Jak nie krzyczeć na swoje dziecko

Tekst
Przeczytaj fragment
Oznacz jako przeczytane
Jak czytać książkę po zakupie
Czcionka:Mniejsze АаWiększe Aa


Tytuł oryginału: How to Stop Losing Your Sh*t with Your Kids

Przekład z angielskiego: Ewa Ziembińska

Redaktor prowadzący: Bożena Zasieczna

Redakcja techniczna: Andrzej Sobkowski

Skład wersji elektronicznej: Robert Fritzkowski

Korekta: Urszula Lewandowska

Okładka wg projektu: &Visual, www.andvisual.pl

© 2019 Carla Naumburg

© for the Polish edition by MUZA SA, Warszawa 2020

Wszelkie prawa zastrzeżone.

Żadna część niniejszej publikacji nie może być reprodukowana, przechowywana jako źródło danych i przekazywana w jakiejkolwiek formie zapisu bez pisemnej zgody posiadacza praw.

ISBN 978-83-287-1436-6

MUZA SA

Wydanie I

Warszawa 2020

Moim córkom – bez których nigdy

nie straciłabym nerwów

Mojemu mężowi, który rzadko traci nerwy

i wciąż mnie kocha, choć często tracę swoje

Spis treści

Podziękowania

WSTĘP

Czas przestać się wściekać

ROZDZIAŁ 1

Dlaczego puszczają ci nerwy?

ROZDZIAŁ 2

Jak przestałam wychodzić z siebie (tak często)

ROZDZIAŁ 3

O co ci chodzi: uświadom sobie, co cię nakręca

ROZDZIAŁ 4

Rób mniej, żeby nie puszczały ci nerwy

ROZDZIAŁ 5

Co musisz robić, żeby nie puszczały ci nerwy

ROZDZIAŁ 6

Co powinnaś robić, żeby nie puszczały ci nerwy

ROZDZIAŁ 7

Potrzebujesz wolności od dzieci, żeby nie działały ci na nerwy

ROZDZIAŁ 8

Na to czekałaś: co dokładnie robić, żeby nie tracić nerwów

ROZDZIAŁ 9

Po burzy

Podziękowania

Ta książka nie powstałaby bez pomocy i wskazówek niesamowitej agentki Gillian MacKenzie oraz Margot Herrery i jej fantastycznego zespołu w wydawnictwie Workman, w tym Rebeki Carlisle, Page Edmunds, Lisy Hollander, Moiry Kerrigan, Beth Levy, Lathei Mondesir i Elissy Santos. Ponadto, jestem dozgonnie wdzięczna nauczycielom ze szkoły moich córek, za to że uczyli je całymi dniami, a ja mogłam pisać.

Ta książka jest o wiele lepsza dzięki szczerym, mądrym i zabawnym uwagom przyjaciół i recenzentów: Rachel Barbanel-Fried, Mayim Bialik, Dave’a Cutlera, Kathleen Flinton, Alex McAdam i Kate Rope.

Dziękuję fantastycznemu coachowi – Lisie Tener, która pomogła mi przygotować propozycję książki i mojej terapeutce Heather, która na milion sposobów ratowała moją skórę w każdy wtorek po południu. Nie wytrzymałabym długich dni wypełnionych pisaniem bez mojej ekipy z mediów społecznościowych, ludzi którzy odpowiadali na przypadkowe pytania o seriale z lat ’90 i napoje kofeinowe. Chciałabym również podziękować swoim kotom, które mają gdzieś niniejszą książkę, ale i tak dotrzymywały mi towarzystwa.

Jestem szczęściarą: mam niesamowity system wsparcia. Z całego serca dziękuję mojej kochanej, wspaniałej siostrze Danieli Silverstein, która zawsze była przy mnie, oraz moim bliskim przyjaciołom, między innymi Marze Acel-Green, Rachel Fish, Rachel Pytel i Ali Wolf.

I wreszcie dziękuję mojemu mężowi i córkom za, no cóż, za wszystko. Jesteście dla mnie wszystkim.

WSTĘP
Czas przestać się wściekać

Prawda o rodzicielskich nerwach


To nie twoja wina


Możesz wziąć się w garść


No więc, wściekasz się na dzieci. Warczysz na nie, krzyczysz i wrzeszczysz. Jesteś rozdrażniona i przewrażliwiona częściej, niż chciałabyś przyznać. Wiesz, jakim chcesz być rodzicem; chcesz zachowywać się spokojniej i rozważniej. Ale choćbyś nie wiem jak się starała, i tak się wściekasz.

Wprawdzie nie wiem nic o tobie, twojej rodzinie ani o tym, w jaki konkretnie sposób ci odbija, ale mogę tu przedstawić sześć faktów, dzięki którym przestaniesz się wstydzić swoich nerwów i zaczniesz sobie radzić z nimi, zamiast je tracić.

Sześć faktów o rodzicielskich nerwach

1. TRUDNO BYĆ RODZICEM. Każdemu. Serio, każdemu – nawet tej Na Oko Idealnej Matce – zawsze pierwszej pod szkołą, w starannie odkurzonym minivanie, z kubkiem latte z dodatkiem odtłuszczonego mleka sojowego. Rodzicielstwo jest trudne z wielu różnych powodów; niektóre dotyczą ciebie, niektóre – twojego dziecka, a inne wydają się ściślej związane z fazami księżyca, niż czymkolwiek znajdującym się na naszej planecie.

2. KAŻDY RODZIC CZASEM TRACI PANOWANIE NAD SOBĄ. Niektórzy częściej i głośniej, albo bardziej publicznie niż inni, ale zdarza się to nam wszystkim. Absolutnie wszystkim! Z całą pewnością, bez najmniejszej wątpliwości nie jesteś sama z tym problemem. Kilka lat temu „New York Times” zamieścił artykuł, w którym krzyk nazwano „nowym klapsem”, a nas – „pokoleniem wrzasku”.

3. WBREW WSZELKIM OBAWOM, NAJPRAWDOPODOBNIEJ NIE SKRZYWDZIŁAŚ SWOICH DZIECI. Nie zrozum mnie źle; twoje ataki furii nie są dobre dla nich, dla ciebie, ani dla nikogo innego. Ale to już wiesz. Możesz jednak nie wiedzieć, że istoty ludzkie są odporniejsze niż nam się wydaje; wielu z nas miało rodziców choleryków, a jednak wyrosło na zdrowych, produktywnych członków społeczeństwa, tylko w stopniu niewielkim lub najwyżej średnim uzależnionych od lodów Ben&Jerry’s. To znaczy, że możesz zrzucić trochę ciężaru winy, stresu i wstydu, które do tej pory dźwigałaś i raczej nie musisz jeszcze odkładać funduszy na terapię dla dzieci.

4. MIMO WSZYSTKO, ATAKI ZŁOŚCI SĄ DO KITU. Wyczerpują i wykańczają wszystkich nerwowo. Stresują dzieci, szkodzą waszym relacjom i sprawiają, że zaczynasz wątpić w siebie i swoje rodzicielskie kompetencje. Nerwowe kryzysy tylko pochłaniają cenny czas i energię, nie rozwiązują żadnego problemu i nie zapobiegają jego występowaniu w przyszłości. Przez nie jest ci trudniej zostać takim rodzicem, jakim chciałabyś być. Na dodatek dajesz przykład tego samego zachowania, którego nie chcesz widzieć u swoich dzieci.

5. SILNA WOLA NIE MA TU NIC DO RZECZY. Wielu rodziców uważa, że powinni umieć po prostu zdecydować, że się nie wściekną i mieć dość siły, żeby zacisnąć zęby, wytrzymać i nie wybuchnąć. Chociaż niektórym z nas czasami udaje się to, silna wola nie jest tak przewidywalna i niezawodna, jak byśmy sobie życzyli. Więc jeśli czujesz, że nie dajesz rady się opanować, pamiętaj: nie chodzi o samozaparcie ani twoją silną wolę. Musisz zrozumieć, co sprawia, że puszczają ci nerwy i poznać umiejętności oraz strategie, żeby sobie z tym skutecznie radzić.

6. MOŻESZ SIĘ NAUCZYĆ, JAK RZADZIEJ WYBUCHAĆ I JAK SZYBCIEJ DOCHODZIĆ DO SIEBIE, KIEDY JUŻ CI SIĘ TO PRZYDARZY. Nic nie zrobisz z dnia na dzień, będziesz musiała się trochę przyłożyć, ale – jak mawiają – tego, co w życiu najlepsze, nie dostaniesz za darmo. Poza tym, twoje dzieci i tak wszystko psują, więc nie chodzi nam o „najlepsze”. Wystarczy lepsze niż to, co jest teraz.

To chyba dobry moment, żeby zaznaczyć, że jeśli oczekujesz stuprocentowej gwarancji, że po przeczytaniu tej książki już nigdy, przenigdy nie wyjdziesz z siebie, cóż, nie ma takiej opcji. Dobra wiadomość dla ciebie, dla mnie i całej reszty niedoskonałych rodziców, próbujących wychować nieco mniej niedoskonałe dzieci, jest taka, że nie musisz być Dalaj Mamą, żeby wobec dzieci zachowywać się rozważniej i nie wariować. Tym niemniej, za każdym razem kiedy zdołasz zachować spokój, zamiast wpaść w furię, dajesz sobie szansę postąpić świadomie i zostać takim rodzicem, jakim chciałabyś być – cokolwiek to oznacza dla ciebie i twojej rodziny.

Na szczęście da się to zrobić, nie wywracając życia do góry nogami, nie będzie również konieczne zatrudnianie Super Niani ani inwestowanie w żaden idiotycznie drogi dwudziestosiedmioetapowy program, który kompletnie cię zmiażdży, jeszcze zanim dojdziesz do trzeciego etapu. Wyjaśnię ci w prostych słowach, co masz robić, żeby przestać tracić panowanie nad sobą. Polecane w tej książce nawyki i strategie nie tylko pomogą ci zostać cierpliwszym i bardziej wyluzowanym rodzicem, sprawią również, że poczujesz się ogólnie szczęśliwsza, bardziej produktywna, i skuteczniej zapanujesz nad innymi dziedzinami życia.

 

Być może nie po raz pierwszy czytasz o tym, jak przestać wrzeszczeć, czy jak zachować zimną krew, kiedy ktoś cię prowokuje. Przypuszczam, że inne porady nic nie dały, inaczej by cię tu nie było. Rozumiem. Ja też przeczytałam wszystkie artykuły i listy „dziesięciu najważniejszych…”, nie tylko z obowiązku, lecz przy okazji zbierania materiałów do tej książki. Zaczęłam się nimi interesować kilka lat temu, pewnego koszmarnego wieczoru, kiedy to usadziłam moje małe tyranki przed „Tygryskiem Danielem”, co dało mi około dwudziestu dwóch minut na wyszukanie w Google „jak przestać wrzeszczeć na dzieci”. Przypominam, że mam doktorat z klinicznej pracy socjalnej, a i tak skończyłam, szukając czegoś takiego w internecie. Jeśli nie masz pojęcia, jak sobie poradzić, zapewniam cię, że nie jesteś sama.

Dlaczego jeszcze nie wzięłaś się w garść

(uwaga, spoiler: to nie twoja wina)

Z mojego prywatnego i zawodowego doświadczenia wynika, że popularne rady nie sprawdzają się w przypadku większości rodziców z kilku różnych powodów.

Książki bywają po prostu za długie i większość rodziców nie ma czasu, siły ani ochoty na ich czytanie. Obiecuję, że będę się streszczać.

Poradniki stawiają rodzicom i dzieciom nierealne wymagania i zadania, które może i są doskonałe w teorii, ale w rzeczywistości nie da się im sprostać. Kiedy wyczytane sugestie nic nie dają, uznajesz swoją porażkę i się poddajesz. Jestem pracującym rodzicem (moje córki mają osiem i dziesięć lat) i nie zamierzam ci serwować niczego, czego nie zastosowałabym w swoim domu. Przy okazji, warto jeszcze raz przypomnieć, że nie musisz być idealnym rodzicem, żeby być dobrym rodzicem. Im bardziej przejmujesz się dążeniem do perfekcji, tym większe ryzyko, że stracisz panowanie nad sobą i się wściekniesz – taka ironia losu, tylko mało fajna.

Większość porad skupia się na samej awanturze, często podpowiadając, co powinnaś robić, zamiast się złościć. Według mnie to rady z kategorii „gdybym – to bym”. Wiesz, że powinnaś zrobić dziesięć pajacyków albo wziąć czternaście głębokich oddechów, zamiast krzyczeć i gdybyś mogła, to byś to zrobiła, więc jest oczywiste, że potrzebujesz innego podejścia. Mojego.

Są rady, które nie pasują do ciebie lub twojej rodziny. Dowód A: Kiedyś przeczytałam, że powinnam krzyczeć do sedesu, zamiast na dzieci. Owa strategia zapewne się sprawdziła w przypadku rodzica, który ją opisał, ale ja miałam wówczas jedno dziecko w pieluchach, a drugie w samym środku horroru treningu nocnikowego. Nie życzyłam sobie spędzać jeszcze więcej czasu blisko zbiorników na kupę. Porady w niniejszej książce są uniwersalne i łatwo je dostosować do twoich upodobań i zwyczajów.

Wreszcie, brakuje porad, co robić po fakcie, kiedy nieunikniona awantura już się zdarzyła (a zdarzy się, choćby nie wiem co). Prawda jest taka, że po wybuchu możesz potraktować i siebie, i dzieci lepiej albo gorzej. Skuteczniejsze strategie pomogą ci szybciej dojść do siebie i zmniejszą prawdopodobieństwo kolejnego wybuchu w najbliższej przyszłości, więc na nich się skupimy.

Musisz wiedzieć, że jeśli do tej pory nie przestałaś wybuchać, to nie dlatego że jesteś do niczego. I z całą pewnością nie dlatego, że coś jest nie w porządku z tobą, jako człowiekiem czy jako rodzicem. To ogromnie ważne, więc powtórzę jeszcze raz, drukowanymi literami: NIE JESTEŚ ZŁYM RODZICEM. Wychowywanie dzieci jest trudne, utrata panowania nad sobą jest wpisana w ludzką naturę, a tobie po prostu zabrakło odpowiednich rad i pomocy. Poradzisz sobie. Słowo.

DLACZEGO NIE MA „ZŁYCH RODZICÓW”

Niektórzy z was pewnie powiedzą, że owszem, istnieją naprawdę źli rodzice, matki i ojcowie, którzy zachowują się strasznie, biją dzieci, albo systematycznie je zastraszają, poniżają i zaniedbują. Może nawet myślisz, że też do nich należysz. Może masz rację, może nie, ale ja i tak nikogo nie nazwę „złym rodzicem”. To po prostu nic nie daje. Kiedy dostajesz taką etykietkę, nie masz wyjścia, nie masz widoków na zmianę i poprawę. Zamiast nazywać rodziców „złymi”, mówmy o rodzicach zmagających się z problemami – licznymi – którzy nie dostali jeszcze właściwych informacji, środków i wsparcia. Zaczynając od współczucia możemy się zastanowić, co robić dalej.

Krok 1: Zastanów się, dlaczego puszczają ci nerwy

Najpierw musimy sobie wyjaśnić, co znaczy, że puszczają ci nerwy i dlaczego to się powtarza. W skrócie chodzi o to, że coś szarpie ci nerwy. Dokładniej rzecz ujmując odpowiada na pytania: dlaczego masz w sobie tyle nerwów, czemu rodzicielstwo sprawia, że robią się nadwrażliwe na szarpanie i co dokładnie się dzieje, kiedy są szarpane.

Chcąc zrozumieć ten proces, musimy zajrzeć na chwilę do twojego umysłu i ciała. Kiedy dowiesz się, co wywołuje reakcję twojego układu nerwowego i w jaki sposób te bodźce prowadzą do utraty panowania nad sobą, zdasz sobie sprawę, że to nie żadna moralna porażka ani wrodzona słabość. Po prostu ludzka natura uruchamia reakcję „walcz, uciekaj, znieruchomiej albo wyjdź z siebie”, kiedy coś cię sprowokuje, nawet wtedy, gdy taka reakcja zdecydowanie nic nie daje. Na szczęście, kiedy zrozumiesz nie tylko, co się dzieje, ale i dlaczego się dzieje, poczujesz się mniej bezradna i zawstydzona, za to silniejsza i lepiej przygotowana do używania swojego stukniętego mózgu, zamiast dawać mu się poniewierać za każdym razem, kiedy poczuje się przeciążony.

Krok 2: Dowiedz się, co cię prowokuje, a co denerwuje

Zaczniemy od omówienia nerwów i czynników, które cię prowokują. Na potrzeby niniejszej książki „nerwy” to twój układ nerwowy, a to wszystko, co cię prowokuje i popycha do wybuchu podkręca twój układ nerwowy, napina, uwydatnia i uwrażliwia nerwy, powodując że dzieciom łatwiej je szarpać. A dzieci będą je szarpać. Są genetycznie, ewolucyjnie, fizjologicznie, rozwojowo, relacyjnie, psychologicznie i emocjonalnie zaprogramowane, żeby swoimi lepkimi paluszkami grać ci na nerwach przy każdej okazji. Niektóre robią to częściej i intensywniej niż inne, ale wszystkie to robią. To nie oznacza, że w duchu cię nienawidzą. Po prostu są twoimi dziećmi.

Wiele poradników dla rodziców skupia się na tym, jak skłonić dzieci, żeby w końcu przestały grać ci na nerwach. Choć teoretycznie jako rodzic powinnaś nauczyć dzieci trzymać ręce przy sobie, dosłownie i w przenośni, nie jest to najlepsza taktyka, jeśli chodzi o samokontrolę. Naprawdę chcesz uzależnić swoją równowagę psychiczną od zachowania kogoś, kto liże ściany i wpada w rozpacz z powodu kształtu tostów? No właśnie, tak mi się wydawało.

Na szczęście istnieje lepszy plan. Poznasz swoje nerwy. Dowiesz się, co je napina (czyli, co cię popycha do wybuchu) i jak je uspokoić. Dobra wiadomość: wszystko jest dość proste i oczywiste, a ponadto przyda się w każdej dziedzinie życia, nie tylko przy wychowywaniu dzieci. Zła wiadomość jest taka, że nie zawsze będzie łatwo, szczególnie zajętym rodzicom, którzy przeważnie są podenerwowani. Inna dobra wiadomość: jesteś rodzicem, co oznacza, że już umiesz radzić sobie z trudnościami.

Krok 3: Weź się w garść

Niektórym rodzicom wystarczy zwykłe wyjaśnienie, w jaki sposób nerwy i czynniki popychające ich do wybuchu mogą spowodować rodzicielski atak złości, żeby nastąpiła u nich duża zmiana. Kiedy zaczynasz rozumieć, w jaki sposób różne sytuacje czy doświadczenia aktywują twój układ nerwowy, od razu czujesz się mniej zdenerwowana. Jeśli tak się zdarzy – świetnie, ale większość ludzi potrzebuje czegoś więcej niż samej świadomości. Muszą się również nauczyć, co robić, żeby ich nerwy były jak najmniejsze, jak najmniej widoczne, a zarazem jak najbardziej odporne na szarpanie. Zwykle używa się terminu „troska o siebie”, który wprawia wielu rodziców w stan niepokoju, więc na potrzeby niniejszej książki użyjemy określenia „to, co musisz robić, jeśli nie chcesz, żeby puszczały ci nerwy”.

DLACZEGO DZIECI GRAJĄ NA NERWACH

Dzieci grają na nerwach z wielu różnych powodów. Chcą zwrócić na siebie uwagę, próbują zaspokoić swoje potrzeby, a brakuje im dojrzałości i samokontroli, żeby postępować inaczej. Czasem po prostu zachowują się jak dzieci, a dziecięce zachowanie bywa głośne, irytujące i cuchnące. Ponadto, dzieci są bardziej skłonne do grania na nerwach, kiedy same są rozdrażnione – zmęczone, głodne, zdezorientowane, wystraszone, podekscytowane, zaniepokojone albo owładnięte innymi silnymi uczuciami. Rozsądek nakazuje w takich chwilach im pomóc, odwrócić ich uwagę, nakarmić albo uspokoić. Kiedy to robisz, dajesz im przykład skutecznego radzenia sobie z ich własnymi emocjami. Pamiętaj, że twoim zadaniem nie jest skłonienie ich, żeby przestały ci działać na nerwy. Musisz je ciągle uczyć, jak rozpoznawać czynniki powodujące zdenerwowanie i umiejętnie na nie reagować (nawiasem mówiąc, dokładnie tego i ty nauczysz się z niniejszej książki). Musisz też dbać o swoje nerwy, żeby nie tak łatwo było je szarpać.

Na szczęście nie ma w tym nic szczególnie trudnego, a nieustanna perfekcja nie będzie konieczna. Nie trenujesz do maratonu. Próbujesz jedynie nauczyć się, jak następnym razem zachować nieco więcej cierpliwości, kiedy maluch poprosi o przekąskę dwadzieścia minut po tym, jak odmówił zjedzenia obiadu.

Krok 4: Nie daj się ponieść nerwom

Im skuteczniej weźmiesz się w garść (dbając o nerwy i eliminując czynniki wytrącające z równowagi), tym mniejsze prawdopodobieństwo, że wściekniesz się na dzieci.

Ale (bo zawsze jest jakieś ale), nie pozbędziesz się nerwów całkowicie. Ty to wiesz, ja to wiem i, co gorsza, twoje dzieci też wiedzą. Znają cię lepiej niż swoje tablety. Kiedy tylko przestaną stukać w te przeklęte ekrany, zaczną szturchać ciebie. W takiej sytuacji masz dwa wyjścia: możesz dostać białej gorączki albo zrobić cokolwiek innego.

Zakładam, że interesuje cię, co kryje się za drzwiami numer dwa – jeśli nie, to masz w ręku niewłaściwą książkę. Kluczem do zachowania spokoju jest samoświadomość: musisz zaobserwować, że zaraz wybuchniesz i dać sobie szansę się uspokoić. Świadomość to twój as w rękawie; dzięki niej sugestie typu „gdybym – to bym” są w ogóle wykonalne. Uświadomienie sobie, że tężeją ci barki, a pod żebrami rozlewa się gorąco (i, na miłość boską, niech ten dzieciak wreszcie założy buty) jest kluczowa, by nie stracić nerwów. Jeśli nie widzisz, że stoisz na krawędzi, nie możesz świadomie zrobić kilku kroków w tył i ochłonąć.

W chwili gdy uświadomisz sobie, że weszłaś, albo zaraz wejdziesz w tryb pełnego amoku, możesz przerwać i przejść w dowolny inny tryb. Najważniejsze jest zapamiętanie, że (a) obserwacja to umiejętność, którą możesz doskonalić i (b) możesz zaobserwować, przerwać i zmienić kierunek w dowolnym momencie – nawet kiedy wygłaszasz wściekłą tyradę – a przy tym nie podkopiesz swojego autorytetu, nie przegrasz bitwy, nie wyjdziesz na idiotkę przed dziećmi, ani nic w tym rodzaju (jeśli tego się obawiasz).

Tak, serio, możesz. Pokażę ci, jak i przy odrobinie treningu (nie martw się, dzieci zapewnią ci liczne okazje do ćwiczeń), będziesz sobie radzić coraz lepiej.

Krok 5: Po burzy

Powiedziałam, że będziesz sobie radzić coraz lepiej. Nie obiecywałam, że będziesz doskonała. (Chyba już czas zapoznać cię z nową mantrą: Perfekcja może się wypchać). Czasem poniosą cię nerwy. Choć miło byłoby udawać, że nic się nie stało, odradzam takie podejście. Niewyjaśnione sprawy dezorientują zarówno ciebie, jak i dziecko, zwiększają też ryzyko, że sytuacja się powtórzy.

Na szczęście po awanturze masz możliwość wyboru – istnieją sposoby na uporządkowanie myśli, naprawę relacji z dzieckiem i zachowanie spokoju następnym razem, kiedy ktoś zagra ci na nerwach. Istnieją dwie dobre metody i im szybciej którąś zastosujesz, tym szybciej odpłynie burzowa chmura, wisząca ci nad głową.

 

Możesz albo okazać sobie odrobinę współczucia, albo zainteresować się tym, co się właśnie wydarzyło. To najlepsze opcje. Wiem, zawsze możesz jeszcze się obwiniać, na przykład odhaczając po kolei w głowie wszystkie argumenty przemawiające za tym, że jesteś beznadziejnym rodzicem i fundujesz dziecku traumę na całe życie. Możesz nawet dorzucić parę zbędnych porównań; jeśli nic ci nie przychodzi do głowy, media społecznościowe załatwią to od ręki. Niestety, nakręcanie spirali wstydu pociąga za sobą kilka problemów: (1) czujesz się fatalnie i (2) wzrasta prawdopodobieństwo, że znowu wyjdziesz z siebie, a nie to próbujesz osiągnąć. Współczucie dla siebie przydaje się nie tylko po awanturach; jest również doskonałą strategią zapobiegania kolejnym. Więcej o współczuciu przeczytasz w rozdziale 5. Z rozdziału 9 dowiesz się, w jaki sposób współczucie i ciekawość potrafią szybko i skutecznie zmienić punkt widzenia i nastrój, oraz jak je zastosować, kiedy odzyskujesz siły po burzy.

Mam nadzieję, że zorientowałaś się już, jak moja książka może ci pomóc. Być może chciałabyś przejść od razu do rozdziału 8 (Na to czekałaś: co dokładnie robić, żeby nie tracić nerwów) i opuścić gadkę o nerwach i czynnikach wytrącających z równowagi, ale proszę, nie rób tego. Nie da się zachować zimnej krwi, kiedy od trzech dni nie śpisz, matka dzwoni do ciebie bez przerwy i zamartwiasz się, skąd wziąć środki w tym miesiącu na zapłacenie czynszu. Ale gdy już zaczniesz rozumieć z czym masz do czynienia i zajmiesz się tym, łatwiej ci będzie zachować spokój w trudnych chwilach. Ponadto, kiedy nauczysz się rozpoznawać, że za chwilę runiesz w dół z urwiska amoku, zdążysz się zatrzymać, albo przynajmniej miękko wylądować.

Co najważniejsze: pamiętaj, że nie jesteś sama. Wszystkim jest trudno, a ty sobie poradzisz. Pomogę ci.