Sekrety domu mody

Tekst
0
Recenzje
Przeczytaj fragment
Oznacz jako przeczytane
Jak czytać książkę po zakupie
Czcionka:Mniejsze АаWiększe Aa

Carol Marinelli
Sekrety domu mody

Tłumaczyła

Alina Patkowska

PROLOG

Nie mogła tam wrócić, a raczej nie mogła tam wrócić w tej chwili.

Z dudniącym sercem, zaczerwienioną twarzą i drżącymi rękami parzyła kawę dla swojego szefa, Levandera Kolovsky’ego, i jego młodszego brata Aleksiego. Nigdy dotychczas nie reagowała w ten sposób na czyjąś obecność i nigdy by jej nie przyszło do głowy, że zdarzy jej się to akurat teraz, w trzydziestym szóstym tygodniu ciąży.

Aleksi Kolovsky przyleciał z Londynu do Australii, gdzie mieściła się główna siedziba firmy, i Kate sądziła, że wie, czego się spodziewać. Znała jego brata, identycznego bliźniaka, wiedziała więc, jak Aleksi wygląda, słyszała też o jego podbojach wśród kobiet. Nie chodziło jednak o jego wygląd. Siedziba firmy Dom Mody Kolovsky pełna była urodziwych osób obojga płci, tak urodziwych, że Kate, gdy weszła tu po raz pierwszy, przysłana przez agencję pracy tymczasowej, nie mogła uwierzyć własnym oczom. Była pewna, że Levander nie odesłał jej od razu tylko dlatego, że miała tu pozostać krótko. Stała asystentka Kolovsky’ego musiała doskonale pracować i jeszcze lepiej wyglądać, a tego drugiego warunku Kate zdecydowanie nie spełniała.

W końcu weszła do biura Levandera i zrobiło jej się gorąco, gdy brat buntownik podniósł głowę znad papierów i spojrzał na nią.

– Czy naprawdę powinnaś tu być? – zapytał głębokim głosem ze śladem obcego akcentu. Jego szare oczy prześliznęły się po jej brzuchu i wróciły na twarz.

Jej brzuch był olbrzymi i zupełnie nie przypominał zgrabnego wzgórka, dumnie prezentowanego przez ciężarne modelki. Kate Taylor była spuchnięta wszędzie, od piersi aż po kostki nóg. Aleksi miał rację, naprawdę nie powinno jej tu być.

– Przepraszam – odrzekła ku własnemu zdziwieniu. Po czterech miesiącach pracy w Domu Mody Kolovsky przywykła już do uprzejmych, nic nieznaczących rozmów z bogatymi i sławnymi ludźmi i nauczyła się doskonale wtapiać w tło, ale teraz, nie wiadomo dlaczego, poczuła się zmuszona do reakcji.

– Chyba już najwyższa pora?

– Na co? – Zmarszczyła brwi i w oczach Aleksiego błysnęła panika. Przez krótką, przerażającą chwilę obawiał się, że popełnił najstraszliwszą z możliwych gaf, posądzając o ciążę kobietę, która po prostu była otyła.

– Na podwyżkę – zaśmiał się Levander, widząc zmieszanie brata. – Z pewnością na nią zasłużyłaś. Niewiele jest osób, które potrafią speszyć mojego brata.

– Ale ona jest w ciąży? – upewnił się Aleksi przyciszonym tonem po wyjściu Kate.

– A jak ci się wydaje? – uśmiechnął się Levander. – Niestety, tak.

– Niestety?

– Próbuję nie myśleć o tym, że w każdej chwili może urodzić. Wcześniej w tym biurze panował zupełny chaos. Dopiero Kate doprowadziła wszystko do porządku. Wreszcie wiem, co i gdzie będę robił przez kilka najbliższych tygodni. A do tego radzi sobie nawet z najtrudniejszymi klientami.

– Przecież wróci.

– Nie. – Levander potrząsnął głową. – Jest na czasowej umowie. Szukała pracy tylko na kilka tygodni. Przeprowadziła się do Melbourne po zerwaniu z chłopakiem. Próbuje sobie jakoś radzić, ale nie ma zamiaru wracać do pracy po porodzie.

Obydwaj bracia znów skupili uwagę na dokumentach i powrót Kate z kawą przeszedł niezauważony. Aleksi siedział z nisko pochyloną głową, przeglądając jakieś papiery, i nawet jej nie podziękował. Jednak przez następne dwa tygodnie codziennie zatrzymywał się przy jej biurku, by się przywitać, i rozmawiał z nią, dopóki Levander nie wrócił z porannego biegania. Czasami opowiadał jej o Londynie, gdzie mieszkał i prowadził brytyjski oddział firmy, a czasem pytał o jej życie. Odpowiadała mu szczerze, może dlatego, że była pewna, że nigdy więcej go nie spotka, a może po prostu zaczynała jej już doskwierać samotność i znużenie. Mówiła, że przeraża ją myśl o byciu samotną matką, że rodzina jest bardzo daleko i że boi się pobytu w szpitalu.

Ostatniego dnia przed powrotem Aleksiego do Wielkiej Brytanii miało się odbyć ważne spotkanie z udziałem Levandera, ich ojca Iwana oraz matki, Niny. Wnętrzności Aleksiego skręcały się na myśl o spędzeniu trzech godzin w towarzystwie rodziców. Gdy wyszedł z windy, jedyną rzeczą, jakiej wyczekiwał, był uśmiech Kate. Tymczasem za biurkiem zobaczył chudą kobietę o twarzy pokrytej grubą warstwą makijażu. Jej głowa wydawała się zbyt wielka w stosunku do ciała.

– Dzień dobry, panie Kolovsky. Wszyscy już na pana czekają. Czy mam przynieść kawę?

– Gdzie jest Kate?

Kobieta zmarszczyła brwi.

– Ach, ta tymczasowa. Urodziła wczoraj wieczorem.

– Co urodziła?

Odpowiedziało mu wzruszenie ramion.

– Nie jestem pewna. Dobrze, że mi pan przypomniał. Zadzwonię do szpitala i dowiem się. Pan Levander prosił, żebym przygotowała jakiś upominek.

Spotkanie wlokło się niemiłosiernie. Kawa, druga kawa, a potem jeszcze lunch przy biurku. Trzej bracia Kolovsky i ich rodzice rzadko spotykali się w tym gronie. Josif, brat bliźniak Aleksiego, który był lekarzem, wziął sobie wolny dzień w szpitalu i siedział ze wszystkimi, słuchając Iwana, który opowiadał o swojej chorobie, prognozach i konieczności zachowania tajemnicy.

– Ludzie czasem chorują – zauważył Josif. – Nie ma się czego wstydzić.

– Kolovscy nie mogą okazać żadnej słabości.

Mówili o liczbach i perspektywach, o nowej linii produktów, która miała wkrótce wejść na rynek, oraz o tym, że w czasie, gdy Iwan będzie przechodził leczenie, Aleksi będzie brał udział we wszystkich pokazach w Europie, Levander zaś zajmie się Azją i Australią.

Josif wkrótce wyszedł. Choć temat rozmów był ponury, spotkanie pozbawione było emocji, a kawa smakowała okropnie.

Szto skazano w etoj komnatie, ostajetsja w etoj komnatie – powiedziała matka, gdy Aleksi, który tego samego dnia miał wrócić do Londynu, podniósł się do wyjścia. Napotkał jej wzrok. Nie usłyszał życzeń szczęśliwej podróży, tylko chłodne ostrzeżenie, że żadne słowo wypowiedziane w tym pomieszczeniu nie ma prawa wydostać się na zewnątrz. Poczuł się tak, jak w dzieciństwie, gdy leżał w łóżku, a stojący nad nim rodzice ostrzegali, że nie wolno mu mówić o cierpieniu, skarżyć się nikomu ani płakać.

Kolovscy nigdy nie okazywali słabości.

Levander pożegnał się z nim takim tonem, jakby Aleksi wychodził do sklepu, a nie wybierał się na drugą półkulę.

Przechodząc przez wielki hol, dostrzegł wielki koszyk, a w nim kwiaty, szampan oraz gruby różowy kocyk.

A więc Kate urodziła dziewczynkę.

Aleksi nigdy nie był zbyt refleksyjny i również teraz, gdy w drodze do samochodu, który miał go zawieźć na lotnisko, zawrócił zza złotych obrotowych drzwi, nie zastanawiał się nad motywami swojego działania. Powiedział kilka słów do zaskoczonej recepcjonistki, zabrał kosz, wsiadł do limuzyny i przeczytał szoferowi adres.

– Mogę to zawieźć w pańskim imieniu – powiedział szofer, zatrzymując się przed rozłożystym betonowym szpitalem.

Aleksi pragnął czegoś, choć sam nie wiedział czego. Jego ojciec umierał, a on czuł się jak odrętwiały. Nie zastanawiając się nad tym, co robi, zapytał w recepcji, jak dojść do pokoju Kate, i poszedł do windy. Zauważył, że to miejsce pachniało zupełnie inaczej niż prywatna klinika, którą czasami odwiedzał. Nie był pewien jej reakcji i obawiał się, że zakłóci jej spokój, ale chciał się pożegnać.

Dla Kate ostatnie dwadzieścia cztery godziny były piekłem. Przez dwanaście z tych dwudziestu czterech godzin próbowała urodzić. Skończyło się szybką cesarką i teraz jej córeczka, śliczna i różowa, leżała w łóżeczku obok. Jednak Kate jeszcze nigdy w życiu nie czuła się tak samotna. Rodzice zapowiedzieli się na wieczór, ale po rozmowie telefonicznej z Craigiem nie miała żadnej nadziei, że zobaczy również i jego.

Cierpienie, przez które przeszła podczas porodu i operacji, było niczym w porównaniu z tą dojmującą samotnością. Dostrzegała pełne współczucia spojrzenia trzech pozostałych matek, które leżały w tym samym pokoju, i ich gości. Przy łóżeczku jej dziecka nie było baloników, kwiatów ani bilecików. Była sama, niechciana przez nikogo. Poprosiła pielęgniarkę o zaciągnięcie zasłony, ta jednak źle ją zrozumiała i zupełnie odsłoniła łóżko.

Aleksi ogarnął sytuację jednym spojrzeniem i uśmiechnął się do niej szeroko.

– Tak mi przykro, kochanie! – zawołał z wielką pewnością w głosie, idąc między łóżkami. Wydawał się tu zupełnie nie na miejscu. Wciąż miał na sobie garnitur, ale rozluźnił krawat. Podszedł do łóżka, postawił wspaniały kosz na stoliku i przyjrzał jej się. Twarz miała zapuchniętą, a oczy przekrwione. Wcześniej sądził, że kobiety po porodzie chudną, Kate jednak wydawała się dwa razy większa niż poprzednio, a jej ciemne włosy od potu stały się jeszcze ciemniejsze. Zdobyła się jednak na niepewny uśmiech i Aleksi poczuł satysfakcję.

– Czy wybaczysz mi kiedyś, że mnie tu nie było? – zapytał tak głośno, żeby usłyszały go wszystkie pozostałe świeżo upieczone matki.

– Przestań. – Omal nie wybuchnęła chichotem, ale była na to zbyt obolała. – Pomyślą, że jesteś ojcem.

– No, cóż. Skoro to nie może być prawdą, to możemy przynajmniej udawać. – Zniżył głos i bardzo ostrożnie usiadł na skraju łóżka. – Czy było bardzo źle?

– Okropnie.

– Po co ci te wszystkie kroplówki?

– Miałam cięcie.

Przez twarz Aleksiego przebiegł grymas.

– Kiedy wypuszczą cię do domu?

– Za kilka dni – wzdrygnęła się. Na razie nie była w stanie nawet wziąć dziecka na ręce. Perspektywa zajmowania się nim samotnie przerażała ją.

 

– To o wiele za wcześnie! – oburzył się Aleksi. – Moja kuzynka po cesarce spędziła w szpitalu ponad tydzień! – Przypomniał sobie komfortowy, prywatny pokój i dziecko, które widział wówczas przez szklaną ścianę. Zajrzał do łóżeczka przy łóżku Kate, zamierzając powiedzieć jakiś uprzejmy komplement, po czym uśmiechnął się zupełnie szczerze. To było najładniejsze dziecko na świecie – całkiem łyse, z wielkimi ciemnoniebieskimi oczami i pełnymi, różowymi ustami swojej matki.

– Jest śliczna!

– To dlatego, że urodziła się przez cesarkę – wyjaśniła Kate. – Oczy pewnie jej zbrązowieją, jeszcze zanim wyjdziemy do domu. Aleksi, co ty tu właściwie robisz?

– Jadę na lotnisko. Po pięciu godzinach w towarzystwie rodziców potrzebowałem jakiejś odmiany. – Znów wpatrzył się w dziecko. – Nie śpi.

– Chcesz ją potrzymać?

– O Boże, nie! – zawołał w pierwszej chwili, ale zaraz zmienił zdanie. – A nie zrobię jej krzywdy?

– Nie martw się.

– Myślałem, że dzieci przez cały czas płaczą.

Nic nie wiedział o dzieciach i ten temat nigdy szczególnie go nie interesował, a jednak sięgnął do łóżeczka i wyjął miękkie zawiniątko. Kate w pierwszym odruchu chciała mu przypomnieć, żeby podtrzymał główkę, ugryzła się jednak w język, widząc, że Aleksi już to zrobił. Przez moment pożałowała, że to nie jego dziecko.

– Mój ojciec jest chory – powiedział. To była ściśle tajna informacja, warta co najmniej kilkadziesiąt tysięcy dolarów, ale w tej chwili nic go to nie obchodziło. Trzymał w rękach nowe życie, wdychając słodki, nieznany mu dotychczas zapach. Przesunął palcem po policzku dziecka, miękkim jak łapka kociaka.

– Bardzo mi przykro.

– Nikt nie może się o tym dowiedzieć – dodał, wciąż patrząc na dziecko. – Jak ona się nazywa?

– Georgina.

Aleksi uśmiechnął się do małej.

– Georgie.

– Georgina – poprawiła Kate.

– Ciekawe, czy ja też byłem taki ładny. Wyobraź sobie dwójkę takich naraz.

Na myśl o dwóch identycznych Kolovskych w łóżeczku Kate przewróciła oczami.

– Nie potrafię sobie wyobrazić ciebie jako dziecka.

– Och, byłem uroczy – uśmiechnął się Aleksi. – Z nas dwóch Josif zawsze był poważniejszy. – Odłożył Georginę z powrotem do łóżeczka i jego uśmiech złagodniał. – Będziesz wspaniałą matką.

– Skąd wiesz? – Nie wiadomo, czy spowodowały to hormony, wyczerpanie czy też lęk, ale z oczu Kate popłynęły łzy. – Chciałabym być dla niej jak najlepszą matką, ale jak ja sobie dam radę?

– Poradzisz sobie – zapewnił ją Aleksi, patrząc jej prosto w oczy. – Moi rodzice mieli wszystko, a jednak zupełnie nie potrafili nas wychować. Ale ty na pewno sobie poradzisz. Muszę już iść.

– Dziękuję, że tu przyszedłeś.

Otoczył ją ramionami. Poczuła zapach firmowej wody Kolovskych i czegoś jeszcze – jego samego.

– To po to, żeby twoja publiczność nie miała żadnych wątpliwości – szepnął i pocałował ją bardzo delikatnie. – Muszę zdążyć na ten samolot.

Żal w jego głosie wydawał się zupełnie szczery. Powinien zostać aktorem, pomyślała Kate. Oparła głowę na poduszce i przymknęła oczy, doskonale zdając sobie sprawę z zaciekawionych spojrzeń pozostałych matek i ich zupełnie zwyczajnych partnerów.

Jej szczęście nie trwało jednak długo. Zaczęła zapadać w drzemkę, gdy poczuła, że ktoś manipuluje hamulcami przy jej łóżku.

– Przewieziemy panią.

– Dokąd?

Nie miała ochoty nigdzie się przenosić i zaczynać wszystkiego od początku z innymi matkami. A może było jeszcze gorzej? Może przenoszono ją do ośmioosobowej sali?

– W lepsze miejsce.

Pięć lat wcześniej, gdy leciała służbowo do Singapuru, personel naziemny przekonał jej skąpego szefa, by zabrał ją ze sobą do klasy biznesowej i po wejściu na pokład samolotu kazano jej pójść w lewo zamiast w prawo. Tego popołudnia wydarzyło się coś podobnego. Jej łóżko wytoczono z publicznej części szpitala i poczuła pod kołami miękki dywan, wyściełający prywatne skrzydło. Okazało się, że Aleksi Kolovsky zapłacił za cały tydzień jej pobytu tutaj. Z ulgą przeniosła się na duże podwójne łóżko i wpatrzyła się w pięciogwiazdkowe menu. Georginę zabrano do sali dla noworodków. Pielęgniarka miała ją przynieść później na karmienie.

Pielęgniarka również była urocza. Gdy zabrała Georginę na noc i wyłączyła światło, Kate pomyślała, że to druga najlepsza rzecz, jaka zdarzyła jej się w życiu. Pierwszą był pocałunek Aleksiego.

ROZDZIAŁ PIERWSZY

Nie bolało aż tak, jak wszyscy straszyli.

Powiedziano mu, że noga, połamana i zmiażdżona w wypadku drogowym, wymaga sześciu miesięcy intensywnej rehabilitacji, a potem – być może – zacznie chodzić o kulach.

W cztery miesiące od dnia, w którym omal nie stracił życia, Aleksi Kolovsky szedł samodzielnie przez roziskrzone w słońcu Morze Karaibskie, zanurzony po kolana w wodzie. Lekarz radził mu odbywać dwie takie piętnastominutowe sesje dziennie. To była trzecia godzinna sesja tego dnia, a jeszcze nawet nie minęło południe.

Cokolwiek radzili lekarze, on robił więcej. Podczas każdej kuracji zmierzał prosto do wyleczenia. W końcu kiedyś już udało mu się tego dokonać, w znacznie trudniejszych okolicznościach. W dzieciństwie nie miał dostępu do lekarzy, fizjoterapii, wygód i chłodnego oceanu, który teraz koił jego bolące mięśnie. Udało mu się samodzielnie zrehabilitować połamane ciało – najpierw, dopóki nie wygoiły się sińce, pozostawał zamknięty w pokoju, a potem, nie krzywiąc się i nie marudząc, zaczął chodzić i wrócił do szkoły. Leczył się niestrudzenie za murem własnego umysłu i nawet jego brat Josif nie zdawał sobie sprawy, jakiego to wymagało wysiłku.

Josif, jego brat bliźniak. Aleksi uśmiechnął się sucho. Ostatniego wieczoru oglądał film w telewizji. A właściwie trudno powiedzieć, by go oglądał – telewizor był włączony, ale uwaga Aleksiego skupiona była na wprawnych ustach, które doprowadzały jego męskość do pełnej chwały. Był to jednak inny rodzaj uwagi – w takich sytuacjach Aleksi zupełnie się wyłączał. Seks nie był już balsamem dla jego duszy. Zbyt głośno nastawiony telewizor mówił coś o telepatycznej więzi między bliźniętami i westchnienia kobiety przeszkadzały mu słuchać. Od czasu wypadku gadanie o niczym irytowało go. Jej usta też nie przyniosły mu ukojenia. Była to wyłącznie mechaniczna, automatyczna reakcja i nie czuł żadnej przyjemności. Tęsknił do rozładowania i choć wiedział, że go nie osiągnie, to musiał dbać o swoją reputację, toteż zmienił nieco pozycję i w tej samej chwili zadzwonił telefon. Nie musiał odbierać, ale chciał to zrobić; w każdym razie dawało mu to pretekst, by wyjść.

Czyżby nawet ucieczka w seks miała mu zostać odebrana?

Słońce paliło go w ramiona. Skórę miał brązową, ciało szczupłe i w dobrej kondycji. Na pierwszy rzut oka wyglądał jak okaz zdrowia, ale blizny ukryte poniżej linii wody piekły. Zaczął biec. Bolało jak diabli, ale nie zatrzymywał się.

Czy to możliwe, by jego brat w Australii również czuł ten ból? Aleksi bardzo w to wątpił.

Nie czuł wrogości do Josifa. Podziwiał brata za to, że potrafił się wyrwać z pola siłowego wytwarzanego przez rodzinną firmę i skończyć medycynę. Rozmawiali ze sobą i spotykali się regularnie. W gruncie rzeczy Aleksi lubił swego bliźniaka, ale nie było między nimi żadnej telepatycznej więzi, szóstego zmysłu. Gdzie była owa tajemnicza więź, gdy ojciec stłukł na miazgę siedmioletniego Aleksiego? Gdzie był ten szósty zmysł, gdy brat odwiedził go tydzień później?

– Nieźle rąbnąłeś – powiedział wtedy Josif, oczywiście po rosyjsku, ponieważ nawet w Australii Kolovscy rozmawiali po rosyjsku. – Tata kupi ci nowy rower. – Ze śmiechem usiadł na brzegu łóżka. Poruszenie materaca wywołało falę przeszywającego bólu. Aleksi krzyknął i zobaczył ostrzeżenie w oczach matki.

– To dobrze – mruknął i uświadomił sobie, że nie ma między nimi żadnej szczególnej więzi. Bliźnięta nie krwawią ani nie cierpią tylko dlatego, że coś złego dzieje się z tym drugim.

Zaczął biec szybciej. Riminic. Riminic. Riminic. Nawet mewy powtarzały to imię. Brat, o którego istnieniu wolałby zapomnieć. W końcu poczuł wyczerpanie i satysfakcję. Może teraz wreszcie uda mu się odpocząć.

Wrócił do domu na plaży. Pielęgniarka przygotowała mu tabletki, ale nie wziął ich. Wypił tylko koktajl ze świeżych soków i poszedł prosto do sypialni.

– Chcę odpocząć.

– Czy chce pan, żebym poszła z panem? – zapytała pielęgniarka z uśmiechem. – Może pana zbadać?

Mruknął coś odmownie. Czy nie mogli zostawić go w spokoju?

Położył się na jedwabnym prześcieradle. Wiatrak chłodził rozgrzaną skórę, ale krew w jego żyłach była zimna jak lód. Nie bał się bólu. Chodziło o to, co stało się z jego umysłem. Przeszedł wszystkie badania, przekonał lekarzy, że wszystko jest z nim w porządku i czasami potrafił o tym przekonać nawet siebie, ale wciąż wracały do niego splątane, niewyraźne wspomnienia, rozmowy, których nie potrafił umiejscowić w czasie, obrazy, których nie potrafił przywołać wyraźnie. Wiedza o czymś, zagrzebana w zakamarkach umysłu.

Zadzwonił telefon. Podniósł się, by go wyłączyć – naprawdę potrzebował odpoczynku – ale zobaczył na wyświetlaczu imię Kate i zawahał się. Kate była jednym z powodów, dla których zdecydował się przyjechać na rekonwalescencję na Karaiby. Zanadto przywykł do jej obecności przy swoim łóżku, za bardzo wyczekiwał jej odwiedzin w szpitalu, a przecież już dawno zdecydował, że nie wolno mu się na nikim opierać.

– Co takiego? – zapytał krótko.

– Prosiłeś, żebym ci powiedziała, jeśli...

Jej głos dochodził z drugiego końca świata. Słyszał, że jest zdenerwowana, i nie mógł jej za to winić. Nina dostałaby szału, gdyby się dowiedziała, że Kate do niego dzwoniła. Nie pozwalała zawracać mu głowy przyziemnymi problemami związanymi z pracą. Ale to Aleksi sam prosił, żeby Kate zawracała mu głowę.

– Powiedz dokładnie, o co chodzi. – W wyobraźni widział jej miłą, okrągłą twarz i był zupełnie pewien, że w tej chwili na tej twarzy maluje się rumieniec. Kate często się rumieniła. Była dużą dziewczyną, otoczoną przez chude jak patyk modelki. Firma Dom Mody Kolovsky nawet w najlepszych swoich momentach nie była szczególnie przyjemnym miejscem pracy, a w najgorszych przypominała gniazdo żmij.

– Pamiętaj, że bez względu na to, co mówi moja matka, pracujesz przede wszystkim dla mnie. Jesteś moją asystentką.

Była nią już od roku. Namówił ją na przyjęcie tego stanowiska, gdy kolejna z jego asystentek okazała się na tyle głupia, że pomyliła seks z miłością. Pewien, że nigdy nie przekroczy tej granicy wobec samotnej matki z nadwagą, skontaktował się z nią. Georgie miała już niemal pięć lat i chodziła do szkoły, a Kate była jeszcze większa niż wcześniej. Nie, w żadnym razie nie groziło mu, że Kate zacznie go pociągać.

– Twój brat Levander – zająknęła się Kate. -

Wiesz, że on i Millie chcą zaadoptować sierotę.

– No i?

– W zeszłym tygodniu pojechali do Rosji. Poznali go. Swojego nowego syna.

Aleksi przymknął oczy. Ten dzień nadszedł zbyt szybko; tego się właśnie obawiał. Levander prowadził kiedyś filię firmy w Australii, ale po śmierci ojca przeprowadził się do Londynu i przejął dawną rolę Aleksiego, Aleksi zaś przeniósł się do centrali firmy. W zasadzie zamienili się miejscami. Levander pojawił się znów w Australii dopiero po wypadku Aleksiego.

– Słyszałam, jak Nina mówiła, że to ona zamierza poprowadzić firmę.

– Poprowadzić co?

– Dom Mody Kolovsky. – Kate przełknęła ślinę. – Ma różne pomysły.

– Levander nigdy by... – Aleksi urwał. Owszem, Levander zrobiłby to. Odkąd poznał Millie i stał się ojcem Saszara, jego priorytety się zmieniły. Dla Levandera pieniądze nigdy nie były wszystkim. Wychował się w rosyjskim domu dziecka i z Kolovskymi nie łączyły go żadne prawdziwe więzi. Nina nie była jego matką. Po śmierci Iwana dla Levandera najważniejsza stała się jego własna rodzina – nowa rodzina, która chciała zaoszczędzić obcemu dziecku piekła, przez jakie Levander sam musiał przejść.

– Prosiła Levandera, żeby ci nie mówił – dodała Kate. – Powiedziała, że nie wolno ci tym zawracać głowy, bo potrzebujesz czasu, żeby wrócić do zdrowia.

– To nie przejdzie przez radę nadzorczą.

– Nina ma nowe plany. Mają przynieść mnóstwo pieniędzy.

Przestała się już jąkać. Pomimo nieśmiałości była inteligentną, elokwentną kobietą i właśnie dlatego Aleksi robił, co mógł, żeby zechciała u niego pracować. Różniła się od wszystkich jego poprzednich asystentek. W pracy interesowała ją tylko praca i potrafiła wykonywać dobrze to, co do niej należało. Dzięki temu zarabiała pieniądze na samotne wychowanie córki.

 

– Nina przekona radę nadzorczą. Ma pomysły, które im się spodobają.

– Jakie pomysły? – prychnął Aleksi.

– W jej ustach brzmią atrakcyjnie. Byłam na posiedzeniu w zeszłym tygodniu. Przedstawiła propozycję Zachara Belenkiego.

Choć w pokoju było ciepło, Aleksi poczuł, że krew zastyga mu w żyłach.

– Co to za propozycja?

– Ma przynieść korzyści obu stronom. Chodzi o nową kolekcję sukien ślubnych sprzedawanych w sklepach Krasawica. Pewien procent zysku...

Aleksi przestał słyszeć, co Kate mówiła. Serce biło mu coraz szybciej, jakby chciało wyrwać się z piersi. Sieć sklepów Krasawica była jego dzieckiem, jego pomysłem, jego domeną. Ale nie chodziło tylko o to, że Nina zamierzała się wtrącić w jego biznes.

Na czym właściwie polegał problem z Belenkim? Choć Aleksi zaprzeczał temu zarówno przed sobą, jak i przed lekarzami, jego umysł szwankował. Myśli, obrazy i wspomnienia zdawały się być w zasięgu ręki. Przypominał sobie bal dobroczynny tuż przed wypadkiem. Belenki przyleciał na ten bal z Europy i miał wygłosić przemowę. Oprócz tego Aleksi pamiętał jeszcze własny lęk. Zachowywał się niegrzecznie, rozmawiał, gdy goście wygłaszali swoje mowy i w końcu Josif powiedział mu parę przykrych słów. Zachar Belenki opowiadał o swoim życiu w domu dziecka, o tym, dlaczego wolał mieszkać na ulicy i co musiał robić, by przetrwać. Łatwiej było wypić kolejnego drinka niż słuchać tych opisów. Levander nigdy nie opowiadał o latach spędzonych w sierocińcu i Aleksi nie chciał tego słuchać, nie chciał wiedzieć, przez co musiał przejść jego przyrodni brat.

– Czy Belenki znów przyjechał do Australii?

– Nie, ale codziennie rozmawia z Niną i ciągle mają jakieś nowe pomysły.

Aleksi nie miał pojęcia, dlaczego nazwisko tego mężczyzny wzbudzało w nim taki lęk. Próbował sobie przypomnieć jego twarz, ale podobnie jak

tak wiele innych obrazów, była tylko zamazanym wspomnieniem, jakby obraz zamienił się w wielkie piksele.

– Nina doprowadzi Dom Mody Kolovsky do ruiny. Nie można pozwolić, żeby to ona podejmowała decyzje.

– A kto ma je podejmować?

– Ja – warknął Aleksi. – W poniedziałek będę w biurze.

– Aleksi! – zawołała Kate z desperacją. – Prosiłeś, żebym cię informowała, co się dzieje w firmie, i tylko dlatego dzwonię. Ale jest jeszcze o wiele za wcześnie, żebyś tu wracał. Posłuchaj... – ściszyła głos. Wyobrażał sobie, jak pochyla się do przodu, owijając na palcu pasmo włosów, i choć sytuacja malowała się w czarnych barwach, musiał się uśmiechnąć. Jej głos miał na niego kojący wpływ. – Mogę dzwonić codziennie.

Poczuł nieoczekiwaną reakcję własnego ciała i nic nie powiedział.

– Aleksi, słyszysz mnie?

– Mów dalej.

– Mogę dzwonić i opowiadać ci o wszystkim, a ty mi powiesz, co mam robić.

Miał ochotę zamknąć oczy. Chciał, żeby opowiadała mu o wszystkim i miał wielką ochotę powiedzieć jej, co ma teraz zrobić. Nie chciał myśleć o Domu Mody Kolovsky, o swojej rodzinie ani o tym wszystkim, o czym próbował zapomnieć. O wiele przyjemniej byłoby po prostu położyć się i pozwolić, by mówiła mu rzeczy, które chciał usłyszeć.

– Kate – powiedział ochryple. Chciał, żeby w tej chwili wsiadła do samolotu i przyleciała tutaj, natychmiast, ale zmusił się do koncentracji. – Wrócę w poniedziałek. Nie mów nikomu ani nie daj nic po sobie poznać. Rób wszystko, co Nina ci każe.

Nie protestowała. Kimże była, by mu się przeciwstawiać?

– Dobrze. Czy mam zorganizować...

– Sam się wszystkim zajmę. Kate?

– Tak?

– Nic. – Wyłączył telefon i spróbował skupić myśli na interesach. Otworzył laptopa i przejrzał raporty. Doskonale wiedział, że Dom Mody Kolovsky znajduje się na kolizyjnym kursie i jedynie on jest w stanie zapobiec katastrofie, nie pamiętał tylko dlaczego, ale po raz pierwszy od długiego czasu nie próbował sobie niczego przypominać. Liczby, w które się wpatrywał, rozmazywały mu się w oczach, kliknął więc na zdjęcia firmowe pracowników Domu Mody Kolovsky. Iwan, jego świętej pamięci ojciec. Nina, jego matka. Levander, brat przyrodni, o którym rodzice zapomnieli, bo tak im było wygodniej, i uciekając do Australii, zostawili go w Rosji, w sierocińcu. Jego brat bliźniak Josif i siostra Annika. Kliknął na własne zdjęcie, zobaczył napiętą, skrzywioną twarz i szybko je zamknął. W końcu, po raz pierwszy od wielu tygodni, pozwolił sobie otworzyć jej zdjęcie. Kate Taylor. Uśmiechnięta, o okrągłej, błyszczącej twarzy i ciemnych, kręconych włosach, wyraźnie spłoszona, choć było to tylko typowe zdjęcie firmowe: twarz i ramiona.

Chyba miał źle w głowie. Wyobraź sobie tylko ten ciężar na swoim połamanym udzie, powiedział w duchu, próbując uspokoić podniecone ciało, ale myśl o Kate leżącej na nim nie chciała go opuścić. Miał pod ręką najpiękniejsze kobiety, tuż za drzwiami czekało ciepłe, chętne ciało, ale on potrafił myśleć tylko o tym, że za tydzień znów zobaczy Kate.

– Aleksi. – W uchylonych drzwiach stanęła pielęgniarka. – Czy potrzebujesz czegoś?

– Nie przeszkadzaj mi – jęknął. Gdy drzwi się zamknęły, niechętnie wyłączył komputer i leżał w ciemnościach, czekając na sen. W końcu się poddał. Tylko raz, pomyślał. Tylko raz pozwoli sobie na myślenie o Kate, na wyobrażanie ich sobie razem. Albo raczej, skorygował, zrobi to po raz ostatni.

Jeszcze tylko ten jeden raz.