Kto je porwał?

Tekst
Przeczytaj fragment
Oznacz jako przeczytane
Jak czytać książkę po zakupie
Czcionka:Mniejsze АаWiększe Aa

Przerywa i ściska dłonie dziewczyny trochę mocniej.

– Czy możesz mi powiedzieć… miałaś już operację zmiany płci?

Faith nie patrzy na nich. Kręci głową.

– Jeszcze nie. Może później.

– Sądzisz, że ten, kto to zrobił… czy to możliwe, że o tym wiedział?

Faith spogląda na nie oczami rozszerzonymi ze zdumienia.

– Chce pani powiedzieć, czy był zdziwiony? Naprawdę mnie pani o to pyta?

Somer czuje, że policzki płoną jej z zażenowania.

– Bardzo mi przykro, Faith. Nie chciałam, żeby zabrzmiało to tak prostacko. Wiesz, dlaczego pytam: od tego zależy, z jakiego rodzaju przestępstwem mamy do czynienia i w jaki sposób możemy zacieśnić krąg potencjalnych podejrzanych.

Faith wyciera łzy wierzchem dłoni. Policjantki czekają. Dają jej czas. Somer słyszy szczekanie gdzieś na zewnątrz. Jazgotliwe, kapryśne. Pewnie znów ten cholerny chihuahua.

– Kto jeszcze wie o tym, że jesteś transpłciowa, Faith? – pyta w końcu Everett. – Poza twoją rodziną.

– Tutaj, nikt. – Jej głos załamuje się lekko. – Nikomu nie powiedziałam.

– Nawet przyjaciołom? Najlepszej przyjaciółce?

Odwraca wzrok.

– Nie chcę, żeby ludzie patrzyli na mnie i widzieli chłopaka przebranego za dziewczynę. Nie chcę, żeby gapili się na mnie, usiłując odgadnąć, które cechy zdradzają moją płeć. Chcę, żeby widzieli mnie.

– A co z ludźmi w poprzednim miejscu zamieszkania. Basingstoke, prawda? Utrzymujesz kontakt z kimś stamtąd?

Wzrusza ramionami.

– Chciałam zacząć od nowa. Zostawić cały ten syf za sobą.

Nie musi tłumaczyć: obie kobiety potrafią sobie wyobrazić, jak to musiało być.

Faith znów zaczyna się bawić naszyjnikiem, przesuwając palcami po literach swojego imienia.

– Doskonały wybór. – Somer wskazuje na wisiorek. – Piękne imię. Niezwykłe. – Prawie dodaje „jak ty”, ale powstrzymuje się. Jej zdaniem byłby to komplement, ale w rzeczywistości mogłoby to tak nie zabrzmieć.

Dziewczyna rumieni się lekko.

– Mama wolałaby Danielle. Albo Dannii, jak Dannii Minogue. Powiedziała, że byłoby łatwiej, gdyby zmiana nie była zbyt drastyczna. Ale ja chciałam, żeby to była ogromna zmiana. Chciałam, żeby wszystko było inaczej. – Na jej twarzy maluje się teraz duma i wyzwanie. – Dlatego właśnie wybrałam Faith. Chodziło o pokazanie, kim naprawdę jestem.

– Czyli w Oksfordzie nie ma nikogo innego, kto by wiedział? – pyta Everett. – Nikogo, kto mógłby wziąć sobie ciebie na cel z powodu twojej przeszłości?

Faith kręci głową.

– Nie. Nikogo.

Policjantki unikają swojego wzroku, ale obie myślą o tym samym. Czy napastnika też zmylił wygląd Faith, tak jak wszystkich innych? A może znał jej sekret i zaatakował ją właśnie z tego powodu? Tak czy owak, czy Faith zdaje sobie sprawę, w jak wielkim niebezpieczeństwie się znalazła?

Mina dziewczyny odpowiada na ich niewypowiedziane pytania. Faith doskonale o tym wie. Wiedziała od samego początku. To właśnie jest rzeczywistość, z którą zmaga się przez połowę swojego życia.

– Możesz nam zdradzić, co było potem? Po tym, co nam przed chwilą opowiedziałaś? – Nawet Ev, która zajmuje się tego typu rzeczami od lat i przeszła specjalny trening, żeby odpowiednio traktować ofiary przestępstw na tle seksualnym, próbuje unikać pewnych słów.

Faith obejmuje się ramionami, ściągając sweter ciaśniej. Jej dłonie drżą.

– Skrzywdził cię, Faith? – pyta Somer cicho.

– Nie… nie w ten sposób. Ale myślałam, że to zrobi. Czułam jego bliskość… słyszałam jego oddech. A potem chwycił mnie za włosy i to strasznie bolało. Poczułam, jak odrywa się część dopinek do włosów. Zaczęłam znów kopać i poczułam to… nóż na mojej skórze, przesuwający się w dół po moim brzuchu… i…

Znów zaczyna płakać.

– Nie musisz się spieszyć. Wszystko w porządku.

Mruga gwałtownie, wyciera oczy i spogląda na policjantki. Jej dolna warga drży, ale nie spuszcza wzroku.

– Zsikałam się, okej? Myślałam, że mnie skrzywdzi… tam, na dole… i się posikałam.

* * *

Adam Fawley

2 kwietnia 2018

12.17

Alex nalewa mi soku i opiera się o blat kuchenny. Na talerzu przy suszarce leżą resztki jej lunchu. Sałatka z kurczakiem: brązowy ryż, chude białko, warzywa liściaste; wszystkie pozycje na liście odhaczone, ale na talerzu zostało zbyt dużo jedzenia, a jej twarz wygląda na wychudzoną. Bardziej, niżbym sobie tego życzył.

– Pielęgniarka właśnie napisała mi esemesa, że się spóźni, więc o ile tajemniczy pan Asante przybędzie na czas, może jakoś nam się uda zachować wszystko w sekrecie.

Drażni się ze mną. Była ciekawa Asantego, od kiedy wspomniałem o nim po raz pierwszy.

– Asante nie jest tajemniczy, Alex. Po prostu trudno go rozszyfrować. Nie tak, jak Gislinghama…

Alex uśmiecha się szeroko; bardzo lubi Gisa.

– Albo Quinna.

Tym razem się krzywi.

– I dzięki Bogu. To miejsce jest za małe na więcej niż jednego Quinna.

Podchodzę do czajnika; obecnie ulubionym napojem Alex jest zielona herbata o smaku tarty bakewell. Pewnie wykupiliśmy już cały zapas z Waitrose.

– Po prostu wolałbym, żeby nie pojawiał się tu teraz nikt z pracy. Nie powiedziałem jeszcze ludziom o dziecku.

Alex zerka na swój brzuch.

– W porządku. Będę pamiętać o tym, żeby nie wstawać. – Spogląda na mnie żałośnie. – Miejmy tylko nadzieję, że nie jest zbyt dobrym detektywem.

– Przepraszam. Wiem, że to kłopot, ale uparł się, że musi przyjechać…

Alex wyciąga rękę i dotyka lekko mojego policzka.

– Nie zamartwiaj się tak. Tylko żartowałam.

Kiedy rozlega się dzwonek do drzwi, Alex leży już skulona na sofie, z herbatą w dłoni. Uśmiecha się do mnie szeroko, kiedy obok niej przechodzę, a potem kładzie sobie poduszkę na udach.

Asante stoi na progu z laptopem pod pachą. Jak zwykle ma na sobie nienaganny garnitur, białą koszulę i ciemnoczerwony jedwabny krawat. Widzę fragment etykietki: Burberry. Nagle przychodzi mi do głowy myśl, że niechęć Quinna jest może jedynie efektem gogusiowatej zazdrości.

Odsuwam się, wpuszczając go do środka. Czeka uprzejmie, aż zamknę drzwi.

– Przejdźmy do kuchni.

Specjalnie nie patrzę na Alex, kiedy przechodzimy obok, ale wyczuwam jego chwilowe zwolnienie kroku.

– Przepraszam za najście – mówi.

– Ryzyko zawodowe – odpowiada, a ja słyszę w jej głosie wesołość.

W kuchni Asante odmawia herbaty, ale przyjmuje szklankę wody, a ja automatycznie sięgam po butelkę do lodówki, zamiast po prostu odkręcić kran. Podejrzewam, że Asante ma podobny wpływ na wielu ludzi.

Otwiera laptopa, którego postawił na wyspie kuchennej. Na ekranie widzę ten sam nieciekawy standardowy wygaszacz ekranu, który mam na swoim komputerze. Gislingham wrzucił zdjęcie swojego synka w barwach Chelsea, Ev ma portret swojego kota, a Quinn jakąś tropikalną plażę (i pewnie chce, żebyśmy pomyśleli, że tam był). Ale Asante pozostaje dyskretnie i z premedytacją anonimowy. Kolejny fakt do zapisania w moich umysłowych aktach.

Przyciąga sobie stołek, a ja nagle orientuję się, że zostawiłem zdjęcie USG na blacie, zaledwie metr od miejsca, w którym siedzi teraz mój podwładny. Sięgam po nie szybko i wkładam je do tylnej kieszeni. Jeżeli Asante to zauważył, nie daje niczego po sobie poznać.

Kończy pisać coś na klawiaturze, a potem odwraca laptopa w moim kierunku. Dopiero po kilku minutach dociera do mnie, co takiego czytam – i czuję, jakby ktoś wcisnął mi do gardła żelazną sztabę.

* * *

Kiedy parkują samochód, znów zrywa się wiatr. Everett odwraca się i spogląda na dziewczynę. Siedzi z tyłu, wyglądając przez okno. Zgodziła się pojechać z nimi, ale teraz wydaje się dużo mniej pewna swojej decyzji. Cóż, przynajmniej nie ma tu prawie nikogo: jest środek dnia i ogródki działkowe przy Marston Ferry Road są w zasadzie opustoszałe. Ev dostrzega jedynie dwóch starszych panów w niemal identycznych swetrach i kapeluszach, siedzących na ławeczce przy kontenerach na śmieci i dzielących się napojem z termosu i elektronicznym papierosem.

– Nadal chcesz to zrobić, Faith? – pyta.

– Tak, chcę – odpowiada szybko, otwierając drzwi samochodu. – Załatwmy to i wracajmy, zanim mama pojawi się w domu i będę musiała się spowiadać z tego, gdzie byłam.

Somer tymczasem wysiadła już z wozu i przepatruje podłoże. Kilka metrów stąd widać głębokie ślady opon tam, gdzie ktoś najwyraźniej bardzo szybko ruszył z miejsca. I dość niedawno. Spogląda na chmury. Mają szczęście, że ślady nadal tu jeszcze są i Somer liczy na to, że fart nie opuści ich jeszcze przez kilka chwil. Kryminalistycy muszą je szybko zarejestrować, zanim znów zacznie padać. Wyciąga telefon i oddala się nieco od samochodu, żeby zadzwonić do Alana Challowa. Grunt wokół niej jest pełen piaszczystego czerwonego błota. Tego samego błota, które znaleźli rozpryskane na butach obecnie tkwiących w zabezpieczonej torbie na dowody, w bagażniku jej samochodu.

Faith patrzy przed siebie, na przewrócone taczki, rozklekotane szopy, nagą ziemię, nijakie tyczkowate rośliny. Wszystko wydaje się albo martwe, albo uschnięte.

Wzdryga się nagle i wcale nie tylko z powodu wiatru.

– Chyba wiem, dlaczego mnie wypuścił. Przypomniałam sobie syreny… słyszałam wycie zbliżających się syren. Właśnie wtedy uciekł.

To by wyjaśniało sprawę, myśli Everett. W tym miejscu wkoło nie ma żywego ducha, to niemal cud, że napastnik nie dokończył tego, co zaczął. Kierowca tego pojazdu uprzywilejowanego jest bohaterem mimo woli.

Somer podchodzi do nich powoli. Jej buty chrzęszczą na rozrzuconym gdzieniegdzie żwirze. Kiwa głową do Everett, przekazując jej niemą wiadomość: kryminalistycy są w drodze.

 

– Co się stało po tym, jak usłyszałaś syrenę? – pyta Ev.

Faith zerka na nią.

– Usłyszałam, jak otwiera drzwi szopy, a kilka minut później uruchamiany silnik i odjeżdżający wóz. Szybko odjeżdżający, jakby przez chwilę zabuksowały koła.

– A potem?

Faith oddycha głęboko.

– Zaczęłam krzyczeć. Miałam nadzieję, że ktoś się pojawi. Zupełnie nie wiedziałam, gdzie jestem… czy ktoś mnie usłyszy.

Somer próbuje sobie nie wyobrażać, jak to jest leżeć z torbą na głowie, bez bielizny, panikując z braku dostępu powietrza…

– Nie była zawiązana zbyt mocno. – Faith wyraźnie odgaduje jej myśli. – Torebka. – Przygryza wargę. – Po wszystkim pomyślałam, że chyba nie chciał mojej śmierci. Nie tak naprawdę, jeżeli zawiązał ją tak luźno.

Pewnie nie chciał, żeby zabawa zbyt szybko się skończyła, myśli Ev. Zacisnęła szczęki; muszą znaleźć tego skurwiela, i to jak najszybciej.

– W jaki sposób uciekłaś?

– Zaczęłam się wić na ziemi i udało mi się zsunąć torebkę z głowy. Wtedy zdałam sobie sprawę, że jestem w szopie… były w niej narzędzia ogrodnicze i takie tam. Rozejrzałam się trochę i udało mi się znaleźć sekator. Zablokowałam go ławką i próbowałam rozciąć więzy, ale ciągle mi wypadał. Całe wieki się z tym szarpałam.

– Która to była szopa, Faith? Możesz nam pokazać?

– Tamta. – Wskazuje palcem. – O, tam. Ta z taczką przed drzwiami.

– A co z torebką? Wiesz, co się z nią stało?

– Prawdopodobnie nadal tam jest. Nie zabrałam jej ze sobą. To była siatka na zakupy z Tesco, jeśli to w jakiś sposób pomoże.

Somer naciąga rękawiczki i rusza w stronę szopy.

– Musimy zabezpieczyć miejsce przestępstwa – wyjaśnia Everett. – Mogą tam być odciski palców lub DNA.

– Wydaje mi się, że on nosił rękawiczki – mówi Faith ponuro. – Jego ręce wydawały się jakieś takie plastikowe.

– Masz na myśli gumowe rękawiczki, takie gospodarskie?

– Nie. Były grubsze i większe. Rękawice ogrodnicze albo coś w tym stylu. – Wzdycha. – Tak czy siak, pewnie nie znajdziecie odcisków palców.

– Cierpliwości. Na pewno czegoś nie dopilnował i dzięki temu go przyskrzynimy.

– Cały czas miałam nadzieję, że ktoś się pojawi – kontynuuje cicho dziewczyna. – Ale tak się nie stało. Nikt nigdy się nie pojawia, prawda? Nie wtedy, kiedy to ma znaczenie. Nie wtedy, kiedy człowiek naprawdę potrzebuje pomocy.

* * *


* * *

Adam Fawley

2 kwietnia 2018

14.05

Kiedy wracam do centrum koordynacyjnego, na tablicy wisi mapa z pinezkami zaznaczającymi miejsce zamieszkania Faith, punkt, w którym została porwana, i gdzie została znaleziona. Niepozornie to wygląda, ale jednocześnie rzuca się w oczy.

Asante siedzi cicho przy biurku. Poprosiłem go, żeby nic nie mówił do mojego powrotu i do czasu, kiedy zbierzemy cały zespół. Ale teraz wszyscy już tu są.

Spoglądam mu w oczy i Asante wstaje.

– Okej, ludzie, czy mogę prosić o uwagę? Chciałbym wam coś pokazać.

Zgromadzeni podnoszą wzrok i obserwują, jak Asante podłącza iPada do projektora. Ev jest zaciekawiona, Baxter sceptyczny, Quinn zaś zwyczajnie zirytowany – i nie stara się tego nawet ukryć.

Asante włącza ekran i wchodzi na odpowiednią stronę. Nie patrzę na to – nie muszę. Już to widziałem. Obserwuję za to twarze ludzi, kiedy orientują się, na co patrzą.

Widzieliście tą cycatą dziwkę w TV? – kolejny rozruchany lachociąg

Wpis 2 dni temu przez supremegentlemen89

17 komentarzy podziel się ukryj zgłoś

Jedyna dobra głupia suka to martwa głupia suka. Rozłóżcie im nogi, to zobaczycie, co mam na myśli

Wpis 2 dni temu przez suckingthatblackpiller

10 komentarzy podziel się ukryj zgłoś

Musimy nastraszyć te dziwki. Chlusnąć im kwachem w gęby. STERRORYZOWAĆ te cipska

Wpis 1 dzień temu przez justyouraveragecumpanzeeee

35 komentarzy podziel się ukryj zgłoś

Ta pieprzona zabawa jest od początku ustawiona. 20% pierdolonych Chadów robi 80% całego ruchania

Wpis 1 dzień temu przez proudtobeaunowot

24 komentarze podziel się ukryj zgłoś

Wcale nie musi tak być, stary. Wszystkie te kurwy i feminazistki marzą o gwałcie. Wyświadczyłbyś im przysługę

Wpis 17 godzin temu przez furiousmadomegger

22 komentarze podziel się ukryj zgłoś

Wiecie, co jest najgorsze? Pierdoleni transwestyci, ot co. Zasługują na wszystko, co najgorsze

Wpis 16 godzin temu przez downwiththegynocracy

35 komentarzy podziel się ukryj zgłoś

Totalnie. Mój koleś załapał gorącą cipencję i okazało się, że laska ma fiuta L

Wpis 9 godzin temu przez YeltobYob

6 komentarzy podziel się ukryj zgłoś

– Jak, do diabła, ty się o tym dowiedziałeś? – pyta Gislingham. Nie może uwierzyć w to, co widzi, a ja jestem pewien, że nie jest w tym odosobniony.

Asante wzrusza ramionami.

– W zeszłym roku mieliśmy incydent w Brixton. Dwudziestotrzyletnia kobieta została zaatakowana przez gościa, który próbował się z nią umówić, ale ta go spławiła. Był typem samotnika, zafiksowanego na grach komputerowych, wiecie, o co mi chodzi. Okazało się, że potem śledził ją najpierw przez kilka tygodni w internecie i osobiście, a kiedy przejrzeliśmy jego komputer, okazało się, że przez cały ten czas logował się na znane strony Inceli. Uczestniczyłem w śledztwie, więc trochę na ten temat wiem. I w taki właśnie sposób to znalazłem. Wiedziałem, gdzie szukać.

Quinn rzuca mu spojrzenie w stylu „przemądrzały dupek”, a ja obdarzam jego spojrzeniem mówiącym „dupek dupka rozpozna”.

Baxter marszczy czoło. Jak dotąd internet był jego niekwestionowaną domeną i ta nagła ingerencja nieco go uraziła.

– Incele, czyli co dokładnie? – pyta.

– To skrót od involuntary celibate, czyli mimowolny celibat – tłumaczy Asante. – Mężczyźni, którzy nie uprawiają wystarczająco dużo seksu… albo w ogóle go nie uprawiają i winią za to kobiety, twierdząc, że ich do siebie nie dopuszczają. Obwiniają też samców alfa, którzy dostają więcej, niż się im należy. Właśnie o tym wspomina jeden z tych gości na czacie. Incele nazywają takich facetów Chadami.

Quinn rumieni się nieco na to określenie. Myślę jednak, że jeśli nagle w kantynie zaczną na niego wołać „Chad”, nie będzie specjalnie narzekał.

– I oczywiście ich własne żałosne, szowinistyczne braki nie mają absolutnie nic wspólnego z taką sytuacją – rzuca Ev zgryźliwie.

Rozlega się kilka niewyraźnych chichotów, ale twarz Asantego jest niczym z kamienia.

– To wszystko wykracza daleko poza zwyczajny seksizm. – Wskazuje na ekran. – To jest jedynie przykład tego, co ludzie wypisują na podobnych czatach. Uwierzcie mi, że większość jest dużo, dużo gorsza, jeśli wie się, gdzie zaglądać. Dostawcy usług co chwila zamykają tego typu fora, ale zaraz pojawiają się nowe.

– I jak tu nie kochać internetu – mówi Somer z goryczą. – Pomaga psychopatom zdobywać nowych przyjaciół.

– Jest dużo gorzej, niż myślisz. – Asante spogląda jej w oczy. – Nasz napastnik z Brixton nie ograniczył się do nieszkodliwego wyżywania słownego z innymi „przegrywami”. To działa jak wszystkie radykalizacje: ci ludzie się wzajemnie nakręcają. Każda seria odpowiedzi robiła się coraz bardziej gniewna i brutalna, aż któregoś dnia rzucił w dziewczynę puszką z wybielaczem, po tym jak jeden z jego internetowych kumpli powiedział mu: „Poparz tę dziurę na spermę. Zobaczmy, ile razy załapie się na ruchanie, kiedy nie będzie miała twarzy”.

Somer blednie, a Everett zasłania dłonią usta. Nic nie mówią, nie muszą.

– A dlaczego uważasz, że nasz sprawca jest częścią tego gówna? – pyta Quinn. – Oczywiście to jest absolutnie odrażające i w ogóle – dodaje szybko. – Nie ma co do tego żadnych wątpliwości. Ale to bydło, które spędza całe dnie na tych forach… to tylko gadanina. Ta cała historia o jego „kolesiu od laski z fiutem” to stek bzdur. Nie oznacza to jeszcze, że facet rzeczywiście coś zrobił…

– Nie byłbym taki pewien – mówi ponuro Baxter. – Za bardzo mi to wygląda na szukanie poklasku. Asante spogląda na Quinna.

– Widziałem przynajmniej jednego incela opowiadającego o porwaniu kobiety i przetrzymywaniu jej w celu gwałtu i tortur. I nie, nie oznacza to, że rzeczywiście to zrobił, ale granica między fantazją i rzeczywistością jest w tym wypadku bardzo cienka.

Quinn przewraca oczami. Wyraźnie uznał, że równie cienka jest granica między wtajemniczonym w dany temat współpracownikiem i pretensjonalnym przemądrzałym dupkiem.

– Dlaczego uważasz, że tym razem jest inaczej? – pyta Gislingham.

– Właśnie – dodaje szybko Quinn. – Nawet jeśli gnojek rzeczywiście coś zrobił, to jakie są szanse, że chodzi o Faith? To mógł być absolutnie ktokolwiek. Nie wiemy nawet, gdzie mieszkają ci kretyni…

– Spójrz na ostatni identyfikator użytkownika – mówi cicho Somer.

Wszyscy wpatrują się w nią, a potem w ekran.

– Chodzi ci o YeltobYoba? – pyta Quinn, który wyraźnie nie rozumie.

Baxter spogląda na Somer.

– To tak jak nazwisko, tak? Jak ten gość z BBC, jakmutam…

– Alan Yentob – podpowiada Everett. – Nie, to nie to samo.

Ale Somer kręci głową.

– To wcale nie jest nazwisko. Wszystko jest od tyłu. Yob to Boy. A Yeltob to Botley[8].

* * *

W liceum Summertown High dzwonek właśnie obwieścił koniec lekcji. W klasie szykującej się do GCSE[9] ze sztuk pięknych uczniowie zwijają płachty papieru i ustawiają farby oraz pędzle na długiej ławie stojącej pod oknem. Na dworze po szarym niebie pędzą chmury.

Nauczyciel zatrzymuje się przy ławce Sashy Blake, która chyba nie usłyszała dzwonka, a jeśli tak, to nie spieszy się jej, tak jak kolegom, na następne zajęcia. Odchyla się nieco do tyłu, przyglądając się krytycznie swojej akwareli przedstawiającej martwą naturę na środku pokoju: białą porcelanową miskę pełną śliwek i cytryn oraz bladoniebieski dzbanek z gałązką forsycji. Z boku szkicu widać ciapki różnych odcieni fioletu: czerwonawy lilaróż, niebieskawe indygo – żadna z próbek nie pasuje dokładnie do koloru owoców lśniących w misce.

– Robisz postępy, Sasha – mówi nauczyciel. Ma około trzydziestu siedmiu lat, piaskowe, lekko się przerzedzające włosy i grubą bawełnianą koszulę w kratkę, sfilcowaną od długiego noszenia. Nie nosi obrączki. – Masz dobre oko. Powinnaś pomyśleć o zdawaniu A levels[10].

Sasha odwraca się wreszcie i spogląda na niego.

– Jest taka książka, która może ci się spodobać – zaczyna ostrożnie. – Martwa natura autorstwa A.S. Byatt. Jest tam cudowny ustęp o tym, jak opisać precyzyjnie kolor śliwek… w jaki sposób uchwycić ich soczystość. Właściwie dlatego wybrałem ten właśnie układ…

Zaczyna się rozkręcać, ale w tym momencie jedna z dwóch dziewcząt czekających w progu woła:

– Na litość boską, Sash! Rusz się w końcu.

Sasha rozgląda się i szybko wstaje. Kiedy sięga po torbę, długi ciemny koński ogon zsuwa się jej na ramię.

– Sorki, sorki! – woła do koleżanek, pospiesznie zgarniając rzeczy. – Trochę się zamyśliłam.

– Jasne, jasne. – Jedna z dziewcząt uśmiecha się do niej. – Zupełnie jakby to był pierwszy raz.

Sasha wyszczerza zęby w uśmiechu i przerzuca torbę przez ramię, obdarzając na poły przepraszającym, a na poły pełnym ulgi spojrzeniem nauczyciela, który nadal stoi przy jej krześle. Drzwi do klasy zamykają się z łoskotem, ale mężczyzna nadal słyszy głosy dziewcząt, stłumione i coraz cichsze, w miarę jak uczennice oddalają się korytarzem.

 

– Czy Spotty Scotty próbował cię podrywać?

– Fuj, to obrzydliwe! Wyobraź go sobie, jak cię całuje!

– O matko, to straszny dziwak!

Mężczyzna stoi w pustym pokoju z płonącymi policzkami i zaciśniętymi pięściami, słysząc, jak arogancki śmiech jego uczennic powoli cichnie.