Kto je porwał?

Tekst
Przeczytaj fragment
Oznacz jako przeczytane
Jak czytać książkę po zakupie
Czcionka:Mniejsze АаWiększe Aa

* * *

Adam Fawley

2 kwietnia 2018

14.35

– No dobra – odzywa się Quinn. – Ten identyfikator może oznaczać, że facet jest z Oksfordu, ale wcale tego nie wiemy. Przede wszystkim na pewno istnieją inne miejsca o tej samej nazwie, prawda?

– Znalazłem dwa – odpowiada Asante spokojnie. – Wioska w pobliżu Chesham w Buckinghamshire i jeszcze jedna w Hampshire.

Somer drga lekko, a ja przypominam sobie, że jej nowy chłopak pracuje w policji Hants[11].

– No dobra – ciągnie Quinn. – Czyli już mamy dwa do jednego, na samym początku. A nawet jeśli chodzi o oksfordzkie Botley, nie wiemy, kiedy się to wydarzyło. Nie mamy pewności, że w ogóle się wydarzyło.

Asante nachyla się i klika na link do komentarzy pod ostatnim wpisem, które ukazują się w całości na ekranie.

– Cholera – mówi Gislingham cicho. – Cholera.

* * *

Na działkach znów zaczyna padać. Nina Mukerjee parkuje policyjną furgonetkę w dalszym rogu parkingu i przez chwilę siedzi, rozglądając się. Widzi rząd stert kompostu, tablice z ogłoszeniami oferującymi nadprogramowe sadzonki i używane narzędzia, kontenery na śmieci wyładowane kawałkami rozbitych doniczek. Pracuje już w tym zawodzie tak długo, że wszystko postrzega jako miejsce przestępstwa. Odciski palców, rozmazane plamy, kawałki złuszczonej skóry, koty z kurzu. Z tego powodu jadanie w domach innych ludzi jest dla niej prawdziwym wyzwaniem. Jedyna kuchnia, która kiedykolwiek jest wystarczająco czysta, to jej własna.

Otwiera drzwi samochodu i wyciąga torbę z przyborami, która leżała na siedzeniu pasażera. Taśma policyjna trzepocze na wietrze, a Clive przytrzymuje dłonią kaptur. Nina wkłada kombinezon ochronny, a potem idzie tak szybko w kierunku Clive’a, jak tylko strój jej pozwala. Nie ma śladu detektywów z dochodzeniówki, tylko para mundurowych przechadza się bez celu tu i tam, tupiąc nogami, żeby się rozgrzać. Nina zastanawia się, kto prowadzi tę sprawę i czy przypadła ona Tony’emu Asante. Jakiś czas temu odkryli, że mają kilkoro wspólnych znajomych w metropolitalnej i Tony zaprosił ją raz czy drugi na kawę. Nina nie ma pojęcia, czy zrobił to z uprzejmości, czy naprawdę jest zainteresowany. Nie wie również, co zrobić, gdyby okazało się, że to drugie. Widziała, jaki bałagan może stworzyć związek między dwoma kolegami z pracy, a ten aspekt życia również lubi utrzymywać w porządku.

Clive nie fatyguje się z przywitaniem, kiedy dociera na miejsce. Po prostu otwiera drzwi i wpuszcza ją do środka. Jej wujek miał kiedyś podobną szopę, kiedy jeszcze Nina była dzieckiem. Pamięta okna upstrzone pajęczynami i lepkie od śluzu ślimaków, chybotliwe półki pełne rdzewiejących narzędzi i zatęchły, kojarzący się z martwymi owadami zapach. Ale w tej szopie jest inaczej – na tyle schludnie, że można by tu zamieszkać. Cóż, prawie. Na półkach stoją równo poustawiane konewki i plastikowe doniczki, łopaty i widły wiszą na haczykach, a na stole dostrzega dwie torby z sadzonkami ziemniaków oraz równy rządek wypełnionych ziemią doniczek na sadzonki, z małymi białymi plastikowymi etykietkami i wychodzącymi gdzieniegdzie zielonymi kiełkami. Podłoga została zamieciona, nawet w kątach, ale ciemna plama rozlana na środku opowiada inną historię. Podobnie jak zapach.

– Raczej nie ma wątpliwości, że to uryna. – Clive kuca i wskazuje na plamę. – Znalazłem również kilka włosów, ale jak dotąd żadnego z cebulką. Właściwie to jestem pewien, że to dopinki.

* * *

Adam Fawley

2 kwietnia 2018

14.43


Totalnie. Mój koleś załapał gorącą cipencję i okazało się, że laska ma fiuta L

Wpis 9 godzin temu przez YeltobYob

6 komentarzy podziel się ukryj zgłoś

Serio? To było naprawdę?

Wpis 9 godzin temu przez downwiththegynocracy

podziel się ukryj zgłoś

Serio. Powiedział, że w życiu nie dałoby się tego przewidzieć. Laszczasta. Cycki, dupcia, wszystko. Dopóki nie ściągnął jej pierdolonych gaci :(

Wpis 8 godzin temu przez YeltobYob

podziel się ukryj zgłoś

Ja pierdolę. Te laski z pałkami są najgorsze ze wszystkich. Napraszają się z ruchaniem + nawet nie mają dziury do pierdolenia.

Wpis 8 godzin temu przez letscutthecrappeople7755

podziel się ukryj zgłoś

Masz totalną rację, brachu. Powiedział, że powinien się zorientować, że coś z nią jest nie tak, kiedy jej pierdolone włosy nagle zostały mu w ręku. Pieprzone DOPINKI, co nie?

Wpis 8 godzin temu przez YeltobYob

podziel się ukryj zgłoś

:–D :–D :–D cycki też były sztuczne?

Wpis 7 godzin temu przez KHHVandsowhat88

podziel się ukryj zgłoś

Co za pizda. Mam nadzieję, że kazał jej sobie obciągnąć

Wpis 7 godzin temu przez supremegentlemen89

podziel się ukryj zgłoś

Nie miał szansy. Poza tym kto by chciał mieć obtarcia od brody na fiucie? Wąsate babska to najgorsze szmaty ze wszystkich.

Wpis 6 godzin temu przez YeltobYob

podziel się ukryj zgłoś

Ktoś z tyłu mamrocze: „chorzy ludzie”. Baxter kręci głową, spojrzenie Gislinghama stwardniało. Obaj widzieli już niejedno w tej pracy, ale nie oznacza to, że łatwiej im z tego powodu znieść taką nikczemność.

– Ma rację z tymi dopinkami – przerywa ciszę Somer. – Dopiero co się o tym dowiedziałyśmy.

– No dobrze, ale to jeszcze niczego nie dowodzi, prawda? – mówi Gislingham. – Tak jak powiedział Quinn, facet może wszystko zmyślił, żeby zaimponować pozostałym gnojkom, a na coś takiego łatwo wpaść. Pewnie sporo transseksualnych kobiet nosi dopinki.

Mimo wszystko zbyt wiele w tym zbiegów okoliczności. A wiecie, co sądzę na temat zbiegów okoliczności.

Asante rozgląda się po sali.

– Widzicie sami, jak to się mogło wydarzyć. Jeżeli ten gość dopadł ją na ulicy, nie wiedząc, czym tak naprawdę jest…

– Czym tak naprawdę jest? – Somer wpatruje się w niego. – Błagam, powiedz mi, że się przesłyszałam.

Asante wygląda na speszonego – wreszcie jakaś nowość.

– Przepraszam. Odnosiłem się wyłącznie do jej przedoperacyjnego statusu, to wszystko. Dla inceli byłaby to ostateczna zdrada: obnosić się ze swoim seksapilem, a potem nie dać im tego, czego chcą.

– Faith się nie „obnosi” – odpowiada chłodno Somer. – Wręcz przeciwnie, robi wszystko, żeby nie zwracać na siebie uwagi.

– Czy Faith powiedziała coś o jakichś kręcących się w jej pobliżu osobach, Somer? – wtrącam się. – O kimś zachowującym się podejrzanie?

Spogląda na mnie i kręci głową.

– Spytałyśmy ją o to, ale powiedziała, że nie, a w każdym razie nie zauważyła nikogo takiego.

Co jeszcze nie oznacza, że nikogo takiego nie było. Może śledził ją od wielu dni i wybrał dokładnie ten moment i to miejsce, ponieważ wiedział, że Faith zawsze mija ten zaułek o określonym czasie. Ale mógł zatrzymać się przy garażach na fajkę i wykorzystać okazję, kiedy Faith go mijała.

Gislingham odwraca się do Asantego.

– Możemy go odnaleźć poprzez stronę internetową czy to raczej niewykonalne?

Asante waha się przez chwilę.

– Dostawca usług internetowych dla tego forum powinien mieć zarejestrowany adres IP wszystkich zalogowanych rozmówców. Miejmy tylko nadzieję, że bazują w UK…

– No dobra, czyli…

– …ale tak, jak już wyjaśniłem inspektorowi, większość tych forów nie prosi o nazwiska, nie wspominając o adresach e-mailowych. Poza tym gość pewnie korzystał z jakiegoś publicznego wi-fi, a nie z własnego konta. Ci ludzie wykorzystują stacje, biblioteki, kawiarnie…

– Nie ludzie – przerywa mu Everett. – Śmierdzące gnoje. Totalne, kompletne śmierdzące gnoje.

Gislingham ściąga brwi.

– Chcesz powiedzieć, że nie będziemy ich w stanie zidentyfikować, nawet jeśli zdobędziemy adresy IP?

Asante krzywi się nieprzyjemnie.

– Jeżeli gość korzystał z publicznego punktu internetowego, wszystko zależy od obecności w nim kamer przemysłowych, a nawet jeśli te tam będą…

– Wiem – mówi Gislingham. – Czyli najlepiej zbierzemy dupę w troki i załatwimy nakaz.

– Posterunkowy Asante przez cały czas monitoruje czat – mówię. – YeltobYob nie pojawił się tam od czasu opublikowania swoich komentarzy.

Asante rozgląda się po pokoju.

– Nie publikuje często, ale zamierzam przejrzeć historię jego aktywności i sprawdzić, czy dowiemy się o nim czegoś więcej. Czegoś, co mogłoby wskazać, o którym Botley mówimy, to tak na początek. Jak dotąd jednak znalazłem wyłącznie toksyczne, mizoginistyczne wyżywanie się słowne.

– A co z rejestrem przestępców seksualnych? – pyta Baxter. – Czy nie powinniśmy sprawdzić wszystkich Botley pod tym kątem?

 

Kręcę głową.

– Już to zrobiliśmy i nic to nam nie dało.

Zapada cisza.

– Nie chodzi nawet o to, co napisał o dopinkach do włosów – mówi cicho Somer, wpatrując się w tablicę. – Wygląda to tak, jakby ktoś mu nagle przeszkodził. Tak jak temu, kto napadł na Faith.

Spoglądam na Baxtera.

– Czy udało się nam odszukać pojazd uprzywilejowany, który słyszała Faith?

– Radiowóz. – Posterunkowy kiwa głową. – Zgłoszono kradzież z włamaniem na Headington High Street. Patrol utknął przy wykopkach na Marston Ferry Road.

– Ale żaden z nich nie zauważył nikogo na terenie działek? Nie widzieli żadnej furgonetki?

– Przykro mi, sir. Rozmawiałem z obydwoma funkcjonariuszami, ale nie pamiętają nic specjalnego. Zamierzam jednak przejrzeć nagranie z fotoradaru w pobliżu oraz ze stacji benzynowej przy rondzie Cherwell Drive. Jeżeli pojechał w przeciwnym kierunku, musiałby minąć Summertown High, a wtedy złapałaby go kamera szkolnego monitoringu.

– Challow i jego zespół kryminalistyczny są na miejscu zdarzenia – mówi szybko Gis. – Znaleźliśmy opaski zaciskowe na ręce i plastikową torebkę. Zamierzamy również wypytać osoby zamieszkałe w bezpośrednim sąsiedztwie miejsca porwania. Nigdy nie wiadomo, ktoś mógł coś zauważyć.

I nikt nie pofatygowałby się ze zgłoszeniem porwania dziewczyny z ulicy, tuż pod ich nosem? Marne szanse. Mimo wszystko w naszej pracy musimy działać wedle określonych zasad, a to jedna z nich.

– Pozostaje jeszcze kwestia torebki Faith – ciągnie Somer. – Jej mama wróciła na miejsce zdarzenia tego samego popołudnia i znalazła ją wetkniętą za jeden z koszy na śmieci obok garaży. Oczywiście już bez pieniędzy i wartościowych rzeczy. – Wzdycha. – Kryminalistycy przebadają torebkę na wszelki wypadek, ale bardzo możliwe, że napastnik po prostu zostawił ją tam, gdzie stała, a potem ktoś inny zabrał pieniądze i komórkę. Której notabene nikt nie używał od czasu porwania.

A zatem GPS nam się tu nie przyda. Kolejna ślepa uliczka.

– A co z samą Faith?

Somer się krzywi.

– Nie jest zbyt chętna do przesłuchania, sir, z oczywistych powodów. Poza tym przed naszą rozmową zdążyła wziąć prysznic, co najmniej dwukrotnie…

– Ale co z ubraniem? Może na nim być DNA, ślina…

– Wrzuciła wszystko do pralki. To dość naturalny odruch w takich okolicznościach, chociaż oczywiście koszmarnie utrudnia nam pracę. Mamy tylko jej buty. Zbadamy je, ale podejrzewam, że nic to nie da.

* * *

Rozmowa z Jackie Dimond, 35 Rydal Way, Oksford

2 kwietnia 2018, godz. 16.15

W rozmowie uczestniczy post. V. Everett

JD: Nie jestem pewna, co mogłabym państwu powiedzieć. Ledwie znam Applefordów.

VE: Rozmawiamy ze wszystkimi ich sąsiadami, pani Dimond. Czasami ludzie widzą więcej, niż się im zdaje.

JD: Chodzi o poniedziałek rano, prawda? Nawet nie było mnie wtedy w domu.

VE: Tak, wiem, już pani o tym wspominała. Bardziej interesuje mnie, czy widziała pani coś nietypowego w ciągu minionych kilku tygodni.

JD: W jakim sensie nietypowego?

VE: Czy nie kręcił się w okolicy ktoś, kogo pani nie znała? Może ktoś wypytywał o Applefordów? Interesował się ich domem? Zaparkował furgonetkę na ulicy?

JD: Przykro mi, kochaniutka. Powiedziałabym Diane, gdyby ktoś tu węszył.

VE: Myślałam, że pani w zasadzie ich nie zna?

JD: Bo nie znam. Ale Diane jest sama, prawda? Tak jak ja. Nie ma żadnego faceta w ramach wsparcia. Na pewno bym jej powiedziała, gdybym zauważyła jakiegoś zboczeńca kręcącego się w pobliżu.

VE: Zna pani jej córki, Faith i Nadine?

JD: Niezbyt. Moje własne są nieco młodsze, więc nie mają zbyt wielu wspólnych zainteresowań, rozumie pani. Faith jest zawsze bardzo uprzejma. Uśmiecha się i wita. Zawsze wygląda naprawdę ślicznie. Chciałabym, żeby moja Elaine była trochę bardziej schludna, ale wie pani, jakie są nastolatki.

VE: A Nadine?

JD: Nie mogę powiedzieć, że miałam z nią wiele kontaktu. Nie wychyla się, chodzi ze spuszczoną głową, zgarbiona. Nie pokazuje się od najlepszej strony, rozumie pani? Ale musi być jej ciężko, prawda? Z taką atrakcyjną siostrą, podczas gdy Nadine…

VE: Właściwie to wydały mi się sobie bardzo bliskie.

JD: Chodziło mi o jej wygląd. Żadna z niej piękność, prawda?

* * *

Jest 16.30. Andrew Baxter wpatruje się w nagranie z kamery przemysłowej już przeszło godzinę. Na ekranie przed jego oczami kolejne samochody wjeżdżają na stację benzynową i wyjeżdżają z niej. Jak dotąd znalazł sześć furgonetek, samochód z przyczepą dla koni, klasycznego harleya-davidsona (ten fragment filmu przewinął kilka razy, podziwiając wspaniałą maszynę), dwie ciężarówki z taboru wędrownego cyrku oraz cały szereg SUV-ów „apetycznych mamusiek” jadących po dzieci do szkoły. Z tego, co widzi, szanse na to, że ich sprawca w ogóle zawitał na stację, są dość marne, a nawet jeśli tak się stało, to jak, do cholery, miałby go rozpoznać? Cholerna strata czasu, i tyle. Odsuwa krzesło od biurka i wstaje, czując migrenę rozlewającą się u podstawy czaszki. Pewnie mam za niski cukier, myśli. Lepiej dmuchać na zimne. Na szczęście automat z przekąskami jest na korytarzu.

* * *

Adam Fawley

2 kwietnia 2018

17.25

– Weź sobie krzesło, jeśli znajdziesz jakieś wolne.

Jestem w biurze Bryana Gowa, a ściśle biorąc, w jego tymczasowym biurze; ponieważ jego budynek jest remontowany, wydział psychologii wynajął kilka pokoi w budynku wydziału botaniki. Jest to solidny gmach z lat 50. przy South Parks Road, z odpowiednim wystrojem zewnętrznym i wewnętrznym: drewniane parkiety i boazeria oraz rzadkie botaniczne eksponaty w szklanych gablotkach. Natomiast większość żyjących wersji doniczkowych wymaga chyba dobrego podlania i odrobiny pielęgnacji.

Sądząc po stosie książek spiętrzonych bezładnie na krześle, obecny współlokator Gowa jest ekspertem w psycholingwistyce, cokolwiek to jest. Podczas mojej ostatniej wizyty tutaj Gow spędził cały czas, powtarzając mi, że to tylko na kilka miesięcy i naprawdę nie ma nic przeciwko dzieleniu pokoju z kimś innym – ale ja się nie dam oszukać. Nie ma nic bardziej ludzkiego niż potrzeba posiadania własnej przestrzeni. Nawet psychologowie nie potrafią sobie wmówić czegoś innego.

– Chciałem zasięgnąć twojej opinii na pewien temat – mówię. – W poniedziałek osiemnastoletnia dziewczyna została porwana w pobliżu Cherwell Drive. Chciałbym się dowiedzieć, kogo powinniśmy szukać.

Gow unosi brwi, a potem odchyla się na krześle i składa koniuszki palców razem.

– W porządku, strzelaj.

Przez dobre pięć minut opowiadam mu wszystko, co wiem, ale on zaczyna marszczyć czoło na długo przedtem, zanim kończę. Zwłaszcza kiedy podaję mu wydruk rozmowy na forum inceli.

– Zapewne brak tu sugestii, że był to ktoś, kogo ta dziewczyna znała? – pyta wreszcie.

Kręcę głową.

– Chciałbym, żeby tak było, ale…

– I nikt, kto jest świadomy jej przemiany?

– Sprawdzamy to jeszcze, ale w tej chwili nie znamy nikogo poza najbliższą rodziną, kto by o tym wiedział.

Gow stuka palcem w wydruk.

– Czyli chcesz się dowiedzieć, czy to mógłby być twój podejrzany.

– A jeśli nie on, to kto.

Wstaje i obchodzi biurko, zbliżając się do sterty kartonowych pudeł ustawionych na stoliku pod oknem. Musiał się spakować o niebo lepiej, niż ja bym to zrobił, ponieważ odnalezienie tego, czego potrzebował, zajmuje mu tylko kilka minut.

– To dość podstawowy podręcznik, ale dobry dla niewtajemniczonych. – Rzuca książkę na biurko przede mną.

Profilowanie przestępców seksualnych: teoria, badania i praktyka w psychologii dochodzeniowej. Sądząc po nazwisku, autor jest Amerykaninem.

– I czego się z tej książki dowiem?

Gow siada z powrotem na swoim krześle.

– Wiele już wiesz. W tego rodzaju przestępstwie chodzi głównie o władzę. Władzę i strach. Ten człowiek chce dominować i terroryzować. Napaść seksualna to tylko narzędzie, które ma mu pomóc osiągnąć ten cel.

– Mimo że wszystkie te dyskusje inceli krążą wokół seksu?

– Wokół braku seksu – zaznacza Gow, spoglądając mi w oczy. – I tego, czego ów brak ich pozbawia: statusu, poczucia własnej wartości, autonomii.

Napaść na tle seksualnym jako sposób zdobycia kontroli. Chryste!

– W takim razie jakiego rodzaju profilu szukamy?

– Obawiam się, że nużąco przewidywalnego. Niemal na pewno jest to biały mężczyzna, co najwyżej z klasy średniej, o przeciętnej inteligencji, być może nieco wyższej – bierze do ręki wydruk – używa slangowych skrótów, ale również poprawnych form gramatycznych i interpunkcji. Poza tym lubi grę słów: YeltobYob, tashag. Ten stopień zręczności językowej sugeruje raczej górny zakres dostępnego wykształcenia, co najczęściej widuje się przy tego typu przestępstwach. – Odkłada kartkę. – Zgaduję, że ma pracę, chociaż prawdopodobnie uważa ją za „niewystarczająco dobrą” dla niego. Możliwe, że jego szefem jest kobieta; ktoś, kto go nie awansuje i „nie docenia”. Bardzo możliwe, że mieszka sam, i niemal na pewno ma trudności z utrzymaniem jakiegokolwiek poważnego dłuższego związku z kobietami.

Klasyczny samotny odmieniec. Tylko tego mi było trzeba.

Gow przygląda mi się uważnie.

– Wybór słowa yob do identyfikatora jest dość znaczący. Oznacza ono typowego chuligana, człowieka, który wręcz szczyci się swoim chamstwem i złym zachowaniem. Podejrzewam jednak, że w tym wypadku użycie tego przydomka wynika jednocześnie z głębokiego uczucia nienawiści do samego siebie, chociaż najprawdopodobniej nasz podejrzany nie zdaje sobie sprawy z tego konfliktu wewnętrznego.

– Przedział wiekowy?

– Pomimo sugestii, że jest chłopcem, podejrzewam, że jest trzydziesto- lub czterdziestoparolatkiem. – Wskazuje na książkę. – Przeczytaj to. Jestem pewien, że uznasz to za fascynującą lekturę.

– A to, że jego działania nie zakończyły się sukcesem… Czy to coś zmienia?

Gow unosi brwi.

– Zostały przerwane czy inaczej pokrzyżowano mu plany?

– Jedno lub drugie. Może jedno i drugie?

Wzdycha i krzywi się ponuro.

– Obawiam się, że coś takiego mogło zaostrzyć problem. Znalazł się tak blisko tego, czego pragnął, tylko po to, aby w ostatniej chwili zostało mu to odebrane. Wszystko stanie się teraz dużo pilniejsze, no i zapewne będzie wściekły.

Wstaję. Wiedziałem od początku, że będziemy mieli do czynienia z czymś takim, ale w tej chwili czuję bardzo nieprzyjemny skurcz w żołądku.

Jestem już przy drzwiach, kiedy Gow woła mnie z powrotem.

– Tylko jeszcze jedno, jak zapewne powiedziałby Columbo. Na twoim miejscu posadziłbym Baxtera do wyszukania modus operandi waszego człowieka. Nie zdziwiłbym się, gdyby zrobił już coś podobnego wcześniej.

* * *

Graeme Scott wyłącza światła w klasie od plastyki i zaczyna szukać kluczy w kieszeni. Nagle przypomina sobie, że zapomniał wyłączyć pieprzonego peceta i musi znów wrócić do środka. Kiedy wreszcie zamyka klasę pięć minut później, świetlówka na korytarzu nadal mruga nad jego głową – jest tak już od miesiąca, a woźny nadal nic z tym nie zrobił. Scottowi nie trzeba przypominać, że sztuki piękne znajdują się dużo niżej na liście porządku dziobania niż technika informacyjna albo medioznawstwo, ale nikt nie lubi, kiedy w tak oczywisty sposób wytyka się mu jego pośledniość.

Scott wciska pęk kluczy z powrotem do kieszeni, a potem rusza w kierunku parkingu. Większość uczniów już wyszła i widać tylko kilkoro z nich, jak stoją przy bramie w oczekiwaniu na podwózkę. Scott dostrzega paru żylastych chłoptasiów plączących się przy grupce dziewcząt, w której, jak się okazuje, znajdują się koleżanki Sashy Blake.

Scott się czerwieni i cieszy się, że dziewczęta są zbyt daleko, aby to zauważyć. Dociera do samochodu, otwiera drzwi z tyłu i zaczyna szybko wkładać do środka materiały plastyczne. Słyszy śmiech – nagłe wybuchy chichotania. Może nie ma to nic wspólnego z nim, może to tylko zbieg okoliczności, ale paranoja stała się jego drugą naturą. Podśmiewanie się z jego ubrań i samochodu, wstrętne, krzywdzące przezwisko. Już takie jego szczęście, że Scott rymuje się ze „spot”, chociaż większość przezywających go gnojków ma koszmarny trądzik, więc ciśnie się na usta powiedzenie „przyganiał kocioł garnkowi”. Jeżeli chodzi o samochód, najwyraźniej nie mają wystarczającej inteligencji, aby zrozumieć, że to klasyk, ale to już ich problem, nie jego. Tylko że oczywiście to nieprawda, bo znów zaczynają, właśnie w tej chwili. Kątem oka widzi dwóch chłopaków: jeden udaje, że kręci korbą, podczas gdy drugi wydaje z siebie pierdzące odgłosy. Dziewczyny zanoszą się śmiechem. Leah Waddell na wysokich szpilkach i Isabel Parker z idiotycznie ufarbowanymi włosami. Scott dziwi się, że dyrekcja w ogóle na to pozwala. A jeśli chodzi o Patsie Webb, z jej głupawym imieniem, to spryciara, wstrętna, mściwa mała suka. Scottowi nie podoba się, że Sasha Blake zadaje się z takimi typami. Jest warta dużo więcej. Sasha naprawdę ma talent, jakiś potencjał…

 

Odsuwa puszkę z farbą na bok, żeby zrobić miejsce dla rolek papieru, a potem zamyka z trzaskiem drzwi, obchodzi samochód i zajmuje miejsce za kierownicą. Siedzi przez chwilę, zaciskając palce na kluczyku zapłonu i modląc się, żeby to cholerstwo chociaż raz zaskoczyło za pierwszym razem.

* * *

– Nazywam się Jed Miller. Dzwonię z firmy usług internetowych Achernar. Czy mógłbym rozmawiać z posterunkowym Anthonym Asante?

Asante prostuje się na krześle. To jest to. Na to czekali.

– Mój szef powiedział, że chce pan wydobyć od nas jakieś metadane. Z wczorajszego dnia?

– Zgadza się.

– Mam to, czego chcieliście, chociaż nie jestem pewien, czy rzeczywiście okaże się pomocne…

– Proszę przesłać dane, panie Miller. O reszcie zdecydujemy my.

* * *

Kiedy Gislingham zagląda przez drzwi do mojego gabinetu, jest już po dziewiętnastej.

– Właśnie dostałem informacje od zespołu na działkach, szefie. Krótko mówiąc, nada.

Quinn często to powtarzał, kiedy był sierżantem. Mam nadzieję, że Gislinghamowi się to znudzi, zanim będę zmuszony roztrzaskać mu głowę o mur.

– Udało im się wyłącznie wkurzyć sporą grupkę starszych gości, którzy nie mają już wystarczająco dobrych wymówek, żeby wykręcić się od zmywania naczyń. – Szczerzy zęby w uśmiechu. – Myślę, że powinniśmy się przygotować na liczne gniewne roszczenia o odszkodowanie za zdeptane przez policję pietruszki.

– Co z szopą, do której napastnik zabrał Faith? Wiemy, kto jest właścicielem?

Gis wyciąga notes.

– Niejaka Cheng Zhen Li – odczytuje, z trudem wymawiając nazwisko. – Oczywiście Chinka. Podobno mieszka w Marston blisko trzydzieści lat i ma działkę przynajmniej od dziesięciu. Zwykła pojawiać się tam codziennie jak w zegarku, rano i wieczorem, ze swoją kobiałeczką, gotowa na odrobinę pielenia i zbierania.

Zaczynam się zastanawiać, czy Gis nie planuje sam zdobyć działki – zdecydowanie ma opanowaną terminologię. Chociaż z tego, co wiem na temat jego żony, jakoś nie widzę, żeby rzuciła się na ten pomysł z entuzjazmem.

– Co chcesz powiedzieć przez „zwykła pojawiać się”?

Krzywi się.

– Dokładnie to, co powiedziałem. Wylądowała w szpitalu ze złamanym biodrem. Jest już w domu, ale nie odwiedzała działki przez ostatnie dwa tygodnie.

– A szopa? Była zamknięta na kłódkę?

– Wygląda na to, że nie. Był tylko haczyk. Właścicielka nie trzyma w niej niczego wartościowego, a poza tym twierdzi, że działkowicze dzielą się swoimi rzeczami. Podobno to normalna rzecz w tych kręgach.

A zatem to również do niczego nas nie doprowadziło. Cudownie. Po prostu, kurwa, cudownie.

– Co z forum inceli?

– Tutaj mam dobre i złe wieści. Okazało się, że ten cały Yeltob rzeczywiście korzystał z publicznego wi-fi, zgodnie z podejrzeniami Asantego. Logował się w tym samym miejscu za każdym razem, kiedy odwiedzał czat w ciągu ostatnich kilku tygodni.

– A to jest dobra czy zła wiadomość?

Krzywi się.

– Przykro mi, szefie. Okazuje się, że korzystał z sieci w Starbucksie na obrzeżu Southampton.

Czyli to nie nasz człowiek.

Oddycham głęboko.

– Przekazaliście to policji Hants? – Ten gnojek powinien zostać zgarnięty, nawet jeśli nie my to zrobimy.

Gislingham kiwa głową.

– Somer zamierza zadzwonić do tego swojego faceta. On będzie wiedział, komu przekazać sprawę. Jeśli ten Starbucks ma kamery, to istnieje spora szansa, że uda się im zidentyfikować gościa.

* * *

Alex Fawley spogląda jeszcze raz na drogę i zasuwa zasłony. Nadal ani śladu Adama. Podchodzi do sofy i siada ostrożnie. Czuje, jak dziecko porusza się, a potem uspokaja. Alex stara się nie martwić i zachowywać jak zwykle, ale czasami ma przemożną chęć wczołgać się pod kołdrę i już tam zostać. Udało się jej wynegocjować możliwość pracy w domu przez ostatnie kilka miesięcy ciąży, ale teraz nawet jej własny dom wydaje się polem minowym – poligonem ćwiczebnym pełnym nieożywionych obiektów, które są tu, aby wyrządzić jej krzywdę, jak na przykład chodniki, na których mogłaby się poślizgnąć, czy schody, na których mogłaby się potknąć. Powtarza Adamowi, że czuje się świetnie. Żartuje z nim w ten swobodny sposób, jaki wypracowali w ciągu lat małżeństwa, ale w chwili gdy Adam wychodzi z domu, strach powraca i Alex spędza większość dnia zbyt sparaliżowana, aby się poruszyć.

Wstaje i znów podchodzi do okna, lecz podjazd przed domem nadal jest pusty.

* * *

Erica Somer dociera do domu i bierze długi prysznic. Coś w tej sprawie nie daje jej spokoju, ale nie jest pewna, co dokładnie. Spotykała już ofiary, które wycierpiały dużo więcej i zasługiwały przynajmniej na tyle samo współczucia. Nigdy jednak nie miała okazji zajmować się przestępstwem przeciwko transseksualiście. Miała się za osobę dobrze poinformowaną i wrażliwą na tego typu problemy, tak przynajmniej myślała. Każda inteligentna osoba najprawdopodobniej sądzi o sobie to samo. Jednak Erica wie już, że ta sprawa jest dużo bardziej skomplikowana i ma więcej niuansów, niż można by się spodziewać. Nawet Fawley, którego Somer lubi i podziwia i który naprawdę wiele zrobił, żeby ją promować i zachęcać, wydaje się nie radzić sobie z tą sprawą. A co z Gilesem? Somer powtarza sobie, że Saumarez nie jest mizoginem i nie traktuje kobiet z góry, ale jak może być pewna, skoro zna go jeszcze tak słabo?

Po wejściu do sypialni zastaje wiadomość od Gilesa na komórce, z prośbą o telefon. Wie, że najprawdopodobniej to coś związanego ze Starbucksem, ale i tak czuje przyjemne ciepło w sercu. A potem radość, kiedy orientuje się, jak instynktowna była ta fala radości. Czyżby podświadomość próbowała jej coś powiedzieć? Może to wszystko jest naprawdę tak proste, jak się wydaje.

* * *

Adam Fawley

3 kwietnia 2018

08.15

Jest 8.15. W nocy temperatura spadła poniżej zera, ale według systemu centralnego ogrzewania na posterunku kwiecień kwalifikuje się oficjalnie jako „wiosna”, a więc kaloryfery zostały wyłączone. Quinn siedzi z szalikiem na szyi, zawiązanym w ten dziwaczny supełek, który najwyraźniej obecnie jest de rigueur. Kilka innych osób włożyło kurtki i wyraźnie czuć, że atmosfera zmieniła się nie tylko na zewnątrz. Nastroje są chłodniejsze, bardziej bezwzględne. Czoło Everett przecina głęboka bruzda, a Baxter zaciska uparcie szczęki, tak jak to widziałem zbyt wiele razy w ciągu lat naszej współpracy.

Kończę im opowiadać, czego się dowiedziałem od Gowa, i spoglądam na Asantego. To akurat muszę zrobić przy wszystkich.

– Dobra robota w kwestii forum inceli, posterunkowy Asante. Nawet jeśli to nie nasz człowiek.

Asante się uśmiecha – niezbyt promiennie, bo to wyglądałoby na samozadowolenie, nie za mało, bo wie doskonale, że odwalił kawał świetnej roboty, i nie zamierza pozwolić, żeby przeszło to bez echa. A może za wiele próbuję wyczytać z jego miny i Asante zawsze uśmiecha się w ten sposób.

– Miej oko na te czaty, dobrze? Na wypadek gdyby pojawiło się coś nowego.

Somer podnosi wzrok.

– Tak przy okazji, policji z Hants udało się zidentyfikować YeltobYoba. W Starbucksie były kamery, więc znaleźli faceta, który korzystał z telefonu dokładnie w tym czasie, kiedy pojawiały się posty. Poza tym zapłacił kartą, więc z całą pewnością mają właściwego człowieka. Zamierzają kontynuować wątek jako możliwe przestępstwo motywowane nienawiścią.

Nastrój w pomieszczeniu nieco się poprawia: przynajmniej jedno udało się nam uzyskać.

Spoglądam na Gislinghama.

– Okej, a gdzie jesteśmy z analizą kryminalistyczną działek?

– Hmmm, mamy dwa odciski palców na siatce z Tesco, które dadzą się wykorzystać – zaczyna, szukając właściwych notatek. – Mamy też kilka częściowych odcisków i kilka rozmazanych. W bazie danych nic nie wyskoczyło, więc nie pochodzą one od nikogo z kartoteką.

– A DNA?

– Mamy kilka różnych profili i również żadnych wyników z bazy danych. Mogą należeć do kogokolwiek; sprzedawczyni, ludzi wykładających towary, kierowców…

– Ale któryś z nich może być naszym sprawcą?

Gis wzrusza ramionami.

– Jasne, to możliwe, ale dlaczego miałby zadać sobie tyle trudu i zapomnieć o włożeniu rękawiczek, kiedy trzymał w rękach torebkę?

Zgadzam się z nim, ale patologiczna głupota części kryminalistów już nieraz okazywała się naszym zbawieniem i tym razem również może się tak zdarzyć.

– Przepytaliśmy też wszystkich mieszkających w pobliżu garaży, ale obawiam się, że tutaj też nam się nie poszczęściło – ciągnie Gis.

Baxter spogląda na wszystkich.

To koniec darmowego fragmentu. Czy chcesz czytać dalej?