Gwiazdka na pustyni

Tekst
0
Recenzje
Oznacz jako przeczytane
Jak czytać książkę po zakupie
Czcionka:Mniejsze АаWiększe Aa

Carol Marinelli

Gwiazdka na pustyni

Tłumaczenie: Iza Kwiatkowska

HarperCollins Polska sp. z o.o.

Warszawa 2020

Tytuł oryginału: Christmas Bride for the Sheikh

Pierwsze wydanie: North American Medical Romance, 2017

Redaktor serii: Ewa Godycka

© 2017 by Carol Marinelli

© for the Polish edition by HarperCollins Polska sp. z o.o., Warszawa 2020

Wydanie niniejsze zostało opublikowane na licencji Harlequin Books S.A.

Wszystkie prawa zastrzeżone, łącznie z prawem reprodukcji części dzieła w jakiejkolwiek formie.

Wszystkie postacie w tej książce są fikcyjne. Jakiekolwiek podobieństwo do osób rzeczywistych – żywych i umarłych – jest całkowicie przypadkowe.

Harlequin i Harlequin Medical są zastrzeżonymi znakami należącymi do Harlequin Enterprises Limited i zostały użyte na jego licencji.

HarperCollins Polska jest zastrzeżonym znakiem należącym do HarperCollins Publishers, LLC. Nazwa i znak nie mogą być wykorzystane bez zgody właściciela.

Ilustracja na okładce wykorzystana za zgodą Harlequin Books S.A. Wszystkie prawa zastrzeżone.

HarperCollins Polska sp. z o.o.

02-516 Warszawa, ul. Starościńska 1B, lokal 24-25

www.harpercollins.pl

ISBN 978-83-276-6431-0

Konwersja do formatu EPUB, MOBI: Katarzyna Rek / Woblink

ROZDZIAŁ PIERWSZY

Obiecuję, że będę grzeczna.

Florence Andrews obudziła się przygnieciona męskim ramieniem, obiecując sobie, że gdyby dobry los potrafił cofnąć błędy, które tej nocy popełniła, do końca życia byłaby grzeczną dziewczynką.

- ...ńdobry – zamruczał mężczyzna. Na udzie poczuła jego wezbraną męskość tak natarczywą, jakby chciała zepchnąć ją z łóżka. Postanowiła udawać, że śpi.

Nie miała szczęścia do mężczyzn.

Jako drobna blondynka o chabrowych oczach przyciągała wyłącznie jeden konkretny typ facetów.

Łajdaków i drani.

Zawsze dawała się nabrać.

Ten, z którym spotykała się ostatnio, miał praktycznie potwierdzone na piśmie zalety, ale okazał się dokładnie taki sam jak pozostali. Po prostu był gnojkiem.

Na to wspomnienie ze wstydu mocniej zacisnęła powieki. Miała dosyć facetów, więc od ostatniej randki upłynęło sporo czasu. Z Hazinem to nawet nie była randka.

Gdy otworzyła oczy, rozciągał się przed nią widok szarego jesiennego Londynu. Oszałamiający jak miniona noc. Big Ben właśnie obwieścił ósmą. Z zapierającej dech w piersi wysokości luksusowego apartamentu panorama Londynu przez strugi deszczu smagające szyby ogromnych okien przypominała czarno-białe zdjęcie.

Zdawała sobie sprawę, że tym razem zagrała bardzo wysoko. Spotkanie z szejkiem księciem Hazinem al-Razimem z Zayrinii wiązało się bardziej z ostrzeżeniami niż rekomendacjami. Słyszała o nim dużo wcześniej, jeszcze zanim jej przyjaciółka Maggie zadała się z jego bratem. Internet pękał w szwach od skandalizujących zdjęć Hazina. Zdjęcia przystojnej twarzy księcia oraz jego nagiego ciała, z pokaźnym czarnym trójkątem zakrywającym co trzeba, pojawiały się też w kolorowych magazynach przeglądanych przez młode matki na oddziale położniczym, gdzie pracowała.

Czasami nawet chichotała razem z nimi.

Cieszył się fatalną opinią. Był chodzącym uosobieniem zepsucia. Mimo to wszyscy go uwielbiali.

Minionej nocy bez wątpienia pokazał się jako jej najlepszy kochanek.

Albo zemdlał z powodu braku dopływu krwi do mózgu, albo znowu zasnął, bo teraz jego wcześniej natarczywa ręka bezwładnie spoczywała na jej brzuchu.

Nie wiedziała, ile potrwa ten spokój.

Czy mu wyjawiła, że wie, kim jest i jak doszło do tego pozornie przypadkowego spotkania? Czy jeszcze o tym porozmawiają, bo do tej pory był tylko seks?

Jak ja się w to wpakowałam? – zastanawiała się. Miała tylko pomóc przyjaciółce!

Tego wieczoru nie zamierzała nigdzie wychodzić, ale dostała esemesa od Maggie z prośbą, by się spotkały w kafejce nieopodal jej szpitala, bo ma dla niej prezent z podróży dookoła świata i... jest w szóstym miesiącu ciąży.

Z księciem, szejkiem Ilyasem z Zayrinii!

- Muszę go o tym poinformować – powiedziała w trakcie lunchu. – Ale nie wiem jak.

Flo wcale nie była pewna, czy ojciec dziecka powinien się o tym dowiedzieć. Owszem, była za odpowiedzialnością rodzicielską, ale niepokoiła się o przyjaciółkę. W ciąży z przyszłym królem!

Dziecko miało przyjść na świat krótko po Bożym Narodzeniu. Niedawno Maggie dowiedziała się, że to chłopiec, co mogło mocno skomplikować sytuację.

Ale nie do niej należała decyzja.

- Jego brat będzie wieczorem w barze Dion’s.

- Skąd wiesz?

- Bo co piątek go stamtąd wyrzucają. Dzięki niemu Dion’s stał się ostatnio bardzo popularny. – Wiedziała mnóstwo, gdzie spotykają się bogaci i piękni.

Bar Dion’s znajdował się w jednym z luksusowych hoteli. Wcześniej było to bardzo spokojne miejsce, gdzie wpadało się na drinka i kolację przed teatrem. Teraz przed wejściem ustawiały się długie kolejki, chociaż dawniej był to zwykły bar w stylu lat pięćdziesiątych.

- Mogłabyś tam dzisiaj zajść, żeby mu powiedzieć, że musisz porozmawiać z jego bratem.

- Mam do niego podejść i klepnąć go po ramieniu? – Maggie zrobiła wielkie oczy.

- Zagadaj do niego. – Flo wzruszyła ramionami. – Poflirtuj...

- Ja jestem z jego bratem w szóstym miesiącu ciąży?!

- Okej, rozumiem.

- Poza tym wątpię, żeby Hazin na mój widok wpadł w zachwyt. Miał przeze mnie poważne kłopoty. Pewnie myśli, że byłam zamieszana w pewną kompromitującą go intrygę.

Maggie bezwiednie została uwikłana w plan mający połączyć Hazina z korupcją w Pałacu, ponieważ znalazła się wraz z Hazinem na jego jachcie w kabinie z kamerą zamontowaną pod sufitem.

Jednak każdy, kto znał Maggie, wiedział, że dla niego nie zrzuciłaby dołu od bikini. Jedynie rozmawiali.

Ale wtedy Pałac tego nie wiedział.

Ilyas uprowadził Maggie, by wyciągnąć od niej, co działo się na jachcie.

- Ilyas mnie porwał.

- Wobec tego nie masz obowiązku go o niczym informować.

- Ale chcę. Flo, wiem, że to stawia Ilyasa w złym świetle, ale naprawdę zachował się cudownie.

Chyba rzeczywiście, pomyślała Flo, bo Maggie jest bardzo nieufna.

Zamyśliła się. Nie miała ochoty iść do Dion’s, bo tam poznała swojego byłego, a on nadal wpadał tam na drinka.

Maggie nie miała o tym pojęcia, ale Flo nie chciała zawracać jej tym głowy, bo od powrotu z Zayrinii i tak miała mnóstwo innych problemów.

To rozstanie, prawie rok temu, było bardzo przykre, a ona nadal nie wyzbyła się wstydu.

Nie, nie miała ochoty iść do Dion’s. Prawdę mówiąc, od tamtej pory nie była na żadnej imprezie.

Popatrzyła na przyjaciółkę. Maggie nie ma bliskich, jest w ciąży i wygląda na przestraszoną.

- Po dyżurze mogę z tobą tam pójść – zaproponowała.

Na tym stanęło.

- Muszę już iść, bo się spóźnię. – Flo spojrzała na zegarek.

Często się spóźniała, ale nie do pracy. Bywało odwrotnie – pracowała do późna, a życie prywatne przeciekało jej przez palce. Mężczyznom to nie odpowiadało, a na pewno nie tym, z którymi się zetknęła.

To był udany dyżur. Pracowała jako położna na porodówce w Primary London Hospital, placówce renomowanej, nowoczesnej, chociaż czasami wolałaby częściej mieć bezpośredni kontakt z pacjentkami.

Miała mieć dyżur na porodówce, ale przekierowano ją na oddział szpitalny, gdzie spotkała kobietę, która z jej pomocą urodziła poprzedniego dnia. Poród był trudny i skończył się cesarskim cięciem. Teraz, pod koniec dyżuru, miała okazję wziąć to maleństwo na ręce.

Maleńką Rose.

- Podobna do różyczki. – Z uśmiechem spoglądała na delikatnego i różowego noworodka, kompletnie nieświadomego, ile wszystkim napędził strachu.

- Flo, dziękuję za wszystko, co dla nas zrobiłaś – powiedziała Claire.

Decyzję należało podjąć błyskawicznie, więc ta drobna, lubiąca się bawić Flo energicznie wkroczyła do akcji, kategorycznie domagając się podjęcia konkretnych działań.

W życiu prywatnym nie potrafiła walczyć o swoje, ale w pracy, gdy ważyły się losy młodych matek oraz ich dzieci, walczyła jak lwica. To bardzo wyczerpujący zawód.

Tego wieczoru naszła ją pewna refleksja.

A nawet kilka.

Ma dwadzieścia dziewięć lat, jej zegar biologiczny tyka coraz donośniej. Chciałaby mieć dziecko. Ale przecież na co dzień dostaje potężną dawkę tego rozkosznego zapachu noworodków.

- Twoja Różyczka przypomniała mi, dlaczego tak kocham tę pracę. – Odłożyła maleństwo do łóżeczka, a potem wyregulowała kroplówkę Claire.

- Flo, masz jutro dyżur?

- Nie, ale wracam w poniedziałek. Już będziesz wychodzić ze szpitala, ale postaram się z wami zobaczyć.

- Flo, czas przekazać dyżur – usłyszała za plecami głos siostry przełożonej.

Było kilka minut po dziewiątej, więc zanosiło się, że po raz pierwszy od dawna uda się jej wyjść o czasie.

Pobiegła do domu, wzięła szybki prysznic i zaczęła gotować się do wyjścia. Była w tym całkiem dobra.

Do niedawna.

 

Wiedziała, że nie wszyscy faceci to dranie.

Każdego dnia miała tego dowody. Jej rodzice niedawno obchodzili trzydziestą rocznicę ślubu, jej bracia i siostry żyli w szczęśliwych związkach, a w szpitalu obserwowała ojców lojalnie wspierających swoje partnerki. Ponadto współpracowała ze wspaniałym zespołem.

Wybrała gładką szarą sukienkę i szpilki, żeby następnie nałożyć makijaż i upiąć włosy. Już sięgała po kolczyki, kiedy jej dłoń znieruchomiała nad szkatułką z biżuterią.

Oto świadectwo jej beznadziejnego życia emocjonalnego. Zbyt pochopnie zadowala się błyskotkami. Wydawało się jej kiedyś, że im droższy prezent, tym większe zaangażowanie. Teraz już wiedziała, że to był błąd.

Zrezygnowawszy z kolczyków, pognała do metra, po drodze wysyłając Maggie wiadomość.

„Będę za dziesięć minut”.

Raczej za dwadzieścia, ale się domyślała, że Maggie się denerwuje i tylko szuka pretekstu, żeby się wykręcić od spotkania.

Flo była pewna obaw, bo Maggie wychowywała się w sierocińcach i rodzinach zastępczych, więc nie miała nikogo, kto by jej cokolwiek doradził. Ona z kolei jako położna wiedziała, jak rozmawiać z samotnymi matkami, ale nie z kobietami w ciąży z przyszłym królem!

Lekko zadyszana wybiegła z metra i już z daleka zobaczyła długą kolejkę przed wejściem do baru. Mają szansę dostać się do środka? To bardzo ekskluzywny lokal.

- Cześć, Flo!

To Marcus, portier. Uśmiechnęła się zaskoczona, że ją zapamiętał.

- Czekam na koleżankę.

- Jak nie wejdziecie teraz, to możecie czekać w nieskończoność. Za chwilę zmieniam kolegę w środku, więc tutaj już będzie ktoś inny.

Flo rozejrzała się. Ani śladu Maggie.

- Zostaw w recepcji jej nazwisko – poradził Marcus.

Ku niezadowoleniu kolejki uniósł ozdobny sznur, wpuszczając ją do środka.

- Musisz oddać telefon.

- Dlaczego?

- Zarządzenie odgórne.

Aha, czyli w barze jest Hazin. Jego wybryki zostały już tyle razy nagrane przez kamery, że kierownictwo baru woli mu się nie podkładać. Pospiesznie wysłała Maggie esemesa, że spotkają się w środku, podała jej nazwisko w recepcji, po czym ruszyła do baru.

To piękny lokal. Dyskretne pluszowe boksy dla spożywających kolację, lśniący bar z drewna orzechowego oraz kilka stolików. Kiedyś zachwycała się tym miejscem, pełnym pięknych i bogatych, ale teraz nie budziło większych emocji.

Trochę obracała się w tym światku, ale wtedy była bardziej niewinna i wierzyła, że faceci naprawdę chcą ją poznać. A im zależało tylko na tym, żeby cicho siedziała, nie zadając za dużo pytań.

Tak, wykorzystano ją. I to bardzo.

Odsunęła od siebie te myśli i zaczęła przeciskać się do baru. Widząc, że jakaś para zbiera się do wyjścia, zastanowiła się, czy zająć ich stolik, czy może najpierw coś zamówić. Ale wtedy go zobaczyła.

Szejk książę Hazin al-Razim.

W garniturze tak czarnym jak jego włosy, z rozluźnionym krawatem. Dech jej zaparło w piersi.

Kurczę, jak podejść do kogoś takiego? Przypomniała sobie, że zaproponowała Maggie, żeby ot tak, do niego podeszła. Teraz wyobraziła sobie, jak przyjaciółka przez dwie godziny siedzi z nim w barowym boksie.

Gdyby to ona tam się znalazła, na pewno by nie rozmawiali!

Wyglądał jak młody bóg. Jemu nie kazano oddać telefonu. Właśnie na niego spoglądał, więc zorientowała się, że ma zamiar opuścić Dino’s.

Faktycznie, zamierzał wyjść.

Godzinę temu miał się tu spotkać ze swoim starszym bratem, na co raczej nie miał ochoty. Wolałby uniknąć kolejnego kazania o tym, że powinien się ustatkować, ale Ilyas nalegał. I nie przyszedł.

Niewiele ich łączyło, byli sobie obcy. Rozdzielono ich we wczesnym dzieciństwie, a gdy Hazin zaczął stwarzać kłopoty, wysłano go do szkoły z internatem w Londynie.

Więc Ilyas nosił królewskie szaty, a on garnitur.

Ilyas zostanie królem.

Hazin miał to w nosie i robił wszystko, byle nie wracać do domu, gdzie nie byłby mile widziany. Czekałyby go tylko wyrzuty, jak źle się prowadzi, jakich zawsze wysłuchiwał. Takie były metody wychowawcze króla Ahmeda - zero empatii oraz lekceważenie podopiecznych.

W oczach Hazina Ilyas był równie staroświecki i zimny jak ich ojciec. Nawet nie przysłał esemesa tłumaczącego spóźnienie. Hazin rozejrzał się po barze.

Miał dosyć tego ekskluzywnego lokalu i jego pustej, wymalowanej klienteli. Ale w tej samej chwili zobaczył ją. Właściwie to najpierw usłyszał śmiech barmana, więc spojrzał w jego stronę.

Zamówiła kieliszek wina oraz wodę i, czekając na drinki, omiotła klub wzrokiem. Spojrzenie jej chabrowych oczu zderzyło się z jego spojrzeniem.

- Cześć – powiedziała.

Kiwnął głową, ale jej bezpośredniość nie zrobiła na nim większego wrażenia. Owszem, była piękna, ale on już przywykł, że kobiety go podrywają, więc mu to spowszedniało.

Flo wyczuła ten brak zainteresowania. Zastanawiała się, co powiedzieć i jak się przedstawić. Szkoda, że Maggie nie dotarła.

- Czekam na koleżankę.

Milczał. Co go to obchodzi?

- Spóźnia się.

Uśmiechnął się drwiąco.

- A ja wychodzę – rzucił.

Nie miał powodu jej towarzyszyć. Miał także dosyć bycia podrywanym z powodu królewskiego tytułu oraz beznamiętnego seksu. Ostatnimi czasy musiał je najpierw przeszukać, czy nie mają kamer.

Na jego oczach stłumiła ziewanie, a on nie przywykł do takiej reakcji, bo zazwyczaj kobiety spijały z jego ust każde słowo. Ale jemu już się to przejadło.

Na jego oczach stłumiła ziewnięcie.

- Przepraszam, właśnie wyszłam z pracy.

Była zmęczona, ale i podniecona jego magiczną obecnością.

Odezwał się, nim zdążyła powiedzieć, że koleżanka powinna niedługo się zjawić.

- Co robisz? – zapytał.

- Jestem położną.

Jego przerażona mina ją rozbawiła.

Poczuła, że go zaintrygowała.

- Wcześniej cię tu nie widywałem... – Zapamiętałby ją.

Nie jest ładna, pomyślał, ale pełna radości życia i trochę inna niż cała reszta.

- Jakiś czas temu bywałam tu często, ale zaprzestałam.

- Dlaczego?

- Nie powiem.

Maggie, pospiesz się, pomyślała, bo ten facet jest zabójczy, a teraz, kiedy ze mną rozmawia, mogę bez skrępowania pożerać go wzrokiem.

Miał szare oczy i skórę barwy palonego karmelu, a do tego pełne wargi proszące się o pocałunki. Powinnam częściej wychodzić z domu, pomyślała, bo czuję się jak panienka ze szkoły przyklasztornej.

- Czekasz na stolik? – zapytał, czując, że wcale nie jest aż tak znudzony i że chętnie na coś się przyda.

Nie byłoby źle usiąść przy stoliku, doszła do wniosku. To by znaczyło, że Hazin nie wyjdzie, a gdy Maggie się w końcu zjawi, zobaczy, że siedzą przy stoliku i rozmawiają jak rozsądni dorośli. Ale w tej chwili wcale nie chciała być rozsądna. Bała się tego siedzenia przy stoliku. Bo między nimi mocno zaiskrzyło.

- Wątpię, czy coś się dla nas znajdzie. – Przeraził ją jej brak odporności na niego. Skrzywiła się za jego plecami, gdy wdał się w rozmowę z barmanem.

- Załatwione.

Jednak stolika nie dostali.

Hazin i jego szklanka z wodą zasługiwali tylko na miejsce w boksie. Szerokie ramiona sprawiały, że goście rozstępowali się przed nim niczym Morze Czerwone, a ona bez problemów szła za nim, chociaż nogi miała jak z waty.

- Zapraszam. – Gestem wskazał pluszowe siedzenia.

Odetchnęła z ulgą, gdy usiadł na wprost niej, a nie obok.

- Mam na imię Hazin.

Nie uszło jej uwagi, że nie wspomniał o królewskich tytułach. Jemu zaś przyszło do głowy, że jeżeli ona od jakiegoś czasu nie bywa w Dion’s, to może nie wie, kim on jest. Przyjemnie na jeden wieczór uwolnić się od balastu.

- A ty?

- Flo. Florence.

- Jak ta stara pielęgniarka?

- Florence Nightingale? - Upewniła się, a on przytaknął. – Ona wcale nie była stara. Miałeś na myśli tę pielęgniarkę z dawnych czasów?

- Oczywiście.

Mimo że ukończył edukację w Anglii, zdarzały mu się lapsusy językowe.

Uśmiechnął się, bo spodobał mu się jej zasadniczy ton, gdy go poprawiała, tym bardziej że od dziecka wpajano mu brak tolerancji dla wszystkiego, co odbiega od perfekcji.

Owszem, źle się prowadzi, ale czy był to błąd ortograficzny w kartce z życzeniami urodzinowymi dla ojca, burzliwy romans, czy druga pozycja w kolejce do tronu, werdykt zawsze był taki sam.

Nie jest wystarczająco dobry.

Więc w końcu przestał się starać i zamiast tego z radością stał się zakałą rodziny. Jego grzechy nigdy nie doczekają się przebaczenia, więc już dawno przestał się z nich tłumaczyć.

- Dlaczego przestałaś tu przychodzić? – zainteresował się, chcąc lepiej ją poznać.

- Bo ci ludzie są potwornie płytcy.

Przytaknął.

- I bywa tu mój były.

- Miałaś nadzieję, że go spotkasz?

- Nigdy w życiu! – Skrzywiła się na samą myśl. – Dużo czasu spędzam w domu.

- Od dawna?

- Od roku.

- Dlaczego?

- Mam dosyć facetów.

- Dlaczego?

- Nie chcę o tym rozmawiać.

Nikomu o tym nie powiedziała. Absolutnie nikomu.

Hazin patrzył jej w oczy ciepło. Nie osądzając.

Nie, nie, nie będzie mu się zwierzać.

- Masz dosyć wszystkich mężczyzn?

Jeszcze niedawno przytaknęłaby bez cienia wahania.

Ale on jest taki czarujący... I zabawny.

Jednak przede wszystkim czarujący.

Jego oczy nie były równomiernie szare. Z bliska dostrzegła w nich zielonkawe i bursztynowe punkciki.

- Raczej tak.

- Czy to nie przesada? Tak się chować?

- Może... Chyba tak.

- Zamówić ci drinka?

- Nie, dziękuję. – Spojrzała na jego pustą szklankę. – Może ja tobie coś postawię?

Rozpaczliwie starała się zapanować nad sytuacją, stanąć przy barze i swobodnie odetchnąć, ale Hazin jej tego nie ułatwiał.

- Nie piję alkoholu. Zadowolę się wodą twojej koleżanki. Wygląda na to, że już nie przyjdzie.

- Chyba tak.

Rozejrzała się po barze. Być może Maggie zmieniła zdanie i nie chce informować Ilyasa.

Bez telefonu czuła się zagubiona.

I wtedy go zobaczyła. Swojego byłego chłopaka. Przyczyny, dla której tak długo się ukrywała. Łajdak.

Przeniosła wzrok na Hazina.

On przynajmniej nie ukrywa, jaki jest.

- Wszystko w porządku? – zaniepokoił się, bo nie przywykł tracić uwagi swoich słuchaczek.

- Mój były tu jest. – Wstrzymała oddech, kątem oka widząc, że zmierza w ich kierunku.

Hazin zauważył, że pobladła. Domyślił się, że dużo przez niego wycierpiała.

I natychmiast zorientował się dlaczego.

Regularnie odwiedzał Dion’s. Pewnego wieczoru zauważył, jak ten drań podrywa jakąś kobietę, ale następnego dnia przyprowadził tu żonę na kolację.

Może jest rozpustnikiem, ale sam kiedyś był żonaty i poważnie podchodził do złożonej przysięgi, więc teraz, widząc panikę w oczach Flo, która nie wie, jak się zachować wobec byłego, postanowił jej pomóc.

- Flo jest zajęta – powiedział opryskliwym tonem. – Proszę odejść.

- Ale... – zaczął mężczyzna, jednak wtedy Hazin podniósł się z miejsca.

- Byłem uprzejmy...

Zanosi się na bójkę, pomyślała z niedowierzaniem Flo.

Jednak Hazin skinieniem głowy przywołał Marcusa.

- Chcę tylko porozmawiać z Flo – upierał się mężczyzna.

- Nic z tego – oznajmił Hazin. – Bo od teraz nie masz wstępu do tego baru.

Pomimo protestów mężczyzny Marcus wyprowadził go z lokalu, a Hazin z powrotem usiadł przy stoliku.

- Nie będzie ci się więcej naprzykrzał. Przynajmniej tutaj.

W barze jakby pojaśniało, a ona poczuła choćby cień satysfakcji. Teraz przyglądała mu się całkiem otwarcie.

A on jej. Przywykła do tego, że mężczyźni dokładnie ją lustrują, a on nie spuszczał wzroku z jej twarzy. Mimo to jego spojrzenie było prowokujące.

Wpatrywał się w jej wargi tak natarczywie, że musiała zwalczyć chęć oblizania się. Studiował każdą jej rzęsę... A kiedy to robił, ogień napotkał ogień. Wyobraziła sobie, jak jego kolana zaciskają się na jej nogach. Zapragnęła tego.

- Chyba już pójdę – powiedziała, bo stało się jasne, że Maggie się nie zjawi.

- Nie słyszę.

Kłamczuch, pomyślała, spoglądając mu w oczy, bo ten pluszowy boks osłaniał ich od gwaru panującego w lokalu.

 

Mogła powiedzieć to głośniej, wziąć torebkę i wyjść, albo pochylić się bliżej i powtórzyć.

Albo uprościć to, co skomplikowane.

Wybrała to ostatnie.

- Wobec tego usiądź obok mnie.

Nie chciała drinka, nie zależało jej na konwersacji. Zapragnęła... Pocałunku.