Rzeczy i fakty

Tekst
0
Recenzje
Przeczytaj fragment
Oznacz jako przeczytane
Jak czytać książkę po zakupie
Czcionka:Mniejsze АаWiększe Aa

4. Ontologia faktów a ontologia rzeczy

4. ONTOLOGIA FAKTÓW A ONTOLOGIA RZECZY. Ważne miejsce w Rzeczach i faktach zajmuje zestawienie Wittgensteinowskiej ontologii faktów z dwoma typami ontologii rzeczy: koncepcją Russella i reizmem Kotarbińskiego.

W różnych okresach aktywności filozoficznej Russell zajmował odmienne stanowiska ontologiczne. Zaczynał jako zwolennik monizmu absolutnego (w wydaniu neoheglistów brytyjskich). Na początku dwudziestego wieku zasadniczo zmienił swoje poglądy i stał się skrajnym pluralistą ontologicznym, by następnie, usuwając ze swojej ontologii – w wyniku stosowania brzytwy Ockhama – kolejne typy obiektów, dojść, na początku lat dwudziestych, do monizmu neutralnego. Nas interesują tu lata 1911–1918, tj. okres między pierwszym spotkaniem z Wittgensteinem a wygłoszeniem cyklu wykładów The Philosophy of Logical Atomism (Russell 1985). W tym czasie Russell utrzymywał, że przedmioty fizyczne są konstruktami logicznymi z danych zmysłowych. Problem, jak należy rozumieć terminy „konstrukt logiczny” i „dane zmysłowe”, jest złożony. W dodatku Russell ten ostatni termin w kolejnych tekstach definiował na różne sposoby: początkowo dane zmysłowe rozumiał subiektywnie, by z czasem zastąpić je obiektywnie istniejącymi sensibiliami. Dalej nie będziemy wchodzili w liczne – skądinąd niezwykle ciekawe – niuanse związane z tymi kwestiami i w naszym wywodzie oprzemy się jedynie na pewnej podstawowej intuicji kryjącej się za przytoczoną wyżej charakterystyką przedmiotów fizycznych.

Kotarbiński był w swoich przekonaniach ontologicznych dużo bardziej stały niż Russell. Począwszy od lat dwudziestych ubiegłego wieku (Lejewski 1994, s. 23) utrzymywał, że istnieją jedynie rzeczy, rozumiane jako ciała (czasoprzestrzenne bryły materialne); przedmiotom abstrakcyjnym konsekwentnie odmawiał istnienia i określał je mianem „hipostaz”. Sam Kotarbiński, na przykład w artykule (1993a), przyznaje, że jego reizm (konkretyzm) ulegał przemianom, nazywanym „fazami rozwojowymi”. Na początku (fazy od pierwszej do czwartej) reizm miał wyraźny wydźwięk ontologiczny – Kotarbiński stopniowo usuwał z ontologii kolejne hipostazy: cechy, stosunki, stany rzeczy, zdarzenia; następnie powszechniki (uniwersalia) i obrazy wewnętrzne. W tzw. fazie piątej nastąpiła konfrontacja reizmu („konkretyzmu somatystycznego”) z konkretyzmem Franza Brentana, co pozwoliło Kotarbińskiemu sformułować tzw. pozytywną tezę ontologiczną (o tym, co istnieje). Pozytywne tezy ontologiczne mają jednak swoje konsekwencje – w szczególności konsekwencje negatywne, czyli negatywne zdania o istniejących przedmiotach. Z takimi zdaniami reizm wyraźnie sobie nie radził. Szósta faza rozwojowa konkretyzmu Kotarbińskiego dotyczyła już więc nie pewnych bytów, ale negatywnych zdań o istnieniu przedmiotów pozornych („Żaden przedmiot nie jest cechą”, „Żaden przedmiot nie jest stosunkiem”). Kotarbiński zaznaczał, że te zdania nie są negacjami odpowiednich zdań pozytywnych, ale zdaniami nonsensownymi. W siódmej fazie wysiłki Kotarbińskiego skupiły się na wysłowieniu ontologicznej tezy reistycznej – zarzucano mu, że teza ta jest tautologiczna. Faza ósma to rozważania, czy główną tezą reizmu jest teza ontologiczna (o tym, co istnieje), czy semantyczna (o tym, które nazwy są nazwami rzetelnymi). Ostatecznie Kotarbiński doszedł do wniosku, że w pełni dojrzały konkretyzm głosi jedynie pewien „program” – w dodatku, jak czytamy w innym miejscu, dotyczący nie tyle rzeczywistości, ile języka, którym się posługujemy:

Ograniczamy się do sformułowania programu, który zachęca do wysiłków mających na celu obywanie się bez nazw, które nie są nazwami rzeczy wtedy, gdy opisuje się rzeczywistość, a także do pozostawiania w tych opisach przynajmniej jednej nazwy rzeczy (Kotarbiński 1993b, s. 232).

Widzimy więc, że – podobnie jak w wypadku Russella – także u Kotarbińskiego występuje wyraźna dynamika w zajmowanych stanowiskach filozoficznych. O ile jednak Russell zmieniał swoje preferencje ontologiczne (od monizmu absolutnego do pluralizmu i następnie od pluralizmu do monizmu neutralnego), o tyle ewolucja poglądów Kotarbińskiego dotyczyła raczej stopnia rozłożenia akcentów w głoszonej przez niego koncepcji; założenie ontologiczne Kotarbińskiego (istnieją jedynie rzeczy) pozostało niezmienne do końca.

Wolniewicz zauważa, że między stanowiskami Russella i Kotarbińskiego zachodzi pewne istotne podobieństwo: Russellowskiemu rozróżnieniu na „symbole niezupełne” (incomplete symbols) i „imiona własne w znaczeniu logicznym” (logically proper names) odpowiada reistyczny podział nazw na pozorne (onomatoidy) i rzetelne. W obu koncepcjach twierdzi się, że pierwsze z tych wyrażeń można wyeliminować ze zdań, w których się pojawiły, na rzecz drugich. Na przykład słowo „lato” to symbol niezupełny (onomatoid), a samo lato to konstrukt logiczny (hipostaza). Dokonując analizy logicznej zdań, w których to słowo wystąpiło, zastępujemy je zatem imionami własnymi w sensie logicznym (nazwami rzetelnymi). Zbieżność tych koncepcji kończy się jednak, gdy przechodzimy do zdań, w których użyto deskrypcji określonych. Wyrażenie „obecny prezydent Francji” to według Russella, podobnie jak słowo „lato”, symbol niezupełny. Odnosi się ono do konstruktu logicznego z danych zmysłowych. Poprawna analiza logiczna wyeliminuje to wyrażenie na rzecz imion własnych w znaczeniu logicznym, tj. zaimków wskazujących, odnoszących się do znanych bezpośrednio danych zmysłowych. Natomiast według Kotarbińskiego deskrypcja „obecny prezydent Francji” jest nazwą rzetelną odnoszącą się do pewnego fizycznego obiektu. Różnica ta wskazuje na odmienne kryteria podziału nazw na dwie wskazane wyżej kategorie i tym samym na odmienne kryteria identyfikacji rzeczy jednostkowych. Russell stosuje kryterium o charakterze epistemologicznym: rzeczą jednostkową jest to, co znamy bezpośrednio (knowledge by acquain­tance), a Kotarbiński – o charakterze ontologicznym: rzeczami jednostkowymi są bryły materialne.

Wskazując kryterium identyfikacji przedmiotów jednostkowych, Wittgenstein, podobnie jak Kotarbiński, nie bierze pod uwagę względów epistemologicznych. Z drugiej strony, nie przyjmuje też, że takimi przedmiotami są makroskopowe ciała fizyczne. Nazwy nie odnoszą się ani do danych zmysłowych, ani do obiektów fizycznych, lecz do prostych przedmiotów, będących postulowanym kresem analizy. We wstępie do Traktatu Russell owe przedmioty charakteryzuje następująco:

Jeżeli dany fakt atomowy rozłożymy tak dalece, jak tylko możliwe (chodzi o możliwość teoretyczną, a nie praktyczną), to osiągnięte w końcu składniki możemy nazwać „elementami prostymi” lub „przedmiotami”. Wittgenstein nie twierdzi, że element prosty potrafimy efektywnie wydzielić albo poznać empirycznie. Jest on pewną koniecznością logiczną postulowaną przez teorię, podobnie jak elektron (Russell; cytat za: Wolniewicz, s. 105).

Twierdzenie, że nazwy odnoszą się do prostych przedmiotów, Wittgenstein uzasadnia w taki oto sposób:

2.021 Przedmioty stanowią substancję świata. Dlatego nie mogą być złożone.

2.0211 Gdyby świat nie miał substancji, wtedy to, czy dane zdanie ma sens, zależałoby od tego, czy pewne inne zdanie jest prawdziwe.

2.0212 Nakreślenie obrazu świata (prawdziwego lub fałszywego) byłoby wówczas niemożliwe.

Punktem wyjścia jest tu założenie, że świat nie ma substancji, tj. że nie ma w nim przedmiotów prostych. W takim wypadku nazwy odnosiłyby się do przedmiotów złożonych. Sens zdania zbudowanego z takich nazw zależałby zatem od tego, czy owe złożone przedmioty istnieją, czyli od tego, czy pewne inne zdanie stwierdzające istnienie tych złożonych przedmiotów jest prawdziwe. Jednakże to drugie zdanie też składałoby się z nazw odnoszących się do przedmiotów złożonych. Zatem również jego sensowność zależałaby od prawdziwości kolejnego zdania mówiącego o istnieniu pewnych złożonych przedmiotów – i tak w nieskończoność. Według Wittgensteina tego typu regres jest absurdalny, zatem powinniśmy przyjąć, że odniesieniem przedmiotowym nazw są przedmioty proste.

Zestawiając stanowisko Wittgensteina z koncepcją Kotarbińskiego, Wolniewicz stawia tezę, że: "W interpretacji nominalistycznej ontologia faktów jest […] pewną zradykalizowaną wersją reizmu” (s. 110). Na gruncie interpretacji nominalistycznej przedmiotami są jedynie byty jednostkowe: indywidua. (Realiści twierdzą, że w zbiorze przedmiotów są też cechy i relacje). Reista utrzymuje, że odniesieniem nazw rzetelnych są ciała fizyczne. Jednak według Wittgensteina takie ciała to „jedynie” konfiguracje prostych przedmiotów, znajdujących się „pod powierzchnią” zjawisk. I to do tych przedmiotów odnoszą się nazwy. Miejsce, w którym język za pomocą swych czułek-nazw dotyka rzeczywistości (por. teza 2.1515), znajduje się zatem dużo głębiej, niż sądzili reiści. W tym ujęciu nazwy fizycznych obiektów stają się nazwami pozornymi, a same te obiekty tracą swój wyróżniony status ontyczny.

Ten ontologiczny radykalizm myśli Wittgensteina bardzo wcześnie dostrzegł Russell. W maju 1912 roku w jednym z listów do Ottoline Morrell pisał o swoim uczniu: „jest jedynym znanym mi człowiekiem, który ma autentyczną skłonność do sceptycyzmu filozoficznego” (Russell; cytat za: Potter 2009, s. 42). Już wtedy Wittgenstein zajmował stanowisko odległe od zdrowego rozsądku. Sądził, że konsekwentnie przeprowadzona analiza logiczna wyeliminuje z języka nazwy przedmiotów fizycznych. W Traktacie myśl ta znalazła swój wyraz w tezie:

2.0201 Każdą wypowiedź o kompleksach można rozłożyć na wypowiedź o ich składnikach oraz na zdanie, które opisuje te kompleksy całkowicie.

Tezę tę dobrze ilustruje podany w § 60 Dociekań przykład miotły. Gdy mówię „Moja miotła stoi w kącie”, to wyraz „miotła” nie jest tu żadną nazwą, ale swoistym onomatoidem, a sama miotła nie jest przedmiotem, lecz hipostazą faktu polegającego na tym, że pewne przedmioty utworzyły określoną konfigurację. A zatem treść wskazanego wyżej zdania wygląda mniej więcej tak: „W kącie znajduje się kij i w kącie znajduje się szczotka i szczotka jest wbita na kij”. Jest to, rzecz jasna, jedynie ilustracja myśli przedstawionej w tezie 2.0201, a nie właściwa analiza zdania mówiącego o położeniu miotły. Szczotka i kij nie są bowiem przedmiotami, lecz, podobnie jak miotła, kompleksami.

 

Parafrazując wypowiedź Kotarbińskiego, Wolniewicz przedstawił stanowisko Wittgensteina w sposób następujący:

„[…] «Zdarzenie», podobnie jak «kompleks» (owo niemieckie Sosein), jest w naszych oczach hipostazą zdania. Roimy sobie egzystencję takich «obiektów», jak «wyzdrowienie Jana» lub «miotła», ponieważ prawdziwe są zdania: «Jan wyzdrowiał» i «szczotka jest wbita na kij». Tak rozumiane nazwy faktów są onomatoidami, nazwami pozornymi” (s. 110).

Według Russella miotła to konstrukt logiczny z danych zmysłowych, według Kotarbińskiego to obiekt fizyczny, natomiast według Wittgensteina to kompleks, czyli określony fakt. Stwierdzenie takie rodzi jednak pewną zasadniczą trudność. Mówiąc o miotle, że jest faktem, używamy słowa „fakt”, jak gdyby było ono nazwą pewnego obiektu. Tymczasem na gruncie ontologii faktów „nie ma takich rzeczy, jak fakty” (Wittgenstein; cytat za: Wolniewicz, s. 100). Trudność ta wskazuje na tkwiącą w ontologii Traktatu głęboką aporię.

5. Aporia

5. APORIA. Jednym z największych wyzwań dla czytelników Traktatu jest teza przedostatnia:

6.54 Tezy moje wnoszą jasność przez to, że kto mnie rozumie, rozpozna je w końcu jako niedorzeczne; gdy przez nie – po nich – wyjdzie ponad nie. (Musi niejako odrzucić drabinę, uprzednio po niej się wspiąwszy.)

Musi te tezy przezwyciężyć, wtedy świat przedstawi mu się właściwie.

Pomijana w pierwszych interpretacjach wczesnej filozofii Wittgensteina, z czasem wysunęła się na pierwszy plan. Obecnie właściwie każde odczytanie Traktatu musi się zmierzyć ze wskazanym w tej tezie problemem samozwrotności. Diamond i Conant uznali, że jedynym konsekwentnym rozwiązaniem tego problemu jest przyjęcie, wspomnianej wyżej, terapeutycznej interpretacji Traktatu. Celem Wittgensteina nie jest udzielenie takiej bądź innej odpowiedzi na klasyczne filozoficzne zagadnienia, lecz uświadomienie nam zasadniczej problematyczności przedsięwzięcia, które nazywamy „filozofią”. „Do odpowiedzi, której nie można wyrazić, nie można też wyrazić pytania. Wielka zagadka nie istnieje” (teza 6.5).

Wolniewicz widzi to inaczej. Celem Traktatu nie jest wyleczenie czytelnika ze specyficznej choroby zwanej „filozofią”, lecz wskazanie pewnych wewnętrznych ograniczeń, wpisanych w ten rodzaj intelektualnej aktywności. Wielka zagadka istnieje, tylko odpowiedź na nią jest bardziej problematyczna, niż mogłoby się wydawać na pierwszy rzut oka. Teza 6.54 ma zatem charakter merytoryczny, a nie terapeutyczny. Wskazuje na pewien problem, który wypływa z natury ontologii faktów. W ontologię tę wpisana jest bowiem pewna aporia. Wypowiadając jej tezy, jesteśmy skazani na hipostazowanie faktów; mówienie tak, jak gdyby fakty były rzeczami – gdy tymczasem główna myśl tej ontologii brzmi: fakty rzeczami nie są.

W tezach tych trzeba stale operować takimi terminami, jak „fakt” albo „denotacja zdania”, jak gdyby to były nazwy pewnych przedmiotów. Jednakże już zdanie „fakty nie są przedmiotami” kryje w sobie hipostazę faktu, chociaż sformułowano je właśnie po to, by przed hipostazowaniem faktów przestrzec (s. 113).

Według Wolniewicza klucz do właściwej interpretacji tezy 6.54 znajduje się w tezach 4.1271 i 4.1272.

4.1271 Każda zmienna jest znakiem pewnego pojęcia formalnego.

Każda zmienna przedstawia bowiem pewną stałą formę, która przysługuje wszystkim jej wartościom, i którą można traktować jako ich własność formalną.

4.1272 Tak więc właściwym znakiem dla niby-pojęcia przedmiot jest zmienna nazwa „x”.

Gdziekolwiek słowa „przedmiot” („rzecz”, „obiekt” itd.) używa się właściwie, tam w ideografii logicznej wyraża je nazwa zmienna.

Na przykład w zdaniu „są 2 przedmioty, które…” – przez „(∃x, y)…”.

Gdziekolwiek używa się go inaczej, czyli jako terminu właściwego, powstają niedorzeczne niby-zdania.

Nie można np. powiedzieć „są przedmioty”, jakby się mówiło „są książki”; ani „jest 100 przedmiotów”, ani „jest ℵ0 przedmiotów”.

Niedorzecznością jest też mówić o liczbie wszystkich przedmiotów.

To samo dotyczy słów „kompleks”, „fakt”, „funkcja”, „liczba” itd.

Wszystkie one oznaczają pojęcia formalne i w ideografii logicznej przedstawiane są przez zmienne, a nie przez funkcje lub klasy. (Jak sądzili Frege i Russell.)

Wyrażenia takie jak „1 jest liczbą”, „jest tylko jedno zero” i wszelkie podobne są niedorzeczne.

(Powiedzieć „jest tylko jedno 1” jest taką samą niedorzecznością, jak powiedzieć: 2+2 równa się 4 o godzinie trzeciej.)

Terminy, z których utkana jest ontologia Traktatu, mają specyficzny charakter. Okazuje się, że nie są one ani nazwami rzetelnymi, ani pozornymi. W gruncie rzeczy takie słowa, jak „rzecz”, „kompleks”, „fakt”, „funkcja”, „liczba” itd., są zmiennymi, oznaczającymi pewne „pojęcia formalne”: stałe formy, przysługujące wszystkim wartościom określonych zmiennych. Powiedzenie zatem „Istnieją tylko rzeczy” albo „Istnieją tylko fakty” jest powiedzeniem „Istnieją tylko x-y”, a to, rzecz jasna, nie jest żadna sensowna teza ontologiczna 4.

Wspomniana tu aporia nie jest specyficzna dla ontologii faktów. Wolniewicz pokazuje, że trudności ze sformułowaniem swoich tez mają również zwolennicy innych sposobów inwentaryzacji świata: reista operujący terminem „rzecz”, Frege posługujący się na gruncie swego systemu predykatem „… jest funkcją” czy Russell mówiący o „typach logicznych”. Wszyscy oni używają bardzo specyficznych pojęć formalnych w sposób właściwy dla pojęć zwykłych, takich jak „stół” czy „kamień”. Co więcej, także świadomość wskazanej tu aporii jest obecna nie tylko w myśli Wittgensteina. Frege, Russell czy Kotarbiński zdawali sobie sprawę z problemów wiążących się z próbą precyzyjnego wyrażenia ich idei. Problem wskazany w tezie 6.54 nie jest zatem lokalnym problemem występującym w ontologii Traktatu, lecz globalnym problemem, obecnym w różnych typach metafizyki. Wypływa on z samej natury dociekań filozoficznych i sprawia, że rezultatów owych dociekań nie da się ująć w sposób właściwy dla myślenia naukowego.

Dlatego intencją Traktatu nie jest formułowanie twierdzeń teoretycznych, lecz naprowadzanie czytelnika na filozoficzne intuicje; a wśród nich także na tę, że gdzie jest jakaś teoria, tam nie ma filozofii, i odwrotnie (s. 58–59).

W tym ujęciu celem Wittgensteina nie jest likwidacja filozofii, lecz uwidocznienie jej właściwej natury.

6. Korzenie

6. KORZENIE. Zarówno najstarsze: logiczno-lingwistyczne, jak i najnowsze: terapeutyczne i etyczne odczytania Traktatu kładą nacisk na zerwanie przez Wittgensteina z tradycją filozoficzną. Zupełnie inaczej widzą to zwolennicy odczytania metafizycznego. Wskazują oni na liczne analogie między myślą Wittgensteina a różnymi systemami filozoficznymi. Podobną perspektywę przyjmuje Wolniewicz: „korzenie filozofii Wittgensteina rozchodzą się daleko i sięgają głęboko” (s. 70) – twierdzi. Przedstawiony w Rzeczach i faktach wywód jest pełen nawiązań do historii filozofii, od presokratyków do egzystencjalistów, nawiązań czasami zaskakujących, czasami dyskusyjnych, zawsze jednak niezwykle inspirujących. Wspomnijmy tu o kilku najważniejszych.

Traktat przede wszystkim wyrasta z idei Fregego i Russella. Wittgenstein podkreśla to w Przedmowie, pisząc: „wiele zawdzięczam wspaniałym dziełom Fregego oraz pracom mego przyjaciela Bertranda Russella” (Wittgenstein 1997, s. 3). W żadnym razie nie należy jednak tego interpretować w ten sposób, że Traktat jest kontynuacją myśli tych dwóch filozofów. Przeciwnie, więcej jest tu różnic niż podobieństw. „Wspaniałe dzieła” Fregego i Russella były raczej odskocznią, odbicie się od której pozwoliło Wittgensteinowi wypracować własne stanowisko. (Chyba najlepiej widać to na przykładzie logiki.) W Rzeczach i faktach relacje między ideami tych trzech filozofów są omawiane w wielu miejscach. Szczególnie ciekawe jest zestawienie w rozdziale VII atomizmu logicznego Russella i Wittgensteina, kończące się konkluzją:

Różnica między atomizmem logicznym Russella i Wittgensteina jest jednym z przejawów ogólniejszej różnicy, jaka zachodzi między stanowiskami ontologii przedmiotów i ontologii faktów. Sprowadza się ona w ostateczności do różnicy zdań na temat tego, co ma sens, a nie tego, co jest prawdą (s. 221).

Inny ważny składnik ontologii Traktatu – pojęcie przedmiotu, rozumianego jako postulowany kres refleksji nad metafizyczną naturą świata – można odnaleźć u wielu myślicieli. Na analogię z „elementami pierwszymi”, o których mowa w Teajtecie Platona, zwrócił uwagę sam Wittgenstein w Dociekaniach (§ 46). Stosowny fragment Teajteta w przekładzie i z komentarzem Elzenberga znalazł się też w Rzeczach i faktach jako Dodatek (I). Elzenberg (s. 223), a za nim Wolniewicz (s. 144), wyłożoną w tym fragmencie teorię przypisali Antystenesowi. Ta proweniencja jest jednak problematyczna. Cynika Antystenesa raczej nie interesowały dywagacje ontologiczne. Natomiast koncepcja z Teajteta przypomina stanowisko Anaksagorasa. Przedstawioną przez Steniusa (1960) paralelę między ontologią Wittgensteina i Anaksagorasa Wolniewicz wprawdzie uznaje za „wątpliwą” (s. 99), jednak wydaje się, że pewne podobieństwa można tu odnaleźć. Według Anaksagorasa świat składa się ze swoistych cząstek elementarnych (homoioméreiai). Nie są one widoczne (ádēla), lecz „teoretycznie wyrozumowane” (lógō theōrētà mória). Muszą istnieć, jako podstawa, do której sięgamy, wyjaśniając rzeczywistość zjawiskową (phainómena). Ujęcie to można zawrzeć w sentencji: „Zjawiska (phainómena) to sposób oglądania (ópsis) tego, co niewidoczne (ádēla)”. Cząstki elementarne Anaksagorasa odpowiadałyby przedmiotom Wittgensteina, a zjawiska – faktom5.

Wolniewicz przedmioty Wittgensteina zestawia też z „pierwszym tworzywem” Arystotelesa i „monadami” Leibniza. W wypadku Arystotelesa nie jest to zresztą jedyny ani nawet najważniejszy paralelizm z myślą Wittgensteina. Według Wolniewicza ontologię substancji „łączy […] z ontologią faktów głębokie i wielorakie pokrewieństwo strukturalne” (s. 178). Zagadnienie to zostało obszernie omówione w rozdziale VI Rzeczy i faktów.

Dużo mniej rozbudowane, choć równie intrygujące, są uwagi o mistyce Traktatu. Wolniewicz nazywa ją „mistyką immanentną”, w przeciwieństwie do transcendentnej mistyki religijnej. W żadnym razie nie wypływa ona z „chęci obcowania z tajemnicami zaświatów” (s. 61). Taka perspektywa była Wittgensteinowi zupełnie obca. „Czy rozwiąże to jakąś zagadkę, że będę żył wiecznie?” (teza 6.4312) – pytał retorycznie w Traktacie. Źródłem mistyki jest niewyrażalne zdziwienie istnieniem świata (kwestia ta jest szerzej omówiona w Wykładzie o etyce (Wittgenstein 1995)). Wolniewicz ujął to niezwykle sugestywnie:

mistyka Wittgensteina dotyczy czegoś, co chciałoby się nazwać niewyrażalną „jakością” świata, albo – w jeszcze ryzykowniejszej przenośni – „smakiem istnienia”. Chodzi przy tym o rzecz właściwie najzwyklejszą: o to, że jak to jest, gdy się żyje, wiedzieć może tylko ten, kto tego spróbował – czyli każdy (s. 62).

Taki sposób myślenia nie jest ideą nową. Wolniewicz wskazuje, że podobne motywy można odnaleźć w monistycznej mistyce Wschodu (Czuang-Tsy, buddyzm), panteizmie stoików, monizmie Spinozy, a współcześnie w filozofii egzystencjalistycznej.

Bardziej dyskusyjne są próby wpisania Wittgensteina w klasyczną filozofię niemiecką. Wolniewicz w tym kontekście przytacza wypowiedź Russella, że „Wittgenstein nie należy do brytyjskiej tradycji filozoficznej, lecz do niemieckiej” (s. 133). W Rzeczach i faktach wskazane zostają dwie takie koligacje: z Kantem i Heglem. Zacznijmy od tego drugiego. Wolniewicz utrzymuje, że zestawienie Hegla i Wittgensteina w żadnym razie nie jest oparte na jakimś powierzchownym podobieństwie. Przeciwnie, zachodzą tu wielorakie „pokrewieństwa sposobów myślenia”. Łączy ich przede wszystkim „lekceważący stosunek do teorii poznania” oraz przekonanie, że „logika jest podstawą metafizyki” (s. 133). Wydaje się jednak, że gdy spojrzymy na owo zestawienie przez pryzmat całej myśli wczesnego Wittgensteina, a zwłaszcza wpisanego w tę myśl atomizmu logicznego, to nie dla wszystkich będzie ono dobrze widoczne.

 

Relacje między filozofią Wittgensteina i Kanta są złożone. Wolniewicz dostrzega między nimi istotne analogie i wysuwa tezę, że: „Filozofia Traktatu jest pewną odmianą kantyzmu” (s. 60). (Myśl ta jest podzielana przez dość pokaźną liczbę komentatorów Wittgensteina. Podobnie sądzi na przykład przywoływany przez Wolniewicza Stenius (s. 60), a wśród polskich filozofów – Wojciech Sady (2000) i Maciej Soin (1998).) Analogie te są widoczne przede wszystkim w dwóch miejscach. Po pierwsze, chodzi o pojęcie podmiotu metafizycznego (tezy 5.633, 5.641). Wolniewicz podmiot metafizyczny utożsamia z językiem (w sensie symbolu, rzecz jasna, a nie znaku)6 i utrzymuje, że odpowiada on Kantowskiej „transcendentalnej jedności apercepcji”. Oba twierdzenia są dyskusyjne. Nie wchodząc w szczegóły tej ciekawej i wielowątkowej kwestii, wskażmy tylko na następujący problem. Podmiot metafizyczny nie jest w Traktacie częścią, lecz granicą świata. Nie możemy go w związku z tym utożsamić z językiem rozumianym jako „ogół możliwych zdań sensownych” (s. 59), bo ten, na mocy definicji sensu (tezy 2.202 i 2.221), znajduje się wewnątrz świata. Nie możemy go też utożsamiać – co przy próbach wpisania filozofii Wittgensteina w tradycję transcendentalną może, na pierwszy rzut oka, wydawać się bardziej kuszące – z logicznym rusztowaniem świata. Rusztowanie to ukazują nam tautologie i równania matematyczne. Gdyby zatem owo rusztowanie utożsamić z podmiotem metafizycznym, to w konsekwencji musielibyśmy przyjąć, że logika ma dziedzinę: jest nią ów podmiot. Tymczasem jedną z centralnych idei Traktatu jest twierdzenie, że – wbrew temu, co mówili Frege i Russell – logika nie ma dziedziny.

Druga analogia dotyczy celów, które wyznaczyli sobie obaj filozofowie. Tu podobieństwo jest rzeczywiście uderzające. Wolniewicz trafnie zauważa, że:

Kantowska krytyka czystego rozumu przybiera u Wittgensteina postać krytyki form języka (4.0031) z punktu widzenia wyrażalności w nim treści metafizycznych (s. 60).

Zarówno Kant, jak i Wittgenstein zmierzają do wytyczenia granic myśleniu. Ich dociekania nie służą „rozszerzeniu, lecz tylko oczyszczeniu naszego rozumu” (Kant 1957, B XVI).

Poza licznymi nawiązaniami do historii filozofii w Rzeczach i faktach znajduje się też unikalne zestawienie myśli Wittgensteina z filozofią polską. Chodzi o dwa stanowiska zajmowane przez przedstawicieli Szkoły Lwowsko-Warszawskiej: reizm Kotarbińskiego, o którym pisałem wyżej, oraz idiogeniczną teorię sądu w sformułowaniu Twardowskiego (s. 169–173).