcie.

– „Nic nie leczy jet lagu tak – mówi, pisząc jednocześnie na telefonie – jak lody o północy z @KsiążęHenry”. Oznaczamy się w pałacu Kensington i zamieszczamy na stronie. – Podnosi telefon do góry, żeby Henry mógł zobaczyć, jak natychmiast pojawiają się lajki i komentarze. – Wierz mi, istnieje wiele rzeczy wartych przemyślenia. Ale to nie jest jedna z nich.

Henry marszczy czoło znad swojego rożka i mówi z powątpiewaniem:

– Chyba tak.

– Skończyłeś? – pyta Alex. – Bo właśnie rozmawiałem.

Książę mruga, a potem krzyżuje ręce na piersi i ponownie przybiera postawę obronną.

– Oczywiście. Nie będę zajmować ci czasu.

Wychodząc z kuchni, zatrzymuje się w drzwiach. Przez chwilę jakby nad czymś się zastanawiał.

– Nie wiedziałem, że nosisz okulary – rzuca w końcu.

Potem zostawia Alexa samego z pudełkiem roztapiających się lodów.

***

Droga do studia na wywiad jest wyboista, ale na szczęście krótka. Alex powinien zrzucić winę za swoje mdłości na nerwy, woli jednak winić obrzydliwe śniadanie – w jakim innym kraju na najważniejszy posiłek dnia jada się mdłą fasolę na białym toście? Nie może zdecydować, czy bardziej urażona czuje się jego meksykańska, czy teksaska krew.

Henry siedzi obok niego, otoczony przez tłum asystentów i stylistów. Jeden z nich układa mu włosy gęstym grzebieniem, inny trzyma przed nim notes z wypunktowanym przemówieniem. Kolejny poprawia mu kołnierzyk. Z fotela pasażera Shaan wyjmuje z fiolki żółtą tabletkę i podaje Henry’emu, który ochoczo wkłada ją do ust i połyka bez popicia. Alex stwierdza, że nie chce – i nie musi – wiedzieć, co to jest.

Kolumna podjeżdża pod studio i drzwi się otwierają, ukazując szereg fotografów, a za barykadą – tłum królewskich wielbicieli. Henry odwraca się i patrzy na Alexa z lekkim grymasem na twarzy.

– Najpierw książę, potem ty – Shaan zwraca się do Alexa. Pochyla się i dotyka swojej słuchawki.

Alex bierze jeden oddech, drugi, po czym włącza szeroki uśmiech i amerykański urok osobisty.

– Proszę iść, Wasza Królewska Wysokość. – Mruga i zakłada okulary przeciwsłoneczne. – Twoi poddani czekają.

Henry odchrząkuje, wychodzi na poranne słońce i łagodnie macha do tłumu. Lampy aparatów błyskają, fotografowie nawołują. Jakaś niebieskowłosa dziewczyna z tłumu podnosi plakat, na którym wielkimi, błyszczącymi literami jest napisane: „WEJDŹ WE MNIE, KSIĄŻĘ HENRY!”. Stoi tak przez dobre pięć sekund, a potem ochrona wyrywa jej plakat i wrzuca do pobliskiego kosza na śmieci.

Alex wysiada jako następny. Staje dumnie obok Henry’ego i obejmuje go za ramię.

– Zachowuj się tak, jakbyś mnie lubił – mówi radośnie. Henry patrzy na niego, jakby próbował wybrać właściwe słowo spośród miliona, a potem przechyla głowę, przywołuje na twarz wyćwiczony uśmiech i odwzajemnia gest Alexa. – No i proszę.

Gospodarze This Morning są niepokojąco brytyjscy – ubrana w sukienkę kobieta w średnim wieku o imieniu Dottie i mężczyzna zwany Stu, który wygląda, jakby całe weekendy spędzał na wrzeszczeniu na myszy w swoim ogrodzie. Alex ogląda program zza kulis, gdy wizażystka tuszuje pryszcz na jego czole. Czyli to się już dzieje. Próbuje zignorować siedzącego półtora metra dalej na lewo księcia, któremu królewski stylista jeszcze raz czyści i układa piórka. To ostatni moment tego dnia, kiedy mógł ignorować Henry’ego.

Wkrótce książę prowadzi, a Alex idzie tuż za nim.

Najpierw ściska dłoń Dottie i prezentuje jej swój Uśmiech Polityka, który sprawia, że wiele kongresmenek i więcej niż kilku kongresmenów ma ochotę powiedzieć mu coś, czego nie powinni mówić. Kobieta chichocze i całuje go w policzek. Publiczność klaszcze i klaszcze, i klaszcze.

Henry siada przy nim na kanapie, ma idealną postawę, Alex uśmiecha się do niego i udaje, że czuje się swobodnie w jego towarzystwie. Jest to trudniejsze, niż mogłoby się wydawać, ponieważ reflektory na scenie nagle uświadamiają mu, jak świeżo i przystojnie wygląda Henry w oku kamery. Ma na sobie niebieski sweter założony na koszulę, a jego włosy wyglądają na bardzo miękkie.

No dobrze. Ten człowiek jest irytująco atrakcyjny. Obiektywnie rzecz ujmując, to zawsze był problem. Ale wszystko jest w porządku.

Niemalże o sekundę za późno Alex uświadamia sobie, że Dottie zadaje mu pytanie:

– Alex, co sądzisz o starej dobrej Anglii? – Wyraźnie się z niego nabija, a on zmusza się do uśmiechu.

 

– Wiesz, Dottie, tu jest rewelacyjnie – mówi. – Od czasu gdy moja mama została prezydentką, przyleciałem tutaj kilka razy i za każdym razem byłem pod wrażeniem historii tego kraju. No i wyboru piw. – Publiczność wybucha śmiechem jak na zawołanie, on też delikatnie potrząsa ramionami. – I oczywiście zawsze wspaniale jest zobaczyć się z tym gościem.

Odwraca się do Henry’ego i wyciąga dłoń zwiniętą w pięść. Książę przez chwilę się waha, a potem sztywno przybija żółwika, chociaż wygląda, jakby właśnie został zdradzony.

***

Powód, dla którego Alex chce się zająć polityką, chociaż wie, że tak wiele byłych prezydenckich synów i córek uciek­ło z Białego Domu po ukończeniu osiemnastu lat jest taki, że naprawdę zależy mu na ludziach.

Władza jest super, bycie w centrum uwagi jest frajdą, ale ludzie – to oni są dla niego najważniejsi. Trochę za bardzo się wszystkim przejmuje, łącznie z tym, czy są w stanie opłacić sobie leczenie, zawrzeć związek małżeński z kimś, kogo kochają, no i nie zginąć podczas szkolnej strzelaniny. Albo, jak w tym przypadku, czy w szpitalu Royal Marsden chore na nowotwór dzieci mają wystarczająco dużo książek do czytania.

O i Henry, otoczeni ochroną, zawładnęli jednym z pięter, onieśmielając i denerwując pielęgniarki, i wymieniając uściski rąk. Alex stara się – naprawdę się stara – nie dopuścić do tego, by dłonie zwijały mu się w pięści, ale Henry, tylko po to, by zrobić jakieś durne zdjęcie, przywołuje ten swój wyuczony uśmiech, stojąc obok małego łysego chłopca, z którego ciała wystaje mnóstwo rurek, i Alex ma ochotę złorzeczyć na ten głupi kraj.

Ponieważ jednak zgodnie z umową musi tu być, skupia się na dzieciach. Większość z nich nie ma pojęcia, kim on jest, ale Henry dzielnie przedstawia go jako syna prezydentki i wkrótce mali pacjenci wypytują go o Biały Dom i o to, czy zna Arianę Grande, a on się śmieje i stara się sprawić im przyjemność. Rozpakowuje książki z ciężkich pudeł, które przynieśli, siada na łóżkach i czyta na głos, podczas gdy fotograf podąża za nim krok w krok.

Nie zdaje sobie sprawy, że stracił Henry’ego z oczu, dopóki pacjent, którego odwiedza, nie zasypia. Wtedy Alex rozpoznaje dudniący głos księcia po drugiej stronie zasłony.

Szybko liczy stopy na podłodze – nie ma żadnych fotografów. Tylko Henry. Hmm.

Cicho podchodzi do krzesła przy ścianie, tuż przy zasłonie. Jeśli usiądzie pod odpowiednim kątem i wyciągnie szyję, może coś zobaczy.

Henry rozmawia z małą, chorą na białaczkę dziewczynką, Claudette – jej imię jest napisane na tabliczce nad łóżkiem. Ma ona ciemną skórę, która przybrała bladoszary odcień, i jasnopomarańczowy szal zawiązany wokół głowy, ozdobiony Gwiezdnym Ptakiem Sojuszu.

Zamiast stać nad nią niezręcznie, tak jak spodziewał się tego Alex, Henry klęczy obok łóżka, uśmiecha się i trzyma ją za rękę.

– Fanka Gwiezdnych wojen, co? – pyta niskim, ciepłym głosem, którego Alex jeszcze nigdy u niego nie słyszał, i wskazuje na znaczek na szalu.

– Och, to mój absolutnie najulubieńszy film! – cieszy się Claudette. – Gdy dorosnę, chciałabym być jak księżniczka Leia, bo ona jest taka silna, mądra i dzielna i może pocałować Hana Solo. – Delikatnie się rumieni, w końcu wspomniała o całowaniu się przy księciu, ale cały czas utrzymuje z nim kontakt wzrokowy.

Alex wyciąga szyję jeszcze bardziej, obserwując reakcję Henry’ego. Na arkuszu informacyjnym z całą pewnością nie było wzmianki o Gwiezdnych wojnach.

– Wiesz co? – rzuca książę, pochylając się konspiracyjnie. – Myślę, że to świetny pomysł.

Claudette chichocze.

– Którego z bohaterów lubisz najbardziej?

– Hmm… – Henry udaje, że intensywnie zastanawia się nad odpowiedzią. – Zawsze lubiłem Luke’a. Jest odważny i dobry, no i najsilniejszy ze wszystkich Jedi. Myślę, że Luke jest dowodem na to, że nie ma znaczenia, skąd pochodzisz i kim jest twoja rodzina – jeśli jesteś wierny samemu sobie, zawsze będziesz świetnym człowiekiem.

– W porządku, panno Claudette – mówi radośnie pielęgniarka, która wychodzi zza zasłony. Henry podskakuje, a Alex prawie przewraca krzesło, przyłapany na gorącym uczynku. Odchrząkuje i wstaje, celowo nie patrząc na księcia. – Panowie, możecie już iść. Pora na leki.

– Pani Beth, Henry powiedział, że jesteśmy teraz przyjaciółmi! – Claudette prawie płacze. – On może zostać!

– Przepraszam bardzo! – Beth wyraża dezaprobatę. – Tak nie należy się zwracać do księcia. Bardzo przepraszam, Wasza Wysokość.

– Nie ma za co przepraszać – odpowiada Henry. – Dowódcy rebeliantów przewyższają rangą królewską rodzinę. – Puszcza oko do Claudette i salutuje, a ona prawie roztapia się ze szczęścia.

– Jestem pod wrażeniem – mówi Alex, gdy wychodzą razem na korytarz, ale ponieważ Henry unosi brew, postanawia sprostować: – Może nie pod wrażeniem. Po prostu jestem zaskoczony.

– Czym?

– Że naprawdę masz… no wiesz, uczucia.

Książę się uśmiecha, ale wtedy nagle następują po sobie trzy zdarzenia.

Po pierwsze: w przeciwległym końcu korytarza rozlega się krzyk.

Po drugie: słychać głośny huk, który przerażająco przypomina wystrzał.

Po trzecie: Cash łapie Henry’ego i Alexa za ręce i wpycha do najbliższego pomieszczenia.

– Na podłogę – burczy i zamyka za nimi drzwi.

Zapada ciemność. Alex potyka się o mopa lub nogę Henry’ego i obaj przewracają się na stos basenów. Henry uderza w podłogę jako pierwszy, upada twarzą w dół. Alex ląduje na nim.

– O Boże… – jęczy książę stłumionym głosem.

Alex myśli z satysfakcją, że może jego „przyjaciel” wylądował twarzą w basenie.

– Chyba powinniśmy przestać tak kończyć – mówi z ustami w jego włosach.

– No wiesz!

– To twoja wina!

– Jakim cudem?

– Podczas prezydenckich wystąpień nikt nigdy do mnie nie strzela, ale wystarczy, że wyjdę z pieprzonym królewskim…

– Zamkniesz się, zanim doprowadzisz do naszej śmierci?

– Nikt nas nie zabije. Cash blokuje drzwi. Poza tym to prawdopodobnie nic poważnego.

– W takim razie przynajmniej ze mnie zejdź.

– Przestań mi mówić, co mam robić! Nie jesteś moim księciem!

– Cholera jasna… – Henry z całych sił odpycha się od podłogi i przetacza, zrzucając z siebie Alexa. Ten znajduje się teraz między nim a półką z czymś, co pachnie jak żrące środki czystości.

– Możesz się przesunąć, Wasza Wysokość? – szepcze, wbijając łokieć w ramię Henry’ego. – Wolałbym nie być małą łyżeczką.

– Uwierz mi, próbuję – odpowiada Henry. – Ale nie ma miejsca.

Na zewnątrz rozlegają się głosy i pośpieszne kroki – żadnych oznak, że sytuacja została opanowana.

– No cóż – wzdycha Alex. – W takim razie chyba powinniśmy wygodniej się usadowić.

Henry głośno wypuszcza powietrze.

– Fantastycznie.

Alex czuje, że książę odsuwa się od niego i krzyżuje ręce na piersi, by przyjąć zamkniętą postawę, choć leży z nogami w wiadrze.

– Gwoli ścisłości – mówi – na moje życie też jeszcze nikt nigdy nie nastawał.

– Cóż, gratulacje – odpowiada Alex. – Oficjalnie osiągnąłeś sukces.

– Zawsze marzyłem, żeby tak właśnie się to skończyło. W składziku, z twoim łokciem między moimi żebrami…

Henry wydaje z siebie odgłos pełen oburzenia, jakby miał ochotę go uderzyć. To prawdopodobnie jedyne, co Alexowi kiedykolwiek się w nim podobało, i pod wpływem impulsu bardzo mocno wbija łokieć w bok księcia. Ten tłumi krzyk, a następne, co Alex czuje, to to, jak ktoś ciągnie go w bok za koszulę. Po chwili Henry siedzi już na nim i przygważdża go udem do podłogi. Alex uderza głową w pokrytą linoleum podłogę, czuje jednak, że się uśmiecha.

– Czyli masz w sobie trochę woli walki. – Wypycha biodra, próbując zrzucić z siebie napastnika, ten jednak jest wyższy i silniejszy, a do tego trzyma go za kołnierz.

– Skończyłeś? Może mógłbyś już przestać narażać swoje pieprzone życie na niebezpieczeństwo?

– Och, a więc jednak ci na mnie zależy. Kochany, poznaję dziś wszystkie twoje sekrety.

Henry wypuszcza powietrze i schodzi z Alexa.

– Nie mogę uwierzyć, że nawet śmiertelne niebezpieczeństwo nie jest dla ciebie przeszkodą w byciu takim… takim, jakim jesteś.

Alex stwierdza w duchu, że najdziwniejsze jest to, iż książę ma rację.

Co chwila zauważa coś, o co nigdy nie podejrzewałby Henry’ego. Po pierwsze jest jednak trochę waleczny, a do tego inteligentny i interesuje się innymi ludźmi. To naprawdę niepokojące. Alex doskonale wie, co powiedzieć poszczególnym senatorom demokratów, żeby zaczęli gadać o projektach ustaw, wie dokładnie, kiedy Zahrze kończy się guma nikotynowa i jak spojrzeć na Norę, żeby zaczęły się szerzyć plotki. Umie czytać ludzi. I nie podoba mu się, że jakieś królewskie dziecko, które z racji urodzenia wszystko ma podane na tacy, wywraca jego system do góry nogami. Ale ta walka była całkiem w porządku.

Leży i czeka. Słucha kroków szurających na zewnątrz. Pozwala, by mijał czas.

– No więc… eee… – zaczyna wreszcie. – Gwiezdne wojny?

Chce powiedzieć to łagodnie i neutralnie, ale nawyki wygrywają i jego ton jest oskarżycielski.

– Tak, Alex – odpowiada wyniośle książę. – Wierz lub nie, następcy tronu nie spędzają dzieciństwa wyłącznie na popołudniowych herbatkach.

– Zakładałem, że trenują głównie prostowanie pleców i grają w lidze młodzieżowej polo.

Następuje chwila kłopotliwej ciszy.

– To… też może być częścią dzieciństwa.

– Więc interesujesz się popkulturą, ale zachowujesz się tak, jakby cię nie obchodziła – mówi Alex. – Zatem albo nie wolno ci o tym mówić, bo to w przypadku człowieka z twoją pozycją niestosowne, albo nie chcesz, bo pragniesz, żeby ludzie myśleli, że jesteś taki ą-ę. Która opcja?

– Czy ty właśnie poddajesz mnie psychoanalizie? – pyta Henry. – Nie wydaje mi się, żeby królewskim gościom wypadało to robić.

– Po prostu próbuję zrozumieć, dlaczego jesteś tak zaangażowany w udawanie kogoś innego, zwłaszcza że dopiero co powiedziałeś tej małej dziewczynce, że trzeba być wiernym sobie.

– Nie wiem, o czym mówisz. A nawet gdybym wiedział, nie sądzę, żeby była to twoja sprawa. – W głosie Henry’ego słychać napięcie.

– Czyżby? Bo ja jestem całkiem pewien, że zostałem prawnie zobowiązany do udawania twojego najlepszego przyjaciela. I nie wiem, czy to przemyślałeś, ale z pewnością nie skończy się na tym jednym weekendzie – mówi Alex, podczas gdy palce księcia wbijają się w jego przedramię. – Jeśli ludzie już nigdy nie zobaczą nas razem, będą wiedzieli, że to wszystko ściema. Jesteśmy na siebie skazani, czy nam się to podoba, czy nie, więc mam prawo wiedzieć, co jest grane, zanim się to do mnie zakradnie i ugryzie mnie w dupę.

– Może zacznijmy… – Henry mruży oczy, patrząc na Alexa. Z tak bliska chłopak widzi tylko zarys książęcego nosa. – …od tego, że powiesz mi, dlaczego tak bardzo mnie nienawidzisz.

– Naprawdę chcesz odbyć tę rozmowę?

– Może chcę.

Alex krzyżuje ręce na piersi. Gdy jednak orientuje się, że przyjął pozycję identyczną jak książę, szybko ją zmienia.

– Naprawdę nie pamiętasz, że podczas olimpiady zachowałeś się wobec mnie jak ostatni kutas?

Alex pamięta wszystko w najdrobniejszych szczegółach: miał osiemnaście lat, został wysłany do Rio z June i Norą w ramach delegacji na letnią olimpiadę, jeden weekend sesji zdjęciowych i stworzenie „obrazu globalnej współpracy kolejnego pokolenia”. Większość czasu spędził na piciu caipirinhi i zaśmiecaniu pustymi kubkami obiektów olimpijskich. Pamięta też flagę Wielkiej Brytanii na kurtce z kapturem Henry’ego, gdy spotkali się po raz pierwszy.

Henry wzdycha.

– Czy to wtedy, kiedy groziłeś, że wepchniesz mnie do Tamizy?

– Nie – odpowiada Alex. – To wtedy, gdy na finałach skoków do wody zachowywałeś się jak wyniosły kutas. Naprawdę nie pamiętasz?

– Przypomnisz mi?

Alex patrzy na niego wściekle.

– Podszedłem do ciebie, żeby się przedstawić, a ty gapiłeś się na mnie, jakbym był najbardziej odrażającą rzeczą, jaką kiedykolwiek widziałeś. Tuż po tym, jak uścisnąłeś mi dłoń, odwróciłeś się do Shaana i zapytałeś: „Możesz się go pozbyć?”.

Następuje chwila ciszy.

– Ach… – mówi w końcu Henry i odchrząkuje. – Nie wiedziałem, że to słyszysz.

– Chyba nie do końca rozumiesz, o co mi chodzi. A chodzi mi o to, że to było z twojej strony niezwykle aroganckie.

 

– Masz… rację.

– Tak.

– To wszystko? Chodzi tylko o olimpiadę?

– To był początek.

– Wyczuwam wielokropek.

– Po prostu… – Dla Alexa, leżącego na podłodze w składziku i czekającego na koniec zagrożenia i weekendu, który przypomina najgorszy koszmar, autocenzura jest w tej chwili zbyt dużym wyzwaniem. – Nie wiem. Robienie tego, co robimy, jest kurewsko trudne. Ale dla mnie jest trudniejsze. Jestem synem pierwszej kobiety prezydenta. W dodatku nie tak białym jak ona. Ludzie zawsze są dla mnie surowsi. A ty… no wiesz, urodziłeś się z tym wszystkim i dla każdego jesteś pieprzonym księciem z bajki. Przypominasz mi, że zawsze będę porównywany do kogoś innego, bez względu na to, co zrobię, nawet jeśli zdecyduję się pracować dwa razy ciężej.

Henry milczy przez długi czas.

– No cóż – odzywa się wreszcie. – Na to nic nie poradzę. Mogę jednak przyznać, że tamtego dnia naprawdę zachowałem się jak kutas. Nie żeby to była jakaś wymówka, ale czternaście miesięcy wcześniej zmarł mój ojciec i w owym okresie codziennie zachowywałem się jak kutas. Przepraszam.

Dłoń Henry’ego drży u jego boku. Alex milknie.

Oddział onkologiczny. Oczywiście, że książę wybrał oddział onkologiczny. Przecież to było w arkuszu informacyjnym. „Ojciec: słynny gwiazdor filmowy Artur Fox, zmarły w 2015 roku, nowotwór trzustki”. Pogrzeb był transmitowany przez telewizję. Alex przypomina sobie ostatnie dwadzieścia cztery godziny: bezsenność, pigułki, grymas, jaki Henry robi w obecności ludzi, a który Alex zawsze odczytywał jako znak dystansu.

Trochę się na tym zna. To nie tak, że rozwód rodziców był dla niego przyjemnym doświadczeniem albo że dla zabawy bierze na siebie tyle obowiązków. Od zbyt dawna zdaje sobie sprawę, że większość ludzi nie myśli o tym, czy są wystarczająco dobrzy, ani o tym, czy zawiodą cały świat. Nigdy nie podejrzewał, że Henry może czuć to samo.

Książę ponownie odchrząkuje i Alex odczuwa coś w rodzaju paniki. Otwiera usta i mówi:

– No cóż, dobrze wiedzieć, że nie jesteś idealny.

Prawie słyszy, jak Henry przewraca oczami, i odczuwa wdzięczność za to znajome zachowanie.

Ponownie milkną, rozmowa się kończy. Zza drzwi nie dobiega żaden hałas, nie słychać żadnych syren z ulicy. Ale też nikt jeszcze po nich nie przyszedł.

A potem, zupełnie spontanicznie, Henry mówi w przeciągającą się ciszę:

– Powrót Jedi.

Mija chwila.

– Co?

– Odpowiadam na twoje pytanie. Tak, lubię Gwiezdne wojny, a moją ulubioną częścią jest Powrót Jedi.

– Och… Wow, nawet nie wiesz, jak bardzo się mylisz.

Henry wypuszcza z siebie delikatne, wytworne prychnięcie. Pachnie miętą. Alex opiera się chęci wbicia w niego drugiego łokcia.

– Jak mogę się mylić w kwestii swojego ulubionego filmu? Przecież to osobiste preferencje.

– Te osobiste preferencje są złe i mylące.

– Tak? W takim razie którą część wolisz? Pokaż mi błąd w moim rozumowaniu.

– W porządku. Imperium kontratakuje.

Książę znowu prycha.

– Mroczne.

– Owszem. Dzięki temu tak dobre – odpowiada Alex. – I najbardziej skomplikowane pod względem fabularnym. Jest tam pocałunek Hana i Lei, spotykasz Yodę, Han wkracza do gry, jest pieprzony Lando Calrissian i najlepszy zwrot akcji w historii kinematografii. A co masz w Powrocie Jedi? Kretyńskie Ewoki.

– Ewoki są kultowe.

– Ewoki są głupie.

– No ale Endor.

– No ale Hoth. Nie bez powodu widzowie oceniają tę część jako najlepszą i najbardziej realistyczną z całej trylogii.

– I ja to szanuję. Ale czy w szczęśliwym zakończeniu nie ma czegoś, co można by docenić?

– Mówisz jak prawdziwy książę z bajki.

– Mówię tylko, że podoba mi się rozwiązanie z Powrotu Jedi. Wszystko ładnie się łączy. A ty chciałbyś pozbawić filmy wątków związanych z nadzieją, miłością i… no wiesz, takimi sprawami. Jedi dają ci to wszystko odczuć.

Henry kaszle, a Alex ponownie się odwraca, by na niego spojrzeć, gdy drzwi się otwierają i pojawia się w nich wielka sylwetka Casha.

– Fałszywy alarm… – Mężczyzna ciężko dyszy. – Jakieś durne dzieciaki przyniosły fajerwerki dla kolegi. – Patrzy na nich, leżących na plecach i mrugających w ostrym, oślepiającym świetle, które wpada z korytarza, i dodaje: – Przytulnie tutaj.

– Tak, teraz naprawdę łączy nas więź – mówi Alex.

Wyciąga rękę, a Cash podciąga go w górę.

***

Przed pałacem Kensington Alex wyjmuje telefon z dłoni Henry’ego i zanim książę zdąży zaprotestować albo nasłać na niego ochroniarza, który powali go na ziemię za zaatakowanie członka rodziny królewskiej, szybko dodaje nowy kontakt. Samochód czeka już, żeby zabrać go z powrotem na prywatny pas startowy.

– Masz. To mój numer. Jeśli mamy zamiar utrzymywać pozory, załatwianie wszystkiego przez doradców stanie się irytujące. Po prostu do mnie napisz. I wtedy będziemy kombinować.

Henry wpatruje się w niego zdumiony i nagle Alex zaczyna się zastanawiać, czy ten gość ma w ogóle jakichś przyjaciół.

– Dobrze – odpowiada wreszcie książę. – Dziękuję.

– Tylko nie próbuj umawiać się ze mną na seks – rzuca Alex, a Henry tłumi wybuch śmiechu.

3 NDA – ang. non-disclosure agreement – umowa poufności (przyp. red.).

4 Waszyngton DC, formalnie Dystrykt Kolumbii, nazwa często skracana przez Amerykanów do DC lub D.C. (przyp. red.).

5 Massachusetts Institute of Technology (przyp. red.).

Inne książki tego autora