Między pasją a miłością

Tekst
0
Recenzje
Przeczytaj fragment
Oznacz jako przeczytane
Jak czytać książkę po zakupie
Czcionka:Mniejsze АаWiększe Aa

ROZDZIAŁ TRZECI

Kierowca zawiózł Ethana prosto do szpitala. Wszedł tylnym wyjściem, żeby nikt nie zauważył jego wizyty. Ta informacja nie mogła ujrzeć światła dziennego.

Następnego dnia rano Jobe Devereux miał przejść zaplanowany zabieg chirurgiczny, ale nawet ta lakoniczna informacja mogła wywołać niekończący się szum medialny i plotki.

Odtwarzając w głowie wskazówki od Helene, Ethan skierował się do windy w prywatnym skrzydle szpitala i wjechał na górę.

Zapukał do drzwi i wszedł.

W środku zastał Abe’a i Maurice’a, szefa PR.

– Ethan? – Ojciec siedział w skórzanym fotelu. – Co mogę dla ciebie zrobić?

Ich relacje od dawna nie układały się dobrze, może dlatego, że byli do siebie bardzo podobni, i to nie tylko z wyglądu.

Wszyscy mężczyźni w rodzinie Devereux byli skryci i wszyscy mieli wrodzoną skłonność do rozwiązłości. Z tym że jego ojciec nie zrobił w życiu nic, by trzymać swoje skłonności w ryzach.

– Przyszedłem zapytać, czy czegoś nie potrzebujesz – odparł Ethan, starając się, by jego głos brzmiał neutralnie.

– Dam sobie radę. Zresztą wracam do biura w poniedziałek – odparł Jobe.

– Jak było w Dubaju? – zapytał Abe i zamknął swój laptop. Najwyraźniej zbierał się do wyjścia. – Obejrzałeś lokalizację hotelu?

– Tak. Helene przygotuje raport.

– Dobrze – rzucił Abe. – Maurice i ja idziemy na kolację. Wybierzesz się z nami?

– Już jadłem – skłamał. Ostatni raz jadł na pokładzie samolotu, kilka godzin temu. Nie był jednak w nastroju na biznesowe pogawędki, a Maurice i Abe przeważnie nie mówili o niczym innym.

Kiedy wreszcie został sam z ojcem, poczuł się nieco dziwnie. Na pierwszy rzut oka miejsce to mogło przypominać gabinet albo pokój hotelowy, ale kiedy uważniej się rozejrzał, dostrzegł wkomponowany w tło sprzęt medyczny. W powietrzu unosił się mdlący zapach środka dezynfekującego.

– Gdzie Chantelle?

Zwykle Ethan nie pytał ojca o najnowszą kochankę, ale po pięciu minutach wizyty zdał sobie sprawę z tego, że wyczerpał już tematy do konwersacji.

– Zerwałem z nią.

– Kiedy?

– Czy ja cię wypytuję o twoje życie miłosne? – warknął Jobe.

– Nie, ale tylko dlatego, że takiego nie posiadam – odrzekł Ethan.

Tym razem nie skłamał. Owszem, miewał kochanki, ale nie nazywał tych relacji miłością. Zbyt często miał okazję obserwować, jak związki rujnują życie. Historia małżeństw jego ojca mogła spokojnie dorównać wyczynom Henryka VIII. Przy czym jego ojciec nie zrobił żadnej z żon krzywdy. Nie mógł wybaczyć ojcu rozstania z matką i jej śmierci. Choć może bardziej okoliczności, w jakich te tragiczne wydarzenia się rozegrały.

Ethan miał pięć lat, gdy umarła, ale minęło kolejne pięć lub sześć lat, gdy postanowił się dowiedzieć, czy plotki krążące o ojcu i jego romansie z nianią były prawdziwe.

Gazety z tamtego czasu donosiły o wielkiej kłótni, po której Elizabeth Devereux z płaczem wybiegła z domu i udała się na lotnisko JFK.

Wiele razy oglądał zdjęcia przedstawiające szczęśliwą rodzinę, jaką kiedyś byli, i wreszcie zdecydował się zapytać ojca wprost o tę sprawę.

– Miałeś wszystko i musiałeś to zniszczyć. Czy dlatego Meghan odeszła?

Jobe siedział w milczeniu, patrząc na swojego nastoletniego syna. Dopiero kiedy ten wybiegł wzburzony z pokoju, zerwał się z miejsca.

– Ethan! Wracaj tu natychmiast!

– Idź do diabła!

Ethan pobiegł na górę, zdjął ze ściany jeden z portretów rodzinnych, wrócił i wściekły rzucił nim w kierunku ojca. Szkło rozprysnęło się po podłodze.

– Nienawidzę cię za to, co zrobiłeś – wycedził i po raz drugi wybiegł z pokoju.

Zdjęcie, oprawione na nowo, zawisło w tym samym miejscu. Żaden z nich nigdy więcej nie wspomniał o tym w rozmowie. Równie starannie omijali wszelkie tematy osobiste. Jednak teraz, kiedy ojciec wybierał się na zabieg, Ethan postanowił spróbować.

– Co to za zabieg?

Miał nadzieję na szczegółowy opis, ale ojciec tylko machnął ręką.

– Zwykła procedura. Właściwie badanie. Zaczną jutro o ósmej. Do dziewiątej powinni skończyć. Chciałem zostać w domu i przyjść tu rano, ale profesor Jacobs nalegał, żebym spędził noc w szpitalu – odpowiedział, wymijająco.

– Może bał się, że zignorowałbyś zalecenia.

– Pewnie tak – przyznał Jobe. – Słuchaj, jeśli naprawdę chcesz coś dla mnie zrobić, weź udział w Carmody Ball.

Ethan zasępił się. Więc jednak zabieg nie był rutynową procedurą. Bal był stałym punktem w kalendarzu ojca, odkąd Ethan sięgał pamięcią. Miał się odbyć dopiero za dwa tygodnie, więc ojciec przewidywał, że nie weźmie w nim udziału z powodu jutrzejszego zabiegu. Poczuł nieprzyjemny dreszcz w okolicach łopatek.

– Będziesz musiał znaleźć sobie jakąś partnerkę – rzucił ojciec.

– To się da załatwić. – Rozmowa wyglądała na zakończoną. – Przyjdę jutro.

– Prasa ma mnie na oku, lepiej, żeby niczego nie zwęszyli.

– Po co robić taką tajemnicę ze zwykłego zabiegu? – Ethan podjął ostatnią próbę wydobycia od ojca informacji.

– Po prostu zachowuj się normalnie. Profesor zadzwoni do was, kiedy będzie po wszystkim.

Ethan pożegnał się. Wizyta u ojca była ostatnim w tym dniu obowiązkiem.

Zamknąwszy za sobą drzwi, ruszył opustoszałym korytarzem w stronę windy, kiedy nagle coś go tknęło. Już kiedyś tutaj był.

Przystanął przy windzie i rozejrzał się, zanim nacisnął przycisk. Strzępki zdarzeń z przeszłości z trudem próbowały wydostać się z odmętów pamięci na powierzchnię. Zmrużył oczy i niemal zobaczył na końcu korytarza pięciolatka ubranego w nowy mundurek szkolny. Obok była niania prowadząca go za rękę, po drugiej stronie szedł Abe. Szli pożegnać się z matką.

Wszedł do windy, próbując się pozbyć przykrego wspomnienia, ale gdy wysiadł na dole, wspomnienie powróciło. Tamtego dnia foyer było jasno oświetlone, a na zewnątrz czekali reporterzy uzbrojeni w aparaty. Inne były też instrukcje.

„Nie machajcie i nie uśmiechajcie się. Macie wyglądać na smutnych”.

Kto to powiedział? Kto, do diabła, miał czelność nakazywać im, jak się mają zachować w dniu, w którym umarła ich matka.

Przystanął gwałtownie tuż przed szklanymi drzwiami. To musiała być nowa niania. Meghan zwracała się do nich zupełnie inaczej.

Kierowca wysiadł na widok Ethana, ale ten machnął tylko ręką. Miał ochotę się przejść. Musiał się pozbyć zapachu szpitala, który wciąż wypełniał jego nozdrza.

Nagle jednak znów znalazł się w przeszłości i poczuł się tak jak tamtego dnia. Był zdezorientowany, pogrążony w smutku i poczuciu winy. Nie tęsknił za matką tak bardzo, jak powinien. W tamtej chwili najbardziej brakowało mu poprzedniej niani, Meghan.

Strona internetowa galerii tkwiła w pamięci Meridy jak drzazga w ciele. Musiała zmienić godziny otwarcia, zwłaszcza że następnego dnia nie mogła pojawić się w galerii od rana. Miała casting.

Starała się o rolę w znanym serialu i była tym strasznie przejęta. Zależało jej na tej pracy jak na niczym innym w życiu. Mimo że jej pasją był teatr, Merida poszukiwała każdej okazji, by wzbogacić CV. Kto wie, czy występ w jakiejś pozornie nieznaczącej roli nie stanie się przepustką do prawdziwej kariery?

Zabrała się do pracy. Zmieniła godziny otwarcia i kilka drobiazgów na podstronach. Potem jednak zamiast, wyłączyć komputer, wpisała w pasku wyszukiwania „Ethan Devereux” i zaczęła przeglądać zdjęcia.

Z każdego spoglądały na nią ciemne, fascynująco piękne oczy. Na żadnej z fotografii Ethan się nie uśmiechał. Równie pochmurny był podczas wizyty w galerii. Spróbowała go sobie wyobrazić w pogodniejszej wersji. Przeglądała kolejne strony ze zdjęciami, popijając szampana i zajadając bliny z kawiorem, którymi wzgardził Ethan.

Czytała o mężczyźnie, który tak ją zaintrygował.

Reece miał rację. Życiem Ethana Devereux można by obdarzyć kilka scenariuszy filmowych. Plotkarska prasa skrupulatnie odnotowywała kolejne romanse nie tylko jego, ale także starszego brata Ethana, Abe’a. Z doniesień można było jednak wywnioskować, że Abe Devereux nieco się ustatkował. Co się zaś tyczyło seniora rodu… Cóż, wyglądało na to, że wszyscy panowie Devereux prowadzili bujne życie miłosne, a kochanki zmieniali jak rękawiczki.

Znalazła zdjęcie całej trójki w czarnych garniturach. Z artykułu dowiedziała się, że matka Ethana zmarła ćwierć wieku temu. Fotografia pochodziła z mszy rocznicowej. Elizabeth Devereux miała wypadek na Karaibach. Przywieziono ją potem do Nowego Jorku, ale dwa dni po powrocie zmarła. Nowy Jork pogrążył się w żałobie, pojawiły się też oskarżenia pod adresem jej męża.

Merida dolała sobie szampana. Jobe Devereux był uwikłany w romans, podobno z nianią synów. Podobno to właśnie skłoniło Elizabeth do ucieczki.

Merida uniosła brwi. Gdyby to ona dowiedziała się, że jej mąż sypia z nianią, wyrzuciłaby go z domu, a nie sama spakowała walizki. Niemniej, historia była frapująca.

W artykule były też zdjęcia chłopców przed szpitalem. Biedne dzieci, pomyślała. Musiały to mocno przeżyć.

Pogrążona w myślach, ledwie dosłyszała dzwonek sygnalizujący otwarcie drzwi.

– Już nieczynne, zapraszam jutro – powiedziała, nie podnosząc oczu znad ekranu. Kiedy w końcu to zrobiła, omal nie zamknęła ich znowu, sądząc, że śni.

Przed nią stał obiekt jej aktualnej obsesji, o którym od pół godziny czytała w internecie.

Ethan Devereux miał na sobie długi ciemny płaszcz, spod którego widać było ciemny garnitur.

– Witam znowu – powiedziała, czując, jak głos więźnie jej w gardle. – Czy czegoś pan zapomniał?

– Wiesz, że tak.

Merida nerwowo przełknęła ślinę. Nie było sensu rozglądać się w poszukiwaniu zostawionych kluczy albo tabletu.

 

– Wybierzesz się ze mną na kolację?

Istniało wiele powodów, dla których mogła odmówić. Najważniejszym była reputacja Ethana Devereux, przed którą ostrzegał ją nie tylko Reece, ale też wszystkie artykuły w internecie, jakie zdążyła do tej pory przeczytać. Na przeciwnej szali należało położyć zafascynowanie i dreszcz emocji, jakie wzbudzał sam tembr jego głosu.

Dlatego skłonna była porzucić ostrożność i się zgodzić.

– Muszę najpierw zamknąć galerię.

– Oczywiście.

Uprzątnęła tacę z resztkami jedzenia i wyniosła opróżnioną w części butelkę od szampana. Pozbierała dokumenty i włożyła je do szuflady.

– Pójdę się przebrać – oznajmiła na koniec, ale Ethan Devereux pokręcił głową.

– Nie trzeba.

Tak czy inaczej, musiała jednak pójść na zaplecze i zabrać torebkę. Będąc tam, zerknęła do lustra, zastanawiając się, czy w tak wyjątkowej sytuacji Gemma nie będzie miała nic przeciwko pożyczeniu sukienki na dłużej. Wyjęła z torebki szminkę i poprawiła usta. Potem związała na nowo włosy, włożyła ubrania, w których przyszła, do torby i założyła trencz.

Gdy wróciła, Ethan przeglądał swój telefon. Przerwał jednak, gdy ją zobaczył, i powiedział, że zaczeka na zewnątrz. Merida zrobiła rutynowy obchód. Potem wyłączyła komputer, zgasiła wszystkie światła, ustawiła alarm i wyszła na zewnątrz z pękiem kluczy w ręku.

Dopełniwszy wszystkich obowiązków, odwróciła się. Ethan Devereux stał przy krawężniku. Najprzystojniejszy mężczyzna na świecie na najsłynniejszej ulicy Nowego Jorku, przemknęło jej przez myśl.

Podeszła bliżej.

– Zdaje się, że jeszcze o czymś zapomniałem – rzucił od niechcenia. Wieczór robił się chłodny, ale czerwonawa poświata na niebie jeszcze nie zdążyła zmienić koloru na granatowy. Sceneria była absolutnie urzekająca i Merida chciała zapamiętać każdy szczegół. Pogrążający się w mroku Central Park, intensywnie żółte taksówki mijające ich co parę chwil i pocałunek. O tym właśnie zapomniał Ethan.

Ujął jej twarz w obie dłonie, a gdy zdecydowane usta spoczęły na jej świeżo pomalowanych wargach, zapomniała o chłodzie. Początkowo nie chciała zamknąć oczu, by nie stracić ani jednej sekundy, ale pocałunek był tak głęboki, tak intymny, że uległa instynktom, by na dobre się w nim rozsmakować.

Przyciągnął ją ku sobie i poczuła, że tonie w mocnych ramionach. Zakręciło jej się w głowie i odwzajemniła pocałunek z całą namiętnością, jaka wybuchła w niej, już kiedy Ethan Devereux po raz pierwszy przekroczył próg galerii.

Chwilę potem, zanim ich uścisk zdążył zmienić się w zaawansowaną grę wstępną, wypuścił ją z objęć. Rozpoczął ich pierwszą randkę od pocałunku.

ROZDZIAŁ CZWARTY

– Dobry wieczór, panie Devereux. Dobry wieczór pani – powitał ich przy wejściu portier.

Szli luksusowym foyer, mijając elegancko ubranych ludzi. Ethan Devereux był na każdym kroku witany z nazwiska, które stanowiło przepustkę w tym eleganckim świecie. Przy wejściu do restauracji asystent odebrał od nich płaszcze i dużą torbę, do której Merida spakowała swoje rzeczy. Kelner zaprowadził ich do stolika.

Restauracja również robiła wrażenie. Była urządzona w nieco staroświeckim stylu. Dyskretne oświetlenie przy stolikach, muzyka płynąca z głośników i parkiet do tańca. Obok okien z ciężkimi zasłonami stały kandelabry, nad parkietem zwisał ogromny żyrandol z milionem kryształków, w których odbijało się światło.

Merida czuła niepokój. Dlatego kiedy już usiedli przy stoliku, wyobraziła sobie, że stolik stoi na scenie, a ona ma do odegrania rolę. To było znacznie łatwiejsze niż świadomość, że poszła na prawdziwą randkę z prawdziwym playboyem, którego dopiero co poznała.

– Wypijmy za nasze spotkanie – powiedział, gdy kieliszki napełnione szampanem dyskretnie brzęknęły o siebie. – I za mój powrót – dodał.

– Powrót? Często tutaj bywasz?

– Miałem na myśli powrót do Nowego Jorku. Nie było mnie kilka tygodni.

– Urlop? – spytała.

– Praca – odpowiedział.

Przystawki okazały się wyśmienite, ale Merida nie miała apetytu. Ethan nie był łatwym rozmówcą, a jej podenerwowanie sytuacją tylko wzrosło.

Po przystawkach wybrała dla siebie ravioli z palonym masłem i szałwią. Ethan zamówił stek. Zauważyła, że kelner nie zapytał o stopień wysmażenia mięsa. Zapewne doskonale znał gust stałego gościa.

To uświadomiło Meridzie, że dla Ethana kolacja tutaj jest czymś zwyczajnym. Podczas gdy ona czuła się jak na premierze przedstawienia, w którym sama grała główną rolę.

– Mówiłaś, że pracujesz w galerii prawie rok? – zapytał, wracając do rozmowy z galerii, jakby przerwali ją chwilę temu.

– Dziesięć miesięcy – sprostowała. – Ale to praca dorywcza. Właściwie jestem aktorką.

Ethan spojrzał, jakby zobaczył ją po raz pierwszy. Ciemne brwi zsunęły się ku sobie. Umawiał się wcześniej z kilkoma aktorkami i niestety nie miał o nich zbyt wysokiego mniemania. Większość oczekiwała, że przy nim gwiazda sławy wreszcie jasno zaświeci, reszta próbowała zbić kapitał po rozstaniu, zdradzając szczegóły randek tabloidom.

– Zawsze o tym marzyłam – przyznała Merida. – W kraju nie zaszłam zbyt daleko, więc postanowiłam spróbować szczęścia tutaj.

– W kraju, czyli w Anglii? – upewnił się.

– Tak. Pochodzę z Londynu. Chociaż mój ojciec twierdzi, że jeśli nie znalazłam pracy tam, to dlaczego w Nowym Jorku miałoby być łatwiej?

Ethan uniósł brew wyżej. Nie był to komentarz, który świadczyłby o wspieraniu ambicji córki. Nic jednak nie powiedział, tylko słuchał.

– Gram teraz małą rolę w jeszcze mniejszym przedstawieniu, ale to zawsze coś.

– Jaki tytuł?

– „Near Miss”.

Pokręcił głową na znak, że nigdy o nim nie słyszał.

– Jaką rolę w nim grasz?

– Jestem strzałą, która nie trafia w cel.

– Jesteś przebrana za strzałę?

– Nie. Jestem cała ubrana na czarno i mam czarną perukę z długimi włosami.

Ethan spojrzał na urocze rude włosy i chociaż niewiele wiedział o aktorstwie i kostiumach, był ekspertem w wydawaniu opinii na dowolny temat.

– Ktoś tu chyba nie dostrzegł twoich możliwości.

– To znaczy?

– Powinnaś być czerwoną strzałą, wtedy nie musiałabyś nosić peruki.

– Aktorka grająca główną rolę ma rudą perukę. Strzała jest jakby jej cieniem. To nieduża rola.

– Ale chyba ważna – podkreślił Ethan.

Merida sięgnęła po szklankę z wodą. Ręka lekko jej drżała. Ethan dawkował komplementy, ale za każdym razem miała wrażenie, że jest całkowicie skupiony na niej i na tym, co mówi. Rzadko doświadczała podobnego zainteresowania sobą. Zwykle ludzie byli zaganiani, a ich uwaga była rozproszona na tysiące spraw, które trzeba było załatwić. Ethan Devereux zdawał się nie mieć żadnych innych spraw na głowie, poza nią. Nie miała wrażenia, że zaraz się pożegna, tak jak to często robili jej rodzice, gdy do nich dzwoniła. Nie rozglądał się dookoła, patrząc, kto akurat wchodzi lub wychodzi. Nie zerkał na telefon. Był w stu procentach skoncentrowany na rozmowie.

– Tęsknisz za rodziną?

– Czasami – przyznała. – Rodzice są rozwiedzeni i oboje mają nowe rodziny…

Nie chciała wdawać się w szczegóły. Szkoda. Był ciekaw tego, jak sobie z tym radzi, choć zwykle nie interesowało go nic poza łóżkiem.

Zamierzał się z nią przespać i decyzję tę podjął, kiedy odprawił kierowcę i wrócił do galerii pieszo. Najpierw myślał, że nie zdążył, ale zajrzał przez witrynę i zobaczył ją siedzącą za kontuarem.

Była prześliczna i zupełnie nie przypominała wyfiokowanych elegantek, z jakimi najczęściej się umawiał. Burza włosów, kuszące usta i zielone oczy ujęły go od pierwszej chwili.

Tak, chciał się o niej dowiedzieć jak najwięcej. Ale nie tylko dlatego, że mieli mieć romans. Chciał porozmawiać. Po przygnębiającej rozmowie z ojcem w szpitalu dałby wszystko za parę minut najnormalniejszej w świecie rozmowy. Miał ochotę opowiedzieć komuś, jak się czuje. O tym, że się martwi. Ale taki rodzaj rozmów był niedostępny dla kogoś, kto nosił nazwisko Devereux.

Więc zaczął mówić o przeszłości i wydarzeniach, które były powszechnie znane.

– Wiem co nieco o rozwodach. Mój ojciec żenił się kilkakrotnie. Po śmierci mojej matki miał jeszcze dwie żony.

– Widujesz się z nimi?

– Na szczęście nie – powiedział Ethan, lekko się wzdrygając. – Wszystkie małżeństwa ojca, poza małżeństwem z moją matką, były bardzo krótkie.

– Więc nie zdążyliście się nawet do siebie zbliżyć? Kto w takim razie cię wychowywał?

– Nianie. Najczęściej dość surowe – powiedział i urwał, czując, że rozmowa posunęła się zbyt daleko. – A ty? Ile miałaś lat, kiedy twoi rodzice się rozwiedli?

– Dziesięć, kiedy przestali ze sobą mieszkać. Potem przez dwa lata walczyli w sądach o prawo opieki.

– To znaczy, że byłaś popularna – zażartował, ale Merida nie uśmiechnęła się.

– Wątpię, by któremuś z nich na mnie zależało.

Mimo że wspomnienia z tamtego okresu wciąż bolały, Merida uznała, że i tak nie była w najgorszej sytuacji. Ethan nie dość, że stracił matkę, to jeszcze musiał znosić obecność kolejnych macoch.

Patrzył na nią, gdy zamyślona odłożyła sztućce na talerz i przez chwilę nic nie mówiła. Ale gdy pojawił się kelner, na jej twarz wrócił promienny uśmiech. Jak maska, którą zakładała i zdejmowała.

Ethan nigdy nie miał problemu z odczytaniem myśli czy nastroju kobiet. W przypadku Meridy nie do końca mu się to udawało. Była przyjaźnie nastawiona i wydawała się pewna siebie, ale miała w sobie wrażliwość, której nie potrafił zaklasyfikować. Bardziej ją wyczuwał, niż widział.

– Czy twoi rodzice mieli więcej dzieci?

– Tak, ojciec ma jeszcze syna, a matka córkę z drugiego małżeństwa.

– Jesteście ze sobą blisko?

– Zajmuję się nimi, kiedy się widujemy.

– Zajmujesz się nimi? Ile mają lat?

– Dziesięć i jedenaście. Zabierałam ich na zajęcia sportowe i inne takie, kiedy ich rodzice nie mogli tego zrobić.

– Więc teraz masz przerwę od obowiązków?

– Tak, ale nie zrozum mnie źle. Ja to robiłam dla nich. Dzieci muszą rozwijać zainteresowania. Nie chciałam, żeby coś je ominęło.

– A ciebie omijało?

Och, błagam, nie pytaj mnie o to, pomyślała Merida, ale już było za późno. Nie chciała rujnować sobie tak przyjemnego wieczoru przykrymi wspomnieniami, ale rozmowa już zeszła na tory, z których trudno było zawrócić.

– Kiedy miałam dwanaście lat, znalazłam się w obsadzie dużego spektaklu na West Endzie. Oczywiście, rodzice musieli się zgodzić i wozić mnie na próby, odbierać i tak dalej. Na początku byli tym zachwyceni. Próby trwały sześć tygodni. W międzyczasie tata dostał nową pracę, a mama i ja przeprowadziłyśmy się dużo dalej…

– Musiałaś zrezygnować? – domyślił się.

Merida pokiwała głową. Wolała nie opowiadać ze szczegółami, jak bardzo ją to bolało. Włożyła w tę rolę całe swoje nastoletnie życie.

Westchnęła ciężko. Rozmowa zrobiła się zbyt poważna jak na pierwszą randkę.

Kiedy kelner uprzątnął talerze, zrozumiała, że chce tutaj być, choć równocześnie czuła wewnętrzny opór. Nie przed bogactwem czy reputacją Ethana Devereux, ale przed tym, jak szybko zdołał ją urzec. Jak błyskawicznie nawiązali nić porozumienia. Jak łatwo było zwierzyć mu się ze spraw, o których nikomu, poza najbliższą przyjaciółką Naomi, nigdy nie opowiadała.

– Jak długo chcesz zostać w Nowym Jorku? – spytał, przerywając dłuższą chwilę milczenia.

– To zależy. Właściwie już kończy się czas, który sobie wyznaczyłam. Fakty były nieubłagane. Jej rólka w „Near Miss” była bardzo słabo płatna, a praca w galerii pokrywała niewiele więcej niż opłaty za mieszkanie. Nie traciła jednak nadziei. – Mam jutro przesłuchanie do roli w dużym serialu.

– Jaka to rola?

– Nie będziesz się śmiał, jeśli powiem?

– W ogóle rzadko się śmieję.

– To rola prostytutki – przyznała Merida. – No i zwłok. Choć trudno mi będzie kogokolwiek przekonać, że to drugie wymaga talentu aktorskiego.

Udało jej się wywołać uśmiech na jego twarzy. A kiedy spojrzał jej przy tym prosto w oczy, zadrżały jej kolana.

Odwzajemniła uśmiech.

Był to jej pierwszy szczery uśmiech tego wieczoru. Nie wystudiowany, którym obdarzała gości w galerii, nie sztuczny, którym próbowała przykryć zakłopotanie. Początkowe nerwy i obawy uleciały. Była teraz całkowicie spokojna. A kiedy Ethan wyciągnął dłoń przez stolik i dotknął jej palców, nie cofnęła ręki.

 

Powrót kelnera naruszył nieco tę harmonię. Merida zagłębiła się w menu z deserami, ale litery wymyślnych nazw i jeszcze bardziej enigmatycznych opisów zlewały się w jedno, tworząc mgłę, przez którą nie była w stanie zobaczyć nic poza tym, że zbliża się czas, kiedy on zabierze ją do siebie i będą się kochać.

– Na co masz ochotę? – zapytał, jakby wiedział, że wcale nie myśli o deserze.

Nie zdołała powstrzymać rumieńca, którym pokryły się jej policzki i dekolt.

– Chyba na nic – przyznała szczerze.

– A ja owszem. Mam ochotę zatańczyć.

Wstał i wyciągnął rękę. Nie spiesząc się, zaprowadził ją na parkiet. Poczuła ulgę, gdy znowu wziął ją w ramiona. Zaczęli tańczyć, jakby to robili nie pierwszy raz, lecz setki razy. Ich ciała doskonale ze sobą współgrały. Jego dłoń na dole pleców. Jej głowa na muskularnej piersi. Nawet gdyby ich randka miała się zakończyć tylko na tym tańcu, nadal byłby to najlepszy wieczór w życiu Meridy.

Ethan przyciągnął ją mocniej i poczuła palce muskające jej skórę pod głębokim wycięciem z tyłu sukienki. Przymknęła oczy, zastanawiając się, jak wszystko ułoży się dalej.

Czy pocałuje ją i zaproponuje spędzenie dalszej części nocy w pokoju hotelowym? A może odwiezie ją do domu, oczekując, że to ona zaprosi go do siebie?

Merida zbyt rzadko bywała na randkach, by mieć odpowiednie doświadczenia. A nawet jeśli, żadna nie doszła do etapu, w którym rozważałaby seks. Czy powinna powiedzieć, że jest dziewicą? Odgrywała już na scenie role kochanek. Czy będzie umiała odegrać tę rolę także w realnym życiu?

– Merido? – szepnął i podniosła głowę, by nie przegapić ani słowa. – Chodźmy do łóżka.

Jej twarz zaróżowiła się nagle. Spuściła oczy.

– Ethan… ja jeszcze nigdy tego nie robiłam.

Nigdy by nie pomyślał, że kobieta, która była tak zmysłową partnerką w tańcu i z którą całował się na ulicy, mogła nie mieć przygodnych kochanków. Nie okazał jednak zdziwienia. Nie po to przeszedł solidny kawałek drogi ze szpitala z powrotem do galerii, żeby teraz dyskutować o jej doświadczeniu.

– Kto by pomyślał, że tak nas poniesie…

Potem ją pocałował, ale nie w usta. Opuścił głowę i dotknął nagiego ramienia.

Merida zachwiała się. Dreszcz przeszył jej ciało od czubka głowy aż po koniuszki palców u stóp. Usta przesunęły się wyżej, po szyi, znacząc każdy centymetr skóry pocałunkami.

– Chodźmy do łóżka – wyszeptał ponownie. Gorący oddech podziałał na nią jak katalizator.

Nie znalazła w sobie dość siły, by odmówić.

To koniec darmowego fragmentu. Czy chcesz czytać dalej?