Konkurs na żonęTekst

0
Recenzje
Przeczytaj fragment
Oznacz jako przeczytane
Jak czytać książkę po zakupie
Czcionka:Mniejsze АаWiększe Aa

Bronwyn Scott

Konkurs na żonę

Tłumaczenie: Hanna Dalewska

HarperCollins Polska sp. z o.o.

Warszawa 2021

Tytuł oryginału: Tempted by His Secret Cinderella

Pierwsze wydanie: Harlequin Mills & Boon Ltd., an imprint of HarperCollinsPublishers, 2019

Redaktor serii: Grażyna Ordęga

Opracowanie redakcyjne: Grażyna Ordęga

© 2019 by Nikki Poppen

© for the Polish edition by HarperCollins Polska sp. z o.o., Warszawa 2021

Wydanie niniejsze zostało opublikowane na licencji Harlequin Books S.A.

Wszystkie prawa zastrzeżone, łącznie z prawem reprodukcji części lub całości dzieła w jakiejkolwiek formie.

Wszystkie postacie w tej książce są fikcyjne. Jakiekolwiek podobieństwo do osób rzeczywistych – żywych i umarłych – jest całkowicie przypadkowe.

Harlequin i Harlequin Romans Historyczny są zastrzeżonymi znakami należącymi do Harlequin Enterprises Limited i zostały użyte na jego licencji.

HarperCollins Polska jest zastrzeżonym znakiem należącym do HarperCollins Publishers, LLC. Nazwa i znak nie mogą być wykorzystane bez zgody właściciela.

Ilustracja na okładce wykorzystana za zgodą Harlequin Books S.A. Wszystkie prawa zastrzeżone.

HarperCollins Polska sp. z o.o.

02-672 Warszawa, ul. Domaniewska 34A

www.harpercollins.pl

ISBN 978-83-276-6692-5

Konwersja do formatu EPUB, MOBI: Katarzyna Rek / Woblink

ROZDZIAŁ PIERWSZY

Londyn

Piątek, 13 lipca 1855 r.

Sutton Keynes uważał się za człowieka myślącego i postępującego zgodnie z zasadami logiki, które jasno dowodzą, że nic z niczego się nie bierze. Wszystko ma jakiś konkretny powód, choć naturalnie może się zdarzyć, że coś spadnie na człowieka jak grom z jasnego nieba, tyle że w uporządkowanym życiu zdarzało się to bardzo rzadko. I właśnie zdarzyło się w chwili, gdy stawy pana Barnesa, leciwego prawnika jego zmarłego stryja, zaskrzypiały, przekazując, że byłoby lepiej, gdyby szanowny pan mecenas tego nie robił. On jednak nie posłuchał i nachylił się ku Suttonowi, by wypowiedzieć tych piętnaście słów, jakże niemiłych dla kogoś, komu tak dobrze się żyje w kawalerskim stanie:

– Jeśli zależy panu na tej fortunie, musi pan znaleźć kandydatkę na żonę w ciągu czterech najbliższych tygodni.

Cztery tygodnie na znalezienie szanownej małżonki!

Te słowa jakby wyssały całe powietrze z ciasnego biura przy Poppins Court. A niech to wszyscy diabli! Był pewien, że zdołał zapobiec temu szaleństwu. Kiedy wiosną widział się ze stryjem, dał mu jasno do zrozumienia, że nie zależy mu na jego pieniądzach, i zasugerował inne rozwiązania. Niestety, jak się okazało, żadne z nich nie przypadło stryjowi do gustu.

Sięgnął po filiżankę, żałując, że w środku jest herbata, a nie coś mocniejszego, i nieco upił, starając się sprawiać wrażenie, że w ogóle nie jest poruszony, jakby cały jego świat nie zatrząsł się w posadach. W końcu zawsze lepiej zachować stoicki spokój, dopóki nie pozna się wszystkich szczegółów, bo może się okazać, że to, co przekazał szanowny jurysta, nie jest aż tak przerażające.

– Tylko cztery tygodnie? Na znalezienie narzeczonej, a potem rychły ślub?

O czym wcale nie marzył, choć oczywiście wiedział, że kiedyś będzie musiał się tym zająć. Dotąd stale odsuwał to w czasie, i jakoś nie miał z tego powodu wyrzutów sumienia. Wiadomo przecież, że kiedy człowiek chce w sposób właściwy przeprowadzić doświadczenie, w żadnym razie nie powinien się śpieszyć. Najpierw trzeba zebrać wszelkiego rodzaju próbki i bacznie je obserwować, gromadzić informacje, analizować, sprawdzać hipotezy, a także eliminować to, co okaże się zbędne. Należy działać powoli, starannie i systematycznie, a wybór młodej panny spełniającej wszystkie warunki umieszczone na liście wymagań, to na pewno eksperyment, który trzeba przeprowadzić z największą uwagą i naukową precyzją.

– Na znalezienie odpowiedniej kandydatki na żonę trzeba co najmniej roku – oświadczył, odstawiając filiżankę, którą pan Barnes skwapliwie znów napełnił herbatą. Jakby stawiał na ilość, a nie na rozkosze podniebienia, których herbata w porównaniu z brandy raczej skąpiła. – Czy wiadomo, dlaczego termin jest taki krótki?

Sam też próbował dociec, co skłoniło stryja do podjęcia takiej, a nie innej decyzji. Sir Leland był człowiekiem ekscentrycznym, między innymi lubił zabawiać się numerologią. A więc cztery. Czterech Archaniołów, cztery Ewangelie, Nowe Jeruzalem miało kształt kwadratu. Czyżby to zainspirowało szanownego stryja? Może i tak, ale czy ma to coś wspólnego z tą właśnie sytuacją? Nic. A jeśli chodzi o czwórkę, to akurat jemu, człowiekowi o ścisłym umyśle, skojarzyła się z czymś innym. Przede wszystkim dwa do kwadratu. Poza tym cztery żywioły, cztery fazy księżyca, cztery pory roku, a także cztery pory dnia.

– Taka jest procedura bezpieczeństwa banku, panie Keynes – wyjaśnił Barnes. – Bank pańskiego stryja ma cztery tygodnie na wypłatę środków zmarłej osoby.

– Rozumiem. Proszę mi wyjawić, co się stanie, jeśli nie spełnię warunków postawionych przez stryja?

– Wtedy fortuna przechodzi na pańskiego kuzyna, Baxtera Keynesa.

– A, Bax, naturalnie Bax… – Sutton uśmiechnął się niewesoło, ponieważ kuzyn mógł go zmusić do podjęcia rękawicy rzuconej przez stryja. I stanie do walki, by ta góra pieniędzy nie trafiła do rąk Baxa, czyli do rąk jak najbardziej niepowołanych.

Podsumowując, to wszystko stawało się coraz bardziej irracjonalne, bo nie tylko powinien na chybcika się ożenić, to jeszcze stoczyć wprawdzie bezkrwawy, ale bardzo zajadły pojedynek z Baxterem Keynesem, jedynym dzieckiem stryja.

– Czy pan zna mego kuzyna, panie Barnes?

– Tak, panie Keynes. – Spojrzenie prawnika wyraźnie stwardniało. – Zjawił się tu dziś rano, ale nie zabawił zbyt długo.

– Był zły? – spytał retorycznie, albowiem Bax z całą pewnością był wściekły.

Wystarczy, żebym w ciągu czterech tygodni znalazł sobie małżonkę, a z całego spadku nie dostanie ani pensa, pomyślał Sutton.

Z tym że z drugiej strony nie powinno go to dziwić, skoro stryj, czyli ojciec Baxa, groził mu tym od lat. Przy tym sir Leland zostawił w spadku tylko mierzalny w funtach majątek, bo tytuł, który nosił, nie był dziedziczny. I jak właśnie się okazało, tenże mierzalny funtami majątek zapisał nie synowi, ale bratankowi.

– Tak. Nawet bardzo. – Barnes skrzywił się i ruchem głowy wskazał na okno, w którym jedna z szyb była rozbita.

Sutton mimo woli lekko się uśmiechnął.

– Skoro miał pan już przyjemność go poznać, to zapewne nie dziwi pana, że stryj podjął taką właśnie decyzję. Nie miał wyboru i ja, choć o tym spadku nie marzę, jednak powalczę o niego, ponieważ nie powinien przypaść w udziale komuś takiemu jak Bax.

Jednak nie chodziło o to, że drogi kuzyn jest utracjuszem i część tych pieniędzy by roztrwonił na swoje zachcianki. Coś takiego można potraktować obojętnie, skoro chodzi o cudze pieniądze, a nawet zaakceptować z tego samego powodu. W końcu nie tylko Bax lubi kamizelki z najdroższego jedwabiu, szybkie konie i najmodniejsze ekwipaże sprzedawane po absurdalnie wysokich cenach.

Co innego spędzało Suttonowi sen z powiek. Otóż Bax skumał się z handlarzami niewolników, którzy sprzedawali białe kobiety do haremów, zyskując nie tylko pieniądze, ale również przychylność osmańskich dostojników, dzięki czemu mieli dostęp do handlarzy, którzy każdemu, kto miał pieniądze, sprzedawali broń, nie bacząc, po czyjej jest stronie. I z tego też były profity. Krótko mówiąc, kuzyn uczestniczył w zbrodniczym procederze, o czym oczywiście wiedziało tylko niewielu. Dla świata Bax, syn dość ekscentrycznego sir Lelanda, był typowym dżentelmenem. Nikt nie podejrzewał, że pod tą ludzką powłoką jest aż tak mroczno.

– Czyli zamierza pan spełnić wymogi postawione w tym testamencie?

– Tak.

Krótko, zwięźle i bez chwili namysłu, co w jego przypadku było co najmniej dziwne, skoro ta właśnie chwila namysłu weszła mu w krew już we wczesnej młodości. A stało się tak dzięki Anabeth Morely, w której zakochał się bez pamięci. Niestety okazała się panną z idealnie pustą głową, więc przeżył wielkie rozczarowanie, a potem już żadnych miłości. Wolał nie ryzykować, więc małżeństwo znalazło się na szarym końcu jego listy priorytetów, podobnie jak fortuna stryja.

A kiedy co jakiś czas, z tym że naprawdę nieczęsto, pomyślał o małżeństwie, jawiło mu się jako coś, co owszem, może kiedyś się zdarzy, ale dopiero wtedy, gdy jego mleczarnia, która oferowała wielbłądzie mleko, ugruntuje swoją pozycję w Newmarket. Czyli nie wcześniej niż za pięć, sześć lat. Więc na pewno nie teraz, kiedy ma tyle na głowie. W przyszłym miesiącu jedna z klaczy ma się źrebić, musi się zastanowić nad programem hodowlanym na przyszły rok i nad rodowodami, a także dalej badać mleko wielbłądzie, co ma wielką wagę. Lato w pełni, a już we wrześniu na spotkaniu w Klubie Hodowców w Newmarket wygłosi sprawozdanie z tych prac. Czyli ma co robić.

Dlatego ten wyjazd nie był mu na rękę, ale musiał pojawić się w Londynie, by zapoznać się z testamentem stryja. Czeka go jeszcze przeglądanie dokumentów i składanie podpisów, a cała ta procedura wymaga czasu, czyli, choć bardzo mu się to nie podoba, zostanie tu jeszcze kilka dni.

 

Zdecydowanie preferował proste, nieskomplikowane życie w Newport. Wolał przebywać ze swoimi zwierzętami, a nie w tak zwanym towarzystwie, czyli głównie wśród matron, które stają na głowie, by wydać swoje córki za mąż, oraz wśród tych właśnie głupawych córek. Niektórzy pewnie uważają go za samotnika i raczej się nie mylą. Tak czy inaczej musi tu pobyć i przez to wszystko przebrnąć, czyli ożenić się, co wcale nie musi być takie straszne, bo może po jakimś czasie powstaną szczęśliwe okoliczności ku temu, by rozstać się z tą drugą połową… Muszą powstać…

– Panie Keynes, czy pan mnie słucha?

– Tak, tak. Bardzo proszę, niech pan mówi.

– Odnośnie pańskiego małżeństwa, to również tu są pewne obwarowania. Po pierwsze, pańska żona powinna pochodzić z rodziny szlacheckiej. Po drugie, ma być to małżeństwo na zawsze. Nie może być unieważnione, rozwód też jest wykluczony. Ma być to trwały związek, w przeciwnym wypadku fortuna przepadnie.

Do diabła! Przecież już to sobie zaplanował! Parę lat przemęczy się z żoną, a potem powiedzą sobie „żegnaj”. Na pewno bez większego trudu znalazłby damę, która by na to przystała, oczywiście za solidną zapłatą. Niestety musiał wykluczyć ten wariant. A więc może taka cicha, nieformalna separacja, kiedy małżonkowie ustalają między sobą, że każde z nich ma prawo do osobnego życia prywatnego, w tym do cichych pozamałżeńskich związków… Ale nie! To też niemożliwe. Bo jeśli już z kimś się jest nawet tylko przez czas określony, to mimo wszystko powinno się postawić na wierność i lojalność.

– A po trzecie, panie Keynes, żadnej separacji. Małżonkowie mieszkają pod jednym dachem. W ciągu roku mogą mieszkać osobno nie dłużej niż trzy miesiące.

Czyli tyle, jeśli chodzi o możliwość jakiegoś manewru. Drogi stryj wszystko przewidział. Innymi słowy, pętla się zaciska.

Sutton poruszył się niespokojnie na krześle z twardego drewna i założył nogę na nogę. Chciał się też napić choćby tylko herbaty, ale przeklęta filiżanka znowu była pusta.

– Mówiąc wprost, zostałem wystrychnięty na dudka.

– Tak bym tego nie ujął, panie Keynes, ponieważ za swoje poświęcenie zostanie pan hojnie wynagrodzony. Poza tym niemal wszyscy mężczyźni wcześniej czy później jednak się żenią, nieprawdaż?

– Owszem, zgadzam się, ale nie chodzi mi o samo małżeństwo, tylko o ten pośpiech oraz o obwarowania. Zupełnie jakbym ubiegał się o tę fortunę, o której nie marzę. Naprawdę mam z czego żyć. Chodzi tylko o to, żeby nie dostała się w ręce Baxa, i właśnie z tego powodu stryj uczynił mnie swym spadkobiercą. To chyba oczywiste.

Barnes pokiwał głową i po raz trzeci napełnił filiżanki, a Sutton nieśpiesznie zaczął popijać herbatę, zastanawiając się nad ewentualną kandydatką na żonę, czyli panną z dobrego domu, którą ma poślubić w ciągu najbliższych czterech tygodni. Dlatego od tej chwili każdy dzień jest na wagę złota, tym bardziej że to już połowa sezonu i niewątpliwie większość najbardziej pociągających panien jest już zajęta. Chociaż mogło być jeszcze gorzej, gdyby stryj odszedł z tego świata w końcu sierpnia, kiedy parlament kończy obrady i wszyscy wracają do wiejskich posiadłości. Wtedy to już w ogóle nie byłoby w czym wybierać.

– Tyle na dzisiaj, panie Keynes – oznajmił Barnes, zbierając papiery. – Zgodnie z poleceniem pańskiego stryja, z pozostałymi dokumentami zapozna się pan, gdy dokona już wyboru i ogłosi zaręczyny.

Sutton wstał, pożegnał się i wyszedł na zalaną słońcem ulicę. Przystanął, wsunął za kołnierzyk koszuli palec i przesunął nim wokół szyi, żeby w tym upale poluzować kołnierzyk. Nie dość, że mocno go poruszyła wizyta u prawnika, to jeszcze grzeje jak w piecu. Ale trudno, musi się z tym zmierzyć.

Głęboko zadumany ruszył w stronę Ludgate Circus. A więc niebawem w jego życiu nastąpi zasadnicza zmiana. Pojawi się narzeczona, która niemal natychmiast zostanie jego żoną, więc nie starczy czasu, by poznał ją bliżej, lecz tak czy inaczej zaistnieje w jego życiu, czym on, przyzwyczajony do tego, że sam jest sobie panem, nie był zachwycony. Czyli to wszystko razem zakrawa na absurd, a on zdecydowanie preferuje inne sytuacje i inny sposób funkcjonowania. Na przykład podczas eksperymentu osobiście kontroluje zmienne, nikt inny nie ma tu nic do gadania, i to jest dla niego sytuacja normalna. Niestety teraz nic nie jest normalnie, ponieważ zmienna krytyczna jest poza jego kontrolą!

Potrząsnął głową. Nie, nie wolno się poddawać i nie ma sensu skupiać się na czymś, nad czym się nie panuje. Lepiej zastanowić się nad tym, co w tej sytuacji może zrobić. Przede wszystkim porozmawiać z kimś, kto jest mądry, dobrze mu życzy i ze szczerego serca pomoże, czyli z matką. Z tym że zanim się z nią spotka, musi coś przemyśleć, co uczynił, jadąc dorożką, która wiozła go na South Audley Street. Trochę to trwało, więc zdążył opracować plan działania, oczywiście w oparciu o to co zwykle. O logikę. I rozsądek.

ROZDZIAŁ DRUGI

– Czegoś bardziej niedorzecznego twój stryj już nie mógł wymyślić! I skandalicznego! – Catherine Keynes, usadowiona na jasnoniebieskiej sofie w salonie, bardzo głośno dała wyraz swemu oburzeniu. – Znaleźć sobie żonę w ciągu czterech tygodni? I to właśnie teraz, kiedy sezon ma się ku końcowi i wszyscy zbierają się do wyjazdu z Londynu? A nie do przyjazdu! Niepojęte!

– Myślę tak samo jak ty, mamo – oznajmił Sutton, wolnym krokiem przemierzając salon – ale nie wpadam w panikę. I w zaufaniu ci wyznam, że tak, można się z tym zmierzyć. Mam już nawet pewien pomysł, co mógłbym zrobić, z tym że przydałby mi się ktoś do pomocy… – Zerknął na matkę.

Catherine Keynes była nie tylko kobietą silną duchem, ale również bardzo bystrą, i Sutton czasami sobie myślał, że znakomicie spełniałaby się w roli królowej, szczególnie w dawno minionej epoce. Doskonale mógł ją sobie wyobrazić, jak zręcznie dyryguje średniowiecznym dworem. A w obecnej sytuacji była dla niego osobą bezcenną, bo nie dość, że kochająca matka, to także ktoś, kto w wielkim świecie jest dobrze osadzony od ponad trzydziestu lat, czuje się na salonach jak ryba w wodzie i ma bardzo szerokie znajomości.

– Masz już jakiś pomysł? – Matka westchnęła. – Przecież ta fortuna wcale ci nie jest potrzebna do szczęścia, prawda? Ale muszę coś dodać, żeby wszystko było jasne. Na nic nie będę nalegać i niczego nie oczekuję dla siebie. To, co zostawił twój ojciec, całkowicie mi wystarcza. Poza tym kto wie, czy nie zdecyduję się ponownie wyjść za mąż, oczywiście jeśli napotkam na swej drodze odpowiedniego dżentelmena. Nie musiałbyś wtedy w ogóle się o mnie martwić.

Powtórne zamążpójście Catherine Keynes? Niewykluczone. W wieku pięćdziesięciu lat nadal była piękną kobietą, a wytworną była chyba już od pieluszek. Tego dnia miała na sobie suknię z cienkiej niebieskosrebrzystej bawełny, a gęste ciemnoblond włosy, wciąż bez srebrnych nitek, kunsztownie upięła.

Sutton podszedł do kominka i oparł się o biały gzyms z marmuru kararyjskiego. Sprowadzano go z Włoch i był bardzo drogi, kolejny dowód, że Keynesom pieniędzy nie brakuje. Sami potrafili się o nie postarać. Ojciec Suttona był tego najlepszym przykładem. Zbił fortunę na handlu w Azji Południowo-Wschodniej.

– Dobrze wiesz, mamo, że Bax nie powinien dostać pieniędzy stryja.

– Wiem. Ale wiem też, że nie musisz ratować świata przed Baxem.

Oczywiście, że nie musi. Mógłby dać sobie spokój z tym desperackim szukaniem żony i dalej żyć po swojemu. Jednak oznaczałoby to, że nie jest człowiekiem odpowiedzialnym, a także nie potrafi zrobić tego, co nakazuje honor.

– Żeby zło zatriumfowało, wystarczy, by dobry człowiek zaniechał działania. Tak to ujął pewien mędrzec, a ja zgadzam się z nim całkowicie. Nie mam zamiaru siedzieć z założonymi rękami. – Sutton, przeczesując nerwowo ręką odziedziczone po matce gęste włosy, po raz kolejny przemierzał salon. – Dziewczyna, na którą Bax ostatnio się zasadził, popełniła samobójstwo. Tamiza wyrzuciła ją na brzeg. Nieszczęśnica miała kieszenie pełne kamieni.

– Boże wielki… – Matka pobladła. – Czy nikt nie może go powstrzymać?

– Jak dotąd nikt, ponieważ zbyt urósł w siłę. Ale to jeszcze nie znaczy, że nie dosięgnie go kara. Trzeba coś robić przeciwko niemu i innym draniom, którzy zajmują się tym niecnym procederem. I właśnie jest ku temu sposobność. Dla Baxa ta fortuna to byłby dodatkowy i naprawdę duży kapitał obrotowy w jego przestępczej działalności, więc nie wolno dopuścić, by pieniądze dostały się w jego ręce.

– Ale jakim kosztem. Suttonie, w ciągu czterech tygodni masz znaleźć żonę i pognać z nią do ołtarza! Czyli piękne przestawienie. Nie da się tego tak przeprowadzić, by nikt się nie zorientował, w czym rzecz, i wywołasz skandal.

– Cóż… Może i będzie tak to wyglądało, ale gra jest warta świeczki.

– Powiedzmy… – mruknęła matka, sięgając po dzbanek, naturalnie z porcelany od Wedgwooda. – Napijesz się herbaty? A jednocześnie zdradzisz mi, co już sobie umyśliłeś.

– Za herbatę dziękuję – odparł stanowczym głosem, ponieważ po wizycie u Barnesa był pewien, że co najmniej do końca tygodnia nie wypije ani łyka tego zacnego płynu. – A skoro wspomniałaś o przedstawieniu, to należy zadbać, by była to inscenizacja naprawdę warta obejrzenia. Natomiast jeśli chodzi o skandal, to się nie zamartwiaj, bo będę uważał na każdy krok. A jeśli chodzi o pośpiech… Przecież może to być płomienna miłość od pierwszego wejrzenia, prawda? Więc będzie mi śpieszno do ołtarza. – Owszem, zabrzmiało to optymistycznie, ale i tak westchnął ciężko. Bo spójrzmy prawdzie w oczy. Nie będzie łatwo przez to wszystko przebrnąć, oj nie.

Na co matka uśmiechnęła się, a potem odparła:

– A wiesz, że to mi się podoba. Będzie jak w bajce i może dzięki temu unikniesz skandalu. A nawet jeśli nie, to nie będzie to wielki skandal. Zrobimy tak. Do naszej posiadłości koło Newmarket zaprosimy gości, w pierwszym rzędzie te wszystkie panny, które uznasz za odpowiednie. Niech zobaczą, w jakich luksusach mogłyby się pławić. Na stole pojawi się najlepsza porcelana i najdroższe srebra, żeby zrobić dobre wrażenie na ich matkach. A także szampan i francuskie wina, by dogodzić ojcom. Dziewczęta będą spacerowały po ogrodzie, który w lecie wygląda przepięknie, a ty dobrze im się przyjrzysz i którąś sobie upatrzysz. Ja w tym czasie będę zabawiała ich matki, a ojców wyśle się nad rzekę, by zajęli się wędkowaniem.

– Tak to wszystko widzisz? – Sutton zaśmiał się. – Oj, chyba nie będzie to takie proste.

Pod pewnymi względami chciałby być taki jak matka, czyli mieć ten jej optymizm i pewność siebie, dlatego dobrze się stało, że jest przy nim, gdy rusza w nieznane. Matka już służy mu radą i pomocą, nie spiera się, nie próbuje go przekonywać, że podjął złą decyzję, tylko z nim współdziała nie tylko z zapałem, ale i z całą swoją mądrością.

– Myślę, mamo, że samo przyglądanie się wystrojonym pannom nie wystarczy. Trzeba nie tylko zobaczyć piękną suknię, ale także dostrzec, co w środku, w człowieku. Raz już to zlekceważyłem i pamiętasz, jak to się skończyło. Nieciekawie, ale nie ma co tego roztrząsać. W każdym razie z każdą z upatrzonych panien powinienem spędzić trochę czasu, najlepiej sam na sam, bym poznał ją bliżej. Poza tym będę też obserwować, jak zachowuje się wobec innych ludzi, bo to bardzo ważne. Goście pobędą u nas dwa tygodnie i czternastego dnia wydamy bal, podczas którego ogłoszę, którą pannę wybieram. A ponieważ, jak to sama powiedziałaś, ma być jak w bajce, zrobię to wraz z wybiciem północy.

– Dobrze, Suttonie. Przejdźmy do konkretów. Kiedy goście mają u nas zawitać?

– Najpóźniej za pięć dni. Dasz radę tym się zająć? Ustalić menu, wysłać zaproszenia i tak dalej? Byłbym ci bardzo wdzięczny.

– Za pięć dni… Nie będzie to łatwe, ale jak mus, to mus, prawda? – Catherine nagle się rozrzewniła i dodała z ciepłym uśmiechem: – Mój syn żeni się! Wreszcie się doczekałam.

– Na to wychodzi. I dziękuję, mamo, że mi w tym wszystkim pomożesz. – Nie była to grzecznościowa formułka. Oczywiście zawsze mógł liczyć na matkę, ale teraz był szczególnie zadowolony, że mu pomoże i na pewno da z siebie wszystko. Był jej jedynym synem i siłą rzeczy zwykle na nim skupiała się cała jej energia, której miała nieprzebrane pokłady. – A jeśli chodzi o to, kogo zaprosić… Zdaję sobie sprawę, że nie będzie to łatwe. Sezon się kończy i wiele panien jest już po słowie.

Oczywiście. Rywalizacja o panny z tak zwanych dobrych domów trwa, jak to zawsze się dzieje, i nie chodzi tylko o utytułowane panny. Wystarczy wspomnieć, jak było z Pavią Honeysett, dziedziczką fortuny zbitej na handlu herbatą. Panna z żadnym tytułem i z nie najlepszym rodowodem, która już na początku sezonu wpadła w oko pewnemu markizowi, a potem wyszła za przyjaciela Suttona, Cama Lithgowa.

 

– Zawsze jakaś się znajdzie, Suttonie. A goście zjadą do nas chętnie, bo rozrywek coraz mniej. Sezon wyścigowy w Ascot już się skończył, także regaty wioślarskie na Tamizie. Dam ogłoszenie do „Timesa” i za pięć dni będziemy mieli w Newmarket prawie cały Londyn! – Oczy matki rozbłysły. – Bardzo proszę! Niech panienki przyjeżdżają, by powalczyć o twoje względy. A jest o co walczyć, skoro jesteś i bardzo przystojny, i bardzo bogaty.

Naturalnie Sutton wolałby, żeby panny były łase na niego, a nie na jego pieniądze, ale przecież nie poradzisz. Ubogiego żadna nie zechce, tak już jest. Cmoknął matkę i wyszedł szybkim krokiem, bo bardzo był spragniony chwili samotności. I z tej potrzeby postanowił pojechać do klubu. Na ogół panuje tam błogi spokój, można sobie posiedzieć i porozmyślać, naturalnie popijając coś dobrego. A był zdecydowanie w nastroju melancholijnym. Bo to nieważne, czego on chce albo nie chce, te panny na wydaniu zwykle widzą fortunę, a człowieka już nie. Czy znajdzie się taka, która jednak go dostrzeże? Po prostu Suttona Keynesa? Może tak, ale raczej nie. On, człowiek nauki, rzadko kiedy liczył na cudowne zrządzenie losu. W sumie to nigdy, o ile pamięć go nie myli.

Kiedy tylko przekroczył próg klubu, było już oczywiste, że tym razem los na pewno mu nie sprzyja. Pragnął samotności, ale okazało się, że Londyn nie musiał czekać na anons w „Timesie” i całe miasto już teraz, o czwartej po południu, wiedziało, że został spadkobiercą sir Lelanda Keynesa i tym samym z dobrej partii przemienił się w wyjątkowo dobrą partię. Dlatego natychmiast otoczył go tłum dżentelmenów, a każdy z nich koniecznie chciał uścisnąć mu dłoń. Dżentelmeni znani mu i nieznani. Byli wśród nich jego koledzy z dawnych lat, których po ukończeniu szkoły nigdy już nie widział na oczy. Nieznani mu dżentelmeni powoływali się jakieś niejasne koneksje. Starsi panowie składali mu kondolencje z powodu śmierci stryja, młodsi chcieli albo odnowić znajomość, albo zawrzeć. I wszyscy bez wyjątku mieli siostrę, córkę, siostrzenicę, bratanicę, wychowankę, chrześnicę… Czyli pannę na wydaniu. W rezultacie Sutton omal nie parsknął śmiechem. Przecież nie dalej jak przed godziną był pewien, że pod koniec sezonu niełatwo będzie znaleźć pannę do wzięcia! Ale nie mógł się bardziej pomylić. Jeśli do ubogich nie należysz, zawsze się znajdzie. A on nagle stał się kluczem do bram bogactwa. Niestety.

Kiedy w końcu przebrnął przez to ściskanie dłoni, usiadł w zacisznym kącie i zamówił coś do picia. Naturalnie wiedział, że nie będzie zbyt długo cieszyć się samotnością. I nie mylił się, ponieważ już po chwili podeszło do niego dwóch młodych dżentelmenów, którzy powitali go jak starego druha, choć widzieli się z nim raz, może dwa na aukcji koni u Tattersalla.

– O, Keynes! Witaj! Miło cię widzieć. Mamy nadzieję, że skoro jesteś w Londynie, spotkamy się jeszcze nie raz.

Sutton uśmiechnął się, uścisnął im dłonie, zastanawiając się w duchu, kiedy napomkną o jakiejś pannie. I nie musiał długo czekać, bo dosłownie po minucie już jeden z nich wypalił:

– A wiesz, Keynes, że w tym sezonie przyjechałem tu razem z moją siostrą.

Sutton z trudem powstrzymał się, by nie wybuchnąć śmiechem, ale nie wesołym, tylko gorzkim. Bo gdyby szanowny stryj jeszcze żył, to długo by już nie pożył. Jego bratanek niewątpliwie udusiłby go własnymi rękami. Za to, że zmienił jego życie w piekło.