Motyw ukrytyTekst

0
Recenzje
Przeczytaj fragment
Oznacz jako przeczytane
Jak czytać książkę po zakupie
Czcionka:Mniejsze АаWiększe Aa

Ponownie zatrudniono psychologa. W miarę zbierania danych wiktymologicznych pojawiały się kolejne osoby poszkodowane przez Adriana Wesołowskiego. Wyglądało na to, że udało mu się zastraszyć niemal wszystkich mieszkańców okolicy. To dlatego była możliwa zmowa. Nikt wcześniej nie odważył się zeznawać przeciwko tyranowi. Kiedy Adrian został zatrzymany, ludzkie języki się rozwiązały.

– On jest zdolny do wszystkiego. Nawet do tego, by uderzyć dziewczynę – zeznała Elwira Borowik, jedna z jego przypadkowych ofiar pod dyskoteką, dokąd Wesołowski chodził „polować”. Według mieszkańców mężczyzna wychodził niekiedy z domu tak nabuzowany, że było mu wszystko jedno, kogo dopadnie. Elwira nie pochodziła ze wsi, w której mieszkał Adrian Wesołowski. Przyjechała na imprezę ze znajomymi i jako jedyna nie chowała się na widok agresora jak tubylcy. Była nawet zdziwiona, że ludzie nagle się rozpierzchli. Stała właśnie przed wejściem do budynku, kiedy podszedł Wesołowski. Poza nimi dwojgiem nikogo w pobliżu nie było.

– I co? Chcesz teraz dostać wpierdol? – burknął.

Elwira w pierwszej chwili zaśmiała się nerwowo.

– Daj spokój. – Machnęła ręką.

Jej lekceważący ton nie spodobał się Adrianowi.

– Czuł się panem tego podwórka – zeznała potem dziewczyna. – Chwycił mnie za szyję, drugą ręką podniósł za włosy. Straciłam dech. Nie mogłam złapać powietrza. Dusiłam się. Szarpał mnie tak dłuższą chwilę, wreszcie rzucił z całej siły na chodnik. Uderzyłam tyłem głowy o ziemię. Byłam lekko zamroczona, z trudem wracałam do siebie. On w tym czasie skopał mnie z całej siły, a potem bez słowa odszedł i wrócił do baru. Jakby nic się nie stało.

Elwira nie złożyła zawiadomienia. Choć przy zajściu nie było nikogo, następnego dnia wszyscy w okolicy plotkowali, że Wesołowski zagroził, że powybija szyby w domu rodziców Elwiry i spali ich dom, jeśli dziewczyna pójdzie na policję.

– Zadarłaś z niewłaściwym gościem – powiedział jej, kiedy wysiadała z autobusu.

Czekał na nią. Trudno oddać, co czuła dziewczyna, kiedy zobaczyła go na przystanku.

Elwira nie była pierwszą kobietą, nad którą się pastwił. Zanim poznał Krysię, a potem Dorotę, spotykał się z Sylwią, która zaszła z nim w ciążę. Pobił ją, kiedy była w czwartym miesiącu. Wcześniej często szarpał ją i bił otwartą ręką po twarzy. Rozstali się z powodu jego brutalności. Adrian oczywiście nie utrzymuje kontaktów z dzieckiem i byłą konkubiną. Nie płaci alimentów. Kobieta cieszy się dzisiaj, że udało jej się na czas wyrwać z tej relacji. Nie ma złudzeń, że dzięki temu uszła z życiem.

Po zatrzymaniu Adriana Krysia też zdecydowała się mówić. Był chorobliwie zazdrosny. Zawsze przychodził na dyskoteki pijany i szukał pretekstu do bójki. Od początku ich znajomości obrażał ją i poniżał publicznie. W dniu, w którym mu powiedziała, że z nim zrywa, uderzył ją. Cios był tak silny, że spadła ze schodów. Nie udzielił jej pomocy. Uciekł. Potem płakał rzewnymi łzami i zwierzał się kolegom, że „jakoś ręka sama mu tak poleciała”. Krysia starała się go unikać, rozmawiać „gładko”, jeśli go spotkała, i utrzymywać w przeświadczeniu, że „mu wybaczyła”. Nie chciała go drażnić, bo wiedziała już, że można się po nim spodziewać najgorszego. Nie miała odwagi zerwać kontaktów całkowicie, ponieważ groził, że jeśli odejdzie, zaatakuje jej bliskich. Ostatecznie wyjechała z kraju i do dziś mieszka w Anglii.

Było wyraźnie widoczne, że mężczyzna, którego pokrzywdzona darzyła uczuciem, należy do osób agresywnych, budzących lęk, nieprzewidywalnych, dominujących oraz stawiających warunki. Badania psychologiczne potwierdziły ten status i wykazały zaburzenia osobowości nieprawidłowej.

W czasie, kiedy Dorota uważała Adriana za swojego chłopaka, za jedyną i wielką miłość, on sam spotykał się z dziewczynami z innych miejscowości. Kłamał każdej z nich, że rozstał się z Kryśką, i tylko o niej opowiadał. Nie zrywał tych znajomości nawet po zaginięciu Doroty. Kobiety, z którymi się umawiał, twierdzą, jakoby nie wiedziały o tym, że miał dziewczynę, że ona zaginęła i w jakich okolicznościach. Wszystkie bił i nad wszystkimi się znęcał.

Kiedy dotychczasowe zeznania odwołali uczestnicy imprezy i znajomi Wesołowskiego, przed którymi przechwalał się swoją bezkarną zbrodnią, wznowiono sprawę poszukiwawczą, a zgromadzone dowody o charakterze poszlakowym pozwoliły na przedstawienie mu zarzutu zabójstwa Doroty. Sprawa została jednak umorzona ze względu na brak wystarczających dowodów. Adrian idzie w zaparte. Obecnie odbywa karę pozbawienia wolności za inne przestępstwa. W więzieniu jest agresywny, chce szefować, buntuje się przeciw regulaminowi. Dopuścił się wielokrotnych pobić współosadzonych, uczestniczy w konfliktach. Jeśli w ciągu najbliższych trzydziestu lat nie uda się udowodnić mężczyźnie winy, nigdy już nie będzie go można postawić przed sądem w tej sprawie.

Dorota nie ma grobu, na którym jej matka mogłaby zapalić znicz w intencji jej wiecznego spokoju, ponieważ do chwili obecnej nie odnaleziono jej szczątków. Teren otaczający miejscowość, w której była widziana po raz ostatni żywa, otaczają połacie lasów, cieki wodne, jeziora i rozległe bagna. Jest tam bardzo wiele niedostępnych miejsc, w których można ukryć ludzkie zwłoki.

IRLANDZKI KOCHANEK

Siódmego czerwca 2006 roku Miłka Piekielny miała zaplanowany egzamin z psychologii. Nigdy nań nie dotarła. Od wyjścia z domu w Piekarach Śląskich (godzina 8.30) urywa się po niej jakikolwiek ślad.

Studentka pierwszego roku Górnośląskiej Wyższej Szkoły Handlowej w Katowicach dojeżdżała na uczelnię kolejką. Czasem zdarzało się, że do szkoły podwoził ją jej chłopak – Szymon Sokołowski. Teren, przez który Miłka zwykle wędrowała z rodzinnego domu na stację, jest mało uczęszczany. Po obu stronach drogi znajdują się zarośla. Do traktu, którym poruszała się zaginiona, można dojechać autem z drogi DK-1.

Tego dnia dziewczyna nie dotarła na stację. Analiza billingów wykazała, że jej telefon został wyłączony jeszcze przed odjazdem pociągu.

Zgłoszenie zaginięcia córki złożył oficjalnie jej ojciec. Była godzina 18.40. Rodzice, zaniepokojeni, że dziewczyna nie wróciła z uczelni, niezwłocznie pojechali na komendę policji. Natychmiast podjęto poszukiwania Miłki, w które zaangażowało się biuro detektywistyczne Andała, pracownicy filii PCK z Piekar oraz kilkudziesięciu wolontariuszy. Droga, którą studentka miała dojść na stację z domu rodzinnego, została spenetrowana wielokrotnie, także przy użyciu psa służbowego. Przeszukano każde źdźbło trawy, przesiano każde ziarnko piasku w okolicznych miejscowościach i miasteczkach. Sprawdzano wszystkie doniesienia, które wpływały do komisariatów i na infolinię założoną przez rodzinę zaginionej. Miłkę widziano ponoć w Bystrzycy Kłodzkiej, miała także gościć u kolegi z uczelni na działce w Wiśle – te tereny również wnikliwie przeszukano, a ludzi, którzy mogli mieć kontakt z zaginioną, przesłuchano. Rozklejono tysiące ulotek i plakatów ze zdjęciem Miłki. Założono specjalne konta, na które wpływały pieniądze przeznaczone na cele poszukiwawcze. Odbył się koncert charytatywny pod hasłem „Szukamy Miłki”, a zebrane podczas niego fundusze wykorzystano na drukowanie ulotek w kilku językach, ogłoszenia w mediach i komunikatorach internetowych. Zaangażowano prasę, radio, telewizję. Ludzie przekazywali sobie informacje za pośrednictwem mediów społecznościowych. Zakładano blogi, strony internetowe. Powstały banery na samochody ciężarowe jeżdżące za granicę. Ogromne plakaty rozwieszono na przejściach granicznych. Rodzina wystarała się o zgodę komendanta głównego Straży Granicznej na ich ulokowanie w tych miejscach. Miasto, z którego pochodziła dziewczyna, wyznaczyło nagrodę 16 tysięcy złotych w zamian za informacje, które pozwolą odnaleźć zaginioną. W poszukiwaniach brały udział znaczne siły policji oraz patrole społeczne.

Nie odnaleziono absolutnie żadnych śladów behawioralnych nadających się do analizy.

Miłka była śliczna, wysportowana, wesoła i niezwykle lubiana. Mierzyła 172 centymetry wzrostu, ważyła 56 kilogramów. Włosy długie, czarne, oczy piwne. Twarz podłużna, uszy przylegające, nos duży prosty, uzębienie pełne. Miała narośl na prawym uchu. Nosiła pseudo „Motylek” i tak zwracali się do niej przyjaciele, sąsiedzi, rodzina oraz koledzy ze studiów.

W chwili zaginięcia była ubrana na galowo: biała koszulowa bluzka, czarna spódnica, cieliste rajstopy, czarne mokasyny. W uszach nosiła kolczyki – srebrne wisiorki. Tego dnia wzięła ze sobą czarną torebkę z materiału, w której miała telefon marki Motorola, kartę bankomatową, legitymację studencką, pieniądze w kwocie 40 złotych (z czego 20 złotych otrzymała od ojca przed wyjściem na egzamin) oraz notatki z psychologii. Była na utrzymaniu rodziców.

Marek Pikuta, kolega, z którym zawsze dojeżdżała na uczelnię, zeznał, że tego dnia Miłka nie wsiadła do pociągu jadącego do Katowic. Szukał jej w kilku wagonach, gdy pociąg wyruszył ze stacji. Zdało mu się to dziwne, bo wiedział, jaką wagę przywiązywała do tego egzaminu. Nie odebrała żadnego z jego telefonów ani nie odpowiedziała na żaden esemes, który do niej wysłał. Po wstępnej ocenie sytuacji śledczy nie mieli złudzeń, że do Katowic Miłka nie dotarła. Wyglądało na to, że dziewczyna zaginęła na krótkiej drodze dom – stacja kolejowa.

Nie było żadnych przesłanek wskazujących, że studentka zamierzała popełnić samobójstwo, borykała się z kłopotami osobistymi, miała depresję czy też planowała ucieczkę z domu albo z kraju. Jej życie było uregulowane, cieszyła się każdą jego chwilą. Poza drobnymi sprzeczkami z ojcem na temat wieczornych wyjść nigdy nie kłóciła się z rodzicami. Nie zdarzało się, by wyszła z domu i nie wróciła. Słowa dotrzymywała zawsze. Tego dnia również miała plany. Była umówiona na randkę ze swoim chłopakiem Szymonem Sokołowskim, który od samego rana próbował się do niej dodzwonić. Bezskutecznie.

 

Rodzina Miłki nie była zamożna. Studentka dzieliła pokój z młodszą siostrą Beatą. Spały w jednym łóżku. Mama Miłki zajmowała się domem, tata pracował jako listonosz. Miłka marzyła, żeby studiować na prywatnej uczelni, ale Piekielnych nie było stać na czesne. Zgodzili się, by córka sama zdobyła pieniądze. Miłka zdecydowała się wyjechać na wakacje do Irlandii, jak wielu jej młodych kolegów. Od 9 czerwca do 26 września 2005 roku mieszkała w miejscowości Cork. Pracowała w restauracji KFC. Tam poznała Rona.

Po powrocie Miłki do kraju młodzi podtrzymywali kontakt. Irlandczyk często dzwonił do Motylka, pisał esemesy. Korespondowali również za pośrednictwem mediów społecznościowych. Rodzina nie wiedziała, o czym piszą lub mówią, ponieważ rozmowy odbywały się po angielsku. Rodzicom Miłka niewiele opowiadała o swojej cudzoziemskiej sympatii. Jackowi Starskiemu zaś, koledze, który ją adorował, a ona traktowała go jak przyjaciela, zwierzyła się, że jest w Irlandczyku zakochana. Siostrze zdradziła, że z Ronem „posunęła się za daleko”. Co to oznaczało – nie wyjaśniła.

Miłka cieszyła się bardzo dużym powodzeniem u chłopców. Nigdy nie miała kompleksów. Zabiegano o nią, odkąd zaczęła dojrzewać. Jej pierwszym chłopakiem był Darek Sperka. Chodzili ze sobą pół roku. Miłka zerwała znajomość, kiedy zorientowała się, że chłopak zażywa narkotyki. Bardzo to rozstanie przeżyła. Niedługo jednak była sama. W myjni samochodowej poznała Pawła Pawełczyka. Sympatyzowali ze sobą kilka miesięcy. Rozstali się w przyjaźni. Obecnie mężczyzna jest policjantem. Kiedy Miłka zaginęła, intensywnie pomagał w poszukiwaniach. Kolejne jej związki były również krótkotrwałe. Chodziła z Mychą, Kłapouchym i Chlebikiem. Ze wszystkimi z byłych pozostawała w dobrych stosunkach. Niektórzy nawet po rozstaniu wciąż zabiegali o jej względy. Następnym jej chłopcem był Marek Pikuta (ten sam, z którym zwykle dojeżdżała na uczelnię). Poznali się na dyskotece. Parą byli pół roku. Po rozstaniu pisali do siebie, czasami spotykali się na piwie w ulubionej knajpie w centrum handlowym. Kiedy wieść o zaginięciu Miłki rozeszła się po mieście, Marek bardzo aktywnie pomagał w poszukiwaniach byłej dziewczyny. Matka Miłki nie lubiła tego chłopca i bardzo się ucieszyła, że Miłka zakończyła z nim znajomość.

Półtora roku przed wyjazdem do Irlandii Miłka zaczęła chodzić z Szymonem. Nie zerwała tej znajomości nawet wówczas, kiedy zapałała uczuciem do Irlandczyka. Szymon wiedział o koledze Motylka z Cork, ale nie traktował Rona jak rywala. Miłka zapewniała, że nie dała cudzoziemcowi nadziei, niczego nie obiecywała. Przed powrotem do kraju ostrzegła Irlandczyka, że więcej się nie zobaczą. Rodzina i koleżanki Miłki utrzymują, że z Szymonem łączyły ją dalekosiężne plany. Chłopak regularnie bywał u niej w domu, uczestniczył w jej życiu, pomagał, wspierał. Był traktowany jak kandydat na męża. Rodzice Miłki liczyli, że młodzi wkrótce się zaręczą i pobiorą. Miłka nie paliła się jednak do tego. Chciała najpierw skończyć studia, coś osiągnąć. Brała tabletki antykoncepcyjne. Jednemu z kolegów zwierzyła się: „Gdybym zaszła w ciążę, usunęłabym płód”.

Jednocześnie zarówno Marek Pikuta, jak i Darek – eks-chłopcy Miłki – wciąż byli na jej orbicie jako bliscy koledzy. W aktach sprawy pojawia się jeszcze kilku innych adoratorów dziewczyny. Bywała na działce u Krystiana Lisa. Zalecał się do niej również Sławek (przyjeżdżał do domu, podwoził na uczelnię). Z Mateuszem chodziła na tańce. Nie ma jednak ani jednej przesłanki, by sądzić, że Miłka była Szymonowi niewierna. Analiza relacji emocjonalnych dziewczyny wskazuje dobitnie, że flirtowała z wieloma mężczyznami, ale tylko Irlandczyk mógł być zagrożeniem dla jej stałego związku. Czy z Ronem łączyło ją uczucie, czy również seks – tego nikt z grona przyjaciół dziewczyny nie wiedział na pewno. Miłkę w tej materii cechowała skrytość.

– Była po prostu swobodna, otwarta na innych, łatwo nawiązywała kontakty.

– Nie można powiedzieć, że była łatwowierna.

– Uczynna, życzliwa. Nie miała wrogów.

– Spokojna, choć lubiła się bawić i nie stroniła od zawierania nowych znajomości z mężczyznami. Więcej miała kolegów niż koleżanek. Kręciło się koło niej wielu adoratorów. Nie chciała wiązać się uczuciowo z jedną osobą.

Tak mówili o niej przyjaciele.

Pojawiły się przesłanki, że krótko przed jej zaginięciem Ron przyjechał do Polski i Miłka się z nim spotkała. Kiedy to było, jak przebiegało spotkanie – tego ani rodzina, ani znajomi nie wiedzieli. Jak chłopak się nazywał, co robił, jak wyglądał, co między nimi zaszło – to także długo pozostawało tajemnicą.

Rodzice wiedzieli, że po przyjeździe do Cork Miłka na krótko zamieszkała u swojej kuzynki Asi. Ta jednak szybko wypowiedziała jej lokum. Jak twierdzą bliscy zaginionej, dziewczęta od początku się nie lubiły. Asia miała rozsiewać plotki, że Miłka spotyka się z wieloma mężczyznami, i zarzucała jej zbytnią swobodę seksualną. W końcu Miłka znalazła inne mieszkanie i przez cały pobyt za granicą nie utrzymywała kontaktów z kuzynką.

Miłka nie miała żadnych problemów z nauką, a wyniki osiągała bardzo dobre. Chciała zwiedzać świat i zarabiać dobre pieniądze. Marzyła o pracy pilota wycieczek zagranicznych lub zrobieniu licencji przewodnika. Potrafiła doskonale jeździć na nartach, świetnie tańczyła, wspinała się po górach, regularnie uczęszczała na aerobik. Jej największym życiowym niepowodzeniem było trzykrotne zdawanie egzaminu na prawo jazdy.

Pobyt w Irlandii Miłka wspominała bardzo dobrze. Planowała w następne wakacje pojechać tam ponownie i znów sporo zarobić. Miała już wypracowane kontakty. Przekonywała rodzinę, że bez trudu znalazłaby zarówno mieszkanie, jak i pracę. Rozważała także wyjazd na Cypr, ponieważ uwielbiała podróżować i była ciekawa świata.

Chłopców zainteresowanych Miłką było niemało, ale najbardziej tajemniczą postacią pozostawał Irlandczyk. Siódmego lub ósmego kwietnia 2006 roku (piątek lub sobota) w godzinach wieczornych przed posesją rodziców Miłki jeden z sąsiadów widział złotego jeepa, w którym siedział kierowca o półdługich blond włosach. Dziewczyna wyszła z domu, pocałowała tego mężczyznę, a następnie odjechali w kierunku ulicy Piłsudskiego. Czy to był Ron? Nigdy tego nie ustalono.

W gronie podejrzanych przez długi czas pozostawali wszyscy adoratorzy Miłki.

Pierwszego czerwca 2006 roku Miłka była cały dzień na uczelni z Markiem Pikutą. Po zajęciach poszli do kawiarni, a następnie wrócili razem pociągiem do rodzinnej miejscowości.

Drugiego czerwca 2006 roku bawiła się w klubie Szałwia z kolegami i koleżankami z uczelni. Przed północą zadzwoniła do matki, uprzedzając, że do domu odwiezie ją znajoma z chłopakiem. Nocą uczyła się do egzaminu. Następnego dnia miała zaproszenie na przyjęcie na działce Krystiana. Młodzi byli razem na dyskotece, a potem odwiedzili jego rodziców. Krystian odwiózł Miłkę o 4.30. Następnego dnia pisali wiadomości i dzwonili do siebie. Miłka obawiała się, że nie jest dobrze przygotowana do egzaminu. Poprosiła, by Krystian po egzaminie pojechał z nią do biura współpracy z zagranicą, bo chciała zacząć załatwiać formalności związane z wyjazdem na Cypr.

Szóstego czerwca 2006 roku skontaktowała się z Markiem Pikutą w sprawie notatek do psychologii i umówiła się z nim, że pojadą tym samym pociągiem. Miłka chciała powtórzyć materiał przed egzaminem, a Marek obiecał jej w tym pomóc.

O 23.00 spotkała się ze swoim chłopakiem Szymonem. Kwadrans później napisała na Gadu-Gadu wiadomość do Krystiana, że nie będzie tego wieczoru dostępna. Potem wysłała jeszcze esemes podobnej treści.

Feralnego siódmego czerwca o godzinie 8.30 Miłka wyszła z domu i ruszyła na stację kolejową. Trasa, którą miała pokonać, liczy około dwóch kilometrów. Pociąg miał odjechać o 9.01. W trakcie tej wędrówki dziewczynę widziała sąsiadka. O godzinie 8.46 Miłka wysłała wiadomość do Krystiana, że może już rozmawiać. Potem zadzwoniła, ale chłopak nie odebrał telefonu. Była to ostatnia odnotowana czynność zaginionej. Krystian oddzwonił do Miłki o godzinie 10.30. Nie odebrała. Sygnał wskazywał, że jej telefon jest wyłączony. O godzinie 12.00, po zdanym egzaminie, na który Miłka nie dotarła, do dziewczyny próbował dodzwonić się Marek. Jej telefon był wyłączony. Zaniepokojony tym, że Miłka nie pojawiła się na dworcu i nie dotarła na egzamin, skontaktował się z Szymonem – chłopakiem Miłki, który w tym czasie wysłał jej dziesiątki esemesów. Prób połączeń wykonał kilkadziesiąt. Podobnie jak siostra zaginionej, matka i przyjaciele. Za każdym razem włączała się poczta głosowa, jakby telefon został wyłączony, był poza zasięgiem lub rozładowała się bateria. Jedyny raz, około godziny 13.00, siostra Miłki uzyskała sygnał połączenia, ale nikt nie odebrał telefonu. O godzinie 18.40 ojciec dziewczyny złożył zawiadomienie o zaginięciu.

Mimo prowadzonej na szeroką skalę akcji poszukiwawczej nie udało się odnaleźć studentki. Interesująca informacja pojawiła się niemal trzy miesiące później: 24 sierpnia 2006 roku w Kołobrzegu policjant drogówki wylegitymował kierującą pojazdem kobietę o nazwisku Miłka Piekielny. Była to rutynowa kontrola, nie wystawiono mandatu karnego ani nie udzielono pouczenia. Funkcjonariusz jest już na emeryturze, a po tak długim czasie nie pamięta rysopisu legitymowanej osoby. W kajecie policjanta widnieją jedynie dane Miłki. Ten detal do dziś pozostaje tajemnicą. Co ciekawe, na terenie działania KPP Kołobrzeg – dokładnie w Białogardzie – mieszka bliska rodzina zaginionej.

Może więc Miłka żyje? – zastanawiali się jej bliscy. Z sobie tylko wiadomych przyczyn opuściła dom rodzinny i wyjechała do Irlandii? Czy kluczem do jej zniknięcia jest tajemniczy Ron? W tym momencie do akcji wkracza psycholog śledczy.

Przekazany materiał wykluczał u zaginionej tendencje samobójcze. Analiza czynników sytuacyjnych, motywacyjnych, osobowościowych wskazuje, że Miłka Piekielny przed śmiercią została uprowadzona.

Zdecydowanie należy poszerzyć wiedzę na temat Rona – irlandzkiego kolegi zaginionej, w którym Miłka była zakochana. Uzyskać pełne dane osobowe oraz zbadać, czy nie ma on związku z zaginięciem. Nie jest wykluczone, że mężczyzna ponownie przybył do Polski i spotkał się z Miłką. Należałoby również sprawdzić na uczelniach w Irlandii, a także w dotychczasowych miejscach pracy i przesłuchać grono znajomych z czasów pobytu Miłki w Cork. Bardzo pomocne byłoby zwrócenie się do irlandzkiej policji o informacje, czy zaginiona rzeczywiście przebywała w tym czasie na jej terenie.

Zachodzi uzasadniona potrzeba przeanalizowania związków emocjonalnych zaginionej. Zwłaszcza tego ostatniego, który został przez nią odrzucony. Bacznej obserwacji należy poddać również osobę Krystiana Lisa. Jego relacja z Miłką była niejasna i ambiwalentna. Mężczyzna aktywnie uczestniczył w poszukiwaniach, miał bezpośredni dostęp do danych gromadzonych przez komitet poszukiwawczy. W programie TVN wypowiadał się negatywnie o Szymonie, obecnym chłopaku Miłki, z którym była związana i z którym planowała wziąć ślub, a ponadto podawał wykluczające się informacje na temat okoliczności zaginięcia studentki. W czasie jednego przesłuchania wskazywał, że byli umówieni, po czym zaprzeczał, aby planowali spotkanie.

Badań wariograficznych w moim odczuciu nie przeprowadzono rzetelnie. Wykonywał je pracownik na co dzień zajmujący się rekrutacją kadr. Jego opinia nie spełnia kryteriów testów Reida.

Rozwój badań poligraficznych jest ściśle związany z wykrywaniem i oznaczaniem symptomów charakterystycznych dla kłamstwa. Po raz pierwszy wariograf jako tzw. detektor kłamstwa został wykorzystany przez Johna Larsona, oficera policji w Stanach Zjednoczonych. Używany jest w biznesie do badań kandydatów oraz w rekrutacji np. do ABW i niektórych formacji paramilitarnych. Badania prowadzone za pomocą tego narzędzia pomagają ocenić stopień wiarygodności odpowiedzi udzielanych przez osobę badaną. W obszarze kryminalistyki pozwala ono ujawnić związek emocjonalno-pamięciowy osoby ze zdarzeniem kryminalnym lub jego brak. Czujniki zastosowane w konstrukcji wariografu umożliwiają mierzenie takich parametrów towarzyszących wypowiedziom, jak ciśnienie tętnicze, oddech, potliwość (zmiany elektryczne skóry). Zapisu zmian tych parametrów dokonują pisaki wariograficzne.

Wspomniane testy Reida składają się z tzw. pytań kontrolnych, obojętnych i krytycznych. Odgrywają one kluczową rolę w czasie badania. Wymagają od osoby badającej dogłębnego poznania materiałów śledztwa. W analizowanej sprawie pytaniem obojętnym było np. „Jaki mamy dzisiaj dzień?”. Pytaniem kontrolnym: „Czy ukrywa pan fakty związane z zabójstwem Miłki?”, przy czym wiadomo było, że jej ciało nie zostało jeszcze odnalezione. Natomiast pytaniem krytycznym: „Czy zabił pan Miłkę?”. Tak samo wyglądały badania z zastosowaniem tzw. wiedzy ukrywanej, wiedzy winnego, zadawanie pytań wraz z kilkoma różnymi odpowiedziami, wśród których jest jedna prawdziwa, znana osobie związanej z dokonanym przestępstwem, np.: „Miłka zaginęła. W tym dniu była ubrana w czerwoną bluzkę, czarną bluzkę, niebieską bluzkę, białą bluzkę?” (wiadomo wówczas było, że jechała na egzamin); „Miłka zaginęła. Czy mogła wyjechać za granicę, popełniła samobójstwo, straciła pamięć, została uprowadzona, została uduszona, pozbawiona życia za pomocą noża?”.

 

W mojej ocenie badający nie dysponował materiałem dotyczącym okoliczności poprzedzających zaginięcie. Należałoby przygotować nowy zestaw pytań i zgromadzić wiedzę (także z nagrań dla telewizji, w których występuje ten podejrzany) oraz ją ponownie przeanalizować, a dopiero wówczas dokonać badania wariograficznego.

Hipotezy dotyczące udziału Irlandczyka w sprawie i jego związku z zaginięciem zostały zweryfikowane. Po ujawnieniu informacji przez znajomych Ron przyjechał do Polski i został przesłuchany. Zapewnił, że w czasie zaginięcia przebywał na terenie Irlandii, gdzie pracował. Dostarczył wiarygodne dokumenty.

Spotkałem się z nim w Restauracji Club 99 w Katowicach, którą od lat prowadzi mój przyjaciel. Serwuje się w niej wykwintne dania regionalne oraz coraz to bardziej wymyślne i smakowite przekąski. Mój przyjaciel i jego siostra, którzy obsługują cateringowo gości prezydenta miasta Katowice, wciąż kreują nowe potrawy. Tam zjedliśmy posiłek, a Ron udzielił mi cennych informacji na temat zaginionej. Według niego w sytuacjach stresowych podejmowała obronę. Zaatakowana w pracy przez klienta potrafiła stawić mu czoło. Opowiedział mi o jej zwyczajach związanych z przemieszczaniem się. Ponieważ ceniła sobie wygodę, chętnie korzystała z podwózek oferowanych jej przez znajomych. Pewnego razu młody mężczyzna próbował ją pocałować, za co został spoliczkowany.

Nowe dane zmieniały sytuację, zaktualizowałem zatem profil. Podtrzymałem hipotezę, że młoda kobieta została uprowadzona i najprawdopodobniej zamordowana. Ustaliłem też cechy nieznanego sprawcy.

Jest nim młody mężczyzna w przedziale wiekowym 25–35 lat, funkcjonujący w związku emocjonalnym, który nie przynosi mu oczekiwanej satysfakcji.

Związek ze zdarzeniem ma osoba mieszkająca w pobliżu, dobrze znana Miłce. W celu jej uprowadzenia użyła legendy, np. podwiezienie na dworzec.

Atak na pokrzywdzoną nastąpił w samochodzie. Następnie sprawca mógł ją przetrzymywać krótko przed śmiercią.

Motywem wiodącym jego działania był motyw seksualny, uzupełniającym zaś – motyw erotyczny. Zaginiona podobała się sprawcy, obserwował jej zwyczaje, sposób poruszania się.

Pokrzywdzona podjęła czynną obronę, która prawdopodobnie zakończyła się pozbawieniem jej życia lub świadomości przez sprawcę.

Po zdarzeniu, które zachwiało funkcjonowaniem emocjonalnym sprawcy, ukrył on zwłoki zaginionej w terenie przyległym do swojego miejsca zamieszkania.

Sprawcę ustalono po pięciu latach. Był nim zamieszkały nieopodal sąsiad – Michał Wrzecionko, który nigdy nie znajdował się w kręgu podejrzanych, gdyż był od Miłki dużo starszy i nie należał do grona jej bliskich znajomych. W chwili dokonywania przestępstwa miał trzydzieści cztery lata.

Pokrzywdzona od dawna mu się podobała. Próbował ją nieudolnie adorować, ale go wyśmiała i traktowała jak niegroźnego wielbiciela. On jednak od tego czasu obmyślał plan jej zdobycia. Snuł fantazje, obserwował, śledził. Miał na jej punkcie obsesję. Do uprowadzenia doszło w trakcie drogi Miłki na stację kolejową. Najprawdopodobniej mężczyzna zaczepił ją, zaproponował podwiezienie, ale Miłka odmówiła. Być może zaczęła uciekać. Nie była zainteresowana amorami Michała. Wtedy mężczyzna rozpędził auto i wjechał w nią. Potrącenie nie było śmiertelne – jak później stwierdzi medyk sądowy, kości nie zostały pogruchotane – ale dziewczyna straciła przytomność. Wrzecionko zapakował omdlałą Miłkę do auta i zawiózł do swojego domu. Ułożył ją w warsztacie, który znajdował się w podpiwniczeniu, i wielokrotnie gwałcił. Kiedy trwały poszukiwania, funkcjonariusze nieraz przechodzili koło jego domu, w którym Miłka była uwięziona. Jego również przesłuchano. Twierdził, że niczego nie widział, nie słyszał. Zaprzeczał do końca. Nawet kiedy śledczy po pięciu latach wpadli na jego trop.

Ciało Miłki morderca rozebrał, włożył do worka i zagrzebał zaledwie dwa kilometry od swojego domu. Wykopał jej grób w szczerym polu. Ubrania i rzeczy osobiste zniszczył lub spalił. Nigdy ich nie znaleziono. Zachował sobie jedynie jej telefon niczym fetysz. Wyrzucił z niego kartę SIM i wyłączył go na pięć lat. Kiedy sprawa przycichła, a o Miłce nikt już w okolicy nie wspominał, Wrzecionko postanowił używać telefonu zmarłej. To urządzenie było dla niego cenną pamiątką, uruchamiającą wspomnienia i fantazje. Kupił kartę SIM, ale gdy tylko telefon został włączony, w bazach ujawnił się jego IMEI. Tym sposobem śledczy trafili na jego trop.

Wrzecionko nigdy nie miał konfliktów z prawem. Nie był karany. Miał dwójkę dzieci i żonę, z którą się rozwiódł. Prowadził niewielki warsztat stolarski, bardzo dbał o swój samochód. Kiedy funkcjonariusze do niego przyszli, nie uciekał. Wskazał, gdzie zakopał Miłkę, i przekonywał, że umarła śmiercią naturalną.

– Nie mógłbym jej zrobić krzywdy – zapewniał. – Byłem w niej zakochany.